Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Zdobycie Huascaran Sur 6768m, najwyższej góry Peru > PERU


szkot szkot relacje z podróży

Zdjęcie PERU / brak / Huascaran / wspinaczka na HuascaranRelacja z udanej wyprawy w 2007 roku. Bez przewodników i tragarzy, w ciągu 4 dni zdobyliśmy najwyższą tropikalną górę świata

Zdobycie Huascaran Sur miało być ukoronowaniem 2 miesięcznego pobytu w Peru. Jego potężne lodowce wznoszą się wysoko ponad wszystkie inne góry w masywie Cordillera Blanca. Na wyprawę przygotowałem się ze Stefanem z Niemiec oraz Janet z Peru. Janet chciała dojść tylko do Obozu 1 na wysokości 5200m. Zakupiliśmy prowiant, wypożyczyliśmy sprzęt i wcześnie rano pojechaliśmy do wioski Musho. Tam wynajęliśmy 2 osły, na które poganiacz, zwany arriero, zapakował nasze ciężkie plecaki. Ruszyliśmy w stronę Huascaran, piętrzącym się wysoko ponad nami, jako biała, błyszcząca masa lodu. Zakurzona ścieżka prowadziła przez las eukaliptusów a następnie trawiaste wzgórza aż do Base Camp. Tam kończyła się ścieżka i kontrakt naszego arriero.Wzięliśmy plecaki na plecy i zaczęliśmy wspinaczkę po skałach. Mój plecak, ważący 35kg, był szczególnie ciężki. Po 3 godzinach dotarliśmy do schroniska "Don Bosquo Huascaran" na wysokości 4670m. Rozbiliśmy namioty w pobliżu i objadaliśmy się słodyczami. Mieliśmy wspaniały widok na dolinę i góry Cordillera Negra po jej drugiej stronie. Tam właśnie zniknęło czerwone słońce, malując niebo całą gamą ciepłych kolorów. Już się ściemniało kiedy kończyliśmy gotować to co zwykle się gotuje w górach - makaron. Zrobiło się zimno, ale nie zamieniłbym naszej restauracji "Pod gwieździstym niebem" na żadną inną.

Obóz na lodowcu

Następnego dnia spakowaliśmy plecaki i wyruszyliśmy w stronę bliskiego już lodowca. Po pół godziny czasami stromych skał byliśmy na miejscu. Ubraliśmy plastikowe buty, raki, cieplejsze kurtki i byliśmy gotowi. Z czekanami w ręku, zaczęliśmy mozolną wspinaczkę do Obozu 1. Huascaran wydawał się tak blisko, ale to tylko złudzenie. Po prostu jest tak ogromny, ze wydaje się być w zasięgu ręki. Mocne, tropikalne słońce odbija się od śniegu i pali twarz, a lodowiec wydaje się nie mieć końca. Za każdym wzgórzem pojawia się następne, a cel w ogóle się nie zbliża. Jednak po 4 godzinach w końcu dotarliśmy do Obozu 1 na wysokości 5200m. Było tam już sporo namiotów ekspedycji niemieckiej, która liczyła 13 osób plus tragarze i przewodnicy. Mieliśmy przed sobą 8 godzin odpoczynku i postanowiliśmy w pełni go wykorzystać.

Wspinaczka na szczyt

O 10 w nocy byliśmy już ubrani, przepasani liną i gotowi do ataku. Księżyc oświetlał wyraźną ścieżkę prowadzącą w górę lodowca. Ruszyliśmy. Pierwszą przeszkodą była ogromna szczelina w lodowcu, z bryłą lodu zakleszczoną pomiędzy jej pionowymi ścianami. Ubezpieczając się, powoli, ostrożnie, przedostaliśmy się na drugą stronę. Ścieżka dalej pięła się w górę wśród potężnych seraków groźnie wiszących po obu stronach rynny zwanej "Candeletta". Wyszliśmy w końcu na bardziej płaski teren i skręciliśmy w lewo, w stronę Obozu 2. W pewnym momencie usłyszeliśmy zbliżający się huk. Stanęliśmy jak wryci rozglądając się, ale w ciemności nie było widać żadnej lawiny. Po kilkunastu sekundach nastała cisza. Ruszyliśmy dalej.

Ciągle jeszcze było mi ciepło, ale zaczął wiać wiatr i ubrałem ostatnią już kurtkę i spodnie. Kiedy doszliśmy do Obozu 2 pomiędzy Huascaran Sur i sąsiednim, niższym Huascaran Norte, byliśmy już zmęczeni i zmarznięci. Stefan zobaczył sylwetki kilku namiotów w dole, i zeszliśmy tam poszukać schronienia. Jednak kiedy się zbliżyliśmy, namioty okazały się wielkimi bryłami lodu. Próbowaliśmy schować się przed wiatrem za tą największą, ale bez skutku. Jedynym sposobem było kontynuowanie wspinaczki, inaczej kilkunastostopniowy mróz i wiatr wyziębiają organizm w mgnieniu oka.

Szliśmy więc dalej, czasami bardziej a czasami mniej stromą ścieżką wydeptaną na śniegu. Przeskoczyliśmy szczelinę i mieliśmy przed sobą 20-sto metrową, stromą rynnę. Wspięliśmy się na jej szczyt i dalej w lewo po prawie równie stromym lodzie. Przełożyłem linę na drugą stronę i zrobiło się ciemno... Z rozpaczliwą bezsilnością patrzałem jak moja latarka, strącona liną z głowy, spadała w dół... Stoczyła się do rynny i gdzieś dalej w głębię szczeliny. Na szczęście niebo już się robiło jasne na wschodzie, więc kontynuowaliśmy. Powoli pięliśmy się w górę, kiedy pierwsze promienie długo oczekiwanego słońca oświetliły białe ściany sąsiednich gór. Najpierw na czerwono, potem na pomarańczowo, aby w końcu przywrócić im zwykłą biel.

My jednak wspinaliśmy się po stronie północnej i długo jeszcze nie mieliśmy poczuć ciepłych promieni naszej życiodajnej gwiazdy. Plecak ciążył coraz bardziej i zastanawiałem się, czy w ogóle damy radę dotrzeć na szczyt. Szliśmy powoli, odpoczywając co 10 kroków, wycieńczeni bezsennością i wielogodzinnym marszem. W takim tempie cel wyprawy pozostawał bardzo daleki. W miarę upływu godzin, mój wysokościomierz powoli zaczął pokazywać pożądane cyferki. Dochodziła godzina 11 kiedy weszliśmy na szczyt kolejnego wzgórza. Było płasko i słonecznie. I wtedy uświadomiłem sobie że, jak okiem sięgnąć, wszystko dookoła znajdowało się poniżej. Byliśmy na szczycie!!! 6768m! Przepiękny widok rozpościerał się na wszystkie bardziej i mniej znane ośnieżone szczyty Cordillera Blanca.

Powrót

Po krótkim odpoczynku czas na zdjęcia i radość z osiągniętego celu. Ale jeszcze mieliśmy wiele przed sobą. Zaczęliśmy zejście do Obozu 2, mijając imponujące ściany lodu, na które nie zwracałem wcześniej uwagi. Postanowiłem zejść do szczeliny gdzie prawdopodobnie dogorywała moja bezcenna latarka. Umocowałem linę i zszedłem w dół, przeszukując dostępne miejsca. Bez skutku. Wiedziałem, że nie ma szans, ale musiałem spróbować. Minęliśmy Obóz 2, pełen namiotów niemieckiej ekspedycji. Zeszliśmy w dół pośród seraków Candaletty a zachodzące słońce właśnie rzucało ostatnie, czerwone promienie. Już się ściemniało kiedy dotarliśmy do namiotów. Po dwudziestu godzinach byliśmy po prostu wykończeni.

Następnego dnia zwinęliśmy namioty, zeszliśmy do schroniska i dalej w dół krętą ścieżką aż do Musho. Tego dnia rozpoczęliśmy na lodowcu, następnie poprzez skały i kamienie, trawiaste wzgórza i w końcu las, zeszliśmy do doliny gdzie pola uprawne i ich właściciele, tzw. campesinos, prażą się w słońcu. Tego samego dnia wróciliśmy do Huaraz, gdzie jak zwykle, najwyższym priorytetem był prysznic, a następnie porządna kolacja.

Zdjęcia

PERU / brak / Huascaran / wspinaczka na HuascaranPERU / brak / Huascaran / w drodze na HuascaranPERU / brak / Huascaran / powrót z HuascaranPERU / brak / Huascaran / Na szczycie Huascaran 6768mPERU / brak / Pisco 5752m / Huascaran, najwyższa góra Peru

Dodane komentarze

[konto usuniete] dołączył
06.07.2011

[konto usuniete] 2011-07-12 06:30:42

gratulacje , piękna góra zdobyta...

hightravel dołączył
24.03.2008

hightravel 2009-10-03 19:33:40

swietne sprawozdanie z wyprawy - dzieki !

izabella dołączył
10.09.2004

izabella 2009-07-27 17:44:12

Gratuluje!!!!!! Tym bardziej ze ta gora potrafi pokazac pazury!!!!

Przydatne adresy

tytuł licznik ocena uwagi
Góry Podróże Fotografia 613 Polski podróżnik, fotografik i alpinista Mariusz Lewicki przedstawia fantastyczne zdjęcia i relacje z Ameryki Północnej, Centralnej i Południowej, a także niektórych krajów Europy

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl