Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Niesamowite Indie > INDIE


Mońka Mońka relacje z podróży

Zdjęcie INDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Świątynie MiłościRelacja z podróży po Indiach: Delhi --> Khajuraho --> Orchha --> Agra --> Jaipur --> Delhi

Pomysł o wyjeździe do Indii zrodził się już kilka lat temu, jednak dopiero przed paroma miesiącami zapadła ostateczna decyzja. Pozostało tylko znaleźć chętnego na taką wyprawę. To jednak okazało się nie być proste. Informacja na portalach społecznościowych, telefony do znajomych - brak zainteresowania. W końcu się udało! I tak z kuzynem zaczęliśmy planować wyjazd.

Początkowo szukaliśmy ofert w biurach podróży. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że taki wyjazd kosztuje fortunę! Nawiązałam więc kontakt ze znajomym, który prowadzi biuro podróży - może da nam jakiś rabat? „Chcecie jechać do Indii z biura podróży? Dajcie sobie spokój z biurem – zapłacicie majątek a można na prawdę tanio pojechać na własną rękę” – tak brzmiała jego odpowiedź. Pierwsza moja reakcja była taka: Czy on kompletnie oszalał?!?! Do Indii na własną rękę? To niedorzeczne! Przecież tam na pewno jest niebezpiecznie. Jak podróżować po Indiach zupełnie samemu? Co innego jechać na wypoczynek na wybrzeże, a co innego organizować „objazdówkę”… Głupi pomysł, wręcz idiotyczny!... Może jednak wejdę na kilka stron internetowych i poszukam informacji o podróżach do Indii na własną rękę…

Po kilku dniach przeglądania i czytania forów internetowych doszłam do wniosku, że…. WSZYSCY jeżdżą tam SAMI, a taka wyprawa jest o POŁOWĘ TAŃSZA niż z biura podróży!

No i zapadła decyzja. Jedziemy sami. W marcu. Na Holi…. Koniecznie na Holi!

Zakup biletów lotniczych i ubezpieczenia, załatwianie wiz turystycznych, szczepienia (bzdura kompletna!), lista najpotrzebniejszych rzeczy, plan podróży (zmieniany zresztą co chwilę), zakup biletów na pociągi, hotele…. Było to nie lada wyzwanie…. Ale dzięki internetowi można zdziałać cuda. Nawiązałam mnóstwo nowych znajomości, poznałam wielu fantastycznych ludzi, którzy bardzo chętnie dzielili się swoimi wrażeniami z podróży po Indiach, a co najważniejsze, udzielili mi wiele przydatnych wskazówek. Wszystkim bardzo dziękuję 

Termin wyjazdu zbliżał się wielkimi krokami. W końcu nadszedł ten upragniony dzień.

Dzień 1 – Delhi
Wylądowaliśmy w Delhi o 3:30 w nocy. Zanim udało nam się wydostać z lotniska, załatwić prepaid taxi i dojechać na Pahar Ganj była godzina 6 rano. W pierwszym momencie przeżyliśmy szok kulturowy. Spodziewałam się brudu ale to co zobaczyłam na Pahar Ganj przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Samo dojście do hotelu było nie lada wyczynem. Należało przejść przez stertę śmieci i zręcznie ominąć, grzebiące w tym krowy, oczywiście wstrzymując przy tym oddech bo smród taki jakby ktoś przez miesiąc śmieci nie wyrzucał…. Po kilku razach przyzwyczailiśmy się. Sam hotel (Cottage Ganga Inn) całkiem przyjemny, choć nieco drogi (1500 INR za pokój 2 osobowy). Na dachu jadłodajnia, możliwość skorzystania z wifi. Obsługa bardzo miła, choć nadgorliwa. Oczywiście skorzystaliśmy z pomocy jednego z pracowników i za jego pośrednictwem kupiliśmy kartę SIM aby tanio kontaktować się z rodziną w Polsce (12 IRN za minutę rozmowy, 3-5 IRN za smsa). Po odpoczynku (byliśmy prawie 48 godzin na nogach więc jak tu nie odpocząć) wyruszyliśmy w miasto. Postanowiliśmy pójść na pieszo do Czerwonego Fortu, w końcu byliśmy zaopatrzeni w plan miasta a odległość wydawała się nieduża. Po kilkudziesięciu minutach wędrówki byliśmy kompletnie skołowani. Tłok na ulicach: mnóstwo pojazdów, tubylców i „straganów” spowodował, że nie mieliśmy pojęcia gdzie się znajdujemy. Każdy, zapytany o drogę, przechodzień wskazywał nam inny kierunek….Zaczynało się ściemniać więc postanowiliśmy wrócić na Pahar Ganj a zwiedzanie rozpocząć następnego dnia i nie na pieszo ale tuk-tukiem.

Dzień 2 – Delhi
Zaraz po wyjściu z hotelu spotkaliśmy sympatycznego chłopaka, który za całkiem przystępną cenę (800 INR) zaproponował zwiedzanie tuk-tukiem Nowego Delhi (Stare Delhi podobno nie jest bezpieczne w czasie trwania Holi). W pierwszej kolejności pojechaliśmy do Akshardham – przepięknej, współczesnej świątyni. Wspaniałe „koronkowe” zdobienia, tysiące misternie wykonanych rzeźb wywołują, moim zdaniem, większe wrażenie niż sam Taj Mahal w Agrze. Niestety wszystkie swoje rzeczy, łącznie z telefonami i aparatami fotograficznymi, musieliśmy zostawić w tuk-tuku. Do świątyni można wnieść tylko wodę, dokumenty i pieniądze a samo wejście jest bezpłatne. Abyśmy czuli się bezpieczniej, kierowca oddał nam swoje kluczyki od pojazdu i czekał na nas przez dobre 3 godz.

Następnym naszym celem była Brama Indyjska i dzielnica rządowa z Pałacem Prezydenckim na czele. Ulica niesamowicie czysta, zresztą jak większość atrakcji (zabytków) obleganych przez turystów. Kolejny etap to Lakśmi Narajan Mandir (świątynia Lakśmi) i Bangla Sahib Gurdwara (świątynia sikhijska). Przed wejściem do tej drugiej należało ściągnąć buty i założyć chustę na głowę (zarówno kobiety jak i mężczyźni). W środku świątynia wyściełana jest dywanem, na którym można sobie usiąść i posłuchać „kazania”. Obok głównego budynku znajduje się jadłodajnia, w której każdy, zarówno biedny jak i bogaty (nie wiem jak jest z turystami), może za darmo się pożywić.

W międzyczasie odwiedziliśmy również kilka sklepów z dywanami, szalami, obrazami itp. Wszystko niby najlepszej jakości ale cholernie drogie. Odpuściliśmy więc sobie zakupy i wróciliśmy na Pahar Ganj. Po drodze okazało się, że nasz kierowca organizuje imprezę z okazji Holi i serdecznie na nią zaprasza. Zbiórka następnego dnia o 8 rano przy straganie z przyprawami. Notabene właścicielem sklepiku jest hindus, który jako jedyny w tamtym rejonie zna nazwy przypraw w języku polskim i występował w programie Makłowicza. Po tym przemiłym spotkaniu wróciliśmy do hotelu, wypiliśmy piwko (w hotelu 150 IRN za butelkę, na mieście 75 IRN) i położyliśmy się.

Dzień 3 – Delhi
W końcu nadszedł upragniony dzień kiedy hindusi świętują nadejście wiosny. Holi obchodzone jest praktycznie w całych Indiach i polega na obsypywaniu się kolorowym proszkiem bądź oblewaniem zabarwioną wodą. Okazuje się jednak, że tak na prawdę to święto obchodzone jest przez kilka dni. Dzień przed właściwym Holi hindusi oblewają się wzajemnie czystą wodą lub rzucają, wypełnionymi nią, balonami. Szczególną radość sprawia im oblanie i obsypanie proszkiem turystów pci żeńskiej. Niektórzy wykorzystują Holi aby dokuczyć przybyszom… Sama miałam okazję się o tym przekonać. Zaraz po wyjściu z hotelu dopadła nas banda wyrostków. Obmazali proszkiem i uciekli. Nie wdając się w szczegóły stwierdzić należy, że nie było to zbyt miłe doświadczenie. Poza tym jakiś matoł rozbił mi jajko na głowie i tym sposobem nasze świętowanie Holi się zakończyło. Moje rozgoryczenie spotęgowało się gdy w hotelu spotkaliśmy „pokolorowanego” francuza z szerokim uśmiechem na twarzy. Holi kompletnie nam się nie udało ale to był dopiero początek naszej wyprawy więc uznałam, że jakoś to sobie zrekompensuję. Wieczorem pognaliśmy na nocny pociąg do Khajuraho. Miałam możliwość przekonania się na własne oczy jak mocno oblegane są indyjskie stacje kolejowe. Główna hala wyściełana śpiącymi na podłodze, podobnie rzecz się miała na peronach. Składy pociągów tak duże jak u nas w latach 80. Hindusi, gdyby mogli, właziliby do pociągu przez okna (dla wyjaśnienia: w niższych klasach okna są zakratowane). Na torach cała masa szczurów a w pociągach karaluchy. Tak wyglądają prawdziwe Indie, taki jest ich urok.

Dzień 4 – Khajuraho
Nad ranem dojechaliśmy do Khajuraho. Dziesięciogodzinna podróż przebiegła całkiem spokojnie. Nawet udało nam się trochę zdrzemnąć na niewygodnych kuszetkach. Zameldowaliśmy się w hotelu Zen (800 IRN) i pognaliśmy zwiedzać „świątynie kamasutry”. Nie powiem, jest co oglądać. Budowle są imponujące, jednakże, wbrew wszelkiemu przekonaniu, sceny erotyczne stanowią tak naprawdę tylko niewielki odsetek. Mimo to mieliśmy wielką frajdę odszukując przeróżne pozycje. Podobnie jak inni, obserwowani przez nas, turyści. Początkowo w planach mieliśmy zwiedzić tylko zachodnią grupę świątyń, która wg. przewodników jest najciekawsza. Okazało się jednak, że zobaczenie tych w centrum Khajuraho zajmuje tylko 2, max 3 godziny. Dobrze, że w pociągu poznaliśmy Saddaba, przemiłego chłopaka, który wziął nas pod swoje skrzydła. Załatwił nam tanio objazdówkę tuk-tukiem po okolicznych wioskach i świątyniach a także do Renneh Fall. Niestety, z powodu pory suchej, wodospadu nie zobaczyliśmy. Aż trudno uwierzyć, że w porze monsunowej cały ten teren jest zalany. Od tamtejszego strażnika dostaliśmy zaproszenie na oglądanie krokodyli kolejnego dnia. Musieliśmy jednak zrezygnować gdyż wyjeżdżaliśmy do Orchhy. Po powrocie z tej kilkugodzinnej wycieczki okazało się, że w całym Khajuraho nie ma prądu. I nie było aż do późnych godzin wieczornych. Na szczęście pokaz tańca, na który mieliśmy kupione bilety, odbył się bez problemu. Teraz z perspektywy czasu uważam, że jednak lepiej było przeznaczyć te pieniądze na pokaz światło-dźwięk przy świątyniach (o ile się odbył mimo braku prądu). Po występie cały wieczór spędziliśmy z Saddabem. Mieliśmy też przyjemność poznać jego wujka o iście fantazyjnym imieniu – Super Mario. Swoim wyglądem rzeczywiście trochę przypominał postać znaną nam z gier. Przemiły człowiek, aczkolwiek typowy handlarz. W jego sklepie ceny były wygórowane, nawet biorąc pod uwagę to, że podobno sprzedawał towar najwyższej jakości. Nie skusiliśmy się ale mile spędziliśmy wieczór w ich towarzystwie. Tym bardziej, że Saddab okazał się niewiarygodnie wesołą i bardzo pomocną osobą. Zaraz po przyjeździe do Khajuraho okazało się, że będziemy mieli problem z przejazdem do Orchhy. Planowaliśmy odbyć tę podróż autobusem, jednakże z powodu Holi, autobusy nie kursowały przez kilka dni. Pozostała nam taksówka. I tu były dwie opcje: wynajęcie taksówki za ok 2200 IRN lub znalezienie takiej, która będzie pusta wracała do Orchhy za ok 1700 IRN. Obsługa hotelu w poszukiwaniach się nie sprawiła. Poprosiliśmy więc o pomoc Saddaba. Ten cały wieczór obdzwaniał swoich znajomych, aż w końcu udało mu się znaleźć jeepa za 1500 IRN.

Dzień 5 i 6 - Orchha
Po przyjeździe do Orchhy nasz kierowca, w pierwszej kolejności, zawiózł nas do hotelu Orchha View Guesthouse. Cena niska (300 IRN) ale warunki pozostawiały wiele do życzenia. Postanowiliśmy więc zatrzymać się w Orchha Residence (500 IRN). Tego hotelu również nie polecam. Pracownicy w ogóle nie znają angielskiego. Na każde zadane pytanie patrzyli tępym wzrokiem i uśmiechając się odpowiadali „yes, yes”. Cholernie irytujące…. Ponadto jedzenie kiepskie a ceny wysokie. Tym bardziej byliśmy wniebowzięci gdy udało nam się znaleźć rewelacyjną „restaurację” Moon Light Restaurant, którą wszystkim serdecznie polecam. Obsługa bardzo miła, jedzenie wyśmienite (najlepsze jakie jedliśmy w Indiach) i bardzo tanie. Nieoficjalnie serwują również piwo (150 IRN), mimo iż w Orchha sprzedaż trunków jest zakazana. Stąd takie wysokie ceny. Co dziwne, jeszcze więcej, bo 200 IRN, zażyczył sobie chłopak, który nielegalnie sprzedawał trunki w swoim sklepie, ten sam od którego kupował nasz zaprzyjaźniony właściciel Moon Light Restaurant…

Orchha to mała miejscowość, w której tak naprawdę nie ma co zwiedzać. Warto natomiast przyjrzeć się mieszkańcom i ich zwyczajom. Odbywa się tu, niesamowity dla nas, spektakl pt. „Dzień z życia Indianina”. Pobyt w tej miejscowości potraktowaliśmy jako odetchnięcie od nieustannego zgiełku i nagabywania handlarzy, z którym spotkaliśmy się w Delhi i Khajuraho, a potem w Agrze i Jaipurze. Fantastyczne położenie restauracji, w której się zadomowiliśmy, umożliwiło nam obserwowanie jednej z głównych ulic, a dzięki uprzejmości właściciela zobaczyliśmy początek hinduskiego wesela. Po niespełna tygodniu pobytu w Indiach zdążyliśmy przyzwyczaić się do panującej tu atmosfery, do niesamowitych zjawisk i widoków. Mimo tego zaskoczyła nas różnica wieku państwa młodych. On w granicach 35-40 lat, ona 17-19. On przeszczęśliwy, ona okropnie przepłoszona. Nic dziwnego, biorąc po uwagę to, że młodziutka dziewczyna do końca życia ma mieszkać z teściami, każdą życiową decyzję z nimi uzgadniać i poddawać się ich woli. Incredible India.

7 dzień – Orchha / Agra
Kolejnego dnia, po południu, opuściliśmy Orchhę. Z nadzieją, że dalsza podróż będzie równie udana co dotychczasowa, dojechaliśmy tuk-tukiem na stację w Jhansi. Stąd odjeżdżał nasz pociąg do Agry. Na miejsce dotarliśmy po godzinie 20. Mimo pewnych wątpliwości taksówkarza co do jakości, wybranego przez nas, hotelu, postanowiliśmy zatrzymać się w Sheela Inn. Tu spotkała nas niemiła niespodzianka. Zamiast umówionych, podczas telefonicznej rezerwacji, 800 IRN zmuszeni byliśmy zapłacić 1000 IRN. Za malutki i pełen karaluchów pokoik…. Niezrażeni tą drobną wpadką, podczas kolacji na dachu hotelu, staraliśmy się zaplanować kolejny dzień.

8 dzień – Agra
Pierwszą rzeczą jaką postanowiliśmy zobaczyć to oczywiście Taj Mahal. Tym razem zaszaleliśmy i oprócz 750 IRN za bilet wejściowy opłaciliśmy również przewodnika (600 IRN). Dzięki niemu poznaliśmy historię budowy i surowce z których powstało mauzoleum, symbolikę oraz przeznaczenie poszczególnych elementów, stanowiących integralną część Taj Mahal. Całość robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż budowla powstała w XVII wieku. Wspaniałe zdobienia i napisy z Koranu nie zostały namalowane a wykonane z kamieni „wciśniętych” w marmur! Nadzwyczaj precyzyjne, wręcz mistrzowskie arcydzieło. Niestety niesamowicie zatłoczone przez rzeszę turystów. Nic dziwnego, że w końcu po raz pierwszy (po tygodniu pobytu) spotkaliśmy grupę Polaków. Po powrocie do hotelu wsunęliśmy śniadanie i pognaliśmy do Mauzoleum Akbara w Sikandrze i Jama Masjid (Wielki Meczet). W przeciwieństwie do Taj Mahal w Mauzoleum Akbara panuje spokój i cisza. Bardzo mało turystów, natomiast cała masa śmiesznych wiewiórek, które można łakociami skusić do bliższego podejścia. Natomiast Wielki Meczet… jak to meczet…. Taki sam jak w Delhi. Nic nadzwyczajnego.

Wróciliśmy do hotelu i po wcześniejszej kolacji położyliśmy się spać. Czekała nas pobudka przed 4 nad ranem aby zdążyć na pociąg do Jaipuru, który odjeżdżał o godzinie 5.

9 dzień – Jaipur
Do Jaipuru dojechaliśmy o 9:30. Bez problemu znaleźliśmy tuk-tuka i pojechaliśmy do całkiem przyjemnego hotelu Karni Nivas. Okazało się, że nasz kierowca był bardzo miłą i wesołą osobą więc postanowiliśmy wynająć go do wycieczek po mieście. Dał nam trzy godziny na odświeżenie się i zjedzenie śniadania, po czym zabrał nas do świątyni małp. Przed stromym podejściem, prowadzącym do celu, chłopcy oferują zakup orzeszków, czy czegoś tam, dla małpek. Tych przewrotnych zwierzątek rzeczywiście było całkiem sporo. Wylegiwały się spokojnie w cieniu, przez temperaturę wydawały się być lekko ospałe. Nie podchodziły do nas, my również staraliśmy się trzymać od nich z daleka, wiec nie przytrafiło nam się nic niezwykłego o czym pisali na forach niektórzy internauci (kradzieże itp.). Sama świątynia nie jest ciekawa, natomiast panorama Jaipuru jest przepiękna. Kiedy już nasyciliśmy nasze oczy tym wspaniałym widokiem, postanowiliśmy rzucić jeszcze okiem na Pałac na Wodzie i wrócić do hotelu. W drodze powrotnej wyjaśniło się dlaczego nasz kierowca był w tak dobrym humorze. Każdy byłby w takim nastroju po trzech piwach i lufce…  Okazało się, że ponad 80% hindusów ma problemy z alkoholem, zapewne chodzi tu o mężczyzn bo ciężko uwierzyć żeby kobiety stosowały takie używki. Nasz kierowca przyznał, że bez alkoholu jego umysł nie funkcjonuje właściwie… nie potrafi trzeźwo myśleć ;) Mimo wszystko umówiliśmy się z nim na kolejny dzień, bo co to za różnica z kim jeździmy skoro prawie wszyscy mają promile we krwi? Na pożegnanie wskazał nam, w sąsiedztwie naszego hotelu, „restaurację” gdzie można zjeść w przystępnej cenie. Lokal wydawał się w porządku, otrzymaliśmy bardzo duże porcje. Niestety nie smakowały za dobrze, a po pięciu minutach jedzenia w naszych żołądkach zaczęły się dziwne rewolucje. Poprosiliśmy o rachunek i na kolację wróciliśmy do hotelu.

10 dzień – Jaipur
Wstaliśmy w miarę wcześnie i po śniadaniu ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie miasta. Ku naszemu zaskoczeniu, nie przyjechał po nas „wyluzowany” tuktukarz, a jego brat. Być może za pieniądze, które od nas dostał, zabalował do rana…

W pierwszej kolejności pojechaliśmy do oddalonego o 10 km. Fortu Amber. Ta ogromna budowla znajduje się na szczycie wzniesienia więc dojście do niej jest dość męczące, zwłaszcza w godzinach południowych, ale naprawdę warto. Można, zamiast maszerować na pieszo, skorzystać z oferty miejscowych i za dość duże pieniądze wjechać na szczyt na słoniu. My wybraliśmy ta pierwszą opcję. Fort Amber to niesamowite miejsce, najciekawsze jakie można zobaczyć w Jaipurze. Ta wspaniała budowla świadczy o potędze i zamożności władców tych ziem. Składają się na nią bogato zdobione i pełne przepychu komnaty, zadbane, zielone ogrody i wielkie dziedzińce. Spędziliśmy tam kilka godzin szwendając się i wyobrażając sobie jak to wszystko wyglądało w czasach swojej świetności.

Kolejne na naszej liście było Różowe Miasto, a w nim Dżantar Mantar, czyli XVIII wieczne obserwatorium astronomiczne. Składa się ono z kilkunastu instrumentów, których zadaniem było m.in. ustalanie pozycji gwiazd, określenie dat zaćmienia Słońca i wysokości nad poziomem morza oraz długość dnia. Warto je zobaczyć z samego rana bądź późnym popołudniem. Wycieczka w czasie największego słońca nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza że nie uraczysz tam cienia.

Następnie odwiedziliśmy Pałac Miejski, a w nim muzeum z szatami i biżuterią maharadży oraz salę audiencyjną. Niestety większość pomieszczeń jest zamknięta dla zwiedzających gdyż nadal mieszka tam dawny maharadża wraz z rodziną. Warto zobaczyć koronkowe zdobienia Pałacu Powitań (Mubarak Mahal) oraz mały dziedziniec ze wspaniale, wręcz artystycznie pomalowanymi drzwiami. Na głównym dziedzińcu można usiąść w cieniu, posłuchać tutejszych grajków i zrobić tatuaż z henny. Po dość krótkiej wizycie, na sam koniec, skierowaliśmy się w stronę słynnego Hawa Mahal. Ten, zbudowany tylko i wyłącznie dla dam dworu aby mogły obserwować codzienne życie ludu, budynek kompletnie nas rozczarował. Po pierwsze wejście do środka było cholernie drogie. Aby przejść zwykłymi korytarzami należało zapłacić aż 300 IRN - tyle samo co wejście do Fortu Amber czy Pałacu Miejskiego. Po drugie sama fasada znajduje się przy bardzo ruchliwej ulicy i aby zrobić zdjęcie całości trzeba sporo się nagimnastykować. No a poza tym ginie na tle innych „różowych” budynków więc generalnie przez to jest mało widowiskowy.

Po wycieczce postanowiliśmy zjeść obiadokolację. W hotelu ceny były dość wysokie, więc i tym razem poprosiliśmy naszego kierowcę o wskazanie jakiegoś fajnego miejsca. Niestety restauracja była zamknięta a kolejna w sąsiedztwie horrendalnie droga. W akcie desperacji wylądowaliśmy w Pizza Hut. Z całego serca nie polecam…. Zapłaciliśmy majątek (pizza 280 IRN + napoje + podatek + opłata za obsługę = 600 IRN) a i tak się nie najedliśmy. To już jedzenie w hotelu o wiele mniej kosztowało, więc znowu wróciliśmy tam na kolację.
Jeśli chodzi o samo jedzenie to indyjska kuchnia jest całkiem smaczna i głupotą jest stawiać tam na kuchnię kontynentalną czy inną. Oczywiście wszystko zależy od regionu ale także od restauracji i sposobu przyrządzania potraw. Indyjskie menu można podzielić na 2 rodzaje: wegetariańskie i mięsne, przy czym to drugie różni się od pierwszego tylko i wyłącznie tym, że oprócz warzyw, zawiera w sobie dodatkowo mięso. Zwykle są to kawałki kurczaka, znane u nas pod nazwą „porcja rosołowa” – czyli więcej kosteczek niż mięsa, w najlepszym wypadku 2-3 skrzydełka. Z reguły ma to konsystencję bardzo gęstego sosu z kawałkami warzyw (ewent. mięsa) więc warto do tego wziąć ryż lub pieczywo (np. chapati). Poza tym istnieje cała gama omletów i jaj, przygotowywanych na wszelkie możliwe sposoby, różnego rodzaju sałatki, pieczywa i wiele odmian ryżu.
Muszę przyznać, że do samego końca nie potrafiliśmy ogarnąć ichniego menu, tzn. niby potrawa pod tą samą nazwą a smakowała i wyglądała zupełnie inaczej niż w poprzedniej miejscowości. A może to tylko takie wrażenie obcokrajowca, który dopiero zaczyna poznawać orientalne smaki.

11 dzień – Jaipur/Delhi
Do godziny 15 zostaliśmy w hotelu. Po śniadaniu spakowaliśmy nasze manatki, skorzystaliśmy odrobinę z kąpieli słonecznych i po obiedzie pojechaliśmy na stację, gdzie odjeżdżał nasz pociąg do Delhi. Na miejscu byliśmy ok 23. Powędrowaliśmy do Cottage Ganga Inn, tam gdzie za pierwszym razem nocowaliśmy.

12 dzień – Delhi
Nasz ostatni dzień w Indiach poświęciliśmy na zwiedzenie Starego Delhi i zakupieniu reszty pamiątek. Pierwszy na liście był Czerwony Fort (Lal Qil'ah). Pospacerowaliśmy sobie wzdłuż murów jednak do środka nie weszliśmy gdyż odstraszył nas tłum odwiedzających. Poza tym kierowca tuk-tuka uprzedził nas, że cena biletu jest przesadzona i nie warto…. Pojechaliśmy więc do Dżama Masdżid (Wielki Meczet). Na wstępie otrzymaliśmy urocze wdzianko, które przypominało babciną podomkę, a miało na celu zasłonięcie ramion i nóg. Muszę przyznać, że Meczety w Indiach zaskoczyły mnie swoją architekturą. Te które widziałam w Egipcie były jasnego koloru (marmur itp.) i w całości zabudowane. Natomiast indyjskie Meczety składają się z czerwonego piaskowca i zamiast wielkiej sali posiadają ogromny dziedziniec na którym odbywają się modły. Na pewno nie stanowi to reguły ale uderzyło mnie to, że mimo takiego samego wyznania, budowle w tych dwóch krajach tak diametralnie się różnią.

Ostatnią atrakcją, której nie mieliśmy tak naprawdę w planie, był grób Ghandiego. Dojście do niego bez butów nie było zbytnią przyjemnością, głównie dlatego, że słońce okrutnie nagrzało kamienie. Sam grób nie odznaczał się niczym szczególnym: zwykła płyta grobowa udekorowana kwiatami. Miejsce przyjemne o tyle, że mało ciekawskich, panowała więc cisza i spokój.

Po powrocie na Pahar Ganj nasz kierowca przeszedł samego siebie. Za wycieczkę zażyczył sobie o wiele więcej pieniędzy niż ustaliliśmy na początku. Dwa razy więcej… Cenę podniósł do 1200 IRN ponieważ „zawiózł nas do kilku sklepów” (aż 3). Nie chcieliśmy problemów więc zapłaciliśmy mu 1100 IRN. Resztę popołudnia spędziliśmy kupując pamiątki: herbaty, T-shirty, kolczyki itp. Wróciliśmy również na stoisko z przyprawami, którego właściciel, jak już wcześniej wspomniałam, występował w programie Makłowicza. Objaśnił nam ich przeznaczenie oraz właściwości lecznicze. Kupiliśmy więc kilka zestawów i powędrowaliśmy dalej. I znowu trafiliśmy na naciągaczy. Ten ostatni dzień i myśl o powrocie do domu sprawiły chyba, że straciliśmy nasz instynkt. Rzecz dotyczyła zwykłego tatuażu z henny na nodze, który postanowiłam sobie zrobić przed samym wyjazdem. Cena początkowa, na którą „łapali” klientów to 20 IRN. Okazało się, że dotyczyła ona henny pomarańczowej, która po 2 dniach znika. Brązowa -50 IRN (2 tyg), czarna 80 IRN (3 tyg). Zdecydowałam się na brązową. W ciągu ok 10-15 min. chłopak zrobił niesamowitą mozaikę… byłam w zaskoczona, że tak sprawnie i szybko mu to poszło… Niestety ostatecznie musiałam zapłacić 650 IRN. Okazało się, że cena 50 IRN była za jeden element… On się doliczył trzynastu! Mało tego, nie mogłam założyć buta przez najbliższą godzinę (jak dojść do hotelu przez tą cholerną stertę śmieci???) a przez 24 godz. nie mogłam zamoczyć stopy (jak tu się wykąpać przed wylotem?). Postanowiliśmy zatem pójść na kolację do fajnej knajpki (na dachu), a zanim z niej wyszliśmy henna wyschła. Wróciliśmy do hotelu, spakowaliśmy się i po pierwszej w nocy pojechaliśmy na lotnisko. Tam kolejne zaskoczenie: aby wejść na terminal trzeba okazać rezerwację biletu ( bez niej nie wpuszczą!), a przy wejściu na strefę bezcłową zabierają wszystkie zapalniczki (w miejscach wydzielonych dla palaczy mają elektryczne zapalarki, szkoda, że w takiej sytuacji w Kijowie podobnych nie ma!). Trzy godziny na lotnisku ślimaczyły się okrutnie, to oczekiwanie na nieubłagany koniec jest okropne… Dwa tygodnie w Indiach zleciały niesamowicie szybko. Żal było wyjeżdżać do domu… Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy…

Zdjęcia

INDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Świątynie MiłościINDIE / Delhi / Delhi / AkshardhamINDIE / Delhi / Old Delhi / BazarINDIE / Radżastan / Jaipur / Brama wjazdowa do Różowego MiastaINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / CodziennośćINDIE / Radżastan / Jaipur / Dżantar Mantar – obserwatorium astronomiczneINDIE / Radżastan / Jaipur / Dżantar Mantar – obserwatorium astronomiczneINDIE / Radżastan / Jaipur / Dżantar Mantar – obserwatorium astronomiczneINDIE / Radżastan / Jaipur / Dżantar Mantar – obserwatorium astronomiczneINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Radżastan / Jaipur / Fort AmberINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Hindusi również doceniają piękno Taj MahalINDIE / Delhi / Delhi / India GateINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Jeden z Minaretów przy Taj MahalINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / M4INDIE / Uttar Pradesh / Agra / Mauzoleum AkbaraINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Mauzoleum AkbaraINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Na spacerzeINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / OrchhaninINDIE / Delhi / Pahar Ganj / Pahar GanjINDIE / Delhi / Pahar Ganj / Pahar GanjINDIE / Delhi / Pahar Ganj / Pahar GanjINDIE / Delhi / Pahar Ganj / Pahar GanjINDIE / Radżastan / Jaipur / Pałac miejskiINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Pałac miejskiINDIE / Radżastan / Jaipur / Pałac miejskiINDIE / Radżastan / Jaipur / Pałac miejskiINDIE / Radżastan / Jaipur / Pałac na wodzieINDIE / Radżastan / Jaipur / Pałac PowitańINDIE / Delhi / New Delhi / Pałac PrezydenckiINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Pan (nie)młody w drodze do panny (bardzo) młodejINDIE / Delhi / Old Delhi / Piękne sariINDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Poranek w KhajurahoINDIE / Radżastan / Jaipur / Powrót z zakupówINDIE / Radżastan / Jaipur / Przejażdżka na słoniu w Forcie AmberINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Royal chatriINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Sąsiedzkie pogaduszkiINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Sklepienie w Mauzoleum AkbaraINDIE / Radżastan / Jaipur / Słynne Hawa MahalINDIE / Delhi / Delhi / Świątynia Sikhów - Bangla Sahib GurdwaraINDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Świątynie MiłościINDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Świątynie w KhajurahoINDIE / Madhya Pradesh / Khajuraho / Świątynie w KhajurahoINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Święte krowyINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Taj MahalINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Taj MahalINDIE / Radżastan / Jaipur / W drodze do Świątyni MałpINDIE / Uttar Pradesh / Agra / W drodze do Taj MahalINDIE / Uttar Pradesh / Agra / W drodze do Taj MahalINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / W orszaku pana młodegoINDIE / Radżastan / Jaipur / Widok na Jaipur ze Świątyni MałpINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / Zabawa na byle-czymINDIE / Uttar Pradesh / Orchha / ZamyślonaINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Zapraszam na arbuza

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl