Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

tytul:

2010 - Bieszczady wiosną > POLSKA

autor:Marek 65
Podziel się!


Streszczenie:

Zdjęcie POLSKA / Bieszczady  / Rozsypaniec / 3531 Relacja z 9 dniowego pobytu: Bieszczady wiosną

W przypadku pytań służymy radą i pomocą.




Treść:

Charakter naszych wypraw zawsze opiera się o zasadę ogólnej improwizacji tzn. przygotowujemy ogólny plan rejonów, które chcemy zwiedzić, a potem jak nam się podoba dane miejsce to zostajemy, a jak nie to jedziemy dalej.

- Środek transportu: samochód osobowy Skoda Octavia 1,9 TDI.
- Nawigacja: mapa samochodowa Polski 1:300 000, mapa turystyczna Bieszczady Wysokie 1:40 000,
Bieszczady 1:75 000.
- Noclegi: lubimy pokoje z dużym łożem i łazienką ... , najniższy standard to własny namiot.
- Wyżywienie: jeżeli jest możliwość to obiad w restauracji, śniadania i kolacje we własnym zakresie.
- Co zabieramy ze sobą: sprzęt trekkingowy i kempingowy zapewniający niezależność od cywilizacji.
- Termin wyjazdu: początek czerwca
- Zwiedzanie - w miarę możliwości czasowych wszystko co nas zaciekawi lub polecą miejscowi,
- Koszt: liczony po powrocie, kosztuje tyle - ile się wyda.


W planach był majowy (wiosenny) wyjazd w Bieszczady. W tym roku długo czekaliśmy na sprzyjającą aurę. Ciągle było zimno i padało, w Polsce 3-krotnie w tych samych regionach zalewała powódź. Pod wodą znalazł się Sandomierz, duża część Małopolski, Warszawa przy Wiśle oraz część obszarów nadmorskich. Najpierw Polskę zasypało śniegiem i trzymało bardzo długo, potem zalała woda – ludzie potracili wszystko. My czekaliśmy na ciepłą wiosenną pogodę.
Pakowaliśmy się oczywiście w ostatniej chwili, bo Marek wypatrzył ,że wreszcie w zachodniej Europie pojawia się front wyżowy i z dużym prawdopodobieństwem pogoda przyjdzie do nas. W piątek i w nocy z piątku na sobotę bardzo mocno lał deszcz, lecz pomimo tego postanawiamy jechać – jestem optymistą i obstaję przy swoim.


Dzień 1 04-06-2010 /sobota - 960 km czas przejazdu ok. 15 godz. pogoda: pochmurno, bez deszczu.
Wreszcie rozpoczynamy urlop, samochód pakujemy wieczorem i rano ok. 3:00 wyjeżdżamy z domu. Na drodze pusto, więc szybko mkniemy autostradą A4. Postanawiamy zwiedzić ponownie zamek w Mosznej – został w znacznej mierze odrestaurowany. Jedziemy dalej do Krakowa, potem Wieliczka i Gdów gdzie ok. 12:00 robimy zwyczajowo zakupy. W Gdowie widzimy zalane gospodarstwa i domy – wygląda mało ciekawie. W radio podają ,że rzeka Dunajec wylewa i zalewa Gorlice i okolice – my jedziemy w tym kierunku. Na odcinku Czchów – Zakliczyn widzimy jak bardzo Dunajec wylał, w miejscowości Melsztyn rzeka na długości ok. 150m przelewa się przez drogę na jakieś 20cm – stojący strażak mówi, że jeśli się nie boimy, to jeszcze możemy jechać – jedziemy więc przez wodę. Po drugiej stronie staję na pagórku i idę zrobić parę zdjęć, stojący obok strażak rozmawia przez telefon, a w oczach przybiera poziom wody – w obawie, abyśmy nie zostali odcięci ruszamy szybko dalej. W Zakliczynie przejeżdżamy mostem przez Dunajec (może uda nam się uciec z tego rejonu) ... ale na rondzie kończymy jazdę, droga jest zablokowana przez policję. Kierunek Gorlice – droga zalana, na Biecz brak przejazdu miejscowości zalane 3-4 m a droga, którą przejechaliśmy z Melsztyna zalana. Miejscowi mówią, że jeszcze może zdążymy przejechać na Tarnów – przed chwilą przyjechali z tamtego kierunku. Policja ani Straż Pożarna nie ma żadnej oficjalnej informacji. Ruszamy szybko, aby przejechać przez most i jedziemy na Tarnów – Pilzno. Słuchamy radio i same złe wiadomości - Jasło zalane, do Dębicy zbliża się fala powodziowa. W Pilźnie szukam policji, aby dowiedzieć się czegoś sensownego – ale komenda była zalana pod sufit – wszędzie pełno ślimaków, a policjanci nie potrafią udzielić żadnej informacji – ogólny chaos, mówią tylko abyśmy szybko stąd zwiewali, ale jak tego nie wiedzą. Jedziemy dalej na Dębicę bo fala ma tam dotrzeć ok. 15:00. Obserwujemy poziom rzeki, który jest bliski wylania na drogę, ale kierująca ruchem policja przepuszcza samochody więc i my przejeżdżamy. Jedziemy dalej na Rzeszów i bocznymi drogami na Sanok. Najgorsze za nami, ale tutaj pada deszcz. Do Wołosatego przyjeżdżamy pod wieczór, znajdujemy nocleg w leśniczówce: Leśnictwo Tarnica.


Dzień 2 05-06-2010 /niedziela pieszo 19 km pogoda: słońce
Z pogodą trafiliśmy w 10-tkę. Wychodzimy rano w góry, jest bardzo mokro, ślisko i grząsko od błota. Ludzi nie ma, jesteśmy sami. Wchodzimy w górę na przełęcz pod Tarnicą i dalej na Bukowe Berdo. Nigdzie się nie spieszymy więc idziemy pomalutku podziwiając widoki. W połowie Bukowego Berda Jola odczuwa lekko ból kolana i postanawia wracać, a ja idę dalej do końca Berda i wracam tą samą drogą. Doganiam Jolę na podejściu pod Tarnicę i dalej razem wracamy do Wołosatego. Wieczorkiem idziemy na zupkę do baru.


Dzień 3 06-06-2010 /poniedziałek pogoda: słońce
Wstaję rano o godz. 3:00, aby zrobić zdjęcia o wschodzie słońca, poranne mgły szybko ulatują w zapomnienie. Potem jedziemy samochodem w kierunku Cisnej, i dalej do miejscowości Roztoki Górne, bo w tej okolicy planujemy przejść się szlakiem, ale jest bardzo gorąco i parno - więc zmiana planów - postanawiamy gdzieś poleniuchować. W drodze do Terki robimy postój na czyjejś działce rekreacyjnej przy potoku (bardzo dziękujemy nieznanym gospodarzom za gościnę, nie zostawiliśmy żadnych śladów prócz odcisków kół samochodu) – popołudniowa drzemka. Potem jedziemy na pstrąga do Terki. Wracamy do leśniczówki drogą przez Buk. Wieczorem kilka zapoznawczych toastów z miłym gospodarzem Włodkiem. Tak się złożyło, że jeśli chcemy, to możemy się z nim zabrać jutro na przełęcz Bukowską. Mieliśmy inne plany, ale taka okazja nie trafia się codziennie, więc – zmieniamy plany na jutro.


Dzień 4 07-06-2010 /wtorek pieszo 15 km pogoda: słońce
Dzisiaj ponownie poranna pobudka, zabieramy się w Włodkiem i jedziemy dżipem na przełęcz Bukowską. Na górze jesteśmy ok. 5:00, zaoszczędziliśmy masę sił i czasu. To będzie wspaniały dzień – przez większą część dnia idziemy sami. Robiąc zdjęcia powoli posuwamy się w kierunku Rozsypańca i Halicza a potem do Tarnicy. Jest godzina 11:00 więc postanawiamy iść do Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch. Do Ustrzyk docieramy ok. 15:00 o tej porze są wyludnione, rozglądam się za transportem do Wołosatego, ale nic nie ma na widoku. Zagaduje mnie wopista czego tak szukam, i po krótkiej chwili siedzę w jego samochodzie. Podwozi mnie do leśniczówki. To był bardzo fartowny dzień. Jadę samochodem do Ustrzyk Górnych po Jolę i przenosimy się do pensjonatu Alkowa w Wetlinie.


Dzień 5 08-06-2010 /środa pieszo 15 km pogoda: słońce
Wstajemy dość późno jak na nasze możliwości – ok. 6:00 i jedziemy do Zatwarnicy. Dzisiaj pójdziemy szlakiem zapomnianych wiosek Hulskie i Krywe. Ma to być relaks, więc postanawiamy iść w sandałach na nasze nieszczęście a może szczęście. Początkowo idziemy drogą szutrową – dość monotonnie. Robimy postój przy potoku w okolicach Hulskie – ja ponad godzinę przymierzam się do zdjęć w wodzie. Idziemy dalej szutrową drogą , a następnie idziemy szlakiem czerwone kropki w kierunku Krywe. Na pagórku gdzie szlak rozdziela się na czerwone-niebieskie kropki odpoczywamy napawając się wspaniałym widokiem na dolinę Sanu. Ptaki ćwierkają, cisza i spokój jakiego dawno nie mieliśmy. Aż szkoda iść dalej, tak tu fajnie – odbijamy na niebieskie kropki, bo w oddali na pagórku widać ruiny kościoła, a widoki są takie malownicze, więc idziemy wąską ścieżką wśród trawy. Oj naiwni naiwni - nieświadomi tego co nas dalej czeka brniemy dalej i dalej. Powoli euforia zanika, a pojawia się mordęga trasy - ścieżka znika wśród trawy, a trawy coraz wyższe i gęstsze, nie brakuje w nich wspaniałych pokrzyw, na domiar złego pojawiają się osty coraz wyższe i gęstsze. Jakby tego było mało w miarę schodzenia w dół teren staje się bardziej grząski i błotnisty. Na domiar złego, w trawie zobaczyłem żmije zygzakowate – idziemy powoli, głośno człapiąc nogami i starając się kijkiem hałasować w trawie. Umęczeni i w błocie z podrapanymi i poparzonymi nogami docieramy do ruin – spędzamy tutaj chwilę i ruszmy dalej, licząc, że najgorsze mamy już za sobą – o święta naiwności. Napotykane znaki turystyczne nie pozostawiają złudzeń – ŚCIEŻKA NIEZNAKOWANA, BRAK MOSTU NA SANIE. Mamy dylemat – czy wracać tą samą drogą, czy iść w kierunku Sanu licząc na jakąś kładkę. Wybór pada na San – idziemy dalej w tym grząskim i mokrym terenie, miejscami widać pijawki czekające na swój posiłek – czyli nas, chcemy jak najszybciej wydostać się z tego bagna, w oddali słychać szum rzeki, jeszcze troszkę wysiłku i ... jak pech to pech – nie ma żadnej kładki w zasięgu wzroku, posuwamy się wzdłuż brzegu tyle ile możemy, ale wszystko ma swój kres – kończy się możliwość wędrowania brzegiem. Kiedyś przeprawialiśmy się wpław przez San, ale wody było znacznie mniej, przez intensywne opady nurt jest wartki a wody po pas. Mamy dylemat albo wracamy albo wpław przez San. Z dwojga złego wybieramy San – i tutaj sandały ratują nam sytuację, bez nich przeprawa w wodzie po kamieniach nie była by możliwa. Powoli wchodzę do wody (nie jest zbytnio zimna, da się wytrzymać – zdarzało nam się już wędrować w lodowatej rzece, aż nogi wykręcało) i szukam dogodnego miejsca do przejścia – za mną idzie Jola, którą asekuruję, bo mówi, że czuje jak porywa ją woda. Powoli, bez pośpiechu posuwamy się do przodu – grunt to nie skapać się w wodzie, bo pływanie w Sanie, gdzie są co jakiś czas progi skalane może być problematyczne. Po 10 min. docieramy na drugi brzeg i wychodzimy na drogę utwardzoną. Idziemy w kierunku Zatwarnicy susząc się podczas marszu. Przed mostem w Zatwarnicy jacyś ludzie pytają się nas czy jesteśmy herpetologami i czy nie potrzebujemy woreczków na węże. Masakra - jak my musimy żałośnie wyglądać. No cóż miał być relaks to i jest relaks. Ale ogólnie dzień był pełen wrażeń i z całą pewnością na długo pozostanie nam w pamięci.


Dzień 6 09-06-2010 /czwartek pogoda: słońce
Po wczorajszym dniu dzisiaj poruszamy się w obrębie cywilizacji – szlak cerkwi. Najpierw jedziemy do Smolnika.
Sympatyczny pan otwiera nam cerkiew i możemy spokojnie pooglądać całe wnętrze, wchodzimy sami na chór i zaglądamy w różne zakamarki. Potem szwędamy się po wiosce szukając ciekawych klimatów do zdjęć. Jedziemy dalej do cerkwi w Rzepedzi - kiedyś już tu byliśmy. W miejscowości Bukowsko zajadamy się lodami i zwiedzamy kościół. Potem jedziemy przez Niebieszczany – Zagórz – Lesko – Polańczyk do Terki na ulubionego przez nas smażonego pstrąga. Późnym popołudniem wracamy do Wetliny.


Dzień 7 10-06-2010 /piątek pieszo 23 km pogoda: słońce
Wstajemy rano 0 5:00 i samochodem jedziemy na Przełęcz Wyżniańską, zostawiamy samochód i idziemy pieszo na Małą Rawkę. Przed 7:00 jesteśmy na górze, słońce wspaniale grzeje. Powoli idziemy na Wielką Rawkę z zamiarem dotarcia na styk 3 granic – Krzemieniec. Przed podejściem na Krzemieniec, Jola postanawia wracać, ja idę dalej i po 20 minutach osiągam szczyt. Wracam na Wielką Rawkę, gdzie rozłożyła swój biwak Jola. Przez jakiś czas leżymy wśród traw obserwując przyrodę. Słońce zaczyna coraz mocniej grzać, więc postanawiamy się zbierać i iść przez Dział do Wetliny, po drodze co jakiś czas są drzewa i mamy wtedy cień dla ochłody. Docieramy do Wetliny ok. 14:30 i idziemy w kierunku Alkowy. Wstępujemy do restauracji Pod Połoniną na zupę – ja kątem oka zerkam czy nie będzie jechał BUS, bo muszę dostać się do samochodu. Ale nic nie jedzie. gdy wychodzimy z restauracji po obiedzie, od niechcenia macham ręką na jadący samochód i fart ... zatrzymuje się małżeństwo i zabierają mnie do Bereżek, w drodze proponują możliwość noclegi i pobytu u nich. Serdecznie dziękuję za podwiezienie i ruszam szybkim krokiem w kierunku Przełęczy Wyżniańskiej mam do przejścia 2,5 km. Nic po drodze nic nie jedzie, gdy jestem prawie u celu przejeżdżają 2 BUSY a kierowcy machają ,że mają wolne miejsca. Idę dalej do samochodu i jadę do Wetliny. Resztę popołudnia spędzamy ma miejscu.


Dzień 8 11-06-2010 /sobota pieszo 5 km pogoda: słońce
Nie mamy żadnych planów na dzisiaj. Jedziemy w kierunku Nasicznego i zatrzymujemy się przed wioską przy kaskadzie na potoku Nasiczańskim – woda jest nawet ciepła jak na tę porę roku. Trochę kąpiemy się w potoku Potem jedziemy do wioski i zostawiamy samochód z zamiarem pójścia ścieżką znakowaną czerwonymi kropkami w kierunku Caryńskie, ale po dotarciu na pagórek postanawiamy posiedzieć tutaj dłużej – ptaki ćwierkają, pachną zielone trawy i zioła, wokoło kwitną przeróżne kwiaty. Chłoniemy atmosferę ciszy i spokoju. Wracamy ponownie nad potok by trochę pokapać się i popływać pod wodospadem. Pojawiają się jeszcze dwie pary – ale brak im odwagi na kąpiel w górskim potoku. Jedziemy na późny obiad do Czartoryji.


Dzień 9 12-06-2010 /niedziela pogoda: słońce
Powrót odbywamy standardową trasą z małymi zmianami na lokalne objazdy spowodowane wiosenną powodzią, teraz możemy zobaczyć rozmiar szkód jakie wywołała woda. Wetlina – Cisna – Komańcza – Tylawa – objazd bocznymi drogami – Dukla – Biecz – Gromnik – Zakliczyn – Tymowa – Gdów – Wieliczka – Wrocław – Zgorzelec.


Podsumowanie:

+ wiosną nie ma turystów, szlakiem wędrujemy sami, brak tłoku jesiennego,

- jest bardzo mokra ziemia,
- jest przed sezonem więc jeszcze nie wszystko jest otwarte,

Więcej zdjęć:
http://www.facebook.com/album.php?aid=18554&id=100001672408341&l=a8d81573ab
http://www.facebook.com/album.php?aid=28106&id=100001672408341&l=38d40900a0


Zdjęcia:

POLSKA / Bieszczady  / Rozsypaniec / 3531 POLSKA / Bieszczady  / Tarnica / 3566 POLSKA / Bieszczady  / Halicz / 704-09 POLSKA / Bieszczady  / Rozsypaniec / 704-07 POLSKA / Bieszczady  / Krzemień / 702-33

Przydatne adresy:

Brak adresów do wyświetlenia.


Inne materiały:

POLSKA
artykuły (79)
linki (86)
galeria zdjęć (11464)
ogłoszenia (131)
forum (302): POLSKA

Komentarze:

Komentarze mogą być dodawane przez zarejestrowanych użytkowników.
Dodaj komentarz:
treść:
użytkownik: hasło:

Poprzednie komentarze:

  • brak komentarzy

Nowości
Nasi użytkownicy mają różne plany na wakacje, np. Bałkany na motocyklu :-) Może to nie koniec świata, ale na pierwszą wyprawę motocyklową zupełnie wystarczy. Powodzenia!
Wiecie co to jest "Re:Bus" ? ;-) To studencki projekt turystyczny zakładający podróż dokoła Europy VW Transporterem T3 z 1987 roku. Ekipę stanowi sześcioro studentów w wieku 20-22 lata. Ich celem jest zwiedzenie państw Europejskich, głównie Hiszpanii w miesiąc, przy jak najmniejszym nakładzie finansowym. Podróż planowana jest na sierpień 2012. Do przejechania ok. 9000 km. Trzymamy kciuki!
AB1: Dzięki za opis. ... (05-17 15:02)
SZWECJA / DALARNA / RATTVIK / SKANSEN PRZY KOŚCIELE
lelo57: Super pokazane, ładne ujęcie i odważny facet na klifie.... (05-17 14:56)
INDONEZJA / Nusa Lembognan / Devil's Tear / Siła oceanu
lelo57: Zdjęcie i miejsce jest bardzo ciekawe i to właśnie chciałeś pokazać na tym rzecz polega. C... (05-17 14:54)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa
dawidm: #Azar zgadza się. Spróbowałem innej metody obróbki z naciskiem na szczegóły a nie barwy ;)... (05-17 13:06)
DANIA / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula
Smok-1: Niestety mam ten sam problem, chyba Glob pozmieniał coś w konfiguracji i generalnie jest p... (05-17 12:39)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa