Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Aconcagua zdobyta!! > ARGENTYNA


sabinka1890 sabinka1890 relacje z podróży

Zdjęcie ARGENTYNA / - / Aconcagua / Camp AlaskaJak napisać ciekawą relację z miesięcznej wyprawy, która nie będzie miała tysiąca stron? Gdzie tylko najwytrwalsi dotrą do jej końca? Chyba najprościej – Aconcagua została zdobyta z wielkim trudem piętnastego lutego 2011 roku o godzinie 1630. Ze szczytu pamiętam tyle, co nic, ale gdzieś tam w moim niedotlenionym umyśle zapisał się widok płaskiego szczytu i kolegi mówiącego: „Sabina, ty to już masz chyba dość”.

Aconcagua zwana Kamiennym Wartownikiem lub Kamiennym Wojownikiem (w polskim żargonie zwana ciepło Anką lub Akonką) wyrasta z Kordyliery Głównej położonej na terenie Argentyny zaledwie 15 kilometrów od granicy z Chile. Masyw Aconcagui rozciąga się na długość 60 kilometrów i zwieńczony jest dwoma szczytami Cumbre Norte 6962 m n.p.m. - wierzchołek północny i Cumbre Sur 6930 m n.p.m. - wierzchołek południowy. Cała góra zbudowana jest głównie z granitów, które nadają jej specyficzny lekko czerwonawy kolor, natomiast okolice szczytu pokryte są ogromnymi lodowcami i śniegiem. Trekking na Aconcaguę uważany jest przez himalaistów za doskonały trening przed wejściem na Mont Everest, głównie ze względu na warunki atmosferyczne panujące na Ance, które porównywalne są z panującymi w Himalajach.

Wszystko zaczęło się 2 lutego 2011 roku w słonecznej, gorącej i bardzo niepoukładanej Mendozie, ale przecież to środek lata w Ameryce Południowej, prawda? Tam otrzymaliśmy pozwolenia, czyli permity, które upoważniały nas do wejścia na teren Parku Narodowego. Przez następne dwa tygodnie był to nasz najważniejszy dokument. Po dwóch dniach przenieśliśmy się do Penitentes, niewielkiego centrum sportów zimowych, gdzie zaczęliśmy przepakowywanie, ważenie, liczenie… Tam zostawiliśmy depozyt, przygotowaliśmy transport dla mułów, które zatargały rzeczy potrzebne na akcję górską do base campu oraz zapakowaliśmy się na najbliższe trzy dni przeprawy doliną Horcones. Urządziliśmy sobie również spacerek do Puenta del Inka (most inków), małej wioseczki, która przeżywała swoje chwile chwały kilkanaście lat temu. Przy naturalnie powstałym moście skalnym nad rzeką Vacas powstały gorące źródła, które były jednym z bardziej obleganym miejsc w Argentynie. Teraz to tylko kilka straganów z pamiątkami i osławiony most.

Pierwszy namiotowy camp Confluencja znajduje się na wysokości 3400 m n.p.m. Niby nic wielkiego, ale dla nas, mieszczuchów, nawet spacer to toalety z reguły kończył się zadyszką. Tutaj również pożegnaliśmy się z cywilizacją i zaczęliśmy życie prawie w zgodzie z naturą. Prawie, gdyż każdy z nas zaopatrzony był w turystyczną butlę z gazem i liofilizaty. Stanęliśmy również pod potężną, dwu i pół kilometrową południową ścianą Aconcagui, która robi wrażenie nie do przejścia. Na cześć Francuzów, którzy zdobyli ją pierwsi, camp u jej podnóży nazwano Plaza de Francia. Pierwszą Polką, która weszła na szczyt tą trasą jest Wanda Rutkiewicz. Pionowa ściana w większości pokryta jest lodowcem i śniegiem. Największym zagrożeniem podczas wspinaczki są spadające seraki często osiągające wielkość ciężarówek oraz lawiny. Ponad ścianą południową, niestety niewidoczny z dołu, znajduje się lodowiec Polaków, który swoją nazwę zawdzięcza wyprawie naszych rodaków. W 1934 roku, jako pierwsi, pokonali drogę na północno-zachodniej flance, a ich droga wiodła właśnie przez lodowiec, nazwany później na ich cześć lodowcem Polaków.

Dojście do Plaza de Mulas – głównego base campu polegało na przejściu 18 kilometrów suchą, często bezwietrzną doliną Horcones. Upał i ciężkie plecaki dawały się nam we znaki, ale widoki zapierały dech w piersiach. Tutaj też miałam osobistą przyjemność stanąć twarzą w twarz z pędzącym mułem, wykonać piruet w powietrzu i poranić sobie prawą dłoń podczas lądowania. Rany, z braku należytej higieny i obniżonej zawartości tlenu w powietrzu, zaczęły ropieć i niezbędna była antybiotykoterapia. Dziś, na szczęście, pozostały już tylko niewielkie blizny, które przypominają o jakże wyjątkowym zdarzeniu.

Baza główna (base camp) - Plaza de Mulas położona jest na pokrytym rumoszem lodowcu na wysokości 4300 m n.p.m. i jest drugim, co do wielkości base campem na świecie zaraz po Mont Evereście. I faktycznie, robi wrażenie małego miasteczka z namiotami zamiast domów. W czasie, w którym my w nim przebywaliśmy rozbitych było około 100 namiotów. Dodatkowo znajduje się tutaj punkt kontrolny, punkt medyczny, dostęp do Internetu satelitarnego (w zależności od pogody) oraz telefonu, kilka miejsc, gdzie można zjeść coś obiadopodobnego oraz prysznice – niestety bardzo drogie i nieogrzewane (chyba nic przyjemnego, gdy na zewnątrz temperatura sięga prawie zera). W Plaza de Mulas znajduje się również najwyżej położona na świecie galeria sztuki, która pozwala, choć na chwilę, oderwać się od górskiej rzeczywistości. Ale mimo „wygód” każde spojrzenie w górę przypominało nam, po co tutaj jesteśmy. Potężna Aconcagua łypała na nas groźnie z wysokości i nie dawała nam zapomnieć o swojej potędze i sile.

Po jednodniowym odpoczynku i wycieczce do pola penitentów wyruszyliśmy na kolejny spacer aklimatyzacyjny. Pierwszy przystanek znajdował się w campie Canada 5,050 m n.p.m. i wszystko byłoby super gdyby nie załamanie pogody, które przyniosło znaczne ochłodzenie, silne opady śniegu i wiatr, który chciał porwać nasze namioty w przepaść. Od tego momentu skończyły się przyjemności a zaczęły trudności. Nasz dzień skurczył się nagle do niecałych dwunastu godzin, który poza podejściami polegał tylko na zaspokajaniu podstawowych potrzeb fizjologicznych. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na topienie śniegu, aby móc zapewnić dostateczną ilość wody do picia. Wmuszaliśmy w siebie płatki śniadaniowe z mlekiem w proszku, co nie było łatwe, gdyż wysokość zabija apetyt i około dziesiątej, kiedy promienie słońca zaczynały ogrzewać namiot, wyruszaliśmy dalej. Kolejne obozy znajdowały się w campie Alaska 5,200 n n.p.m., który nie był początkowo brany pod uwagę, ale burza śnieżna zmusiła nas do rozbicia namiotów, oraz w Nido de Condores (gniazdo kondorów) 5,570 m n.p.m., który jest drugim base campem podczas akcji górskiej drogą klasyczną. Dodatkowo każdego dnia otrzymywaliśmy niepokojące wieści od tych, którzy schodzili z wyższych campów, że minął kolejny dzień i znów nikomu nie udało się zdobyć szczytu, śmigłowiec zabrał kolejne osoby do szpitala z odmrożeniami, problemami z oddychaniem, zatorem płucnym. Wydawało się, że wszyscy zawracają do Plaza de Mulas, aby odpocząć, zjeść coś obiadopodobnego i naładować siły na kolejny atak na Anke, która nie wydawała się być w dobrym humorze.

Dzień restu minął na leżakowaniu, snuciu planów na przyszłość, jedzeniu, nawadnianiu się i sprawdzaniu prognozy pogody co kilka godzin. W końcu, późno wieczorem, potwierdziło się nadchodzące okno pogodowe. Morale w grupie szybko wzrosły. Szliśmy spać z nadzieją na zwycięstwo. Od samego rana w campie wrzało. Ludzie sunęli pod górę gęsiego. I znów, wszystko było by dobrze gdyby nie wiadomość z ostatniej chwili: w nocy trzy osoby zamarzły pod szczytem, w tym jeden Polak. To nie była dobra wróżba…

W tym dniu musieliśmy pokonać tysiąc metrów przewyższenia, które podczas aklimatyzacji zrobiliśmy w trzy dni. Delikatnie wydawało się, że ciało zaczyna przyzwyczajać się do obniżonego poziomu tlenu. Nocleg w Nido i transfer do Campu Colera 5,980 m n.p.m. Na atak szczytowy wyszliśmy o piątej nad ranem, w korowodzie czołówek sunęliśmy noga za nogą pod górę. Było zimno, mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami. Pierwsze promienie słońca sprawiły, że okoliczne skały i szczyty zaczęły wyłaniać się z ciemności.
W przełęczy Independencia (6350 m n.p.m.) nie wiało tak bardzo jak tego oczekiwaliśmy. Postanowiliśmy urządzić tutaj dłuższy postój w małych rozwalonym schronie bez dachu. Jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy odkryliśmy, że siedzimy na nogach zamarzniętego mężczyzny! Nie mogliśmy zobaczyć go wcześniej, gdyż ciało było przywalone namiotem i praktycznie całkowicie przysypane śniegiem. Przeprosiliśmy za zakłócanie spokoju i trochę zszokowani powędrowaliśmy dalej. Mocno eksponowany trawers do skalnej bramy pokonaliśmy w kolejne kilka godzin. Gdzieś w dole widzieliśmy Plaza de Mulas, co dodatkowo dawało nam wyobrażenie zdobywanej wysokości. Od skalne bramy rozpoczynał się najtrudniejszy odcinek drogi zwany Canalettą. Było to tylko 300 metrów przewyższenia, ale jego pokonanie z reguły zajmowało dwie, trzy godziny. Nasze ciała przechodziły katusze, każde kilkanaście kroków wywoływało zadyszkę nie-do-opanowania, płuca piekły, w głowie pulsowało, umysł krzyczał: zawracać!! Aż w końcu po ostatnim odcinku drogi pod granią pojawił się wypłaszczony szczyt. Piętnastego lutego 2011 o godzinie 1630 zapanowało szczęścia… Podczas powrotu do campu Colera musieliśmy resztkami sił wysilić nasze umysły i skupić się na uważnym stawianiu kroków – najwięcej wypadków zdarza się przy schodzeniu.

Podczas zejścia do Plaza de Mulas straciliśmy łącznie 3 paznokcie u stóp. W base Campie świętowaliśmy przy tradycyjnych lamosach z ogromna ilością smażonej cebulki. Powrotne dwadzieścia pięć kilometrów doliną Horcones dało się nam lekko we znaki, ale w Penitentes czekał na nas bardzo upragniony prysznic – najwspanialszy wynalazek cywilizacji!


Było warto!

Zdjęcia

ARGENTYNA / - / Aconcagua / Camp AlaskaARGENTYNA / - / Aconcagua / dolina HorconesARGENTYNA / - / Aconcagua / Na 6000 m n.p.m.ARGENTYNA / - / Aconcagua / Plaza de MilasARGENTYNA / - / Aconcagua / Camp Canada

Dodane komentarze

sabinka1890 dołączył
18.10.2010

OVAD dołączył
04.09.2001

OVAD 2011-03-29 21:33:25

Zazdroszę wyprawy!

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl