| |
|
| tytul: | 2003 - Tatry Polskie/Słowackie, Pieniny, Bieszczady > POLSKA, SłOWACJA |
| autor: | Marek 65 |
|
|
|
|
Podziel się!
|
Streszczenie:
|
|
Pierwsza wyprawa z cyklu podróżniczej. Relacja z 15 dniowego pobytu: Tatry Polskie i Słowackie, Pieniny i Bieszczady
W przypadku pytań służymy radą i pomocą.
|
Treść:
Charakter naszych wypraw zawsze opiera się o zasadę ogólnej improwizacji tzn. przygotowujemy ogólny plan rejonów, które chcemy zwiedzić, potem jak nam się podoba dane miejsce to zostajemy a jak nie to jedziemy dalej.
- Środek transportu: samochód osobowy Skoda Felicia 1,3 .
- Nawigacja: mapa Polski 1:300 000, mapa turystyczna góry Tatry 1:60 000, mapa turystyczna Bieszczady
1:50 000.
- Noclegi: lubimy pokoje z dużym łożem i łazienką ... , najniższy standard to własny namiot.
- Wyżywienie: jak jest możliwość to obiad w restauracji, śniadania i kolacje we własnym zakresie.
- Co zabieramy ze sobą: sprzęt trekkingowy i kempingowy zapewniający niezależność od cywilizacji.
- Termin wyjazdu: 2003-09-06
- Zwiedzanie - w miarę możliwości czasowych wszystko co nas zaciekawi lub polecą miejscowi,
- Koszt:
To nasz pierwszy wyjazd z tego typu wędrówek – pierwszy raz z przyczyn od nas niezawinionych i niezależnych nie otrzymaliśmy urlopu w sezonie letnim (koniec wątku i .). Nie mając perspektyw na ciepłe leniuchowanie zostaliśmy zmuszeni do poznania uroków spędzenia urlopu poza sezonem. Nie mając nic do stracenia postanowiłem, że spełnię marzenia Joli i zabiorę ją w Bieszczady. Po drodze pojedziemy w Tatry i Pieniny. Pomysł okazał się strzałem w 10, a spędzenie urlopu poza sezonem zmieniło nasze spojrzenie na wypoczynek.
Nic nie jest zaplanowane do końca, nie robimy żadnych sztywnych planów ani rezerwacji noclegów.
Pełen luz i improwizacja. Od tego czasu staramy się jeździć na urlop poza sezonem i w takiej formie jak tegoroczna.
W przeddzień wyjazdu do Zakopanego w górach spadł śnieg – (z uwagi na takie sytuacje jak ta, pojawia się pewien -MINUS- trzeba zabierać ubrania na lato, jesień i zimę ). Coś za coś jak mawiają.
Dzień 1 2003-09-06 / sobota - 520 km czas przejazdu ok. 11 godz. pogoda: słońce
Dzisiaj przejazd do Zakopanego. Wyjeżdżamy ok. 5:00 i jedziemy w kierunku Wrocławia. Za Bolesławcem z racji remontów autostrady betonki pojawiają się objazdy – oczywiście brak konkretnego oznakowania, taka nasza narodowa tradycja z czasów zaborów i konspiracji – więc kluczymy w poszukiwaniu czynnego wjazdu na A4, bo choć prace "posuwają" się niemrawo to i tak szybciej niż inteligentne myślenie. Dzięki informacji od miejscowych jedziemy dalej Wrocław – Gliwice – Mikołów – Wadowice – Rabka Zdrój, aby po południu dotrzeć do Zakopanego. Nocleg znajdujemy na przedmieściach Zakopanego Harenda 31B za cenę 25,00zł./osobę, duży ładny pokój 2 osobowy z łazienką. Jesteśmy sami w całym budynku. Potem idziemy na spacer po Krupówkach.
Dzień 2 2003-09-07 /niedziela pieszo 22km pogoda: słońce
Jedziemy na parking na Łysej Polanie. Kupujemy bilety wstępu do Parku Narodowego i jak wszyscy turyści idziemy czerwonym szlakiem do Morskiego Oka. Istnieje możliwość przejazdu 15-20 osobowym wozem za opłatą 30zł./osobę. Postanawiamy iść bo po to tu przyjechaliśmy. Czujemy się jak w pochodzie 1-majowym z czasów PRL, wrzaski dzieci, wrzaski dorosłych, dym z papierosów to odmienne zachowania od naszych oczekiwań. Dochodzimy do Wodospadu Wodogrzmoty Mickiewicza, postanawiamy zejść w bok do Schroniska w Roztoce – parę kroków i ustaje gwar a "słychać ciszę" i śpiew ptaków. Przy schronisku jest bardzo przyjemne miejsce na odpoczynek. Wracamy na czerwony szlak i widząc jak wszyscy pędzą do Morskiego Oka zmieniamy swoje plany i postanawiamy pójść szlakiem zielonym Doliną Roztoki w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Idziemy w odosobnieniu podziwiając krajobrazy i dochodzimy do Wodospadu Siklawa. Wodospad jest piękny, podejście jest strome i śliskie. Dochodzimy do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów i idziemy kawałek dalej, aby zjeść posiłek, który nieodmiennie ze sobą nosimy. Kierujemy się w szlakiem niebieskim a następnie czarnym w kierunki Koziego Wierchu. Szczyty górskie są ośnieżone, ale mimo tego zaczynamy wspinaczkę. W połowie wysokości podejścia zalega śnieg do kostek, spotykamy schodzących z góry turystów i chwilę rozmawiamy o warunkach na trasie. Nie mają dobrych wieści – śnieg, ślisko. Podchodzimy jeszcze do ¾ wysokości szczytu i postanawiamy zawrócić bo dalsza wędrówka w śniegu nie ma sensu. Trochę rozczarowani aurą wracamy tą samą drogą do samochodu. Jesteśmy trochę zmęczeni ale bardzo zadowoleni.
* bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego 4zł./os.
Dzień 3 2003-09-08 /poniedziałek pieszo 13km pogoda: słońce
Wczoraj Jola nadwyrężyła nogę, dlatego dziś ma być łatwiejsza trasa. Jedziemy samochodem na parking pod kolejką linową na Kasprowy Wierch. Kolejka kursuje od 8-17 a wagonik zabiera 30 osób i kursuje co 10 minut. Czekamy spokojnie w małym tłumie na start kolejki i na górę wjeżdżamy jednym z pierwszych wagoników. Na górze widoki zapierają dech w piersiach, ładna widoczność, powoli idziemy w kierunku Świnicy. Na Przełęczy Świnickiej postanawiamy się rozdzielić: Jola będzie schodzić w dół przez Przełęcz Liliowy do schroniska Murowaniec w Dolinie Gąsienicowej, gdzie się potem spotkamy, ja chcę wejść na Świnicę mimo leżącego śniegu. Idę czerwonym szlakiem – trasa jest trudna - ślisko, stromo i wąsko, z każdym metrem w górę jest coraz więcej śniegu, lekki przymrozek spowodował oblodzenie szlaku i łańcuchów więc ruch odbywa się w żółwim tempie. Idzie się znacznie wolniej niż zakładałem, a turyści w tenisówkach bardzo spowalniają tempo (przeskoczyć ich się nie da). Według schodzących samo podejście może zająć ponad godzinę. Czas płynie a ja stoję. Na wyciągnięcie ręki przed szczytem – podejmuję trudną decyzję rezygnacji z jego zdobycia – wracam w dół do Joli czarnym szlakiem. Spotykamy się w schronisku. Murowaniec jest pięknie położony wśród drzew i gór. To duże schronisko, można tam przenocować i dobrze zjeść. Schodzimy do Kuźnic. Trasa ładna, fajne widoki ale droga kamienista. Ciekawostką są rosnące rosiczki – mięsożerne rośliny. Jola odczuwa ból w nodze więc z Kuźnic na parking jedziemy busem. Chcemy coś zjeść i na nieszczęście wchodzimy do baru Rzepka – jedzenie tutaj smakuje nieziemsko – smak to pal licho, ale na wpół surowe mięso (to tak jak ze szklanką pełną do połowy) my będziemy omijać to miejsce.
* kolejka na Kasprowy Wierch – wjazd 19zł./osobę
Dzień 4 2003-09-09 /wtorek pogoda: słońce/pochmurno
Po wczorajszym dniu Jola nadal odczuwa ból w nodze, więc dzisiaj przejedziemy się dla odmiany Doliną Kościeliską. Uwaga na parking przy wejściu do doliny – z jednej strony drogi 6zł/dzień a z drugiej strony drogi 3zł/dzień. Szlak łagodny, płaski i szeroki często wzdłuż potoku. Po drodze zwiedzamy jaskinie Raptowicką (nic ciekawego ale podejście na łańcuchach ekstra) i Mylną (mamy co prawda latarkę, ale zbyt słabą więc odpuszczamy) idziemy dalej szlakiem do schroniska Ornak malowniczo położonego na polanie. W drodze powrotnej odbijamy na szlak żółty - przez Wąwóz Kraków - warto się tędy przejść - ładne widoki, są dwa przejścia dokoła i przez jaskinię. Nie zdążyliśmy pojechać do Doliny Chochołowskiej – można tam wypożyczyć rowery i przejechać całą trasę ok. 6 km asfaltem i 3 km ścieżką. Wracamy do Zakopanego.
Po południu chmurzy się. W telewizji zapowiadają zmianę pogody - intensywny deszcz po polskiej stronie Tatr, na południu ładnie. Jola rzuca propozycję – a może pojedziemy na Słowację. Choć nie mamy żadnych map to i tak postanawiamy uciec przed deszczem na Słowacką stronę – tak w ciemno - ryzyk fizyk. Przeglądam w pośpiechu pożyczone na chwilę jakieś mapy gór Słowacji i foldery – wybór pada na Tatrzańską Łomnicę. Jest tam kolejka linowa i trochę szlaków, coś się wykombinuje na miejscu. Pojedziemy tam, a po drodze rozpoznamy teren i zdecydujemy co dalej robimy. Pakujemy się wieczorem by rano nie tracić czasu. W nocy zaczyna padać deszcz.
Dzień 5 2003-09-10 /środa pieszo 8 km pogoda: słońce
Zakopane – Łysa Polana – Tatrzańska Łomnica – Velka Lomnica – Stara Leśna => 60 km
To będzie dzień pełen improwizacji. Wstajemy wcześnie rano i przez przejście graniczne na Łysej Polanie jedziemy do Tatrzańskiej Łomnicy. Podpytujemy się miejscowych gdzie kolejka, parking i o noclegi. Trochę inny świat niż w Zakopanem, przypomina to trochę oglądane z folderów kurorty austriackie , wszystko zadbane i oznakowane. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne – dodaje nam to odwagi. Jest po 8:00 więc samochód zostawiamy koło stacji kolejowej "PKP" i ruszamy zgodnie ze znakami LANOVKA (kolejka). Kupujemy na razie bilet do góry na Skalne Pleso (1752 m n.p.m.) = za 2 osoby 220 KS (1KS = 0,11zł). Wyciąg super – wagoniki 4 osobowe, kolejka kursuje 7:30 - 19:00, na stacji pośredniej trzeba przesiąść się do drugich wagoników – wjeżdżamy na Skalne Pleso. Widoki wspaniałe, a pojedynczy wagonik jadący na Łomnicki Szczyt 2634m n.p.m. robi na nas niesamowite wrażenie – chcemy też tam wjechać. Idziemy do kasy, gdzie dowiadujemy się, że kursuje tylko 1 wagonik, czas przebywania na szczycie to ok. 30min. Niestety miejsca na najbliższe godziny są już wykupione, wolne są dopiero po godz. 14. Idziemy pod tablicę z mapą by zaplanować co robimy – czy będziemy czekać kilka godzin? Szkoda nam czasu na siedzenie w miejscu kiedy pogoda słoneczna a góry takie urokliwe – tworzymy plan działania i ... Zamiast na szczyt wjeżdżamy (tam – powrót = 150KS/2 osoby) wyciągiem krzesełkowym na Łomnickie Siodło 2190m n.p.m. i stamtąd podziwiamy panoramę Tatr. Potem idziemy czerwonym szlakiem na zachód ze Skalnego Plesa na Hrebieniok - czas przejścia 2:40, szlak czerwony zwany magistralą jest bardzo ładny, przystajemy na chwilę przy Schronisku Zamkowskiego i idziemy dalej na Wodospady Studonego Potoka – są to bardzo ładne i malownicze wodospady warte obejrzenia, sama dolina kamienista. Idziemy dalej na Hrebeniok 1285m n.p.m. skąd kursuje górka linowa kolej naziemna do Stary Smokovec 1000m n.p.m., kupujemy bilety 40KS/ 2 osoby i czekamy z tłumem ludzi na swoją kolej. Ok. godz.16 wsiadamy do kolejki, kilka wagonów połączonych w jeden skład zabiera spory tłum ludzi. W kilka minut jesteśmy w Starym Smokowcu – plan był taki, że skoro stoimy koło stacji kolejowej "PKP", tutaj są tory to i pewnie musi być stacja kolejowa, tylko gdzie - tego nie wiemy. Intuicja podpowiada nam, że skoro prawie wszyscy idą w jednym kierunku to należy iść z nimi - i tym sposobem docieramy w pobliże stacji kolejowej "PKP". Idę do kasy i kupuję bilet ma pociąg do Tarzańskiej Łomnicy za 13KS/2 osoby. Dosłownie po chwili zapowiadają 3 pociągi w różne strony (Poprad, Strbske Pleso i Tatrzańska Łomnica) – świetne zgranie komunikacyjne tylko się od nich uczyć – wszystko doskonale zgrane w czasie. Po chwili wszyscy turyści znikają z peronów. Siedząc w pociągu podziwiamy widoki i zazdrościmy im ... ech gdyby tak było u nas. Jesteśmy głodni, więc w Tatrzańskiej Łomnicy wypytujemy gdzie możemy coś dobrego zjeść - polecają nam restaurację „U starej mamy” a szczególnie zupę czosnkową. Zamawiamy zupę czosnkową, kurczaka - płat drobiowy zapiekany w cieście faszerowany serem żółtym, szynką, papryką i grzybami. JEDZENIE SMAKOWO REWELACJA (to nie zakopiańskie byle jak rzucone surowe mięso na talerz i skasowane dutki – ze spojrzeniem spadaj frajerze). Za cały obiad płacimy 500 KS. Jest już późno 19:30 i robi się szarawo a my nie wiemy, gdzie szukać noclegu. Zaczynamy trochę nerwowo szukać – trafiamy do Starej Leśnej i chodzimy po domach w poszukiwaniu wolnego pokoju. Tutaj jest sporo turystów, gdy jest już ciemno znajdujemy pokój u Państwa Klein koszt 300 KS/os. Państwo są bardzo sympatyczni i odpytują nas gdzie byliśmy i czy widzieliśmy to a tamto. Polecają miejsca warte zobaczenia. Pożyczam od nich mapę Słowacji i odręcznie szkicuję najbliższą okolicę i oznaczam polecone ciekawe atrakcje – jest ich tyle, że nie wiadomo co wybrać, pomyślimy o tym jutro. Zmęczeni, ale zadowolenia szybko zasypiamy.
* 1 KS (korona słowacka) = 0,011 zł.
* kolejka Tatrzańska Łomnica – Skalne Pleso w górę koszt 220 KS/2 os.
* wyciąg krzesełkowy Skalne Pleso – Łomnickie Siodło góra/dół koszt 150 KS/2 os.
* kolejka naziemna Hrebieniok – Stary Smokoviec w dół koszt 40 KS/2 os.
* pociąg Stary Smokoviec - Tatrzańska Łomnica koszt 13 KS/2 os.
* nocleg w Starej Leśnej 300KS/os
* właściwie wszyscy Słowacy, gdy o coś się pytaliśmy polecali inne atrakcje turystyczne – w taki specyficzny sposób odpytywania - czy byliśmy tam ... czy widzieliśmy coś tam ... zupełnie inaczej niż polscy górale, gdzie na nasze pytania to w zasadzie niewiele mogli powiedzieć – nie mówiąc już o poleceniu czegoś od siebie.
* foto 513-20_m.jpg warto zerknąć na zdjęcie naszej mapy z jaką jeździliśmy po Słowacji – bo często spotykamy się z mówieniem ja nie mam przewodnika, nie mam dokładnej mapy, a ja nie wiem czy .... coś tam.
Dzień 6 2003-09-11 /czwartek pogoda: słońce/pochmurno
Stara Leśna – Skalne Pleso – Vazec – Liptovsky Mikulas – Demanovska Jakinia – Bodice – AquaPark Tatralandia – Bodice => 120 km
Wczorajszy dzień był bardzo udany, poza tym zaciekawiła nas Słowacja, więc postanawiamy wjechać w głąb kraju na południowy-zachód. Najpierw jedziemy do Strbskiego Plesa - malownicza uzdrowiskowa miejscowość leżąca 1347m n.p.m. , znajduje się tutaj wspaniałe jezioro głębokie na 20m, z temperaturą wody do 19oC, dookoła jeziora biegnie ścieżka wprost wymarzona do rannego biegania (2,25 km), nad jeziorem jest położonych kilka uzdrowisk np. Solisko. Idziemy na spacer wokół jeziora – w jego tafli odbijają się wierzchołki górskie. Stąd jedziemy do Vażecke Jaskinie – niestety nie udaje się nam wejść, gdyż musi być grupa co najmniej 10-osobowa. Do jaskini wchodzi się co 2godz. od 9:00, poza sezonem w godzinach 10, 12, 14, 16 cena wejścia 50KS/os. Jest to jaskinia wapienna, w której znaleziono kości niedźwiedzi. Szkoda czasu na czekanie, aż zbierze się 10 osób. Kierujemy się na Demianowską Jaskinię Lodową - może tutaj uda nam się wejść – po drodze widzimy znaki AUQAPARK TATRALANDIA, kombinujemy czy by tam nie pojechać, ale najpierw jaskinie. Jadąc przez wioski i miasteczka mamy okazję posłuchać muzyki i wiadomości nadawanych przez głośniki zamieszczone na przydrożnych słupach (np. u Pani Hawrankowej w niedzielę o 14:00 odbędzie się spotkanie gospodyń) – taka forma kołchoźnika. Przyjeżdżamy na parking koło Demianowskiej Jaskini Lodowej o godz.12:25, idealnie trafiliśmy, od razu wchodzimy. Jest to jaskinia lodowa – resztki lodu dają mgliste wyobrażenie tego co jest wiosną, oglądamy pozostałości lodowych nacieków, jest chłodno i mamy czerwone nosy, gdy wychodzimy. Poinformowani przez przewodniczkę pędzimy biegiem do samochodu i jedziemy szybko ok. 5 km do następnej jaskini Krasowej Jaskini Swobody by wejść o 14:00. Jaskinia jest przepiękna, bogata szata naciekowa, wprost nie można nacieszyć oczu, szczególnie piękny Korytarz Cierpień, Biały Dom i kaskada 73m wysokości, w drodze pokonujemy 1273 schody. Mam wielką ochotę wejść jeszcze raz – ale w opcji indywidualnej. Jednak Jola odwodzi mnie od tego zamiaru – musimy znaleźć nocleg no i AQUAPARK – trochę zmarzliśmy w jaskiniach, a ciepła woda stanowi niezłą pokusę. Kwaterę udaje nam się znaleźć szybko w Bodice 20 Korecek Jozeff – bardzo wygodny pokój z łazienką, dostępna jest też osobna kuchnia. Szkoda czasu na rozpakowywanie – płacimy za pokój i jedziemy szukać tych reklamowanych kąpieli termalnych – AquaPark Tatralandia. Słowacja jest bardzo dobrze oznakowana wobec czego trzymając się znaków nawet bez mapy jedziemy bez problemów, po drodze staram się odwrócić kolejność drogi patrząc w lusterko wsteczne by móc wrócić do naszego noclegu. Kompleks jest w budowie, ale nam wiele nie trzeba, nie ma tłoku – kilkanaście osób, jest kantor – więc wymieniamy złotówki na korony słowackie i pędzimy na baseny pod gołym niebem z wodą o temperaturze 28C – 38C, kilka zjeżdżalni i wloty z masażami są doskonałym dopełnieniem udanego dnia. Koszt tych atrakcji 150KS/os za cały dzień. Wychodzimy z basenu po zachodzie słońca i idziemy do samochodu – im jestem bliżej auta tym staję się bledszy, gdzie ja mam klucze do samochodu ... o kurcze, a gdzie ja mam dokumenty .... a pieniądze były z dokumentami. Robi mi się ciepło – co teraz będzie przecież w samochodzie mamy wszystko, bez dokumentów i pieniędzy w obcym kraju, wystraszony na maxa wracam do kasy Aquaparku - może ktoś znalazł klucze, nawet nie próbuję myśleć co będzie jak ich nie będzie. Nim zdążyłem coś bezsensownie wydukać – pani w okienku śmieje się ze mnie i macha kluczami do auta oraz pokazuje dokumenty wraz z pieniędzmi. Moją radość i podziękowania trudno opisać – to niesamowity kraj
o czym przekonamy się w czasie przyszłych pobytów. Wracamy na nocleg. Wieczorem oglądamy pogodę. Na Słowacji ma padać, a w Polsce wraca słońce. My też będziemy wracać bo czekają Bieszczady.
* wstęp do jaskini Vazeckiej 50KS/os – nie byliśmy,
* wstęp do Demianowskiej Jaskini Lodowej 110KS/os, foto 100KS,
* wstęp do Demianowskiej Jaskini Swobody 120KS/os, foto 100KS,
* wstęp do AquaPark 150KS/os
* nocleg w Bodice 250KS/os
Dzień 7 2003-09-12 /piątek pieszo 10 km pogoda: słońce/pochmurno
Bodice – Strbske Pleso – Tatrzańska Łomnica – Spiska Bela – Hniezdne - Spisska Stara Ves – Sromowce Wyżne => 170km
Jest pochmurno i mglisto. Jedziemy do Strbskiego Plesa by wyciągiem wjechać na wysokość 1890 m n.p.m. . Koło górnej stacji kolejki trwają prace budowlane – pracownicy na plecach wnoszą materiały budowlane i beton do budowy schroniska. My idziemy pieszo na Predne Solisko 2093 m n.p.m., pogoda się psuje, zaczyna padać deszcz i wiać silny wiatr, więc na szczycie spędzamy kilka minut i wracamy do samochodu. Jedziemy do Tatrzańskiej Łomnicy na obiad do restauracji "U Starej Mamy" a potem w Pieniny. Po drodze k/Podolinec oglądamy krater wulkaniczny z ciepłą wodą termalną (24C) w Vysne Ruzbachy. Nie można się tutaj kąpać (ogrodzony i zakaz, miejscowi mówią, że dawniej normalnie się kąpali) obok powstaje kompleks termalny. Jedziemy dalej. Zza szyby samochodu oglądamy Haligowskie Skały (chyba są warte zwiedzenia), im bliżej Pienin tym pogoda lepsza. Pod wieczór docieramy do jakiejś miejscowości i wynajmujemy pokój ul. Św. Kingi, cena za noc 15zł./os – standard. Trudno mówić o standardzie – dobrze, że mamy śpiwory, łazienka i toaleta wspólna dla wszystkich, całe szczęście że jest tylko 4 osoby. Wszędzie widać biedę i brud, co gorsza to nawet czuć... Idziemy na krótki spacer po okolicy, by zorientować się gdzie my właściwie jesteśmy – Sromowce Wyżne. Przejeżdżający turyści błądzą i pytają się w kółko gdzie ten spływ, gdzie noclegi – nie ma żadnego oznakowania. Musimy wieczorem wypytać miejscowych co, gdzie i jak – szkoda czasu rano. Wieczorem rozmawiamy z właścicielem budynku, który okazuje się być flisakiem – ogólne narzekania na wszystko, wyczuwa się konflikt Pieniny-Tatry, moja miedza, twoja miedza itp. Mówimy im jak to wygląda na Słowacji – tam Słowak poleca inne miejsca warte zobaczenia, nawet do tego stopnia, że odpytuje czy aby na pewno byliśmy tam a tam. Wszędzie mapy i oznakowania atrakcji. My nie widzieliśmy żadnego oznakowania SPŁYW DUNAJCEM. Flisak kiwa głową i przyznaje rację.
Dzień 8 2003-09-13 /sobota pieszo 7 km pogoda: słońce
O 6:00 pobudka skoro świt - budzi nas terkot starej drewnianej młockarni – niesamowity widok, a to nie koniec rewelacji, później dostajemy od flisaka mapkę promującą region – trochę śmieszna bo oprawa graficzna jak dla przedszkolaka – tu łódeczka, tam owieczki i gąski – mało czytelne, ale dobre do zorientowania terenu – serdecznie dziękujemy i idziemy pieszo do sklepu po poranne zakupy. Po śniadaniu ok. godz. 10:00 jedziemy na spływ Dunajcem, niski poziom wody powoduje bardzo senne płynięcie, podziwiamy widoki, wysiadamy z tratwy w Szczawnicy. Ludzie przesiadają się do busów i wracają na początek spływu. Jest południe i ładna pogoda więc musimy sobie zapełnić resztę dnia – oglądam mapę Pienin w jakimś kiosku i snuję plany – pójdziemy pieszo przez Górę Zamkową – Trzy Korony – Wąwóz Sobczański do samochodu. Robimy zakupy do plecaka i jedziemy busem do Krościenka, by tam zacząć naszą wędrówkę szlakiem. Pieniny nie sprostały naszym wyobrażeniom, mało tras a na dodatek śliskie kamienie, słabo zagospodarowane. Punkt widokowy na Trzech Koronach i Sokolica płatny 2,5zł./os. Ze szlaku wychodzimy w Sromowce Niżne i w perspektywie z buta asfaltem do początku spływu, gdzie zostawiliśmy samochód. Udaje się nam zabrać stopem do przystani – przez co zaoszczędziliśmy czas by móc jeszcze zwiedzić zamek w Niedzicy.
* spływ Dunajcem do Szczawnicy 35,00zł. 2.15h, do Krościenka 43,00zł. 2.45h,
Dzień 9 2003-09-14 /niedziela pogoda: słońce
Sromowce Wyżne – Wąwóz Homole – Solina - Wołosate – Terka – Wołosate => 250 km
Zrywamy się rano bo jest mgła, może uda mi się zrobić fajne zdjęcie zamku. Pakujemy się i o godz. 7:00 jedziemy na zaporę – czekam aż mgła zacznie się rozwiewać, ale 3-4 godziny dreptania w miejscu i nic z tego nie wychodzi, mgła nie chce się ułożyć odpowiednio, pogoda ma swoje kaprysy, więc pasuję bo musimy jechać w Bieszczady. Zbaczamy jeszcze z trasy by zobaczyć Wąwóz Homole – sam w sobie jest ładny, ale szkoda było zboczyć z trasy. Po południu ok.15:00 jesteśmy nad zaporą na Solinie. Cisza i spokój - bo jest po sezonie. Siedzimy chwilę nad wodą rozmyślając co robić dalej. Z noclegiem też nie będzie prosto – wszystko pozamykane, jedziemy na poszukiwanie jakiegoś pokoju. W końcu sukces - dzięki uprzejmości dostajemy pokój w Wołkowyji, w ośrodku RANCHO, ale musimy poczekać 1godz., by przyszykowali nam jakiś pokój, bo ośrodek jest zamknięty (sprzątają na jutrzejszy przyjazd wycieczki, mamy tylko 1 nocleg). Pokój mały, czyściutki i jakie ma łóżka – tak jak na starych filmach, metalowe, kute ramy i tylko baldachimu brak. Pytamy właścicieli, gdzie możemy coś DOBREGO i SMACZNEGO zjeść – mówią, że jak dobre to pstrąg w smażalni w Terce, ale to kawałek drogi. Nie takie odległości nadkładaliśmy dla różnych atrakcji , by tam nie pojechać – więc tłumaczą nam jak dojechać.
Pstrąg SUPER REWELACJA – podczas następnych pobytów w Bieszczadach jeździmy tutaj na pstrąga, odległość z Wetliny znaczna, droga tragiczna, ale naprawdę warto!!! Wracamy na RANCHO.
* nocleg w RANCHO 21zł./osobę
Dzień 10 2003-09-15 /poniedziałek pieszo 8 km pogoda: słońce
Wołosate - Solina – Wołosate – Terka – Dołżyca – Wetlina – Ustrzyki Górne => 90 km
Rano jedziemy ponownie nad Solinę, zwiedzamy zaporę. Olbrzymia - robi wrażenie, woda czysta, plaże małe i fajne (ale lekko kamieniste) od strony Polańczyka, ogólnie brak oznakowania. Koło południa jedziemy do Ustrzyk Górnych, odcinek Terka - Dołżyca droga bardzo ale to bardzo kiepska – nie remontowana od lat, poruszamy się z prędkością 10-20km/h. W Ustrzykach Górnych praktycznie brak bazy noclegowej, słyszymy jak inni turyści też pytają o wolne pokoje, próbuję zasięgnąć informacji z innego źródła - w placówce Straży Granicznej. Poinformowali nas, że jedynie u „Pani Trunkowej” może coś być wolnego, wpuszcza nas jej sąsiadka (bo Pani Trunkowa – niedysponowana i nie wydobrzeje do jutra ) warunki złe - pokój brudny i zimny, jedna łazienka na 15-20 osób - ale nie mamy wyjścia, bierzemy pokój i płacimy 22,00zł/os.
Robimy sobie wycieczkę na Małą i Wielką Rawkę 1100 m n.p.m., na dole cieplutko, więc powoli się wspinamy, osoby schodzące z góry są poubierane w czapki, rękawiczki i kurtki, a my na krótki rękawek - trochę się dziwimy. Gdy wchodzimy na szczyt wszystko się wyjaśnia – ziąb i wiatr jakiego nie było nawet na Kasprowym Wierchu w Tartach, chwila moment i mamy na sobie poubierane wszystko co niesiemy w plecaku – a było tego niewiele. Robimy parę zdjęć i szybko zmykamy w dół. W pensjonacie nie ma się jak rozgrzać – brak ogrzewania w pokoju i ciepłej wody w łazience – czysty spartan, dobrze że mamy śpiwory. Zasypiamy błyskawicznie.
Dzień 11 2003-09-16 /wtorek pieszo 22 km pogoda: słońce
Dzisiaj wielka pętla. Ok. 7:00 jesteśmy w Wołosatem, robimy zdjęcia na starym cmentarzu – mgła ściele się smugami, wokoło jest bajecznie. W oddali stoi stary żuraw, za nim Tarnica, nagrobki poniszczone – polskie litery i rosyjskie bukwy. Całość tworzy niepowtarzalny klimat a atmosfera spokoju skłania do zadumy. Mamy wrażenie, że to zaklęta, zaczarowana chwila. Słońce wschodzi coraz wyżej, a mgła się rozmywa i znika. Powoli zbieramy się, by iść dalej czerwonym szlakiem - najpierw asfaltem do przełęczy Bukowskiej, gdzie odsłania się wspaniały widok na połoniny, a w oddali widać Ukrainę. Powoli podziwiając widoki idziemy na Rozsypaniec – Halicz, później dochodzimy do szlaku niebieskiego – w lewo na Tarnicę, w prawo na Bukowe Berdo. Ja postanawiam iść na Bukowe Berdo, a Jola będzie czekać na mnie. Pędzę pod górę na Hrebeń 1335 m n.p.m. i odsłania się widok na Bukowe Berdo, Połoniny Caryńską i Wetlińską – uff, mógłbym tak gnać przed siebie, ale Jola czeka na dole. Wspinamy się razem na przełęcz Sioło 1286 m n.p.m., Tarnicę 1346 m n.p.m., a potem schodzimy w dół do Wołosatego. Wszędzie kolorowo – bajecznie, po drodze zbieramy grzyby na kolację – choć to prawdopodobnie niedozwolone. Jedziemy samochodem do Ustrzyk Górnych coś zjeść. Zabieramy ze sobą miejscowego stojącego na stopa – w zamian opowiada nam, gdzie warto pójść i co zobaczyć, czego nie opisują w przewodnikach, jutro skorzystamy z informacji.
Zamawiamy barszcz ukraiński i jedząc obserwujemy otoczenie:
- busy w Ustrzykach G. kursują, gdy się zbiorą ludzie i jadą tam, gdzie chce jechać większość, czas tu płynie inaczej – wolniej i spokojniej, nikt za niczym nie goni.
- Sklep spożywczy czynny dopóki nie odjedzie ostatni autobus a z nim ostatni klient.
Wracamy do pokoju, okazuje się, że sąsiadka rozpaliła w piecu i jest ciepła woda. Jola smaży grzyby a ja czekam w kolejce do łazienki. Dziś będziemy spać czyści.
Dzień 12 2003-09-17 /środa pieszo 15 km pogoda: słońce
Tak więc pozwiedzamy sobie inne Bieszczady – polecone przez naszego wczorajszego pasażera, sprawdzimy czy mówił prawdę. Ale najpierw zmiana zamieszkania – przenosimy się do Wetliny - Pensjonat u Rumcajsa. Jest piecyk na gaz, łazienka z ciepłą wodą, koszt 20zł./os. Najpierw jedziemy szukać wodospadów potoku Nasiczańskiego, co chwilę gdy słychać szum wody stajemy i schodzę do potoku, wreszcie przed Nasicznem znajduję opisywane miejsce – faktycznie ładne do zdjęć i kąpania się. Teraz następna pozycja z listy - idziemy pieszo z Nasicznego na Dwernik Kamień 1004 m n.p.m., bardzo fajny szlak, choć brak znakowania, ale dobra mapa i trochę orientacji wystarcza by dotrzeć na szczyt, ładny widok na połoniny, do góry 1.40h, w dół 0.50h. Później jedziemy na Zatwarnicę i idziemy wzdłuż potoku Hylaty by znaleźć wodospad (8m) – w odległości 500m znajdujemy go. Następne miejsce to Pszczeliny gdzie można kupić miód 20zł./słój, noclegi kosztują tutaj 15zł./os i można bez stresu (poza Parkiem Narodowym) zbierać grzyby. Jeszcze tylko do Mucznego i pieszo na punkt widokowy dla VIP-ów, który jest właśnie w budowie. W Mucznem można zjeść dziczyznę w karczmie – proponuję Joli, ale dziś nie ma ochoty. Wracamy do Wetliny na nocleg. Ogólnie drogi są bardzo złej jakości – nie remontowane od lat, przez co prędkość jazdy spada poniżej 20km/h , ale dzięki temu człowiek o wiele więcej zobaczy.
Dzień 13 2003-09-18 /czwartek pieszo 22 km pogoda: słońce
Wstajemy dzisiaj późno jak na nas bo pojedziemy pierwszym busem o 8:00 na przełęcz Wyżną 872 m n.p.m. Stąd wchodzimy na Połoninę Wetlińską, wędrujemy dalej wśród traw, niesamowicie głośno grają świerszcze, które są ogromne, dochodzimy do Przełęczy Orłowicza 1093 m n.p.m. i postanawiamy zejść do Wetliny Stare Sioło. Idziemy na obiad w Czartoryji. Pod wieczór idziemy jeszcze raz na Dwernik Kamień by zrobić zdjęcia o zachodzie słońca ale i tym razem słońce chowa się za chmury, a wieczorny pobyt wśród odgłosów natury pozostawia niezapomniane wrażenia.
Dzień 14 2003-09-19 /piątek pogoda: słońce
Wetlina – Ustrzyki Górne – Czarna Góra - Polańczyk – Sanok – Krosno – Jasło – Pilzno – Bochnia – Niepołomice – Kraków – Olkusz => 340 km
Dzisiaj wracamy do domu, ale przedtem chcemy objechać resztę wielkiej pętli bieszczadzkiej Ustrzyki Górne – Czarna Góra – Bukowiec – Polańczyk. Tutaj robimy sobie postój, aby pokąpać się w Solinie. Woda jest ciepła ale tylko my pluskamy się w wodzie, turystów już nie ma – spacerują kuracjusze. Chwilę spacerujemy po mieście, jest popołudnie gdy zbieramy się do wyjazdu. Na drodze panuje umiarkowany ruch ale w miarę zbliżania się do Pilzna jest coraz więcej samochodów. Za Tarnowem jedziemy w korku, gdy zapada zmierzch my stoimy w korku przed Krakowem. Wygląda na to, że nie dojedziemy dzisiaj do domu, kombinuję jak wyplatać się z tego korka. Postanawiamy przy pierwszej okazji odbić na północ i spróbować objechać Kraków od północy, skręcamy na Niepołomice. Gdy przejeżdżamy przez Kraków jest już ciemno, więc rozglądamy się za noclegiem. Zatrzymujemy się dopiero w motelu koło Olkusza.
Dzień 15 2003-09-20 /sobota pogoda: słońce
Olkusz – Dąbrowa Górnicza – Gliwice – Wrocław – Zgorzelec => 380 km
Wstajemy rano, szybkie śniadanie i ruszamy, aby przejechać Śląsk zanim zrobi się tłok. Droga do Gliwic jest pusta – chyba wszyscy jeszcze śpią – dlatego szybko posuwamy się do przodu i spokojnie dojeżdżamy do Zgorzelca.
Podsumowanie:
PODSUMOWANIE:
+ znacznie mniej turystów niż w sezonie wakacyjnym,
- trzeba zabierać większą ilość ubrań na różne pory roku,
NASTĘPNE WYPRAWY TEGO CYKLU::
- 2004-09 15 dni Bieszczady, Słowacja-Tatry, Słowacki Raj, Spisz opis wkrótce
- 2005-09 14 dni Słowacja – Słowacki Raj, Spisz, Wielka Fatra opis wkrótce
- 2006-05 11 dni Czechy – Morawa, Szumawa opis wkrótce
- 2006-09 14 dni Bieszczady, Słowacja – Tatry opis wkrótce
- 2007-09 16 dni Rumunia – objazd – Maramuresz, Bukowina, Transylwania, Szosa Tranfogarska opis wkrótce
- 2008-05 14 dni Czechy – Moraw, Słowacja – Baseny - termalne, Węgry – Szatendre, Słowacja – Lednice-Valtice, Slavonice, Czechy - Szumawa opis wkrótce
- 2008-09 13 dni Czechy – Szumawa, Bieszczady opis wkrótce
- 2009-09 21 dni Czechy – Varnov, Węgry – zakole Dunaju i Eger, Słowacja – Słowacki Raj, Bieszczady opis wkrótce
- 2010-06 9 dni Bieszczady
- 2010-09 23 dni Rumunia – Maramuresz, góry Rodnei, Bukowina, Transylwania, góry Parang, Transalpina, góry Auspeni
- 2011-09 19 dni Rumunia – Maramuresz, góry Rodnei, Słowacja - Tatry
Więcej zdjęć:
http://www.facebook.com/album.php?aid=18643&id=100001672408341&l=1b503ad913
Zdjęcia:
Przydatne adresy:
| Brak adresów do wyświetlenia. |
Inne materiały:
Komentarze:
Komentarze mogą być dodawane przez zarejestrowanych użytkowników.
|