Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

tytul:

2010 - Rumunia druga wyprawa > RUMUNIA

autor:Marek 65
Podziel się!


Streszczenie:

Zdjęcie RUMUNIA / Maramuresz  / Budesti / 707-18,   Niedziela 1 Relacja z 3 tygodniowego pobytu: wioski i cerkwie Maramureszu, z plecakiem w góry Rodnei, monastry Bukowiny, wioski i kościoły warowne Transylwanii, droga Transalpina oraz góry Aupenii.

W przypadku pytań służymy radą i pomocą.




Treść:

Opis poniższy ma stanowić zwięzłe informacje dla osób chcących zwiedzić Rumunię.

Charakter naszych wypraw zawsze opiera się o zasadę ogólnej improwizacji tzn. przygotowujemy ogólny plan rejonów które chcemy zwiedzić a potem jak nam się podoba dane miejsce to zostajemy a jak nie to jedziemy dalej.

- Środek transportu: samochód osobowy Skoda Octavia 1,9 TDI.
- Nawigacja: mapa samochodowa Rumuni 1:250 000, mapa turystyczna gór Muntii Rodnei 1:50 000 i Muntii
Bihor 1:60 000 oraz przewodniki, rozmówki polsko-rumuńskie.
- Noclegi: lubimy pokoje z dużym łożem i łazienką ... , najniższy standard to własny namiot.
- Wyżywienie: jak jest możliwość to obiad w restauracji, śniadania i kolacje we własnym zakresie.
- Co zabieramy ze sobą: sprzęt trekkingowy i kempingowy zapewniający niezależność od cywilizacji.
- Termin wyjazdu: połowa sierpnia (staramy się jeździć po wakacjach, ale w tym przypadku musi być wcześniej ponieważ Rumunia to kraj górzysty więc jest chłodniej oraz początek roku szkolnego na Rumuni to 15 wrzesień).
- Zwiedzanie - w miarę możliwości czasowych wszystko co nas zaciekawi lub polecą miejscowi,
- Koszt: liczony po powrocie, kosztuje tyle ile się wyda.


W tym roku razem z żoną postanowiliśmy pojechać w zaległą podróż po Rumuni – Maramuresz, Bukowina, Transylwania i trochę z plecakiem w rejony górskie. Z uwagi ,że planowana trasa pokrywa się z naszą poprzednią wyprawą będziemy starali się omijać odwiedzone wcześniej tereny – by nie wracać w znane miejsca.


Dzień 1 20-08-2010 /piątek - 520 km czas przejazdu ok. 7godz. pogoda: słońce
Dzisiaj rozpoczynamy przejazd, wyjeżdżamy o 13:15, odcinak Zgorzelec - Kraków pokonujemy szybko i bez problemów, natomiast wybór jady autostradą A4 do Szarowa to totalna porażka ... korek 10km przed zjazdem z autostrady, wleczemy się 2,5 godz. czekając na okazję zjazdu na południe, (pozdrawiamy osoby odpowiedzialne za organizację „BEZRUCHU DROGOWEGO”) bo korek ciągnie się do Bochni. W miejscowości Łapczyca skręcamy na drogę Nr.967 by po paru kilometrach skręcić w lewo na boczne drogi, jedziemy przez Gierczyce – Zawada – Nowy Wiśnicz – Lipnica Murowana – Czchów - Nowy Sącz - Stary Sącz. Zaczynamy rozglądać się za noclegiem - ok. 21:00 w miejscowości Rytro w Pensjonacie Janina wynajmujemy pokój 2-osobowy z łazienką za 80,00zł./noc, śniadanie jest o 8:00 za 15,00zł./os. nie bierzemy bo chcemy wcześni wyjechać.

* koszt przejazdu A4 Katowice – Kraków opłata 2x 8zł. = 16zł.
* 1 Euro = 4,15zł, 1 korona czeska = 0,1630 zł., 1 forint węgierski = 0,0170 zł.


Dzień 2 21-08-2010 /sobota - 480 km czas przejazdu 12godz. pogoda: słońce
Rytro - Stara Lubowna – Presov – Budimir - Koszyce – Tokaj - Nyiregyhaza – Mateszalka - Satu Mare – Baia – Mare - Desesti – Hoteni - Ocna Sugatag ( pensjonat La Ghita)

Wyjazd rano, do granicy pozostało ok.10 km a potem Słowacja, Węgry i Rumuna, drogi poza Polską są znacznie lepsze więc dalsza podróż to będzie przyjemność.

Presov - Koszyce => ten odcinek jest płatny ale równolegle do niego biegnie bardzo dobra alternatywna droga do Budimir a dalej jest bez opłaty do Koszyc i w kierunku granicy węgierskiej.
Tokaj => zwiedzamy miasteczko by trochę odpocząć – przy rzece Tisza można spokojnie zrobić sobie piknik.
przejście graniczne Rumuni => koło Satu Mare, odległość ze Zgorzelca do granicy wynosi 880km.
Satu Mare => zwiedzamy starówkę i podziwiamy pary nowożeńców robiące sobie zdjęcia, ładna starówka
Ocna Sugatag => małe kłopoty ze znalezieniem noclegu pomimo licznej bazy noclegowej brak miejsc, po zachodzie słońca ok.21:00 znajdujemy kwaterę - pensjonat La Ghita za pokój 2-osobowy z dostępem do łazienki płacimy 60lei/dobę, jest również możliwość skorzystania z wyposażonej w sprzęt kuchni i lodówki dla gości, jesteśmy sami, rozmowa tylko po rumuńsku.

*Na Słowacji obowiązuje na autostradach i drogach szybkiego ruchu winietka. W okolicach Budimir lubi stać policja.
*W Rumuni na drogi krajowe obowiązuje ROWINIETA my kupujemy ją na granicy 7 EURO/30dni (można ją również nabyć na stacjach benzynowych).
*W tym samym miejscu dokonujemy wymiany waluty EURO na RONY (lei) po przeliczeniu kurs 1lei = 0.95zł. kurs mało korzystny ale my potrzebujemy gotówki.
*W Rumuni obowiązuje zmiana strefy czasowej +1godz
* Koszt 1 litra oleju napędowego do samochodu kosztuje 4,62lei
* Ogromny skok do przodu wszędzie pełno nowych aut, sklepy sieciowe, w miastach – Europa, mnóstwo nowych domów i dróg asfaltowych – szczególnie te boczne co były gruntowe lub szutrowe, rozbudowała się baza noclegowa. To nie jest już ten sam Maramuresz co przed 3 laty.


Dzień 3 22-08-2010 /niedziela - 120 km pogoda: słońce
Ocna Sugatag - przełęcz Pasul Neteda 1057m - Cavnic - przełęcz Pasul Neteda 1057m – Budesti – Sarbi - Calinesti - Valeni – Barsana - Vodu Izei – Desesti - Mara – Desesti – Hoteni - Ocna Sugatag

Wstajemy przed 8:00 (w Polsce jest 7:00) robimy szybkie śniadanie, pakujemy plecaki i jedziemy zwiedzać Maramuresz. Dziś niedziela mamy szansę zobaczyć mieszkańców regionu w ich regionalnych strojach: mężczyźni chodzą w kamizelkach wełnianych i małych czapeczkach na głowie, kobiety w charakterystycznych białych bluzach z falbanami, puchatymi kloszowanymi i kwiecistymi spódnicami, często z chustą na głowie, starsze babie noszą tenisówki a młode panny i kobiety przeważnie szpilki. Marek mówi, że od tyłu trudno rozróżnić czy młoda czy stara. Między tym folklorem pojawia się styl Europejki. Podziwiamy rumuński rozmach drogowy – jest niedziela a oni pracują jak mrówki, poszerzają drogi, kierują ruchem na zasadzie lizaków. Wszędzie skoszone trawy suszą się w kopcach i luzem. Ludzie bardzo mili i sympatyczni. Chętnie pozdrawiają przejeżdżając obok i odpowiadają na nasze pozdrowienia – wyczuwa się taką eufornię i radość, podobnie było i u nas gdy padał komunizm. Oglądamy piękne rzeźbione drewniane bramy typowe dla tego regionu, ale i tu zmiany. Wśród starych budynków powstaje mnóstwo nowych. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w Polsce lat 90-tych, wszędzie coś się dzieje. powstało mnóstwo nowych pensjonatów i sklepików, przy drogach poustawiano tablice informacyjne o ciekawych miejscach turystycznych.

Cavnic => od dzisiaj rozpoczynamy wypoczynek, najpierw jedziemy na południe, ta droga jak i wiele innych na Maramureszu jest remontowana z pełnym rozmachem i widać postęp prac, nawet dzisiaj wszystko pracuje jak w dzień powszedni, ruchem kierują pracownicy tak więc bez problemów jedziemy dalej przez przełęcz Pasul Neteda 1057m, krajobrazy górskie bardzo ładne tak jak w całej Rumuni.
Cavnic => mało ciekawe miasto, szaro i brudno więc postanawiamy odpuścić sobie dalszą jazdę na południe i wrócić na północ.
Budesti => podziwiamy piękne domostwa, w cerkwi (UNESCO) jest msza i widząc ludzi ubranych w tradycyjne stroje postanawiamy zaczekać na koniec mszy aby zrobić zdjęcia, ludzie chętnie pozują do zdjęć.
Sarbi => zwiedzając wioskę spotykamy bardzo sympatyczną panią która po krótkiej rozmowie częstuje nas ciastem własnego wypieku – pycha.
Calinesti - Valeni => gdzieś pomiędzy tymi osadami rozbijamy się na łące przy drodze by sobie poleżeć i podziwiać widoki, przejeżdżający kierowcy trąbią i pozdrawiają nas widać uśmiech na twarzach,
Barsana => współczesny kompleks klasztorny z 1994 r., Jola kupuje super drewnianą łyżkę u miejscowego rzeźbiarza który był w Waszyngtonie – pięknie rzeźbi.
Mara => przejeżdżając wczoraj widzieliśmy nowe restauracje i dzisiaj postanawiamy zjeść obiad, zamawiamy pstrąga – jest on mały i bez przypraw.
Desesti => na pagórku po północnej stronie drogi znajduje się drewniana cerkiew (UNESCO), opłata co łaska.

* Ludzie tutaj odwiedzają się wzajemnie, częstują ciastem i siedząc na ławeczkach pod domami plotkują, oni stanowią atrakcję dla nas ale my chyba większą dla nich bo pozdrawiają nas, podchodzą starając się porozmawiać i dowiedzieć czegoś o nas, na północy Rumuni można próbować porozumieć się po rosyjsku. Uśmiech, życzliwość i pogodne nastawienie ludzi będzie nam towarzyszyć podczas całego pobytu.
* W całym tym rejonie charakterystyczne są piękne rzeźbione drewniane bramy i domy.
* Pojawiły się znaki naprowadzające na atrakcje turystyczne: cerkwie, parki narodowe itp.


Dzień 4 23-08-2010 /poniedziałek - 170 km pogoda: słońce
Ocna Sugatag – Barsana – Gold – Rozavlea - Poienile Izei – Ieud – Sacel - Pasul Setref 818m – Dealu Stefanitei – Sacel – Moisei – Borsa - Statiunea Borsa - pensjonat Tatarilor

Rano zbieramy manele, żegnamy gościnnych gospodarzy i dalej w drogę.

Gold => parę kilometrów za Barsana skręcamy w boczną drogę w prawo do Glod aby zobaczyć cerkiew (UNESCO), jest zamknięta a klucz ma pop, który mieszka koło sklepu (Magazin ABC), po chwili podziwiamy wnętrza cerkwi, opłata co łaska (my dajemy 10 lei) na remont cerkwi - bardzo piękna stara cerkiew warta zobaczenia, można robić zdjęcia, pop zapala światła na prośbę (światło to lumina). Niestety przejazd dalej do Botiza naszym autem jest nierealny więc wracamy.
Rozavlea => jest budowany zespół cerkiewny - ładnie położony po północnej części wioski.
Poienile Izei => znajduje się tutaj stara cerkiew z 1604 roku, opłata 4 lei/osobę, nie można robić zdjęć, światła nie wolno zapalić, pani strasznie dużo mówi jak nakręcona – nie zwracając uwagi na to że możemy nie rozumieć.
Ieud => cerkiew (UNESCO) zamknięta, zwiedzamy wioskę podziwiając jej uroki, mamy ochotę coś zjeść ale z tym jest mały problem – restauracja zamknięta bo szykują się do wesela (to będzie na 300 osób) na jutro ale udaje się nam dostać zupę weselną – cała waza za 10 lei – zupa jest pyszna. Niestety nie udało się spróbować gołąbków na liściach winogron, które są akurat są robione.
Pasul Setref => przełęcz 818m robimy sobie przerwę na podziwianie krajobrazu i konsumpcję arbuza.
Moisei => ma całkiem ciekawy Monastyr położony ok. 5km od centrum w kierunku południowo-wschodnim z ładnym widokiem na góry Rodnei i szczyt Pietrosul 2303m.
Borsa => senne niegdyś miasteczko tętni życiem niczym metropolia, gwarna muzyka w lokalach, duża liczba sklepów i noclegów.
Pensjonat Tatarilor => parę kilometrów za Statiunea Borsa bierzemy nocleg pokój z łazienką 80lei/dobę, cisza i spokój, jest godzina 19:30, rozmowa tylko rumuński.
Pasul Prislop => przełęcz 1416m mamy chwilę czasu więc jedziemy jeszcze na przełęcz zobaczyć zachód słońca. Wracamy na nocleg – jutro plecak i góry.

*Kupujemy miód 20lei=0,75kg, choć trudno się porozumieć, to miód można skosztować i powąchać. Nie możemy rozpoznać 1 gatunku ale to „medicamenti” jak zapewnia sprzedawca, już po powrocie do Polski dowiedzieliśmy się ,że jest to tzw. miód ziołowy - FACELIOWY.


Dzień 5 24-08-2010 /wtorek - 27 km pogoda: słońce
W nocy do północy hałasowały dzieci gospodarzy, potem przed wschodem słońca ktoś zbierał się do pracy i strasznie hałasował, wstaliśmy oboje niewyspani i o 8:00 wyjechaliśmy na przełęcz Prislop. Dzisiaj pieszo w góry Rodnei, wyjście z przełęczy Prislop 1416m (8:15). Na parkingu przyczepił się do nas pies, idzie z nami w góry i nie chce się odczepić. Po drodze mijamy stado wolno pasących się koni – ekstra, zajadają i myją samochód jakiegoś węgierskiego turysty. Na przełęcz przełęcz Gargalau 1907m (10:40) wchodzę przed Jolą i spotykam 2 turystów którzy pytają o drogę do Borsy, szybko odchodzą a pies idzie z nimi, to byli jedyni turyści jakich spotkaliśmy tego dnia. Na górze jesteśmy spoceni i zmęczeni – ale warto było, widok jest fantastyczny, teraz szczytami grzbietów 2-tysieczników posuwamy się dalej na wschód - szczyt Vf.Gargalau 2159m - szczyt Vf.Omuli 2134m (tutaj musimy podjąć decyzję czy wracamy tą samą drogą czy idziemy dalej i będziemy improwizować z powrotem jakoś na skróty) - idziemy dalej. Słoneczko grzeje idzie się wspaniale jakby było się w Bieszczadach, tylko trochę większych. Niska roślinność, kwitną jakieś kwiaty podobne do azalii, pełno jagód żyć nie umierać. Szczyt Vf.Cisa 2036m - za szczytem z przełęczy będziemy schodzić ze szlaku w kierunku bacówki (jest naniesiona na mapie i widać ją w oddali) jest 15:00 schodzimy nie znakowaną ścieżką w dół w lewo, są ledwo widoczne ślady wydeptania co ułatwia schodzenie, jest stroma ale są zakosy więc schodzi się dobrze, na dole sprawa się komplikuje bo nie ma żadnych śladów a bacówka znikła z widoku - trochę na orientację przez kosodrzewiny, mokradła i jesteśmy przy potoku – dalej idziemy drogą gruntową nasłuchując odgłosów wody by nie pomylić drogi przy skrzyżowaniach. Jest coraz później a my nie jesteśmy pewni drogi która teraz biegnie w lesie, ale po jakimś czasie okazuje się, że orientacja Marka nie zawiodła bo dochodzimy drogi szutrowej która biegnie wzdłuż potoku. Teraz choć jeszcze daleko do samochodu czujemy się bezpieczniej i maszerujemy dalej. W oddali w górze słychać szum kół przejeżdżających samochodów - jesteśmy zmęczeni ale czeka jeszcze ostatni wysiłek - mozolne wdrapanie się na skróty bardzo stromo pod górę przez krzaki, jeżyny i pokrzywy do szosy asfaltowej. Zajmuje nam to sporo czasu bo jesteśmy zmęczeni i nie ma czego się przytrzymać przy podejściu – jest w tym jeden plus - słychać coraz bliżej odgłos przejeżdżających samochodów. Wychodzimy wreszcie na asfalt i zostaje jeszcze ok. 5km do samochodu na przełęczy Prislop. Jolę boli noga więc dalej pójdę sam, zostawiam plecak i truchtem biegnę do samochodu. Jola czekając na mnie ma propozycję zabrania się w każdą stronę. Zatrzymały się 3 samochody. W jednym Rumun jak usłyszał Polonia pyta POMOC, POMOC .... przejeżdżający kierowcy trąbią z propozycją zabrania. Wracamy zmęczeni do pokoju ale pozytywnie.

* następnym razem zamiast iść lepiej zaczekać na stopa – nie ma z tym problemu bo chętnie zabierają.


Dzień 6 25-08-2010 /środa 220 km pogoda: w nocy padało, rano pochmurno, potem słońce
Pensjonat Tatarilor – Ciocanesti – Mestecanis - Varta Dornei – Mestecanis – Pojorata – Izvoarele Sucevei – Pojorata – Voronet (Villa Voro Mond)

Rotunda => osada cyganów trudniących się zbieractwem, ilość szałasów uległa znacznemu zmniejszeni od ostatniego naszego pobytu w 2007r.
Ciocanesti => pięknie zdobione domy, chcieliśmy pojechać do Izvoarele Sucevei ale droga kiepskiej jakości
Varta Dornei => miejscowość nie zachwyciła nas, duży ruch tranzytowy przez centrum, robimy zakupy i szybko wracamy i jedziemy dalej z planem naszej wyprawy
Pojorata => kupujemy arbuz i skręcamy w lewo na Izvoarele Sucevei kierując się w stronę Ukrainy, droga początkowo asfalt 24km, jesteśmy godni więc stajemy na krótki postój na czyjejś łące pełnej suszącej się trawy nad potokiem – pichcimy zupę na palniku, gdy przychodzą właściciele i z uśmiechem na twarzy pozdrawiają nas i zaczynają znosić trawę i układać w kopiec, my jemy dalej a ich dzieci obserwują nas, kroimy arbuza i częstujemy całą rodzinę – dzieci jedzą arbuza z takim apetytem, że aż sok cieknie do pasa, zbieramy się i jedziemy dalej, szuterek 21km, ładne widoki, domy nie mają takich zdobień jak gdzie indziej może to wpływ bliskości Ukrainy. Dojeżdżamy do granicy Izwi i zawracamy, w drodze powrotnej zatrzymuje nas kontrola straży granicznej – oni sprawdzają dokumenty a potem my rozmawiamy w dialekcie rumuńsko-angielsko-ukraińskim o atrakcjach turystycznych i na odjazd robię pamiątkową fotkę Joli z policjantami.
Voronet => z racji lenistwa (nie chce nam się szukać) nocujemy w tym samym pensjonacie co kiedyś w 2007 roku Villa Voro Mond za cenę 90lei/2 osoby; mamy pokój z łazienką i duży taras, jesteśmy sami, rozmowa po niemiecku.

*Bukowina ma stan dróg nieco gorszy niż Maramuresz.
*Cena arbuza 1 lei = 1kg., smakują inaczej niż w Polsce, są bardzo słodkie i soczyste – wygrzane w słońcu, naturalniej dojrzewają.


Dzień 7 26-08-2010 /czwartek - 225 km pogoda: słońce
Voronet - Gura Humorulii – Solca – Arbore – Milisauti - Radauti – Milisauti – Maritei – Calafindesti – Maritei – Dragomirnei - Gura Humorulii – Varta Moldovitei – Voronet

Gura Humorulii => ładne miasto, dużo kwiatów, koszt parkingu 1godz. = 1lei
Partestii de Jos => przy drodze dużo różnych straganów z żywnością i własnymi produktami, targujemy się przy
każdym zakupie, kupujemy miód (16lei/kg) 2 słoiki duże i 1maly za 38 lei, potem pomidory, papryka, ogórki 3lei,
Arbore => są tutaj dwie cerkwie do zwiedzenia nowa (bezpłatnie) i stara (UNESCO) wejście 3lei/os. – trwa tutaj remont, kupujemy arbuza na straganie przy drodze, chcemy pojechać do Radauti przez Burla ale zaraz za miastem kończy się asfalt i zaczynają wertepy więc zawracamy, kawałek dalej jemy śniadanie na polu,
Radauti => miasteczko takie sobie, murowana cerkiew Św. Mikołaja z poł. XIV, teren rolniczy więc jest więcej furmanek, ludzie pracują przy wykopkach i sianokosach. Cześć rolników zamieniła kosy na maszyny – wkracza postęp ale ziemniaki zbiera się ręcznie. Pola nie są ogrodzone płotami. Pierwszy raz widzieliśmy jak zbierają śmieci przy drodze w miastach pojawiły się kosze na śmieci,
Milisauti => przy drodze są wystawiane stoły z warzywami, owocami i różnego rodzaju wyrobami np. papryki marynowane w butelkach plastikowych, kapusta kiszona – robimy zakupy trochę dla nas a trochę na prezenty.
Patrauti => położona w centrum wioski cerkiew (UNESCO)
Dragomirnei => jedziemy do monastyru Dragomirna - jest w remoncie, całkiem inny niż pozostałe - wygląda jak warowny zamek, ale nic specjalnego, zapłaciliśmy za foto 6lei – a wszędzie był zakaz fotografowania.
Varta Moldovitei => monastyr Moldovitei (UNESCO) nadal ładnie wygląda ale już pod turystów - parking – jest możliwość wejście na pagórek gdzie można podziwiać okolicę

* Kupiliśmy papryki marynowane w butelce plastikowej – smakowały tak sobie ale pani zapewniała ,że za miesiąc będą dobre to tak jak nasze ogórki kiszone - po powrocie do domu za pewien czas jak skosztowaliśmy okazało się, że są fantastyczne i bardzo mocno pikantne – warto kupić większą ilość.
* Specjalnością są małe bardzo ostre marynowane papryki, które podawane są praktycznie we wszystkich lokalach gastronomicznych jako dodatek do zupy.


Dzień 8 27-08-2010 /piątek - 160 km pogoda: słońce
Voronet – Slatina - Agapia – Sihla – Sihastria - Agapia

Voronet => tylko chwilę spędzamy przy monastyrze, jest zagrodzony, nic nie widać, nie wchodzimy bo jest za wcześnie, zresztą już tu byliśmy.
Baisesti => piękne domy, babcia zaczyna rozmowę z Jolą i pokazuje swoje hafty a po chwili przynosi bluzki haftowane chcąc mam sprzedać
Slatina => monastyr żeński, cicho i spokojnie toczy się życie klasztorne, pełno kwiatów, wnętrza ciemne, czuje się tutaj atmosferę życia klasztornego, mniszki tu żyją i pracują, brak turystów- super, wstęp wolny
Malini => zatrzymujemy się na zupę śmietanową na bazie rosołu z kurczakiem, i do tego papryczka ostra ... jak diabli
Agapia => szukamy noclegu 70lei/dobę, chcemy zostawić bagaż ale okazuje się ,że nie tylko pokój ale cały dom jest otwarty i nie używa się kluczy – nikt niczego nie zamyka, czujemy się jakoś dziwnie – rezygnujemy z zostawienia całości bagażu (zostawiamy spożywcze i jedziemy zwiedzić wioskę sióstr zakonnych – jedna z zakonnic zaczyna rozmowę z Jolą – po rumuńsku, angielsku, niemiecku, ukraińsku i polsku, mieszka tutaj ponad 30lat wraz z 3 zakonnicami, opowiada o życiu i wypytuje nas o nasze – zna tragedię Smoleńską, dowiadujemy się ,że w górach na wysokości ok. 1000mnpm. są ładne klasztory tylko droga jest leśno-górska ale Rumuni jeżdżą samochodami, więc i my decydujemy się pojechać. Klasztory nie są wyróżnione jako atrakcja turystyczna ==> a są rewelacyjne.
Sihla => droga dla cierpliwych – wije się przez las ok. 8 km, czasami kamienista, strome podjazdy, jak ktoś się zdecyduje to trzeba liczyć czas jazdy ok. 40min., męski klasztor ortodoksyjny pięknie położony, bardzo rygorystyczne reguły życia i wstępu, całe szczęście że mamy długie spodnie. Panie powinny mieć chusty i zasłonięte ramiona i nogi. Przed wejściem do klasztoru stoi biedna babcia z wnuczką i sprzedaje własnej roboty soki – kupiliśmy malinowy 7 lei/0,5l , był rewelacyjny gęsty i maił aromat malin,
Sihastria => 10 km drogi podobnej tylko "gorszej jakości" bo o jakości trudno mówić - robi się ciemno a my w górach, droga dla bardzo cierpliwych – wije się przez góry, kamienista, strome zjazdy, koleiny, orientacja na wyczucie i po kierunku ruchu sporadycznych pielgrzymów, czas ok. 50 min., całe szczęście że przed zachodem słońca dojeżdżamy do klasztoru SIHASTRIA, tutaj zaczyna się asfalt, jesteśmy o zachodzie słońca, piękne widoki, wyjątkowa cisza i spokój, nastaje noc więc i my wracamy naokoło asfaltem Leghin-Targu Neamt- Agapia dalej ale szybciej. Na odcinku do Leghin płynie potok koło drogi i są wytyczone miejsca do biwakowania, palą się ogniska – gdybyśmy nie zostawili prowiantu to tu byśmy nocowali
Secu => klasztor, jest noc więc zwiedzimy go jutro
Agapia => jest ciemno a my szukamy gdzie dom w którym mamy nocleg, do pokoju nie ma kluczy wszyscy się dziwią po co nam klucze, jak to mówią NO PROBLEMA, po 30min poszukiwania kluczy dostajemy je.

* Pomimo trudów drogi warto odbyć trasę Sihla – Sihastria, jeżeli ktoś ma kłopoty z orientacją to warto zostawiać sobie znaki przy drodze aby nie zabłądzić, skrzyżowania dróg są bardzo podobne, brak punktów orientacyjnych – las.
* Brak kluczy do pokoju – wejście do niego bezpośrednio z dworu – mamy wrażenie, że tutaj pozostały stare dobre obyczaje może dla tego, że jest to wioska zakonnic i nikt nikomu nic nie kradnie, domy były pootwierane a nie było właścicieli.


Dzień 9 – 28-08-2010 /sobota - 340 km – pogoda: słońce
Agapia – Secu - Sihastria – Agapis - Varetec - Haraita - Bistrita - wąwóz Bicaz - Praid - Bisericani - Vanatari - Sighisoara

Secu => ładny klasztor, przy drodze są miejsca biwakowe, płynie potok, idąc wzorem Rumunów robimy sobie postój na pieczenie kiełbasek przy ognisku, pies pasterza pilnuje nas i obserwuje czekając cierpliwie na poczęstunek, obok chodzą krowy – pełne mleka, płynie obok potok, sielsko i spokojnie,
Sihastria => tak nam się spodobała, że jedziemy ponownie aby trochę się poszwędać
Varetec => klasztor żeński, byliśmy tu poprzednio i przyjechaliśmy dla bułeczek - świetne bułeczki, ale pojawiły się też inne produkty regionalne.
Piatra Neamt => jest tutaj kolejka górka ale biegnąca nad cały miastem a dopiero później w górę,
Haraita => monastyr, ładny, cisza i spokój, brak turystów – taki jakie lubimy,
Bistrita => monastyr, ładny, cisza i spokój, brak turystów taki jakie lubimy
wąwóz Bicaz => miało być tak ładnie, a jest komercja ... (można to porównać z naszymi ukochanymi ... ale przemilczę ten wątek) jak komuś nie przeszkadza deptanie po piętach to polecam bo widoki są super
Praid - Bisericani - Vanatari => wybraliśmy ten warian bo tędy jeszcze nie jechaliśmy, droga bardzo kiepska ale bardzo ładne widoki, tak to już jest .... , brak oznaczonej bazy noclegowej na tej drodze, jedyny nocleg jaki spotkaliśmy po drodze był przy stacji benzynowej, jak się komuś spieszy to lepiej jechać Praid – Sovota – Balauseri – Sighisoara odległość ta sama a będzie znacznie szybciej,
Sighisoara => do miasta przyjeżdżamy po 20:00, jest ciemno i nocleg znajdujemy po wielkich kłopotach ok. 21:00 w hotelu REX za cenę 120lei/dobę, po rozpakowaniu pomimo zmęczenia ok. 21:30 wyciągam żonę na nocny spacer na starówkę, bardzo zmieniło się miasto –zostało wyremontowane i jest fajnie oświetlone, wracamy taksówką (6lei) do hotelu ok. godz. 0:00

* Sighisoara – piękne miasto, wizytówka Rumuni (podobnie jak Sybiu czy Braszów) ale naszym zdaniem słaba baza noclegowa!!! brak oznakowania, hotele 5*, bardzo wysokie ceny np. hotel Korona 70 Euro/dobę inne podobnie.


Dzień 10 29-08-2010 /niedziela - 234 km - pogoda: rano pada deszcz, pochmurno
Sighisoara - Apoid - Bradeni - Agnita - Cincu - Voila - Fagaras - Sercaia - droga fatalna - Parau - jeszcze gorsza niż fatalna (można klnąć lub płakać) - Hoghiz - Rupea - Viscri - Saschiz - Sighisoara

Od rana pada deszcz jest 140C, postanawiamy zostać jeszcze jeden dzień.
Jedziemy spacerkiem przez Transylwanię by podziwiać widoki i zwiedzać wioski i miasteczka, nic nas nie goni – ogólnie najładniejszy jest odcinek do Agnita, wjeżdżamy w każdą wioskę by podziwiać widoki. Krajobraz pagórkowaty, wioski biedne, domki małe ale malowane w jaskrawe kolory, drogi częściowo zrujnowane ale już widać przygotowania pod turystykę.
Iacobeni => stara osada cyganów rumuńskich, zwiedzamy ładny kościół ewangelicki, styl romańsko-gotycki. Pan jest bardzo sympatyczny i rozmowny, słyszał o Popiełuszce, szanował Papieża Jana Pawła II i bardzo lubi Polaków.
Agnita => kościół warowny,
Fagaras => jest tutaj twierdza, oglądamy ją tylko z zewnątrz,
droga Sercaia – Comana de Jos – Hoghis to jak pielgrzymka, modliłem się by był już koniec tych wertepów, prędkość jazdy to 10-20km, chwilami ciut szybciej ale trzeba uważać by nie urwać zawieszenia.
Viscri => kościół ewangelicki warowny pod UNESCO, opiekują się nim Niemcy, bardzo ładny wnętrza autentyczne, nie restaurowane, wszystko pokryte patyną czasu, taka perełka wśród zabytków, ma się wrażenie jak by się przeniosło do tamtej epoki, wstęp 4lei/osobę, dojazd od strony północnej Bunesti droga asfaltowa, jedyny kłopot do naderwany most – są dziury, poprzednie oznakowanie ze strony Rupea zamknięte,
Sighisoara => pod wieczór idziemy ponownie na stare miasto, jemy posiłek w jaskini Drakuli, gdy wychodziliśmy zobaczyłem pana w stroju Drakuli więc poprosiłem czy może zapozować do zdjęcia z Jolą – ale się wystraszyła gdy zobaczyła kły jak był przy niej ... Wieczorem oglądamy wiadomości gdzie pokazują bum turystyczny na szosie transfogarskiej – była opcja by tam pojechać, lecz teraz odpuścimy sobie ten wariant.

* Bunesti - romańska dzielnica Bunesti to nie to co w 2007 roku gdzie baliśmy się dalej jechać po kamienistej sdrodze, a cygańskie dzieci niemal zablokowały samochód, teraz jest asfalt i oznakowanie na Viscri, brak oznak żebractwa, choć nadal bieda aż piszczy co widać.


Dzień 11 30-08-2010 /poniedziałek - 170 km pogoda: słońce, po południu pochmurno
Sighisoara – Cris – Biertan – Brateiu - Medias - Valea Vilor – Siniu – Sadu k/Talmaciu

Cris => stary zamek w Cris, w rękach prywatnych w trakcie restaurowania, stróż kasuje 10 lei/2 osoby i wpuszcza nas na zamknięty teren, ma tu powstać hotel, restauracja i muzeum, chodzimy gdzie chcemy – ja wchodzę po belkach na sam wierzchołek wierzy, rewelacja później tak nie będzie.
Biertan => nadal piękny kościół warowny, osada bardzo ładna, potem stajemy w Medias ładne miasteczko
Brateiu => w tym miejscu stoją cyganie i sprzedają wykonane przez siebie wyroby z miedzi, odwiedzamy cyganów których spotkaliśmy w 2007 roku - robiliśmy im zdjęcia a potem wysłaliśmy pocztą, teraz to nam zostało wynagrodzone, zapraszają nas do domu – przedtem był początek budowli teraz już stoi, z dworu wchodzi się do dużej kuchni ma ona z 30m2 (piękne meble wzdłuż ściany), z kuchni jest wejście do 2 pokoi, jeden dziecięcy bardzo duży (mają 1 syna i 2 córki – liczy się tylko syn choć jest najmłodszy) pięknie malowany w różne wzory, drugi pokój to ich. Przed domem jest duże podwórko do pracy – wyrabiają garnki, patelnie itp. rzeczy z miedzi, ale nie z blachy bo jest za droga a z pręta miedzianego – najpierw wraz z żoną jest rozbijają go młotem na kowadle na postać arkusza blachy a dopiero potem jest wykonywany wyrób końcowy np. patelnia co zajmuje 6-7 dni. Pan ma certyfikat i pokazuje nam go, pokazuje również ręce które są bardzo zniszczone tą ręczną pracą. Mówi ,że przez 20 lat pracował na to by postawić ten dom z cegły, który jest i tak nie otynkowany. Proszą nas o zrobienie zdjęć rodzinnych. Gdy się żegnamy Jola wyciąga cukierki by dać dzieciom lecz dopiero gdy matka pozwala to biorą (ja słyszę jak szepcze po cichu do dzieci mulcumesk = dziękuję). Dziewczynki oddają cukierki młodszemu bratu a ten dopiero dzieli je i daje siostrom – widać wyraźnie hierarchię.
Medias => ładna starówka, uliczki i kamienice są bardzo malownicze, w centrum rewelacyjny kiosk z wypiekiem bułek 2 lei/szt. – super smak (dzieciństwa) naturalnych składników a nie UE czy PRC,
Valea Vilor => kościół warowny, obiekt zamknięty ale ... stróż kasuje pieniążki (10 lei) i możemy sobie go zwiedzić, wchodzę na dzwonnicę i mogę podziwiać okolicę, brak turystów.
Sibiu => bardzo ładne miasto odwiedziliśmy je w 2007 roku, widać pewne zmiany – centra handlowe i markety, wszystkie marki sieciowe, omijamy je i jedziemy szukać noclegu,
Sadu => jedziemy w kierunku transalpiny, mamy kłopot ze znalezieniem noclegu, brak oznakowania a miejscowi podają sprzeczne informacje – pensjonaty polecane są nieczynne albo brak miejsc, nocujemy w SADU (k/Talmaciu) pensjonat Daniel 70lei/dobę, standard – trudno o nim coś powiedzieć – nie pada na głowę i jest ciepło, dobrze ,że mamy śpiwory :)


Dzień 12 31-08-2010 /wtorek - 220 km pogoda: rano pada deszcz, pochmurno
Sadu k/Talmaciu - Calimanesti – Ramnicu Valcea – Horezu - Ranca

Sadu k/Talmaciu => wyruszamy w kierunku Transalpiny,
Proeni k/Brezoi => ładny mały kościółek z XVII w. widoczny z drogi, warto podejść i go zobaczyć, bogate rzeźbione zdobienia, oryginalne malowidła i cmentarz tworzą wspaniałą autentyczną atmosferę, okolica brudna ze śmieciami i butelkami plastikowymi walającymi się wszędzie.
Calimanesti => Monastyr Cozie – ładny choć bardzo komercyjny, dużo ludzi
Ramnicu Valcea => !!! szok powstaje skansen na Rumunii, jest zamknięty ale ... uprzejmy kustosz wpuszcza nas i możemy chodzić sobie sami, opłata 8lei/osobę. Są same budynki ogólnie mało ciekawy.
Monastyr Bistrita => oglądamy tylko z zewnątrz – nie wchodzimy
Monastyr Hurezi => pod patronatem UNESCO, wejście pod górkę, bezpłatny, zabudowania piękne, wewnątrz kościoła nie można robić zdjęć, 2 dziedzińce zamieszkałe, pełno kwiatów i kaktusów – bardzo piękna pssiflora.
Horezu => mała mieścina, przy drodze biserica z 1800 r. - bardzo ładna, stare drzwi drewniane – malutkie, nie mogę przejść z plecakiem do wewnątrz, pan który nas wpuścił zostawił nas samych i poszedł ... do knajpki ale przedtem zwrócił naszą uwagę na najciekawsze oryginalne malowidła, bez opłaty.
Ranca => SUPER BAZA NOCLEGOWA na wysokości 1600 mnpm, buduje się olbrzymia baza noclegowa, wyciągi narciarskie, chwilowo tylko 1 sklep ale dość dobrze zaopatrzony. Budują akurat TRANSALPINĘ więc duży ruch samochodów ciężarowych. Mamy pokój w pensjonacie RUBIN 90lei/dobę, bardzo dobry standard, duży pokój z tarasem i widokiem na góry Parang. Wieczorem czujemy ładne zapachy z kuchni – pani smaży sobie calinesti = naleśniki więc i my zamawiamy z dżemem porcja 2 małe szt./ 6 lei – są smaczne. Jest internet - możemy sprawdzić prognozę pogody na najbliższe dni, nie wygląda dobrze – pochmurno i chłodno. Pytam się czy mają mapę gór PARANG, jakiś pan przy stoliku obok mówi, że za chwilę coś załatwi (no problema) wychodzi z lokali i wraca za 30min z mapą. W pokoju robię zdjęcia mapy i planuję trasę – o ile pogoda dopisze.


Dzień 13 1-09-2010 /środa - 50 km pogoda: rano pada ŚNIEG, pochmurno (w dole słońce)
Z uwagi na załamanie pogody włóczymy się samochodem po Transalpinie 2200mnpm - 1900 mnpm, najpierw jedziemy w górę ale pogoda ulega pogorszeniu pada śnieg, jest mgła i tylko 1-4 0C, spotykamy rumuńskiego kierowcę który wraca ze strony transalpiny – mruga światłami i zatrzymuje się, stajemy koło niego a on informuje nas że asfalt kończy się za 1km, droga katastrofa, błoto, ślisko i lepiej zawrócić bo nie da się przejechać. Dziękujemy za informację – postanawiamy dojechać do końca asfaltu. Za chwilę jest podobna sytuacja z kierowcą z Niemiec – taka ludzka życzliwość. Zawracamy i zjeżdżamy trochę niżej - koło nadajnika na krótki spacer licząc na poprawę pogody - po powrocie mamy szkody na samochodzie: lusterko zewnętrzne pęknięte i porysowana lewa strona, prawdopodobnie krowy znaczyły swój teren (to ich terytorium - łażą po górach same swoimi ścieżkami). Wracamy do pensjonatu rozgrzać się. Po południu ponownie próbujemy wjechać na przełęcz Urdele, zaraz za Ranca na podjeździe w górę widzę polską ekipę kilku samochodów terenowych jadących ze strony transalpiny – myślę sobie zapytam o warunki na drodze itp., zatrzymałem samochód, włączyłem światła awaryjne i wysiadłem na zewnątrz, machając rękoma do przejeżdżających obok naszych rodaków – no cóż na życzliwość w naszym narodzie nie ma co liczyć ... Jedziemy dalej w górę na rekonesans, by znaleźć miejsce gdzie zaczyna się szlak czerwony. Kilka kilometrów dalej miga światłami do nas Rumun i po angielsku tłumaczy – dalsza droga to szaleństwo, ślisko i błoto można się zakopać – dziękujemy i zastanawiamy się nad tym zdarzeniem, obcy zatrzymuje nas sam z siebie by ostrzec a rodacy .... Wracamy do pensjonatu podziwiając wspaniałe widoki – w momentach gdy znika mgła. Idziemy na kolację w restauracji: ja zamawiam zupa z plackami ( ma być gorące = multi multi kalde) a Jola specjalność kurczak grilowany z frytkami i sałatką z papryki + espresso za cenę 37lei, na deser dostajemy gratis winogron.

*Za każdym razem gdy jechaliśmy w głąb gór na przełęcz Urdele warunki kierowcy samochodów informowali nas o złych warunkach jazdy i braku możliwości przejazdu – świadczy to dużej życzliwości.
*Plany były inne, ale pogoda nie dopisała. Postanawiamy zostać tutaj licząc na poprawę aury na tyle by pójść w góry. Z tego też powodu płacimy każdego dnia za dzień następny.
*Miał być tutaj nocleg po namiotem, widzieliśmy tylko jeden namiot, ale po paru godzinach Rumuni odpuścili i spakowali się.
*TRANSALPINA – droga mylona z TRANSFOGARSKĄ, zakaz wjazdu za Ranca, obecnie w budowie kładą asfalt – gotowa na odcinku do siodełka pomiędzy szczytami Urdele a Muntinul, oraz częściowo na podjeździe pod szczyt Muntinul. Jeżeli jest sucho da się przejechać – my nie mieliśmy tego szczęścia.


Dzień 14 2-09-2010 /czwartek - 70 km pogoda: rano pada ŚNIEG, pochmurno (w dole słońce)
Nadal włóczymy się samochodem po Transalpinie w oczekiwaniu na poprawę, pogoda trochę lepsza 3-6 C, widać ośnieżone szczyty, po południu postanawiany zjechać z gór na niziny, gdzie świeci piękne słoneczko a my ubrani na cebulkę – ale zawsze łatwiej się rozebrać,
Novaci => małe miasteczko
Polovragi => na dole temperatura 18 0C i świeci słońce, Monastyr Polvragi dość ładny oraz Jaskinia Polovragi wstęp z przewodnikiem 10lei/ 2 osoby + foto, ciekawe miejsce,
Ranca => przejaśnia się, temperatura 6 0C, ale nadal nie ma co marzyć o wyjściu z plecakiem w góry, bierzemy jeszcze jeden nocleg za 20Euro, jutro ma być lepiej.


Dzień 15 3-09-2010 /piątek - 50 km pogoda: pochmurno/chwilami słońce (w dole słońce)
Planowaliśmy dzisiaj z rana ruszyć w góry a tu niespodzianka – sami jesteśmy sobie winni, płaciliśmy za każdym razem za 1 nocleg i od dzisiaj jest komplet rezerwacji a my musimy znaleźć sobie inny noclegi, pakujemy się w pośpiechu i szukamy innego pokoju – pierwszy wolny to Hotel Paradis 80lei/dobę, szkoda nam dnia.
Jeździmy po transalpinie aż w tych błotnistych wertepach nadrywam osłonę pod silnikiem (trochę w tym winy serwisu autoryzowanego w Polsce, bo przed wyjazdem postawiłem samochód by go dokładnie sprawdzili i usunęli ewentualne usterki a oni oddali go informując ,że mam uszkodzony wspornik osłony i nie mają części by to naprawić), krótki spacer po przełęczy Urdele, potem na łąkę w oddali na obiadek z puszki (gulasz), po południu postanawiam zrobić coś z samochodem - zjazd do Novaci celem naprawy osłony pod silnikiem.
Mechanik jest super – wypychamy rozebrany na kanale samochód rumuńskiego kierowcy i wstawiamy mój, 30 minut i jest naprawiony a mechanik nie chce zapłaty podobnie jak właściciel samochodu - kupuję 4 piwa (pani w sklepie obok warsztatu doradziła mi co on lubi) dla mechanika (odpowiedz jak to u nich zwykle - na problema).


Dzień 16 4-09-2010 /sobota - 20 km pieszo 16 km pogoda: słońce/chmury z upływem dnia mgły
Może to ten dzień, rano dość ładnie choć są mgiełki, samochód zostawiamy na przełęczy Urdele o 6:00, i wychodzimy z plecakami w góry czerwonym szlakiem w kierunku szczytu Setea Mare 2365 mnpm, miejscami leży śnieg, za przełęczą Plescoaia mgły stają się bardzo gęste (widoczność spada od 10-15m), czekamy ponad godzinę może mgła ustąpi, nic z tego tylko mleko - zawracamy, droga powrotna utrudniona z powodu bardzo gęstej mgły, mamy kłopoty z orientacją, całe szczęście że momentami mgła jest słabsza i wzrasta widoczność do 200-300m to pozwala zorientować się w terenie. Po drodze ani żywej duszy – dopiero na zejściu do samochodu spotykamy pojedyncze osoby. Przy samochodzie jesteśmy ok. 15:00. Oznakowanie szlaku jest w miarę dobre ale trzeba uważać żeby nie przegapić następnych znaków. Góry są bardzo ładne i widokowe, warto tu powrócić.


Dzień 17 5-09-2010 /niedziela - 250 km pogoda: słońce/ z upływem dnia chmury-mgły
Ranca - przłęcz Urdele - Ranca – Tagru Jiu – Petrosani – Heteg – Hunedoara - Deva

Ok. 7:00 wyjeżdżamy w kierunku góry Bihor, rano jest piękna pogoda więc może uda nam się przejechać przez przełęcz Urdele do drogi 7A i na Petrosani, niestety słońce nie oznacza nic więcej, droga jest kiepska, błoto z którego wystają kamienie i są koleiny, jedziemy jako pierwsi, utykamy na ostatnim podjeździe - nie chcemy ryzykować uszkodzenia samochodu (mamy w myślach naderwaną osłonę), wycofuję się tyłem ponieważ nie ma mowy o zawróceniu w tym miejscu jest droga na szerokość samochody, przepaść z jednej strony a skała z drugiej. Idziemy ostatnie 200-300m ma szczyt piechotą (przydały by się klosze – straszne błoto), a próbę podjazdu podejmują Rumuni i utykają w tym samym miejscu co my – próbują pchać samochód pod górę, walczą zaciekle by po kwadransie wycofać się tyłem jak my. Na górze podziwiamy widoki – wspaniała panorama na pasma górskie Parang, Latrului, Latoritei i Cindrel. Tu jest lepsze podejście na szczyt Parangul choć pewnie dookoła, ale za to mniej stromo. Zawracamy i objazd dookoła (mała selekcja turystów - ci co mają samochody terenowe jadą dalej, pozostały pozostaje odwrót).
Tagru Jiu – Petrosani – Heteg Petrosani => zła droga, stara betonka, już wiemy że nie dojedziemy tak daleko jak planowaliśmy.
Hunedoara => ładny zamek, ale cały w rusztowaniach bo toczy się remont, okolica bardzo przemysłowa - chyba kopalnia i elektrownia bo stoją potężne kominy, na przedmieściach miasta wspaniałe pałace cygańskie a obok bieda.
Deva => wymuszony nocleg, postanawiamy zanocować w rezydencji pod cytadelą SUB CETATE 120lei/dobę + 20lei śniadanie na 2 osoby. Wieczorem jedziemy do marketów na zakupy – są tutaj wszystkie sieci handlowe jak w Polsce. Ciekawostką może być to, że w sklepie Real na stoisku kosmetycznym są testery kosmetyków.


Dzień 18 6-09-2010 /poniedziałek - 155 km pogoda: słońce
Deva – Brad – Abrud – Campeni – Albac – Pensjonat Juliana k/Arieseni

Śniadanie – jako, parówki, plastry wędliny i sera, jarzyny, dżem i tosty. W Deva jest ciekawie wyglądająca cytadela – ale jest poniedziałek – zamknięta. Jedziemy nadal w kierunku gór Bihor, i podziwiamy ładne widoki, senne malowicze miasteczka i wioski, sympatycznie jest w okolicy Valsoara,
Buces Vulcan => ładny widok na szczyt Vulcan 1257 mnpm, ogólnie ciekawe krajobrazy.
Abrud => małe miasteczko, idziemy na bazar który jest wszędzie, po prostu mix wszystkiego.
Pensjonat Juliana k/Arieseni => nocleg w ładnych pokojach 80lei/dobę, w tych okolicach baza noclegowa dobra, choć a Albac było znacznie cieplej bo leży ma niższej wysokości.


Dzień 19 7-09-2010 /wtorek - 10 km pieszo 25 km pogoda: słońce
Pensjonat Juliana k/Arieseni – Garda de Sus - Pensjonat Juliana k/Arieseni

Rano 6:00 jedziemy do Garda de Sus gdzie zostawiamy auto na jakimś placu i pieszo w góry szlakiem czerwonego krzyża a potem niebieskiego paska do jaskini Scarisoara. Szlak jest piękny, początkowo ostro pod górę ale potem wije się wśród malowniczych pagórków, domów i łąk. Rano dodatkową atrakcję stanowią mgły. Do samej jaskini nie wchodzimy. Wzdłuż drogi co pewien czas są hydranty z wodą. Idziemy dalej niebieskiego paska i zamiarem odbicia w prawo i powrotu na orientację – jest godzina 16:00 – gdy ścieżka którą szliśmy do tej pory na leśnej polance kończy się, nie ma czasu na eksperymenty bo po nocy będziemy mieli kłopoty z orientacją. Nie pozostaje nic innego jak najszybciej wracać po śladach do jaskini Scarisoara, gdzie może uda nam się zabrać na stopa – Jola jest zmęczona i wściekła tym, że ją poganiam by przyspieszyła. Nawet nie chce mi się myśleć co będzie jak nie będzie transportu. Gdy dochodzimy do jaskini stoją dwa pojazdy – meleks i bus. Dogaduję się z kierowcą meleksa, że nas zabierze ale musimy poczekać na wycieczkę z jaskini. Siedzimy i czekamy już ok. godziny. Gdy bus zaczyna ruszać pytam czy możemy się zabrać – kierowca mówi, że nie ma miejsca w kabinie i pokazuje z tyłu pakę bagażową – decydujemy się jechać i kładziemy na pace – pan nie chce zapłaty – jak zwykle „no problema”, zjazd busem zajmuje ponad 30min.
Garda de Sus => idziemy coś zjeść do restauracji stojącej przy potoku - jemy smaczną zupę, jedzenie tutaj jest bardzo dobrze zrobione, mają jakiś certyfikat.

*Rumuni nie wędrują z plecakami – jak gdzieś chcą dotrzeć to jadą samochodem lub małymi elektrycznymi meleksami - busami.


Dzień 20 8-09-2010 /środa - 85 km pogoda: słońce
Pensjonat Juliana k/Arieseni – Albac – Horea – przełęcz Ursoi 1320mnpm – osada pasterska (bez nazwy) -
przełęcz Ursoi 1320mnpm – Horea – Albac - - Garda de Sus - Pensjonat Juliana k/Arieseni

Wstaję rano przed wschodem słońca i idę podziwiać jego wschód na pobliskie wzgórze - piękne mgły.
Potem jedziemy samochodem Albac, Horea - dalej droga kierunku Huedin - kamienie i szuter to standard który powinien zaowocować w postaci ciekawych widoków.
Za przełęczą Ursoi 1320 mnpm znajduje się bardzo biedna osada pasterska (takiej biedy nie widzieliśmy wcześniej mam na myśli Rumunów a nie Cyganów) ale daje to niesamowity klimat do zdjęć.
Garda de Sus => ponownie jemy obiad w tej samej restauracji co wczoraj, bardzo smacznie – rzadkość na Rumuni.
Ogólnie był to dzień na podziwianie widoków i fotografowanie – bardzo udany i warto było przejechać 40km tym szuterkiem.


Dzień 21 9-09-2010 /czwartek - 55 km pogoda: pada deszczyk, potem mocno pada i mgły
Pensjonat Juliana k/Arieseni – Garda de Sus - Pensjonat Juliana k/Arieseni – przełęcz Vartop 1140 mnpm -
Pensjonat Juliana k/Arieseni

Pogoda uległa zmianie, pada więc nici z ambitnych planów wyjścia w góry, grzecznie pójdziemy z plecakami wąwozem. Rano ok. 6:00 jedziemy do Garda z zamiarem pójścia wąwozem do jaskini i dalej ... niestety z uwagi na ulewny deszcz wyprawę kończymy w dużej grocie(siedzimy tutaj 1,5 godziny i ciągle leje), ja nie zabrałem ubrań p/deszczowych a Jola tak, ale pomimo tego w czasie powrotu do samochodu deszcz przemoczył nasze ubrania do suchej nitki, wracamy do pensjonatu by zmienić je na suche i w jedziemy w kierunku przełęczy Vartop 1140 mnpm, może tutaj będzie lepiej, krótki spacer w deszczu nie daje złudzeń – przemoczymy drugi komplet odzieży, nie ma sensu walczyć z taką pogodą.
Wracamy na obiad w Garda de Sus. Wieczorem deszcz ustaje więc idziemy na pobliską górkę by podziwiać widoki. Wszędzie pełno borówek – mamy więc dodatkową atrakcję – objadamy się od woli. Po drodze spotykamy panią która idzie po krowy a w rękach niesie wielkie prawdziwki – mówi ,że nazbierała po drodze. Drogę powrotną odbywam lasem i zbieram grzyby – mamy pyszną kolację.


Dzień 22 10-09-2010 /piątek - 500 km pogoda: pada deszcz i mgły
Pensjonat Juliana k/Arieseni - przełęcz Vartop 1140 mnpm – Stei - Ordea -Debrecen - Miskolc - Koszyce - Presov - Levoca – Vrbow

Powrót w kierunku Polski, po drodze oglądamy widoczki jakie się pojawiają. w Ordea robimy ostanie zakupy w celu wydania lei (arbuzy, winogrona, brzoskwinie itp), za resztę kupuję paliwo do samochodu.
Levoca => jedziemy na lody robione metodą tradycyjną (bez chemii, jajka + cukier) czyli czytaj szkodliwą wg. obecnych trendów, niestety lodziarnia jest zamknięta, jemy obiad jak zwykle w restauracji u Trzech Aniołów,
Vrbov => przyjeżdżamy ok.18:00 i bierzemy nocleg w Motelu z wstępem na kąpielisko termalne (50EURO/2 osoby) – nie chce mi się jechać dalej np. do Nowej Leśniej i potem wracać na basem. Parking przed kąpieliskiem (jest na pochyłym zboczu) jest tak rozmoknięty z powodu ulewnych deszczy, że nad samochodem nie ma kontroli, ślizga się w dół jak na lodzie, w porę udaje nam się wyjechać – inni nie mają tyle szczęścia i staczają się na sam dół, pozostaje im nic innego jak pchać samochód w błocie w poprzek łąki – po tym wyczynie pozostaje im ogólne pranie i kąpiel, aż głupio się śmiać :).


Dzień 23 11-09-2010 /sobota - 570 km pogoda: pada deszczyk i mgły
Vrbow - Białka Tatrzańska - Nowy Targ - Kraków – Zgorzelec

Rano kąpiel na basenie termalnym, wchodzimy jako pierwsi i jesteśmy tylko 1godz.,
Powrót to wielka porażka na odcinku Białka Tatrzańska - Nowy Targ, tak jak przy wyjeździe na urlop tylko ... do2 (POZDROWIENIA DLA DROGOWCÓW I POLICJI => MYŚLENIE NIE BOLI I NIE ZABIJA ...) szkoda ,że człowiek nie może wrócić do domu całkiem zrelaksowany. Potem jedziemy szybko i bez problemów.


Podsumowanie:

+ ceny porównywalne z polskimi, w każdej większej miejscowości są duże centra handlowe,
+ z uwagi, że omijaliśmy obiekty reklamowane w przewodnikach z reguły nie płaciliśmy za wstępy, jedynie dobrowolne wpłaty na remonty świątyni ale to nasza wola na słuszny cel,
+ ludzie w odwiedzanych terenach są życzliwi i sympatyczni, chętni do pomocy,
+ w kantorach złotówka jest walutą wymienialną,
+ turistic popas – wiele pięknych miejsc kempingowych, można też palić ogniska,
+ praktycznie w każdej miejscowości jest apteka, bank – bankomat, policja,
+ zasięg telefonów jest praktycznie w całym kraju i w górach też.
+ sieć stacji benzynowych duża u nie ma problemów z tankowaniem,
+ atrakcje turystyczne są oznakowane co ułatwia ich odnalezienie,

- duża liczba samochodów, szczególnie na głównych drogach i pobliżu reklamowanych atrakcji turystycznych,
- zwierzęta chodzące samopas – szczególnie uważać wieczorami na krowy powracające z pastwisk.

Więcej zdjęć:
http://www.facebook.com/album.php?aid=18543&id=100001672408341&l=e7c045bd76
http://www.facebook.com/album.php?aid=18565&id=100001672408341&l=bdeb6f1820


Zdjęcia:

RUMUNIA / Maramuresz  / Budesti / 707-18,   Niedziela 1 RUMUNIA / Maramuresz  / Desesti / 707-35,  Cerkiew Desesti RUMUNIA / Maramuresz  / przełęcz Setref  880mnpm / 4639,  Podwieczorek RUMUNIA / Bukowina  / Arbore / 4867,  Dla każdego coś miłego RUMUNIA / Bukowina  / Milisauti / 4890, Dla każdego coś miłego RUMUNIA / Bukowina / Ciocanesti / 5005,  Mowa ciałem RUMUNIA / Transylwania / Brateiu / 5524,  Cygańska manufaktura RUMUNIA / Oltenia / Horezu / 5754, Ciężkie jest życie staruszka RUMUNIA / Maramuresz / Munti Rodnei / 710-01, Górski spacerek RUMUNIA / Bukowina  / Ciocanesti / 710-23, Samotność ? RUMUNIA / Bukowina  / Ciocanesti / 710-27, Samotność RUMUNIA / Park Narodowy Auspeni  / Arieseni / 720-13, Bez pracy nie ma ... RUMUNIA / Park Narodowy Auspeni  / Arieseni / 720-15,  Poranek RUMUNIA / Park Narodowy Auspeni  / za Przełęczą Ursoi   1320m npm. / 720-35,  Zapomniane przez ludzi osady górskie RUMUNIA / Park Narodowy Auspeni  / Horea / 721-09,  Widok w kierunku Albac RUMUNIA / Transylwania  / Sighisoara / 712-13,   Nocne widoki RUMUNIA / Park Narodowy Auspeni  / Garda de Sus  / 721-20,  Potoczek

Przydatne adresy:

Brak adresów do wyświetlenia.


Inne materiały:

RUMUNIA
artykuły (20)
linki (33)
galeria zdjęć (919)
przewodnik: RUMUNIA
ogłoszenia (29)
forum (79): RUMUNIA

Komentarze:

Komentarze mogą być dodawane przez zarejestrowanych użytkowników.
Dodaj komentarz:
treść:
użytkownik: hasło:

Poprzednie komentarze:

    2010-12-21 17:18:36 - Marek 65
  • Dzięki Smok-1 za sprostowanie. Co do Rowiniety to w 2007 roku jej nie kupowaliśmy (brak wiedzy) a w tym roku kupiliśmy, nikt nigdy jej nie sprawdzał. W 2007 miałem jedno bliższe spotkanie z Policją ale nie pytali o nią - byli uprzejmi i konsekwentni w wypisaniu mandatu. Uważam ,że opłata 7EURO za 30 dni to nie majątek a komfort jazdy bez stresu.
  • 2010-12-20 11:58:32 - Smok-1
  • A o tej Rowiniecie też czytałem, ale ode mnie jakoś nikt tego nie wymagał (byłem 2 lata pod rząd 2006-2007), a więc już jak byli w Unii. Sprawdzają to na drogach ?
  • 2010-12-20 11:55:24 - Smok-1
  • Fajne kompendium wiedzy, diżo info praktycznych, delikatne sprostowanie: kośćiół w Gold nie jest na liście UNESCO, natomiast stary kościół w Barsana (nie mylić z nowym monastyrem!) jak najbardziej tak. Kościół w Ieud jest dostępny (trzeba się popytać we wsi kto ma klucze) - jak chcesz podeślę fotki z wnętrza.
  • 2010-12-13 19:08:16 - lena13
  • Dziękuję za zajmujący artykuł o Rumunii. wspaniały dziennik z podróży z wyczerpującymi temat wskazówkami dla udających się do tego kraju. Jesteś niezrównanym obserwatorem ... jeszcze raz dzięki.
  • 2010-12-13 19:06:40 - lena13
  • Dziękuję za zajmujacy i bardzo artykuł o Rumunii. wspaniały dziennik z podróży z wyczeroującymi temat wskazówkami dla udających się do tego kraju. Jesteś niezrównanym obserwatorem ... jeszcze raz dzięki.

Nowości
Nasi użytkownicy mają różne plany na wakacje, np. Bałkany na motocyklu :-) Może to nie koniec świata, ale na pierwszą wyprawę motocyklową zupełnie wystarczy. Powodzenia!
Wiecie co to jest "Re:Bus" ? ;-) To studencki projekt turystyczny zakładający podróż dokoła Europy VW Transporterem T3 z 1987 roku. Ekipę stanowi sześcioro studentów w wieku 20-22 lata. Ich celem jest zwiedzenie państw Europejskich, głównie Hiszpanii w miesiąc, przy jak najmniejszym nakładzie finansowym. Podróż planowana jest na sierpień 2012. Do przejechania ok. 9000 km. Trzymamy kciuki!
AB1: Dzięki za opis. ... (05-17 15:02)
SZWECJA / DALARNA / RATTVIK / SKANSEN PRZY KOŚCIELE
lelo57: Super pokazane, ładne ujęcie i odważny facet na klifie.... (05-17 14:56)
INDONEZJA / Nusa Lembognan / Devil's Tear / Siła oceanu
lelo57: Zdjęcie i miejsce jest bardzo ciekawe i to właśnie chciałeś pokazać na tym rzecz polega. C... (05-17 14:54)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa
dawidm: #Azar zgadza się. Spróbowałem innej metody obróbki z naciskiem na szczegóły a nie barwy ;)... (05-17 13:06)
DANIA / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula / Skagerrak, Jutland peninsula
Smok-1: Niestety mam ten sam problem, chyba Glob pozmieniał coś w konfiguracji i generalnie jest p... (05-17 12:39)
INDONEZJA / Nusa Penida / południowe wybrzeże / Dziurawa wyspa