Forum dyskusyjne

bo jeszcze nie ma nic o suazi

kategoria podróże po świecie

kraj Suazi

szawarska dołączył
06.10.2008

szawarska 06:20 | 27.12.2008

W Suazi blisko 60 proc. mieszkańców jest zarażonych HIV. To najwyższy odsetek na świecie





Pracuję charytatywnie w stolicy Suazi, Mbabane, w amerykań­skiej klinice Baylor's. Konkret­nie: w dziale statystyk. Mam wpisywać brakujące dane do syste­mu komputerowego. Ale Lucia, pedia­tra z Hiszpanii, chce mnie wziąć do swojego gabinetu. - Statystyki są super - mówi - ale tu, na pierwszym piętrze, są prawdziwe historie. Chce mnie zapo­znać z pracą w klinice, podejściem do pacjentów. Cieszy się, że podczas pracy w bazie danych nauczyłam się podsta­wowych skrótów medycznych, to nam ułatwi porozumienie się.



Najważniejszym skrótem jest tu CD4. To komórki systemu immunologicznego, które wirus HIV atakuje i rozkłada. Im mniejsza liczba, tym gorsza odporność. Tylko jak to wytłumaczyć osobie, która nigdy nie uczyła się biologii? - Me trze­ba tłumaczyć- mówi Lucia. - To jest kultura HIV. Wszyscy wiedzą, co to jest CD4 i znają swoje wyniki. To prawie tak jakby mówić „jaki masz poziom CD4?" zamiast „co u ciebie słychać?".



Dwudziestoletnia dziewczyna w cią­ży, z małym chłopczykiem na ramieniu. Nieśmiała, zawstydzona. Ma pozytywny status (tzn. jest nosicielem wirusa HIV), tak samo dziecko. Pomimo że pacjenci są oddzielnie umawiani na rozmowy z psy­chologiem i zajęcia grupowe, wizycie u lekarza zawsze towarzyszy wywiad so­cjalny: dlaczego nie stosuje antykoncep­cji? Czy reszta rodziny zna swój status? Komu się zwierzyła? Słowo „zwierzyć się" jest tu używane wyłącznie w kontekście informowania kogoś o swojej chorobie. W klinice, w powodzi ulotek, najwięcej jest właśnie tych: „Jak się zwierzać".



Jego Eminencja



Na szczęście w Suazi część kobiet po­trafi już mówić o AIDS. Ostatnio dzia­łaczki pozarządowej organizacji Positive Living przeszły ulicami Mbabane z transparentami „Wydajmy te pieniądze na terapię przeciwko AIDS". Jakie pienią­dze? Pieniądze Banku Centralnego, czyli podatników, za które król Suazi Mswati III wysłał dziewięć swoich żon wraz z dziećmi, opiekunkami i ochronia­rzami do Dubaju na zakupy. Mswati III jest królem od 22 lat. Ma 13 żon, zgodnie z zasadą, że król powinien być związany ze wszystkimi klanami rodzinnymi kró­lestwa Suazi.



Ostatni monarcha absolutny, jak o nim mówią, to „człowiek, który rządzi wielką rodziną i małym krajem" i słynie z kontrowersyjnych pomysłów. I podob­nych wypowiedzi. Najbardziej pamięt­na to rada skierowana do absolwentów UNISWA, czyli Uniwersytetu Suazi, żeby szukali pracy za granicą, bo w kra­ju jej nie znajdą. Przeszło też do histo­rii jego stwierdzenie, że „wszyscy ludzie zarażeni wirusem HIV powinni zostać wysterylizowani i oznaczeni". Oprócz tego wyszedł z inicjatywą wprowadze­nia 5-letniego obrządku Umcwasho dla zatrzymania epidemii AIDS. Dla kobiet obrządek oznaczał życie w celibacie i, na dowód tego, noszenie tradycyjnych wełnianych naszyjników. Co ciekawe, mężczyznom nie narzucono żadnych ograniczeń.



Ugruntowało to powszechną opinię, że AIDS jest problemem wywołanym przez kobiety i przez kontrolę kobiet należy go zwalczać. Spadła ilość ślubów. Wzrosła prostytucja. I liczba nielegalnych abor­cji. Korzyści nie odnotowano.



Celibat jest głównym, sugerowanym przez suazyjskich polityków, rozwiąza­niem problemu AIDS, ponieważ nie wy­maga żadnych nakładów finansowych. Ma jednak wadę. Nie działa. Jason, mąż jednej z lekarek w klinice, przedstawił inny pomysł niewymagający dużych na­kładów: - A gdyby król Mswati III ogłosił, że zrobi test na HIV? Nawet nie ujawnia­jąc wyników. Z pewnością oznaczałoby to przełom. Przez cały pobyt w Suazi ani razu nie spotkałam mężczyzny, któ­ry zgodziłby się na test HIV. Gdyby zrobił go sam król, być może męska część kraju ruszyłaby do klinik. Bo w Suazi mężczyź­ni wykazują niepewność i brak zaufania wobec szpitalnych autorytetów. Anouk, amerykańska lekarka, która zdecydowa­nie takim autorytetem powinna być, ma na ten temat swoją teorię. - Myślimy, że kobiety są silniejsze psychicznie i dlatego częściej decydują się na badanie i terapię. Ale one mają też inną motywację. Najczę­ściej badają się, kiedy mają dzieci. Kobie­ty decydują więc o losie całego społeczeń­stwa. A w tym kraju nie mają, niestety, za dużo do powiedzenia.



Karteczka na dowód



Gospodarka Suazi jest w opłakanym stanie. Ponad trzy czwarte ludności żyje w ubóstwie. Przewidywana długość ży­cia to 32 lata. Co roku liczba mieszkań­ców zmniejsza się o 4 tys. osób. Więk­szość Kościołów chrześcijańskich za­aprobowało stosowanie prezerwatyw. Nombuso z działu danych tłumaczy: - U mnie w Kościele jest to dozwolone. Księża ciągle powtarzają, żeby zdecydo­wać się na dzieci, kiedy jesteś na to goto­wy, i dać im jak najlepsze szanse na przy­szłość. Zresztą większość żon pastorów stosuje antykoncepcję.



Pierwszą naszą pacjentką jest trzy­dziestoletnia, zmęczona kobieta niosą­ca wielkie zawiniątko z koca. Przyszła zarejestrować swojego synka. Data uro­dzenia? Wczorajsza. Kobieta jest na te­rapii przeciwko HIV. Jest trzecią żoną mężczyzny, którego przyprowadziła ze sobą, a mały Simpopo leżący na wadze to ich szóste dziecko. Mąż siedzi na ław­ce i zgarbiony kiwa się, patrząc w pod­łogę. Czy robił test na HIV? Nie. Zgodzi się zrobić teraz? Nie. - Wiem, że nie mam HIV, bo o siebie dbam - mówi. Skoro wie, że nie ma wirusa, to może jednak zrobi test? Nie.



Małżeństwo z dwójką córek. Pierw­sza wizyta w ich życiu, wszystkim trzeba założyć osobne karty, a w po­zamiejskich klinikach nie ma kompu­tera. To oznacza dużo papierkowej ro­boty, zwłaszcza że tutaj zamiast rubryki „miejsce zamieszkania" jest „opis miej­sca zamieszkania". Najważniejsze dane to m.in., jak się z pacjentem skontakto­wać, ile czasu i pieniędzy musi wydać na dojazd do kliniki, czy ma lodówkę, której wymagają niektóre lekarstwa. Ta rodzina jest z wyższej warstwy społecz­nej. Widać to od razu, bo kobieta ma na sobie spodnie. No i mają lodówkę.



W czasie, kiedy zajmujemy się karta­mi, pielęgniarka-tłumaczka przekazu­je im podstawowe informacje na temat AIDS i opisuje, jak wygląda test na HIV. Robi się dla pewności dwa osobne testy, według tej samej procedury. Polega to na nakłuciu palca igłą i upuszczeniu kilku kropel krwi na tekturkę. Test w przeli­czeniu kosztuje niecałe 2 zł i daje wynik w pięć minut. Jedna kreska - negatyw­ny, dwie - pozytywny. Nie muszę znać siswati (języka Suazi), żeby domyślić się, że mężczyzna nie zgadza się na zrobie­nie testu. - Przyjechał tu, żeby dzieci zo­stały zbadane. Mówi, że nie przygotował się na żadne badania i że chce to przemy­śleć. Kobieta kiwa głową. Zrobi test. On wychodzi. Atmosfera w gabinecie gęst­nieje. - Powiedział, że szanuje jej decyzję i że poczeka na zewnątrz, a ona może mu powiedzieć o wyniku albo nie. Jak chce. Nawet Anouk pierwszy raz widzi taką scenę. Wynik okazuje się negatywny. Bardzo się cieszymy. Dużo bardziej niż nasza pacjentka. Stoicyzm Suazyjczyków w takich sytuacjach jest wręcz nie­wyobrażalny.



Anouk i pielęgniarka przekonują ko­bietę: wypiszemy ci karteczkę. Bo tu le­karz musi przewidzieć konsekwencje tego, co dzieje się w gabinecie. Musi wy­obrazić sobie komentarze, na jakie na­rażają się kobiety, które wysiadają z au­tobusu przed kliniką znaną z leczenia AIDS. Musi wiedzieć, że matki niechęt­nie rezygnują z karmienia piersią (mimo że dziecko może się zarazić), bo nawet tak błaha rzecz jak wczesne przestawie­nie niemowlęcia na stały pokarm może wzbudzić podejrzliwość kobiet z wioski. I musi wypisać karteczkę, bo mąż może nic nie mówić i jednocześnie oddalać się od żony, podejrzewając, że skłamała co do swojego wyniku.



Kult Kopciuszka



Z USA przyszła dostawa książek dla dzieci. Spośród wszystkich przysłanych tytułów uwagę przykuwają dwa: „Pięk­ne córki Mufaro" oraz „Smutna historie Mary". Zestawienie tych dwóch lektur idealnie obrazuje problem HIV. Pierw­sza to głos afrykańskiej tradycji: pięk­nie napisana miejscowa wersja „Kop­ciuszka", gdzie postacie mogą być tylko bardzo złe albo bardzo dobre, a tą bar­dzo dobrą jest oczywiście pokorniejsza, bardziej nieśmiała i bardziej pracowita z córek. Druga książka, wydana pod pa­tronatem UNICEF, to opowieść o dziew­czynce, która zachodzi w ciążę, uwie­dziona przez kolegów z klasy. Tu morał jest taki, że Mary wiodłaby szczęśliwsze życie, gdyby była asertywna i używała prezerwatywy. Tak dochodzi do zderze­nia dwóch kobiecych wzorców, które nie mogą istnieć obok siebie. I ani UNICEF, ani rady lekarzy, ani sesje z pracowni­kami społecznymi nie pomogą młodym Afrykańczykom, jeżeli w ich własnym domu będzie panował kult Kopciusz­ka, czyli dziewczyny, która nigdy nie była zainteresowana zrobieniem sobie testu na HIV.



Lekarz dla Dlaminiego



Przyjmuje się, że wirus HIV powstał w Afryce Środkowej, więc w tych rejo­nach miał najwięcej czasu, by się roz­przestrzenić. Jednak to Suazi zostało najbardziej poszkodowane przez pan­demię HIV. Gospodarka kraju jest w du­żym stopniu zależna od RPA. Nic nie przekona mężczyzn do wierności, je­żeli na długie miesiące wyjeżdżają do pracy do sąsiedniego kraju. Tych, któ­rzy są już zarażeni, nie ma kto leczyć. Krajowej służbie zdrowia brakuje środ­ków i wykwalifikowanych pracowni­ków. W całym kraju nie ma ani jednej szkoły medycznej. Na razie wszelkie inicjatywy zwalczania HIV wychodzą ze strony obcokrajowców. Utworzenie sektora edukacji medycznej już za pięć lat dałoby pierwsze pokolenie miejsco­wych lekarzy. Statystyczny Dlamini (to najpopularniejsze tutaj nazwisko) miał­by poczucie, że „swój" lekarz zrozumie go lepiej.



Suazyjczycy nie boją się badań ani wi­zyt w gabinecie. Boją się ich konsekwen­cji społecznych. W Europie, gdzie wiedza ogólna na temat AIDS jest tak znikoma jak procent ludzi będących nosicielami wirusa, paradoksalnie, największy jest strach przed samą chorobą. Informacja o tym, że jadę do nieznanego kraju na „S" pracować w klinice, gdzie są ludzie śmiertelnie chorzy, budziła przeraże­nie. Bo można się zarazić. Nieodmien­nie myślimy o bólu fizycznym, nie psy­chicznym. Patrzymy na HIV wyłącznie jak na wirus niszczący system odporno­ściowy. I nie bierzemy pod uwagę tego, że HIV może zniszczyć znacznie więcej: całe społeczeństwo.



Weronika Szawarska

"Polityka" nr 49/2008





jeżeli artykuł wam się podobał prosze pomóżcie mi w pisaniu nowej rzeczy o podróżach wypełniając bardzo krótką ankietę (5 pytań):
www.ankietka.pl/survey/results/id/19158/roznice-w-podrozowaniu-  kobiet-i-mezczyzn.html


mario-mil dołączył
21.10.2008

mario-mil 11:56 | 19.03.2011

Ciekawy artykuł,pewnie mimo upływu trzech lat niewiele się zmieniło?


Podobne wątki podróże po świecie SUAZI


Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl