Artykuły i relacje z podróży Globtroterów Dodaj do: wykop.pl

Istambuł – dwa przeplecione światy > TURCJA


akras akras relacje z podróży

Zdjęcie TURCJA / - / Istambuł / IstambułNiewiele wiedzieliśmy o Istambule przed przybyciem do tego miasta. Ot, główne zabytki, co najlepiej zjeść, co kupić. Lecieliśmy z innej też okazji, ale był czas i na zwiedzanie, i powłóczenie się po mieście. Był czas na odwiedzenie okolic Istambułu. Miasto o burzliwych dziejach, leżące na szlakach handlowych Europy i Azji, o trzech nazwach – Bizancjum, Konstantynopol, teraz Istambuł. Ludzie uprzejmi i mili, bez trudu można porozmawiać po angielsku. Należy też uważać trochę na tradycyjne tureckie zachowanie – trzeba się targować, ceny za posiłek lub przewóz ustalać z góry i nie dać się naciągnąć na dodatkowe wydatki. Naprawdę można tam zobaczyć mieszankę mentalności europejskiej z azjatycką.

Lot z Warszawy do Istambułu można było śledzić na zamontowanych nad siedzeniami monitorkach, stąd wiedzieliśmy dość dokładnie jaką trasę przebywamy. Stewardessy – Turczynki, ale przefarbowane na blondynki – ich ciemne ozy i cera bardzo kontrastowały z włosami.
Na lotnisku, po wykupieniu za 15 euro wizy i odnalezieniu bagażu, zaczęło się poszukiwanie przewoźnika, który zawiózłby nas do miejsca noclegu. Organizatorzy zjazdu, na który lecieliśmy proponowali… 50 euro za przewóz od osoby. Po krótkim targowaniu się, znalazł się przewoźnik na lotnisku – cena – 7 euro za osobę. Nie powiedział tylko, że na zapełnienie jego busa chętnymi trzeba będzie czekać półtora godziny. Jechaliśmy wąskimi uliczkami miasta, zastawionymi często śmietnikami i różnymi rupieciami, to pnąc się w górę, to zjeżdżając, dowożąc wszystkich pasażerów tam, gdzie chcieli dotrzeć. Czasami nie mogłam uwierzyć, że kierowca zmieści gdzieś swój pojazd. Nie ostatni raz przekonałam się o mistrzowskich wręcz umiejętnościach Turków za kółkiem kierownicy.
Po rozpakowaniu się, zaczęliśmy szukać czegoś dobrego do zjedzenia. Okazji było bez liku, obsługa licznych knajpek stała przed drzwiami i zapraszała na konsumpcję. Tamtego wieczora jedliśmy ryby i owoce morza przy stolikach na chodniku, ale w jakiejś bocznej uliczce, w której nie było jeżdżących aut. Podczas naszego pobytu w Istambule ceny dań były przystępne, obsługa bardzo miła i kompetentna.
W sierpniowe dni Istambuł ogarnięty jest upałami. Prawie w nim nie widać zieleni. Ponieważ położony jest na górzystym terenie (na siedmiu wzgórzach), jadąc górą mogliśmy zobaczyć morze domów, ciągnących się po horyzont. Wieczorami było to, z kolei, morze świateł, nad którymi świecił sierp księżyca i unosiły się głosy muezzinów z licznych minaretów.
Z bliska zabudowania wyglądały raz lepiej, raz gorzej. Wiele razy widzieliśmy ruiny z zawalonymi dachami, czekające chyba tylko na swoją samodezintegrację. Nie wiadomo, czy tak tam się dzieje z powodu niedbalstwa, czy jakichś przepisów, być może zaliczających te domy do nienaruszalnych zabytków.
Zwiedzanie zaczęliśmy od tradycyjnych zabytków – Bazyliki Mądrości Bożej (Haghia Sophia – Aya Sofya) i Błękitnego Meczetu. Ponieważ obydwa zabytki znajdują się blisko siebie, można je obejrzeć w ciągu jednego dnia. Trzeba liczyć się z długimi kolejkami do wejść i kas. Aya Sofya była budowana jako kościół chrześcijański, lecz gdy w połowie XV wieku Turcy zdobyli Istambuł (ówczesna nazwa tego miasta brzmiała – Konstantynopol), zamienili bazylikę w meczet i tak Aya Sofya została jednym z głównych ośrodków wiary muzułmańskiej. Obecnie jest to muzeum.
Wielka, lekko eliptyczna kopuła przykrywa tą budowlę, a oprócz tego znajdują się tam większe i mniejsze półkopuły – od północy i południa. Pod kopułami, na filarach, wiszą wielkie drewniane, malowane złotymi, arabskimi literami dyski. Napisy to święte imiona islamu – Allacha, Mahometa i czterech pierwszych kalifów. Na ścianach można dostrzec mozaiki i ich fragmenty, można też usiąść na dywanach zaściełających podłogi i patrzeć na olbrzymie przestrzenie między filarami a kopułami. Oczywiście pełno dookoła turystów.
Błękitny Meczet – jedyny w Istambule z sześcioma minaretami – został zbudowany w siedem lat, na początku XVII wieku. Kolor błękitny w nazwie wziął się od niebieskich, fajansowych płytek, którymi udekorowana jest kopuła i wyższe partie ścian. W środku można przejść się po galeriach – południowej i północnej. To co nas trochę rozśmieszyło, to ewidentnie krzywe łuki sklepień, ale skoro meczet nie zwalił się przez tyle lat, widocznie taka sztuka budowania w niczym nie przeszkadza.
Obydwa te zabytki architektoniczne i religijne są w nocy pięknie oświetlone. Wieczorami na ścieżkach ogrodów wokół, rozpościera się targ – ubrań, słodyczy i wszelkiego rodzaju dóbr. Odbywa się też pokaz „światło i dźwięk” – głównie są to bajki dla dzieci, a ich żywe reakcje wskazują, że opowieści są przejmujące. Zresztą te opowieści rodem pewnie z tysiąca i jednej nocy, są mówione nie tylko po turecku, ale też po angielsku.
W oczekiwaniu na ostatni, wieczorny rejs Bosforem, daliśmy się zaciągnąć do restauracji na jednym z mostów. Wcześniej ustaliliśmy cenę posiłku i wytargowaliśmy kawę ekstra. Na tą kawę moglibyśmy chyba czekać bardzo długo, bo obsługa miała nadzieję, że w międzyczasie coś dodatkowo zamówimy, ale trzeba przyznać, że gdy porozmawialiśmy z kierownikiem, dostaliśmy kawę natychmiast i jeszcze radę, żeby biletów na rejs nie kupować w kasach na początku trasy do miejsca odpłynięcia, tylko na końcu, tuż przy brzegu – i rzeczywiście – tam było najtaniej.
Rejs zaczął się w dzień, ale szybko zobaczyliśmy piękne kolory zachodzącego słońca, barwiące nadbrzeżne zabudowania – meczety, minarety, kawiarnie oraz mosty spinające dwa brzegi – europejski i azjatycki. Na pokładzie płynęło mnóstwo ludzi, między którymi sprawnie przeciskali się kelnerzy niosący herbatę lub kawę.
Niestety, z powodu huśtania na sporych falach, podczas powrotnej drogi, nie udało się zrobić zbyt wielu ostrych zdjęć oświetlonych reflektorami budowli na brzegu.
Pałac Topkapi – siedzibę sułtanów tureckich najlepiej na spokojnie zwiedzać przez cały dzień, uwzględniając również kolejki do kas. Pałac został zbudowany na wzgórzu, nad miejscem złączenia się Bosforu ze Złotym Rogiem i ich ujściu do Morza Marmara. Z tarasów pałacu rozciągają się piękne widoki. Pałac został zbudowany w połowie XV wieku, lecz stał opustoszały od połowy XIX wieku i dopiero od 1924 roku został przekształcony w muzeum. Zanim wejdzie się do Pałacu, można zwiedzać gospodarcze zabudowania na Dziedzińcu Janczarów – na przykład dużą kuchnię z pełnym wyposażeniem – wielkimi saganami, rondlami, patelniami, naczyniami szklanymi i ceramicznymi. Na Drugim Dziedzińcu odbywały się Rady Sułtańskie, tzw. Dywany – przybywało na nie i pięć tysięcy osób.
A na Trzecim Dziedzińcu znajduje się skarbiec sułtański – tam naprawdę zapiera dech w piersiach – wspaniałe, wyszywane złotą nicią ubiory, kunsztowna biżuteria, naczynia wysadzane drogocennymi klejnotami i wielki diament zawieszony w gablocie, chyba dobrze zabezpieczonej. Znajduje się tam też biblioteka z cennymi, ładnie zdobionymi księgami.
Jest i Czwarty Dziedziniec, zabudowany luźno stojącymi pawilonami, w których między innymi przechowywany jest święty płaszcz Proroka. Jest pawilon całkowicie wyłożony całkowicie kafelkami z piękną ornamentyką, podobno za czasów sułtana ściany były zakryte cennymi gobelinami. Na małych dziedzińcach pryskają wodą fontanny, w ogrodach rośnie mnóstwo kwiatów. Można tam naprawdę zachwycić się wieloma rzeczami. Wystawne życie wiedli sułtani.
Mieliśmy w planach potargować się o jedwabne wyroby na słynącym z nich targu w Bursie. Miasto to leży naprzeciw Istambułu kilkadziesiąt kilometrów od południowego brzegu Morza Marmara. Na brzeg łatwo dostaliśmy się promem, następnie pojechaliśmy metrem do ostatniego jego przystanku, a potem przesiedliśmy się do autobusu wypakowanego głównie kobietami z dziećmi. Do Bursy jedzie się dość długo, a ile czasu to zajmie, zależy od pasażerów, ponieważ kierowca zatrzymuje się na każde ich żądanie.
Targ jedwabiu w obszernym budynku mieści wiele kramów, które właściwie są sklepikami. Targując się ostro, kupowaliśmy szale, chusty, krawaty i makatki, niejedną pijąc herbatę po ubitym interesie. Wiele razy pytano nas czy jesteśmy rodziną. Nie dało się niestety stargować ceny jedwabnego szala, który wpadł mi w oko i chyba za bardzo to okazałam, na pocieszenie dostałam kokon jedwabnika.
Zdążyliśmy jeszcze zjeść gyros z baraniny z przepysznym, gęstym jogurtem i musieliśmy już wracać. I tak z powodu wielu nieoczekiwanych przystanków „na żądanie” ledwo zdążyliśmy na ostatni odpływający statek, właściwie na niego wbiegając.
W Istambule spotyka się tureckie kobiety ubrane po europejsku, dużo z nich nosi chusty, lub zakrytych jest od stóp do głów czarnymi czadorami (oj – gorąco im pod takim ubiorem). Nasze odkryte głowy i stroje nie wzbudzały emocji, jednak podróżując poza Istambułem, wyróżnialiśmy się mocno wśród tłumu ciemnowłosych, smagłych ludzi – mężczyzn, kobiet w chustach i ruchliwych dzieci.
Zwiedzaliśmy także Wyspy Książęce – tam zsyłano niepokorne książęta, którzy narazili się na dworze sułtana, a których nie wypadało zabić. Na wyspach nie wolno używać pojazdów spalinowych. Można jeździć rowerem lub jedną z licznych dorożek, myśmy wybrali wersję – na piechotę – i warto było. Przy wąskich chodnikach stoją zabytkowe, drewniane domy, jedne odmalowane, odremontowane i zamieszkałe, inne popadające w ruinę. Można podziwiać zadbane ogrody z kolorowymi kwiatami i leniwie wylegujące się koty.
Myśmy szukali plaży, ponieważ, jak mówili Turcy, plaży w Istambule nie ma, a żeby dostać się do najbliższej, leżącej „daleko, daleko”, najlepiej wezwać ich znajomego, który za opłatą nas tam zawiezie…
Na wyspie plaża okazała się być również daleko, przynajmniej ta bez plażowiczów. Schodziliśmy do niej przez gęste zarośla, zgięci wpół, ledwo widocznymi ścieżkami. Plaża okazała się usypana z… muszelek. Pierwszy raz taką widziałam. Niestety ponieważ w zatoce cumował jakiś jacht, widać było, że to miejsce jest często odwiedzane od strony wody i z tego powodu dość dużo było dookoła śmieci.
Na koniec pobytu zostały zaplanowane zakupy na Wielkim Bazarze w Istambule. Można tam chyba kupić wszystko i jednocześnie stracić fortunę. Parę godzin minęło jak chwila. Lampki, wyroby ze skóry, drewna, srebra, kolorowo zdobione naczynia, kafelki, kilimy, dywany, chusty, ubrania itp., itd.
Stamtąd taszczyłam do Polski kafelki w typowo tureckie błękitne tulipany (choć bardziej typowe są czerwone), które teraz wiszą, oprawione w ramkę, w mojej łazience.
Oczywiście zakup, to prawdziwy ceremoniał – jak chcesz kupić chustę, to sprzedający tańczą wokół, motając na tobie nieskończoną ilość chust z cierpliwością godna naśladowania. Jak kupujesz kafelki, sprzedający na kolanach prawie, układa na podłodze coraz to nowe wzory. Potem herbata i pogawędka. Tak – tradycja i zarobek. Zresztą na ulicach czy przy przystankach uwijają się już najmłodsi, sprzedając choćby wodę mineralną.
Po zakupach wsiedliśmy w taksówkę i zaczęło się… Kierowcy tam nie wiedzą chyba co to kierunkowskaz, pasy zmienia się slalomem, pędzi się ile można wycisnąć z auta, a czerwone światło to tylko sugestia. W jednej ręce papieros, w drugiej komórka… no, prawie ;). Niezłe to było przeżycie.
Trzeba powiedzieć, że Turcy to uprzejmy i życzliwy naród, przynajmniej taki się nam wydał. Jak otwieraliśmy na ulicy mapę, to zaraz ktoś się pytał jak nam pomóc, jak mówiliśmy, że czegoś nie chcemy kupić, nie było przymusu i nachalności (w odróżnieniu od tego co przeżyłam w Egipcie). Gdy się trochę porozmawiało, dostawało się mnóstwo praktycznych rad – gdzie cos kupić taniej, gdzie lepiej zjeść, itp.
Właściwie nasyceni wrażeniami wracaliśmy do Polski, chociaż ze świadomością, że w Istambule jest jeszcze Europa i jest to turystyczne miasto, i żeby poznać Turków i Turcję należałoby wyruszyć w głąb tego kraju.


Pobyt w Istambule dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń. Chcieliśmy „dotknąć” choć trochę prawdziwego życia w tym mieście. Nie do końca się udało, bo dużo ukryte jest pod fasadą otoczki stworzonej dla turystów, których tam nie brakuje, zwłaszcza wokół zabytków, które też chcieliśmy zobaczyć. Ale jeździliśmy w dusznych autobusach miejskich, w których kobiety w czadorach odsuwały się od wpadającego przez okna słońca. Jechaliśmy też szaloną, turecką taksówką. Wypadki też się tam zdarzają, widzieliśmy bijatykę między kierowcami po kraksie na… środku jezdni. Chodziliśmy uliczkami z drewnianą, starą zabudową i pokrzywionymi chodnikami. Jedliśmy pyszne potrawy tureckie, łącznie z niezwykle ostrą papryczką, po której drętwieje język i przez pewien czas nie warto nic jeść bo nie czuje się smaku. No i targowaliśmy się zawzięcie, zbijając ceny o połowę i więcej.

Zdjęcia

TURCJA / - / Istambuł / IstambułTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - miasto w dzieńTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - na targuTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - rejs po BosforzeTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - rejs po BosforzeTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - rejs po BosforzeTURCJA / - / Wyspy Książęce / Istambuł - Wyspy KsiążęceTURCJA / - / Istambuł / Istambuł - misto nocąTURCJA / - / Wyspy Książęce / Istambuł - Wyspy Książęce

Dodane komentarze

jkh12@interia.pl (kontoo zablokowane) dołączył
12.02.2011

jkh12@interia.pl (kontoo zablokowane) 2011-06-17 05:48:43

Proste i dobre spostrzeżenia gratuluję!

akras dołączył
03.07.2010

akras 2011-03-06 22:42:30

A właśnie się wybieram do Turcji na przełomie kwietnia i maja. Tym razem do Turcji zachodniej, o czym od dawna marzyłam.

amon dołączył
25.12.2010

amon 2011-03-06 22:27:37

Czytając Twoją relację przypomniały mi się moje wrażenia z pobytu w Turcji :)dzieki

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są akceptowane przez administratora i dopiero wtedy pojawiają sie na stronie.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

10-16
Rowerem przez Szwecję na Nordkapp i z powrotem

Nordkappp przyciąga wielu z nas, nawet jeśli trudno o kompana podróży, warto wyruszyć w tym kierunku ... Przekonajcie się!

11-05
Najlepsze zdjęcia października!

W długie jesienne wieczory nic tak nie cieszy oczu i serca jak piękne zdjęcia z podróży! Zapraszamy więc do galerii TOP30 :-)

08-08
Namsan - Świat Buddów wyrzeźbiony...
08-05
Jezioro Tonle Sap...
06-24
Preikestolen czyli spojrzenie w p...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl