Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Odkrywcy, badacze i rabusie indiańskich starożytności... > USA


[konto usuniete] [konto usuniete] relacje z podróży

Niezwykły archeolog . „Doktor Jim Redd z dumą pokazał swoją ostatnio wykopaną kolekcję z indiańskich ruin. Archeolog poczuł narastającą złość widząc tysiącletnią jaskrawo pomalowaną ceramikę, prymitywne narzędzia, unikalną biżuterię i tradycyjne pogrzebowe koce – nie mylił się to wczesny okres Pueblo kultury Anasazi. 
- Przeszłość powinna zostać na swoim miejscu – powiedział 
Doktor skrzywił się spoglądając na swojego dawnego przyjaciela, z którym wiele lat temu, jeszcze jako chłopcy, penetrował pobliskie jaskinie w poszukiwaniu starożytności – wyraźnie miał już dość tych kazań...” 
To nie jest scenka z najnowszej części popularnego zawadiaki i poszukiwacza przygód w skórzanej kurtce, kapeluszu typu fedora z nieodłącznym biczem i rewolwerem noszącego imię psa znanego scenarzysty filmowego. Ta scena w przybliżonej wersji odegrała się naprawdę, w pozornie sennej miejscowości Blanding gdzieś w południowo-wschodnim Utah...

Powrót z Needles. Samotnie podążając minivanem niewielka drogą nr 211, żegnamy malownicze skały Needles i mijamy, niewielki, odsłonięty wreszcie przez chmury, masyw górski La Sal.To był dobry dzień - dotarliśmy do Łuku Druida (Druid Arch) pokonując trasę przez Park Cheslera (Chesler Park), trochę kluczyliśmy ale i tak wyszło nieco szybciej niż w przewodniku a poza tym spotkaliśmy zaledwie paru ludzi przez cały dzień. Pogoda szczęśliwie dopisała choć jeszcze wczoraj w Moab lało rzęsiście. Pozostawiamy na skrzyżowaniu Church Rock i skręcamy w szosę 191 na południe, zostało jeszcze trochę ponad 40 mil , po raz kolejny sprawdzamy dojazd do farmy ekologicznej Billa i Lesli Haven. Jest szansa, że jeszcze przed wieczorem dotrzemy do Blanding, w miejscu gdzie parę miesięcy wcześniej rozegrała się dość niezwykła historia, która wstrząsnęła miejscową społecznością...

Comb Ridge. Niewyraźna ścieżka prowadzi ponad ostro zakończonym grzbietem skalnego zbocza potężnej monokliny o łącznej długości ponad 120 mil znanej jak Comb Ridge.Słońce oświetla mroczne siedliska w skalnych alkowach pozlepiane blisko tysiąc lat temu.Archeolog Winston Hurst ostrożnie wchodzi do jaskini. Dla laika prekolumbijskie pueblo wygląda jak nietknięte - wciąż stoją ściany, okna, izby oraz pomieszczenia do składowania kukurydzy z tysiącletnimi małymi przyczerniałymi kolbami. Hurts smutno kiwa głową - widzi tylko ślady grabieży i zniszczenia...Na ścianach z piaskowca stworzone przez stulecia hieroglify przedstawiające ludzi, zwierzęta , scenki z polowań, tajemne symbole zostały pomazane przez bardziej współczesne graffiti. Parę metrów dalej Winston odnajduje wyryte własne imię - miał wtedy 12 lat, kolekcjonował groty strzał, imię jednak jest ledwie czytelne - zostało wydrapane przez miejscowych poszukiwaczy starożytności - uznali go za renegata i zdrajcę...

Farma. Późnym popołudniem dojeżdżamy do miasteczka, koło stacji benzynowej w prawo, jeszcze 6 mil, zgodnie z opisem przesłanym przez gospodarzy. Osiągamy charakterystyczne wzgórze i po prawej pojawia się kilka zabudowań, stajnie , wybiegi dla koni, jesteśmy na miejscu. Przed domem wesoło obszczekuje nas pies, a na ganku wylegują się dwa wypasione koty. W chacie sympatycznie, swojsko, z Leslie załatwiamy formalności,w chwile później Bill pokazuje nam nasz domek. W środku spać może 6 osób i to naprawdę komfortowo.

-Skąd jesteście?- zagaduje Bill, a na odpowiedź, ze z kraju nad Wisłą, ożywia się i mówi - Muszę Wam coś powiedzieć- wszystkie moje konie mam z Polski...

No cóż. Znakomicie. Oboje organizują dla turystów konne wypady w okolice, służą również jako przewodnicy w dotarciu do okolicznych ruin Indian Anasazi.
Umawiamy się jedynie na poranna kawę, mamy gotowe własne plany - pobudka bladym świtem, dzień będzie przecież niezwykle napięty i emocjonujący, będziemy poszukiwać miejsc których nie sposób znaleźć na zwykłych mapach...ukrytych siedlisk starożytnych Indian.

Four Corners. Wśród rozległych skalnych labiryntów potężnych kanionów i pustynnych niemal bezdroży w regionie Four Corners, gdzie przecinają się granice stanów Utah, Arizona, Nowego Meksyku i Kolorado, garstka strażników z National Park Service oraz Bureau of Land Management usiłuje nadzorować miliony akrów ziemi bogatej w bezcenne starożytne indiańskie artefakty. Narzucenie prawa chroniących ludzkie szczątki i świętych ceremonialnych miejsc jest praktycznie niemożliwe, kwitnie więc od dziesiątków lat nielegalny handel. Miejscowe szajki są doskonale zorganizowane, latają niewielkimi samolotami w poszukiwaniu ruin, w nocy zaś przy świetle księżyca, często w kamuflażu grabią nienaruszone wcześniej indiańskie grobowce, okradając je z najbardziej cennych przedmiotów nie przejmując się zanadto wyrzucaniem z grobów szkieletów i czaszek. Znaleziska potem sprzedają znanym sobie od lat dealerom i kolekcjonerom....

W Kanionie Muła. Jeszcze przed brzaskiem farma budzi się swoim rytmem. Obiecana kawa czeka na nas w termosie - gospodarze są niezastąpieni. Pierwszy cel stosunkowo łatwy - House on Fire w Kanionie Muła.Najlepsze zdjęcia można tam zrobić przed południem więc błyskawicznie zbieramy się i w drogę. Trasą „95” Przecinamy Comb Ridge i już jesteśmy w rejonie zwanym Cedar Mesa od lat penetrowany przez poszukiwaczy starożytnych indiańskich ruin. Drogowskaz wskazuje drogę w prawo, skręcamy, wygodny parking, fragmenty ruin z tablicami informacyjnymi,ale coś nie gra, nie to nie tutaj...Według zdobytych wcześniej wskazówek musimy cofnąć się trochę, wreszcie jest - mała niepozorna droga jakich wiele na tutejszych pastwiskach. Zostawiamy pojazd, wypisanie specjalnego formularza, opłata, wrzut do skrzynki i śmigamy niepozornym kanionem, wypatrując upragnionego celu. Dzień rozpoczyna się słonecznie,drzewa nabierają kolorów - jesień dociera nawet tutaj w te niezbyt urodzajne strony.
Droga biegnie wzdłuż niewielkiego potoku, po krótkiej wędrówce jest - po prawej stronie, grupa niewielkich ruin, wszystko dobrze ale gdzie te osławione płonące skały? Coś wreszcie widać wyłania się kawałek niezwykłej ściany choć nadal ciche wątpliwości, ustawiam statyw , kamerę, spojrzenie w wizjer i….(House on fire… fot.aut)

„Operacja Cerber”. 10 czerwca 2009 roku 150 federalnych agentów wkracza do akcji. Nie bez powodu nazwa akcji pochodzi od trójgłowego psa z mitologii greckiej, którego zadaniem było strzeżenie świata podziemi. Dzisiejsze akta sądowe przedstawiają tajnego informatora FBI, 2.5 letnią „wtyczkę” Teda G. który wkradł się w łaski sekretnego świata kopaczy i dealerów. Płacił dziesiątki tysięcy dolarów za ceremonialne maski, nakrycia głowy z głów bizonów, biżuterię i sandały związane ze starożytnym pochówkiem Anasazi.
Aresztowano 26 ludzi za grabież indiańskich grobów oraz kradzież bezcennych archeologicznych skarbów z ziem publicznych i rezerwatów. Siedemnastu z aresztowanych , skutych za ręce i nogi pochodziło z Blanding, a wśród nich Harold Lyman lat 78 , wnuk pionierskiej mormońskiej rodziny, która założyła miasto, David Lancy lat 55 nauczyciel matematyki i brat szeryfa San Juan County i znamienity lekarz Jim Redd lat 60 wraz z żona i córką.
Niespodziewanie następnego dnia doktor popełnia samobójstwo, kolejny pozwany z Santa Fe (Nowy Meksyk) zastrzelił się tydzień później . Samobójstwa zelektryzowały liczące 4 tysiące mieszkańców miasteczko. Ponad tysiąc z nich przyszło na pogrzeb Redda, większość zgorzkniale obwiniało rząd, miejscowy burmistrz oficjalnie potępił agentów FBI i pracowników BLM.
Oburzona społeczność grzmiała : „W tych okolicach, to nie zbrodnia. To sposób na życie,”Przecież zbieranie grotów było jak zbieranie muszli, a starożytna ceramika była tak liczna, że używano jej jako celów do praktykowania strzałów. To nie byli „zatwardziali kryminaliści ani grabieżcy,” „ To tylko nieszkodliwi starsi ludzie lubiący starożytne pamiątki”...

Z „wizytą” u Wyplataczy Koszy. Po krótkiej wizycie w Kanionie Muła wracamy na drogę „95” i po parunastu kilometrach skręcamy na południe w drogę „261” prowadzącą przez serpentyny Muki Dugway do osławionej Monument Valley. Mijamy najpierw strażnicę z ”rangersami” blisko wlotu do Gulch Canyon. To najpotężniejszy kanion (ok 80 km) tego regionu a starożytności indiańskie można odnaleźć co 2-3 km. Do kolejnego celu - Fallen Roof Ruin w Road Canyon musimy skręcić na wschód w drogę „239”. Drogą ta okazała piaszczystą, czerwoną szeroką ścieżką
Po paru kilometrach osiągamy punkt kontrolny i tu samoobsługa , podobnie jak w Kanionie Muła wypisuje się stosowne formularze , załącza kilku dolarową gotówkę na permit i wrzuca to wszystko w zwykłą metalową ...rurę.
Po nieskończonych wybojach docieramy do niewielkiego parkingu na którym stoi już jeden pojazd. Wkrótce po miłej wędrówce schodzimy do kanionu i tam spotykamy właścicieli pojazdu , którzy zrezygnowani wracali - pogubili drogę i nie znaleźli ruin.
Mieliśmy więcej szczęścia i korzystając ze zdobytych wcześniej „tajemnych” wskazówek docieramy do celu w kilkadziesiąt minut. Rejon ten zasiedlali niegdyś Indianie Anasazi z okresu Wyplataczy Koszy (Basketmakers) 200-700 n.e. Swoją nazwę zawdzięczają dosyć niezwykłej umiejętności wyplatania z włókien garnkowatych koszy. Gotowali w nich pożywienie, jednakże nie wzniecali pod koszami ognia, lecz wrzucali do nich rozżarzone w ognisku kamienie i w ten sposób ogrzewali zawartość.
Zwiedzamy ruiny , trochę zdjęć i wracamy piaszczystymi wybojami do „261”. Dalej kawałek na północ asfaltem i znów skręcamy w polną drogę na zachód i ponownie witają nas znajome czerwone piaski. Po krótkiej jeździe mijamy niewielki strumień, który po deszczu potrafi zamienić się w całkiem spory potok odcinając jedyny szlak komunikacyjny z cywilizacją, jeszcze parę chwil i jest parking. Przed nami wrota mekki poszukiwaczy indiańskich śladów z przeszłości - Bullet Canyon, potężna odnoga gigantycznego Gulch Canyon.

„Chindi”, złe duchy Indian Navajo. ”Chindi” to słowo, którym Indianie Navajo określają złe duchy potrafiące rzucić śmiertelną klątwę na osobę lub miejsce, jeśli ich spokój zostanie naruszony.Pacjenci Navajo, którzy szanowali Jimma Redda, choć nie kryło niezadowolenia z tak brutalnego aresztowania, nie miało najmniejszej wątpliwości, że Reddowie- którzy w przeszłości już byli oskarżani o rozkopywanie grobów - wiedzieli,że łamią prawo. Ze smutkiem mówią jak „Chindi” zmarnowało mu życie…
Oskarżyciele przedstawili jednak inny obraz, opisując gęsto powiązaną sieć, która grabiła nienaruszone wcześniej archeologiczne miejsca, bezcześciła indiańskie grobowce i kradła artefakty, sprzedając je zorganizowanej siatce dealerów i kolekcjonerów starożytności. Po najeździe, władze usunęły dwa vany pełne artefaktów z domu Redda.
Archeolog Winston Hurst nie jest przekonany do skuteczności takich działań uważa, że aresztowania tylko utwardziły właśnie tę społeczność i nic ich nie powstrzyma od dalszego rabowania indiańskich starożytności.

Bullet Canyon. Jest już w pół do drugiej,trochę późno ale chcemy jeszcze dotrzeć przynajmniej do Perfect Kiva a to blisko 14 km marszruta o ile nie pobłądzimy. Chwilę zastanawiamy się co robić. Musimy zdążyć przed zmrokiem, w przeciwnym wypadku pomimo najlepszych czołówek możemy najnormalniej w świecie z kanionu nie wyjść do rana. Na parkingu obok naszego stoi jeszcze jakiś pojazd, nie ma co ruszamy...
Dochodzimy do krawędzi i ostra ścieżką w dół szybko tracimy wysokość ,dalej droga nie jest technicznie specjalnie trudna , aczkolwiek momentami trochę trzeba się po-gimnastykować. Intuicyjnie wyszukujemy właściwą drogę wzdłuż potoku, trawersując, przebijając się przez ostre suchorośla, po kamiennych zawaliskach. Idąc, mijamy dziesiątki niewyraźnych ścieżek, odnóg, koryt, piargów, kamiennych zawalisk - łatwo tu pobłądzić w dzień a co dopiero w nocy.
Spotykamy dwóch mężczyzn - byli tu ponad 20 lat temu ale nie znaleźli lub też nie doszli do celu, są od pół godziny w drodze, wracają na parking. Kanion rozszerza się i jest już stosunkowo łatwo, kolejne zakręty i wypatrywania jakiś śladów ruin po północnej stronie, wreszcie coś majaczy w górze wysoko, udało się, jest ! Od głównej drogi trzeba odbić w niewielka ścieżynkę, odrobinę wspinaczki i jesteśmy w Perfect Kiva.
Ruiny są niesamowite , wokół pustkowie,żywej duszy, wygląda to jakby ktoś przed chwilą stąd wyszedł może do rzeki , może na polowanie...
Resztki starej ceramiki , kamienne narzędzia - słowem muzeum na świeżym powietrzu...
Jailhouse Ruin. Schodzimy na dół i jakiś kilometr dalej równie niesamowite miejsce to Jailhouse Ruin. Na górna platformę trzeba się najnormalniej w świecie wspiąć po skale (rysą zupełnie z lewej strony)
Wszystkie te skalne ludzkie siedliska maja zdecydowanie charakter obronny - widać sąsiedzi nie żyli ze sobą w najlepszej komitywie...


Patrzymy z zadumą w głąb wypełnionego jesiennymi kolorami kanionu...
Tutaj, w jednym z najbogatszych archeologicznych obszarów w kraju - gdzie ruiny starożytnych pueblos schowane są we wnoszących się klifach piaskowca, a ceramika oraz groty rozrzucone są po starych szlakach - jak możliwe jest zachowanie i ochrona przeszłości? I jak w miejscu, gdzie „poszukiwanie artefaktów” jest od ponad stu lat sposobem na życie , kto, jeśli ktokolwiek, jest właścicielem przeszłości?
Tak czy inaczej dla miłośników odkrywczych wypraw to miejsce jest jak z przygodowych filmów z Indiana Jones, nadal niedostępne ruiny i ich skarby czekają na swoich odkrywców, a na swoich szlakach natknąć się możecie na zwariowanych pasjonatów , archeologów lub... rabusiów indiańskich starożytności.
Opracowano na podstawie autentycznych wydarzeń, oficjalnych wiadomości , miejscowych plotek i fantazji autora...

Robert Stocki

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl