Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Laponia – nie tylko biel > FINLANDIA


akras akras relacje z podróży

Zdjęcie FINLANDIA / Północ Finlandii / Laponia / Biuro MikołajaTo była wyprawa z rodzaju tych, na które nie jeździłam już od wielu lat. Choć koszt był niski (za prom, paliwo, noclegi i jedzenie wyszło około 1400 złotych za osiem dni), to przedtem przecież musiałam kupić odpowiednie ubranie. Zimy we Wrocławiu są ciepłe (mikroklimat), raczej nie wyjeżdżam w zimie w góry, więc właściwie z ciuchów na Laponię nie miałam nic.

Pierwsze wrażenie z Laponii? Tam jest inna planeta! Ale może po kolei… Wyjechaliśmy z Kłobucka, a drugi samochód z Lublina. Ze względów technicznych, pojechaliśmy nocą, a że staraliśmy się przyjechać na miejsce zbiórki o właściwym czasie, jechaliśmy non-stop do Tallina, czyli gdzieś około 18stu godzin. Robiło się coraz bardziej mroźno i w Tallinie zastała nas temperatura minus 30 stopni. Co niektórzy dość długo przebierali się w aucie na parkingu dworca promowego w ciepłe rzeczy, bo po drodze było im ciepło. Mnie zrobiło się zimno dużo wcześniej, bo już przy minus 20 stopniach. Chcieliśmy się spotkać z drugim zespołem na promie, ale los pokrzyżował plany i niestety drugi samochód w czasie noclegu w hotelu został okradziony. Procedury na tamtejszej policji trwały dłuższy czas. Myśmy kupili tańsze bilety na prom płynący dłużej, bo dwie godziny, co i tak wyniosło nas prawie 300 euro (o ile pamiętam). Maciek wykazał się umiejętnościami lingwistycznymi i kupił bilety mówiąc po rosyjsku, uprzednio wybierając najładniejszą „Marusię” spośród kasjerek.
Ponieważ do odprawy zostało parę godzin, ruszyliśmy zwiedzać miasto. Zupełnie inaczej pamiętałam go z moich letnich odwiedzin. W tak siarczysty mróz mało ludzi spacerowało po ulicach, a więcej siedziało np. w McDonaldzie. W szybkim tempie przeszliśmy stare miasto, odwiedzając piękną cerkiew Aleksandra Newskiego, punkt widokowy w Górnym Mieście, mury obronne Dolnego Miasta, plac centralny, przy którym zjedliśmy pyszną soliankę – zupę, w której odnalazłam zarówno oliwki, jak i cytrynę. Tylko towarzyszący nam zapalony fotograf zwiedzał w wolniejszym tempie, mrozu się nie bojąc albo z wrażenia go nie odczuwając. Poszedł fotografować Tallin swoją drogą, a zdjęcia, jak zwykle, wyszły mu piękne.
Po dwóch godzinach na promie wpłynęliśmy do portu Helsinki, a właściwie prawie sunęliśmy po lodzie. Pewnie był tam wyrąbany kanał dla promów, ale z okien i odgłosów szorowania burt po lodzie, odnosiło się wrażenie, że z trudem sami wyrąbujemy sobie drogę.
Helsinki przywitały nas śnieżycą i tak już pozostało przez całą naszą nocną jazdę. Jechaliśmy na zaśnieżonej i oblodzonej drodze mimo pracy pługów śnieżnych. Kiedy mijały nas tiry, zostawiały za sobą ogon jeszcze większych kłębów śniegu i na parę sekund nie widzieliśmy zza nich drogi.
O siódmej rano dotarliśmy do okolic domu Mikołaja za Rovaniemi. Ciemno, śnieg, lód, mróz, a grupka Polaków krąży po rozległym parku, nie za bardzo wiedząc jak znaleźć właściwe siedlisko Mikołaja… Natrafiliśmy na oświetlone różnokolorowo, atrapy choinek. Męska część grupy wyruszyła zobaczyć czy przypadkiem nie tam Mikołaj się schował. Okazało się, że to jeszcze nie jest to, czego szukaliśmy. Wreszcie zobaczyliśmy zabudowania przypominające te z widokówek i ci z nas, którzy byli tam w lecie stwierdzili, że na 100% to będzie biuro Świętego.
Zwycięstwo? Nie tak do końca, bo było gdzieś koło ósmej rano i cała obsługa dopiero zaczęła się zjeżdżać. Zalegliśmy więc na stacji benzynowej nad kawą, herbatą i pizzą. I tak czekając na Mikołaja (jak duże dzieci) oraz na drugą grupę z naszej wyprawy, doczekaliśmy się godziny 10tej, po czym stwierdziliśmy, że mamy dość – idziemy obejrzeć co się da i ruszamy dalej.
W zadymce śnieżnej, lekko zapadając się w białym puchu, doszliśmy do słupów wyznaczających koło podbiegunowe, nie omieszkaliśmy tego uwiecznić na zdjęciu, choć prawdziwe koło polarne leży trochę bardziej na północ. Cała ta wioska Mikołaja to tzw. wielka komercja – sklepy, pamiątki, obsługa przebrana za krasnale i śnieżynki. Mikołaja nie było. Spotkała go druga grupa, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia, podobno Święty mówi trochę po polsku.
Tymczasem zrobiła się bardziej znośna pogoda, najpierw było szaro i nie byłam pewna, czy w ogóle na początku lutego wschodzi w Laponii słońce, ale wkrótce okazało się, że tak – oświetliło pięknie oblepione śniegiem świerki, ciągnące się na wielu hektarach. Widok jak z baśni o królowej śniegu, zapierał dech w piersiach.
I tak, jadąc wg wskazań GPS i naszych map, dojechaliśmy do Akaslompolo, do miejsca naszych noclegów w domkach zbudowanych z grubo ociosanych bali. Bardzo wygodny domek! Była sauna, ogrzewanie podłogowe – bardzo skuteczne, kominek i wyposażona kuchnia. Mimo, że Finowie chyba zamawiają taki domek na 3 - 4 osoby, nas tam pomieściła się… jedenastka. Były to zresztą trzy dni, a my dużo przebywaliśmy na zewnątrz.
Pierwsza noc to była obserwacja uparcie spadającego słupka w termometrze: minus 30, minus 35, itd., aż znów doszło do minus 40 stopni. Rano był kłopot z odpaleniem auta, Finowie mają wmontowane grzałki i mogą podłączyć się do prądu. Zresztą jakiś Fin zlitował się wreszcie, pociągnął nas i silnik odpalił. Potem już kierowcy czuwali nocami i wychodzili od czasu, do czasu przekręcić kluczyki w stacyjce.
Już pierwszej nocy zobaczyliśmy zorzę polarną – wiła się nad dachami zielonymi, a potem różowymi smugami. Naczytałam się, że zorza to takie nieuchwytne zjawisko, które znika po paru minutach i przejęta wyskoczyłam na dwór bez statywu, przez co, oczywiście zdjęcia niezbyt mi się udały. Okazało się, że tym razem zorza wabiła nas ponad pól godziny. Wszyscy byli szczęśliwi.
A w następne noce… Pojechaliśmy i wspięliśmy się na okoliczne wzgórze i rozwinął się nad nami prawdziwy teatr przyrody. Przez ponad godzinę zorza wiła się i przesypywała od jednego horyzontu po drugi. Niestety na dużym mrozie i długich czasach naświetlania baterie w aparatach fotograficznych wyczerpują się szybko, ja mogłam zrobić tylko kilkanaście zdjęć. Z całej tej radości nie czuło się mrozu, zresztą w rękawicach nie potrafiłam nacisnąć spustu migawki. W ostatnią noc poszliśmy na pobliskie, zamarznięte jezioro i znów ujrzeliśmy zorzę, zaczęliśmy narzekać, że to zbyt częste zjawisko, a miało być tylko dla nas…
A w dzień? Widzieliśmy stado reniferów – jak jest im zimno, to zagrzebują się w śniegu, zwijając się w kłębek. Pasły się za ogrodzeniem, koło supermarketu. Hmmm… w sklepie było mięso z renów w różnej postaci – płatów, kulek, mięsa suszonego, itp., trochę strasznie wyobrazić sobie po co im te renifery na ogrodzonym polu, ale cóż, są Lapończykom potrzebne do przetrwania, nie tylko ich mięso, także skóry.
Po zamarzniętym jeziorze śmigali narciarze na biegówkach, jeździły też małe skutery, jeden ciągał za sobą starą, pustą wannę w tą i z powrotem, w poprzek jeziora, nie wiadomo do końca po co. Brzegi jeziora zalesione, oblepionymi zmarzniętym śniegiem drzewami. W promieniach słońca widoki były czarodziejskie. Na brzegach znajdowały się też małe chatki z saunami. W lecie fajnie jest prosto z sauny wskoczyć do jeziora. Niektórzy, odważni z uczestników naszej wyprawy z sauny w naszym domku wybiegali na ten siarczysty mróz. Różnica temperatur? Przynajmniej siedemdziesiąt stopni!
Odwiedziliśmy też hotel lodowy. Jest on sezonowy – od listopada do marca, potem topi się, a na jesień budują go od nowa. Trafić do niego było dość trudno, bo drogowskazy były zawiane śniegiem, a to chyba dość często spotykana budowla w Laponii i niczego, na przykład w postaci neonu nie było. Jechaliśmy więc najpierw zaśnieżoną drogą, którą nazwałam „ścieżką dla reniferów”, dopiero spotkani Finowie zawrócili nas na właściwą drogę. Kiedy przybyliśmy pod hotel był już wieczór. Po noclegu w pokoju o temperaturze plus 3 stopni w skórach reniferów, dostaje się specjalny certyfikat. Nikt z nas nie miał na to ochoty, za to narobiliśmy mnóstwo zdjęć, bo w środku były oświetlone płaskorzeźby, kolorowe lampy, żyrandole z lodu i różnobarwne korytarze. Wstęp do tej części hotelu – 10 euro. Należy raczej wziąć statyw, bo jest dość ciemno. A po drugiej stronie recepcji znajduje się bar lodowy – stoły, ławy, krzesła i szynkwans – wszystko zrobione z lodu. Kieliszki również. Potrawy przynoszą jednak z cieplejszej części restauracji.
I co jeszcze? Dawno nie słyszałam skrzypiącego pod butami śniegu, nie widziałam zamarzających szyb w różnorodne kwiaty i liście. A na pewno nigdy nie zamarzły mi rzęsy, na których osiadły lodowe kulki. Żeby w ogóle móc patrzeć, należało szybko mrugać i unikać cienia.
Droga powrotna prowadziła przez Szwecję, ponieważ wśród nas byli amatorzy wyścigów samochodowych, a akurat takie odbywały się w Szwecji. Gnaliśmy prawie nie zatrzymując się przez 12 godzin, żeby o trzeciej nad ranem znaleźć się niedaleko miejsca wyścigów. Tyle, że nie za bardzo wiedzieliśmy gdzie dokładnie jest start. Przedzierając się chyba już prawdziwymi ścieżkami dla reniferów, dotarliśmy na polanę leśną i zasnęliśmy w aucie, przekonani, ze mamy najbardziej dogodną pozycję do obserwacji wyścigów. Niestety tak nie było. Po zastanowieniu się, zjechaliśmy z góry i w końcu znaleźliśmy te wyścigi. Jak na tak ważne wydarzenie w swojej branży, miejsce startu było słabo oznaczone, ale może to tradycja ludów północy – nie wskazywać zbyt nachalnie różnych miejsc.
Wystartowało z hukiem parę kolorowo oznaczonych, sportowych aut, często unosząc się w górę na wybojach. Przy trasie stały mniejsze, bądź większe grupy ludzi, niektórzy zadomowili się chyba na dłużej, bo rozpalili ogniska i piekli kiełbaski. Nie wiem czy była jakaś druga część startów w tamtym miejscu, ponieważ postanowiliśmy jechać dalej. Nasz prom odpływał z Karlskorony o określonej godzinie, bilety mieliśmy już wykupione i termin był nieubłagany.
Nad ranem szczęśliwie dopłynęliśmy do Gdyni, gdzie pożegnaliśmy się z niektórymi uczestnikami wyprawy, a sami pojechaliśmy na południe Polski, do naszych domów.



Pierwsza część opowieści o tej samej wyprawie znajduje się już na Globie: http://www.globtroter.pl/artykuly/1476,finlandia,szwecja,polowanie,na,zorze,polarna.html Dzięki Piotrze za zorganizowanie całości wyprawy! Dzięki też Tomku – nasz dobry kierowco! I to by było na tyle. Przeżyć i wrażeń dużo. Laponia zresztą nie tylko zimą jest piękna. To kraina jezior i dzikiej, nie skażonej przyrody. Może kiedyś jeszcze raz się tam znajdę, bo nasłuchałam się opowieści o wspaniałych trasach rowerowych i biwakach nad jeziorami.

Zdjęcia

FINLANDIA / Północ Finlandii / Laponia / Biuro MikołajaFINLANDIA / Laponia / Akasjampolo / Dorzucę się do wspólnej wyprawy do PiotrmasFINLANDIA / Północ Finlandii / Laponia / Droga wśród lapońskich świerkówFINLANDIA / Północ Finlandii / Laponia / Mały człowiek wśród bieliFINLANDIA / Laponia / Akasjampolo / prześwitFINLANDIA / Laponia / Akasjampolo / Słońce już bardzo jest niskoFINLANDIA / Północ Finlandii / Laponia / Wśród bieliFINLANDIA / Laponia / Akasjompolo / wyprawa za koło podbiegunowe

Dodane komentarze

akras dołączył
03.07.2010

akras 2012-09-10 18:38:31

Dziękuję Piotrze :)

piotrmas dołączył
26.03.2007

piotrmas 2012-09-09 21:18:33

niby tam byłem ale aż miło poczytać coś co wychodzi spod reki mistrza "pióra" :) i widziane jest z odrobinkę innej perespektywy

piotrwaz dołączył
31.01.2010

piotrwaz 2012-04-11 16:58:03

Świetnie napisane ..już mnie namówiłaś

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl