Forum dyskusyjne

Uliczny grajek 2004 cz 3 z akordeonem i autostopem po Europie

kategoria podróże po świecie

macaco dołączył
28.01.2009

macaco 09:51 | 06.02.2009

04.05.2004 Madryt

Nowy notatnik znow zaczety w drodze. Siedze wlasnie w metrze i jade na Mendeza Alvaro sprawdzic o ktorej mam jakis autobus do Malagi. W swiatyni w Madrycie nie moglem juz dluzej mieszkac. Wczoraj Jayanta powiedzial, ze robie za malo sluzby zeby tam mieszkac i mial racje, ale granie zajmuje mi za duzo czasu i energii, zebym mogl robic cokolwiek innego. A po drugie mam dosyc swiatyni. To juz nie moj swiat, a czasami niektore rzeczy nawet mnie przerazaja, w sposobie rozumowania i dzialania bhaktow.
W Maladze tez pojde do swiatyni, ale tam jest duza farma i po prostu rozbije namiot (jesli mi pozwola) i bede troche niezalezny. Mam nadzieje, ze tam bedzie lepiej niz tutaj, a przynajmniej pod wzgledem finansowym.

Wczoraj mialem zabawny dzien. Lalo jak z cebra i zdecydowalem, ze nie bede gral, ale przynajmniej zamienie drobniaki na banknoty. Uzbieralo mi sie chyba z kilogram. Okazalo sie, ze nigdzie nie chca mi tego zamienic. W Danii wystarczylo podejsc do maszyny, wsypac bilon, wyciagnac karteczke, podejsc do okienka i dostawalo sie banknoty, bez zbednych komplikacji.
A tutaj.
Przeszedlem kilka bankow z ktorych mnie splawiono (bardzo nieuprzejmie), i wreszcie jakas mila, normalna dziewczyna uratowala mnie z opresji. Powiedziala, ze zamieni mi monety , tylko musze je sam zapakowac do plastykowych pojemniczkow. Nie ma problemu.
Potem na poczcie tez mnie wkurzyli. Wysylalem list do Tulasi i po wyjsciu zorientowalem sie, ze machneli mnie na 2 euro. Caly w nerwach postanowilem zadzwonic do Tulasi, ale kilka kolejnych budek telefonicznych okazalo sie zepsutych. No wiec leje jak z cebraa, nie moge zadzownic, jestem zmeczony hiszpanskim buractwem, ekstaza:)
Wreszcie zatrzymalem sie, podnioslem wzrok do gory i mowie: co jeszcze Kryszno? Jeszcze jakies niespodzianki dla mnie?!.
I wtym momencie poczulem jak wielka, ciepla kropla deszczu uderza mnie w twarz i rozpryskuje sie po calyym ubraniu. Tylko, ze to nie byl deszcz, ale ale wielkie, rzadkie ptasie gowno .
Od tego momentu ulzylo mi i zaczalem sie juz smiac. Wszedlem do parku i jakos oczyscilm sie trawa , reszte oblacji zakonczylem w toalecie MacDonalda.
Pozniej bez problemu zadzwonilem do Tulasi. W domu, na szczescie wszystko dobrze, wszyscy za mna tesknia. Ja za nimi tez.
W koncu pomyslalem, ze na zlosc wszystkiemu i wszysstkim i tak porobie troche muzyki i okazalo sie, ze byl to moj najlepszy dzien w Madrycie. Nie pod wzgledem kasy (choc tez nie bylo zle ) ale spotkalem dzis ludzi, ktorzy docenili z glebi serca moja muzyke i okazali sie otwartymi osobami.

A jutro znow w nieznane. Mam nadzieje, ze uzbieram dzis choc na bilet do Malagi. Sprawdzilem na internecie prognoze pogody. W Maladze caly tydzien ma lac.
Ok , moj przystanek, Mendeza Alvaro.

pozniej tego samego dnia

Cos dzisiaj chyba nici z zarobku. Policja przegonila mnie dzis juz z trzech miejsc i nie chce mi sie szukac nastepnego. Kupilem sobie chipsy, avocado, Don Simona i wyleguje sie na Plaza Mayor, majac nadzieje na jakas ciekawa rozmowe, ale jak na razie siedze sam.
Rozmawialem z Tulasi. Ma pomysl, zebym wrocil do Polski i zebysmy pojechali na slub Adama i pozniej na czerwcowa impreze, organizowana przez Szymka na Krawcowym Wierchu i pozniej razem moglibysmy wyruszyc. Brzmi dobrze. Zobacze jak to bedzie. Na razie Malaga, pozniej Beneficio, zorientuje sie jak tam jest i pozniej zdecydujemy.
Fajnie byloby podrozowac razem i jesli pojechalbym stopem do Polski to zaoszczedzilbym kase, ktora uzbieram (jeli uzbieram:)) na poludniu Hiszpanii. Dobrze jest miec kogos, kto potrafi podtrzymac cie na duchu.

Cieplo. Upal. Pecherz popycha mnie zeby wstac, ale nie chce mi sie, jest za goraco zeby sie ruszac. Ktos obok gra flamenco, albo cos podobnego, dzwieki gitary lacza sie z promieniami slonca, prawie nie slychac samochodow, jest czas siesty.
Gdzies zawyla na chwile syrena. Kiedy leciutko rozchylam powieki widze duzo nog a troche dalej, biala statue, ktorej poswiecilem wczesniej garsc miedzialow, w zamian za szczypte zlotego piasku.
Mily gwar
Gdyby nie ten pecherz to bym sobie odplynal.
A tak trzeba jednak wstac

05.05.2004 Malaga

Dotarlem. Jestem na farmie w Maladze. Na razie nie ma nikogo z szefostwa wiec siedze i czekam i wyciagnalem moj dziennik, zeby ludzie mysleli, ze wiem co ze soba zrobic. Francuska mataji nakarmila mnie: dal to byla siekiera, porozmawiala ze mna, ale reszta bhaktow sie nie odzywa. Standartowe wyobcowanie.
Dziwnie sie tutaj czuje. Tzn nie dlatego, ze to swiatynia, ale, ze jestem tak daleko na poludniu Europy. To juz prawie Afryka. Czuje sie jakbym tutaj nie pasowal, ze moja slowianska dusza czuje sie tutaj calkowicie jak nie w domu.
No ale to dopiero moj pierwszy dzien. Grunt, zebym mial sie gdzie rozbic i zeby nie lalo za bardzo, a reszta juz sie jakos zajme.

pozniej

Juz wieczor, leze sobie w namiocie. Uszczelnilem go plachtami folii, tak, ze deszcz mnie raczej nie rusza, musialoby juz niezle lac, zeby przemoczyc mnie od spodu.
Jestem bardzo mile zaskoczony atmosfera w swiatyni. Zrelaksowany nastroj i komandor Prahlad buduje tutaj pewien specyficzny nastroj. Podoba mi sie.
No i w koncu wszyscy zaczeli sie odzywac:)) Najwiecej rozmawialem z ta para z Francji: Michael i... Christine? Nie pamietam. Zrobilismy tez w swiatyni niezly jam session z Prahladem i kilkoma innymi bhaktami.
Na podworzu rosna drzewa owocowe i nie mam pojecia jak sie nazywaja owoce ktore na nich rosna, ale sa przepyszne, soczyste i slodko-kwaskowate i nikt ich tutaj nie je, lezy ich z tona pod drzewami . Witaminki bede mial zapewnione.
No wiec wieczor. Wlaczylem na walkmanie SDM (Stare Dobre...) i patrzac na zachodzace za palmami slonce tesknie za czyms, co jest tak nieuchwytne, ze sam nie potrafie tego nazwac.
Jest dobrze.

06.05.2004 Malaga

Poszedlem na program poranny. Totalny chaos:). Prahlad w ogole nie trzyma rytmu, kazdy gra cos innego, jeden wielki halas, ale jest bardzo sympatycznie.
Noc w namiocie spedzilem bardzo milo, i cieplo. Tylko tak jak zwykle zrobilo sie bardzo wilgotno i musze podsuszyc spiwor. Z namiotem z tropikiem nie byloby takiego problemu, ale w tej mojej dzdzownicy co rano kapie ze scian, nawet jesli spie przy otwartych drzwiach. Acha- slimaki. Pelno tutaj slimakow, ktore obsiadly mi cale sciany (na szczescie z zewnatrz). A sandaly ktore zostaly przed wejsciem do namiotu pokryte byly warstwa bialego sluzu, tak jakby przetoczylo sie po nich cale stado slimakow. Blee.
Zaczyna sie wyklad. Daje go jakis uczen Srila Prabhupada. Chyba zostane i tak nie mam co teraz robic. Ostatnio w ogole nie czuje smaku do tej filozofii. Strasznie mi sie wydaje sucha tzn moze nie sama filozofia jest sucha, ale u bhaktow nie pasuje mi sposob jej przedstawiania i mysle, ze punkt ciezkosci przesuniety jest w strone ktora mi nie pasuje.
Chodzi mi o to, ze skupia sie tylko na mechanizmach materialnego swiata, a czesc emocjonalna i duchowa jest gdzies w tle, daleko, daleko. Dlatego np nie lubie wykladow Suhotry Maharaja i Kadamby Kanany Maharaja.

Snila mi sie dzis wojna, chyba II Wojna Swiatowa, ale nie jestem pewien. Bylo tam cos o rozlace z przyjaciolmi na wiele lat i pamietam taki moment, ze po wielu latach spotykam sie z Tomem. Jestem kulawy, a moze nawet nie mam nogi, Tom tez wyglada nie lepiej, ale jest cos fajnego i cieplego w tym spotkaniu- to ze po tylu ciezkich, prawie niemozliwych do przezycia latach udaje nam sie jednak spotkac i wiemy, ze teraz juz bedzie dobrze.

No wiec jade do centrum Malagi sprobowac pozarabiac. Jak zwykle mam wielka treme przed wystepen w nowym miejscu. Jaka bedzie policja, jacy ludzie, jak beda reagowac itd...

pozniej na miescie

No i juz wiem jak sie bedzie gralo w Maladze. ******wo. No dobra, wymiekam. Uzbieram jeszcze pare groszy i spadam do domu. Hiszpania to jeden wielki niewypal.
Calkiem inaczej sie czyta o podroznikach i wagabundach, a calkiem inaczej sprobowac zyc tak samemu. Czasami brakuje tego romantyzmu, ktory tak latwo zobaczyc w ksiazkach. Kiedy sie czyta, ze kogos obrabowali na plazy, albo ze nie mogl sobie znalezc miejsca do spania latwo powiedziec, ze tez by sie chcialo posmakowac przygody, ale kiedy to sie zdarza w rzeczywistosci, jest to po prostu golym, nieprzyjemnym faktem i trzeba miec naprawde talent i wewnetrzna muzyke, zeby wtedy gdy to sie dzieje uchwycic urok przygody.
No i jeszcze do tego dochodzi samotnosc. Tez przereklamowana. To wcale nie takie przyjemne byc samemu. Jestem sam od prawie 2 miesiecy i zdycham za towarzystwem. Tzn nie tylko towarzystwem do piwa, takie zawsze sie znajdzie (choc czasami jest to kwestia sporna:)), ale za prawdziwym towarzystwem z glebi serca, z przyjaznym dotykiem i slowem otuchy.
Samotnosc jest wysuszona na sloncu koscia z lodu.

Czuje sie troche jak astronauta wystrzelony na Marsa, choc jestem w o tyle lepszej sytuacji, ze ciagle jest nadzieja, ze kogos spotkam na tej pustyni:))
Hiszpania jest ciezkim miejscem. Albo tez trudno jest mi to znosic tutaj, bo podrozuje sam, a przedtem to w Holandii bylem z Tulasi, we Francji tez, w Danii bylo pare osob z ktorymi bylem dosyc blisko.
A tutaj nie istnieje.
Nie ma mnie dla nikogo.
Czlowiek jednak jest zwierzeciem stadnym.

Czy mozna napisac wiersz bedac tak ogoloconym z iluzji i zwiazkow, tak jak ja jestem teraz? Kryszno- daj troche juicu please. Nie chce zeby swiat byl taki zimny i suchy jak widze go teraz. Postaw jakies otwarte, zaawansowane dusze na mojen drodze, albo przynajmniej nabij mi kieszen, zebym mogl w dobrym humorze wrocic do domu.
Wydaje mi sie , ze w moich poszukiwaniach siebie dobilem do swoich granic

"BAL"

Przestalem slyszec wycie wilka
wzywajace na bal
Zniknela gdzies szara gestwina
niewidzialnych grubych pni
i zapachu zgnilych lisci.
Zapodzial sie senny kompas
ktory kiedys bezblednie
wskazywal kierunek
Wiazalem tyle oczekiwan
z przyjeciem, ktore mialo sie odbyc
na niedostepnych polanach
Dziesiatki miotel
wytworne fraki
wieczorowe suknie
tajemnicze oczy
pelne tajemniczych historii
zagadkowe usmiechy
pelne zagadkowych buntow
Zaproszenia do miejsc ze snow
kurtuazyjne wymiany uprzejmosci.
Tak, tak wiele mnie ominelo

Mysle, ze nadszedl czas
by znow czujnie wsluchiwac sie
w nocne szmery

07.05.04 Malaga

Ale sie krece bez celu. Nie mam najmniejszej inspiracji do grania, wrecz przeciwnie, na sama mysl robi mi sie niedobrze. Mialem dzis pomysl, zeby polazic po barach i popytac o prace, ale tez tego nie czuje. No ale trzeba cos robic, nie?
No to co? Gramy?. Nie ma tutaj za duzo ludzi (Plaza de Feliz Grenz ), ale tak wole, przynajmniej bez pasyjki

pozniej

Atmosfera sie zmienia:)) Poznalem Mikkiego, Irlandczyka, ok szescdziesiatki. Troche szalony gosc, alkoholik i uliczny muzyk od 30 lat. Zobaczyl mnie jak gralem i uslyszal, ze spiewam po angielsku (czego na ziemi hiszpanskiej rzadko uswiadczysz) i dolaczyl sie do mnie. Gra na gitarze i niezle wymiata choc jesli chodzi o glos to widac ze lata picia i palenia nie zostawily duzo. Mial kiedys zone, ale umarla, mial tez dziecko, ale nie slyszal o nim od lat. I teraz po prostu podrozuje. Powiedzial, ze jesli chodzi o sztuke uliczna to Hiszpania jest gowniana (jakbym juz sam tego nie wiedzial) i ze w Londynie jest w stanie uzbierac 100 funtow w 3 godziny, ale przyjezdza tutaj bo lubi cieplo .
Okazalo sie, ze poniewaz jest stalym klientem lini lotniczych z Anglii do Hiszpanii, przysluguje mu teraz jeden darmowy bilet i jesli chce moze mnie zabrac do Londynu i pograc i powloczyc sie tam.
No wiec jutro mam pojechac z nim do Granady i jessli pojdzie nam dobrze, moze odwiedzilibysmy Maroko , z powrotem Hiszpania i samolot do Londynu.
Faajnie by bylo, ale choc Mikki jest sympatyczny i czuc od niego pozytywna energie, to nie wiem ile moge liczyc na to co mowi. Paziwiom uwidim:)). Dobrze jesli w koncu cos by sie ruszylo.

pozniej

Przygody ciag dalszy. No wiec gralismy na zmiane i szlo nam oblednie, mysle ze po 3 godzina mielismy juz w futrale ze 100 euro. Tylko Mikki byl bardziej i bardziej pijany. I kiedy przyszla znow jego kolej grania zjawila sie policja i poprosila, zebysmy sie wyniesli. Ja grzecznie zaczalem pakowac nasze rzeczy, ale Mikki dostal nagla ataku szalu i rzucil sie na gliniarzy! Probowalem go uspokoic ale nie bylo szans, sami gliniarze nie pomagali i w koncu go zwineli.
Caly dzien grania, szlo nam pierwsza klasa, mialem plan na przyszlosc a ostatecznie zostalem bez kasy. Na autobus do swiatyni dostalem od dwoch Szkotow, ktorzy najpierw sluchali jak gramy a pozniej obserwowali cale zajscie.
Moze jutro rano pojade na miasto tak wczesnie jak sie da i poszukam Mikkiego, ale watpie ze uda mi sie go spotkac. Pech to pech. Wykonczony jestem.
Na farmie najem sie znow tych dziwnych owocow i ide spac. Cholerna kasa.
No ale moze przyjdzie cos dobrego z tej sytuacji? Ciagle (nie wiem dlaczego!!!) probuje widziec wszystko w taki sposob, ze wszystko co sie wydarza, ostatecznie przynosci dobry skutek. Byc moze nie natychmiastowy, ale dlugoterminowa lekcje. Amen.

08.05.2004 Malaga

Ok-walcze dalej:)) Jade do Granady. Poszwendalem sie jeszcze po miescie szukajac Mikkiego, ale nic z tego, mozliwe ze zwineli go na dluzej.
Zabralem wiec swoje rzeczyy ze swiatyni, pozegnalem sie z Prahladem i teraz siedze w autobusie do Granady. Przylaczylem sie do dwoch punkowcow, ktorzy tez jada do Granady. Dziewczyna jest stad, Andaluzyjka z krwi i kosci a chlopak ( chlopak 40stoletni ) jest Niemcem. Nie wyglada za dobrze. Wczoraj napadli ich skinheadzi i niezle go stlukli. Ma zszyte cale czolo i palec, ale nie wydaje mi sie, zeby ten palec mu sie zrosnal, jest caly siny i chyba zaczyna gnic.
Mowia, ze w Granadzie mozna spac w jaskiniach i poza tym jest tam troche squatow. Zobaczymy . Poki co jestem glodny jak zwierz.

pozniej Granada

Jestem w Granadzie. Na razie trzymam sie z moja punkowa para. Chlopak to Ed, dziewczyna Selga. Sympatyczni.
Miasto wydaje sie miec bardzo fajna wibracje, calkiem inaczej niz Madryt, czy Malaga. Na ulicach jest mnostwo mlodziezy, najrozniejszej masci. Mnostwo czeskich punkowcow, rastamanow i po prostu wloczegow. No to jestem w domu, he he. Tubylcow mozna poznac po tym z jaka niechecia patrza na ten kwiat mlodziezy.
Misto jest stare i piekne, i otaczaja je gory, podziurawione jaskiniami jak ser szwajcarski. Podobno w sredniowieczu mieszkali tam Cyganie, a teraz zamieszkuja je podroznicy i w ogole lokalna "bohema" .
Kiedy szlismy w pewnym momencie wynurzyla sie przede mna gora z ogromnym zamkiem otoczonym muram. Przepieknie. Jest to najwiekszy i najlepiej zachowany zabytek pomuzulmanski. Chyba to ta slynna Alhambra (?)
Dzis spie w punkowym squacie.

09.05.2004 Granada

Ufff. Czasami jednak lepiej jest podrozowac samemu niz w takim szalonym towarzystwie. Wczoraj dolaczylismy sie do wiekszej grupy punkowcow. Wszyscy sie schlali, i poszli na jakis koncert, i choc chcieli mnie wyciagnac zostalem. Najpierw spalo sie dobrze, ale w nocy mlodziez zaczela sie schodzic z roznych imprez, ognisk i koncertow i trwalo to prawie do rana i w miedzyczasie jedni wymiotowali , inni spiewali a jeszcze inni sie chedozyli.
Kiedy w koncu zaczelo sie robic jasno, pozbieralem swoje rzeczy i wymknalem sie na cicha i swieza ulice. Noc coz- mlodosc ma swoje prawa- przeciez kiedy bylem punkiem bylem dokladnie taki sam, he he. No nic- odwiedziny w krainie dziecinstwa zakonczone.

Teraz siedze w jakiejs kafejce. Kupilem sobie churrosy con chocolate i sok ze swiezo wycisnietych pomaranczy. Zaraz pojde sie poszwendac a od dziesiatej bede juz mogl pracowac.
Z kasy ktora zebralismy wczoraj razem z Selga i Eddim nic nie zostalo, ale niech im bedzie. Powiedzmy ze wczoraj ja stawialem.

Snilo mi sie dzisiaj, ze Tulasi byla tutaj ze mna i ze weszla na ta gore, ktora widzialem z autobusu. Moglem ja widziec tam wysoko w gorze i troche sie o nia balem, a pozniej zeszla lawina i nie wiedzialem, czy Tulasi zdazyla uciec. To byl straszny sen i taki realistyczny.
Moze ten sen przyszedl, bo Ed opowiedzial mi swoja historie. Siedem lat temu dowiedzial sie, ze jego zona ma raka i miesiac pozniej juz nie zyla. Los czasami potrafi kopnac w dupe.

"TO TY ?"

To Ty? Nie niestety
to tylko szelest skrzydel
szarej cmy
na tle nocnej szyby
To Ty? Nie, to znowu
tylko wiatr
a moze moj umysl
kpi ze mnie
jak zwykle, jak od lat.
To Ty? Powiedz -tak-
ten jeden raz...
niestety to tylko gwiazdy
szepcza kosmiczne plotki
w uszy niechcianych psow.
To Ty? Ten blysk
tam za granica widzenia
obietnica nowego dnia...
Nie, to znowu cma
zderzyla sie z gwiazda
i spadla gdzies w piach
pod oknem
To Ty? I znow nic...

10.05.2004 Granada

Dzis jest ciezki, deszczowy poranek. Wczoraj pogralem troche, pozniej pospacerowalem po uliczkach Granady. To miasto naprawde ma urok. Jakby sie bylo w "Pamietniku znalezionym w Saragossie".
Miasteczko nieduze, ale pelne ulicznych artystow, muzykow itd. Na jednej ulicy jest chyba z dziesiec statu (jak sie to odmienia!?) stojacych obok siebie i wydawalo mi sie, ze robia jednak kase. Najlepsza moim zdaniem byla egipska krolowa, ktora w jakis sposob przymocowala sie lancuchem do plotu i kiedy ktos wrzucil monete przechylala sie w strone delikwenta po ostrym katem i wygladalo to z przodu (kiedy ktos nie widzial lancucha), jakby miala moce mistyczne:))
Wczoraj znalazlem miejsce w hoteliku, nawet tanio 15 euro, chcialem sie wykapac i wyspac w czystym lozku, ale nie moge tutaj zostac za dlugo. Jeszcze tylko jedna noc, a od jutra mam miejsce w Alberge- jest to cos jak schronisko dla bezdomnych, ale wyglada raczej jak polskie schronisko mlodziezowe.
Bylem dzisiaj na obiedzie w darmowej jadlodaajni, wszystko bylo wegetarianskie. Spotkalem tam Juana z Pamplony i pomaga mi troche zorientowac sie w tym miejscu, pokazujac mi miejsca gdzie mozna za darmo zjesc, wyspac sie, zrobic pranie itd.
Nie planuje jednak zostac. Juz nadszedl czas powrotu do gniazda:) Chce tylko zebrac choc ze 100 euro, zeby cos przywiezc do domu i ruszam z powrotem
Teraz czekam w kolejce na kolacje. Kupa ludzi, w wiekszosci Marokanczycy i punkowcy.
Spotkalem Eda i Selge. Edowi obcieli wczoraj palca, jednak wdala sie gangrena. I ta zaszyta rana na glowie tez nie wyglada za dobrze. Jak ma sie wyleczyc nie myjac sie, nie spiac i pijac caly dzien? Ale nie wydaje mi sie, zeby zalezalo mu na tym zeby wydobrzec. Wydaje sie, ze tylko czeka, zeby w koncu wydostac sie z tego pieknego swiata.
Jest tyle ludzi, ktorzy porzucili zmaganie sie w tym swiecie i teraz po prostu czekaja na koniec filmu, nie liczac juz na nic. Spotkalem ich tylu po drodze. I wstyd sie przyznac, ale czasaami czuje ulge bo wiem, ze ja wybralem takie zycie, tylko na chwile, i gdzies tam mam zone, dom, jakies plany. A niektorzy nie maja juz odwrotu, czy wyboru. Zycze wam ulgi wedrowcy.

11.05.2004 Granada

Jednak udalo mi sie uniknac Alberge. Nie bylem za bardzo chetny zatrzymac sie tam i to nie z powodu towarzystwa, ale ogolnie nastroj tam byl dziwny. Czulo sie ten podzial: my ( kierownictwo, pracownicy) i oni (czyli my;)) wloczedzy, Marokanczycy, loosers). Nie lubie tego.
Zostawilem tam juz moje rzezcy i poszedlem na targ warzywny , gdzie spotkalem Polakow: Kasie i Jurka ,dziecko Kasi i jej chlopaka Mathew (Anglik). Porozmawialismy chwile i zaprosili mnie, zebym dolaczyl do nich w ich jaskini na wzgorzach.
Okazalo sie, ze Jurek byl w schronisku u Szymona w pazdzierniku. Maly ten swiat.
Pozbieralem wiec rzeczy i wydostalem sie z tego dziwnego schroniska.
Zajelo nam jakies 2 godziny wyspinac sie tutaj. Nie bylo latwo z moimi rzeczami, ciezko podrozuje sie z akordeonem, ale wspolnymi silami doszlismy. Rozbilem namiot przed wejsciem do jaskini, nie czulbym sie dobrze spiac w jaskini, a poza tym smierdzi tam zdechlym oslem. Poprzedni wlasciciel jaskini trzymal tam osla, ktory w koncu tam zdechl i niestety zapach wgryzl sie juz na stale w sciany.
Mathew gotuje teraz obiad, z rzeczy , ktore zostawili na targu warzywnym sklepikarze i tak naprawde to uzbieralo sie z tego niezla ilosc bhoga i to bhoga pierwszej klasy. Pomoglem im pokroic warzywa (wszyscy sa wegetarianami). Poradzili mi zebym nie jadl w darmowych jadlodajniach, bo dodaja tam do jedzenia roznych uspakajaczy, zeby motloch sie nie burzyl. Jezu.

Super jest stad widok. U moich stop rozciaga sie cala Granada , a dookola widac gory (Sierra Nevada? Musze sprawdzic na mapie) . Po lewej stronie widze mury Alhambry. Ktoregos dnia przed wyjazem, bede musial tam jeszcze zawitac, bo to bylby wstyd jesli nie zwiedzilbym tego miejsca.

pozniej

Jest wieczor. Pali sie ognisko. Kasia, Jurek i Mathew pala jointa i wspominaja dawne czasy, znaja sie od dziecinstwa, u Kasi na kolanach drzemie Wawa (jej 6letni synek) a ja leze i ciesze sie ta atmosfera. Teraz w nocy widok jest jeszcze piekniejszy. Cale miasto lsni i wyglada jak skrzynia klejnotow. Nasza gora i gory obok tez swieca swiatelkami ognisk, wydaje sie, ze wiekszosc z tych jaskin jest zamieszkala. Skads dobiegaja dzwieki bebnow, z drugiej strony gitara i jakas hiszpanska piesn. Moi towarzysze pala jointa i smieja sie do siebie, a ja choc nie sie nie odzywam i po prostu patrze to jest mi dobrze i ciesze sie bedac z tutaj nad Granada z ludzmi.
Czuje ze zbliza sie czas powrotu.

12.05.2004 Granada

Jutro chyba sie stad zwijam. Mysle, ze nie ma sensu juz tu byc. Tak naprawde to chcialbym , zeby ta droga byla juz za mna.
I gdzie sie podzial ten entuzjastyczny wlaczega sprzed miesiaca?:))
Jurek robi mi kilka zdjec, i wysle mi mailem, zebm mial jakas pamiatke z Granady.
Jak szlo granie? Ciniutko. Mialem cos uzbierac, a tak naparwde jestem bez zlamanego grosza , a glodny jestem, ze az mi kiszki skreca. Jutro cos zjem

13.05.200.4 Granada

Siedze pod "Hogar Corazon Maria", podobno mozna sie tutaj wykapac i wyprac ciuchy, moze nawet udaloby mi sie wyprac plecak,(kiedy bylem na punkowym squacie oblepil sie jakimis dziwnym substancjaami, podobnie jak moj spiwor:)) no i daja darmowa kawe z mlekiem. Tylko, ze jest zamkniete i nie wiem czyy dzis w ogole bedzie otwarte, a jesli tak to o ktorej.

Dziwne jest to uczucie bycia biedakiem, obiezyswiatem i bezdomnym. Troche tak jak to opisal Edi Pyrek, ze jestes odgrodzony od reszty swiata wysokim murem. Oczy ludzi przeslizguja sie z niechecia po twojej powierzchni i juz nie masz tyle praw co reszta, "normalni" ludzie. I samotnosc staje sie gleboka, wtopiona w jazn czescia ciebie.
I jeszcze miejsca w ktorych ludzie ci pomagaja, jak te jadlodajnie, czy schroniska; widzisz ile za ta pomaca jest nieszczerosci. Nie mowie, ze wszyscy sa nieszczerzyy, ale czuc silna bariere miedzy pomagajacymi i pomaganymi. Nie potrafie tego dokladnie teraz uchwycic. Moze innym razem?

Nie jest latwo wyciszyc sie w takich warunkach, co? Kiedy uczucie bezsilnosci i odrzucenia jest tak silne to ciezko cokolwiek poskladac w srodku, cala jazn jest jakby zwinieta w piesc.
Tylko " Dezarie" mnie troche teraz lagoodzi, swoim silnym, kobiecym glosem.

Otworza wreszcie ten cholerny "Hogar Corazon Maria" ?!!!

" POD DOMEM SERCA MARYJI"

twarda kostka bruku
zbrukane filtry papierosow
i samochody przejezdzaja tak blisko
ze boje sie o moje bezcenne stopy
(przyprowadzily mnie tak daleko
po jaka lekcje? Po co? )

Jakas czesc chcialaby byc dzieckiem
i zawsze czuc skrzydla matki
inna czesc chce byc silna i niezalezna
i ta czesc przyprowadzila mnie tutaj
gdzie tylko ja
i szara nieprzyjemna masa
I musze nauczyc wylawiac sie z tej masy
jedzenie
przyjaciol
cisze
i radosc

Usmiechy wyslane gdzies nad moja glowa
slowa mijaja sie z odstajacym uchem
tupot butow nigdy nie zatrzymuje sie obok moich stop
chyba ze podlozylbym noge

Samotnosc-
- zeby nauczyc sie byc szczesliwym samemu
(ten egzamin oblewam)
-zeby docenic towarzystwo i ofiare z serca
(ten mam nadzieje zdac na piatke )

No dobra, czekam jeszcze jakies dziesiec minut i spadam. Pojde na internet, pozniej wykupie pokoj w hotelu, zeby doprowadzic sie do jakiegos ksztaltu, przed powrotna droga.

14.05.2004 pod Granada

Ruszylem! Poszedlem na stacje benzynowa i zlapalem stopa. Tylko, ze w drugim kierunku! Na Seville!. Po prostu chcialem wydostac sie z Granady i wiedzialem jak ciezko lapie sie tutaj stopa, tak, ze zabralem sie z pierwsza mozliwa osoba. Sympatyczny Portugalczyk. Niestety nie pomyslalem, bo okazalo sie, ze do samej Sevilli nie mialbym mozliwosci zawrocic i przejsc na druga strone autostrady, zeby skierowac sie na Murcie i Valencie. W koncu wysadzil mnie na jakiejs stacji, z 60 km od Granady.
Ruchliwa autostrada, jestem na pieknej , wielkiej stacji benzynowej, tiry itd, tylko, ze wszyscy jada w druga strone. A "wlasciwa" stacja jest po drugiej stronie. Dumalem, chyba z godzine, zapytani ludzie odpowiedzieli mi, ze nie ma zadnej mozliwosci przedostania sie na druga strone.
Jay Nrsimhadeva.
Na plecach akordeon, na wozku plecak i stoje na poboczu autostradyy probujac wypatrzyc luke pomiedzy sunacymi z zawrotna szybkoscia samochodami , zeby przedostac sie na srodkowy pas trawy. Teraz! Biegne. Udalo sie. Uff. Jeszcze drugi pas- znow przygotowany do startu, i czekam chyba z 15 minut. Znow, bieg i jestem po drugiej stronie!! Jesli ktos to kiedys przeczyta- NIGDY TEGO NIE ROBCIE!!!!
Dopiero teraz widze, ze pod drugiej stronie stoi kierowc tira, ktory chcial zapalic papierosa, kiedy zobaczyl moj wyczyn i teraz stal z otwartymi ustami patrzac na mnie jak na swira. Podchodze do niego, wyciagam mu z reki paczke Marlboro, zapalam jednego oddaje paczke i trzesac sie jak osika na wietrze uswiadamiam sobie, ze przekraczanie autostrady w takim miejscu bylo baaaardzo glupia rzecza:))
Kaniec filma

pozniej

Po moim szalonym numerze, szybko zlapalem cos , tym razem we wlasciwym kierunku. Sympatyczny Marokanczyk zabral mnie do Tira i suniemy teraz w kierunku Murci. Jesli szloby dobrze, to moze juz jutro udalo by mi sie wydostac z Hiszpanii? Byloby fajnie.Sprobuje pojechac przez Szwajcarie, Austrie i Slowacje i moglbym wjechac do Polski w Zwardoniu, albo w Glince, czyli praktycznie w domu.
A z tym Marokanczykiem to fajna aranzacja, bo po tym napadzie w Barcelonie na plazy, mialbym zla opinie o Marokanczykach na cale zycie, a tak swiat znowu jest pozytywny:)).

A wczoraj napisalem list do Coelha, ze mam watplwiosci jesli chodzi o te cale poszukiwania legendy:) Taki czarny humor, mam nadzieje, ze zrozumie :)

15.05.2004 pod Murcia

Idzie jak krew z nosa, ale jakby co to moge sie zabrac z jednym z litwinskich tirowcow do granicy z Francja. Ale on wyjezdza dopiero o osmej wieczorem.

Ale wczoraj wyladowalem! Sympatyczny Marokanczyk, Abdul-a-tiw troszeczke niejarzaco wysadzil mnie w miejscu poza trasa, przy jakiejs rozladunkowej hali dla tirow, ale nie bylo tam zadnych tirow i do tego zaczela sie ulewa. Jedyne samochodyy jezdzace tamtedy to byliy pracownice z tej hali, jadace do domu, do pobliksiego miasteczka, i bylbym tam zapewnie musial spedzic noc, gdyby nie jedna mila pani, ktorej przypomnialem jej syna i ktora podrzucila mnie do Almohy. Ladna wioseczkka, tylko ze- no wlasnie- wioseczka.
Wieczor, najtansze hotele po 30 euro, dworzec zamykaja o 22.30 i pelno jakichs podejrzanych elementow, rozmawiajacych po rosyjsku, albo arabsku i zerkajacych na mnie niewesolo.

Postanowilem znalezc jakies miejsc na biwakowanie. Niestety wpakowalem sie w jakies sady, i plantacje, wszystko ogrodzone, wszedzie psy i przeszedlem chyba z 5 km, zanim w koncu znalazlem cos co od biedy mozna by uznac za miejsce do biwakowania. Byly to jakies ruiny i najpierw myslalem, ze przespie sie po prostu pod dachem i nie bede rozbijal namiotu, ale kiedy tylko usiadlem i zaczalem rozkladac spiwor wewnatrz zrujnowanego budynku, poczulem nagle taka "subtelna" atmosfere, ze od razu postanowilem sie wyniesc. Nie mogle jednak odejsc daleko, pare metrow dalej znow zaczynaly sie sady, wiec rozbilem namiot obok ruin. Lalo, wialo i musialem rozbic sie praktycznie w blocie i noc mialem bardzo niespokojna, ciagle wyly psy i za kazdym razem kiedy udalo mi sie zasnac, nawiedzal mnie jakis paskudny koszmar. Brrr. To miejsce bylo paskudne. Kiedy tylko zaczelo switac pozbieralem sie i z ulga wrocilem do miasta.
Kiedy odchodzilem moglem prawie przysiac, ze uslyszalem chichot dobiegajacy z ruin w ktorych wila sie zielonkawa mgla. Hare Kryszna.

Z misteczka od razu zlapalem dwoch facetow jadacych do Murci i podrzucili mnie na spora stacje benzynowa na ktorej teraz jestem. Opowiedzialem im troche o moim zyciu i naprawde sie im podobalo. Jden z nich popatrzyl na mnie z zazdroscia i powiedzial, ze jesli by mogl to od razu by sie ze mna zamienil. Usmiechnalem sie w duchu. Chcialbym to widziec.
Kiedy dojechalismy na stacje kierowca dal mi 10 euro i powiedzial, zebym zjadl jakies porzadne sniadanie na jego konto. Dzieki.

No i teraz jestem tutaj. Troche mnie scina po nocy w nawiedzonych ruinach, ale nie ma tutaj zadnego kawalka trawy na ktorym moglbym sie wylozyc, tylko parking i restauracja, a jedyne miejsce z trawa jest ogrodzone i oblozone oplata. Co za ludzie. Chce juz stad wyjechac
(Oj zatesknisz jeszcze za ta podroza "za jeden usmiech" :)))

Rozlozylem sie cichaczem na tarasie resturacji, czysciej tutaj i wygodniej. Na plecaku przylepilem karton z napisem Valencia- Barcelona i odpoczywam a moze przy okazji ktos mnie zabierze? Tylko, ze jesli bylby to stop tylko do Valenci to bym chyba nie pojechal, bo tutaj mam pewniaka do Francji na wieczor (tego Litwina)

Dzyn dzyn dzyn- ale ktos wlasnie trzepnal kasy w jednorekiego Jacka w restauracji. Skurczysyn :)))

pozniej

Juz wieczor a ja ciagle w tym samym miejscu. I najgorsze jest to, ze Litwin, ktory mial mnie zabrac do Francji, pojechal o 17:00 a nie o 20:00 jak mowil. Czyli teraz nie mam juz zadnego planu awaryjnego. Byli Polacy, ale okazalo sie, ze juz wzieli kogos na stopa, do samej Polski. Szczesciarz.
Ale jestem zly. Najbardziej to wkurzyl mnie ten Litwin.
Dwa dni w drodze i jestem 200 km od Granady, a ja myslalem ze dzis bede juz we Francji. Jeszcze wyjezdzaja tiry, ale teraz to juz sami Hiszpanie, a na Hiszpana to nie ma szans.

16.05.2004 pod Murcia

Spalem dzis w tirze u Andrzeja. Wczoraj poznalem sie blizej z chlopakami z Polski. Ogladalismy telewizje, gadalismy i poszlismy spac o 2 w nocy. Troche mnie leb nawala, ale w sumie to najbardziej jestem zly, ze ciagle jestem tutaj, zamiast ciac autostrade setkami kilometrow. Andrzej powiedzial, ze prawdopodobnie jutro dostanie zaladunek i, ze bedzie jechal w kierunku Polski, ale to nic pewnego. Jacek z Darkiem, tez nie wiedza kiedy wyjezdzaja i jesli by jechali to i tak nie mogli by mnie wziac bo jest ich dwoch, a we Francji jest duzo kontroli i mogliby miec problemy za trzeciego pasazera. No i co?
Tak czy inaczej bede probowal zlapac cos dzisiaj, ale niestety odpadaja tiry miedzynarodowe, jest weekend i maja zakaz jazdy. Czuje sie troche w rozterce, no bo mam tutaj pewnego tira, tylko, ze na jutro, a jesli ktos podrzuci mnie do glupiej Valencii to co mi to da?
Tylko, ze ja bez wzgledu na wszystko chce juz jechac!
Najfajniejszy z tych polskich chlopakow to Jacek. Wyglada calkowicie jak Machulski (ten z Vabanku) ale to doslownie, jak brat blizniak. Poza tym jest jarzcy, mozna z nim pogadac. Reszta zreszta tez jest ok.

Wczoraj czekajac na stopa probowalem praktykowac yoge. Bylem tak zly ze utknalem w tym miejscu, ze uciekl mi Litwin i ze Polak, ktory jechal do Polski mial juz pasazera. Bylem wsciekly. I zalaczylem sobie na walkmanie Dezarie i pomyslalem, ze byc moze wszystko jest w doskonalej harmonii. Ta przyroda, te gory, ludzie, to ze ciagle jestem tutaj, ze ludzie patrza na mnie z samochodow jak na malpe w zoo ( ale kto na kogo patrzy? Kto siedzi w klatce?:))) i w ogole caly wszechswiat jest dokladnie taki jaki ma byc- doskonaly. I nie tylko, ze to pomyslalem, ale poczulem to gleboko w srodku. Przez chwile bylo bardzo mistycznie

Fajnie bedzie wspominac ta wycieczke , kiedys przy ognisku i przyjaciele beda mowic: " Ty to masz ciekawe zycie" " Ale przygody" itd itp:)), ale teraz nie ma w tym nic ciekawego.
Jest tylko wszechogarniajace uczucie bezsilnosci. Tak, ze spoko- fajnie bedzie to wspominac, ale niech to do cholery beda juz wspomnienia!!! ;)

pozniej

I nic i nic i nic i nic
Stoje przy zjezdzie ze stacji, jedyny i unikalny alien na calej tej planecie, to czekanie wydaje sie jak wiecznosc, czas jest dlugi i ciagnacy sie i obcy. I upal. Chyba z 40 stopni. Oslepiajace slonce.
Czy istnieje uniwersalna milosc i harmonia? Czy wszechswiat jest tylko bezosobowa maszyna?
Czy moje koszmary, te najgorsze- ze zycie to tylko sen, a prawdziwa rzeczywistosc to walka o punkty, dobra karma, zla karma, zadnej swojskosci, zadnej bezinteresownosci sa prawda?
To tez mistyczne przezycie. Doswiadczenie wyobcowania i seperacji od wszystkiego i wszystkich. Nie wiedzialem, ze ta droga da mi tyle odlotow, he he. Te dwa dni na tej stacji sa uwienczeniem tej podrozy.
Czy lekcja z tej drogi miala byc samotnosc? Ze tak naprawde nie ma prawdziwej komunikacji miedzy ludzmi, a tzw milosc i przyjazn to po prostu iluzja i narkotyk, zeby nie czuc tak bardzo swojego wiezienia?
Nie chce tak myslec, ale kazda minuta tutaj to jak uderzenie bezosobowa piescia.
Upal.
Czas.
I przestrzen oddzielajac mnie od domu i zrozumienia.
Czuje sie jak Indianin na swojej pierwszej wyprawie, na pustynie. Zaraz powinny zjawic sie sepy, a w koncu kiedy przyjdzie oswiecenie zjawi sie jakies zwierze, ktore bedzie od tej pory moim opiekunem a ja wroce do mojego plemienia z nowym imieniem i pelen realizacji.

Niech cos sie wydarzy.
Teraz.
Czuje, ze ta chwila zawiera bardzo wazna lekcje, ale nie rozumiem jaka.
Niech to bedzie cos pozytywnego. Moze mam nauczyc sie jak przebic sie przez ta obcosc i nauczyc sie dostrzegac dusze poza lodem w innych i nauczyc sie postrzegac i budzic swoja wlasna dusze.

Brazowieje. Slonce wczoraj i dzis jest naprawde hiszpanskie. Goraco i glodno. Zostalo mi jeszcze z 13 euro (nie liczac dwudziestki ktora zostawilem na Polske) i musze oszczedzac, bo jak na razie nie ujechalem daleko. Pozniej kupie troche chleba i jakis jogurt.

Ciekawe czy to czuja astronauci

Ciekawe co czuje kierowca tego tira, ktory zasalutowal mi drwiaco.

Ciekawe kiedy bede sie z tego smial

Oprocz tego czuje jeszcze gniew. Gniew na Hiszpanow, ze sa tacy prostaccy i nieczuli. Musze walczyc z tym uczuciem dlatego przypominam sobie ta pania ktora mnie podwiozla ostatnio i tych dwoch panow ktorzy podwiezli mnie tutaj itd itd.

"SMIERC AUTOSTOPOWICZA"

Na drodze bezludnej
w zarzacym upale
pochylil swa glowe zgnebiony
na piersi wychudlej
ostatnim gestem...

... to mial byc autohumor ale mi nie wyszedl. Moze nie jest mi do smiechu?:))

wieczor

Dobrze ze spotkalem chlopakow , zawsze to razniej, a poza tym podjadlem i to dobrze. Z wegetarianskich rzeczy mieli zupke chinska, ogorki konserwowe, cebule, musztarde a ja dokupilem chleb i ser. Ale uczta! Jutro maja dostac zlecenia i mam nadzieje ze dostana je szybko i w strone domu!
Nie wierze, ze cos tutaj zlapie. Co najwyzej udar sloneczny.

17.05.2004 JADE!!!

Good bye Spain! Myslalem, ze zostane tam do konca zycia, ale jednak udalo sie. I to nie z Polakami jak myslalem, ale Dave, Anglik z ktorym rozmawialem pierwszego dnia przyjechal sprawdzic czy ciagle czekam i kiedy mnie zobaczyyl to powiedzial, ze nigdy nie bierze autostopowiczow, ale nie moze mnie tutaj zostawic, widzac ze czekam trzeci dzien. Czyli sa dobrzy ludzie:) Jedziemy do Francji. A we Francji bedzie juz latwiej, wiecej polskich tirow i przede wszystki blizej. Oprocz tego Dave dal mi namiary do siebie i zaprosil mnie do swojego domu pod Londynem.

18.05.2004 pod Lyonem

Podroz za jeden usmiech ciag dalszy:))) No wiec siedze na pace tira i jak wszystko pojdzie dobrze to dojade do samej Polski.Dojechalem tutaj z Francuskiej granicy z jednym Polakiem , ktory zalatwil mi przez CB kurs do Lyonu, ale zgubilismy tamtego tira wiec zostalem tutaj.
Zaczalem szukac i z pewna doza nadzieji podszedlem do polskiego tira w podwojnej obsadzie, ale powiedzieli, ze nie moga mnie zabrac, mogliby miec problemy. Poczestowali mnie za to chlebem, a inny polski kierowca jezdzacy tirem z irlandzkimi rejestracjami dolozyl jeszcze sera i zaproponowal, ze jesli chce, moze mnie zabrac do Dublina. Podziekowalem i poszedlem usiasc gdzies pod drzewem i zjesc prowiant zeslany przez Kryszne.
W polowie posilku podeszli do mnie ci Polacy "od chleba" i powiedzieli, ze naradzili sie, i ze nie moga mnie tak zostawic, ziomki musza sie trzymac razem i jesli chce moge wsiadac na pake.
Myslalem, ze to jest niemozliwe w xxI wieku, gdzie wszystko jest kontrolowane i ograniczone setkami zakazow.
No i siedze juz w srodku. Doceniam to ze zaryzykowali, przeciez mogliby miec niezle problemy jesli natkneli by sie na kontrole. Zostawili mi maly otwor w plandece, zebym nie byl caalkiem zamkniety i poprosili, zebym nie wychyla sie za bardzo. Nie ma sprawy !
Zycie nabiera barw:)
Ruszamy.

"NA PACE"

Lezac sobie na pace
nie snia mi sie palace
i wcale sie nie poplacze
tylko pozniej zobacze
czy wynioslem z tego jakas lekcje
bo nieukiem zostac nie chce
Kiedys myslalem, ze jestem cool facet
ze podatkow wcale nie place
ze jestem tak wyksztalcony
i chodze nieogolony
romantyczny, poetyczny
niebotyczny, dynamiczny
ale...

ale czy bylbym zdolny
zeby pomoc ludziom gdzies w drodze
ludziom, ktorych nie znam
zabrac ich do samochodu?
Czy zamienilbym spokoj i cisze
na obecnosc niespodziewanego
i byc moze nieobliczalnego goscia?
Czy oddalbym swojego dyskmana
czy podarowalbym komus 20 dolcow
samemu szukajac mieszkania i pracy?
W drodze dostalem tyle rzeczy-
za nic
i czy to nie glupota skarzyc sie
na bezdusznosc ludzi
kiedy samemu nic nie dalem
a tylko bralem?
Dziekuje Ci Kryszno za ta lekcje
Postaram sie ja zapamietac.

19.05.2004 gdzies pod Norymberga

Chlopaki zasuwaja jak perszingi , przerwy dwuminutowe na siusiu i nie ma ze boli, ciekawe jak wygladaaja ich tachometry, nie wierze, zeby nie sciemniali. W tym tempie przed wieczorem bedziemy juz w Zgorzelcu i tam cos moze jesszcze dzis zlapie, a jesli nie to rozloze namiocik i od jutra znow powalcze.
Ale upal. Wprawdzie nie tak jak wczoraj ale i tak siedze w samych slipkach i wystawiam twarz na wiatr z otworu w plandece. Jest tutaj jak w szklarni na kolkach.
Kiedy dojedziemy do Zgorzelca zmienie ciuchy na jakies mniej usyfione, bo wygladam jakbym pracowal na kopalni i ciezko by mi bylo cos zlapac.
Nie mam za bardzo o czym pisac, jestem wykonczony, ale mysl ze to juz koncowka podtrzymuje mnie na duchu. Zywie sie tylko chlebem i cebula, to jedyne wegetarianskie potrawy jakie maja moi gospodarze, ale nie narzekam. Z musztarda smakuje jak nektar ;)

wieczorem

Wroclaw. Siedze w pociagu do Katowic, a w domu bede juz jutro rano. Dawniej myslalbym sobie, ze czeka mnie dluga droga (z Wroclawia do Rycerki ) ale teraz odleglosci i czas wygladaja inaczej. Mam wrazenie jakbym byl na spacerku i ta trase moglbym pokonac w kapciach i szlafroku:))
Dobrze ze zachowalem to 20 euro . Kupilem sobie bilet do domu, reklamowke jedzenia i ostatni numer Angory. Zyc nie umierac.
Jutro rano zobacze sie z Tulasi , z rodzina.
Jestem bardzo zadowolony z tej wyprawy
Dziekuje Ci Kryszno za wszystko

"PIOSENKA"

Witaj przyjacielu, ogien sie juz pali
do stolu nakryte i slychac kobiet spiew
Na stole to co lubisz, za oknem wieje wiatr
Za oknem leje jak z cebra, a u nas ogien gra

Nie pytam gdzie bywales ostatnie 10 lat
Nie pytam co robiles caly ten czasu szmat
Po prostu siedz spokojnie i w ogien sobie patrz
Jeszcze wszystko opowiesz, mamy przeciez czas

Widze w twej twarzy smutek, nie bylo latwo, tak?
Mowilem ci przeciez, pamietasz? Ze ten swiat jest na wspak
W tym swiecie, tam za oknem, zawsze wieje wiatr
I nikt nie spiewa piosenek, taki juz jest ten swiat

Wiec witaj przyjacielu, tesknilem bardzo, wiesz?
To dla ciebi ten ogien i naszych kobiet smiech
Teraz jestes juz w domu i w cieple naszych serc
Juz mozesz przestac sie bac, juz mozesz odslonic twarz



iskradeszczu dołączył
06.03.2009

iskradeszczu 10:24 | 07.03.2009


iskra_deszczu@vp.pl
( czy Twój akordeon nie rdzewieje?:)


hightravel dołączył
24.03.2008

hightravel 12:39 | 07.03.2009

pozdrawiam serdecznie !!! :))) bardzo fajny text , czytalo sie z ciekawoscia :))) wiele ciekawych doznan i przemyslen ,dzieki ze sie Chciales podzielic :)))


macaco dołączył
28.01.2009

macaco 00:01 | 14.03.2009

Dzieki za komentarze hightravel i iskradeszczu (nie, nie rdzewieje mi akordeon, ale czasami gnije:))). Kiedys siade nad tym tekstem i wyedytuje go porzadnie, ocenzuruje co nieco i przystosuje do publicznego odbioru:) No ale dzieki, ze moze podobac sie juz teraz.


macaco dołączył
28.01.2009

macaco 00:02 | 14.03.2009

A w miedzyczasie szykuje sie juz relacje z nowych wakacji w Granadzie:)


cichy73 dołączył
04.02.2009

cichy73 10:05 | 14.03.2009

mam jedno określenie na ten tekst >>>>>>>>>REWELACJA<<<<<
pozdrawiam i dawaj więcej takich tekstów



Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl