Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Dolina Kathmandu KONKURS > NEPAL


jedrzej jedrzej relacje z podróży

Zdjęcie NEPAL / brak / Patan / Durbar SquareDolina Kathmandu przypomina dolinę z baśni. Kunsztownie ozdobione świątynie i pałace trzech miast królewskich: Patanu, Bhaktapuru i Kathmandu, urzekają swoim pięknem. Dolinę otaczają majestatyczne, ośnieżone szczyty, skrzące się w promieniach słońca. Mieszka tu również Kumari – żywa bogini.

Dolina Kathmandu

Nasz pobyt w Kathmandu zaczęliśmy od poszukiwania agencji turystycznej, która zorganizowałaby nam trekking w Himalajach. Zaraz po załatwieniu formalności, wynajęliśmy rikszę, aby dostać się do stupy Swayambhunath. Nie był to najlepszy pomysł z tego powodu, że ulica prawie cały czas prowadziła pod górę i rikszarz nie był w stanie podjechać. W konsekwencji większość czasu spędziłem, pomagając mu pchać pojazd pod górę. Natomiast droga powrotna była jeszcze gorsza, gdyż riksza, pędząc w dół, co chwila wpadała w głębokie dziury w jezdni, grożąc wywrotką.

Z parkingu, aby osiągnąć stupę należy pokonać 300 kamiennych stopni. Podchodząc, mija się po drodze posągi Buddy stojące między drzewami. Trzeba także uważać na małpy, które domagają się od turystów swojego haraczu. Małp jest tak dużo, że Swayambnunath jest często nazywana „świątynią małp”. Otoczona setkami kaplic, wybudowana w 250 r. p.n.e. jest największą stupą w Nepalu. Jej biała kopuła jest postrzegana jako czysty klejnot nirwany, a pary namalowanych oczu, na każdej z czterech stron, symbolizują wszystko widzące oczy Buddy. Obeszliśmy dookoła stupę, kręcąc modlitewne bębenki, aby zapewnić sobie udany pobyt w Nepalu.

Następnym celem był Plac Królewski – Durbar Square. Na tym zabytkowym placu, zwanym także Hanuman-dhoka Durbar, położonym w samym centrum miasta, znajduje się olbrzymi pałac królewski w otoczeniu wielu świątyń. Nazwa placu pochodzi od statuy Hanumana, boga małp, ustawionej, w XVII wieku, przez króla Pratapa Malla przed wejściem do pałacu. Świątynie, wybudowane pomiędzy XII a XVIII wiekiem, są poświęcone zarówno bóstwom hinduistycznym jak i buddyjskim. Największą jest świątynia poświęcona bogini Taleju, oficjalnemu bóstwu dynastii Mallów. Wzbudzającą największe zainteresowanie, zwłaszcza miłośników kamasutry, Maju Deval, świątynia Sziwy, o belkach stropowych pokrytych rzeźbami erotycznymi. Spośród dziesiątek świątyń szczególną uwagę zwróciłem na dwa obiekty: Kasthamandap oraz Kumari-ghar.

Pierwszy jest olbrzymią, otwartą świątynią wybudowaną w XII wieku, jak głosi legenda, z drewna uzyskanego z jednego drzewa. Podobno Kathmandu wzięło swoją nazwę od nazwy tej świątyni.

Drugi obiekt, Kumari-ghar, jest domem „żywej bogini Kumari”, która jest traktowana przez Hinduistów jako wcielenie bogini Taleju. Jest nią kilkuletnia dziewczynka. Głównym zadaniem „żywej bogini” jest uczestnictwo w różnego rodzaju uroczystościach religijnych, podczas których jest obwożona w specjalnym wozie. Takie czarujące życie Kumari wiedzie aż do momentu, gdy osiągnie wiek dojrzewania. Pierwsza miesiączka jest sygnałem utraty „boskości”. W tym momencie pięciu kapłanów zaczyna poszukiwania nowej „żywej bogini”. Ciekawostką jest to, że chociaż reprezentuje Ona bóstwo hinduistyczne jest wybierana spośród dziewczynek należących do buddyjskiego plemienia Nawarów. Odpowiednia kandydatka musi posiadać 32 cechy fizyczne, które są traktowane jako atrybuty Jej boskości. Między innymi musi posiadać uda jak sarna, pierś jak lew, szyję jak koncha (rodzaj muszli), rzęsy jak krowa oraz ciało jak banan. Ostateczną próbą sprawdzającą przydatność kandydatki jest spędzenie przez nią samotnie nocy w mrocznej sali wypełnionej jeszcze krwawiącymi łbami byków, złożonych w rytualnej ofierze, podczas święta Dasain, na pobliskim Kot Square. Ta z dziewczynek, która zniesie tą próbę z największym spokojem, zostaje umieszczona w świątyni Taleju, gdzie powoli „duch boskości” obejmuje Jej ciało w posiadanie. Kult żywej bogini Kumari został zapoczątkowany w 1757 roku. Jest on dla Nepalczyków bardzo ważny, nawet król Nepalu raz do roku oddaje cześć Kumari, konfirmując w ten sposób swoją władzę na następny rok.

Tuż obok Hanuman-dhoka Durbar znajduje się plac Basantapur Dabali, na którym w XVIII wieku król Prithvi Narayan Shah wybudował rezydencję o dziewięciu dachach nazwaną Basantapur Durbar (pot. Kathmandu Tower). Obecnie cały ten kompleks jest wpisany na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Durbar Square znajduje się w każdym mieście królewskim a od czasów dynastii Malla, tylko w dolinie Kathmandu są trzy takie miasta: Kathmandu, Bhaktapur i Patan.

Popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu starówki, wykorzystując dwie trasy proponowane przez przewodnik Pascala. Pierwsza prowadzi z Durbar Square do sztucznego jeziora Rani Pokhari i przebiega dawnym szlakiem do Tybetu. Była to niegdyś główna ulica Kathmandu. Obecnie jest to wąska uliczka, przy której znajduje się mnóstwo sklepików, jadłodajni oraz świątyń. Różnobarwny tłum, riksze, krowy nadają temu miejscu niezwykłego kolorytu. Szczególnie warte uwagi są mijane po drodze place, takie jak: Indra Chowk, Kel Tole czy Asan Tole. Skręcając w wąskie bramy można wejść na dziedzińce tzw. ćauki, na których skupia się życie Nepalczyków. Ćauki otaczają bahale – dawne buddyjskie klasztory, obecnie domy mieszkalne. Na środku dziedzińca często można natknąć się na małe stupy (tzw. ćajtie). Atmosfera panująca w tych miejscach, szczególnie dla Europejczyka, jest bardzo egzotyczna. Prawie całą trasę przeszliśmy w towarzystwie dwóch nepalskich chłopców, którzy postawili sobie za punkt honoru pokazanie nam swojego miasta. Zaprowadzili nas nawet do swojej szkoły. Składała się ona z kilku sal znajdujących się na parterze dużego murowanego budynku. Otwory okienne poszczególnych klas, pozbawione szyb, wychodziły na zakurzony plac. Pełnił on funkcję boiska. Same klasy były nie otynkowanymi pomieszczeniami z kamienną podłogą, w których znajdowały się podwójne ławki. Do sali wchodziło się wprost z podwórza otworem wykutym w murze budynku. Dopełnieniem wystroju klasy była czarna tablica wisząca na frontowej ścianie.

Druga trasa zaprowadziła nas na Thamel, dzielnicę turystyczną, gdzie między innymi znajdował się nasz hotel. Tam oczywiście się zgubiliśmy. Nie mając wizytówki naszego hotelu ponad dwie godziny błądziliśmy po wąskich uliczkach przeciskając się przez tłum Nepalczyków i turystów. Pytani o hotel Impala, pomimo dobrych chęci, nie byli w stanie nam pomóc. W pewnym momencie zorientowałem się, że stoimy w miejscu gdzie rano wynajmowaliśmy rikszę. Stąd już byliśmy w stanie odtworzyć drogę do hotelu.

Drugi dzień naszego pobytu w Nepalu postanowiliśmy poświęcić na zwiedzenie Bhaktapuru i Patanu, pozostałych miast królewskich doliny Kathmandu. Jako środek transportu wybraliśmy tempo, jest to bardzo popularna w krajach Azji wieloosobowa taksówka, kursująca na stałej trasie. Odjazd następuje w momencie, gdy zbierze się wystarczająca liczba pasażerów. Zaraz po opuszczeniu Kathmandu pojazd nasz został zatrzymany przez patrol wojskowy. Żołnierze kazali wszystkim Nepalczykom opuścić mikrobus, zrewidowali dokładnie Ich bagaż i dopiero wówczas mogliśmy kontynuować podróż. Ciekawe, ale na nas nie zwrócili żadnej uwagi. Dopiero wówczas zdałem sobie sprawę, że przebywamy w kraju, w którym obowiązuje stan wyjątkowy. Przypomniała mi się analogiczna scenka, którą dwadzieścia dwa lata wcześniej, przeżyłem na szosie między Jedliną Zdrojem a Wałbrzychem.

Bhaktapur założony w 889 r. Jest obecnie niewielkim miasteczkiem zabudowanym domami z czerwonej cegły, którego centrum jest zamknięte dla ruchu kołowego. Dzięki pomocy państw Unii Europejskiej miasto zostało skanalizowane a uliczki wybrukowane. Zwiedzanie zaczęliśmy od Tachupal Tole z śliczną świątynią Dattatraya a następnie przeszliśmy na plac Taumadi, aby obejrzeć Nyatapolę – największą pagodę w Nepalu. Tuż obok znajduje się Durbar Square z pałacem królewskim o 55–ciu oknach i oczywiście mnóstwem różnych świątyń. Jako ciekawostkę można podać fakt, że tutaj były kręcone sceny do filmu Bertolucciego „Mały Budda”. Poszliśmy również na słynny Potters Place, aby obejrzeć proces produkcji garnków, który nie zmienił się od wieków. Wizytę w Bhaktapurze zakończyliśmy długim spacerem po mieście połączonym z obserwacją życia mieszkańców. Jest to bardzo ciekawe, gdyż w Nepalu życie rodzinne koncentruje się głównie na ulicy. Można zaobserwować jak kobiety przygotowują posiłki, piorą, kapią dzieci, obnażone do pasa myją włosy czy też naprawiają odzież. Natomiast mężczyźni najczęściej siedzą nic nie robiąc.

Pobyt w Patanie, najstarszym spośród miast królewskich Doliny Kathmandu, zaczęliśmy od zjedzenia obiadu. W tym celu wybraliśmy restaurację z tarasem na dachu budynku, z którego roztaczała się panorama na Durbar Square oraz na oddalone, pokryte śniegiem, szczyty Himalajów. Następnie zwiedziliśmy sławną Krishna Mandir z jej 21 złotymi iglicami, znajdującą się na Durbar Square, królewskie łaźnie (hiti) z pięknymi, kamiennymi płaskorzeźbami w pałacu królewskim oraz Złotą Świątynię uznawaną powszechnie za najpiękniejszą buddyjską świątynię i klasztor w Nepalu. Wybudowana w latach 1045 – 1048, charakteryzuje się tym, że dach głównego budynku świątyni jest pokryty złotem. Odwiedzana rocznie przez tysiące pielgrzymów i turystów jest unikalnym sanktuarium zachowującym tradycje buddyzmu nepalskiego. Głównym kapłanem (Baphaca) jest dwunastoletni chłopiec, który w asyście młodego mężczyzny sprawuje liturgiczną służbę w świątyni przez okres jednego miesiąca. Obydwaj muszą być mnichami i podczas swojej służby nie wolno im oddalać się poza dziedziniec świątyni. Wyjątkiem jest to, że Baphaca dwa razy dziennie rano i wieczorem okrąża obszar zamieszkany przez mnichów, dzwoniąc dzwonkiem i zwołując ich w ten sposób na poranne i wieczorne nabożeństwa. Spacerując po dziedzińcach i krużgankach świątyni byliśmy oczarowani ilością bogato zdobionych kapliczek zawierających statuy różnych bóstw buddyjskich, głównie tych, którym oddają cześć Nawarowie, mieszkańcy tych terenów.

Po powrocie do Kathmandu odwiedziliśmy „Freak Street” – słynną, w latach siedemdziesiątych, uliczkę hippisów. Do tej pory można na niej spotkać pięćdziesięciu paru letnich mężczyzn z długimi włosami, odzianych w luźne, barwne koszule, przypominających „dzieci kwiaty”. Nie odmówiliśmy sobie także przyjemności powtórnego odwiedzenia Durbar Square. Tym bardziej, że posiadaliśmy paszporty umożliwiające nam bezpłatny wstęp do końca naszego pobytu w Nepalu. Paszporty takie można sobie wyrobić w biurze informacji turystycznej po wykupieniu biletu wstępu, pod warunkiem, że się posiada swoje zdjęcie.

Wracając na Thamel, zwiedziliśmy po drodze świątynię poświeconą trzem boginiom:, Dakśinkali, Mankamnie i Dżawalamaji o belkach stropowych częściowo pokrytych erotycznymi rzeźbami. Resztę wieczoru spędziliśmy „włócząc” się po zatłoczonych uliczkach podpatrując mieszkańców przy Ich codziennych zajęciach.

Wcześnie rano wynajętą taksówką pojechaliśmy do Bouddhanath, oddalonej około siedmiu kilometrów od Thamelu. Wielka stupa Bouddhanath jest postawiona na olbrzymiej mandali, symbolizującej wszechświat. Obecnie ozdobiona łańcuchami łopoczących na wietrze chorągiewek, była od wieków miejscem skąd prowadził handlowy szlak do Tybetu. Po aneksji Tybetu przez Chiny w 1951 roku stała się centrum, skupiającym życie tysięcy tybetańskich uchodźców w Nepalu. Odbywają się tutaj główne obchody większości świąt tybetańskich, takich jak np. Losar – tybetańskiego Nowego Roku (luty). Zgodnie ze zwyczajem, obeszliśmy dookoła półsferyczną kopułę stupy, w kierunku ruchu wskazówek zegara, podziwiając sto osiem wyobrażeń Buddy umieszczonych w małych niszach.

Następnie udaliśmy się do Pashupatinath, najświętszego miejsca dla nepalskich hinduistów. Można powiedzieć, że Pashupatinath jest w mniejszej skali, odpowiednikiem Varanasi w Indiach. Na terenie zespołu świątynnego, na brzegu świętej rzeki Bagmati, znajdują się kremacyjne ghaty. Śmierć i kremacja w tym miejscu, według wierzeń hinduistów, uwalnia duszę od samsary tj. cyklu powtórnych urodzin i śmierci. Sama nazwa Pashupati jest jednym z imion Sziwy i oznacza „Król Zwierząt”. W nepalskich szkołach uczniowie poznają następującą legendę wyjaśniającą genezę tego imienia: Po ślubie Sziwa przyprowadził swoją żonę Parvati w to miejsce, na miesiąc miodowy. Ponieważ był bardzo namiętnym kochankiem, Parvati wyczerpana jego zalotami przeobraziła się w sarnę i zaczęła uciekać. Wówczas bóg przybrał postać rogacza, aby ją dogonić i posiąść ponownie. W tym momencie został okrzyknięty królem wszystkich zwierząt w tym lesie. Na pamiątkę tego wydarzenia w Pashupatinath, w lutym odbywa się festiwal Sziwa Ratri. I chociaż haszysz i marihuana są w Nepalu nielegalne, Sziwa Ratri jest wyjątkiem dla sadhu i hippisów.

Za bramę świątyni wstęp mają tylko wyznawcy hinduizmu, tak że nie zostaliśmy wpuszczeni do środka. Obeszliśmy tylko otoczenie wejścia, podpatrując licznych sadhu – świętych mężów, którzy stanowią główną turystyczną atrakcję obiektu.

Przydarzyła się nam też śmieszna przygoda. Przechodząc przez dużą łąkę, niedaleko wejścia do świątyni, chcieliśmy zjeść po mandarynce. Ledwo Ania wyjęła z torby siatkę z owocami, nie wiadomo skąd pojawiła się małpka, błyskawicznie rozerwała siatkę, chwyciła jedną mandarynkę i zanim się zorientowaliśmy była już kilkanaście metrów od nas. Usiadła spokojnie na trawie, obrała owoc i szybko go zjadła. Jedynie ten moment zdołałem uwiecznić na zdjęciu.

Do miasta wróciliśmy pieszo. Chcieliśmy wynająć autorikszę, ale okazało się, że trójkołowe autko obciążone nami i kierowcą, nie jest w stanie podjechać pod górę a ja na pchanie nie miałem już ochoty.

Będąc w centrum postanowiliśmy odwiedzić Tripureshwar Marg. Jest to ulica w pobliżu której, rośnie wiekowe drzewo pipal. Samo drzewo jest sanktuarium Paćali Bhairawy, ale nas interesowało bardziej to, że pod drzewem pipal Budda medytował cztery tygodnie, zanim osiągnął oświecenie i przeszedł w nirwanę. Koniecznie chcieliśmy zobaczyć jak takie drzewo wygląda.

Po obejrzeniu drzewa zdecydowaliśmy się zjeść obiad. W tym celu wybraliśmy pierwszą mijaną restaurację. Mieściła się ona w piwnicy dużego budynku. Po zamówieniu posiłku, gdy czekaliśmy na jego podanie, nagle zgasło światło. Ponieważ pomieszczenie było pozbawione okien, zapanowała całkowita ciemność. Pamiętam, że poczułem się nieswojo. Pomyślałem wtedy, że gdyby nas w tym momencie obrabowano czy nawet zamordowano, nikt nigdy nie dowiedziałby się o tym. Na szczęście była to tylko awaria. Za chwilę przyniesiono nam świecznik i obiad. Zostaliśmy także zaproszeni na zabawę sylwestrową, która tego wieczoru miała się odbyć w tym lokalu.

Po obiedzie „zaliczyliśmy” trzecią trasę proponowaną przez przewodnik Pascala, która obejmuje południową część starówki. Najciekawszymi, moim zdaniem, zabytkami tej części Kathmandu są: Jaisi Deval Temple oraz Ram Chandra Mandir.

Jaisi Deval Temple, świątynia przykryta potrójnym dachem jest poświęcona Sziwie. Spośród innych świątyń Sziwy, wyróżnia ją to, że naprzeciwko znajduje się kamienny lingam (fallus) dwumetrowej wysokości, wystający z yoni (waginy). Właśnie tutaj, podczas święta Indra Dźatra, zatrzymuje się wóz Kumari i „żywa bogini” zaszczyca swoją obecnością rytualne tańce.

Ram Chandra Mandir jest natomiast świątynią znaną z cyklu szesnastu scen erotycznych, wyciętych na belkach stropowych. Można je traktować niemal jak instruktaż, gdyż w sposób bardzo dokładny ilustrują różne pozycje miłosne.

Zwiedzanie południowej części starówki Kathmandu zakończyliśmy przy świątyni Kasthamandap. Resztę popołudnia spędziliśmy na Durbar Square, utrwalając w pamięci piękną architekturę tego miejsca i chłonąc jego klimat. Wieczorem, obowiązkowy spacer po Thamelu. Sylwestra spędziliśmy na „białej sali”. Nowy Rok przypada w Nepalu w zupełnie innym terminie, a 31 grudnia tylko nieliczne restauracje organizowały zabawy taneczne.

Ostatni dzień pobytu zaczęliśmy tradycyjnie od śniadania. Nie wspominałem o tym wcześniej, ale śniadania, przez cały nasz pobyt w Impali, były serwowane w barze ulokowanym na dachu. Bar składał się z kilku stolików, stojących na świeżym powietrzu. Obok znajdowała się mała kuchnia, gdzie kucharz przygotowywał posiłek: tybetański chleb z masłem i miodem, jajecznicę lub omlet i kawę lub herbatę z mlekiem. Roztaczał się stamtąd piękny widok na Kathmandu. Następnie, nie mając żadnego planu, zagłębiliśmy się w plątaninę uliczek na Thamelu. Spacerując, zaglądając do sklepików z pamiątkami dotarliśmy do Kot Square. Plac jest znany z tego, że podczas święta Dasain składa się tam w ofierze setki zwierząt. Niestety, ogrodzony wysokim murem, jest dla turystów niedostępny. Nie mogąc wejść na Kot Square, wykorzystaliśmy po raz ostatni nasze darmowe wejściówki i odwiedziliśmy położony tuż obok Durbar Square. Nie będę ukrywał, że głównym powodem było odwiedzenie świątyni Ashok Vinayak, patronki podróżnych. Prosiliśmy o bezpieczną podróż. Nie spodziewaliśmy się jednak, że bogini uczyni ją tak atrakcyjną.

Obiad zjedliśmy w restauracji położonej przy Basantapur Dabali, a następnie spędziliśmy trochę czasu, oglądając sklepowe wystawy na Freak Street. Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu, żeby odpocząć przed podróżą. Wieczorem, wynajętą taksówką pojechaliśmy na lotnisko. Na początku wszystko przebiegało zgodnie z planem. Zajęliśmy nawet miejsca w samolocie. I wtedy zadziałała nasza bogini. Okazało się, że nie możemy wystartować gdyż skrzydła samolotu są pokryte zbyt grubą warstwą lodu. Następnie na lotnisko opadła tak gęsta mgła, że widoczność spadła do kilku metrów. W tej sytuacji kapitan zdecydował o odłożeniu startu na godzinę drugą po południu. Zostaliśmy poproszeni o przejście do poczekalni. Po krótkim oczekiwaniu, pojawił się przedstawiciel austriackich linii lotniczych i zaproponował wszystkim chętnym nocleg w hotelu oczywiście na koszt przewoźnika. Podstawionymi autobusami zostaliśmy przewiezieni do hotelu Yak&Yeti. Jest to najbardziej ekskluzywny hotel w Nepalu, mieszczący się w dawnym pałacu Ranów.

Nazajutrz około południa zostaliśmy przewiezieni na lotnisko i wkrótce wystartowaliśmy. Tak zaczął się najbardziej widokowy w moim życiu lot samolotem. Zaraz po starcie samolot okrążył Dolinę Kathmandu a następnie wszedł na kurs. Siedziałem przy oknie. Przed moimi oczami roztaczała się panorama Himalajów. Ośnieżone szczyty prezentowały się wspaniale na tle błękitnego nieba. Po około półgodzinnym locie ujrzałem Annapurnę i Daulagiri rozdzielone wąwozem rzeki Kali Gandaki, miejsce naszego trekkingu. Dopiero z wysokości dziesięciu kilometrów można docenić wielkość wąwozu i majestat ośmiotysięczników. Wkrótce odbiliśmy w kierunku Delhi. Ale Himalaje były dopiero pierwszymi górami, które dane mi było podziwiać podczas tego lotu. Po minięciu granicy pakistańsko – afgańskiej, przelatywaliśmy nad pasmem Hindukusz. Nagie brązowe wierzchołki, częściowo pokryte śniegiem sprawiały wrażenie dzikich i niedostępnych. Różne od Himalajów, równie piękne, prezentowały się bardzo malowniczo. Ostatnimi górami, które obserwowałem podczas tego lotu, był Kaukaz. W promieniach zachodzącego słońca wierzchołki pokryte śniegiem miały kolor pomarańczowy. Przelatywaliśmy jeszcze nad Karpatami, ale było już ciemno i nic nie było widać. Po dziewiętnastej wylądowaliśmy w Wiedniu.

Zdjęcia

NEPAL / brak / Patan / Durbar SquareNEPAL / brak / Kathmandu - Durbar Square / świątynia Maju DevalNEPAL / brak / Kathmandu / okolice PashupatinathNEPAL / Dolina Kathmandu / Bhaktapur / Durbar SquareNEPAL / brak / Bhaktapur / Durbar SquareNEPAL / brak / Bhaktapur / Potter's SquareNEPAL / brak / Bhaktapur / odpoczynekNEPAL / Dolina Kathmandu / Patan / Durbar SquareNEPAL / brak / Patan / Durbar Square

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl