Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Krótka wizyta na końcu świata > ARGENTYNA


el_gato el_gato Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / Na początku szlaku Senda CosteraJeżeli odwiedzasz Argentynę, a masz napięty plan, wpadnij chociaż na 3 dni do Ushuaia! W artykule znajdziesz informację o tym, jak najfajniej spędzić czas w tym ciekawym miejscu.

Hostel Eco Pampa w Buenos Aires, środek nocy, nikogo w pokoju nie ma! Dopiero wracają. Nieprzytomny sprawdzam bagaż, saszetki z kasą, żebym czegoś nie zapomniał. Przyjeżdża taxi, kierowcą jest dziadek, też nieprzytomny. Jedzie powoli, ale czasem daje migacz w prawo a jedzie w lewo :-) Wreszcie nieco przyspieszył. a z lewej strony minął mi napis na terminalu \\\"partidas\\\". Zanim sobie uświadomiłem, że to właśnie była hala odlotów, zatrzymaliśmy się przy cargo. Zwróciłem mu uwagę, że jeszcze mnie nie nadają, tylko sam wsiadam do samolotu! Pośmialiśmy się chwilę, najwyraźniej był już zmęczony po całej nocce. Nie wziął drogo, tylko 100 peso.

Przelot był OK, linie LAN mają generalnie dobrą opinię. Zdrzemnąłem się troszkę w czasie lotu oraz pośmiałem się ze śmiesznych filmików, które puszczali (laugh for gauges). O 8 rano znalazłem się wreszcie na końcu świata - w Ushuaia., czyli najdalej położonym na południe zamieszkałym mieście. Pas startowy położony jest na cyplu otoczonym z 3 stron wodami kanału Beagla, więc widok po wyjściu z samolotu jest obłędny. Do centrum nie jest daleko i można przejść się pół godziny, decyduję się jednak na taksówkę, bo czeka mnie intensywny dzień. Godzinę włóczę się z plecakiem bo nie mogłem znaleźć marketu, a musiałem kupić coś do jedzenia na wędrówkę po parku narodowym Ziemi Ognistej. Zgrzałem się nieźle, bo uliczki są dość strome, a pogoda wyjątkowo dopisała - bezchmurne niebo i ciepło!



Po zrobieniu zakupów cofam się na przystanek, skąd odjeżdżają busy do parku. Czekam delektując się podmuchami wiatru, widokiem na ośnieżone szczyty i niesamowitą atmosferą miejsca. To się nazywa przygoda!

Kierowca busa jedzie bardzo spokojnie, w przeciwieństwie do szalonej jazdy w Buenos. Nie ma co się dziwić, droga jest szutrowa, niesamowity szaro - biały kurz, a strzelające na boki kamienie łatwo mogą uszkodzić pojazd. Zza szyby obserwuję nielicznych, którzy zdecydowali się pokonać te 10km pieszo - moim zdaniem nie warto, za gorąco, no i na końcu człowiek jest cały biały ;-) o rzeczach w plecaku nie wspomnę. Wysiadłem na pierwszym postoju w miejscu, gdzie rozpoczyna się szlak Senda Costera, prowadzący wzdłuż kanału Beagle\\\'a. Nie mogę uwierzyć własnym oczom. Kolory krajobrazu zapierają dech w piersiach, czuję euforię. Turkusowe fale uderzają w skały pokryte żółtawym mchem, na brzeg rośnie zielony karłowaty las, a po drugiej stronie kanału wzbijają się do chmur ośnieżone szczyty. Pierwsze kroki kieruję do budki na pomoście, aby kupić kartki pocztowe z okolicznościowym stemplem. Sprzedawca kiwa do mnie ostrzegawczo palcem - mam na sobie wysoki plecak, a nie zauważyłem podwieszonej pod sufitem zapalonej lampy naftowej... Słynny punkt pocztowy mógł pójść z dymem! Wychodzę z kartkami i staję niedaleko brzegu, delektując się krajobrazem i robiąc selfie. Zagaduje mnie po hiszpańsku Francuz o imieniu Pierre:
- Strzelić ci parę zdjęć?
- Pewnie! Nie mogę uwierzyć w to, co widzę.
- Dokąd idziesz?
- Do Laguna Amarga, chcę tam przenocować na campingu.
- My też w tamtą stronę. Chodźmy razem! Przedstawia mi swojego współtowarzysza.



Próbowałem z nimi rozmawiać po hiszpańsku. Studiowali na politechnice w Buenos, dowiedziałem się też, że w Argentynie namiot to nie \\\"tienda de campaña\\\", tylko \\\"una carpa\\\"... Z biegiem czasu natrafiłem na więcej różnic językowych.

Trasa z plecakiem była ciężka, ok. 4h, nie zdążyłem jeszcze nabrać kondycji. Co 15 min musiałem się przebierać - od T-shirta w upale po kurtkę z goretexu, czapkę i rękawiczki. Szalona pogoda! Przez kołyszące się na silnym wietrze gałęzie podziwiałem malownicze zatoczki, a poczucie bycia w wyjątkowym miejscu dawało motywację do dalszej wędrówki. W końcu dotarliśmy do szutrowej drogi, tej samej, którą dalej pojechał nasz bus. Po rozłożeniu mapy znajomi zdecydowali, że idą w lewo na darmowy camping (mieli bardzo napięty budżet), a ja zdecydowałem się iść w prawo na płatny w kierunku Lago Roca. Nie miałem siły rozbić namiotu, wiał silny wiatr, a trzeba było jeszcze coś ugotować. Do Rio Lapaia miałem jedynie 3 metry. W knajpie ceny z kosmosu - piwo prawie 8 $, ale nie mogłem się oprzeć. Koło mnie stała parka wpatrująca się w tą samą lodówkę - byli z Polski :-) Wracając z bananem na twarzy i zimną butelką w ręce spotkałem znajomych Francuzów - darmowy camping był nieczynny, więc niepotrzebnie z buta zrobili dwie godziny. Wypisałem kartki zakupione w budce, gdzie wysiadałem z autobusu, wykąpałem się (w łazience syf, ale jest!), pospacerowałem chwilę no i do śpiwora. To był bardzo długi, ale niezapomniany dzień.

Obudziłem się o 6:30. Wychyliłem głowę z namiotu i od razu wróciłem po aparat. Co za widok! Promienie wschodzącego słońca oświetlały pobliski szczyt, a rzeka nadal pozostawała w cieniu.



Popędziłem do łazienki się umyć. Niespodzianka - nie ma wody! Cóż, umyłem się mineralną koło namiotu. Mam jeszcze trochę czasu, autobus odjeżdża o 10, więc ruszam na trasę Hito XXIV, biegnącą w stronę granicy z Chile wzdłuż jeziora Acigami (Roca). Mijam dużo powalonych drzew wzdłuż brzegu jeziora. Na jednym z nich robię sobie przerwę, czas na śniadanie! Wokół nie ma żywej duszy, słychać jedynie szum niewielkich fal, kończących swój bieg na drobnych kamyczkach na plaży. Mógłbym tam spędzić więcej czasu, ale dowiedziałem się o pewnej lagunie niedaleko Ushuaia, do której warto się przejść. Wracam więc po niecałych 2h, żegnam się z Francuzami. Kierowca busa niestety nie zatrzymuje się koło pomostu, gdzie kupiłem kartki, więc wysyłam je po przyjeździe do miasta. Po niewielkich zakupach zaczynam szukać mojego hostelu Antartica, ale nie mogę go znaleźć. Zagaduję jedną panią, z uśmiechem na twarzy prowadzi mnie. Wszystko jasne -z chodnika nie widać szyldu na domu, a drogowskazów brak. Uff, wreszcie na miejscu :-) W Ushuaia ciągle jest ostro pod górkę albo z górki. Na recepcji stoi wyluzowany gość o imieniu Gabriel i pyta o kilka informacji o mnie:
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
- Oooo wy tam macie, jak to się nazywało... pierogi i barszcz! Miałem kiedyś dziewczynę z Polski, ugotowała mi. Dobra, ile masz lat?
- 41.
- 41??!!!! What\\\'s your secret???
- Younger woman.
Stojący obok Japończyk wpada w histeryczny śmiech, a my razem z nim. Przybijamy piątkę.

Dostaję pokój 6 osobowy, o tej porze nikogo w nim nie ma. Przebieram się i idę na przystanek. O 12 z hakiem jadę do Laguna Esmeralda. Początek szlaku nic nadzwyczajnego, ale później po wyjściu z lasu ukazują się wspaniałe widoki, torfowiska, jeziorka stworzone ze strumienia dla bobrów.



Docieram do fantastycznej laguny otoczonej przez góry, na których zboczach mimo lata leży śnieg, przebieram się w kąpielówki. Rzadko kiedy w tym regionie zdarzają się takie upały. Myślałem o kąpieli, ale woda jest lodowata i dno muliste. Delektuję się otoczeniem, zapisałem się na busa powrotnego dopiero po 5 godzinach (inną opcją jest pobyt dwugodzinny).



Po powrocie do Ushuaia ledwo chodzę po 4h marszu w upale. W pokoju mam dwie dziewczyny z Izraela, Argentyńczyka, który gada bez przerwy oraz Szwajcara. Szwajcar nie mógł on wytrzymać w swoim kraju, gdzie wszystko jest poukładane i uregulowane, więc postarał się o pracę na wycieczkowcu i pływa na Antarktydę jako kelner. Jak stwierdził, widzi dokładnie to samo co turyści i jeszcze mu za to płacą! Wieczorem wychodzimy z Izraelkami do knajpy, wracamy po 12, do 1 w nocy Argentyńczyk o imieniu Martin wygłasza monolog a ja udaję, że rozumiem, po czym zasypiam.

O 7 budzi mnie budzik Martina. Wstaję od razu, szybkie śniadanie i lecę na przystań. Jeszcze w Polsce zarezerwowałem miejsce na jachcie płynącym po kanale Beagla. Nie interesowały mnie wycieczkowce pełne turystów. Okazało się, że moja rezerwacja z firmy Beagle Camp jest nieważna i musiałem szybko coś innego znaleźć. Mam szczęście - ostatnie miejsce na żaglówce! Wieje bardzo silny wiatr, na oko 7B, kurz wiruje na przystani. Co ciekawe, na kanale nie tworzą się wielkie fale. Słońce pali, 3 x smaruję się kremem z filtrem 50, ale i tak jestem czerwony. Podpływamy do różnych wysepek, na których przebywają foki, lwy morskie i rozmaite ptaki.



Kapitan pyta: kto umie prowadzić jacht? Zgłaszam się ja oraz jedna dziewczyna z Singapuru. Prowadzę jacht w kierunku słynnej latarni El Faro, która ma już ponad 100 lat. Niesamowite! Płynę tylko na foku, dopiero gdy wracamy, rozwijamy grot i zaczyna się zabawa... Dziób rozbija fale, które spadają na nas. Większość chowa się pod pokładem, choć na dole można się porzygać.



Zagadała do mnie Singapurka:
- Na jakich jachtach pływałeś? Ja ostatnio brałam udział w regatach w Australii.
- Ja to raczej na małych i rzadko. Ostatnio pływałem z kuzynem, który był kapitanem.
- To pewnie jesteś taktykiem?
Rozbawiło mnie to :-) ja i taktyk... Taktyka to chyba polega na tym, jak z załogą po piwie dopłynąć cało do brzegu.

Płynęliśmy cztery godziny i niestety trzeba było wracać. Po powrocie do hostelu padam ze zmęczenia i nadmiaru wrażeń. Ok. 15:30 wstaję, okazuje się że pada. To nic, idę do muzeum -więzienia, które znajduje się niedaleko. Jest ono świadectwem historii tego miasta, które w zasadzie powstało jako kolonia karna na końcu świata.



Wybrałem się też do informacji turystycznej, gdzie dostaję pamiątkową pieczątkę do paszportu. Wieczorem Izraelki namawiają mnie do pójścia na dyskotekę, która znajduje się po drugiej stronie ulicy, ale stwierdzam, że zabawa do rana jest już ponad moje siły.

Wstałem wcześnie, posnułem się po hostelu. Dzisiaj odlot do El Calafate. Nagle eureka - może by tak wejść na lodowiec Martial? W końcu muszę być na lotnisku na 13:00. Gabriel z obsługi polecił wziąć taxi do miejsca, gdzie zaczyna się szlak i powiedział mi, że w 2h spacerkiem wrócę. Rzeczywistość okazała się brutalna - od miejsca gdzie wysiadłem z taksówki do lodowca były 2h w jedną stronę! Dobra, podejmuję wyzwanie. Podejście jest kamieniste, na początku idzie wzdłuż strumienia. Końcówka jest raczej forsowna, ale nagrodą za wysiłek jest fantastyczny widok na kanał Beagla w kierunku Antarktydy oraz na miasto Ushuaia.



Mając tętno prawie 200 zrobiłem wejście i zejście w 2,5h. Byłem cały mokry, w końcu biegłem tylko w podkoszulce. Dość niecodzienny widok - mówił wzrok nielicznych wędrowców. Oczami wyobraźni widziałem już siebie biegnącego kolejne 10km do hostelu... Czy da się tu złapać stopa?? Niemożliwe stało się faktem - na dole czekała taksówka, która właśnie kogoś podrzuciła pod lodowiec! Co za przypadek. Inaczej mógłbym nie zdążyć na samolot, a tak miałem jeszcze 1,5h w hostelu, żeby odpocząć. Po bandzie, ale się udało :-)


Największe wrażenie zrobiła na mnie wędrówka wzdłuż kanału Beagla. Szlak, mimo że w środku sezonu, był praktycznie pusty. Dla tych, co mają więcej czasu polecam wejście na najwyższy okoliczny szczyt Cerro Guanaco,

Zdjęcia

ARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / Na początku szlaku Senda CosteraARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / UshuaiaARGENTYNA / Tierra del Fuego / Camping Lago Roca / Wyjrzałem z namiotu, a tam...ARGENTYNA / Ushuaia / Laguna Esmeralda / W drodze do Laguna EsmeraldaARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / Laguna EsmeraldaARGENTYNA / Tierra del Fuego / Kanał Beagla / Fauna na wysepceARGENTYNA / Ushuaia / Beagle Channel / Żegluga po kanale BeaglaARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / WięzienieARGENTYNA / Tierra del Fuego / Ushuaia / Widok na kanał Beagla i Ushuaia z lodowca Martial

Dodane komentarze

bea77 dołączył
15.07.2013

bea77 2017-08-11 10:03:35

"Spędziłam w Ushuaia 3 pełne dni- zrobiłam jeden dzień wypad do Parku Ziemii Ognistej , drugi dzień Laguna Esmeralda - przyjemny i łatwy trekking oraz jeden dzień wykupione 2 wycieczki z Pira Tours - rejs po kanale Beagle oraz wycieczka z zejściem na ląd na wyspie Martillo i spacer pośród pingwinów . Pewno jeszcze na 2 dni byłoby co robić , jednak na jeden dzień nie ma sensu jechać , trzeba dłużej. Podróż z Ushuaia do Punta Arenas trwa koło 11- 12h - trzeba rezerwować bus naprzód w sezonie-widziałam ludzi , którzy utkwili kilka dni w Ushuaia bo nie było czym wyjechać. Ponadto sama jadąc busem do Punta Arenas- miałam przygodę , którą trzeba wziąć pod uwagę- przeprawa przez cieśninę Magellana- wiał porywisty wiatr i wszystkie przeprawy zostały zawieszane , kolejki autobusów i aut na kilometry- okoliczny bar świecił pustkami bo wszystko wykupione, kierowca powiedział mi,że takie przerwy mogą i trwać nawet całą noc , mieliśmy jednak szczęście i po kilku godzinach postoju przeprawa znów była możliwa. Nie zdążyłam jednak na kolejny bus do Puerto Natales , na który miałam już bilet i miałam przymusowy nocleg w Punta Arenas - dobrze ,że w ogóle miałam dzień zapasu na rozpoczęcie trekkingu w Torres del Paine . Więcej info o tej podróży można znaleźć na moim blogu www.wnieznaneblog.wordpress.com "

el_gato dołączył
20.03.2012

el_gato 2017-08-07 18:59:14

Trochę za krótko, ale na 2 dni już warto. Z Punta Arenas jedziesz chyba 8h. No i w sezonie konieczna rezerwacja biletu, bo nie wyjedziesz.

nitkaska dołączył
21.05.2011

nitkaska 2017-08-06 11:08:25

mam w naszym planie Ushuaia, ale zastanawiam się, czy mając jeden dzień wizyta w tym miejscu ma sens (pierwszego dnia planuję dotarcie z Punta Arenas, drugi dzień Ushuaia i trzeci powrót do Punta Arenas).

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

08-10
Rowerem przez Skandynawię

Ogromne przestrzenie, spanie na dziko, mix pogodowy, słowem wspaniała przygoda!

08-11
Lofoty

Jedno z piękniejszych miejsc w Europie dla tych co cenią majestatyczne górskie krajobrazy i dziką przyrodę.

08-14
TOP5 miejsc na Riwierze Albańskie...
08-12
Jak ubezpieczyć samochód na wakac...
07-17
Jak zdobyć Wieczne Miasto Rzym...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl