Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

tytul:

2011 - Rumunia i Słowacja > RUMUNIA, SłOWACJA

autor:Marek 65
Podziel się!


Streszczenie:

Zdjęcie RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 743-10   Rumunia 2011 Relacja z 2 tygodniowego pobytu: Rumunia - wioski i cerkwie Maramureszu, z plecakiem w góry Rodnei, Słowacja - Tatry.

W przypadku pytań służymy radą i pomocą.




Treść:

Charakter naszych wypraw zawsze opiera się o zasadę ogólnej improwizacji tzn. przygotowujemy ogólny plan rejonów, które chcemy zwiedzić, a potem jak nam się podoba dane miejsce to zostajemy, a jak nie to jedziemy dalej.

- Środek transportu: samochód osobowy Skoda Octavia 1,9 TDI.
- Nawigacja: mapa samochodowa Rumuni 1:250 000, mapa turystyczna gór Muntii Rodnei 1:50 000.
- Noclegi: lubimy pokoje z dużym łożem i łazienką ... , najniższy standard to własny namiot.
- Wyżywienie: jak jest możliwość to obiad w restauracji, śniadania i kolacje we własnym zakresie.
- Co zabieramy ze sobą: sprzęt trekkingowy i kempingowy zapewniający niezależność od cywilizacji.
- Termin wyjazdu: 28 sierpnia
- Zwiedzanie - w miarę możliwości czasowych wszystko co nas zaciekawi lub polecą miejscowi,
- Koszt: liczony po powrocie, kosztuje tyle - ile się wyda.


W tym roku planowaliśmy wyjazd w Tatry i Bieszczady, niestety pogoda w tym roku jest kapryśna, jest chłodno i często pada. Przed wyjazdem zmieniamy plany – pojedziemy na Rumunię, w góry Rodnei, aby tam poczekać na polepszenie pogody w kraju. Co dalej pokaże czas. Znów kolejna zmiana - miał być wyjazd w piątek, ale z uwagi na przyjazd rodziny z Gdańska przekładamy rozpoczęcie urlopu na niedzielę.


Dzień 1 28-08-2011 /niedziela - 960 km czas przejazdu ok. 15 godz. pogoda: słońce
Wreszcie rozpoczynamy urlop, samochód pakujemy wieczorem i rano 3:40 wyjeżdżamy z domu. Pogoda jest ładna a na drodze pusto więc szybko mkniemy do Krakowa (jest 6:40 więc jedziemy dalej A4) Szarów – Brzesko – Nowy Sącz – Stara Lubovna – Presov – Kosice (tutaj jest słabo oznakowany kierunek na Węgry droga 3, E71 więc trzeba uważać) – Sena – Abauj Devecser – Encs – Mad – Tokaj – Nyiregyhaza. Jest po południu, przejechaliśmy 800 km bez postoju i jesteśmy głodni, więc rozglądamy się za jakąś knajpą by zjeść obiad. Koło Bakta Loranthaza przy drodze po lewej stronie jest ładnie wyglądająca restauracja z pięknym zacienionym tarasem, jedzenie smaczne, ceny do przyjęcia i można płacić bez problemu w Euro (warto zapamiętać to miejsce na przyszłość). Syci i zrelaksowani jedziemy dalej Mateszalka a potem granica Rumuni - jest 14:30 a na liczniku 870km. Na granicy jest uproszczona kontrola graniczna dla obywateli Unii Europejskiej, przestawiamy zegarki +1godz, kupujemy Ewinietę na samochód - za 7 dni płacimy 5Euro. Przez Satu Mare – Baia Mare jedziemy do Cotlau bo tam planujemy nocleg. W Cotlau z lenistwa zapytałem Panią o pensjonat i się zaczęło - zagadnięta pani oblatuje okoliczne domy i wykonuje jakieś telefony, by po chwili siedział z nami w samochodzie chłopak, który pilotuje nas do pensjonatu, gdzie jest wolny pokój. Jesteśmy zmęczeni i nie mamy siły szukać czegoś innego więc jedynie negocjuję cenę z 140lei na 100lei za nocleg ze śniadaniem. Rozpakowujemy się wstępnie i idziemy na krótki spacer po wiosce by odetchnąć. Uprzejmości ciąg dalszy. Oglądanie z zewnątrz ładnej budowli w parku kończy się przymusowym zwiedzaniem Rezydencji Patoffiego - była tu kolebka Wiosny Ludów – osoby siedzące w parku szybko zorganizowały chłopaka z kluczami do obiektu, otworzył go i oprowadził wewnątrz opowiadając całą jego historię – po angielsku. Postanawiamy wracać na kwaterę, gdzie od gospodyni dostajemy świeżo pieczone gorące rogaliki z serem żółtym. Jesteśmy bardzo zmęczeni więc idziemy szybko spać.

Dzień 2 29-08-2011 /poniedziałek 177km pogoda: słońce
Cotlau – Baia Mare – Baia Sprie – Surdesti – Plopis – Tagru Lapus – Roha – Tagru Lapus – Rogoz – Cupseni – Rogoz – Cavnic – Budesti.
Wstajemy o 6:00, ja idę zrobić parę zdjęć przed wschodem słońca. Potem jemy śniadanie - jakieś smażone grzyby, kotlety, wędliny i jajka. Jedziemy do Baia Mare wymienić walutę. Banki są jeszcze zamknięte, więc znajduję "kantor" – bardzo gruba pani siedzi na krześle w drzwiach otwartej budki na klatce schodowej sklepu, ja stoję bezpośrednio obok niej, nie na żadnego zabezpieczenia, jesteśmy sami, kurs 1Euro=4,02Lei. Dostaję same 100lei więc proszę o drobniejsze na co otrzymuję odpowiedź ,że nie ma drobnych a na dowód tego pani otwiera kasę pancerną pokazując całą zawartość, żebym sam naocznie mógł zobaczyć, że nie ma – mógłbym zabrać całą walutę a do kasy wsadzić ją. No cóż taka ufność pewnie się skończy z nadejściem .
Jedziemy do Surdesti by zwiedzić kościół z 1766 roku, klasy 0 wpisany na listę UNESCO. Klimat niepowtarzalny, wszystko autentyczne, ręcznie malowany, nadal używany jako miejsce kultu – ludzie się modlą. Można robić zdjęcia wewnątrz. Obok pięknie położony stary cmentarz.
Trzy kilometry dalej jest Plopis, a w nim kościół z 1797 roku, trwa w nim msza żałobna, czekamy podziwiając okolicę a msza trwa i trwa. W końcu rezygnujemy i jedziemy dalej w kierunku Tagru Lapus, a potem na południe w poszukiwaniu klasztoru Roha położonego w górach.
Pierwsze wrażenie jest ok., piękna brama wjazdowa, a następnie serpentyną do góry. Wyłania się cały kompleks - część stara i nowa właśnie w budowie. Brak jednak klimatu miejsca – wygląda na wyludniony, nie ma księży ani zakonników. Wracamy do Tagru Lapus i dalej do Rogoz.
Stara drewniana budowla kościoła 1663 roku, wpisany na listę UNESCO, wewnątrz malowidła na ścianach, ciekawe wnętrze choć sprawia wrażenie obiektu typowo turystycznego. Można robić zdjęcia wewnątrz.
Teraz pojedziemy na poszukiwanie kościoła, gdzieś w okolicach Cupseni. Jadąc przez wioskę dostrzegamy w oddali wieżę kościoła, ale nigdzie nie widać drogi do niego. Pytamy się o dojście – należy iść przez ogrodzone posesje i pola i nie przejmować się niczym, ruszamy powoli bez przekonania. Kościół z 1730 roku jest malowniczo położony na pagórku, wokoło stary cmentarz nadaje niepowtarzalny charakter spokoju temu miejscu, szkoda tylko ,że kościół jest zamknięty. Warto tu przyjechać następnym razem i poszwędać się po okolicy.
Jedziemy do Costeni – malownicze pola i zagrody. Można by było tutaj nocować pod namiotem, my jedziemy dalej do Cavnic a potem na nocleg do Budesti. Za pokój z łazienką płacimy 60lei.


Dzień 3 30-08-2011 /wtorek 153km pogoda: słońce
Budesti – Calinesti – Barsana – Rozavlea – Botiza – Leud – Bogdan Voda – Viseu de Jos –Viseu de Sus – Borsa – Pensjonat Tatarilor.
W Budesti oglądamy ciekawe gospodarstwo – sympatyczny pan pokazuje nam młockarnię i inne stare drewniane maszyny napędzane za pomocą wody np. stara pralnię, częstuje Jolę palinką własnej produkcji z certyfikatem, potem pokazuje nam jak gra i śpiewa się na Rumunii. Rozavlea – idziemy na lokalny bazar – klimat jak u nas na początku lat dziewięćdziesiątych, towary wyłożone gdzie się da a w sprzedaży mydło i powidło.
W Bogdan Voda postanawiamy skręcić na północ by pojechać do Borsy inną drogą, odcinek do Viseu de Jos jest ładna krajobrazowo, natomiast dalsza część nie przedstawia żadnych atrakcji. Nocleg planujemy brać na odludziu (do Przełęczy Prislop jest 8km) za Statjunea Borsa w Pensjonacie Tatarilor 70lei za noc.


Dzień 4 31-08-2011 /środa pieszo 22 km pogoda: słońce
Dzisiaj pieszo w góry Rodnei => wyjście z przełęczy Prislop 1416mnpm - szutrową drogą do Spiol 5km - od tego miejsca szlak przybiera formę bardziej przyjazną turystyce, idziemy chwilę szlakiem podziwiając góry, gdy rzucam propozycję by zamiast iść szlakiem - podejść na przełęcz stokiem leżącym po prawej stronie. Zdania są podzielone i z 15 minut zajmuje mi przekonanie Joli ,że to doskonały pomysł. W końcu idziemy, i jak to bywa, tam gdzie jest fajnie, nie jest łatwo. Jest stromo i nie ma szlaku, atrakcją są wspaniałe widoki, borówki i jagody, "lekko" spoceni docieramy na górę 1905 mnpm. pokonując odległość 2km. Jak się powiedziało A - to należy powiedzieć B idziemy dalej, na przełaj, prosto przed siebie, w dół, kierując się do szlaku czerwonego, przechodzimy koło małych jeziorek, których byśmy nie zobaczyli idąc szlakiem, dochodzimy do szlaku i idziemy dalej do Saua Galatuli 2,5km - w oddali pasterz wypasa owce. Jola idzie szlakiem. a ja postanawiam podejść do stada bliżej, by zrobić jakieś zdjęcie. Idąc pod wiatr, staram się iść cicho, by nie spłoszyć psów pasterskich, które są agresywne ( i to był błąd), udaje mi się tak doskonale podejść blisko, że spłoszone psy rzuciły się na mnie całą sforą i musiałem bronić się kijkami, a wycofując się tyłem udało mi się zrobić tylko jedno zdjęcie. Wracam na szlak i idziemy 1,5km na szczyt Vf.Galatului 2048 mnpm, robimy postój, by zjeść obiad i podziwiać widoki, postanawiamy wracać szlakiem 3,5km do przełęczy Saua Gargalau 1907mnpm co zajmuje nam 1godz. - a potem 8km – 2 godziny dojście do przełęczy Prislop. == razem pieszo ok. 22km. W Cabana ? jemy jakąś dziwną ale bardzo smaczną zupę warzywną mix składającą się z wszystkiego, co można do garnka włożyć z dominacją ziół – szczególnie tymianku.


Dzień 5 1-09-2011 /czwartek pieszo 11 km pogoda: słońce
Dzisiaj się lekko się ochłodziło i wieje wiatr. Idziemy z Przełęczy Prilop na północ w kierunku Ukrainy, z pagórka roztacza się przepiękna panorama na całe pasmo górskie. Kawałek dalej jest osada cyganów którzy trudnią się zbieractwem jagód i grzybów, żyją w prowizorycznych szałasach z folii i gałęzi drzew, małe dzieci atakują nas prosząc o BON BONI (słodycze). Słysząc to, z szałasu wychodzi stara cyganka krzycząc na dzieci i już ich nie ma. Idziemy dalej podziwiając rancza pasterskie na tle gór, w oddali słychać muzykę regionu. W oddali ludzie z wielkimi koszami zbierają borówki. Dochodzimy do przełęczy Tarnita Tila i zawracamy. W okolicach cygańskiej osady zaczaiło się 3 chłopców i w zamian za cukierki zapozowali do kilku zdjęć. W Cabana Alpina jemy zupę kapuścianą. Oglądam pokoje - są 2,3 osobowe, łazienka wspólna cena za pokój 60lei, zasilanie z agregatu.


Dzień 6 2-09-2011 /piątek pieszo 8km pogoda: deszcz rano, mgły – potem słońce
W nocy i rano padał deszcz, do południa jest mglisto i siedzimy w pokoju. Potem bardzo szybko wychodzi słońce – jedziemy na przełęcz. Wszyscy wokoło pstrykają zdjęcia. Na przełęczy jesteśmy trochę za późno, ale i tak jest pięknie, gdy słońce przebija się przez mgły i chmury. Nie wiemy, w którą stronę iść, gdzie będą ciekawsze widoki. W końcu decydujemy się iść w stronę przełęczy Gargalau, podziwiamy wspaniałe widoki jak chmury i mgły przetaczają przez góry. Potem wspinamy się na Stiol gdzie ukazuje się wspaniały widok z jednej strony na dolinę Borsy a drugiej na góry. Siedzimy tutaj podziwiając widoki i wdychając aromatycznie pachnące zioła tymianku i oregano oraz objadając się borówkami. Wracamy na przełęcz Prislop i do pensjonatu.


Dzień 7 3-09-2011 /sobota pieszo 30 km pogoda: mgły i chmury przeplatane słońcem
Dzisiaj mieliśmy wstać b. wcześnie, ale Jola opóźniała jak mogła – w końcu to urlop - w wyniku czego, dopiero
o 6:40 wyszliśmy z przełęczy Prislop, podejście do przełęczy Saua Gargalau 1907 mnpm 8km zajmuje 2,5 godz. Widoki są wspaniałe, chmury i mgły przeplatane przebłyskami słońca. Potem podejście na Vf.Gargalau 2159mnpm 1,5km zajmuje 1,5 godz. Dalej przejście 2km na Vf.Omului 2134mnpm. Kawałek dalej robimy postój na posiłek i podziwianie jak mgły przetaczają się przez góry. Rozdzielamy się – Jola będzie sobie siedzieć i potem wracać powoli na Gargalau, ja natomiast pójdę dalej przez 1 godz. i zobaczę jak daleko dojdę w kierunku Ienau. Maszeruję do Vf.Cisa 2036mnpm 1,5km a następnie 1,5km na przełęcz Tarnita Lui 1960mnpm, gdzie odchodzi niebieski szlak. W drodze powrotnej postanawiam sprawdzić jak daleko dojdę szybkim krokiem marszowym w przeciągu 1 godziny, problem polega na tym, że widoki są wspaniałe, a ja nie mogę za wiele stawać na postój. Jestem cały mokry, kiedy dochodzę do Vf.Claii 2121mnpm (1godz. = odległość 4,5km) to było niezłe tempo. Kiedy docieram do Gargalau jestem skonany a Jola leży sobie na trawce i czyta książkę. Powrót tą samą drogą jest zbyt monotonni i namawiam Jolę na zejście ze szlaku. Jest bardzo stromo więc pomalutku schodzimy w dół małym skrótem do czerwonego szlaku – tym razem zejście okazuje się udane, lepiej niż szlakiem, po drodze są jagody.
Kolację jemy w pensjonacie - za pierś kurczaka z grila + frytki + sałatka + kawa + piwo płacimy 42lei / 2 os.


Dzień 8 4-09-2011 /niedziela pieszo 14 km pogoda: słońce
Dzisiaj relaks - wypad nad jezioro Izworu Bistritei, po drodze mijają nas rumuńscy turyści, którzy uprawiają turystykę po swojemu tj. podjeżdżają w góry autami ile się da, nie patrząc na żadne zakazy wjazdu, chodzą wokoło, pokrzyczą i wracają z powrotem do samochodów aby jechać dalej zdobywać inne góry. My sobie siedzimy i oglądamy okolicę. Potem jedziemy do Borsy na drobne zakupy i obiad w starej restauracji – jedzenie dobre, ale jak się później okazało Jola się czymś zatruła. Informacje od Andrzeja (naszego syna, który robi za pogodynkę i przysyła nam sms-y z informacjami o pogodzie) powodują ,że postanawiamy pozostać do czwartku na Rumuni, muszę dokupić winietę.


Dzień 9 5-09-2011 /poniedziałek pieszo 6 km pogoda: słońce
Miała być ranna pobudka, a były poranne mdłości. Jola chyba czymś się wczoraj zatruła i dziś musimy odpuścić góry, a jest taki piękny dzień. Ok godz. 10:00 decydujemy się na wyjazd samochodem w kierunku Borsy a potem gdzieś dalej aby wypełnić wolny czas. Jednak w Statiunea Borsa postanawiamy wjechać kolejką krzesełkową w górę ale warunkiem działania wyciągu jest 20 osób – nie ma liczby osób, nie ma wyciągu. Jest ładna słoneczna pogoda więc dość szybko zbiera się grupa kilkunastu osób i rusza wyciąg. Na górze idziemy drogą w kierunku Stiol a potem przez trawy za pagórek. Nadchodzi pan z wielkim koszem na plecach i rozmawiamy po rumuńsku i ukraińsku a trochę na migi, pytam się jak radzić sobie z psami – na co pan mówi ,że nie należy ich odganiać kijem bo stają się jeszcze bardziej agresywne a pozwolić się im obwąchać a jak dostaną coś do jedzenia to spokój, powiedzenie do budy to po rumuńsku KYNIA MARSZ (sprawdzone później – działa).


Dzień 10 6-09-2011 /wtorek 300 km pogoda: deszcz
Pobudka o 4:45, szybkie śniadanko, plecaki spakowane wczoraj i w drogę. Na przełęczy wieje, zimno i zdania co do dalszej wędrówki podzielone. Ja chcę iść, ale z każdą chwilą przybywa chmur i zaczyna padać. Jola robi za tą rozsądniejszą i przypomina, że z górami nie ma żartów. Rezygnujemy z wyjścia w góry – zmiana planów jedziemy na Transylwanię do Bontida (Borsa – Salva – Beclean – Dej). Znajduje się tu zabytkowy zespół pałacowy remontowany od 1998 r. przy pomocy finansowej angielskiego konsula zwany Wersalem Transylwanii. Za 2 lei/os zostajemy wpuszczeni na teren kompleksu – specjalnie nie ma co zwiedzać –generalnie to ruiny, ale na uwagę zasługuje przepiękne okno wykuszowe, zdobienia na bramach oraz wyremontowana już kawiarenka z miłym klimatem. W drodze powrotnej oglądamy wioski, w których powstają nowe domy. Wieczorem zostajemy zaproszeni przez właścicieli pensjonatu na tradycyjną rumuńską kolację. Schodzimy do restauracji, w tle słychać jak ktoś szuflą zbiera potłuczone szkło. Za jakiś czas gospodyni przynosi w misce polentę – gotowana kasza kukurydziana z bryndzą zapiekana ze skwarkami i jajkiem sadzonym. Nie chcemy jeść sami, prosimy więc gospodarzy, lecz ci wysyłają jako przedstawiciela córkę Justynę (3 klasa) a potem dołącza Luca (brat 3 lata). Kolacja pod znakiem niezapomnianego smaku – ciężko przechodzi przez gardło a tu trzeba jeszcze się uśmiechać, aby nie robić przykrości pani ja się poświęcam i robię taką malutką dokładkę. Wieczorem nadal pada deszcz.


Dzień 11 7-09-2011 /środa pieszo 20 km pogoda: mgły, słońce
Dzień pod znakiem mgieł po wczorajszych opadach. Jest mglisto i Jola bez przekonania idzie w góry. Ja wykazuję więcej optymizmu. Idziemy w kierunku przełączy Saua Gargalau i im bliżej przełęczy tym więcej oznak, że w górze jest lepsza pogoda. Kierujemy się na szczyt Vf.Gargalau. Jola zostaje w dolince przed szczytem, a ja idę na górę. Po 1-2 godz. oczekiwania pogoda wynagradza zmarnowany czas – przechodzi front i od zachodu ukazuje się bezchmurne niebo, chmury i mgły są przeganiane przez grań na wschód. Stoję sobie na szczycie i podziwiając przepiękne efekty robię zdjęcia. Na szczyt przychodzi 6 turystów czeskich – idą już 5 dzień nocując w górach, rozmawiamy chwilę. Po zejściu z gór w drodze do Prislop pogoda pogarsza się i po słońcu pozostaje wspomnienie. Mieliśmy dużo szczęścia będąc na górze w tym właściwym momencie.


Dzień 12 8-09-2011 /czwartek - 233 km pogoda: pochmurno, słońce
Pensjonat - Sesuri – bardzo zła droga prędkość 15-20km/h - Carlibaba – Iacobenii – Campulung Moldovenesc – Varta Moldovitei – Rasca - Varta Moldovitei - Campulung Moldovenesc – Iacobenii – Ciocanesti – Botos – Pensjonat.
Wstaliśmy powoli i o 7:30 wyjechaliśmy w kierunku monastyru Vatra Moldowitei. Droga od Sesuri do Carlibaba jest bardzo dziurawa i jedziemy bardzo powoli. Po drodze kupujemy arbuza i miód prosto z pasieki. Koło południa jesteśmy w monastyrze. Jesteśmy tu już kolejny raz i nadal można tu wyczuć atmosferę świętości – choć i tu zachodzą zmiany. Warowny monastyr pustoszeje, dotychczasowi mieszkańcy przenoszą się do budynku wybudowanego obok, a sam monastyr czeka już tylko na turystów. Nadal jednak warto posiedzieć na ławeczce przy wejściu, mając przed sobą widok na przepięknie malowany monastyr, kolorowe kwiaty na tle wszechobecnej zieleni i poczuć klimat tego miejsca.W drodze powrotnej dokupujemy miód wielokwiatowy. Piękne domy w okolicy Ciocanesti charakteryzują się wpływem ukraińskim – typowe kryte blachą kwadratowe dachy z zaznaczonymi spadami i ozdobnymi wykończeniami, piękne zdobienia na fasadach budynków, bogato zdobione studnie na podwórkach, mnóstwo kwaitów. W miejscowości Botos odbywał się festyn – szkoda ,że przyjechaliśmy pod koniec. Ale Jola i tak degustowała palinkę i naleweczki, aż się buty ślizgały. Miły pan poczęstował michą zupy z kotła i chlebem. Ludowe zespoły muzyczno – taneczne występowały na estradzie. Kupiliśmy nalewkę, dżem borówkowy i sok całość miała kosztować 90lei, udało nam się stargować do 60lei. Jola od pana kupiła prywatny syrop za 5 lei.


Dzień 13 9-09-2011 /piątek - 144 km pogoda: słońce
Dzisiaj w wolnym tempie przesuwamy się w kierunku granicy Borsa – Sacel – Ieud – Poienile Izei – Barsana – Sighetu Marmatiei – Sapanta.
Zwyczajowo jedziemy do Ieud pochodzić po wiosce, potem zupa w restauracji. Jola jest zainteresowana prywatnym skansenem – pani opowiada o tkactwie od podstaw zbioru konopi do gotowego wyrobu.
W Barsanie zwiedzamy stary kościół – pani nie chce pieniędzy za zwiedzanie, ale też nie pozwala zrobić zdjęcia.
Skansem ziemi maramureskiej w Sighetu Marmatiei nie jest zbyt interesujący, więc jedziemy dalej do Sapanty
Nocleg 95lei za pokój z łazienką, sam pokój jest ładny, w standardzie telewizor – brak sygnału, na dworze basen z wodą – ale nie można się kąpać. Cóż zrobić, noclegi bliżej cywilizacji okazują się najdroższe i w najgorszym standardzie.


Dzień 14 10-09-2011 /sobota - 450 km pogoda: słońce
Przejazd na Słowację Sapanta – Certeze – Vama – Satu Mare – Mate Szalka - Bakta Loranthaza – Nyirgyhaza – Tokaj – Mad – Encs – Koszyce (kiepsko oznakowany przejazd –w lewo) - Presov – Levoca – Poprad – Nova Lesna.
Rano ok. 6:00 jedziemy na wesoły cmentarz bo wtedy nie ma ludzi i jest spokój. Cmentarz sam w sobie jest ciekawy. Zabudowa drewniana, na nagrobkach przedstawiono sceny z życia lub śmierci pochowanych tu ludzi. Dominuje kolor niebieski. We wiosce znajduje się też drugi stary cmentarz – ogrodzony, z kamiennymi walącymi się nagrobkami. Refleksje o przemijaniu, pamięci i biznesie nasuwają się same. Potem na śniadanie – to chyba jakaś farsa – przeterminowane kwaśne mleko, zimna herbata, kromka chleba i po dwa małe trójkąciki żółtego sera i salami oraz jajko sadzone. W pokoju jemy własne śniadanie i w drogę. Podziwiamy Rumunię jak się zmieniła i bardzo przypomina nasze miasteczka. W Carteze podziwiamy nowe wspaniałe rezydencje, widoki jak z filmu bogatej dzielnicy gwiazd kinowych, w niczym nie przypomina Rumunii, duże wille 2-3-4 piętrowe, ze szkła i stali nierdzewnej, bogato zdobione. Nasze Polskie domki jednorodzinne przy tym wyglądają jak jakieś zabudowania gospodarcze. W następnej miejscowości widzimy wóz ciągnięty przez krowę. No cóż takie są tutaj skrajności – bogactwo i bieda. Jedziemy przez Węgry z zamiarem dokonania zakupów papryki i owoców. Co chwile stajemy w przydrożnych straganach i targujemy się przy zakupach. W Tokaju stajemy na langosza – po 2Euro/szt., całkiem smaczny. mały ruch na drodze więc bez problemów jedziemy przez Słowację. W Lewoczy stajemy na obiad w restauracji "U Trzech Aniołów" (16,40Euro) i lody w cukierni. Do Nowej Leśnej przyjeżdżamy ok. 20:00, mamy mały problem z noclegiem bo podane telefony na budynkach są bez numeru kierunkowego Słowacji – najpierw musimy dowiedzieć się o numer kierunkowy, potem dzwonimy i dogadujemy się na nocleg za 17Euro/noc.


Dzień 15 11-09-2011 /niedziela - 20 km pogoda: słońce
Wstajemy rano i jedziemy do Tatrzańskiej Łomnicy, kupujemy bilety na Łomnickie Siodło (22euro/ osobę – 4Euro kaucja za bilety) i czekamy na otwarcie kolejki linowej. Na górze podziwiamy rozległe widoki oraz turystów wchodzących na Łomnicki Szczyt, powoli tworzą się chmury. Postanawiam też spróbować podejść – zabieram tylko aparat i idę w górę, im wyżej tym gorzej i mniej widać – właściwie nic nie widać, przechodzący Słowacy mówią ,że do szczytu jest blisko – ale ja postanawiam wracać bo nic nie widać, w drodze powrotnej udaje mi się zrobić kilka zdjęć. Jola sobie odpoczywa. Postanawiamy zrobić sobie spacerek na Hrebeniok potem zjechać kolejką naziemną(4 Euro/os.) i dalej koleją (0.64 Euro/os.) do samochodu. Jedziemy na kąpielisko termalne w Vrbovie (7Euro/os/ 2.5godz).


Dzień 16 12-09-2011 /poniedziałek - 130 km pogoda: słońce
Dziś zwiedzamy Spiskie Podhradie, wstęp 5Euro/osobę, niestety na wieżę na zamku nie udało się wejść gdyż opanowały ją mrówki które wyroiły się. Potem jedziemy do Lewoczy na obiad. Zakupy w Popradzie i kąpiel we Vrbowie.


Dzień 17 13-09-2011 /wtorek - 90 km pogoda: słońce
Nova Lesna – Strbske Pleso – pieszo na Strbske Solisko – Liptovsky Hradok – Liptovsky Mikulas – Zuberec
Podejmujemy decyzję o pojechaniu w Tatry Zachodnie, rano szybko pakujemy się i jedziemy na Strybskie Pleso. Mamy zamiar wyjechać wyciągiem na Horny Solisko i wspiąć się na szczyt. Pogoda jest ładna ale tłum turystów nie sprzyja relaksowi. Po drodze w Liptowski Mikulaszu jemy obiad w restauracji Liptowska Izba za 15Euro/2 os. Nocleg mamy w Zubercu w Pensjonacie u Michała za 11Euro/os – kilka razy tu nocowaliśmy, jesteśmy sami w budynku i mamy duży pokój. Wieczorem jedziemy tradycyjnie do Oravic na kąpielisko 5Euro/os, niestety tu też się zmieniło i to niekoniecznie na plus, wodę czuć chlorem. Wkracza komercja zamiast kameralności.


Dzień 18 14-09-2011 /środa - 90 km pogoda: pochmurno, deszcz
Rano pochmurno i mglisto, mieliśmy iść w góry na Wołowiec-Ostra ale nic z tego nie będzie. Jedziemy do Oravic by spacerkiem pójść do Cichej Doliny co zajmuje nam to 4godz. Potem jedziemy zwiedzić Orawski Zamek (5Euro/os foto 3Euro) taki sobie, ładniej wygląda z zewnątrz. Wracamy na kwaterę by się spakować bo jutro wracamy do domu.


Dzień 19 15-09-2011 /czwartek - 500 km pogoda: słońce
Zuberec – Sucha Hora – Czarny Dunajec – Rabka – Kraków - Zgorzelec
Rano po wczorajszym załamaniu pogody nie ma śladu, słońce i piękne poranne mgły wcale nie zachęcają do wyjazdu. Jola rzuca nawet taką propozycję by zostać ale to nie ma sensu. Wracamy do domu – droga do Rabki mglista ale potem pojawia się słońce.


Podsumowanie:

+ ceny porównywalne z polskimi, w każdej większej miejscowości są duże centra handlowe,
+ z uwagi, że omijaliśmy obiekty reklamowane w przewodnikach z reguły nie płaciliśmy za wstępy, jedynie dobrowolne wpłaty na remonty świątyni, ale to nasza wola na słuszny cel,
+ ludzie na odwiedzanych terenach są życzliwi i sympatyczni, chętni do pomocy, z młodzieżą można się swobodnie porozumieć w języku angielskim,
+ w kantorach złotówka jest walutą wymienialną,
+ turistic popas – wiele pięknych miejsc kempingowych, można też palić ogniska,
+ praktycznie w każdej miejscowości jest apteka, bank – bankomat, policja,
+ zasięg telefonów jest praktycznie w całym kraju i w górach też.
+ sieć stacji benzynowych duża, nie ma problemów z tankowaniem,
+ obecnie atrakcje turystyczne są oznakowane co ułatwia ich odnalezienie,
+ nie ma już żebractwa,


- duża liczba samochodów, szczególnie na głównych drogach i pobliżu reklamowanych atrakcji turystycznych,
- zwierzęta chodzące samopas – szczególnie uważać wieczorami na krowy powracające z pastwisk,
- szałasy pasterskie położone przy szlakach – skutek – szlak zasypany odchodami zwierząt, agresywne psy pasterskie,

Więcej zdjęć:
http://www.facebook.com/media/set/?set=a.212763435456068.54904.100001672408341&type=1&l=ae9791a502
http://www.facebook.com/media/set/?set=a.212829942116084.54917.100001672408341&type=3&l=562e11fba4


Zdjęcia:

RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 743-10   Rumunia 2011 RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 744-07   Rumunia 2011 RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 745-15   Rumunia 2011 RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 747-01  Rumunia 2011 RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei  / 748-16  Rumunia 2011

Przydatne adresy:

Brak adresów do wyświetlenia.


Inne materiały:

RUMUNIA
artykuły (20)
linki (33)
galeria zdjęć (919)
przewodnik: RUMUNIA
ogłoszenia (29)
forum (79): RUMUNIA
SłOWACJA
artykuły (20)
linki (33)
galeria zdjęć (1181)
przewodnik: SłOWACJA
ogłoszenia (8)
forum (32): SłOWACJA

Komentarze:

Komentarze mogą być dodawane przez zarejestrowanych użytkowników.
Dodaj komentarz:
treść:
użytkownik: hasło:

Poprzednie komentarze:

    2012-01-09 20:55:07 - Naturell
  • Bardzo podoba mi się ta relacja i zacheciła do odwiedzenia przeciez nie odległej krainy.
  • 2012-01-09 09:04:53 - Smok-1
  • W Plopis i Budesti kościoły też są wpisane na listę UNESCO, w razie czego w tym ostatnim klucz do kościoła jest w miejscowym muzeum-domu kultury, w centrum wsi

Nowości
Nasi użytkownicy mają różne plany na wakacje, np. Bałkany na motocyklu :-) Może to nie koniec świata, ale na pierwszą wyprawę motocyklową zupełnie wystarczy. Powodzenia!
Wiecie co to jest "Re:Bus" ? ;-) To studencki projekt turystyczny zakładający podróż dokoła Europy VW Transporterem T3 z 1987 roku. Ekipę stanowi sześcioro studentów w wieku 20-22 lata. Ich celem jest zwiedzenie państw Europejskich, głównie Hiszpanii w miesiąc, przy jak najmniejszym nakładzie finansowym. Podróż planowana jest na sierpień 2012. Do przejechania ok. 9000 km. Trzymamy kciuki!
AB1: Dzięki za opis. ... (05-17 15:02)
SZWECJA / DALARNA / RATTVIK / SKANSEN PRZY KOŚCIELE
lelo57: Super pokazane, ładne ujęcie i odważny facet na klifie.... (05-17 14:56)
INDONEZJA / Nusa Lembognan / Devil's Tear / Siła oceanu
lelo57: Zdjęcie i miejsce jest bardzo ciekawe i to właśnie chciałeś pokazać na tym rzecz polega. C... (05-17 14:54)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa
dawidm: #Azar zgadza się. Spróbowałem innej metody obróbki z naciskiem na szczegóły a nie barwy ;)... (05-17 13:06)
DANIA / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula
Smok-1: Niestety mam ten sam problem, chyba Glob pozmieniał coś w konfiguracji i generalnie jest p... (05-17 12:39)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa