Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Rincon de Paranguero, Mexico > MEKSYK


[konto usunięte] [konto usunięte] relacje z podróży

90km na południe od Guanajuato położone jest miasteczko Valle de Santiago. Tuż obok rozciąga się bardzo ciekawa kraina – dolina siedmiu wygasłych wulkanów, zwanych Las Siete Luminarias. Największy z kraterów ma średnicę około 1km! Żyzna wulkaniczna ziemia w całej dolinie sprawia, że warzywa osiągają tam ogromne rozmiary. Pewnego dnia wybraliśmy się spedzić noc w kraterze Rincon de Paranguero.

Dzień spędzony w Valle de Santiago, małym miasteczku, w którym wszyscy na ciebie patrzą. Nie jakoś przyjaźnie lub nieprzyjaźnie, po prostu dziwnie się gapią. Być może osobliwie wyglądaliśmy we trójkę z plecakami, ogromną lampą i kadzidełkiem wetkniętym w moją karimatę „na polepszenie atmosfery”. Po wizycie w chyba najmniejszym supermarkecie świata ( w wąskich przejściach między półkami, poruszając się z malutkim wózeczkiem nie dało się minąć, należało cofnąć się i skręcić) byliśmy gotowi na kemping. Ósma wieczór – żeby spać w kraterze wulkanu to trochę późno.

Kiedy dotarliśmy do małej wioski tuż przy kraterze, okazało się, że drzwi do 300-metrowego tunelu, przez który należy przejść, są już zamknięte. Całe szczęście ludzie w wiosce byli tak przyjaźni i uprzejmi, że pokazali nam inną drogę, przez wzgórza otaczające krater. Wspiąć się na nie było łatwo, ale zejść w dół, przez porośnięte wszelkiego typu krzakami i kaktusami, miejscami skaliste i strome zbocze, gubiąc się w ciemności wśród mnóstwa ścieżek, obawiając się węży i kto wie jeszcze czego wcale nie było takie proste!

Po godzinie błądzenia byliśmy trochę bliżej celu, ale w kropce – sprawdzający drogę Saul prawie spadł z kilkumetrowego skalnego zbocza. Po dwóch godzinach nie byliśmy ani bliżej, ani dalej, chodząc trochę w górę, trochę w dół, czasem ścieżką, czasem przez kaktusy, na których kolce trzeba było bardzo uważać. W pewnym momencie oświetliłam miejsce obok ścieżki i zobaczyłam wejście do jakiejś jaskini. Wystraszyłam się jak mała dziewczynka, ale w tym momencie nie było sensu panikować, więc spokojnie poszłam dalej nic nikomu nie mówiąc… W trzeciej godzinie żadne z nas już nie wiedziało nawet, czy uda nam się znaleźć drogę z powrotem na górę, ale całe szczęście pomogła desperacja i jakimś sposobem po kolejnej godzinie wyszliśmy z powrotem do wioski.

Oczywiście nie zrezygnowaliśmy z kempingu w kraterze, bo planowaliśmy to już trzeci tydzień! Spać na ulicy tak blisko celu?! W żadnym wypadku! Postanowiliśmy znaleźć panią z kluczami do bramy i dopisało nam szczęście, bo jeszcze nie spała! Poczciwa starsza kobieta i jej mama zaprosiły nas na ciepłe, gęste atole (typ budyniu z kukurydzy o sympatycznym czarnym kolorze) i ciasteczka. I oczywiście z uśmiechem od ucha do ucha powiedziały, że chętnie nam otworzą wejście do tunelu. Kilka minut później – ciemno, ciemno, bardzo nisko i bardzo wąsko, ale po kilku minutach byliśmy na miejscu!

Krater wulkanu. Jakieś 500 metrów średnicy, kiedyś wypełniony wodą, która pozostawiła po sobie całkowicie białą ziemię o różnych formach, tylko z małym jeziorkiem pośrodku. Otoczony wzgórzami od reszty świata i tylko jeden namiot po drugiej stronie, dający nam znaki lampą. Był daleko, więc postanowiliśmy rozbić się bliżej. Po kilku krokach okazało się, że wieje bardzo silny wiatr. Chłopcy bardzo się ucieszyli i próbowali latać robiąc z tropiku namiotu niby spadochron. Zabawa skończyła się, gdy Saul poleciał na jakieś 10 metrów w tył i mocno uderzył o ziemię. Ja nie próbowałam 

Żeby rozbić namiot potrzebowaliśmy wsadzić do środka cztery wielkie kamienie, inaczej pofrunąłby bez większych problemów. Kiedy już się z tym uporaliśmy, w środku było całkiem przyjemnie, nie licząc nieustającego trzepotu tropiku, gasnącej co kilkanaście minut świeczki i białego piasku, który dostawał się do środka przez każdą szparę. Włączyliśmy sobie muzyczkę, Kuin wyciągnął swoje kredki i zaczął rysować, bo przyjechał tutaj po inspirację. Po chwili w kształtach powstających na papierze zaczęłam odnajdywać obrazy z naszego wieczornego błądzenia. Atmosfera była jednak mroczna i trochę niepokojąca w tym miejscu i po chwili przestało mi się podobać zupełnie! Tym bardziej, że wiatr był coraz silniejszy, a piach i ziemia były już wszędzie – na ubraniu, we włosach i co najgorsze w oczach. Tego się nie spodziewałam! Raczej jakiegoś sympatycznie pięknego miejsca, a to było ekstremum z dodatkiem czegoś nieprzewidywalnego. My jako jedyna oaza spokoju, a na zewnątrz co raz to cichnący i wzmagający się wiatr, za wszelką cenę chcący dostać się do środka.
Po jakimś czasie usnęliśmy, ale wiatr zrobił wreszcie swoje i udało mu się zerwać tropik z namiotu. Ciężko byłoby go przymocować z powrotem, w dodatku wyjść i stracić ciepło śpiwora, więc nie pozostało nic innego jak zasunąć się w nim całkowicie i zatkać każdy otwór, przez który mógł się dostawać wiatr. I przeklinać w myślach to miejsce za jego nieprzyjacielskość. Dotrwałam do rana pół śpiąc, pół czuwając i prosząc czas o to, by szybciej płynął. Obudziłam się tuż po wschodzie słońca, ale cały krater był jeszcze w cieniu wzgórz. Kuin zbierał się już do drogi. Pierwszą osobą, jaką zobaczyliśmy, był starszy pan na rowerze, który wybierał się pewnie na drugą stronę krateru. Kiedy zobaczyliśmy jego sylwetkę oddalającą się przez białą ziemię krateru, na tle wzgórz, oboje nie mogliśmy oderwać wzroku. „Bien loco…” ( „ Szaleństwo..”)- to jedyny komentarz na jaki się zdobyliśmy.

Kuin odjechał, Saul spał, a ja z aparatem zwiedzałam krater, patrząc jak słońce coraz bardziej oświetla biały teren. Woda w małym jeziorku wulkanu jest ponoć słona, ale nie dało się jej dotknąć, bo cale otoczone było zapadającym się pod stopami błotem. Podczas spaceru zauważyłam też, że miejsce, w którym rozbiliśmy namiot było chyba najbardziej wietrzne ze wszystkich, czego w nocy nie zauważyliśmy. Saul był całkowicie zachwycony ekstremalną sytuacją i porannym widokiem na krater, a ja wściekła zwierzyłam się, że wcale mi się nie podoba to nieprzyjazne miejsce.

„Odio ester lugar!” („Nienawidzę tego miejsca!”) krzyknęłam, a echo odpowiedziało mi kilka razy odbijając się od wzgórz. I za kilka minut „miejsce” też mnie znienawidziło, bo zrobiłam jeden nieostrożny krok i znalazłam się po kolana w ruchomym błocie o kolorze kupy i ani sposób się ruszyć! Saul pomagając mi pękał ze śmiechu, a ja ze złości.

„Que fresa, un poco de naturalesa, un poco de tierra en tus ojos y zapatos sucios y ya no te gusta? prefieres ver peliculas en tu cuarto, e? disfrutalo corazon !” (“ Co za bananowe dziecko, trochę mamy natury, ziemi w oczach, brudne buty I juz ci się nie podoba? Wolisz oglądać filmy w swoim pokoju, co? Rozkoszuj się kochana!” )
I w sumie miał rację. I tak nie mogłam nic zrobić. Zdjęłam buty, wyrzuciłam skarpetki, zawinęłam do kolan błoto na spodniach, złożyliśmy namiot i usnęliśmy w słońcu na trawie, gdzie prawie nie wiało. Kiedy się obudziliśmy, przybyło kilku niedzielnych turystów i krater naprawdę się zmienił. Rażąca oczy białość ziemi, intensywny błękit nieba i upalne słońce w niczym nie przypominały nocnego horroru.

Pobawiliśmy się jeszcze trochę z echem pośrodku krateru, przeszliśmy przez tunel, poznaliśmy sympatyczną Niemkę, która podrzuciła nas super garbusem do głównej drogi, gdzie złapaliśmy stopa pickupa – najprzyjemniejszy jaki mógł się trafić. I tak siedząc w kole zapasowym na ziarnach kukurydzy, zmęczona, rozgrzana słońcem, powiewając sztywnymi od piachu włosami, ubraniami pobielonymi ziemią z krateru, z wakacyjnie podwiniętymi nogawkami z kilogramem wyschniętego błota w środku jechaliśmy przez pola wielkich warzyw, które są znakiem rozpoznawczym tego miejsca.
Bien loco i tyle…


Opowieść ta być może brzmi jak bajka, ale to czysta magia podróżowania  A miejsce jest bardzo ciekawe, choć ciężko je znaleźć w przewodnikach. Polecam wszystkim poszukującym takich „perełek”!

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl