Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Z dżungli pod wodę na Borneo > MALEZJA


stock stock Dodaj do: wykop.pl
magazyn

Zdjęcie MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. O malezyjskiej części Borneo zwykło się mówić, że to ostoja prawdziwej przyrody, kompletna dzicz. Tylko teraz to taka dzicz zurbanizowana, z autostradą pośrodku ...

O malezyjskiej części Borneo zwykło się mówić, że to ostoja prawdziwej przyrody, kompletna dzicz. Tylko teraz to taka dzicz zurbanizowana, z autostradą pośrodku. Przebierańcy z dzikich plemion w dżinsach i "rajbanach" sprzedają plastikowe postarzane maski Iban. Internet dociera tam nawet gdzie człowiekowi ciężko. A za wszystko i wszędzie zapłacisz plastikową kartą. Ostoja dziewiczej przyrody zadeptana przez kolorowe klapki i krótkie gatki ? Czy może wystarczy tylko chcieć tą dzikość znaleźć... ? I odkryć ...



Wielu z nas zapewne w młodości zaczytywało się w książkach Alfreda Szklarskiego i podziwiało młodego Tomka Wilmowskiego podróżującego po całym świecie, po miejscach najbardziej dzikich czy niedostępnych i marzyło by kiedyś też żyć w taki sposób. Niedostępne plemiona, wspaniałe krajobrazy, przygody - tego wszystkiego zazdrościliśmy i zapewne marzyliśmy, by choć na chwilę stać się takim właśnie Tomkiem. Części z nas się udało, część prawdopodobnie próbuje nadal a dla części marzenia te pozostały jedynie wspomnieniami z dzieciństwa i przegrały z pracą, rodziną czy karierą. Co nam obecnie pozostało z tego co tak barwnie w książkach zostało opisane ? Czy tak to wyglądało naprawdę ? Czy te wszystkie miejsca wciąż choć po części są takie dzikie i nieskażone współczesną cywilizacją ?
Gdzie uciekli łowcy głów .. ?



Papua Nowa Gwinea, Amazonka czy choćby Borneo przez wielu mogą być uważane za ostoję tej dzikiej przyrody. Czy tak jest naprawdę ? Sprawdźmy zatem. Lądując w mieście Kuching na wschodnim Borneo z okien samolotu po horyzont rozpościerały się połacie zielonej dżungli, na lotnisku uderzył w nas duszny, wilgotny skwar, więc teoretycznie można się spodziewać, że uda się odnaleźć czy choćby zobaczyć tę prawdziwą przysłowiową dzikość. Teoretycznie. Trzecia największa wyspa na świecie, porośnięta tropikalnym lasem deszczowym z bagnistym wybrzeżem, górzystym interiorem i niedostępnym lasem mangrowym wydaje się być wyspą mocno odizolowaną i wciąż niedostępną. Wnętrze jest opanowane przez plemiona łowców głów, rzeki są pełne krokodyli a dżungla nieprzebyta i pełna wielu endemicznych gatunków które mogą zrobić mocną krzywdę potencjalnym intruzom. Tak było niestety kiedyś. Tak mogło wyglądać Borneo 100 i więcej lat temu.



W 1950 roku zalesienie wyspy wynosiło prawie 90% ale już 35 lat później to było tylko 73.7%. Jak podaje WWF w 2005 roku ten wskaźnik kształtował się na poziomie 50.4% a prognozy na 2020 rok są zatrważające i wynoszą zaledwie 32.6%. Wydaje się, że 32% to wciąż dużo, niemniej należy pamiętać, że Borneo jest ponad 2 razy większe od Polski i ponad 7 razy od Islandii - to mniej więcej tak jakby w Polsce pozostawiono naturalny drzewostan jedynie w zachodniopomorskiem. Niestety fakty są faktami i pomimo tego, że wiele organizacji rządowych czy pozarządowych się w temat ochrony tego co pozostało bardzo mocno angażuje to degradacja postępuje nadal.  Czy człowiek wygra z przyrodą? Oby nie... Jesienią docierały do nas przerażające informacje o potężnych pożarach na Borneo czy Sumatrze. Plantatorzy z farm palm olejowych wypalali tysiące hektarów ziemi pod kolejne uprawy, natura nie poradziła sobie z tym i pożary objęły niespotykaną do tej pory powierzchnię zarówno farm jak i pierwotnego lasu. Niemal codziennie docierały zdjęcia ratowanych z pożaru małych orangutanów, które nie miały już gdzie uciekać. I do tej pory nie mają. Zarówno ich życie jak i egzystencja ponad setki endemicznych gatunków jest w tym momencie bardzo zagrożone. Ich potencjalne domostwa są zajmowane przez człowieka. Zabierane, przygotowywane do robienia kolejnych biznesów. Osuszane są naturalne torfowiska tylko po to by pojawiło się miejsce na kolejne uprawy. Ta dżungla którą wydawało nam się oglądać z okien samolotu była niczym innym jak jedynie wielką plantacją plantacją powstałą w miejsce lasu deszczowego. Czy takie Borneo widział Tomek Wilmowski i czy ktokolwiek chce by za 30 lat nie pozostało z tego już zupełnie nic. Z pewnością nie.



Ostatnie dzikie miejsca
Światełkiem w tunelu jest człowiek, może nie ten sam co karczuje lasy pod swój biznes, ale jednak człowiek. Na szczęście powstaje wiele parków narodowych czy rezerwatów dzikiej przyrody. Powstają sanktuaria dla osieroconych i wyzwolonych z ludzkiej niewoli małp, gdzie mogą w naturalnym środowisku rozmnażać się i normalnie funkcjonować. Taka namiastka dżungli, na szczęście nie ogrodzona metalowym płotem. Park Narodowy Bako jest najstarszym aczkolwiek najmniejszym takim miejscem na Borneo. Założony w 1957 roku jest ostoją dla wielu endemicznych gatunków zwierząt występujących jedynie na Borneo - nosaczy, lutungów, waranów czy ponad 150 gatunków ptaków. Szereg wytyczonych po parku tras prowadzi przez 25 systemów wegetacji w 7 różnych ekosystemach i daje to przekrój przez praktycznie każdą strefę roślinności z jaką na Borneo możemy się spotkać. Każdy taki ekosystem to swoisty mikrokosmos - wystarczy choćby na chwilę się pochylić by zaobserwować jak w każdym miejscu toczy się zupełnie inne życie. Na pniach drzew wyrastają kwiaty czy owoce, przesycona wodą gleba roi się od ślimaków, wilgotność i zaduch sprzyja rozwojowi grzybów, wszystko porasta mech i olbrzymie drzewa które są schronieniem i pożywieniem dla wielu gatunków małp czy ptaków - znajdujemy tu wszystko, należy jedynie na chwilę przystanąć i dać się dżungli nam zaprezentować.
Warto zadbać o takie miejsca jak choćby Bako, bo zostało ich już niewiele. Co gorsze, wszystko wskazuje na to, że wkrótce większość pierwotnej dżungli może zostać zniszczona pod uprawy - szkoda tylko że cele biznesowe człowieka stoją ponad troską o los zwierząt brutalnie wyganianych z własnego domu. Las sobie ze wszystkim poradzi, robi to przecież od milionów lat - ale jeśli degradacja będzie postępować dalej w takim tempie to niestety człowiek może tą walkę wygrać. 
Bombą w rybę ..



Nie tylko zresztą dżungla na tym wszystkim cierpi - życie podwodne jest w zdecydowanie gorszym położeniu. Silne zanieczyszczenie wód, zakwaszenie, urbanizacja, zabudowa wybrzeża i małych wysepek oraz niekontrolowany połów ryb codziennie niszczą wodny ekosystem. Szacunki mówią, że ponad 1/5 raf koralowych na świecie została juz bezpowrotnie zniszczona. To co się tworzyło setki tysiące lat przetrwało w niezmienionym stanie aż do czasów II wojny światowej. Nie przeszkodziły katastrofy naturalne, cyklony, trzęsienia ziemi czy silny wulkanizm - częściowo zniszczone rafy zdołały się odbudować. Przełomem była II wojna światowa i działania wojenne prowadzone na Pacyfiku oraz późniejszy wzrost populacji i urbanizacji. Szybki wzrost populacji, rozwijająca się turystyka oraz wykorzystywanie przez człowieka korali czy grabieżczy połów ryb spowodował problem który po dziś dzień nie został rozwiązany ani skutecznie zatrzymany. Największym zagrożeniem dla raf, podobnie jak i dżungli jest dziś człowiek. Do tej pory na wodach Pacyfiku jedną z najskuteczniejszych metod połowu ryb jest tzw blast fishing - ładunki wybuchowe wrzucane są bezpośrednio do wody. Można sobie jedynie wyobrazić jakie sieją spustoszenie w ekosystemie. Domowej produkcji bomba kosztująca około 2 zł i w jednej sekundzie zabija tysiące ryb, a rafę koralową zmienia w martwe rumowisko. Niestety mieliśmy okazję na własne oczy przekonać się jak wygląda taka rafa po tej metodzie połowu ryb. Na szczęście też, mieliśmy okazję poznać ludzi dla których los morskiego ekosystemu nie jest obojętny i dzielnie walczą by tak zniszczoną rafę odbudowywać. Prof Steve Oakley, biolog morski na niewielkiej wyspie Pom Pom, 35 km od wybrzeży Borneo utworzył centrum odbudowy i ochrony rafy TRACC - Tropical Research and Conservation Centre.



Nocne polowanie na żółwice
TRACC to organizacja zajmująca sie odbudową rafy która prowadzi swoje działania zarówno na lądzie jak i pod wodą. Działania w wodzie i na lądzie są z sobą nierozerwalnie połączone. Nie można skupić się jedynie na morzu ignorując to co dzieje się na plaży i lądzie. Na wyspie o średnicy jednego kilometra jedno wynika z drugiego. Dbałość o ląd przekłada się na stan rafy. Oprócz konserwacji rafy, działania na wyspie koncentrują się na ochronie żółwi. Na Pom Pom pojawiają się  żółwie szylkretowe i zielone. Od mniej więcej marca/kwietnia zaczyna się okres lęgowy, w którym żółwie przypływają do wybrzeży wyspy, a po zmroku wychodzą na plażę by złożyć jaja. W warunkach naturalnych, nie licząc człowieka te stworzenia nie mają wrogów, żadne z wyspiarskich  zwierząt nie stanowi zagrożenia. Samica składa ok 100-150 jaj, do wcześniej wykopanej na ok. metr jamy. Po zakopaniu jaj wraca do morza. Za około 2 miesiące małe stworzenia rozpoczynają swoja pierwszą i najważniejszą wyprawę życia - do morza. Pojawia się pytanie, co zatem robi TRACC? Gdzie tu jego rola? Odpowiedzią jest obecna sytuacja ekologiczna i działania człowieka. By samica mogła złożyć jaja, musi wykopać dół  (kopie przednimi płetwami). Czasem zajmuje jej to pół godziny, czasem więcej. Jama wykopywana jest w dogodnym miejscu, nieco głębiej na plaży, na styku terenu piaszczystego i terenów zadrzewionych. Już samo wyjście z morza zajmuje żółwicy sporo czasu. Pamiętajmy że to zwierzęta morskie, na lądzie ich ciężar i budowa skutecznie utrudniają swobodne poruszanie się, nie mówiąc o ciężkiej pracy, jaką jest kopanie jamy. Na przeszkodzie stoją także korzenie przybrzeżnych roślin, gałęzie i liście drzew, naniesione przez morze, kamienie czy fragmenty korali. Składanie jaj to również ogromny wysiłek. Problem pojawia się, gdy samica oprócz niedogodności samej przyrody, walczy dodatkowo ze śmieciami na jakie natrafia na brzegu. Pozostałości sprzętu elektronicznego, plastikowe krzesełka, niezliczona ilość butelek, szmaty, buty, szkło, to tylko nieliczna grupa odpadów z jakimi zwierzę musi się zmierzyć. Wielokrotnie widzieliśmy żółwice rezygnujące i wybierające inne miejsce – właśnie z powodu śmieci pozostawionych przez ludzi. Podczas jednego z wieczorów jakie zwyczajowo spędzaliśmy w obozie wyszliśmy na „nocny patrol”. To spacer dookoła wyspy w grupie 4-6 osób w poszukiwaniu śladów żółwi. Gdy samica pojawia się na brzegu by złożyć jaja, a patrol ją odnajdzie, nie jest odstępowana do czasu, gdy nie zakończy składania jaj, lub nie wróci do wody. Złożone jaja są zbierane i przekazywane do inkubatorów ( jeden z najlepszych resortów na Pom Pom ma na swoim terenie inkubatory i tzw. hatchery, w których jaja trzymane są do czasu wylęgu). Gdy nadejdzie pora, przenoszone są do wylęgarni gdzie ich stan kontrolowany jest niemal codziennie. Po okresie ok. 2 miesięcy, gdy maluchy zaczynają pchać się na swiat, wypuszczane są w tym miejscu z którego zostały "zebrane". Wypuszczaniu „miotu”   towarzyszy niesamowite napięcie i emocje. Niemal wszyscy mieszkańcy wyspy chcą towarzyszyć maluchom podczas ich najważniejszej drogi życia. Co by było gdyby nikt nie pilnował plaży i nie dbał o bezpieczeństwo zwierząt? Zaczynając od czystości plaży, kończąc na samej opiece nad samicami i jajami, bez zaangażowania wolontariuszy i ekipy TRACC zanieczyszczenia byłyby tak duże, że samice prawdopodobnie miałyby ogromny problem by znaleźć miejsce na złożenie jaj. Te zwierzęta miejsce wybierają bardzo długo i skrupulatnie. Zdarza się że żółwica  kopie nawet kilka jam. Czasem, przez brak odpowiedniego spokoju i komfortu, nawet pomimo włożonego wysiłku w przygotowanie miejsca, wraca do morza. Te którym udałoby się przetrwać, prawdopodobnie miałyby minimalne  szanse na przeżycie. Z racji samej specyfiki rozmnażania żółwi i zagrożeń naturalnych, jak również  zanieczyszczenia środowiska, żółwie szylkretowe i zielone są gatunkami skrajnie zagrożonymi wyginięciem. Co roku, wracają na te same wyspy by złożyć jaja. Dla nich, cykl życia jest taki sam od setek lat.



Rum przyjacielem koralowców
Niestety ekspansja człowieka i zanieczyszczenia, powodują że tracą miejsca do których instynkt każe im wracać. Plądrujemy ziemię, anektując każdy skrawek, jakoś dziwnie będąc w przekonaniu, że nam się należy. Dzięki takim ludziom i organizacjom jak TRACC jest nadzieja że nie będziemy ostatnim pokoleniem które widziało te majestatyczne i piękne stworzenia na wolności. Jednym z kluczowych zadań TRACC jest konserwacja rafy. Działania podejmowane w tym zakresie są wielopłaszczyznowe i wieloetapowe. Gdy kilka lat temu zaczynano prace, Pom Pom był wyspą z doszczętnie zniszczoną rafą. Nie było ryb, korali a co za tym idzie niezbędnych ogniw rozbudowanego łańcucha pokarmowego. Był jedynie rumosz skalny i czysta woda - wszystko zniszczone przez wybuchowy połów ryb. Podjęto wówczas próbę by tę sytuację zmienić i rozpoczęły się prace nad odbudową rafy i morskiego życia. By móc mówić o skutecznej odbudowie, należy zwrócić uwagę na zależności panujące w tym wyjątkowym ekosystemie. Rafa to skompilowany i bardzo rozbudowany system zależności zwierząt od roślin a jednocześnie roślin od zwierząt. Nie można jednoznacznie określić co jest ważniejsze, gdyż jest to symbioza w której jeden organizm nie może żyć bez drugiego.
Można założyć ze podstawą jest koral. Od niego wszystko się zaczyna. Koralowce to występujące jedynie w morzu skałotwórcze parzydełkowce o postaci polipa. Żyją w koloniach, na niewielkich głębokościach. Anthozoa ( koralowiec) to z greki w wolnym tłumaczeniu  kwiatozwierz. Gdy patrzy się na nie pod wodą - piękne i barwne niczym kwiat, a jednak nie do końca nim będące. Dają schronienie, dostarczają pożywienia. To dzięki nim powstaje rafa. Ich wyhodowanie i dalsze rozsiedlanie jest początkiem żmudnego procesu odbudowy rafy i jej późniejszej konserwacji. Gdy na dnie jest ich niewiele lub wcale, obudowę tego ekosystemu można porównać do tworzenia ogrodu, mając na początku jedynie więdnącego iglaka i kilka sadzonek bratków. Na czym więc polega odbudowa rafy? TRACC prowadzi kilka podwodnych projektów. W zależności od miejsca stosuje się różne typy działań: budowa tzw. rafy butelkowej  oraz stelażowej. Do budowy rafy butelkowej używane są szklane butelki po wszelakich trunkach które po opróżnieniu są dokładnie czyszczone ze wszystkich etykiet, następnie w przygotowanych formach o blokowym kształcie,  zalewane betonem. Budowane są różne konstrukcje w zależności od przeznaczenia. Inne dla korali, inne jako schroniska dla małych rybek czy krabów. Takie konstrukcje umieszczane są na podwodnych zboczach wyspy. Na szczycie każdego z nich, ręcznie sadzone są korale. Powoli rozrastają się one pomiędzy butelkami, z czasem zawłaszczając i porastając cały blok. Rafy szkieletowe, powstają przy użyciu m.in. skrzynek po napojach gazowanych czy plastikowych krzeseł!! Dzięki takiemu rozwiązaniu korale mogą się rozrastać, ponieważ  odsuwane od podłoża, po jakimś czasie na swoistych stelażach tworzą niesamowite trójwymiarowe konstrukcje, do których bardzo chętnie przypływa wiele gatunków ryb.
Większość z nich jest przyciągana możliwością schronienia w licznych zakamarkach, dzięki czemu mogą ukryć się przed drapieżcą, odpocząć, może nawet złożyć jaja. Inne znajdują tam pożywienie. Tak oto zaczyna tworzyć się łańcuch pokarmowy: koral daje schronienie i materiał biologiczny ( pokarm) dla mniejszych ryb, ta z kolei jest pożywieniem dla większej. Większa to jedzenie dla jeszcze większej. Pojawiają się kolejne organizmy morskie, kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego. Tworzy się samonapędzający ekosystem, na którego czubku stoi… rekin. Wiele osób myśląc o rafach boi się spotkania z tym olbrzymem. Prawda jest taka, że na świecie miejsc gdzie można spotkać tą majestatyczną rybę jest coraz mniej. Poprzez m.in. postępującą degradację środowiska, połowy przy użyciu ładunków wybuchowych, życie pod wodą umiera. Pojawia się  wyrwa w łańcuchu pokarmowym. Ani jedna, ani druga część nie jest w stanie działać bez brakujących elementów. Kolejna kwestia to masowe i drastyczne połowy rekinów. Najbardziej barbarzyńskie, bezsensowne  i prowadzone na skalę przemysłową są polowania na rekiny  dla samych płetw, uważanych choćby w Chinach za afrodyzjak i lek na wszystkie przypadłości, szczególnie sfery seksualnej
„Shark finning is the practice of slicing off the shark's fins while the shark is still alive and throwing the rest of its body back into the ocean where it can take days to to die what must be an agonising death.”



Ochrona tych pięknych stworzeń, to kolejny projekt jaki prowadzi TRACC. Odbudowa rafy to mozolne i czasochłonne zajęcie. To tworzenie podwodnego ogrodu. To praca polegająca m.in. na pojedynczym sadzeniu szczepek korali w specjalnie przygotowanych warunkach (betonowe bloki czy np. osadzone w podłożu stelaże), by mogły rozpocząć życie i rosnąć. Ich wzrost jest konieczny do stworzenia warunków dla mniejszych, a później większych ryb. W przyszłości będzie to dawało możliwość zamknąć cykl życia, czego finałem będzie  pojawienie się rekina - ostatecznego elementu tego podwodnego łańcucha pokarmowego. Gdy się pojawi i będzie w nim żyć samodzielnie, będzie to oznaczało, że TRACC  na czele z doskonałym naukowcem i sercem całej organizacji, profesorem Stevem Oakleyem, wygrał walkę o rafy Pom Pom.



A my wiemy już, że tym roku na Pom Pom pojawią się rekiny. Po wielu latach mozolnych działań szalonego profesora z Birmingham. W końcu ! Brawo Steve.



Serdecznie zachęcamy do odwiedzin TRACC-owców w mediach społecznościowych - do tej pory byliśmy jednymi z kilku polaków w tym miejscu i Steve z ekipą bardzo czekają na odwiedziny czy choćby internetowy odzew.

Zdjęcia

MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. MALEZJA / Borneo / Bako / Galeria testowa - wgrywanie zdjęc do artykułu. MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł MALEZJA / Borneo / Borneo / Galeria zdjęć pod artykuł

Dodane komentarze

stock dołączył
24.01.2012

stock 2016-07-07 21:54:22

Zolwie byly wypuszczane poznym popoludniem. Zarzadza tym profesor biolog oceanograf. Jego wiedzy i decyzji nie smiem nawet komentowac :-)

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2016-07-07 20:27:23

Z pewnością za mało, jednak w porównaniu do półwyspu i tak jest nieźle. Info z Wikipedi, a jak pisałem będąc w Parku Narodowym Mulu wydaje się, że przynajmniej na papierze to jest prawda - cytuję: w 2007 rządy Indonezji, Brunei i Malezji zdecydowały się na ochronę tzw. Serca Borneo, obszaru wynoszącego w przybliżeniu 220 tys. km², i na wymienionym obszarze nie będzie można prowadzić wyrębu oraz zrezygnowano z zakładania kolejnych plantacji. Te chronione km w stosunku do powierzchni całej wyspy to prawie 30%, czyli mimo wszystko sporo. W Bako niestety nie byłem...
Co do żółwi, to przy wykluwaniu się z jaj istotne jest żeby w miarę szybko dotarły do wody. Przy tym marszu najważniejsze jest żeby nie było żadnego światła, które mogłoby wpłynać na naturalne światło księżyca odbijającego się w wodzie morskiej. Maluchy instynktownie podążają w tym kierunku i jakiekolwiek światło od strony lądu - zabudowania, hotele, powodują, że żółwiki podążają w tamtym kierunku ....

stock dołączył
24.01.2012

stock 2016-07-05 22:10:09

Oczywiście, parków na Borneo jest sporo, ale też nie sposób wszystkie zobaczyć. Bako jest niewielkim, ale najstarszym i zasadniczo występuje w nim aż 7 różnych ekosystemów. Każdy park się niewątpliwie różny i by zacząć pisać dokładnie o przyrodzie, ekosystemach na Borneo to trzeba by tam posiedzieć z kilka lat jak sądzę. Obszarów chronionych, patrząc na możliwości wyspy i tak jest zdecyyydowanie za mało, niestety :)

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2016-07-05 21:37:46

Tak na marginesie Bako chyba nie będzie najbardziej reprezentatywnym parkiem narodowym na Borneo. O wiele więcej różnych ekosystemów jest chociażby w Gunung Mulu - jaskinie, dżungla, lasy ropikalne, a i obszar chroniony znacznie większy. Zresztą - będac w samym Mulu - i sądząc według map tam pokazywanych - wydaje mi się że obszar chroniny na Borneo (przynajmniej w teorii) jest stosunkowo rozległy. Pozdrawiam

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

04-14
Zobacz zwycięskie fotografie

Ponad 600 prac, atrakcyjne nagrody. Czas poznać najlepsze prace konkursu Foto Dla takich chwil podróżuję

03-26
Samochodem nad Bajkał?

Dlaczego nie. Zobacz szalona wyprawę Piotrmasa do Magadanu.

03-26
Islandia Fotorelacja...
03-18
Bułgaria – kraina błękitu i...
02-25
Jak wsadzić rower do samolotu i n...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl