Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Tybetańska Odyseja cz.I > TYBET, CHINY


lukaszw lukaszw relacje z podróży

Zdjęcie TYBET / Tybet Południowy / Lhasa / Lampki ofiarne w świątyni JokhangW ubiegłym roku w czasie mojego pobytu w Chinach miałem okazję odwiedzić Tybetański Okręg Autonomiczny, Kraj na Dachu Świata. Najpierw odbyłem najdłuższą w moim życiu podróż pociągiem na trasie Szanghaj-Czengdu (stolica prowincji Syczuan), ponad 36 godzin jazdy z kilkoma tylko postojami, w czasie której zaprzyjaźniłem się z prawie wszystkimi pasażerami mojego wagonu.

W ubiegłym roku w czasie mojego pobytu w Chinach miałem okazję odwiedzić Tybetański Okręg Autonomiczny, Kraj na Dachu Świata. Najpierw odbyłem najdłuższą w moim życiu podróż pociągiem na trasie Szanghaj-Czengdu (stolica prowincji Syczuan), ponad 36 godzin jazdy z kilkoma tylko postojami, w czasie której zaprzyjaźniłem się z prawie wszystkimi pasażerami mojego wagonu.



Bez wątpienia stanowiłem dla nich atrakcję – jedyny lałaj (długonosy) w całym pociągu, co dawało młodszym Chińczykom możliwość poćwiczenia ich języka angielskiego, a starszym zdobycia informacji o dalekim świecie. I tu młodzi Chińczycy z uniwersytetu w Czengdu zaskoczyli mnie swoją znajomością historii i geografii Europy, a nawet Polski. Znane im były nazwiska Skłodowskiej-Curie, Chopina a nawet Lecha Wałęsy! Orientowali się także w ostatnich wydarzeniach życia politycznego Polski.



Po przyjeździe do Czengdu musiałem załatwić zezwolenie na wjazd do Tybetu od władz chińskich oraz dostać bilet na samolot do Lhasy - stolicy Tybetu. Udało mi się to załatwić bez większych problemów, choć zabrało to dużo cennego czasu. W Czengdu, dzięki poznanym w pociągu studentom, miałem możliwość poznania tradycyjnej, kuchni syczuańskiej słynącej z niezwykle pikantnych potraw gotowanych w kociołku umieszczonym w stole. Było to bez wątpienia niezapomniane przeżycie, które wystarczy doświadczyć raz w życiu!



Z Czengdu wczesnym rankiem poleciałem samolotem do Lhasy. Był to 3,5-godzinny lot, najpiękniejszy w moim życiu !!! Wylecieliśmy o wschodzie słońca i przy pięknej słonecznej pogodzie, przejrzystym, błękitnym niebie lecieliśmy nad łańcuchami górskimi sześciotysięcznych gór Hengduan Szan i wschodnimi pasmami Himalajów. Bardzo wyraźnie widać było szczyty górskie wystające ponad poziom chmur, jak małe pokryte błyszczącym śniegiem wysepki na wzburzonym oceanie czy całe ciągnące się po horyzont łańcuchy górskie. Mogę powiedzieć, że widziałem Dach Świata z góry.



W Lhasie po zaaklimatyzowaniu się do nowych warunków (bardzo rozrzedzone powietrze) rozpocząłem odkrywanie tego zupełnie nowego, nieznanego dla mnie wcześniej świata. Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie połączenie i wzajemne przenikanie się sacrum i profanum w tym świętym mieście.



Lhasa dzieli się na dwie części – chińską, zbudowaną przez Chińczyków po zajęciu Tybetu w roku 1950 (obecnie bardzo intensywnie rozbudowywaną w stylu typowo chińskim) oraz starą tybetańską, nad którą góruje 11-piętrowy Pałac Potala ze złoconymi dachami, dawna siedziba Dalaj Lamy i rządu tybetańskiego, a obecnie muzeum. Znajdują się tam największe skarby Tybetu. Przy ciasno zabudowanych uliczkach stoją jedno- i dwupiętrowe domy, których okna i drzwi ozdobione są biało-błękitnymi wzorami, a drzwi wejściowe zasłonięte granatowo-białymi tkaninami z charakterystycznymi tybetańskimi wzorami.



U szczytu dachów powiewają flagi modlitewne rozsiewające błogosławieństwa i strzegące domów. Ulicami ciągną grupy lub pojedynczy pątnicy w strojach regionalnych z nieodłącznym różańcem w ręce, obracający kołowrotki modlitewne, składający pokłony do samej ziemi (nawet na bardzo ruchliwych ulicach, zatrzymując w ten sposób ruch na kilka minut) w miarę przybliżania się do świętych miejsc. Wszędzie obecni są mnisi buddyjscy w wiśniowych lub brązowych szatach, w bardzo różnym wieku – od kilkuletnich chłopców zainteresowanych widokiem białego przybysza, po starców siedzących u wejść do licznych świątyń.



Niektórzy z nich pozdrawiają mnie przyjaźnie –Thasi Delek (dzień dobry), proszą o jałmużnę, oglądają mój zegarek lub ręce. Są bardzo przyjaźnie nastawieni, pogodni, uśmiechnięci, a ja bardzo żałuję, że nie znam na tyle języka chińskiego czy tybetańskiego, by móc z nimi porozmawiać. Na szczęście niektórzy z nich mówią po angielsku, co znacznie ułatwia komunikowanie się.



Odwiedziłem najświętszą świątynię Tybetu – 1300letnią świątynię Jokhang, duszę tybetańskiego buddyzmu. Świątynia ta uważana jest za jedną z najważniejszych, tam bowiem znajduje się posag Buddy Śakjamuniego, zwany przez Tybetańczyków Dżoło Rinpocze, który według najstarszych przekazów został pobłogosławiony przez Buddę osobiście, a został przywieziony do Lhasy z posagiem księżniczki Wencz’eng Kung-czu.



Świątynia ta stanowi cel pielgrzymek Tybetańczyków z całego kraju. Przez cały dzień wypełniona jest pątnikami ofiarującymi masło z mleka jaka na ołtarzach, dodając je do ogromnych kadzi z palącymi się knotami lub dolewającymi olej do lampek ofiarnych. Poruszający się po świątyni zgodnie z ruchem wskazówek zegara odwiedzają mroczne kaplice oświetlone jedynie lampkami ofiarnymi, recytując mantry buddyjskie i poruszając młynki modlitewne; oddając cześć bóstwom kładą się na ziemi tak, aż dotkną jej czołem.



Cała świątynia spowita jest białym dymem z pieców ofiarnych, otoczona przejściami, wzdłuż których ciągną się rzędami miedziane lub mosiężne kołowrotki modlitewne poruszane przez pielgrzymów. Kołowrotki te wypełnione są tysiącami sutr, inwokacji i modlitw, a każdy obrót symbolizuje wprawienie w ruch Koła Dharmy. Z zewnątrz świątynię otacza kora - ciąg ulic, którymi pielgrzymi wielokrotnie okrążają świątynię zgodnie z ruchem wskazówek zegara.



Przy niej znajdują się liczne kramy z wyrobami rzemiosła tybetańskiego, tkaninami z wełny jaka, kołowrotkami i flagami modlitewnymi, odzieżą, a nawet czaszkami ludzkimi oprawionymi w srebro. Te ostatnie (według udzielonej mi informacji) mają służyć do picia mocniejszych trunków przy specjalnych okazjach.



W czasie mojej wędrówki wzdłuż kory świątyni Jokhang poznałem mnicha tybetańskiego Pajma Dzień Cini, który zaprowadził mnie do części świątyni niedostępnej dla turystów, a następnie wspólnie poszliśmy na obiad i dużo rozmawialiśmy o wydarzeniach z najnowszej historii Tybetu. W czasie mojego pobytu w Lhasie odwiedziłem również trzy największe i najważniejsze klasztory tybetańskie – Sera, Drepung i Ganden.



Klasztor Sera (Se-ra Theng-chen-gling), założony w 1419 roku, zwany także wielkim klasztorem-uniwersytetem szkoły Gelupa, jest jednym z bardzo dobrze zachowanych do dnia dzisiejszego klasztorów tybetańskich, w którym mieszkało i pracowało dawniej ok.5000 mnichów, a obecnie zaledwie kilkuset. Klasztor ten słynie z niezwykle żywych debat prowadzonych przez mnichów na dziedzińcu, co jest bardzo widowiskowym przedstawieniem.



Największy w Tybecie i jeden z największych na świecie klasztorów położony malowniczo na zboczu gór w pobliżu Lhasy to klasztor Drepung (Bras-spungs), gdzie jeszcze przed inwazją chińską mieszkało 10 000 mnichów. Zwiedzając to miasteczko klasztorne, a raczej podążając za pielgrzymującymi Tybetankami, zgubiłem się w zaułkach tego kompleksu. Błądząc i szukając wyjścia, niespodziewanie dla samego siebie zostałem zaproszony przez kilkunastoletnich mnichów-studentów do odwiedzenia ich niższego seminarium (college) tantrycznego. Tam przedstawiono mnie nauczycielom, którzy po krótkiej rozmowie obejrzeli bardzo dokładnie mój aparat fotograficzny, a następnie poprosili o sfotografowanie ich na dachu budynku i w klasie. Z ich zachowania i całego zamieszania, które spowodowało moje przybycie, wnioskuję, że było to dla nich wielkie przeżycie. Zdjęcia, które zrobiłem są bardzo udane i mam nadzieję, że do nich dotarły.



Także jednodniowa wycieczka do klasztoru Ganden, oddalonego o 40 km na pn.-wsch. od Lhasy okazała się bardzo interesująca. Klasztor ten był pierwszym klasztorem szkoły Gelupa, siedzibą zwierzchnika tej największej buddyjskiej szkoły w Tybecie. Ganden oznacza w języku zachodu raj i tam znajduje się posąg Buddy Przyszłości (Miatreya) i jak na ironię losu, ten właśnie klasztor ucierpiał najbardziej z rąk Czerwonej Armii w okresie Rewolucji Kulturalnej.



Wczesnym rankiem udałem się tam małym busem z grupą pielgrzymów, która jak się później okazało była jedną dużą rodziną. Po drodze śpiewali religijne pieśni, modlili się, żartowali. Jechaliśmy po utwardzonej bardzo wąskiej drodze pnącej się po stromych zboczach górskich, tak że widok Doliny Kyi Chu zapierał dech w piersiach, a ja tylko miałem nadzieję, że nie spadniemy w przepaść razem z autobusem. Po przyjeździe na miejsce wspólnie obeszliśmy niezliczone wprost kaplice, sale zgromadzeń z olbrzymimi posągami Buddy, okrążaliśmy chorteny i stupy (charakterystyczne budowle, w których złożone są relikwie lub szczątki zmarłych świętych). Następnie wspólnie zjedliśmy obiad, co stanowiło dla mnie wspaniałą okazję poznania prawdziwej kuchni tybetańskiej. Tam po raz pierwszy spróbowałem tybetańskiej herbaty z dodatkiem masła jaka i soli (!), tsambę„chleba” tybetańskiego przygotowanego z prażonego jęczmienia z otrębami, zmieszanymi z przyprawami, a także domowego jogurtu z mleka jaka.



Po posiłku obeszliśmy górę, na której stoi klasztor, idąc wzdłuż kory okrążającej szczyt, przeciskając się przez szczeliny skalne, pijąc wodę ze świętych źródeł czy próbując brązowo - czerwonej gliny ze świętych miejsc. Także przy kopczykach usypanych z kamieni moi przewodnicy zostawiali flagi modlitewne lub kamienie z wyrytymi tekstami modlitw. W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze kilka bardzo małych wiejskich świątyń i w bardzo dobrych humorach wracaliśmy do Lhasy.



Cały radosny nastrój prysł, ucichły śpiewane piosenki, kiedy nasz autobus został zatrzymany przez chiński patrol niedaleko Lhasy. Do autobusu wsiadła młoda Chinka w mundurze wojskowym i w całkowitym milczeniu przejechała surowym wzrokiem po twarzach podróżnych. Panowała grobowa cisza i można było odczuć ogromne napięcie obu stron - strachu i poniżenia Tybetańczyków i poczucia władzy chińskiego patrolu. Po chwili bez słowa Chinka wysiadła, autobus ruszył dalej w drogę, ale już z bardzo smutnymi i zamyślonymi ludźmi. Sytuacja ta wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, ponieważ sam zobaczyłem na własne oczy i odczułem, jak traktowani są Tybetańczycy w ich własnym kraju.

Zdjęcia

TYBET / Tybet Południowy / Lhasa / Lampki ofiarne w świątyni JokhangTYBET / Tybet Południowy / Baza po stronie północnej / Everest od strony północnejTYBET / Tybet Południowy / Lhasa / Lampki ofiarne w świątyni JokhangTYBET / Tybet Południowy / Klasztor Ganden / PielgrzymiTYBET / Tybet Południowy / Świątynia Jokhang / Pielgrzymi przy świątyni JokhangTYBET / Tybet południowy / Lhasa / Polak, Tybetańczyk... dwa bratankiTYBET / Tybet Południowy / Przełęcz Pong-La / Przełęcz Pong-LaTYBET / Tybet Południowy / brak / Tybetańscy adepciTYBET / Tybet Południowy / Klasztor Jokhang / Tybetańscy pielgrzymi

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl