Forum dyskusyjne

Uliczny grajek 2004 z akordeonem i autostopem po Europie cz 1

kategoria podróże po świecie

macaco dołączył
28.01.2009

macaco 09:50 | 06.02.2009

22.03.2004 RYCERKA

Chyba juz niedlugo bede mogl zaczac moj dziennik autostopowicza ; pojutrze ruszam juz na dobre. Dzis spedzilem sporo czasu na internecie szperajac w roznych podroznych rupieciach, ale nic konkretnego nie znalazlem tzn np. oferty, ze ktos szuka pasazera do Hiszpanii . Za to sciagnalem troche inspiracji; wciagnal mnie pamietnik Kingi, potrzebowalem dzis wlasnie czegos takiego- wyciagnietej reki, bo przyznam sie troche, ze opadl mi entuzjazm i pojawil sie lekki niepokoj, no bo przeciez zostawiam dom, zone i jade dosyc daleko sam, nie wiem co mnie spotka, a w dodatku zima nie chce sie skonczyc.
Fajnie byloby spotkac kogos po drodze, byloby razniej niz samemu, ale moze wlasnie tego potrzebuje: troche samotnosci, zeby oczyscic moja wewnetrzna atmosfere.

"DOBRE ZYCIE"

Mysle, ze to dobre zycie
Dobrze zanurzyc reke
w suchych jesiennych lisciach
a jutro byc juz gdzie indziej
i lowic zlote mysli
i wieczorne rozmowy

Dobrze jest zyc
po sciezce zycia isc
i nie liczyc wydanych groszowek
i nocy spedzonych na patrzeniu w gore
a nie w dol

Dobrze jest zyc
nie raniac nikogo
i byc po prostu wolnym
nie zmarnowanym w falszu i trywialnosci

Moze to jednak
tylko moj sen
Ale przeciez cale zycie
to troch jak sen
wiec dobrze jest zyc i tak
po sciezce zycia isc
i o przyjazni i przygodzie snic...

***
Dzis skonczylismy z Tulasi ostatnie, wykonczeniowe prace nad naszym boskim pokrowcem na akordeon. Zajal nam trzy dni pracy, dodam, ze dni osmiogodzinne,bez sciemy, z przerwa na posilki , ale jestem z niego dumny. Jest super!
Wygodny (male niedogodnosci niweluje jasiek wlozony w odpowiednie miejsce), ladny i mocny (mam przynajmniej nadzieje, ale przy tylu sciegach powinien trzymac sie kupy przez lata) . Jestesmy wielcy!
Bedzie mi brakowalo Tulasi przez te najblizsze tygodnie, (i pewnie miesiace). No wiec jutro ostatnie przygotowania a w srode zaczynam od Arka i Indulekhi.

23.03.2004 Rycerka

Ostatni wspolny wieczor z Tulasi i w ogole tutaj w domu. Tata kupil nam na pozegnanie butelke Vermutha i jeszcze postawil salatke owocowa z winogronami . Jest mila atmosfera, wszyscy sie troche martwia o mnie (ja w sumie tez:)), ale tak po prostu ma byc. Nie jade dlatego, ze musze, ale jade bo chce i tego potrzebuje, a tutaj zostawie przyjazne serca.
Mozliwe, ze do Ket dojade z jednym znajomym mamy, ktory ma tam sklep, i dojezdza co rano. Fajnie by bylo. Z Ket do Krakowa to juz rzut beretem. Jesli by nie lalo to jeszcze zdazylbym pograc na rynku , jesli szybko znajde dom Arka i Indulekhi. Poza tym bede musial zorganizowac jakis bilet miejski, moze tygodniowy.
Ciesze sie, ze zobacze Krakow. Spedzilem tam kilka fajnych lat, najpierw jako brahmacarin, to byly naprawde piekne lata, a pozniej z Tulasi (jeszcze piekniejsze:).
Mam tez nadzieje, ze spotkam tam jakichs fajnych ludzi. Gdzies przeciez musza byc:)
Moze ta wyprawe moglbym nazwac : W Poszukiwaniu Ludzi Dobrej Woli?

Martwie sie troche tym bolem w prawym migdalku. Nie jest jeszcze za cieplo, mam nadzieje, ze nie wyniknie z tego jakas komplikacja. To by mi namieszalo w planach.

24.03.2004 Krakow

Dojechalem do pierwszego , najblizszego przystanku na mojej drodze. Krakow. Wyjechalem z domu o 7:15, mialem stopa do samych Ket, a to dzieki mojej mamie, ktora jednak zalatwila tych znajomych. W Ketach czekalem jakies 15 minut i zlapalem jednego faceta, z biura podatkowego jadacego do Andrychowa., a tam po jakiejs pol godzinie podwiozl mnie sympatyczny pan, kopcacy jednego od drugiego i wysadzil mnie w jakiejs wiosce pod Krakowem i jeszcze jeden stop, prawie pod same drzwi Arka i Indulekhi.
Nawet mi bardzo nie dolalo, tylko pare kropel pod koniec podrozy, a pogoda tak dopisala, ze po godzinie gawedzenia z Indulekha (Arek byl gdzies w trasie biznesowej) pojechalem do centrum.
Na starym miescie odzyly moje stare wspomnienia, szczegolnie te z okresu kiedy poznalem Tulasi, zrobilo mi sie smutno, a potem postanowilem zagrac troche, zeby zdobyc pare groszy i w ogole sprobowac swoich sil w nowym miejscu. Bylo cieniutko. Kasa ledwie co kapala, a oprocz tego czulem sie bardzo niepewnie, zero kontaktu z ludzmi, ale co poradze; nie jestem szolmenem. Ostatecznie jednak i tak znalazlo sie pare osob, ktore docenily moja muzyke. Gralem toche na Florianskiej, pozniej na Grodzkiej (chyba), a kiedy zaczelo lac to wrocilem tutaj, do Indulekhi. Wyslalem pare emailow, kilka tez dostalem: od Tulasi i od Rukminiego , ktory teraz przebywa w Danii. Poczytam jeszcze "Wojownika Swiatla" i do spania.

25.03.2004 Krakow

Senny poranek. Leje jak z cebra, zimno i za bardzo nie wiem co z soba zrobic. Czekam , az Arek pojdzie do pracy, zeby podlaczyc sie do internetu. Napisze pare listow i jeszcze poszukam czegos co mogloby pomoc mi w drodze, sam nie wiem czego. Tak w sumie to potrzebuje tylko dobrej pogody (no i gotowki oczywiscie, he he, jak zwykle ).
Nawet jesli mialoby lac caly dzien i tak pojade na miasto. Odwiedze Jay Kryszne w jego zakladzie krawieckim, sprobuje tez zalatwic od Arka numer do Dvaraki i Marka i moze zmienilbym lokum na weekend. No i jesli sie rozpogodzi, pewnie w poniedzialek ruszylbym dalej bo nic tutaj po mnie.
Gdzie ja w ogole chce jechac? I po co?

Czyzbym sie lamal? Juz?! :))) Poczytam dzis dla inspiracji pamietnik Kingi.
Cholera, gdybym mial troche wiecej kasy czulbym sie pewniej, ale co zrobic, bede musial sobie radzic tak jak teraz. Wyzwanie, przygoda, przeznaczenie, he he.
Moze po drodze narabie komus drwa za pare euro, albo miske strawy. Apropos- zglodnialem. Moglem jednak kupic wczoraj jakas zakaske . Zostalo mi jeszcze cztery zlote. Mam w sumie jeszcze stowe, ale na razie nie chce jej rozmieniac, niech zostanie na czarna godzine, choc z ta pogoda to czarna godzina tuz tuz.

tego samego dnia pozniej

I juz w dobrym humorze, choc przez chwile myslalem, ze sie kompletnie zdoluje. Zimno, leje, teraz to juz nawet nie deszcz, ale deszcz ze sniegiem.
Umowilem sie z Dvaraka i zeby zabic czas postanowilem polazic troche po miescie, ale nie bawilem sie za dobrze. Przemokly mi buty, a poza tym jestem splukany. Zobaczylem kilku ulicznych muzykow, ktorzy pomimo pogody probowali pracowac, no wiec idac za ich przykladem wszedlem pod Sukiennice (zeby deszcz nie zmoczyl mi akordeonu) i zaczalem. Pierwsze 40 minut z Amelia- kiszka; Yann Tiersen nie przemawia chyba za bardzo do Krakowiakow. W koncu sie wkurzylem i zaczalem grac reggae. Od razu wyrwalem ludzi (i siebie przy okazji tez) z tej obojetnosci i w pare minut zarobilem 10 zlotych. Nie chodzi nawet o kase, ale po prostu podbudowalem sie, ze jednak wszystko jest mozliwe.
Caly czas kiedy gralem stala niedaleko jedna para, chlopak sprzedawal aparaty i filmy Kodaka, a dziewczyna czekala (jak sie pozniej dowiedzialem) na niego, zeby razem isc do kina. Przez caly czas spiewali ze mna piosenki Marleya i tanczyli. Od razu inaczej sie gra majac przed soba kilka zyczliwych osob. Teraz jade do Dvaraki, zamienic pare slow, porozmawiac o dawnych czasach.
Szukajac znakow:))

26.03.2004 Krakow

Wczoraj u Dvarakadisha bylo bardzo milo. Pogadalismy, zjadlem u niego obiad , zagralem pare melodii i ok szostej wyszedlem. Nie chcialo mi sie wracac bezposrednio do mieszkania, wiec pojechalem na miasto, polazic bezcelowo, powdychac tutejsza starozytna atmosfere i w sumie z nadzieja, ze kogos spotkam, albo cos sie wydarzy.
Nic sie nie wydarzylo. Bardziej cieszylbym sie tym spacerem gdyby pogoda byla inna, a tutaj snieg, wiatr i zimno. Ma sie zmienic od wtorku.
U Arka zostane jeszcze do jutra, a dzis wieczorem zadzwonie do Marka, czy moglbym sie u niego zatrzymac pare dni. A jesli nie to sprawdze jeszcze w Hospitality Club. a jesli nie... to mam jeszcze namiot. Znajde jakis przytulny kacik na plantach i tam sie rozloze.

Dzis w ksiegarni widzialem pare super ksiazek wydawnictwa Babel. Ale mnie serce bolalo. Najbardziej mialem smaki na Hodzdze Nassreddina. 59 zl. Niestety, nie tym razem. Cholerne pieniadze:)) Tata zawsze mowil , ze ukrasc ksiazke to nie grzech, bo ksiazki naleza do wszystkich, ale z tymi wszystkimi kamerami i czujnikami to ciezko podazac sciezka ojcow, he he.

Znalazlem jakis "piwniczny" pub zeby sie ogrzac i wypic jakies piwko na otuche. Zarobilem dzis 17 zl i gdyby mnie nie wyrzucili spod Sukiennic poszloby jeszcze lepiej, ale co tam. W ogole bylo fajnie. Tak jak wczoraj i przedwczoraj Amelia nie chwycila, ale Bob Marley to hicior. Od razu lapie dobry kontakt z ludzmi. Dzis jakies dzieciaki spedzily ze mna z godzine tanczac i spiewajac , a ilu ludzi wyslalo usmiechy i pozytywne enrgie to sam nie wiem. Jestem doladowany.
Oprocz tego ta para (chlopak z aparatami i jego przyjaciolka) ktora spotkalem wczesniej tez dzis przyszla do mnie, zeby pogadac (Ewa i Robert ).
Ewa powiedziala, ze sprobuje zalatwic mi jakis nocleg u swoich znajomych. Sympatyczna dziewczyna, studiuje cos ze sztuka sakralna i jest bardzo fajna i ciepla osoba. Zaprosili mnie na jakis przeglad muzyki gitarowej na Kazimierzu, ale jeszcze nie wiem czy pojde, chcialbym dzis jeszcze zagrac na Florianskiej.


pozniej tego samego dnia

Coraz bardziej sie rozpagadza i czuje, ze ciezko mi bedzie rozstac sie z Krakowem, zawsze lubilem to miasto, ale teraz to czuje to jeszcze bardziej, tak jakby to miasto naprawde mnie przyjelo.
Granie dzis bylo extra. Najpierw gralem pod Sukiennicami skad wyrzucila mnie straz miejska, ale wczesniej jakis facet z jednej galerii wzial ode mnie kontakt i chcialby sie ze mna skontaktowac, zebym gral na jakichs spotkaniach mlodziezy, fajnie.
Pozniej przenioslem sie na Florianska i bylo jeszcze lepiej, zebralem jakies 50 zl, a pozniej dwoch milych policjantow spisalo mnie bo mieli zgloszenie o zaklocaniu porzadku, ale wszytsko w porzadku, po prostu musialem zmienic miejsce, bo tam mieszka jakas upierdliwa kobieta.
Pozniej jakas rozesmiana sympatyczna para wrzucila 10 zl i nauczala mnie o Jezusie (ale milo, bez fanatyzmu)
Czuje, ze muzyka dala mi mozliwosc kontaktowania sie z ludzmi. Zawsze tego chcialem, ale nie mialem mocy ale odwagi, ale odkad gram to jest tak jakby otwieral sie swiat. Dzieki Ci Kryszno za to doswiadczenie.

27.04.2004

Dzis Ewa i Robrt zaprosili mnie do irlandzkiego pubu. Spotkalismy sie tam z cala ich paczka. Byl zespol na zywo, przepieknie wymiatali, jednak irish folk rocks:)) Kiedy zespol miaal przerwe moi nowi znajomi namowili mnie, zebym chwycil akordeon i zagral Boba Marleya. Oj podskoczla mi adrenalinka, w pubie bylo ze 100 osob, ale zebralem sie na odwage i juz po chwili cala sala klaskala i spiewala Jaiming.
Byly jeszcze 3 przerwy i w kazdej mnie wywolywali. Na koniec koncertu zebralem brawa za support i udzial w wyplacie zespolu. Mily akcent.
No ale impreza skonczyla sie pozno, i zlapalem wprawdzie ostatniu autobus do Arka, ale przejechlem przystanek i nastepne pare godzin spedzilem krazac po krakowskich, zasniezonych osiedlach szukajac mojej jaskini:)

29.03.2004 Krakow

Zatrzymalem sie u Marka i jego siostry Madhavy Priyi. Bardzo fajni ludzie i czuje , ze naprawde mam z nimi wspolny jezyk. Lubie przebywac z inteligentnymi, oczytanymi ludzmi, ktorzy odczuwaja i postrzegaja swiat na podobnym poziomie jak ja.
Poznalem tez dziewczyne Marka, Basie, o ktorej ciagle mowi:), bardzo fajna dziewczyna. To bylo zabawne bo podeszla do mnie kiedy gralem i usiadla obok Ewki i zaczela cos czytac, moze uczyc sie. W pewnym momencie zjawil sie Marek, podeszli do siebie i zaczeli sie obejmowac. Dopiero po chwili dotarlo do mnie, ze to jest ta slynna Basia. Nie omieszkalem oczywiscie ponabijac sie z jej wielkanocnych zagadek (Basia prowadzi audycje radiowa dla dzieci i zeszlego wieczoru Marek zmusil mnie i Madhave do wysluchania calego programu z jej udzialem :)). Naprawde fajna dziewczyna i zycze Markowi wszystkiego najlepszego.
Oprocz tego mloda rastamanska para wrzucila mi w czasie grania list do kapelusza. Wklejam go tutaj:

Dzien dobry!
Jezus! My tak bardzo uwielniamy Amelie. Skad pan to wiedzial?
To takie cudowne, ze sa ludzie, ktorzy stoja na ulicy i graja, myslimy ze to zasiewa w sercach przechodniow kwiaty pokoju.
Wiec DZIEKUJEMY!
Zyczymy uroczej Wiosny , pelnej hipisowskiego ducha!

Robert i Natalka

To ja wam dziekuje dzieciaki:))
Zegnaj Krakowie

01.04.2004 Swinoujscie

Uffffffff...
Nic wiecej mi sie nie nasuwa. Tylko dlugie ufffffffff...
Ale zmusze sie, zeby skrobnac pare slow. Od wczoraj rano jestem w trasie. Kalejdoskop twarzy, samochodow, drog. Myslalem, ze bede pisal jak Kinga o kazdym, ale nie mam sily. Ciesze sie, ze jestem tutaj, w tym przytulnym schronisku, po kapieli, kolacji , dobra muzyka. Jutro znow czeka mnie zamieszanie, ale nie chce teraz o tym myslec. Musze nabrac sil.
Wczoraj wieczorem, po dniu jazdy rozbilem namiot gdzies pod Gorzowem Wielkopolskim. Koszmar. Bylo juz ciemno kiedy go rozkladalem. Wpakowalem sie w jakies chaszcze, ktore jak sie okazalo w swietle dnia, porastaly jakis stary zapomniany smietnik. I bylo tak zimno i wilgotno. Mam bardzo mala , podlozna jedynke (namiot), do ktorego trzeba sie wczolgac. W srodku nocy zaczal padac snieg i nad ranem caly sufit przygnieciony sniegiem opadl mi na twarz. I ten spiwor. Ale sciema z tym komfortem przy minus dwudziestu. Zeszlej nocy nie bylo nawet minus pieciu i myslalem, ze opuszcze cialo. He he. Ale juz po wszystkim.
Korzystam teraz z okazji i susze spiwor i namiot na schroniskowych kaloryferach.
Jesli chodzi o plany dalszej podrozy to troche sie zmienily. (Dlatego jestem w Swinoujsciu). W ostatniej chwili, przed wyjazdem z Krakowa dostalem email od Atmy, ze bylaby dla mnie praca w Kopenhadze na jakiejs bhaktowskiej budowie, tylko nie jest jeszcze pewien. I kiedy dzis , juz tutaj w Swinoujsciu sprawdzilem maila okazalo sie, ze praca jednak nie wypalila. Ale juz za pozno:)) Postanowilem odwiedzic ziemie Vikingow. Poza tym nie widzialem juz Atmy i Rukminiego szmat czasu i stesknilem sie za nimi. Wiec celem jest Kopenhaga.
Niestety okazalo sie, ze nie da sie zlapac na stopa na prom. Wprowadzili teraz prawo, ze choc kupije sie bilet na samochod, bez wzgledu na to ile jest w nim osob , to jednak trzeba imiennie zarejestrowac wszystkich pasazerow w momencie kupowania biletow. Wiec autostop na prom odpada. Pozostaje wiec droga przez Niemcy. Jutro, albo pojutrze uderze na Hamburg i stamtad na Danie.
Pozycze pare groszy od ojca, bo gdzie ja tu mam grac w Swinoujsciu? W ogole mysle, ze ludzie z polnocy sa troche ciezsi, widze jak ciezej jest tutaj zlapac stopa to pewnie i granie szloby ciezko. Ale nie wolno tak oceniac. Wszedzie ludzie sa rozni. Mysle, ze z tego zmeczenia wszystko widze teraz w krzywym zwierciadle.

Tesknie za domem i Tulasi. Nie myslalem, ze bede az tak tesknil, ale to w sumie nigdy sie nie mysli,a kiedy mija troche czasu to okazuje sie, ze tesknota staje sie tak silna, ze az plakac sie chce. Tak bym chcial pobyc w domu choc przez chwile, czuje sie strasznie samotny. Kiedy jest sie w drodze to tak, jakby nie istnialo sie dla nikogo. Brakuje mi ludzi.
Boje sie tego swiata tam za oknem, ktory jest tak obcy. Ale podjalem sie tej podrozy bo chce uwierzyc, ze jednak tak nie jest. Chce spotkac te bratnie dusze rozrzucone po swiecie, chce czuc braterstwo z ludzmi. Dzis kiedy stalem na stopa to bylem przerazony. Setki samochodow, kilka godzin czekania i nic. Zupelna obojetnosc, a czasami nawet zlosliwosc. Nie wszycy tacy byli, inaczej nigdy nie dojechalbym do tego Swinoujscia, ale 99 % bylo wlasnie tak- obojetnie i zimno.
To bylo straszne uczucie i to mnie chyba najbardziej zniechecilo i zmeczylo.
Musze po prostu odpoczac.
Ale chce jechac dalej. Ciesze sie, ze spotkam w Kopenhadze Rukminiego i Atme i, ze cos sie bedzie dzialo.

DOM

Jest takie miejsce
gdzie chwile trawaja tyle
ile trzeba:
w szczesciu dlugo i nieskonczenie
a w bolu i nudzie
krociutko.
Jest takie miejsce
gdzie proporcje ludzi zlych i dobrych
nie sa zachwiane
podobnie jak proporcje
slow madrych i glupich
dziewczyn latwych
i tych wartych zachodu
filmow glebokich i plytkich.
Jest takie miejsce
gdzie nie jestem pogubiony
zwiedziony i ograniczony
ale siedze sobie spokojnie
w ogrodzie
usmiecham sie gleboko
do chwil przezytych
i marzen jeszcze
i wiem ze jestem tam gdzie naleze
i gdzie jest mi dobrze
a nie tam
gdzie nawet ja sam
siebie nie znam
a co dopiero inni
ktorzy obojetnie przechodza obok
w tym swiecie zachwianych proporcji
i chwil ktore zwariowaly.


02.04.2004 Swinoujscie

Siedze sobie na lawce na deptaku, kolo plazy. Mam straszna ochote pograc choc ludzi strasznie nieduzo, ale zagram i tak, dla siebie , dla przyjemnosci. Sparwy troche sie wyklarowaly. Czekam na przekaz z domu, 400 zl, pozniej przekraczam granice dla pieszych tutaj, w Swinoujsciu i jade na Rostock,a stamtad promem do Danii. No i wtedy bede mial jeszcze jakies 120 km do przejechania do Kopenhagi. Pestka. Moze juz wieczorem bylbym w Kopenhadze?
Tak jak myslalem zmeczenie nie sprzyja pozytywnemu mysleniu. Dzis po nocy w schronisku, czysty, wypoczety, z pelnym brzuchem. Swiat wyglada inaczej.

04.04.2004 Kopenhaga

Jestem w Kopenhadze u Rukminiego. Przyjechalem bez problemu, ok 22, ale nie odpoczalem za duzo bo porwali mnie od razu na jakis sound system ale nie bawilem sie za bardzo, tak bylem zmeczony, a teraz jest juz piata rano wlasnie wrocilismy i zdycham.Bede spal caly dzien.
Zleniwilem sie podrozujac tutaj. Przejscie graniczne w Swinoujsciu przeszedlem pieszo, pozniej wzialem jeden pociag, pozniej nastepny do Rostock, z tamtad prom (jakies 5 euro) i z wioski w Danii (zapomnialem nazwy) autobus do jakiegos miasteczka az w koncu pociag do Kopenhagi. Z dworca zadzwonilem do Rukminiego. Strasznie sie ucieszyl ze juz dotarlem, ja zreszta tez. Choc czasami mielismy ciezkie momenty mieszkajac w Hiszpani w New Vraja Mandali to jednak lubimy sie i jestesmy w stanie sie dobrze zrozumiec.
I mieszkanie przez poltora roku w jednym miejscu moze polaczyc ludzi.
Juz nie jest brahmacarinem, po powrocie z Indii poznal w Kopenhadze jakas dziewczyne z Finlandii i sa teraz razem. Jestem pewien ze dlugotrminowy zwiazek dobrze mu zrobi, he, he. A dziewczyna spoko. Ma irokeza, gra na flecie i zjezdzila stopem cala Europe. No i ma pozytywne nastawienie do Kryszny i bhaktow. Rukmini- nie schrzan tego:))
Rukmini powital mnie pizza i od razu rozpoczalem edukacje jezdzenia na gape srodkami komunikacji miejskie. Rukmini jest ekspertem. Dreszczyk emocji na start. No ale dojechalismy bez problemu. Rukmini mieszka tutaj z Sana i kilkoma innym osobami. Sami artysci uliczni, studenci szkoly cyrkowej, rastamani. Od razu ich polubilem. Ich dom ma nawet nazwe- Solarplexus i w calej Kopenhadze wiadomo, ze robi sie tutaj najlepsze Full Moon Party w miescie.
No dobra. Do lozka kolego.

pozniej tego samego dnia


Dlugo nie pospalem.Dzis idziemy z Rukminim do swiatyni na swieto pojawienia sie Pana Ramacandry i pogadam z Atma, a jutro zagram na ulicy i zobacze czy to ma tutaj w ogole sens. Jesli bedzie dobrze to zaczne szukac jakiegos miejsca zeby mogla tutaj przyjechac Tulasi, a jesli niedobrze to jade dalej. Podobno jakis znajomy Rukminiego pojechal do Hiszpanii i ma jakies kontakty z praca i Rukmini go poprosil zeby cos dla mnie znalazl.
Nie mam pojecia co z tego wyniknie, ale ciesze sie ze tutaj jestem i jakos wszystko wydaje sie latwiejsze i cieplejsze wsrod ludzi.

05.04.2004 Kopenhaga

Jestem zmeczony, ostatnio sie tyle dzieje. Wczoraj mielismy w domu Full Moon Party. Najpierw byl koncert reggae Kaffa i jego zespolu. Kaff jest rastamanem, ma z 40 lat i wyglada jak bibilijny prorok. Po koncercie wszyscy usiedlismy razem i kazdy opowiaal historie, a jedna dziewczyna ze szkoly cyrkowej wykonala nawet niesamowity monolog o wampirach:) Nawet ja sie odwazylem i opowiedzialem pare historii z czasow jak bawilem sie exterioryzacja. Rukmini poszedl spac wczesniej, tak, ze troche czulem sie obco, nikogo tutaj jeszcze nie znam, ale i tak mialem super zabawe.

A dzis rano poznalem faceta z Islandii. Caly czas pali haszycz i przez jakies 2 godziny opowiadal mi o swojej teorii, ze tak naprawde stosownie do ukrytych kodow wszystkich pism swietych i zapiskow historycznych swiata to wlasnie Islandia jest kolebka ludzkosci. Niech mu bedzie:)

Wczoraj w swiatyni spotkalem sie wreszcie z Atma. Ale sie stesknilem za tym gosciem. Rozmawialismy pare godzin, Atma tez sie cieszy ze jestem, nie ma tam zbyt wielu przyjaciol. Dzis wieczorem mam wpasc do Govindy i Atma (ktory tam pracuje) ma wyniesc mi jakies prasadam. Podobno maja tam system, ze jesli do godziny 20:00 zostaje jakies prasadam to rozdaja je za darmo kazdemu kto przyjdzie. Fajnie.

Poza tym to zaraz ide grac. Tzn idziemy cala paczka. Jedna dziewczyna bedzie grala na skrzypcach, dziewczyna Rukminiego (Sana) na flecie, Rukmini na bebnach i ja na akordeonie. Zobaczymy jak tutaj los rozdziela laksmi. W ogole nie moge sie przyzwyczaic do tych koron. Oni tutaj nie uzywaja euro ale korony i przelicznik jest taki nierowny, ze tak naparawde nie moge zajarzyc co ile kosztuje.

06.04.2004 Kopenhaga

Bylismy wczoraj pograc na ulicy. Byl czad, kiedy wystartowalismy z cala grupa, a najwiekszy jak zaczelismy spiewac mahamantre, i tanczyc, to ludzie odlatywali, i jakis chlopak przyszedl do mnie i spytal czy nie chcialbym byc wokalista w ich jazzowym bandzie, wzial telefon i ma zadzwonic. Ale by byly jaja:)))
Ludzie tutaj sa bardzo pozytywni i otwarci. Mysle ze pokocham to miasto i mysle, ze jesli przyjechalaby tutaj Tulasi to tez by sie jej podobalo. Czuc ze ludzie tutaj maja kulture osobista.
Bylem wczoraj u Atmy wziac jakies prasadam, ale okazalo sie, ze tym razem wszystko zeszlo, wiec kupilem z pieniedzy zarobionych na ulicy jakies skladniki i ugotowalem dla wszystkich polska pomidorowke, w moim stylu- duzo cebuli, czosnku i majeranku. Odlecieli:))
Rukminiego nie ma w domu. Ma jakas prace u rodziny Hindusow, ktorzy maja uposledzonego chlopaczka i Rukmini im pomaga.

pozniej tego samego dnia

Spotkalem dzis na ulicy paczke chlopakow z Chile i Ekwadoru. Zyja z tego co sprzedadza na ulicy, tzn nic trefnego; po prostu jakies koraliki, kolczyki i inne duperele i nawet robia na tym niezle pieniadze. Mowia ze w lecie potrafia wyciagnac dziennie z 200 euro, a czasami wiecej. Fiu fiu. A ja zarobilem dzis 30 i zaczynam odkladac. Po graniu poszedlem wreszcie do tej slawnej Christiani. Super miejsce. Jest to alternatywna spolecznosc istniejaca w centrum miasta od ponad 30 lat. Kiedys byl to wojskowy fort, ale ktoregos dnia grupa hippisow i artystow zajela to miejsce, i w koncu dostala pozwolenia na pozostanie tam na dobre. Christiania otoczona jest murem i samochody nie moga tam wjezdzac. Po przekroczeniu bramy ma sie wrazenie, ze wchodzi sie do innego swiata: swiata wiecznej imprezy:)) Przed chwila bylo sie jeszcze na ulicy mijajac ludzi w dobrych garniturach, dobrych samochodach, biegajacych w pasyjce, az nagle wchodzi sie w miejsce rozleniwienia. Ludzie przechadzaja sie bez celu, stoi tam kilka starych stoisk z falafelami (mmm, pycha! I tylko 15 koron) muzyka i parafernaliami do palenia roznych substancji:) . No kopca tutaj niezle. Co chwila dolatywal mnie aromat palonego haszyszu.
Mam mieszane uczucia jesli chodzi o to miejsce. Z jednej strony widze, ze jest tam duzo ludzi straconych, zabijajacych czas paleniem haszu i piwem, ale z drugiej strony czuje do nich sympatie. O wiele bardziej swojsko mozna czuc sie z ludzmi, ktorych glowna mysla nie sa pieniadze a nie z yapiszonami ktorzyy maja w oczach tylko licznik i zwykle patrza nie na ciebie, ale przez ciebie (po tym jak skalkulowali, ze na nic sie im nie przydasz) .

07.04.2004 Kopenhaga

Wczoraj granie bylo odlotowe. Wprawdzie lalo i padal snieg, i bylo zimno jak cholera, ale dalismy czadu. Najpierw gralem sam ale po chwili dolaczyli sie chlopaki z Pd Ameryki i pewnym momencie zebrala sie duza grupa, i zaczeli tanczyc spiewac z nami. Chlopaki z Chile, Bolivi i Ekwadoru, kupowali tylko co chwila winko na rozgrzewke,(mroz byl niezly i jeszcze ten wredny dusnski wiatr), a pozniej jeszcze zrobilismy kirtan.Nauczylem ich maha mantry i razem zrobilismy najbardziej szalenczy i kolorowy harinam jaki pamietam. Mam nadzieje, ze Kryszna wybaczy nam te pare kropel trunku.
Moi indianscy przyjaciele planuja uzbierac tutaj troche kasy, zabrac ze soba swoje dunskie dziewczyny i kupic u siebie autobus , ktorym chca zjechac cala Ameryke Lacinska. Zazdroszcze im. No ale kazdy ma swoja wyprawe.
Ostatnio tyle sie dzieje, pedze i nie jestem w stanie zapisac ani polowy z tego co sie dzieje i tak naprawde pisze tylko z obowiazku. Zatrzymaj sie chlopie. Pomysl troche nad zyciem :))

"WIDOK"

No dobra- przyszedl czas
i znowu muzyka gra
znajoma twarz, znajomy rytm
znajomych marzen garsc
Lubie patrzec na lake miejskich gwiazd
obcego swiata swiatla
rozjasniaja noc
i wkrotce przyjdzie brzask
w tym miescie obcych slow
i znajomych gestow
Tak bardzo lubie swit tutaj

10.04.2004 Kopenhaga

Od dwoch dni pracuje razem z Rukminim u tej hinduskiej rodziny. Nie rozumialem dlaczego potrzebuja dodatkowej osoby do opieki na niedorozwinietym dzieckiem, ale po pierwszym dniu zrozumialem. To nie jest po prostu opieka nad niedorozwinietym dzieckiem, ale rodzaj rekonwalescencji. To jest dziecko z porazeniem mozgowym, i wlasnie od kilku lat odkryto, ze mozna to wyleczyc , czasami nawet calkiem, ale co to dziecko musi przechodzic. Horror. Jakies 8 godzin dziennie cwiczen. 5-letnie dziecko.
I to nie jakies tam lekkie rzeczy ale ciezke cwiczenia. Robi to juz od kilku miesiecy, i jest takie silne, ze we 4 nie mozemy go utrzymac kiedy sie wyrywa.
Jedno z cwiczen jest takie, ze zaklada sie mu taka uprzaz i dwie osoby po dwoch stronach ciagna,do rytmu,tak ze sciska sie mu klatka piersiowa, i to sie robi zeby nauczyl sie rytmicznie oddychac. Inne to takie ze musi pelzac po takiej platformie, pod gore, i nie ma ze boli, mama wszystko liczy, z zegarkami, z tabelami. Albo zaklada mu sie taka maske z foli, ze oddycha tylko swoim oddechem. Chodzi o to ze potrzebuje duzo dwutlenku wegla. Zaklada sie mu to na minute, i dziecku powoli brakuje powietrza i zaczyna coraz szybciej oddychac, prawie sie dusi, ale pozwalaja mu sciagnac dopiero po minucie. Trzeba miec mocne nerwy i duzo milosci, zeby to robic.Widac jak jego matka jest zdeterminowana zeby mu pomoc, i mowi ze od tych kilku miesiecy , kiedy zaczeli kuracje,widac wielka poprawe.
Biedny dzieciak. Ciezka karma i kiedy pracujemy to mam tylko nadzieje, ze Rahul nie jest na tyle swiadomy zeby wiedziec jak bardzo cierpi. Hare Kryszna. Ten swiat nie jest miejscem dla gentelmana jak mowil Prabhupada. Zabierz mnie stad Kryszno.

11.04.2004 Kopenhaga

Padam juz na ryj, ale jeszcze skrobne dwa slowka. Fajny dzis mialem dzien. Milo mi sie gralo, spotkalem duzo Polakow, zlapalem ich na polskie piesni;).
A pozniej poznalem super chlopaka z Chile i jego zone, z Danii, ktora byla w ciazy, super ludzie. Alex i Maria. Ona pracuje z niedorozwinietymi dziecmi ,a on robi warsztaty dla dzieci z jakichs robotek recznych. Dziewczyna ma rodzic za 2 miesiace, tak ze na razie siedza tutaj, a potem jada do Ameryki Pld.
Podrozowali juz po Meksyku i innych miejscach, a teraz chcieliby wrocic do Meksyku, a pozniej do rodzinnych stron Alexa w Chile.. Pytalem ich jak tam jest i powiedzieli ze super, szczegolnie w Chile.
Kiedy podrozujesz stopem to ludzie zapraszaja cie do domow ,stopa to lapiesz w 2 minuty, i w ogole mozna fajnie zarobic na graniu i sprzedawania artesanias (koralikow itd ).
Pytam o ta Ameryke duzo ludzi i wszyscy mowia to samo- ze jest super. Moze kiedys sie wybierzemy z Tulasi?

Dzis znow pracowalem z Rahulem. Fajnie bo raz : widze, ze ta praca zmusza mnie do refleksji nad natura tego swiata, a po drugie extra gotowka zawsze mile widziana, szczegolnie, ze po dobrym starcie, nie zarabiam juz na ulicy tyle co na poczatku.
I ciagle nie wiem co dalej. Dania miala byc tylko przystankiem w mojej wedrowce, a widze, ze teraz skonczyla mi sie inwencja tworcza i chec do zmian. Z drugiej strony nie moge sie tutaj teraz osiedlic, to co zarabiam nie wystarczyloby na przezycie dwoch osob (mam na mysli mieszkanie i reszte utrzymania dla mnie i Tulasi).
Tesknie za domem, ale czuje, ze nie ma sensu jeszcze wracac. Jeszcze nie.

20.04.2004 Kopenhaga

Wczoraj przenioslem sie do Atmy. Zrobilem wieksze pranie w pralni publicznej (Atma ma darmowa karte na pranie), a pozniej pojechalem na miasto i bylo ciekawie. Najpierw gralem na tym placyku, ktory tak bardzo lubie (pod wieza na ktorej lubial przesiadywac Hans Christian Andersen), pozniej zjadlem obiad w Govindzie a pozniej poszedlem na glowny rynek. Najpierw dostalem wielkiego, haszyszowego jointa w dotacji (ktorego pozniej komus oddalem), a jeszcze pozniej jeden facet zrobil ze mna wywiad dla hiszpanskiej telewizji publicznej. Tak, ze mialem darmowa reklame telewizyjna przed przyjazdem:).
Oprocz tego spotkalem jeszcze Ruthanne. Powiedziala mi, ze zna kogos, kto byc moze mialby dla mnie prace przy zbiorze truskawek. Jesli by sie udalo zostalbym te 3 tygodnie dluzej, zeby zebrac troche wiecej kasy, a jesli nie to to sa juz moje ostatnie dni z piekna Kopenhaga..

Wpadlem po uszy w fajki. Zycie uliczne wyciska na mnie stopniowo swoje pietno, he he. Mowie sobie, ze kiedy dolaczy do mnie Tulasi to rzuce, ale nie wydaje mi sie, ze bedzie latwiej. Na razie odkladam to na pozniej. Len ze mnie.

22.04.2004 Kopenhaga

No i czas Kopenhagi dobiegl konca. Mam mieszane uczucia , ale z przewaga pozytywnych, szczegolnie po tym jak dzis pozegnali mnie Alex i Maria. Przygotowali prawdziwa, wegetarianska uczte, i rozmawialismy wiele godzin, opowiadajac sobie historie z zycia, ogladajac zdjecia z ich wypraw. Alex mantrowal 16 rund przez wiecej niz rok i mieszkal gdzies na bhaktowskiej farmie, ale pozniej postanowil praktykowac zycie duchowe na swoja reke. Na koniec dostalem od nich prezent: ladnie zapakowane w pudelko CD z muzyka zespolu Alexa, rekawiczki, bez palcow (do grania na akordeonie), ktore tak mi sie podobaly i dla Tulasi ludziki z Gwatemali (Worry Dolls ), ktore zabieraja od nas zmartwienia, jesli wyszepczemyy je do nich przed snem i wlozymy pod poduszke. Mi sie na pewno przydadza na droge. Z moim umyslem....
Jedna z laleczek odstapilem Atmie. Niech tez ma kogos do pomocyy w walce z jego zmartwieniami..
Przed obiadem u Alexa i Marii bylem jeszcze w Solarplexie, ale nie bylo prawie nikogo.. Pozegnalem sie tylko z Kafem, Ruthanna i Tomem.
Kaf poczestowal mnie obiadem, ktory Rukmini przyniosl wczoraj z Govindy, a pozniej poprosil mnie zebyym nagral z nim jeden z jego kawalkow. Chcial sprobowac jak to bedzie z akordeonem. I zagralismy. Choc cienko mi szlo to bylem szczesliwy, ze na koniec moglem zagrac z Kafem, ktorego naprawde bardzo cenie i lubie. Rastaman- Vaisnava.

No a teraz jestem tutaj, z kochanym Atmajim i sluchamy jakiejs bhaktowskiej muzyki. Chyba chwyce za japas. Dobrze by mi to zrobilo przed wyjazdem. Tak malo ostatnio o Krysznie... Jestes ze mna w tych dniach?

" STRACH JEST TYLKO CIENIEM"

Z drzewa swiat wyglada inaczej,
skacze z galezi na galaz
a spacerowicze przechadzaja sie
w swietle ksiezyca
Niedlugo swit strzeli z bicza
i przeploszy cienie

Chcialbym cie chwycic za reke
i na chwile spasc
w szara mase sie wkrasc
i poszukac skarbow
zagubionych na uliczkach
cichej nocy-
Zanim swit strzeli z bicza
i przeploszy ciebie

A raz ujrzalem posrod nieba
garsc slow
utkanych z jasnych gwiazd
ze trzeba byc i isc i zyc i cos
ze strach to tylko sen i cien
i ze kazdy dzien to jakby
nowa ksiazka i nowy film...
az swit strzelil z bicza
i zniknely naniziane na wszechswiat
madre slowa
i tylko w sercu odbil sie slow sens

Najwspanialsze odkrycie to to
ze nie jestem sam
sprytne oczy
figlarny blysk...
Za zakretem jeszcze tyle miast
i przyjaznych domow o otwartych drzwiach
i tyle nocy gdzie cieply powiew
obudzi laskotaniem smiech.

Najgorsze zmeczenie znika
gdy czuje, ze nie jestem sam

a pozniej cichutko przychodzi swit
i nie budzac mnie ze snu
delikatnie odgania ostatni
zablakany cien.


A przede mna Hiszpania...

CDN






Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl