Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Polish Dhaulagiri nExpedition 2009 > NEPAL


batibak batibak relacje z podróży

Zdjęcie NEPAL / Himalaje / Dhaulagiri / Polish Dhaulagiri nExpedition 2009Wyprawa w Himalaje na 7 co do wielkosci szczyt Swiata Dhaulagiri w 2009r w składzie :Anna Czerwinska, Justyna Szepieniec, Peter Hamor, Piotr Morawski, Zbyszek Bąk

„Sposób na ośmiotysięcznik”

“Jesteś nienormalny, po co ci to?” - słowa powtarzające się niczym echo ciągle świdrują mi myśli w głowie, słowa które ciągle słyszę od swojej rodziny, przyjaciół, znajomych gdy tylko obwieszczam im projekt nowej wyprawy w góry. Dlaczego?, po co? , na co? słowa które słyszą też i moi koledzy i koleżanki z branży. Wiszę teraz na uprzęży i jumarze ( przyrzad asekuracyjny) wpiętym w linę na północnej ścianie tzw.Eigeru pod Dhaulagiri (8167 m.n.p.m.) – 7 co do wielkość górze świata a jednej z 14 ośmiotysięczników, przyczepiony do skały niczym glonojad do szyby w akwarium i zastanawiam się czy aby oni wszyscy nie maja racji…
Kathmandu 1350m.n.p.m – 20 dni wcześniej.
Lądujemy zmęczeni po prawie 24 godzinnej podroży późnym wieczorem w stolicy Nepalu i światowego Himalaizmu skąd rusza prawie większość wypraw w największe góry świata. Mieście mistycznym gdzie królują trzy religie: hinduizm, buddyzm i coraz bardziej rozrastający się wszechobecny „turyzm”. Anie ,Justynę i Zbyszka odbiera z lotniska Babu Sherpa – właściciel agencji z którą przez ostatnie tygodnie negocjowaliśmy warunki naszej ekspedycji a na następny dzień dociera do nas reszta teamu w postaci Piotra z Peterem oraz Darek, Peter i Vlado którzy będą z nami na trekingu. Nocujemy w Manang Hotel który będzie nam przez następne dni schronieniem dopóki nie pozałatwiamy wszystkich formalności związanych z wyprawą. Hotel znajduje się w dzielnicy Thamel ( w getcie dla turystów jak określa ten dystrykt Peter ) dzielnicy pełnej sklepów, straganów, hotelików i restauracyjek pamiętających dobre czasy lat 70 , dzielnicy może i urokliwej ale na dłuższą metę raczej męczącej i hałaśliwej. Przez następne dni zwiedzamy Kantipur – Miasto Blasku ( miejscowa nazwa Kathmandu) . Urzeka nas Pashipatinat – zespól pagód nad rzeka Bagmati gdzie można na żywo obejrzeć tradycyjne palenie zwłok. Ciekawe wrażenie robi Lalipur – skarbnica architektury Newarów , ludów którzy niegdyś zamieszkiwali dolinę Kathmandu. Niesamowite ze cywilizacja nie wywarła tutaj swojego piętna. Czas również stanął w Bakhtapurze – obecnie dzielnicy Kathmandu ale dawniej oddzielnym mieście pełnym zabytków i starej architektury emanującym tajemniczością i mistycyzmem. Nastrój który panuje na ulicach jest jedyny i niepowtarzalny, radość która emanuje z Nepalczyków jest zaraźliwa i aż milo popatrzeć na ludzi których nie zepsuła jeszcze żądza pieniądza. W następnych dniach odbieramy cargo z ekwipunkiem i żywnością, robimy zakupy dodatkowego wyposażenia. Odwiedza nas tez w tych dniach miss Billy która pracuje dla legendarnej już tu miss Holly – niegdyś reporterki Routera a która od lat 50 ubiegłego wieku spisuje wszystkie informacje dotyczące wypraw w Himalaje. Nieoficjalne źródła donoszą ze przez jakiś czas pracował dla CIA ale ile w tym prawdy to nie wiadomo.

Dharapani 1650m.n.p.m. – karawana do Base Camp.
Skoro świt pakujemy nasze 700kg ekwipunku i żywności dla całej ekspedycji i w drogę. Jedziemy autobusem z naszą 45 osobową ekipą tragarzy, kucharzy i Bóg raczy wiedzieć kogo przez Poghare do Beni a stamtąd busami do Darbangu skąd już ruszymy na piechotę w góry. Przez okna oglądamy prawdziwy Nepal z jego polami ryżowymi które od setek lat uprawniane są w nie zmienionej formie za pomaca wołów i drewnianych narzędzi. W Darbangu następuje przepakowanie bagażu a żeby każdy z portersów miał równą ilość do dźwigania i maszerujemy do miejsca naszego pierwszego noclegu pod namiotami. Upal doskwiera, temperatura dochodzi do 40 stopni Celsjusza, pot leje się po karku, podziw dla naszych tragarzy z których każdy dźwiga po 30 kg bagażu. Towar umieszczają oni w doko – specjalnym koszu noszonym na opasce przepasającej czoło. Nocujemy w Babichaur gdzie Ania odkrywa ze zginął jej jeden wór transportowy zawierający wszystkie puchy ( kombinezon, śpiwory, rękawice) . Robi się lekko nieprzyjemna atmosfera, nasz sirdar Gylu – człowiek odpowiedzialny za relacje z tragarzami rusza z dwójką portersów na poszukiwania do poprzedniej wsi. Rytm naszych dni wyprawowych wyznacza nam tu słonce , wstajemy o świcie po 5 a kładziemy się spać ok 20. Krajobraz jaki mijamy lekko przypomina chińskie kalendarze z górami, mnóstwo pól uprawnych na stokach na których rolnicy hodują tu pszenicę i ryż. W podroży towarzyszą nam stada uśmiechniętych dzieci które są wdzięcznym tematem do zdjęć. Czarne statystyki mówią ze 45 procent Nepalczyków nie przekroczyła 15 roku życia a co 3 dziecko nie dożywa tu pierwszego roku życia. Na kolejnych miejscach biwaków w Bogharze i Sallaghari witają nas nepalskim powitaniem “namaste” miejscowi górale częstując herbatą i piwem którego cena drastycznie rośnie w raz z wysokością. W ostatnim Campie gdzie jest dostępne cena osiąga 500 rupii za butelkę co odpowiada ok 25zl. Na 3000m mijamy Caligurany – kwitnące na wiosnę rododendrony które są narodowym kwiatem Nepalu, są prześliczne, ogromne, wielkości naszych sosen. Do południa grzeje słonce ale wysokogórska pogoda daje znać o sobie i już po południu zaczyna lać deszcz a wyżej padać śnieg z dokładnością do pól godziny. W Italian Base Camp na 3800m odchodzi od nam duża partia tragarzy, pod koniec z 45 osób pozostało nam 14. Przestraszyli się dużych opadów śniegu i ostrego zejścia na morenę przy Myagdi Kola. Do tradycji ekspedycji doszło już użeranie się z portersami i wieczne kłopoty z nimi. Na raty ci co pozostali noszą ekwipunek i pozostawiają depozyt w pól drogi do Japanes Camp na 4200m. Tu tez naszego Darka sieka ostro wysokość, ból głowy i chęć do wymiotów jest nieznośna a i tak jest dzielny bo to jego debiut w górach wysokich. Ładujemy w niego hektolitry napojów i pomału dochodzi do siebie. W ciągu dnia nasz kucharz Jeta przygotowuje nam „pack lunche” , porcje jedzenia które mamy w ciągu dnia do spożycia a które zazwyczaj składa się z ciapatów ( takie nasze placki lub naleśniki ) z sera, jajka, jabłka i kokosowych ciasteczek. Po drodze podczas nieśmiertelnych rozmów o jedzeniu wymyślamy przepis na ośmiotysięcznik:
“Wrzuć do jednego garnka zespól doświadczonych w górach ludzi, dodaj dość duża porcję specjalistycznego sprzętu, szczyptę dobrej pogody, garść szczęścia i humoru, i mieszaj, bardzo długo mieszaj….”
Base Camp Dhaulagiri – 4680 m.n.p.m.
Po rozłożeniu bazy, wybudowaniu platform pod namioty, rozbiciu kuchni, mesy i namiotów personalnych oraz zainstalowaniu radiostacji rozpoczynamy akcję górską. Jesteśmy tu pierwsi i nie czekając jak to zazwyczaj robią mniejsze wyprawy na wsparcie większych poręczujemy linami niebezpieczne odcinki. O świcie gdy wychodzimy z bazy temperatura wacha się w granicach - 10 stopni C, ale po 9 rano żar się leje z nieba i w słońcu jest powyżej 40 stopni na plusie a ciśnienie spada poniżej 500 hPa gdzie normalne na wysokości morza jest ok 1030hPa. Na dodatek mała ilość tlenu w powietrzu powyżej 5000 m ( 40 % ) i 10 % wilgotność potęguje ogromny wysiłek . Pierwszy etap – północna ściana tzw. Eigeru. W tym roku było bardzo mało opadów śniegu i trzeba po części wspinać się po skalach, na dodatek haki które zostały wbite w latach poprzednich są wysoko i ich nie dosięgamy wiec w niektórych partiach wspinamy się na “żywca”. Pierwszego dnia poręczujemy 400m lin aż do rozległego trawersu który skręca w prawo na rozlegle plato gdzie tez jest w tym roku bardzo niebezpiecznie z całą masa szczelin i mostów śnieżnych. Dech w piersiach zapiera nie tylko wysokość ale i sceneria: głębokie barwy himalajskich szczytów – ochra i grafit szarpie niebo tak błękitne jakby było odwróconym oceanem. Następnego dnia wychodzimy w piątkę w pełnym składzie założyć obóz I na 5800m. Dzień upalny jak i poprzednie, każde 20 kroków w tych warunkach jest sporym wysiłkiem. Drogę w świeżym pozimowym śniegu torują na zmianę Justyna, Piotrek i Peter. Jeszcze wcześniej nie widziałem takiego “pociągu “. To co wyczyniała ta trojka brnąc w wilgotnym, oblepiającym nogi śniegu czasami po kolana to cos niesamowitego, zmieniając “lokomotywę” co paręset metrów parli do przodu w pełnym obciążeniu plecaków jak lodołamacz na morzu Arktycznym. Ta siła , szybkość i determinacja była esencją czystego himalaizmu, aż trudno było ukryć entuzjazm patrząc na ich prace. Zero kompromisu dla natury, zero litości dla obolałych nóg i póki tchu w płucach póty tylko jeden kierunek – na przód, do góry! I gdzie można podziwiać, lecz zrozumiale jest wytrenowanie starych lisów himalajskich jakimi są Piotry, to to co wyczyniała nasza rodaczka z Rymanowa przekracza ludzkie pojecie. Jej moc jest tam w górze niesamowita. W późniejszej rozmowie z Piotrami na osobności Hamor stwierdza, że jeszcze takiej mocnej kobiety to nie widział, wspinał się nawet z Gerlinde Kartenbruer ale nawet i ta jej siłą ustępuje. Tam powyżej 5,6,7 tysięcy gdzie inni musza iść po 50,20,10 kroków i odpoczywać łapiąc oddech, ona potrafi iść w pełnym obciążeniu przez pół godziny i nawet nie zająknąć. Potencjał który drzemie w tej dziewczynie z Bieszczad mógłby wprowadzić ja do panteonu najlepszych alpinistek w historii himalaizmu. A wracając do torowania, to teraz zrozumiałem cale tą dyskusje o uczciwości w górach, jak wielką prace wkładają w górze pierwsi którzy przecierają drogi, zakładają poręczówki, jak dużą harówkę wykonują teamy wspierające, odwalające czarna robotę a inni tylko jak na spacerku zbierają laury wchodząc po udeptanej ścieżce do góry. Zaciskam zęby prąc za nimi do przodu wspierając się starą maksymą że “najtwardsze charaktery kształtują oceany, pola bitew i górskie szczyty”. O 15 dochodzimy do miejsca gdzie wykopiemy platformy pod namioty w Camp I. Usadowimy się pod serakiem co później okazuje się zbawienne bo w nocy kiedy pada śnieg jesteśmy osłonięci i nie trzeba odkopywać namiotów. Następnego dnia w celu lepszej aklimatyzacji zostajemy w jedynce. Dochodzi do nas na górę ekipa TOPR-u i Turek Tunch i jest dość wesoło . Po dość śnieżnej nocy Justyna postanawia wraz z Piotrami iść na 6800m i założyć obóz II a reszta “regulaminowo” schodzi na dół do bazy. Ranek w bazie ok. godziny 9 burzy dramatyczna wiadomość przez radio że Piotrek wpadł podczas schodzenia poniżej obozu I do głębokiej szczeliny lodowej. Wiadomość ta mimo swojej dramatycznej treści mobilizuje nas do natychmiastowej akcji. W drodze do obozu I jest już od rana 5 – osobowa grupa, 3 TOPR-owców : Maciek, Roman i Tomek, Sherpa Lakma i trekers Jarek. Pierwsza trojka biorąc tylko najpotrzebniejsze rzeczy rusza szybciej na “lekko” na miejsce wypadku. My na dole przygotowujemy następny zespól gotowy do wyjścia w górę w razie potrzeby transportu rannego na dół oraz lądowisko dla helikoptera który miałby zabrać Piotra do szpitala. W oczekiwaniu na informacje staramy się w miarę instruować Justynę i Petera co do rodzaju poczynań ratowniczych choć ta dwójka i tak działa automatycznie przy takiego rodzaju akcjach. Po trzech godzinach dociera do nich zespól TOPR-u i pomaga wyciągnąć Piotra ze szczeliny. Niestety za późno, człowiek przebywający w lodowej szczelinie ma szanse na przeżycie tylko przez pierwsza godzinę, później umiera z wychłodzenia. Piotruś i tak trzymał się dzielnie mimo szoku jaki wywołał wstrząs po upadku w 25 metrowa przepaść i walczył o życie przez 3 godziny lecz w chwili wyciągania go na górę organizm był już tak wycieńczony że odpuścił.. Wszyscy jesteśmy w szoku i głębokim smutku po odejściu Piotra, do nikogo nie dociera ta informacja, nikt nie może sobie znaleźć miejsca, dramat który rozegrał się na naszych oczach pustoszy nasze myśli. Na początku sezonu góra zabrała jeszcze dwóch ludzi, mimo pozornej łatwości okazała się tym razem niedostępna i zabójcza.

Dlaczego to robimy? Co pcha nas w te niegościnne i niebezpieczne zakątki naszego globu? Co przyciąga nas w te górskie szczyty gdzie jeden błąd może kosztować nas to co najważniejsze – życie, co każe znosić nam te wszystkie trudy i cierpienia, miesiące wyrzeczeń , treningów, po to tylko żeby choć na trochę znaleźć się tam pod niedostępną ścianą i poczuć ten dreszcz emocji. Co pcha nas w te ostępy gdzie loteria 50 : 50 może sprawić ze nie wrócimy już z powrotem, jak ćmy do ognia tak my w garniemy się w góry, z tą tylko różnicą że my wiemy ze możemy się ostro “poparzyć”. Czy dawka adrenaliny zarezerwowana tylko dla najśmielszych, która pompowana jest do organizmu w powiększonej ilości gdy stajemy oko w oko z niebezpieczeństwem podczas wspinaczki, czy sukces i sława splendoru które spływają na śmiałków którzy zaryzykowali i udało im się zdobyć ten wymarzony szczyt? Czy to wszystko warte jest tej słonej ceny która czasami trzeba zapłacić? Odpowiedz znamy tylko my i jest tylko jedna – tak, warto. Wkraczanie w wysokość jest nieprzewidywalne, nagroda jest uzależniające piękno i doznania dostępne nielicznym. Ludzie wchodzą w góry nie po to żeby umierać lecz żeby żyć jeszcze bardziej intensywnie, jesteśmy zachłanni jak nikt inny na życie…
Pamięci wielkiego himalaisty i wspaniałego przyjaciela Piotra Morawskiego – przyjaciele z pod Dhaulagiri.



Zdjęcia

NEPAL / Himalaje / Dhaulagiri / Polish Dhaulagiri nExpedition 2009NEPAL / Himalaje / Dhaulagiri / Polish Dhaulagiri nExpedition 2009NEPAL / Himalaje / Dhaulagiri / Polish Dhaulagiri nExpedition 2009NEPAL / Himalaje / Dhaulagiri / Polish Dhaulagiri nExpedition 2009

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl