Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Cud Atlantyku. Ach te kanary! .... cz.2 > HISZPANIA


filnec filnec relacje z podróży

Zdjęcie HISZPANIA / La Gomera / Hermigua / Barranco na La GomeraLa gomera to druga najmniejsza wyspa kanarków

La gomera to druga najmniejsza wyspa kanarków i podobnie jak na poprzedniczce znajdują się dwie strefy wpływów klimatycznych: północna bardziej wilgotna i zalesiona, południowa sucha, jałowa. Jak i na tamtej, tak i tu znajduje sie w jej centrum wgłębienie, tyle że tu nie jest to taki typowy krater ale chroniony przez UNESCO las laurowy będący niemal cały czas w objęciach mrzwaki, mgły. Daje to efekt tajemniczości i sprawia wrażenie trudnodostępnego miejsca. Na obu wyspach drogi są w zaskakująco dobrym stanie zwłaszcza biorąc po uwagę znikomą ilość stałych mieszkańców (odpowiednio: 86 , 22 tys) oraz turystów. Na tej małej wysepce ilość miejsc noclegowych nie przekracza 5tyś co sprawia że jest ona jeszcze bardziej nastawiona na indywidualnego turystę. Brak tu rozrywek jak duze hotele z basenami , kasyn, barów, dyskotek. Zamiast tego co jakiś czas w napotkanej wiosce można się natknąć na niewielkie domki których architektura nie odbiega od miejscowych wytycznych, gdzie można wynająć u gospodarza miejsce za parę euro. Wszystko jest tutaj lokalne w tym supermarkety i noclegownie. Kożystając z wyszukiwarek można tu znaleźć jeden z wielu domków do wynajęcia. Ceny są raczej niskie , niższe niż w kontynentalnej hiszpani. Cena benzyny to 3PLN za litr, za posiłek w jednej z wiosek nad morzem można zapłacić 5-7 euro. Jak widać mieszkańcy nie do końca są nastawieni na turystyczny rozwój swej wyspy, w każdym bądź razie nie jest to ich główneźródło dochodu. Można ulec wrażeniu że lubią pielęgnować swoją miejscową kulturę, nienaruszony mały byt. Hermigua jest przykładem charakterystycznej małej wioski w wąwozie baranco, gdzie wzdłuż głównej drogi rozmieszczone są ważniejsze budynki w tym domy turysty. Jak na cywilizowane miejsce przypadło jest tu bank, boisko piłkarskie, kościół, apteka, 2 supermarkety ... i hurtownia bananów. Ciągnąca się aż do oceanu wioska jest wciśnięta między ciągnące się szczyty/wyżyny będące pozostałością erupcji wulkanicznych, co jest właściwie cechą wszystkich opisywanych tu wysp. Gdy wynajęliśmy fiata punto stało się jesne że na tej 20 kilometrowej wyspie nie będzie szybkiego docierania do celów, zamiast tego zygzakowa, niebezpieczna trasa (roboty drogowe mające na celu poprawę bezpieczeństwa w dodatku nas spowalniały. Pogoda na tej wyspie zdecydowanie lepsza niż na La Palmie, o wiele cieplej, bezchmurnie, jednym słowem idealnie by pojechać na czarną plaże. W miejscowości Hermigua była plaża (poza nią nieopodal znajduje się spotkany wcześniej basen z wodą morską, ten był ciekawszy od tego z La Palmy), jednak tak nieatrakcyjna że postanowiliśmy jechać na zachodni przylądek aż do Valle Gran Rey. Słońce spalało nas przez szyby gdy docieraliśmy wąskim suchym wąwozem do celu (ta okolica różniła się od zielonej Hermiguy); zatrzymaliśmy się przy nieczynnej restauracji, skąd roztaczał się widok na cały wąwóz. Po chwili udaliśmy się w dalszą drogę, prosto w dół do plaży i gęściej zaludnionej i zabudowanej części. Przez parę godzin m.in dzięki ciepłym i wysokim falom można było mieć sporo frajdy. Kolejnym celem był park Garajonay. Zajmuje on większą część wyspy i trudno do niego nie zajrzeć lub o niego się otrzeć jadąc w dowolnym kierunku. Jadąc właśnie w jego serce dostrzegliśmy znaki kierujące do pozostałości plemion Guanczów zastanych tu w XV wieku przez rozpędzających swą potęgę Hiszpanów. Część z tych wyspiarzy podobno ma krew tych zamierzchłych mieszkańców wyspy; zwłaszcza na La Gomerze jest to tak silnie widoczne. Język będący mieszanką hiszpańskiego i guanczańskiego, nieco inne rysy twarzy. To miejsce, jedno z niewielu musiało zatrzymać się w czasie; mieszkańcy muszą czuć się dumni że ich przodkowie mieszkali tu na długo przed przybyciem Hiszpanów. Zanurzając się powolutku w mglistą częśc lasu laurowego, króry w zasadzie jest tym chronionym lasem patrzyliśmy na mapę w celu znalezienia odpowiednio krótkiej trasy spacerowej; jest ich bardzo dużo.Gdybyśmy zbłądzili lub nie dotarli do auta przed zmrokiem nie było by niebezpieczeństw z niczyjej strony, najwyżej jakiś większy ciekawy gryzoń mógłby się podkraść. Zależało nam też na tym by znaleźć trasę – pętlę by nie chodzić 2 razy tą samą w drodze powrotnej. Ta którą wybraliśmy trwała około 3 godzin i udało się dotrzec do Apartamentos Talares w Hermigule przed godziną dziewiątą. Przez następne dni jeździliśmy po wyspie starając sie ogarnąć najciekawsze punkty na wyspie, w tym najwyższy szczyt Garajonay o wysokosci 1487m, z mniej ciekawego południa wybraliśmy jedynie miejscowość Playa de Santiago, w drodze do minęliśmy najstarsze (jak mówią na wyspach) drzewo – smoczą dracenę, liczące 1000 lat; dla Guanczów miały one poność właściwości magiczne’ teraz jednak są pod ochroną i oddziela je barierka. Na południowym krańcu laurowego lasu ściany tego dziwnego krateru mają formę zaokrąglonych strzelistych skał. Stąd roztaczaja się piękne widoki i warto wejść na choć jedna z tych skał. Po 5 dniach i przejechaniu niemal wszystkich dróg na wyspie, 3 wycieczkach pieszych głownie na terenach parku lub jego obrzeżach musieliśmy pożegnać się z tym etapem podróży i udać się na najbardziej zaludnioną, bo 1,5 milionową Teneryfę. Poranny prom czekał na przystani, włascicielka auta zgodziła sie na to byśmy zaparkowałi je właśnie tam, mieliśmy więc dodatkowo możliwość zwiedzenia głównego miasta na tej wyspie. Bez pośpiechu i z zaciekawieniem towarzyszącym podczas wyjazdu na wakacje wsiedliśmy na prom na finałową wyspę. Rejs trwał tylko 1,5 godziny; obok nas śmignął wodolot ... albo jak można nazwać taki pojazd wodny płynący z prędkością do 50 węzłów. Później na przystani okazało sie że pan Olsen (duńczyk pomyślałem), który jest właścicielem wielu hoteli na wyspie dysponuje kilkoma takimi statkami będących jedyną konkurencją dla głównego armatora archipelagu Armas (posiadają chyba 7 dużych promów kursujących między wszystkimi wyspami do kilku razy na dzień, docierają również do Zachodniej afryki), do tego drogą konkurencją bo za szybszy kurs między La Gomerą a Teneryfą płaciło się proporcjonalną do szybkości cenę. Płynąc prosto w kierunku Teneryfy można boło porównać obie wyspy, La Gomera niknęła we mgle, wyłąniając się w końcu w całej postaci; na Teneryfie tym razem dobrze było widać Los Gigantes, czyli 600metrowe klify, cały szczyt Teide ... jak również kilka miasteczek portowych jak Playa de Fanabe i Playa de las Americas gdzie mieliśmy zacumować i który jest 2 największym portem tej wyspy zaraz po Santa Cruz de Tenerife. Teoretycznie mogliśmy wybrać inny scenariusz a mianowicie, prosto z lotniska pojechać na pobliski port oraz zacząć od La Gomery. Mozliwości techniczne okazały się jednak bardziej sprzyjające obranemu przez nas planowi, cena, czasy ... stopniowanie przyjemności (Gomera miała być nagrodą, natomiast Teneryfa na koniec ułatwieniem przy locie powrotnym o 6 rano). Gdy statek zwalniał pogoda była piękna, wiatry na morzu były już tłumione przez góry i zabudowania. Ze statku można było zobaczyć nagie tłumy opalajace się w tej trzeciej lub czwartej największej miejscowości masowej turystyki na wyspie.
Teneryfa. Był dopiero poczatek dnia, więc mogliśmy bestresowo postanowić jaki środek transportu zabierze nas do apartamentu atlantis w miejscowości Callao Salvaje ze 30 km od portu; padło na najtańszą ale i bardzo sprawnie funkcjonującą formę przejazdów – autobus (firma zwie sie Titsa). Jedyną niewygodą była konieczność dojścia do przystanhu (Hubu) z tobołkami, 2 km w pełnym słońcu to niewiele, trzeba było sie cieszyć. .. wakacje, niestety ostatnie. Około 45 oglądania widoków przez okna autobusu i dotarliśmy do celu. Od przystanku jeszcze 200 m do tego jak się okazało duńskiego hotelu, z duńskim właścicielem, duńską obsługą, kuchnią i wystrojem lobby .. cenami pokojów bardzo niskimi jak na duńskie standardy. W hotelu trzeba było płacić za wszystko 1 euro: pranie, gra w ping ponga, inne automaty do gier, ale na szczęsice ogólnodostępne wifi było gratis. Z pokoju jak w przypadku dwóch poprzednich można było podziwiać ocean; tu również La Gomerę ... i delfiny (2 razy). Dzień pierwszy okazał się bardziej leniwy niż zakładaliśmy, plażowanie (na kamienistej plaży) zamiast aktywnego chodzenia po górach etc, i wszystkie kolejne dni miały być obfite w ciągłe przemieszczanie się z pobytem w hotelu jedynie rankiem i wieczorem. Restauracja przyhotelowa okazała się droga, dlatego obiadowaliśmy sie w pobliskim snackbarze – tu porcja obiadowa z napojem oscylowała wokół 5-7 euro. Także i tutaj nie było drogo dla oszczędnego turysty. Gdyby wakacje planować na hiszpańskim stałym lądzie wydatki były by znacznie większe. Dlatego między innymi kanarki są godne polecenia, krajobrazowo nie odstepuje od innych dalekich koloni europejskich jak np francuska Reunion czy Nowa kaledonia. Luksus może być związany z wynajęciem willi lub jachtu, jednak tutaj wszystkie klasy się o siebie ocierają i brak spacjalnych stref podporządkowanych konkretnej grupie dochodowej . Wszystko więc jest wspólne, z przyrodą i plazami na pierwszym miejscu. Tak jak i wszędzie wakacje można zrobić tak tanie lub tak drogie jak tylko się zechce. Wynajęcie auta (małego oczywiście) kosztowało podobnie jak na 2 poprzednich wyspach – 25 euro; benzyna i tu cholernie tania, aż się prosi o spędzanie całych dni za kółkiem robiąc piękne trasy i lokalne leśne dróżki. Na następne dni zaplanowane były takie właśnie wypady ... już kolejnego dnia wybraliśmy się na całodniowe kółko wokół wyspy biorąc w miarę możliwości drogi wzdłóż oceanu. Zaczęliśmy od ciekawie wyglądającej wioski (bo cała znajduje się na zboczu bodajrze najbardziej wysuniętego na północ barranco wyspy) o tajemniczej nazwie Masca; ciekawe jest że jeszcze całkiem niedawno nie było tu drogi i wszystko było wożone na osiołkach; został męczennik w końcu symbolem wioski i wszystko z osiołkiem można kupić w sklepiku z pamiątkami. Widok był niesamowity ale następny punkt program jest można powiedzieć koniecznością każdego turysty, ostre i wysokie gigantyczne skały Los Gigantes. Dotarcie tam może być niekiedy niemożliwe ponieważ tunel w skale bywa zamykany na czas sztormów czy mgły. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć poza La Gomerą i klifami wyspę La Palma. Oddalając sie na wschód trafialiśmy na gęsta zabudowę towarzyszacą aż do załamania głównej drogi przy miejscowości Tejina, w drodze do wartymi zwiedzenia (lub choć zatrzymania się tam na chwilę) są miejscowosci La Orotava, Los Vinos. Do Puerto de la Cruz, niezbyt ciekawego miasta hotelowego raczej nie warto się zadzierać. Można utknąć w korku, lepiej śmignąć autostradą do Tacoronte i dalej pojechać spokojnie drogą szybkiego ruchu. Jazda wzdłuż północnego wybrzeża muszę powiedzieć nie była tak ciekawa jak na zachodzie. Była przede wszystkim dużo bardziej płaska i jak już wspomniałem trudno dostrzec krajobraz wyzbyty zabudowań. Tak pędząc na zachód w kierunku miejscowości Chamorga (tutaj droga sie kończy i dalej można przejść pieszo, aż do samego wiezchołka wyspy), mijaliśmy z małym postojem zabytkowe miasto La Laguna by wznieść się po chwili na sam grzbiet Anaga z lasem chyba o tej samej nazwie. Zaletą tej trasy jest to że raz co jakiś czas otrzymujemy widok na północny i południowy brzeg. Te pozbawione cywilizacji urwiska/skarpy kończą sie na walących w brzeg falach, wystepuje tu wyraźna granica między porośniętą a suchą częścią; naturalnie wyżej położona część jest zieleńsza. Dotarłszy do w/w miejsca po zostawieni auta w Chamorga była godzina 15 i przed nami odnalezienie ciekawszych miejsc na południowym brzegu wyspy. Udaliśmy się więc zpowrotem na zachód południowym brzegiem, najpierw jazda kilkaset metrów w dół – przez zawiłą drogę i wśród pięknych widoków) niemal nad samą plażę – największą sztucznie stworzoną plażę na wyspach (tysiące ton żółtego piasku dowieziono z fuertaventury lub prosto z afryki. Jest to chyba też największa plaża wogóle na tej wysepce. Po godzinie na gęstozaludnionym piasku mieliśmy dosyć i pojechaliśmy do stolicy Santa Cruz. Pierwsze co można zobaczyć jest port i część rafineryjna, następnie piękna opera tego samego architekta – Santiago Calatravy - który zaprojektował Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasteczko sztuki i nauki) w Walencji. Piękny styl (lekkość żagli, kolor ptactwa morskiego) i pasujące do niego miejsce – ocean lub tuż nad. Okolica opery jest ciekawa i może warto zostawić tu auto m.in ze względu na brak konieczności opłat. Tuż niedaleko stare miasto, nowoczesna zabudowa, budynki publiczne, dworzec autobusowy, centrum handlowe... trochę dalej piękny park Garcia Sanabria. Po paru godzinach trzab było wracać, basen hotelowy dawał mozliwość zregenerowania sił na kolejne dni. Supermarket był po drodze ... i dobrze że była kuchnia w pokoju. Wejście na Teide nie może się obejść bez rezerwacji w punkcie informacyjnym w stolicy. Jest też ograniczona ilość „pozwoleń”, pozatym nie wszyscy chcieliśmy sie wdrapywać na ten 3700 metrowy szczyt. Plan na ostatni dzień był mniej więcej taki. Wcześniej jednak chcieliśmy zwiedzić słynny na wyspie wąwóz Baranco del infierno. Mimo iż nie było ich (wąwozów)zbyt wielu na Teneryfie , np w porównaniu z La Gomerą ten był specjalny, i prowadziła ta trasa do jego początku, a w zasadzie do wodospadu skąd już nie było już jak iść, 3 kilometrowa ścieżka (dużo bardziej oblegana niż przyzwyczajenia z ostatnich dni). Zaczynając na wysokości około 500 metrów w miejscowosci Adaje mieliśmy trochę szczęścia że nas wpuszczono. Dzienny limit wynosił 200 osób które chyba mijaliśmy idąc tą trasą. Dlatego może warto było wstać nieco wcześniej i nie liczyć na szczęscie. Stamtąd pojechaliśmy na płaskowyż (2000 m. Npm) będący podnóżem Pico de Teide. Krajobraz przypominający słynne kaniony w ameryce był wyschnięty, twory skalne co jakiś czas urozmaicały czas w czasie długiej i prostej drogi. To zagłębienie w ziemii ktore ze wzgędu na sam wygląd można uznać za obszar chroniący sam szczyt stanowi bez wątpienia bardzo osobliwy kawałek wyspy. Bez docierających tu chmur można zawsze liczyć na dobrą pogodę, kilkadziesiąt kilometrów dalej na wchód roztacza się juz krajobraz podobny do tego z grzbietu Anaga, a więc lasy w głównej mierze iglaste, droga na krawędzi. Wracając spowrotem do hotelu minęliśmy kilka nie robiących większego wrażenia mieścinek, pojedyńcze domy, kościółki. Nie dodaja one nic do naturalnego krajobrazu jedynie go szpecąc. Ostatni dzień był spokojny, części z nas nie udało się wejść na sam szczyt, dotarłszy na wysokość 2900 metrów byliśmy zmuszeni wracać gdyż dzień kończył się szybciej niż planowaliśmy. Auto na parkingu, jak i poczatek kolejki linowej zabierających chętnych na wysokość 3500 metrów znajdowały sie na 2000 npm. Wulkan nie został tym razem zdobyty ale ilość wrażeń zdołało przyćmić ten mało istotny fakt. Zachód słońca umilał jazdę w drodze powrotnej do hotelu. Ostatniego dnia jeszcze raz ujrzymy tą największa górę Hiszpani z powietrza.
Ten archipelag odwiedzany jak się uważa przez starożytnych greków i rzymian zwany był kiedyś wyspami szczęśliwymi, na wiele stuleci stracił kontakt z europą by na początku 14 wielu zostać odkrytym ponownie i brutalnie zawładniętym (Guanczowie długo walczyli o swe dziedzictwo a ostatnia padła w 1490 Teneryfa). Kanarki zawdzięczają wyspą swoją nazwę a banany są głównym towarem eksportowym. Turystyka jest jednak głównym motorem rozwoju i trwa nieprzerwanie od połowy lat 70tych gdy po śmierci Franco król rozpoczął proces demokratyzacj i wspomógł turystykę. Jest tu miejsce na wiele wypraw, by odkryć całe bogacwo natury i dziedzictwo kulturowe potrzeba paru na to lat. Mimo załamania ekonomicznego, również w turystyce (gdzie anglicy stanowią większą część przybyszy) miaszkańcą udaje się pozytywnie patrzeć w przyszłość i nie tracić pogody ducha. Może winna jest największa zaleta tego kawałka ziemii, stale grzejące słońce i stabilna sytuacja polityczna. Czy to wystarczy?, jak widać nie wszędzie . Wszak nie jest to społeczność samowystarczalna. Tak czy inaczej przyrost turystyki jest nieunikniony a wyspy jak La Palma i La Gomera i tak dostana swoje w formie lepszej infrastruktury i zasiłków ze skarbu państwa bez zmuszania się do rozwoju bazy noclegowej etc.

Koniec wakacji jest zawsze jest taki sam, zaczynają kiełkowac plany na kolejne.

Zdjęcia

HISZPANIA / La Gomera / Hermigua / Barranco na La GomeraHISZPANIA / La Gomera / Agulo / Basen ze słoną wodąHISZPANIA / Teneryfa / Santa Cruz / Czysta forma - Auditorio de TenerifeHISZPANIA / Teneryfa / Teide (2100m.np.m) / Droga ku górzeHISZPANIA / La Gomera / Środek wyspy / GarajonayHISZPANIA / Teneryfa / wschodnia Teneryfa / Groźne zbocze HISZPANIA / La Gomera / Hermigua / HermiguaHISZPANIA / La Gomera / Hermigua / Hermigua - widok ze szczytuHISZPANIA / La Gomera / Hermigua / Hermigua centrumHISZPANIA / La Gomera / La Gomera / La Gomera - strome zboczeHISZPANIA / Teneryfa / Masca / MascaHISZPANIA / Teneryfa / Barranco Del Infierno / Mostek na trasie Barranco Del InfiernoHISZPANIA / La Gomera / La Gomera / Skalisty brzeg na La GomerzeHISZPANIA / Teneryfa / Teneryfa / Teide w oddali HISZPANIA / Teneryfa / Teneryfa / Wewnątrz przełęczy Barranco del InfoernoHISZPANIA / Teneryfa / Teneryfa / Widok na północne wybrzeże TeneryfyHISZPANIA / Tenerife / Teneryfa wschodnia / Wschodnia czesc Teneryfy

Dodane komentarze

edinburgh30 dołączył
17.08.2012

edinburgh30 2013-01-08 17:39:42

polecam też relację z Teneryfy - tutaj: http://wirtualnemapy.pl/artykuly/73/teneryfa-dla-pocz%C4%85tkuj%C4%85cych/ Teneryfa

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl