Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Zakopane AD 2017 > POLSKA


Tuan de Paso Tuan de Paso Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie POLSKA / Małopolska / Zakopane / Dolina Małej ŁąkiZakopane. Wrażenia z miesięcznego pobytu w osadzie, która niegdyś była inspirującym i malowniczo położonym miejscem spotkań kwiatu polskiej inteligencji. Uzdrowisko cieszyło się wyjątkowym stylem architektonicznym, dobrą kuchnią, wspaniałymi górami i klimatem artystycznej bohemy. Niemniej jednak, na przestrzeni kolejnych lat własna popularność i napływ turystów zmieniły oblicze Zakopanego nie do poznania.


Zakopane

Historia Zakopanego to przede wszystkim spektakularny wzrost popularności, który osada zawdzięcza znanemu lekarzowi Tytusowi Chałbińskiemu oraz artystom drugiej połowy XIX wieku, którzy od zera wręcz stworzyli modę na odwiedzanie Tatr przez ludzi sztuki i sprawili, że mało znane uzdrowisko niemal z dnia na dzień stało się obowiązkowym punktem każdego letniego wypoczynku. Tatry stały się symbolem ostatecznego piękna polskiej natury, a Zakopane prawdziwym przebojem kolejnych sezonów, obiektem westchnień krajowych artystów i zalążkiem wspaniałych literackich historii. Periodyczna obecność śmietanki towarzyskiej wszystkich czterech stron Rzeczypospolitej przyciągała kolejnych przybyszów do tego stopnia, że w pewnym memencie popularność rosła już sama, bez niczyjej pomocy, niczym raz wprawiona w ruch śnieżna kula przybierająca na masie podczas turlania się w dół stoku. Jakość lokalnego powietrza sama w sobie leczyła skutecznie ze wszystkich dolegliwości, a jakakolwiek choroba była wspaniałym pretekstem do odwiedzenia osady przez warszawskie elity, z których niemała część postanowiła spędzić w Zakopanem jesień swojego życia. Wraz ze wzrostem popularności sportów zimowych w późniejszym okresie Zakopane stało się absolutnym hegemonem Polskich Gór.




Zima

Pomimo, że była gdzieś połowa kwietnia to dzień po moim przyjeździe, w Zakopanem spadło kilkaset ton śniegu i z tego powodu ogłoszono czwarty stopień zagrożenia lawinowego, czego tatrzańskie władze nie zrobiły przez całą zimę i co wprawiło mnie w radosny nastrój na myśl o tym, że będę miał możliwość ten ostatni raz doświadczyć zakopiańskiej zimy i to jeszcze bez obecności tłumu gapiów zwanych turystami, na każdym kroku. Pomimo ogromnych połaci śniegu, sezon narciarski w Zakopanem bezapelacyjnie dobiegł końca tak, że wszystkie stoki były już dawno zamknięte na cztery spusty i jedynym miejscem w całych Karpatach, gdzie można było pojeździć na białym puchu był słowacki Chopok. Tuż po ogarnięciu potrzebnego mi sprzętu czym prędzej udaliśmy się w karkołomną podróż na drugi koniec Tatr, w poszukiwaniu ostatniego czynnego kawałka stoku. Intensywne opady śniegu, porywisty wiatr, letnie opony i naprawdę ciężkie warunki na drodze, o ile drogą to jeszcze można było nazwać, sprawiły, że raczej nie przekraczaliśmy prędkości 30km/h, a przy każdym zakręcie wpadaliśmy w lekki poślizg, nierzadko myśląc, że mógł to być nasz ostatni zakręt, ostatni wspólny poślizg, co tak naprawdę wtedy nam specjalnie nie przeszkadzało, bo przecież i tak jechaliśmy daleko w nieznane i byliśmy w trakcie wspaniałej przygody, którą może kiedyś opowiadać będziemy znajomym paląc fajkę przy ognisku. Gdzieś po drodze, w jednej ze słowackich dolin zdarzyło nam się wpaść do całkiem głębokiego rowu tak, że auto było przechylone na prawo pod kątem 45 stopni, a my nie będąc w posiadaniu łopaty, rozpaczliwie staraliśmy odśnieżyć okolice pojazdu deskami snowboardowymi i tracąc siły i nerwy, traciliśmy też nadzieję, aż wreszcie stojąc na środku drogi i desperacko wymachując jak opętany wszystkimi dostępnymi kończynami udało mi się zatrzymać słowackie auto pełne ludzi gotowych do pomocy. Dowiedzieliśmy się, że nawet jeśli z pozoru tego nie widać, to każdy samochód uzbrojony jest z przodu w hak do holowania i że Volkswagen Passat, czterech silnych Słowaków i depresyjna Polka wystarczą do wyciągnięcia auta z każdego rowu i każdych tarapatów i że na przyszłość lepiej nie zatrzymywać się za potrzebą gdziekolwiek, zwłaszcza gdy śnieg całkowicie przesłania pobocze i nie wiadomo, gdzie dokładnie kończy się droga.



Zniekształcony przez nieustannie padający śnieg krajobraz był niezmiennie cudowny: wszystkie sosny uroczo uginały się pod ciężarem śniegu, po drodze nie ujrzeliśmy ani jednego piechura, minęliśmy może dwa samochody i chyba poczułem wtedy to co czuli wierzący w płaski świat majtkowie Kolumba, gdyż nasza przygoda też miała aurę ostatecznej wyprawy na kraniec świata, gdzie śnieg pada tak gęsto, że nie widać już nawet czubka własnego nosa. Z każdą kolejną minutą klimat stawał się coraz bardziej napięty i niepewny, a przejeżdżając przez ostatnią przełęcz Wysokich Tatr, w powietrzu wisiało przekonanie, że raczej już nie wrócimy z tamtej strony, że może zginiemy, lub zostaniemy tam do lata, ale jakoś nikt nie zwerbalizował tych krążących w parze głów myśli. Potem, gdy już dojeżdżaliśmy do celu, nisko w dolinie poniżej poziomu hardej śnieżycy, po południowej stronie świata, wszystkie pagórki były bardzo zielone i nigdzie nie było widać śladu po zimie, śniegu, śnieżycy i tego wszystkiego sprzed chwili dosłownie, że aż zacząłem wątpić w racjonalność tego co widzę, w racjonalność tej nagłej i drastycznej zmiany klimatu i w moje zdrowie psychiczne. Warunki na Chopoku były mizerne, zjechaliśmy ze dwa razy i pomyśleliśmy, a przynajmniej ja pomyślałem, że zaprzeczając przekonaniom z młodości sama droga była po stokroć ciekawsza od celu i dla tej właśnie drogi i emocji z nią związanych warto było poświęcić te kilka godzin snu, cały ten dzień, kilka dukatów, kilka strun głosowych i kilka nerwów, bo przygodę będę wspominał jeszcze długo i w przyszłości na skraju dżungli już się nie będę bał wejść, bo przecież przeżyłem wyprawę na Chopok.



Kultura

Moje pierwsze kulturowe wycieczki pod Giewontem przeważnie kończyły się dobrze, z czego wizyta na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku i widok całkiem oryginalnych, quasi-góralskich nagrobków wraz z sentymentalną fajką pokoju z Witkacym były dobrym początkiem eksploracji interioru miasta. Zaraz obok Cmentarza znajdował się budynek zwany willą Koliba, który ze swoją unikalną konstrukcją i swoimi antycznymi wnętrzami, klamkami w kształcie ciupag, obrazami Witkiewiczowego stylu oraz wspaniale zdobionymi piecami, był jednym z najlepiej zachowanych przykładów stylu zakopiańskiego w architekturze. Wizyta trochę mnie zainspirowała i przez chwilę nawet zacząłem wierzyć w wyjątkowość miasteczka Zakopane, ale kilka minut później poszedłem na Krupówki i zobaczyłem nową, szklaną galerię pomiędzy starymi chatami i komunistyczny beton w bocznych uliczkach i jakoś mi przeszło. Innego dnia poszliśmy zobaczyć sztukę surrealistycznego i lekko psychodelicznego podhalańczyka, señor Hasiora, który był niegdyś kontrowersyjnym artystą ludowym i którego dzieła można dziś zobaczyć w autorskiej galerii jego imienia, w której co druga rzeźba skłania do ciekawych refleksji, wywodów filozoficznych i pozostania w galerii na zawsze. Patrząc na rzeźby Hasiora byłem przekonany, że gdyby tworzyli z Witkacym w tych samych czasach to na pewno byliby wspaniałymi przyjaciółmi i że gdyby nie mieszkali w Zakopanem to ich sztuka prawdopodobnie byłaby pozbawiona tej dozy szaleństwa i zaczęło mnie zastanawiać, czy to przypadek, czy też aura Giewontu inspiruje artystów w dziwnym kierunku i czy Witkacy byłby równie oryginalny tworząc, na przykład, w Kołobrzegu?



Zachęcony mistyczną wyprawą na drugą stronę Tatr, kulturowymi wypadami w głąb miasta oraz absolutnym brakiem turystów podczas biegania i pieszych wędrówek na Małą Łąkę, zacząłem wierzyć, że w Zakopanem od wielu lat nic się nie zmieniło i że miejsce pozostało w znacznym stopniu nieskażone przez macki globalizacji i tępej rozrywki i że przez jakiś czas można by tutaj żyć na zadowalającym poziomie i nawet można by się z tego cieszyć i znaleźć jakiś wewnętrzny spokój i zebrać myśli przed kolejną wyprawą na drugi kraniec świata. Wrażenie odnalezienia idealnej odskoczni od stołecznych pędów przez moment zostało spotęgowane przez gastronomiczne oblicze miasteczka Zakopane, a w szczególności przez oscypki i nieskończenie stylową i bogatą w pyszne potrawy restaurację Marzanna oraz dzięki Café Tygodnik Podhalański serwującego widok na Giewont, dobre desery i średnią kawę. Dodatkowo, gdzieś na obrzeżach Zakopanego odnaleźliśmy bacówkę z najlepszymi oscypkami na świecie, kilka przyjemnych term oraz Chochołów, czyli mieścinę szczycąca się niezmiernie jednorodną architekturą drewnianą i doliną, na której końcu znajduje się schronisko serwujące Deser Chochołowski, którego przez te wszystkie tygodnie nie udało mi się niestety skosztować i czego bardzo żałuję i co zdecydowanie postaram się naprawić w przypadku kolejnej wyprawy w Polskie Góry.

Jarmark

Pomimo pięknych przygód i chwilowych momentów inspiracji czułem, że coś się jednak zmieniło, że to już nie jest to samo Zakopane i że prawdopodobnie ta chwilowa fascynacja i cała ta otoczka wspaniałej, unikalnej mieściny na Kresach Południowych to tykająca bomba zegarowa i że spełnią się złowieszcze przepowiednie innych i własne podejrzenia o miernocie lokalnej egzystencji. Punktem kulminacyjnym był początek majówki, kiedy to skrzętnie ukryte wady wszechobecnego jarmarku zostały obnażone i na każdym kroku ukazały się stragany z góralskimi i chińskimi pamiątkami wymalowanymi krzykliwą tandetą, ceny podskoczyły kilkukrotnie, a przebieranych Góralów przybyło więcej niż grzybów po deszczu. W weekend poprzedzający majówkę Zakopianka została całkowicie zakorkowana powodując przy tym całkowity paraliż i chaos na okolicznych drogach, a powódź turystów zalała piesze szlaki, restauracje, ulice, strumyki, bacówki, termy, stoki, kluby bilardowe, muzea i wszystko dosłownie, tak że nie było ani jednego spokojniejszego miejsca w promieniu całego Pasma Gór. Sama majówka była nie tyle chwilowym przesileniem, co początkiem prawdziwej lawiny turystów ściągających do miasta, symbolicznym otwarciem wrót turystycznego piekiełka i zdałem sobie sprawę, że poprzednie kilka tygodni było jedynym okresem poza sezonem i że na co dzień w mieście raczej dominuje rozgardiasz, granie pod turystów i grabienie chodzących worków z pieniędzmi, aniżeli spokojna, inspirująca atmosfera śpiącego rycerza.
Obecni mieszkańcy Zakopanego mają niewiele wspólnego z wielkimi artystami ubiegłego stulecia i prawdopodobnie ich mentalność nie tylko przyczyniła się do rozwoju pachnącego kiczem jarmarku i biernego, nieproduktywnego trzymania się glorii przeszłości, ale i przypieczętowała bezsprzeczny upadek kulturowy Zakopanego. Mieścina jest w znacznej części zamieszkała przez Zakopiańczyków, czyli niedawnych imigrantów, lokalnych słoików, dzielnych sportowców i rekinów biznesu turystycznego, którzy są nieco mniej konserwatywną wersją prawdziwie rdzennych Górali i którzy i tak na przestrzeni kolejnych lat spędzonych w Zakopanem, mają tendencję do asymilowania większości cech dzikiego, podhalańskiego plemienia, szczególnie jeśli chodzi o małomiasteczkowe snucie zawiłych intryg przeciwko nowym przybyszom pretendującym do roli stałych rezydentów mieściny oraz drapieżne zachowanie wobec turystów. Kruchy „góralski temperament” oznaczający głośne odgrażanie się i podkulanie ogona w momencie konfrontacji przeważnie przypieczętowany jest tradycyjnie konserwatywną rolą ojca zabraniającego córce małżeństwa z wybrankiem z innego województwa. Kontrast między zakopiańską elitą lat Witkacego oraz obecnym rozwojem kulturowym, elokwencją i otwartością tubylców jest szokujący i momentami ciężko zrozumieć, jak mogło do tego dojść i dlaczego w miejscu, które spłodziło kwiat polskiej kultury otoczonej wesołymi harnasiami wyrosła hydra skazująca lokalną młodzież na turystykę, sport, lub zwykłą niełaskę i wir patologii jakiej w Zakopanem jest wiele.



Samobójstwo

Na wieść o ataku ZSRR na Polskę w 1939 roku Stanisław Witkacy Witkiewicz popełnił samobójstwo w towarzystwie swojej partnerki. Prawdopodobnie dzisiaj zrobiłby to samo widząc co stało się z miastem jego młodości i widząc jak Zakopane padło ofiarą własnego sukcesu i jak druzgocąca okazała się popularność dla tożsamości wyjątkowej niegdyś osady i jej mieszkańców. Śpiący na Giewoncie rycerz faktycznie zaspał i nie zdążył uratować jedności unikalnego stylu zakopiańskiej architektury, ani uchronić miasteczka przed lecącym na łeb na szyję poziomem rozrywki oraz inercją intelektualną i pozwolił na to, że tubylcy stali się swojego rodzaju klaunami odgrywającymi przedstawienie ku uciesze reszty Narodu. Tak jak kubańscy rewolucjoniści szczerze wierzący w swoje idee musieli później patrzeć na mizerny i pokraczny upadek niewydolnego systemu z przeświadczeniem, że całe życie walczyli i odmawiali sobie przyjemności na darmo, tak Witkiewiczowie, Hasior, Chałbiński, Przerwa-Tetmajer i Makuszyński z porównywalnym smutkiem patrzyliby na bezdenny upadek miasta, które kochali.


Więcej zdjęć oraz pozostałe wpisy znajdziesz na moim blogu, cieplutko pozdrawiam ! :)

http://www.tuandepaso.com/zakopane-ad-2017/

Zdjęcia

POLSKA / Małopolska / Zakopane / Dolina Małej ŁąkiPOLSKA / Małopolska / Zakopane / Gdzieś pomiędzy Zakopanem i ChopokiemPOLSKA / Małopolska / Zakopane / Giewont widziany z Cafe Tygodnik PodhalańskiPOLSKA / Małopolska / Zakopane / Willa KolibaPOLSKA / Małopolska / Zakopane / Zakopane, Kwiecień 2017

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

08-10
Rowerem przez Skandynawię

Ogromne przestrzenie, spanie na dziko, mix pogodowy, słowem wspaniała przygoda!

08-11
Lofoty

Jedno z piękniejszych miejsc w Europie dla tych co cenią majestatyczne górskie krajobrazy i dziką przyrodę.

08-14
TOP5 miejsc na Riwierze Albańskie...
08-12
Jak ubezpieczyć samochód na wakac...
07-17
Jak zdobyć Wieczne Miasto Rzym...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl