Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Dżinka boys, czyli bigos po etiopsku > ETIOPIA


lukasz79 lukasz79 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ETIOPIA / Afryka / Dżinka / bazar w Jinka, 2009Podróż do Etiopii była dla mnie wydarzeniem wyjątkowym, już bo miejsce egzotyczne, już to z okazji moich dawnych pasji historycznych i archeologicznych. Wyjazdu całego opisywał nie będę; anegdotą tylko zagaję o drobnym incydencie w miejscowości o zgoła czarno hebanowym brzmieniu Dżinka /Jinka/.

Po południowej czesci kraju podróżowaliśmy w cztery osoby jeepem, naszym kierowcą był murzyn imieniem ochrzcijmy go polskim; niech mu będzie - Rysiek, a którego inteligencja jaśniała najciemniejszą gwiazdą na etiopskim niebie. W miejscowości Jinka mieliśmy jechać przez teren z wioskami Mursih. Po wieczornym chilloucie, piwku i akcji z wchodzeniem na dach hotelu po mango wstaliśmy rano rześcy i chętni do wyjazdu, tym bardziej, że w okolicy wył bez przerwy jedyny pewnie w mieście głośnik publiczny. /Zawsze daję się nabrać na okazje w cenach hotelowych. /sic!/
Nasz kierowca wiezie nas na miejsce, które wygląda jak postój taksówek łamane na miejsce spotkań lokalnej lansery młodzieżowej. Do auta podchodzi pan o zaczadzonym* wzroku zdesperowanego narkomana i bełkocąc domaga się pieniędzy: mani, mani, guide.;

Pytam się naszego kierowcy gdzie nas zawiózł, a ten z bezbronną szczerością, że tutaj płaci się za wjechanie do zupełnie ogólnodostępnej przestrzeni, zwykłej drogi przez kraj. Mówimy że nie i że nie chodzi o kwotę ale o pewien zakres naciągactwa który został wyraźnie przekroczony,
A ten zaczadzony, że w ogóle luz, że on nam papier wypisze na to, jakiś dokument, rachunek, -odwraca się i mówi coś do drugiego, a ten podszedłszy zaczyna coś bazgrolić na brudnej kartce.
W tej chwili intruzi włamali się do mojego starganego Saint George rdzenia neuronowego; - No chyba w ch... walicie, rozpocząłem kulturalnie po polsku i kontynuowałem przez jakieś 5 minut. To skonsternowało adwersarzy i dało mi przestrzeń pod kontratak. Po angielsku wspólnie ze współpodróżnikami przedstawiliśmy szereg argumentów, zadaliśmy kłopotliwe pytania dot biura, dokumentu formalnego o ich przedstawicielstwie; następnie krzycząc coraz głośnie go, go, go, zmusiliśmy Ryśka do ruszenia przez miasto.

Poproszony skierował się w ustalonym wcześniej kierunku. Po przejechaniu ok. 1 km dogania nas jakiś 2 wariatów na motocyklu model Romet 73 i machają łapkami. Mówimy do Ryśka ; Dawaj szybciej, przetestuj nowe kapcie, /podczas podróży dwa razy zmienialiśmy oponę, stan każdej z nich jest w ogóle poza jakimkolwiek porównaniem/.
A Rysiek, marudzi i dalej jedzie powoli, w końcu zwalnia i puszcza tamtych wariatów. Zatrzymują nas oczywiście i zaczyna się dalsza część porannych negocjacji. Ale słysząc odpowiedź ; because we are jinka boys, na pytanie o to dlaczego właściwie mamy im płacić jakieś pieniądze. Stwierdzamy, ze mamy to w dupie i jedziemy na policję /gdziekolwiek by nie była/ i wyjaśnimy cały bałagan. /Po drodze koniecznie po wodę/.

Budynek policji był genialny, w Dżinka jest najbardziej klimatyczny posterunek jaki widziałem. Zwykły gliniana lepianka z blaszanym dachem, do której dochodzi się przez rodzaj zagajnika znajdującego się w pobliżu centrum miasta; do wewnątrz wchodziło się przez i tak niezamykające się drzwi; w środku występowały następujące meble: biurko, ogromny telefon, krzesło oraz rodzaj przepierzenia ze szmaty, za którym znajdowało się legowisko; ba, pewnie jednostka całodobowa.
Cfaniaczki z nas polskie to z wysoką kulturą i atencją do władzy, kajając się wyjaśniliśmy zajście, mając przy tym pełne zrozumienia dla ich niezrozumienia najbardziej ordynarnego esperanto o angielskim podkładzie, jakiego kiedykolwiek używaliśmy; no i zaczęły się dywagacje, tłumaczenia, przerywane chwilami wspólnej zadumy. Wymiana trwała czas jakiś. Zacząłem ze spokojem obserwować sytuację; coraz bardziej zafascynowany samym miejscem, żałowałem, że zbyt dużo narobiłbym zamieszania wyciągając aparat. Za biurkiem ogromny murzyn z długopisem w ręku, choć kartki nie ma ani jednej. Za nim na legowisku siedzi dwóch i karabinami z I wojny św. Poszarzałe ściany z pajęczynami, dziura w ścianie; okno. W końcu i trochę znienacka pada werdykt - porażanie; Ju hef tu pej, baj kesz.

*Czad; lokalny narkotyk o działaniu otumaniającym, uspokajającym i zobojętniającym, próbowałem: przeżułem wskazaną ilość, ale nie stwierdziłem szczególnego działania. Nie gwarantuje, że lekka poprawa nastroju jaką czułem, nie jest kwestią autosugestii.


Autor: Łukasz Gołoś

Apendyx. Autor miał przyjemność bywać kilkakrotnie w różnych śmiesznych od początku lub z czasem sytuacjach, ale zawsze odwołanie się do policji, w przeciwieństwie z wyjątkiem polski, wspomina z dużą sympatią.

Koniec i bomba kto czytał ten trąba

Zdjęcia

ETIOPIA / Afryka / Dżinka / bazar w Jinka, 2009

Dodane komentarze

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2012-04-15 23:26:48

To pewnie nie do końca było naciąganie. Oni tam mają takie różne dziwne przepisy i pozwolenia, które na pierwszy rzut oka wyglądają na zwykłe naciągactwo, ale w rzeczywistości to jest jakoś usankcjonowane prawnie (lokalnie). Też płaciłem za możliwość obejrzenia np. targu wielbłądów w Babile (Harari). Inna sprawa, że to są grosze (dla nas)

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

02-25
Jak wsadzić rower do samolotu i nie zbankrutować?

Pewnie nie raz zastanawialiście się który przewoźnik w jaki sposób pozwala na przewóz roweru. Oto krótki i praktyczne przedstawienie najpopularniejszych w Polsce przewoźników oraz ich warunków transportu rowerów :

02-12
Ponad 500 zdjęć w konkursie!!!

Pękło pół tysiąca zdjęć. Zostało jeszcze 3 tygodnie czasu do końca. Spieszcie się, kto nie dodał zdjęcia. Ale tylko 3! Takie mamy zasady. Więcej zdjęć usuwamy, a kto nabroi i dorzuci dużo więcej to może mieć konkursowy falstart przy wynikach.

01-26
Krippenstein: kraina puchu i niez...
01-25
400 zdjęć w FOTO konkursie...
01-08
To jest najgorętszy konkurs foto ...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl