| |
Streszczenie:
|
|
Jedna z propozycji objazdu wysuniętego najbardziej na południe regionu Algarve. O tym co przypomina Wrocław w oddalonym o 3500 km miejscu, o Maurach, portugalskich pomarańczach, końcu świata i skałach wystających z dna oceanu.
|
Treść:
Moją krótką eskapadę po leżącym najbardziej na południe regionie Portugalii - Algarve - odbyłam 13 lipca 2010 roku. Około godziny 8.00 opuściłam hotel w Cabanas i udałam się do Sives. Najpierw miałam okazję zobaczyć targ, który bardzo przypomina wrocławską Halę Targową, z drobnymi różnicami jeśli chodzi o towary - takiego stoiska rybnego w Hali Targowej nie znajdziemy.
Następnie przeszłam się po Sives krocząc pod górę stromymi uliczkami. W końcu stanęłam przed twierdzą pozostałą tu jeszcze po Maurach. Można przejść się tu i z murów popodziwiać panoramę miasta i okolicznych wzgórz czy wejść do byłych zbiorników na wodę. Dla posiadaczy karty EURO<26 wstęp jest bezpłatny, co jest dodatkowym plusem.
Po wyjściu z twierdzy udałam się do sklepu korkowego. Portugalczycy potrafią zrobić z korka dosłownie wszystko, o czym świadczą dostępne w sprzedaży buty, torby czy pocztówki. Ich słynny korek jest używany także do najlepszych francuskich szampanów.
Wizytę w Sives uwieńczyła wizyta w kawiarni, gdzie wypiłam sok ze świeżych pomarańczy. Te portugalskie nie prezentują się zbyt dobrze wizualnie, ale mają niezwykle słodki smak.
Następnie czekała mnie wizyta na Przylądku św. Wincentego.Przez długie lata uznawano go za koniec świata (ten rym to przypadkowo ;). Składano tam ofiary, a po zmroku żaden śmiertelnik nie mógł tam przebywać, gdyż przylądek ten uznawano za miejsce spotkań bogów. Św. Wincent powitał mnie mocnym wiatrem i zachmurzeniem, co jednak zrekompensowały piękne widoki klifów. Latarnia także prezentuje się bardzo dobrze. Na straganach można kupić wyroby z wełny i pyszne bakalie.
W końcu nastał czas na wizytę w Lagos. Jest to miasto nastawione na turystów, więc mało w nim prawdziwej Portugalii. Warto jednak zatrzymać się na obiad, np. na pysznego grillowanego miecznika.
Po wizycie w mieście zawitałam nad ocean, gdzie za opłatą 10 euro zostałam przewieziona łódką pomiędzy uroczymi skałami znajdującymi się w pobliżu Lagos. "Przewodnik" pokazywał skały i mieszaniną różnych języków tłumaczył co przedstawiają. Później został tylko czas na zjedzenie lodów i kilkugodzinny powrót do Cabanas. W jeden dzień przejechałam z jednego na drugi koniec Algarve, wieczorem pochodziłam jeszcze po miasteczku w którym był mój hotel. Ta mała miejscowość chyba najmniej została odmieniona przez turystykę, ale nawet tu jej wpływy dobrze widać.
Podsumowanie:
Czy zwiedziłam najważniejsze atrakcje Algarve? Tak. Czy poczułam ducha Portugalii? W małym stopniu. Wyżej wymienionych miejsc nie wolno pominąć w czasie zwiedzania, ale myślę, że warto także odwiedzić miejsca w których teoretycznie nic do zobaczenia nie ma. Może tam uda się komuś znaleźć tą właściwą Portugalię?
Zdjęcia:
Przydatne adresy:
| Brak adresów do wyświetlenia. |
Inne materiały:
Komentarze:
Komentarze mogą być dodawane przez zarejestrowanych użytkowników.
|