Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Wulkaniczne klimaty Lanzarote. > HISZPANIA


ru_da ru_da Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Lanzaroteńska architektura.Lanzarote zamarzyła mi się po tym, jak w 2012 r. odwiedziłam Teneryfę. Zauroczona tą wyspą zapragnęłam zobaczyć również kolejne z Wysp Kanaryjskich, w tym w pierwszej kolejności właśnie Lanzarote.

Czas na nią przyszedł jednak dopiero w bieżącym roku. Zarezerwowałam dwutygodniowy pobyt w czerwcu - w skromnym, ale uroczym hotelu wybudowanym w lanzaroteńskim stylu, położonym tuż przy piaszczystej, szerokiej plaży Playa de los Pocillos, na skraju znanej miejscowości turystycznej Puerto del Carmen. Wybór miejsca okazał się bardzo trafiony, bowiem niewielka odległość dzieliła nas od zatłoczonego, głośnego centrum Puerto del Carmen, a jednocześnie byliśmy w miejscu cichym, spokojnym, urokliwym, z bardzo dobrym połączeniem komunikacyjnym z resztą wyspy.





Po wylądowaniu byliśmy trochę zaskoczeni, bowiem wyspa przywitała nas pełnym zachmurzeniem. Sądziliśmy, że to jakiś wyjątkowy dzień, ale okazało się, że błękitnego nieba nie zobaczyliśmy przez cały pierwszy tydzień pobytu. Ale cóż – na pogodę nie mamy wpływu. Na szczęście drugi tydzień był słoneczny. Może to i dobrze, bo dzięki temu w pierwszych dniach skóra nam się trochę zahartowała i łatwiej później znosiliśmy ostre, kanaryjskie słońce.
Na początku zapisaliśmy się na wycieczkę objazdową po wyspie, żeby z grubsza zapoznać się z okolicą i ułatwić sobie późniejsze, samodzielne zwiedzanie. Był to czas pochmurny, więc zwiedzanie z grupą nie było zbyt uciążliwe, jednak zachmurzone niebo miało znaczny wpływ na jakość zdjęć.

Z wycieczką odwiedziliśmy najpierw kaktusowy ogród - dzieło Cesara Manrique, którego artystyczny dorobek mnie osobiście za bardzo nie zachwyca. Ogród jednak podobał mi się z uwagi na fakt, że sama jestem miłośniczką kaktusów i posiadam w domu całkiem sporą kolekcję tych uroczych roślin (oczywiście nie tak olbrzymich).





Następnie odwiedziliśmy Jameos del Agua - jaskinię lawową urządzoną również wg projektu Cesara Manrique. Miejsce to zrobiło na mnie mniejsze wrażenie, niż się spodziewałam. Już przy samym wejściu do jaskini – restauracja, później dość interesujące jeziorko z maleńkim karabami-albinosami, za jeziorkiem znowu restauracja. Później znany ze zdjęć i pocztówek basen obsadzony tropikalną roślinnością, którego błękitna woda kontrastuje z czarnymi ścianami jaskini. Brzegi basenu są śnieżnobiałe nie z powodu białego piaseczku, co przychodzi do głowy gdy oglądamy zdjęcia lub foldery reklamowe, lecz po prostu dlatego, że są pomalowane białą farbą. Wokół znajdujemy mnóstwo ciekawie urządzonych zakamarków do posiedzenia, pospacerowania, pooglądania. Jest również sala koncertowa o bardzo dobrej akustyce, no i oczywiście na koniec – sklep z pamiątkami. Miejsce dosyć ciekawe - uczciwie trzeba przyznać, że faktycznie jest przykładem projektowania w zgodzie z naturą i niewątpliwie jest warte zobaczenia. Wiem, że jaskinia Jameos del Agua jest uwielbiana przez turystów, jednak mnie w szczególny sposób nie zachwyciła. Może dlatego, że dzień był pochmurny i nad błękitnym basenem nie było błękitnego nieba, a może po prostu dlatego, że wolę miejsca mniej komercyjne, a bardziej naturalne? Ale to moje osobiste wrażenia – nikomu nie odradzam odwiedzania tego znanego i popularnego miejsca.





Jak już wspomniałam, twórczość Cesara Manrique (najróżniejsze pomniki i tzw. powietrzne zabawki umieszczane na wszystkich rondach, skrzyżowaniach, plażach…) nieszczególnie do mnie przemawia. Jednak jego polityczną i społeczną działalność, która doprowadziła do ustanowienia przepisów uniemożliwiających zabudowę wyspy niezgodną z jej charakterem i tradycją, jak najbardziej doceniam. Dzięki temu prawu wyspa zabudowana jest w sposób uporządkowany, jednolity kolorystycznie (białe ściany budynków, a ramy okienne, drzwi i inne elementy wykończenia tylko w 3 dopuszczalnych kolorach – niebieskim, zielonym lub brązowym), nie ma budynków wielopiętrowych (oprócz jednego hotelu w Arrecife). Efekt - Lanzarote ma swój niepowtarzalny styl, klimat i charakter, co odróżnia ją od pozostałych wysp archipelagu.



W centralnej części wyspy odwiedziliśmy rejon La Geria, słynący z upraw winorośli i produkcji wina. Mogliśmy tu podziwiać niezwykły krajobraz miejscowych winnic i nigdzie indziej niespotykany sposób uprawy. Każdy krzak winorośli posadzony jest tu w zagłębieniu otoczonym półkolistym murkiem z lawy wulkanicznej i obsypany żwirem wulkanicznym, mającym za zadanie utrzymywanie wilgoci. Zielone, płożące się krzewy winogron na tle czarnego podłoża tworzą niesamowity i niezwykle interesujący widok.



Największą atrakcją Lanzarote jest oczywiście Park Narodowy Timanfaya, który w ramach tego objazdu odwiedziliśmy. Atrakcja byłaby jeszcze większa gdyby – tak jak np. w Parku Narodowym El Teide na Teneryfie – można było to miejsce indywidualnie pozwiedzać – samochodem lub pieszo. Niestety, w Timanfaya turysta ma do wyboru tylko dwie możliwości – krótsza trasa na wielbłądzie lub dłuższa – autokarem. Wielbłąda nie brałam pod uwagę między innymi dlatego, że żal mi tych ciężko pracujących w upale zwierząt. Pozostał więc autokar czyli „lizanie loda przez szybę”. Zdjęcia też przez szybę, oczywiście. Nie było to dla mnie zaskoczeniem – wiedziałam, że tak będzie. Trochę jednak denerwujące to było, chociaż – z drugiej strony – rozumiem konieczność ochrony tego szczególnego miejsca.







Tzw. „prezentacje geotermalne” na Wzgórzu Hilarego, obok restauracji El Diablo nieszczególnie mnie zachwyciły i nieszczególnie zainteresowały – ot, taka atrakcja ... Pozwolę więc sobie pominąć to milczeniem.



Z Timanfaya pojechaliśmy jeszcze na punkt widokowy w wiosce El Golfo, aby „rzucić okiem” na słynne zielone jeziorko Charco de los Clicos. Jezioro to powstało po wybuchu w XVIII w. wulkanu El Golfo, kiedy jedna ściana krateru zapadła się do oceanu. Zbiornik ten jest silnie zasolony, a jego zielona barwa pochodzi od żyjących w nim glonów. Kontrast intensywnie zielonej wody jeziorka, błękitu oceanu i czarnej lawy stwarza naprawdę zachwycający widok. Z tej strony jednak można było podziwiać jeziorko jedynie z góry, z punktu widokowego – nie było możliwości zejścia na plażę. Postanowiliśmy więc spróbować dotrzeć do plaży zlokalizowanej pomiędzy jeziorkiem, a oceanem w drugiej części naszego pobytu, w której planowaliśmy pojeździć po wyspie wypożyczonym autem. Ale o tym później.




Następnym punktem programu wycieczki były klify Los Hervideros – tzw. „wrzące wybrzeże”, ukształtowane malowniczo w czasie wybuchów wulkanów, kiedy spływająca gorąca lawa spotykała się z zimną wodą oceanu. Powstały wówczas niesamowite formacje skalne, tunele, jaskinie, gdzie fale morskie rozbijają się z olbrzymią siłą. Mieliśmy trochę czasu, by pospacerować wzdłuż wybrzeża specjalnie wytyczonymi ścieżkami, podziwiając fantastyczne widowisko przygotowane przez naturę.



Na tym skończyła się zorganizowana wycieczka, która była dla nas wstępem do samodzielnego zwiedzania wyspy. Postanowiliśmy odwiedzić miejsca, których wycieczka nie obejmowała, zajrzeć raz jeszcze do miejsc, które szczególnie nas zainteresowały, oraz wybrać się do kraterów wulkanów – La Corona i Caldera Blanca.
W tym celu na cztery dni wypożyczyliśmy auto i najpierw pojechaliśmy zobaczyć słynną jaskinię Cueva de los Verdes, która – choć znajduje się niemal tuż obok Jameos del Agua – niestety nie znalazła się w programie wycieczki. A szkoda, bo to miejsce fascynujące – podziemny tunel lawowy, nie zmieniony ręką ludzką, pięknie oświetlony, a na końcu trasy znajduje się zachwycająca iluzja optyczna - jeziorko z krystalicznie czystą wodą, w którym odbijają się otaczające skały, stwarzając wrażenie głębokiej przepaści. Dopiero wrzucenie kamyczka do tej „przepaści”, powodujące poruszenie wody uświadamia obserwatorowi, że ma do czynienia z odbiciem. Jaskinia ta powstała – podobnie jak Jameos del Agua – w wyniku erupcji wulkanu La Corona i jest częścią podobno najdłuższego tunelu lawowego na świecie. Do zwiedzania udostępniony jest 2 km odcinek tego tunelu. Zwiedzanie możliwe jest wyłącznie w grupach z przewodnikiem, jednak postaraliśmy się znaleźć na samym końcu grupy i zachować niewielki dystans. Dzięki temu grupa za bardzo nie zakłócała nam cudownej atmosfery tego miejsca.



Z jaskini udaliśmy się na punkt widokowy Mirador del Rio, skąd podziwialiśmy fantastyczny widok na wyspę La Graciosa i cały archipelag Chinijo. Nie trzeba koniecznie wchodzić na zaprojektowany przez Cesara Manrique punkt widokowy, gdzie kłębi się od turystów i trudno jest kontemplować otaczające nas piękno natury. Wystarczy podejść lub podjechać drogą wzdłuż wybrzeża, aby w spokoju i ciszy podziwiać takie same widoki. A są to widoki faktycznie zachwycające. Jak na dłoni widzimy wyspę La Graciosa z jej portem, stożkami wulkanicznymi, drogami – wszystko to na tle błękitnych wód oceanu. Człowiek stoi i patrzy, i oczu nie może oderwać. Naprawdę żal było stamtąd odjeżdżać, ale tego dnia czekało na nas jeszcze wejście na krater La Corony.



Wg. wyszukanych wcześniej informacji, aby znaleźć drogę prowadząca na wulkan La Corona należało udać się do wioski Ye i zaparkować na parkingu przez kościołem. Bez trudu odnaleźliśmy to miejsce i zaparkowaliśmy samochód przy uroczym, lecz oczywiście zamkniętym, kościółku.




Wokół jednak nie było żywej duszy, więc nie było kogo zapytać o drogę do wulkanu. W pierwszym momencie poszliśmy w złą stronę, więc trochę niepotrzebnie nadłożyliśmy drogi (niby nic, ale jednak przy 30-stopniowym upale ma to pewne znaczenie); w końcu jednak wróciliśmy i odnaleźliśmy właściwą ścieżkę, która była oznakowana niepozorną tabliczką informacyjną. Droga prowadziła początkowo przez winnice i pola uprawne, była szeroka i wygodna.



Gdy skończyły się uprawy, droga przekształciła się w wąską ścieżkę, biegnącą coraz bardziej stromo wśród zdziczałych krzaków winogron, kwitnących opuncji i dzikiej roślinności. Widać było, że kiedyś i tu prowadzono uprawy, jednak miejsce to zostało opuszczone. O tym, że były tu dawniej siedziby ludzkie świadczyły spotykane nawet w pobliżu szczytu murki z lawy i kamienne fundamenty budynków. Z drogi roztaczały się piękne widoki – na uroczą wioskę Ye, winnice, okoliczne wulkany, a nawet na ocean i archipelag Chinijo. Z satysfakcją doszliśmy na szczyt i zajrzeliśmy do malowniczego krateru. W tym surowym otoczeniu cieszył każdy kwiatek – czy to na opuncji, czy na płożących się skalnych, maleńkich roślinkach.




W drodze powrotnej do hotelu przejechaliśmy przez malowniczy region Haria, nazywany Doliną Tysiąca Palm. Wprawdzie w trakcie wycieczki objazdowej po wyspie jechaliśmy już przez ten region, ale zatrzymaliśmy się tylko na obiad w restauracji na skraju wioski Haria. Teraz mogliśmy zatrzymywać się po drodze na pięknie usytuowanych punktach widokowych. A było warto, bo teren ten jest najbardziej zielonym regionem Lanzarote. Przyczyną tak dużej ilości palm tam rosnących jest tradycja, iż mieszkańcy wsi Haria i okolic zasadzają palmy na pamiątkę każdego narodzonego dziecka. Podobno sadzą dwie palmy, gdy urodzi się chłopiec, jedną, gdy urodzi się dziewczynka. Niektórzy twierdzą, że odwrotnie . Tak, czy inaczej – faktem jest, że ilość palm na tym obszarze jest imponująca, region zielony, uroczy, wyróżniający się na tle pozostałej części wyspy.






Zatrzymaliśmy się również w przeuroczym miasteczku Teguise – dawnej stolicy Lanzarote. Byliśmy zachwyceni, bowiem nie spodziewaliśmy się tak pięknego miejsca. Teguise było bowiem reklamowane przez rezydentów jedynie jako miejsce niedzielnych targów i w związku z tym proponowano wycieczki pod hasłem „targ w Teguise”. Jak dla mnie – nic ciekawego, więc nawet mi nie przyszło do głowy, aby skorzystać. Nikt nie wspominał, że to urokliwe miejsce samo w sobie, warte jest odwiedzenia. Okazało się, że jest to chyba najpiękniejsze miasteczko na wyspie – uliczki obudowane białymi, tradycyjnymi domami, ładny kościół, a co parę kroków jakiś uroczy placyk, gdzie na ławeczkach – nawet w samo południe - beztrosko gawędzą mieszkańcy. Cisza i spokój, bo turyści zjeżdżają się tu tylko na niedzielne targowiska.




Następnego dnia postawiliśmy sobie za cel wejście na wulkan Caldera Blanca. Wybraliśmy się zaraz po śniadaniu. Trasa prowadziła najpierw szosą biegnąca częściowo przez teren Parku Narodowego Timanfaya. Zatrzymaliśmy się po drodze na parkingu, z którego można wyruszyć na zwiedzanie Parku na grzbiecie wielbłąda. Oczywiście nie po to, by dołączyć do karawany, ale żeby zrobić parę fotek w miejscu, gdzie od krajobrazu Parku nie oddziela szyba autobusu. Drugie takie miejsce, gdzie po drodze mogliśmy się zatrzymać, by podziwiać krajobrazy Timanfaya, to parking przy Centrum dla odwiedzających – już na obrzeżach Parku.




Później udaliśmy się wprost w okolice miejscowości Mancha Blanca, gdzie rozpoczynał się nasz szlak na wulkan. Droga do wulkanu była dobrze oznakowana. Z szosy należało skręcić w drogę gruntową – wąską, ale przyzwoicie utrzymaną, którą dojechaliśmy do niewielkiego parkingu. Dalej trzeba już było iść pieszo. Nie był to spacer zbyt interesujący, raczej powiedziałabym – uciążliwy i monotonny, bowiem wąska ścieżka prowadziła przez bezkresne pola lawowe – czarną, wulkaniczną pustynię, na której spotykało się najwyżej porosty lub gdzieniegdzie niewielkie kępki roślinności dostosowanej do życia w warunkach bardzo niewielkiej wilgotności. Można jednak było poczuć się jak na innej planecie i miało to swój szczególny urok.




Po około godzinnym marszu doszliśmy do krateru La Caldereta. Na skraju krateru można było zobaczyć pozostałości budowli, głównie zagród, co świadczyć może, że tereny te były wykorzystywane przez ludzi, np. w celach hodowlanych. Po kolejnych 30 minutach spaceru przez pola lawy doszliśmy do imponującego zbocza Caldera Blanca. Wąziutka, stroma ścieżka prowadziła na szczyt – do krateru. My jednak poszliśmy najpierw wzdłuż zbocza, w kierunku Parku Timanfaya, obserwując piękne widoki na wulkany Parku.




Później wróciliśmy, aby wejść na krater. Ścieżka prowadząca w górę zbocza tylko wyglądała na trudną. W rzeczywistości – po długim spacerze po lawie – wchodzenie po zboczu góry okazało się samą przyjemnością. A widok na olbrzymi krater wynagradzał wszelkie trudy. Ze zbocza wulkanu roztaczał się też wspaniały widok na sąsiedni krater – La Caldereta, który po drodze oglądaliśmy. Z góry wulkan ten wyglądał jak wyspa na czarnym morzu lawy. Człowiek stojąc na krawędzi krateru, mając z jednej strony imponujący krater, z drugiej widok na bezkresne morze lawy – czuje się naprawdę bardzo maleńki.




Po zejściu z Caldera Blanka i przebrnięciu przez lawowe pola do samochodu, pojechaliśmy jeszcze na dzikie, czarne plaże na zachodnim wybrzeżu, gdzie nie turyści, lecz mieszkańcy wyspy biwakują, odpoczywają, łowią ryby i suszą je na miejscu – na plaży, z dala od turystycznego zgiełku. Krajobraz wybrzeża w tym miejscu jest faktycznie niesamowity. Błękit oceanu kontrastujący z czarnymi, lawowym plażami naprawdę robi wrażenie. Na plaży tej można poszukać oliwinów – zielonych minerałów występujących w towarzystwie skal wulkanicznych, z których wykonywana jest biżuteria, sprzedawana jako pamiątki z Lanzarote. My mieliśmy zaplanowane poszukiwanie oliwinów w innym miejscu. Po spacerze na Caldera Blanka nie mieliśmy już tego dnia ochoty na wałęsanie się po lawie.




Kolejnego dnia zaplanowaliśmy dojechać na plażę przy zielonym jeziorku Charco de los Clicos, które w czasie wycieczki objazdowej oglądaliśmy z góry – z punktu widokowego w miejscowości El Golfo. Aby dostać się na tę plażę, należy – jadąc od strony wsi Yaiza – na rozstaju dróg u stóp malowniczego wulkanu, nie kierować się w prawo, do wioski El Golfo, lecz w lewo – w kierunku Los Hervideros (przed rozjazdem jest duża tablica wskazująca kierunki). Po objechaniu wulkanu z lewej strony, w miejscu, gdzie szosa wyraźnie skręca w lewo prawie pod kątem prostym, można zauważyć drogę asfaltową dochodząca z prawej strony, na którą obecnie nie można wjechać, bo jest ona zamknięta poprzez zamontowanie trwałych słupków blokujących dostęp autem. Dawniej był to zjazd na duży parking przy plaży z jeziorkiem Charco de los Clicos. Plac parkingowy pozostał, ale wjechać tam się nie da. Nie można też zaparkować przy szosie, bo jest ona wąska, a poboczy właściwie nie ma – po obu stronach pola lawowe. Najbliższe bezpieczne miejsce do zaparkowania jest przy malowniczej plaży Playa Montana Barmeja – też z urokliwym jeziorkiem. Tu możemy zostawić samochód i wrócić pieszo szosą w kierunku El Golfo. Szybki spacer do interesującej nas plaży trwa około 20 min. Nie jest zbyt atrakcyjny (szosa, spory ruch pojazdów, pola lawowe, brak poboczy), ale warto. Plaża z zielonym jeziorkiem, tak pięknie prezentująca się z góry – z punktu widokowego w El Golfo, z dołu też jest przeurocza. Nie było tu nikogo, tylko w oddali, wysoko, na punkcie widokowym można było zauważyć dużą grupę turystów. Malownicza plaża była wyłącznie nasza – jak dla dwojga, to dosyć spora. Z jednej strony błękitny ocean i malownicze skały w kolorach od czarnego, przez brązowy, do czerwonego, z drugiej prześliczne zielone jeziorko, a pod nogami kruczoczarny piasek plaży. Tu właśnie poświęciliśmy trochę czasu na szukanie oliwinów. Jest ich tam dużo, a szukanie ich jest bardzo wciągające. Nie mogliśmy jednak zabrać do bagażu kilograma skał, więc wybraliśmy sobie tylko kilka kawałeczków na pamiątkę. Spacerowanie tą plażą jest tak przyjemne, że rzeczywiście człowiek nie ma ochoty stamtąd odchodzić.




Zajechaliśmy jeszcze na klify Los Hervideros i – choć byliśmy tam już z wycieczką – pospacerowaliśmy jeszcze raz po tym urokliwym i niezwykle ciekawym terenie. Na dłużej zatrzymaliśmy się przy salinach (Salinas de Janubio), podziwiając z góry piękne widoki na te solne poletka, tworzące wyjątkowy krajobraz.





Zostało nam tego dnia jeszcze trochę czasu, więc postanowiliśmy odwiedzić jedną z najpiękniejszych plaż na Lanzarote – plażę Papagayo. Jedzie się tam dość uciążliwą, gruntową drogą, trzeba zapłacić niewielką opłatę za wjazd (3 euro od auta), ale plaża jest przepiękna. Zachwyca biały piasek, szmaragdowa woda, malownicze skały… Słowem – jest cudnie.




Ostatni dzień, kiedy dysponowaliśmy samochodem, potraktowaliśmy wyłącznie rekreacyjnie. Pojechaliśmy na uroczą plażę Famara – piaszczystą, otoczoną białymi wydmami, bardzo urokliwą i tam postanowiliśmy spędzić dzień. Miejsce jest ciekawe, bowiem wieją tam silne wiatry, są duże fale i dlatego zlokalizowane są tam szkółki surferskie. Przyjemnie było obserwować dorosłych i dzieci – zmagających się z falami w ramach nauki surfowania.



Po pobycie na Lanzarote pozostały mi naprawdę wspaniałe wspomnienia.

Zdjęcia

HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Lanzaroteńska architektura.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wspomnienie z Lanzarote - widok z oknaHISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wspomnienie z Lanzarote - Playa de los PocillosHISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / W kaktusowym ogrodzie.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / W kaktusowym ogrodzie.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Spacerek wśród kaktusów.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Ciekawostki z Lanzarote (1)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Ciekawostki z Lanzarote (2)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Ciekawostki z Lanzarote (3)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Rowerem przez Lanzarote.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Lanzaroteńskie winnice.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wulkaniczne krajobrazy Timanfaya.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wulkaniczne klimaty (1)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wulkaniczne klimaty (2)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wulkaniczne klimaty (3)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wulkaniczne klimaty (4)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote, Park Narodowy Timanfaya. / Na Wzgórzu Hilarego.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / El Golfo - droga do punktu widokowego.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Ciekawostki z Lanzarote (4)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Pocztówka z Lanzarote - Los Hervideros.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / W tunelu lawowym Cueva de los Verdes.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Rzut oka na wyspę La Graciosa.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Kościół w Ye.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Brama z widokiem na wulkan.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Droga do La Corona.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Na krawędzi krateru.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Ziele na kraterze.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / W Dolinie Tysiąca Palm.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Widok na Dolinę Tysiąca Palm.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Z serii: lanzaroteńskie krajobrazy (2)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Z serii: lanzaroteńskie krajobrazy (1)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Pocztówka z Lanzarote - Teguise.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wspomnienie z Lanzarote - sąsiedzkie pogawędki.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Karawana wśród wulkanów.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Na wielbłądzim szlaku.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Początek drogi do Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Droga do Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Pod zboczem Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Widok spod stóp Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Widok z Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Na krawędzi krateru Caldera Blanca.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wspomnienie z Lanzarote - dzika plażaHISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Wspomnienie z Lanzarote - suszenie ryb.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Plaża El GolfoHISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Charco de los Clicos.HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Salinas de Janubio (1)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Salinas de Janubio (2)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Salinas de Janubio (3)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Plaża Papagayo (1)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote / Plaża Papagayo (2)HISZPANIA / Wyspy Kanaryjskie / Lanzarote - plaża Famara / Surferskie igraszki.

Dodane komentarze

ru_da dołączył
16.06.2014

ru_da 2017-08-02 21:18:10

Cieszę się, Iwonko, że zajrzałaś. Jeśli nie byłaś na Lanzarote - bardzo polecam, chociaż podobnie jak Ty, jestem wielbicielką Grecji.

Iwona Niedopytalska dołączył
20.03.2017

Iwona Niedopytalska 2017-08-01 22:05:39

Powiem tak: czekałam na tę relację i się doczekałam :) Piękne zdjęcia a i treść nie pozostawia czytelnika obojętnym. Mimo, że krajobraz momentami ascetyczny to i tak człowiek ma ochotę kontemplować te widoki :) Miło było zajrzeć.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

08-10
Rowerem przez Skandynawię

Ogromne przestrzenie, spanie na dziko, mix pogodowy, słowem wspaniała przygoda!

08-11
Lofoty

Jedno z piękniejszych miejsc w Europie dla tych co cenią majestatyczne górskie krajobrazy i dziką przyrodę.

08-14
TOP5 miejsc na Riwierze Albańskie...
08-12
Jak ubezpieczyć samochód na wakac...
07-17
Jak zdobyć Wieczne Miasto Rzym...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl