Forum dyskusyjne

Uliczny grajek 2004 cz 2 z akordeonem i autostopem po Europie

kategoria podróże po świecie

macaco dołączył
28.01.2009

macaco 09:51 | 06.02.2009

24.04.2004 pod Hamburgiem

W drodze! Nareszcie. Wyjazd z Kopenhagi i w ogole z Danii byl najlatwiejsza rzecza na swiecie. Super sie tam lapie stopa. Pozegnalem sie z Atma, dostalem od niego na droge pare grubych flamastrow ktorymi moge napisac duzymi literami nazwy miejsc do ktorych chce sie dostac tak, zeby mogli dostrzec je przejezdzajacy kierowcy.
Wczoraj dojechalem do Hamburga i spedzilem pierwsza samotna od paru tygodni noc. Samotna i smutna. Rozbilem namiot w parku przy autostradzie i napisalem dlugi list do Tulasi, przy swietle latarki w moim kokonie (rozne dziwne epitety odnosza sie do mojego mikroskopijnego namiotu:) . No a rano nie mialem jak sie wydostac, bo facet ktory przywiozl mnie tutaj wczoraj wysadzil mnie w paskudnym miejscu. Wprawdzie przy samej autostradzie, ale bez zadnego porzadnego zjazdu. Tak, ze na droge moglem sobie popatrzec tylko z mostu.
Ale po raz kolejny przekonalem sie, ze w autostopie jest jakas mistyka. Nie majac zadnego pomyslu postanowilem isc przed siebie w jakimkolwiek kierunku i zaczekac co sie stanie. W pewnym momencie zobaczylem chlopaka naprawiajacego samochod i zapytalem go po prostu co ja mam zrobic.
Okazalo sie ze Michael, ktory znal angielski perfekcyjnie sam byl podroznikiem i przez wiele lat jezdzil po calej Europie i czesci Azji czasami stopem, a czasami swoim vanem. Powiedzial mi, zebym wsiadal do samochodu i przywiozl mnie tutaj- jakies 20 km, pierwszej klasy stacja benzynowa, z postojem tirow. Okazalo sie, ze jest wegetarianinem, zaprosil mnie na sute sniadanie. Potem okazalo sie ze jego dziewczyna tez gra na akordeonie i szuka jakiejs ekologicznej farmy na ktorej moglaby zyc i uczyc sie metod ekologicznego rolnictwa.
Mistyka:))
Micheal w koncu, po chyba 2 gozinach rozmowy dal mi namiary na swoje mieszkanie w Berlinie i powiedzial ze jesli kiedys tam zawitam moge u niego zamieszkac jak dlugo zechce.
Kiedy odjezdzal zobaczylem ze krzywi sie przy schylaniu. Okazalo sie ze cierpi na silne bole plecow. Od razu wyciagnalem z plecaka moja tubke fastum gel i sprezentowalem mu na pozegnanie. I tak...znow mam energie do zycia i troche wiecej wiary w ludzi
Byle do przodu.
No to lapie dalej

pozniej tego samego dnia pod Heidelbergiem

Od rana widac, ze jestem juz na poludniu Europy. Sloneczko swieci, nie ma chmur i wieje cieply wietrzyk. Nawet daleko dzis zajechalem, zwazywszy na to, ze weekend i tiry nie jezdza, tak, ze nawet jesli tutaj dzis utkne to sie nie zalamuje. Obok stoi jakis mily zagajniczek, tak, ze mialbym gdzie spac.
Jechalem dzis z szefem Bosha na Japonie. Pierwszy raz jechalem dzis 260km na godzine. Zaczalem juz intonowac mantry do Pana Nrsmhadevy:). Gosciu zarabia 20 000 euro na miesiac. Skubaniec.

25.04.2004 pod Fraiburgiem

Wstal wlasnie nowy , piekny dzien na poludniu Niemiec. Wczoraj mialem szczescie i zabral mnie ze soba jeden kierowca ciezarowki. Fabian, 200 km, fajny gosc. Zdziwilem sie, ze kierowca tira jest ubrany w garnitur, ale okazalo sie, ze on sprzedaje tiry i wraca wlasnie z prezentacji. Okazalo sie, ze Fabian tez gra na akordeonie, tzn kiedys gral, a teraz wciagnela go za bardzo praca i nie ma czasu ani energii. Zagralem mu pare kawalkow i az sie poplakal. Pozniej nadrobil dla mnie z 50 km i na koniec dal mi 20 euro. To sa przygody:))
Zaprosilem go do Polski w gory, moze kiedys sie jeszcze spotkamy?
Ok - no to polapmy troche szczescia
Acha- wzialem wlasnie prysznic na stacji. Co za cudowne uczucie.

26.04.2004 Barcelona

No i dojechalem do tej Hiszpanii. Najpierw probowalem zlapac stopa do Madrytu, ale nie szlo, wiec pomyslalem ze sprobuje Barcelony.
Z Fraiburga zlapalem sympatycznego Kanadyjczyka na wakacjach, ktory planowal pojezdzic po Francji. Zostawilem mu na pamiatke CD z irlandzka muzyka w ktorej sie zakochal, kiedy zalaczylem ja w samochodzie.
A pozniej utknalem gdzies we Francji. Po kilku godzinach stania z palcem w gorze na zjezdzie ze stacji postanowilem odpoczac. Przysiadlem sie do paczki austriackich stopowiczow i zeby bylo razniej. Chlopaki i dziewczyny skrecili wielkiego jointa, ale ja podziekowalem i postanowilem popytac kierowcow tirow.
Niedaleko stala jedna grupka. Okazalo sie, ze byli to Bulgarzy i jeden Bolivijczyk pracujacy w Hiszpanii. Bulgarzy wracali do domu a Boliwijczyk nie chcial ryzykowac pasazera. Bulgarzy powyklinali troche na Boliwijczyka (po swojemu tak, ze nie zrozumial ) i zaprosili mnie na obiad. Kotlety i rosol. Podziekowalem mowiac ze jestem wegetarianinem i wrocilem do Austriakow, ktorzy byli juz niezle "wyluzowani". Postanowilem nie martwic sie na razie i po prostu polezec patrzac w chmury, ale po jakiejs pol godzinie zjawili sie Bulgarzy mowiac, ze maja cos dla mnie i zebym do nich przyszedl. Okazalo sie, ze nasmazyli mi frytek! Co za goscie. A kiedy zajadalem z nimi cieplyy posilek okazalo sie, ze przekonali Boliwijczyka, zeby mnie zabral. Magia dziala:)) Ciekawe jak dlugo.
Byl juz wieczor, Boliwijczyk jechal do samej Barcelony tak, ze choc widzialem ze chcialby zebym z nim gadal cala noc to jednak zauwazyl, ze ledwo co trzymam sie juz na nogach i pozwolil mi spac.
I tak dojechalem do Barcelony. Tzn najpierw na stacje pod Barcelona, gdzie zaznalem przedsmaku jak bedzie wygladal autostop w Hiszpanii- nijak. Kazdy patrzy na ciebie jak na kosmite. Ale wreszcie po paru godzinach zabral mnie do siebie kierwoca ciezarowki jadacy do Saragossy. Ulzylo mi i dosiadlem sie do niego. Pablo najpierw mial pojechac do centrum Barcelony rozladowac towar, a pozniej dalej. Sympatyczny facet. Niestety po paru minutach zorientowalem sie, ze facet jest kompletnie na haju. W pewnym momencie widze ze wyciaga z szuflady wielka grude haszu i jedna reka prowadzac, druga bez problemu skrecil jointa. Humor mi sie zepsul, ale nie chcialem go urazic i nic nie powiedzialem. Spytalem tylko jak to jest, ze pali i nie ma wypadkow. Na to Pablo sie zasmial i powiedzial ze caly czas ma wypadki. I jakby na potwierdzenie tego przejechal krawedzia zderzaka po barierce oddzielajacej nas od glebokiego rowu.
No wiec kiedy dojechalismy do centrum Barcelony zebralem swoje bagaze i podziekowalem. Postanowilem na razie zostac w Barcelonie.
Poszukam jakiegos fajnego miejsca do spania, pewnie na plazy, pogram troche muyzki. Zobaczymy jak magia dziala tutaj.

27.04.2004 Barcelona

No i sie nie wyspalem. Tak jak planowalem rozbilem namiot na plazy. Cieplo, milo swiecil ksiezyc i gwiazdy, pusto, marzenie. I kiedy spalem sobie smacznie poczulem nagle silne kopniecie w namiot ( i we mnie przy okazji tez ) ktore o malo co nie polamalo mi zeber. Oszolomiony wystawilem glowe z namiotu i natychmiast dostalem nastepnego kopa , tym razem w twarz. Przed wejsciem do namiotu stalo jakichs pieciu wyrostkow, na oko po jakies 17 lat, wygladajacych na arabow, najprawdopodobniej Marokanczykow.
"Dinero hijo de puta!" (pieniadze skurwysynu!) wrzasnal jeden znowu mnie kopiac. To nie byly zarty ale nie chcialem rozstac sie z cala gotowka jaka zarobilem w Danii, gdzies z 300 euro. Odpowiedzialem ze nie mam, ale wtedy jeden wyciagnal noz i przystawil mi go do gardla. Przekonal mnie. Podalem mu cala torebke w ktorej niestety byla tez moja mp3jka.
Chlopaki zabrali wszystko i oddalili sie szybkim krokiem.
I tak zostalem bez grosza. Tzn prawie, bo wieczorem cos mnie tknelo i oddzielilem od zwitku pieniedzy 50 euro ktore schowalem w inne miejsce. No wiec tylko tyle mi zostalo^Mam za co dojechac do Madrytu i tam zobacze.
Ale przygoda. He he. Magia ma dwie strony. Czas na lekcje.

pozniej tego samego dnia autobus do Madrytu

Troche opadly juz emocje i nie jestem taki roztrzesiony, ale musze przyznac, ze nastroj mi opadl drastycznie. Znow zniknelo gdzies poczucie sensu tego wszystkiego. Ale wierze w to, ze nic nie dzieje sie ot tak, po prostu, ale ze wszystko jest czescia jakiejs naszej kosmicznej edukacji:) W koncu po to jest ten swiat materialny, nie? Wiec dalej do przodu. Kiedy bede mial juz wracac to bede o tym wiedzial.

28.04.2004 Nueva Vraja Mandala

Wczoraj dotarlem na farmme. Pogoda mi nie dopisala jesli chodzi o spanie w namiocie, rozszalala sie burza, a oprocz tego kiedy jadlem prasadam w swiatyni , rozmawiajac z Kryszna Swarupem i Laja Sila jakis kundel chcac schronic sie przed deszczem wykopal podkop do mojego namiotu, a kiedy okazalo sie ze nic mu to nie dalo to wygryzl w poszyciu metrowa dziure.

Z autobusu z Barcelony, na styk zlapalem autobus do Brihuegi. Okazalo sie, ze jedzie nim tez Ivan,ten Wloch, ktory przylaczyl sie do swiatyni jeszcze kiedy ja tam mieszkalem.Troche pogadalismy, o tym co sie dzieje na farmie i w jego zyciu.
Pamietam jak sie przylaczyl- dlugie wlosy , broda, pelen zycia i wiary w duchowosc i w ludzi. Teraz wygladal troche inaczej. Wprawdzie zniknela broda i dlugie wlosy, ale razem z nimi podzial sie gdzies jego entuzjazm i zycie. Nic dziwnego. W koncu mieszkalem na tej farmie ponad rok i wiem jak potrafia tam zabic chec do zycia (duchowego i po prostu-do zycia).

Nie idz w ta strone . Staraj sie pamietac o dobrych ludziach i rzeczach jakie cie tam spotkaly. A bylo ich duzo.

W Brihuedze kiedy nie udalo mi sie skontaktowac ze Swarupem, zeby nas podwiozl , Ivan zaprosil mnie na kawe a pozniej przeszlismy prawie cala droge (5 km) pieszo, i dopiero przed sama farma zabral nas ze soba Patita Pavana. Zszokowany kiedy mnie zobaczyl. Pierwsze pytanie ." jak dlugo planujesz zostac? " Czyli nic sie nie zmienilo. Uspokoilem go mowiac, ze najwyzej kilka dni.

No wiec dojechalem. Dziwnie tak. Minal rok, nic sie nie zmienilo, ci sami ludzie, to samo miejsce, tyle wspomnien. Poczulem sie troche jakbym wrocil do domu, choc to juz nie moj dom. I tego im nie daruje i nigdy nie wybacze.

No wiec pies zezarl mi namiot i nie mialem za bardzo gdzie spac, ale Swarup z Laja zaprosili mnie do siebie. Przyjeli mnie bardzo cieplo i milo, a dzis Laja ugotowala prawdziwa uczte z okazji mojego przyjazdu. Zawsze ich lubilem i pamietam jak dawniej trzymalismy tutaj sztame przeciwko tym wszystkim politykom. Stare dobre czasy:))
Zadzwonilem tez do Tulasi.Milo bylo uslyszec jej glos po tylu tygodniach. Chcialbym zeby przyjechala tutaj jak najszybciej. Tylko do czego? Nic sie nie moze wyklarowac.

Dzis w nocy dojechali Tirtha i Laksmana. Rano poszedlem ich odwiedzic. Sa kochani. Ucieszylem sie bardzo na ich widok i spedzilismy pare godzin rozmawiajac o tym co sie dzieje u nich i co do diabla ja tutaj robie, zarosniety, z akordeonem, bez Tulasi. Zebym to ja wiedzial ;)))

Zaprosili mnie zebym u nich spal i z checia skorzystalem z ich zaproszenia. Pracuja teraz nad nowym projektem. Nazywa sie Dhira i nagrali juz pare kawalkow. Dla mnie pierwsza klasa, nie moge sie doczekac az uslysze calosc.
Sprezentowalem im na pamiatke anglojezyczny egzemplarz "Proroka " Ghalila Gibrana (czy ja to dobrze pisze? ). Prezent jeszcze z Krakowa od Marka Wilka. Piekna ksiazka.

Wieczorem Tirtha pokazal mi jak sie gra skale w roznych tonacjach i jak improwizowac i poczulem, jakby otwarly sie przede mna jakies drzwi, milowy krok w mojej muzyce.

A teraz jestem na wykladzie Kadamby Kanana Maharaja o pozadaniu i powrocie do Boga. Fajnie sie tego slucha; jak jakiegos slodkiego i zapomnianego snu z dziecinstwa. Mam nadzieje, ze nie calkiem zapomnianego, bo kiedys chcialbym znow sie zwrocic troche bardziej do Kryszny.

29.04.2004 Madryt

Samotnosc. Czyta , kliniczna samotnosc. Jest polnoc, siedze na dworcu kolejowym i zastanawiam sie jak sie w to wpakowalem. Czy ja sam wybralem ta sytuacje? Naprawde? Jestem w srodku wielkiego, nieprzyjaznego miasta, tysiace kilometrow od domu i Tulasi, nie mam pomyslu ,sily i pieniedzy i to byl moj wybor? He he- nie wierze.

Mialem dzis spac w swiatyni w Madrycie. Ulozylem sie z prezydentem, ze bede robil jakas sluzbe, wstawal na mangala arati i w ten sposob bede mogl sobie tu zyc i zbierac pieniadze.
Niestety kiedy o 21:15 wrocilem do swiatyni okazalo sie ze swiatynia jest zamknieta na cztery spusty, nikt nie odpowiada na domofon, ani na telefon. I co?
Jestem wiec na dworcu Atocha Renfe, i chce mi sie spac, ale wlasnie przyszedl policjant i powiedzial, ze moge siedziec, ale nie wolno mi lezec. Ciezko wiec bedzie zasnac. Mialem nadzieje, ze los sie odmieni , poszedlem wiec do kasyna i wydalem dzis zarobione pieniadze. Los nie okazal sie laskawy niestety.
Marokanczycy, pies, policja, kasyno. Hmm- jak w ksiazce.
To o czym teraz marze to dom, cieple lozko, kochajaca osoba obok mnie i nikogo wiecej. Lamiesz sie chlopie, co?
Roznia sie te zapiski od tych sprzed wyjazdu z Polski. Ale fortuna kolem sie toczy i jakkolwiek zle rysowalaby sie sytuacja ciagle to ma sens. Musi miec.

Ok znalazlem w miare spokojne miejsce. Mam nadzieje, ze nie za spokojne i ze mnie znow nie opedzluja jakies rzeziemieszki. Sprobuje sie zdrzemnac.

30.04.2004 Madryt

Swit w Madrycie.
Nie pospalem za duzo. Okazalo sie, ze Atocha Renfe zamykaja o 12 i mnie wyrzucili. Pozniej blakalem sie pare godzin przy wejscia do metra, ktore tez bylo zamkniete, ale wialo stamtad cieplym powietrzem. W miedzyczasie poznalem tez szalonego, ale milego bezdomnego, ktory zawiniety w spiwor spal na przystanku. Przyjacielsko podal mi namiary na wszystkie schroniska dla bezdomnych i darmowe jadlodajnie i wydawalo sie, ze jest ok dopoki nie powiedzial, ze teraz przekaze mi najwiekszy sekret za ktory moge zginac.
Ze caly swiat jest iluzja stworzona przez obcych, ktorzy sie zywia nasza krwia i ze jemu udaje sie widziec poprzez iluzje i dlatego musi sie ukrywac zeby go nie zabili.
Niektorzy maja jednak gorzej niz ja.
Szkoda mi bylo tego milego, chorego pana.

Co bede dzis robil? Chcialbym sie wyspac w swiatyni, ale nie moge bo na 11:00 jestem umowiony z Undropami, ktorzy maja mi przywiezc moje rzeczy z farmy, tak, ze nie moge po prostu isc do swiatyni i polozyc sie spac.
Zrobie tak-kiedy sie juz troche rozjasni poszukam internetu i rozejrze sie w Hospitality Club, a kiedy juz odbiore rzeczy od Tirthy i Laksmany to pojde sie zdrzemnac.

pozniej tego samego dnia

Polozylem sie juz spac. Dzis spie w lozku. Nie docenia sie takich rzeczy dopoki nie zazna sie spania na schodach metra. A ile ludzi jest zmuszonych tak zyc? Az nie chce o tym myslec bo cos mnie w srodku boli a juz i tak jestem bliski calkowitej frustracji.
Poczucie samotnosci nie popuszcza.
" Kiedy samotnosc staje sie tak wszechogarniajaca, ze zabija cale piekno, to jedyne co mozna zrobic to pozostac otwartym" pisze Coelho w "Wojowniku Swiatla".
Tyle moge zrobic.
Pogoda jest ciezka, ludzie jeszcze bardziej. Oprocz tego mam ciezkie serce i ciezkie powieki.
Czuje sie troche jak ostatnio w Paryzu, kiedy Tulasi wysiadly plecy i zostalem sam. Ludzie tutaj sa tacy sami jak tam: obcy i zimni, zadnych reakcji i obserwuja cie jak rybe w akwarium, chlodnym, taksujacym okiem

Dostalem dzis list od Rasali , ze mialby dla mnie i Tulasi prace. Chyba w to wejde.
Sprobuje sie przespac z tym wszystkim. Za duzo na raz.

01.05.2004 Madryt

Dolek troche przeszedl, moze dlatego, ze wpadlo troche grosza, a poza tym wyspalem sie porzadnie no i mam jakas baze a to tez pomaga sie uspokoic.
No i jeszcze dostalem inspirujacy list od Tulasi, ktory naprawde postawil mnie na nogi.

Dzis zarobilem z 32 euro, ale chyba w 6 godzin. A oprocz tego Manuel, chlopak ktorego poznalem dzis w swiatyni dal mi dotacje 20 euro.
Tak ze dzien byl owocny finansowo i duchowo chyba tez . Wymantrowalem dwie rundy, pierwszy raz od nie wiem jak dlugo, no i wstalem na mangala arati.

Na miesice poznalem Gordona chlopaka z Niemiec. Gra na gitarze. Kiepsciutko, ale jakos tam mu idze, Strasznie zagubiony i niesmialy. Kiedy go spotkalem pierwszy raz byl boso, ale pozniej ktos dal mu buty i marynarke.
Szkoda mi bylo goscia. Przynioslem mu pozniej jablek ze swiatyni.
Widze ze jest tak jak pisze Coelho- trzeba byc otwartym, bez wzgledu na to jak inni by nie byli zimni i obojetni. Dobrych ludzi zawsze mozna spotkac.
I bhaktowie tutaj tez sa spoko. ISKCONowi do bolu, ze wszystkimi tymi bhaktowskimi mechanizmami , ale ok: prosci i przychylni.
Swiat nie jest taki zly.

02.05.2004 Madryt

Spotkalem dzis na ulicy Marcella, Argentynczyka, ktory robi statue demoniczna. Fajny gosc. Dzis poszedl ze mna pokazac mi rozne miejsca gdzie moze sie fajnie grac. Milo sie z nim rozmawialo, brakowalo mi tego po dniu walki na ulicy.
Marcel planuje zostac tutaj jeszcze dwa miesiace , a pozniej chce jechac na polnocne wybrzeze i oprocz statuy zrobic tez uliczny monolog. Rozmawialismy troche o wolnosci i zyciu.
Zarabianie tez nie idzie mu za dobrze, ale jest mu latwiej bo ma tutaj swoich bliskich tzn dziewczyne i przyjaciol

Co jeszcze? Tulasi nie przyslal mi dzis emaila. Mam nadzieje ze wszystko w porzadku, ale na razie nie chce jeszcze wydawac na karte telefoniczna. zaczekam do jutra. Oprocz tego czeka mnie jeszcze wydatek na notatnik na nowy dziennik, bo w tym juz ostatnie kartki, a teraz kiedy nie mam do kogo otworzyc geby to pisze wiecej.

No i nie ma tak zle. Chce podziekowac wszystkim zyczliwym duszom, ktore spotkalem na mojej drodze. Mimo wszystko widze, ze jest ich duzo, jak na ten chory swiat.

"PYTANIA NA WIATR"

Dluga jest droga do skarbu
i niebezpiecznie hasa po niej wiatr
i deszcze podmywaja brzeg

Czasami na drodze siadzie zablakany ptak
i nigdy nie wiesz czy zlamal skrzydlo
i placze nad swoim losem
czy moze nie wie gdzie dalej isc
i po prostu siadl i duma
biedny szary ptak

Kiedy patrze w strumien
to widze odbicie swojego piekna
czy piekno strumienia?
Kiedy lece wysoko pod niebem
to czy skrzydla dal mi ptak
czy moze po prostu sam chcialem tak?
Kiedy tancze jak wiatr
wiruje wsrod gwiazd
to Bog tanczy przeze mnie
czy to ja?

Kilka pytan zadanych medrcowi:
gdzie pokora zamienia sie w niewole?
gdzie wiara w siebie przechodzi w dume?
jak oddac dusze Bogu i pozostac soba?
jak pozostac soba i nie zostac sam?

To kilka pytan
ktore usypal z piasku
maly chlopiec
na rozstaju drog.



Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl