Forum dyskusyjne

Jak dałem się naciągnąć na pieniądze w Indiach

kategoria podróże po świecie

kraj Indie

Andrzej W. dołączył
22.07.2009

Andrzej W. 11:49 | 22.07.2009

Po stracie pracy w wyniku kryzysu i mając pewne oszczędności, wybrałem się do Indii na ponad dwa miesiące w celach turystycznych. Słyszałem, że tam jest tanio, tylko trzeba uważać na ceny, bo nie są nigdzie wywieszone tak, jak u nas. Miałem pewne informacje o cenach i o tym, gdzie w New Delhi szukać taniego noclegu, ale na to, co mnie spotkało, przygotowany nie byłem.
Wylądowałem na lotnisku w New Delhi 21 marca około 1:00 w nocy. Rozsądnie byłoby poczekać na tym lotnisku do rana, ale myślałem, że jakieś recepcje będą otarte, a jak nie, to tam też gdzieś do rana doczekam.
Wymieniłem w kantorze 100 euro na rupie i w okienku firmy taksówkowej kupiłem bilet na dojazd do ulicy Main Bazar. Po wyjściu z budynku jakiś mężczyzna zabrał mi ten bilet i poprowadził mnie do taksówki. Była żółto-czarna i nie nowa. Oprócz taksówkarza jechałem z jeszcze jednym mężczyzną siedzącym obok kierowcy. Byłem pytany, czy jestem pierwszy raz w Indiach i co chcę tu robić. Powiedziałem, że pierwszy raz i w celach turystycznych. Jeśli chodzi o miejsce, gdzie mnie zawieźć, to wiedziałem nazwę ulicy: „Main Bazar”i kilka nazw hoteli: „Smyle Inn”, „Star Palace”, „Star Paradise”. Usłyszałem, że nie wiadomo, gdzie to jest, bo nie mam adresu. Dowiedziałem się także, że nie mogę chodzić w nocy po ulicy, bo mogę zostać napadnięty oraz, że jest jakieś święto hinduskie i wszystkie miejsca są pozajmowane.
Zatrzymaliśmy się przed jakimś hotelem. Moi przewoźnicy poszli się tam naradzić z portierem, co ze mną zrobić. Ja od tego portiera dowiedziałem się, że pobyt tam kosztuje 200 dolarów dziennie. Po tej naradzie powiedzieli, że zawiozą mnie do biura informacji turystycznej, że ze względu na święto i dużo przyjezdnych jest ono w nocy otwarte. Zawieźli mnie na jakiś plac, gdzie w jednym miejscu było jakieś turystyczne biuro, chyba pisało tam: „Tourist Information Office”. W środku tego urzędu było ciemno i jeden z moich przewoźników chwilę burzył w drzwi, aż kogoś tam obudził.
W tym biurze rozmawiałem z jednym mężczyzną, który twierdził, że w New Delhi z powodu święta na cały tydzień miejsca noclegowe są pozajmowane, oraz że wszystkie miejsca w pociągach i autobusach opuszczających miasto są zarezerwowane. Zadzwonił gdzieś i z kimś rozmawiał, następnie wręczył mi słuchawkę. Od jakiegoś mężczyzny po drugiej stronie linii usłyszałem, że wszystkie miejsca w pociągach i autobusach wyjeżdżających z Delhi są na pewną ilość dni (nie pamiętam ile, chyba ponad tydzień) zarezerwowane. Nie przyszło mi do głowy, by spytać, kto mówi, tylko oddałem słuchawkę. Mój rozmówca (nazwę go „Prowadzący”) powiedział, że ma dla mnie dobrą propozycję: tydzień po 20 euro dziennie razem z wyżywieniem w Srinagarze. Plus 100 euro za bilet lotniczy, razem 240 euro. Mówił, że to jest rządowy plan, abym w tej sytuacji tam jechał i że to jest tanio. W sprawie tej „taniości” miałem inne informacje, ale jakie to miało znaczenie, skoro nie miałem wyjścia. Zgodziłem się na to. Wyliczył mi, że razem z podatkiem mam zapłacić 18,5 tys. rupii. Taksówkarze chcieli za czekanie 300 rupii. Dałem im je i odjechali. Ktoś inny z tego biura zaprowadził mnie do będącego w pobliżu bankomatu, gdzie pobrałem 20 tys. rupii. Po powrocie zapłaciłem 18,5 tys. rupii „Prowadzącemu”, który następnie odwiózł mnie do hotelu, gdzie za 500 rupii miałem spędzić resztę nocy. W którymś momencie powiedział, że gdy dostanę od niego papiery, to będę musiał mu jeszcze dać 2000 rupii. Po jakimś czasie (chyba przy odwożeniu mnie z hotelu) powtórzył to jeszcze raz. W tym hotelu przespałem kilka godzin. Wstałem trochę wcześniej, niż ten „Prowadzący” miał po mnie przyjechać. Miałem tam okazję spytać się, czy to prawda z tym świętem i brakiem miejsc, ale nie miałem na to siły woli. Ostatnio dużo się zdarzyło i było, o czym myśleć, poza tym pobyt w Srinagarze miałem już opłacony. Według mapy były tam góry, czym byłem zainteresowany. Myślałem, że będę mieszkał w jakimś hotelu z możliwością wychodzenia i zwiedzania okolicy.
„Prowadzący’ przyjechał po mnie i pojechaliśmy do tego, co poprzednio biura. Po drodze mówił, że powinienem zarezerwować sobie następny tydzień w Srinagarze, bo później będzie dużo turystów, nie będzie miejsc i ceny pójdą w górę. Na pytanie, czy rezerwacja oznacza, że muszę ten tydzień opłacić, potwierdził to. Odmówiłem twierdząc, że nie wiem, czy będę chciał tam zostać. Pamiętałem, jak mi mówiono o braku miejsc w Delhi i trudności wyjechania stamtąd, a nie o braku miejsc w całych Indiach. W biurze dostałem bilet lotniczy i jakiś papier do pokazania w Srinagarze w miejscu, gdzie miałem mieszkać. Po cenie na bilecie poznałem, że przepłaciłem. Zażądałem rachunku potwierdzającego, ile dałem mu pieniędzy. Wypisał mi coś zupełnie nieczytelnie. Na moje protesty, że tego nie potrafię przeczytać, napisał na dole sumę cyframi. Na papierze do pokazania w Srinagarze była nazwa jakiejś firmy turystycznej. Spytałem, czy tu jest rządowe biuro informacji turystycznej i otrzymałem odpowiedź twierdzącą. Wyszedłem z plecakiem na zewnątrz, aby wsiąść do samochodu, który miał mnie odwieźć na lotnisko. Był to czas, kiedy według słów „prowadzącego” miałem mu dać 2000 rupii. Tej sumy nie było na otrzymanym prze ze mnie rachunku, ale pomyślałem, że nie danie mu jej podniosłoby i tak już lekko napiętą po wypisywaniu tego rachunku atmosferę i nie zdobyłem się na to. Wręczając mu te 2000 rupii spytałem tylko, na co są te pieniądze. Odpowiedział, że to podatek, schował je do kieszeni i poszedł.
Po wylądowaniu w Srinagarze, na lotnisku na mnie czekano i zostałem odwieziony samochodem na drogę, poniżej której znajdował się brzeg jakiegoś jeziora. Tam wsiadłem do łódki, którą odwieziono mnie do większej łodzi mieszkalnej.
Na łodzi miałem chwilę odpoczynku, a pod wieczór miałem omówić z osobą tam najważniejszą (chyba właścicielem) szczegóły mojego pobytu. Domyślałem się, że mogą mnie czekać dodatkowe problemy: pewnie będą chcieli pieniędzy za możliwość opuszczania łodzi. Po odpoczynku i posiłku przyszedł czas na tę rozmowę. „Właściciel” spytał mnie, gdzie chciałbym pojechać po spędzonym tutaj tygodniu. Powiedziałem, że do Dharmashali. Później okazało się, że doliczył on do ceny swoich usług koszt mojego dojazdu do następnego miejsca. Następnie zaczął na kartce papieru zapisywać w rzędach takie same kółeczka, robiąc przy tym poważną minę. Po czym powiedział, że ma dla mnie dwie propozycje: normalną i, gdyby mnie nie było stać, tańszą. Ta normalna wynosiła coś ponad 1500 euro, a ta tańsza ponad 1200 euro. Gdy zobaczyłem te sumy, to od razu wiedziałem, że wolę przesiedzieć ten tydzień na łodzi i nigdzie nie wychodzić i to powiedziałem „Właścicielowi”. Na pytanie, czy mógłbym opuszczać łódź na własną rękę, odpowiedział: nie ma takiej możliwości (no possibility). Powiedział też, że on jest po to, aby uzgodnić ze mną wspólne stanowisko i żebym mu powiedział, jaki jest mój budżet. Odpowiedziałem, że 300 euro, po targowaniu zgodziłem się na 350 euro. Stwierdził, że do tego trzeba dodać 10% podatku i ta suma urosła do 385 euro. W rupiach wyszło to na ponad 25 tys. Chciał, aby mu dać równe 25 tys. i tyle mu zapłaciłem.
Zgodziłem się na to, chociaż wyjeżdżając do Indii z usług organizowania mi czasu wolnego w ogóle nie miałem zamiaru korzystać. Podając, jako mój budżet, 300 euro chyba byłem pod wrażeniem dużych sum, jakich ode mnie chciał „Właściciel”.
Jaki miałem wybór?
- Siedzieć na łodzi tydzień? Miałem do dyspozycji pokój w większości zajęty przez duże łóżko i przy pokoju łazienkę. Okno wychodziło na kładkę, przez co, aby mieć prywatność, trzeba było dokładnie je zasłaniać. Telewizor we wspólnym pomieszczeniu, niewiele programów, a po angielsku tylko słabo odbierane kanały informacyjne. Inne pokoje dla turystów były puste, posiłki przynoszono mi z innej łodzi. Trudno byłoby tam wytrzymać, nic nie robiąc, a gdyby chcieli mi utrudnić życie, mieli by to dość łatwe, a ja niemiałbym się, do kogo zwrócić.
- Opuścić łódź i iść gdzie indziej? Musiałbym domagać się odwiezienia na ląd z plecakiem, nie mając żadnej wiedzy, czy i jakie mam możliwości znalezienia czegoś innego. Na lądzie w mieście było pełno wojska. Stali na ulicach, mieli punkty zasłonięte między innymi workami z piaskiem. Mieli ręczną broń. Nie pamiętam skąd, ale słyszałem, że turysta zagraniczny w tym mieście ze względów bezpieczeństwa może mieszkać tylko na łodzi na tym jeziorze.
Pierwszego dnia przyjechałem, siódmego wyjechałem. Przez pięć dni korzystałem z usług oprowadzania mnie. Dwa dni był „trekking”. Dwa razy wieźli mnie dżipem ponad dwie godziny w jedną stronę, (chociaż koło jeziora widać góry), w jakieś miejsca, gdzie było trochę chodzenia z lokalnym przewodnikiem. Trzy dni zwiedzałem Srinagar i okolice. Sytuacja bycia cały czas pod czyjąś opieką, działała na mnie przygnębiająco. Starałem się przeczekać to możliwie bezkonfliktowo.
Jednego dnia „Właściciel” zobaczył mój telefon komórkowy. Miałem Nokię E61i. Chciał, abym mu ją dał twierdząc, że u nich takiej nie można kupić. Proponował mi w zamian różne rzeczy: miejscowy strój, dywan, inną komórkę. Po kilku dniach namawiania zgodziłem się, aby mieć spokój i być w zgodzie z buddyjską zasadą, że nie należy się przywiązywać do rzeczy. Chciałem w zamian inną komórkę. Dostałem mniejszą Nokię z mniejszą liczbą funkcji.
W dniu mojego wyjazdu ze Srinagaru, podczas przewożenia mnie łódką na ląd „Właściciel” zwrócił się do mnie z twierdzeniem, że muszę mu dać kartkę, którą mi wypisał w Delhi „Prowadzący” na moje żądanie (widział ją wcześniej), bo on to potrzebuje do podatku. Było to dość wątpliwe tłumaczenie, ale nie zdobyłem się na otwarte przeciwstawienie mu i zacząłem się przeszukiwać. Znalazłem inną kartkę, którą napisałem pod jego dyktando, gdy ustaliliśmy ile mu zapłacę. Była tam wypisana jego usługa, pieniądze, które mu dałem i jego podpis. Zabrał mi ją mówiąc, że to też potrzebuje, ale tego, co chciał nie znalazłem. „Właściciel” spytał mnie jeszcze, czy chciałbym tu kiedyś powrócić. Odpowiedziałem: nigdy więcej (no more). Nie miałem powodu do sympatii do tego miejsca. Spędziłem drogi i nieprzyjemny tydzień w Srinagarze. Stamtąd pojechałem do Dharamshali, gdzie byłem już swobodnie wybierającym usługę klientem i płaciłem wielokrotnie mniej za pobyt.
Przed wyjazdem z Indii byłem kilka dni w Delhi i znalazłem to miejsce, z którego wysłano mnie do Srinagaru. Napis na tym biurze był inny, a według informacji z Internetu (google maps) w tym miejscu żadnego państwowego biura informacji turystycznej nie ma.


Yanas dołączył
12.12.2005

Yanas 13:56 | 22.07.2009

Książkowy przykład piramidalnej naiwności...
A wystarczyło poświęcić trochę czasu przed wyjazdem i zajrzeć do odpowiedniego rozdziału w przewodniku lub poszperać 10 min w internecie..


Yanas dołączył
12.12.2005

Yanas 13:58 | 22.07.2009

Swoją drogą nic dziwnego,że takich sytuacji jest coraz więcej, skoro coraz więcej takich niedzielnych turystów jeździ do Indii kompletnie nieprzygotowanych na nic.


papuas51 dołączył
14.10.2008

papuas51 14:44 | 22.07.2009

Jest to tak naiwne,że wygląda na prowokację...któregoś z doświadczonych globtroterów.


emski dołączył
13.12.2003

emski 16:13 | 22.07.2009

a ja tam wierze ze jest to mozliwe a jesli tak to przykro ze straciles prace a z drugiej strony cenne ze tak odreagowales mniej lub bardziej udana podroza ale w koncu podroza i zawsze to lepiej niz siedziec na dupie i rozpaczac koncowy efekt taki ze cos zobaczyles a to najwazniejsze i zapewne cos sie nauczyles co tez jest wazne :-))


anag dołączył
14.04.2006

anag 16:51 | 22.07.2009

Czy ten post to prowokacja czy nie, takie rzeczy sie zdarzaja NAGMINNIE - nie do uwierzenia jak wiele osob wybiera sie w taka podroz bez minimalnego przygotowania - dokladnie jak Yanas mowi, wystarczy poczytac przewodnik, a zwlaszcza rozdzialy o klasycznych i mniej klasycznych "scams".

Do tego przydaje sie troche zdrowego rozsadku - skoro jedziemy do bardzo biednego kraju, nawet majac niewiele pieniedzy i tak mamy ich duzo, duzo wiecej niz wiekszosc tubylcow - trudno sie dziwic, ze beda szukac roznych sposobow na wyciagniecie ich od nas.

Naprawde wspolczuje sluchajac takich historii ale zawsze tez mysle, ze to wszystko po czesci na wlasne zyczenie...


ant dołączył
15.09.2008

ant 17:23 | 22.07.2009

Można przeczytać wiele rad a po długiej podróży i przy zmęczeniu traci się instynkt i można się wpakować w takie sytuacje, nie dotyczy to tylko Indii. Wielu trafiła się sytuacja, w której brał udział a nigdy by nie przypuszczał, że mógł być tak głupi np. mnie. Grunt to małym kosztem być mądrzejszym .


anag dołączył
14.04.2006

anag 17:42 | 22.07.2009

Czesciowo sie zgadzam - rad jest tylko tyle ile sytuacji, w ktorych znalezli sie inni (albo my). Chyba kazdy z nas, swiadomie lub nawet nieswiadomie, dal sie kiedys, gdzies komus "naciac" w podrozy i pewnie wiekszosc z nas znalazla sie w sytuacji, o ktorej nie pisza przewodniki.

Ale na wiele przypadkow, zwlaszcza na ten opisany powyzej, mozna sie do pewnego stopnia przygotowac i uniknac niespodzianki. Sa pewne podstawowe zasady, na ktore moim zdaniem nie ma wplywu zmeczenie ani instynkt (lub jego brak)...?


akirija dołączył
05.01.2007

akirija 18:01 | 22.07.2009

Zgodzę się, że czasem moźna się naciąc ale każdy kto ma trochę doświadczenia w podrózowaniu i wie choć trochę o Indiach zanim się tam wybierze nie da się naciągnąc. Ja mimo, iz bylam prrzygotowana tez mialam taa sytuacje, z tym ze nie dalam sie naciac w "biurze" na zadna kase.


Yanas dołączył
12.12.2005

Yanas 19:20 | 22.07.2009

No wybaczcie, ale jak skrajnie mało roztropnym i przytomnym trzeba byćby wcisnąć sobie taki kit??Niezależnie od tego,czy post jest prowokacją/żartem czy nie, to opisywane sytuacje mają tam miejsce naprawdę. Tylko ja zupełnie nie mogę zrozumieć, jak można być tak zamroczonym jet-lagiem, żeby dac sobie wmówić, że w stolicy takiego kraju jak Indie nie ma miejsc noclegowych ani biletów na pociągi i autpobusy przez tydzień...ludzie...to wręcz groteskowe:) Jedyne co mi przychodzi do głowy to sytuacja w której ktoś, kto się nie interesuje podróżami/światem/nie zna żadnych realiów życia poza własnym krajem zostaje teleportowany do np. Delhi i wtedy takie rzeczy sie dzieją..


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 10:12 | 23.07.2009

jestem w szoku ze mozna byc az tak naiwnym...sa przewodniki, mozna poczytac na forum co i jak a przede wszystkim jeslisie gdziies jedzie pierwszy raz to halo...nie taki kraj. Albo chociaz nie samemu. Lepiej sie ciesz, ze uszedles z tego calo. Czyta sie to tak jakbys za kare tam pojechal. Zreszta mogles zrezygnowac w kazdej chwili a nie brnac dalej.


nastka1505 dołączył
14.06.2009

nastka1505 11:25 | 23.07.2009

To nie jest kwestia Indii;Afryki,Ameryki Pld ani naiwnosci to kwestia glupoty;jnie kazdy nadaje sie do samodzielnego podrozowania i dla takich ludzi stworzono biura podrozy;ktore umozliwiaja im zobaczenie czegokolwiek.Po pierwsze przed kazda wyprawa trzeba POCZYTAC,nauczyc sie troche jezyka i miec ograniczone zaufanie do nazbyt zyczliwych i pomocnych ludzi


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 10:15 | 23.07.2009

Anaq, calkowicie sie z Toba zgadzam. Wystarczy odrobina zdrowego rozsadku. odnosze czasem wrazenie, ze ludzie jadac na wakacje zostawiaja swe mozdzki w domu, a pozniej opowiadaja jak to niebezpiczenie jest w danym kraju, jacy ludzie podli a Oni bylo taaaacy biedni:) Do kazej wyprawy trezba sie przygotowac jesli sie jedzie na wlasna reke. I tez niestety uwazam, ze takie przygody to tylko w filmach albo na wlasne zyczenie:) po co brnac w cos dalej skroo od poczatku jest cos nie halo. Ja rozumiem, jakies nieprzyjemnosci moge sie przytrafic...ale to ciag zdarzen byl. czemu sie nie wycofales? czemu NIC nie sprawdziles? sam piszesz, ze miales czas na to.


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 10:17 | 23.07.2009

Akirija, ale dawalas sie naciagnac przez 7 dni pod rzad? Ja tez zostalam oszukana w Kenii, ale jak tylko sie zorientowalam, ze cos jest nie halo od razu zrezygnowalam z uprzejmosci przesympatycznego Murzinka:)


akirija dołączył
05.01.2007

akirija 12:48 | 23.07.2009

Nie, ja tylko trafilam na złą taxówkę (mimo, iz oczywiście wybrałam opcję pre-paid) która wywiozła nas w środku nocy do slumsów. Przewodnikowy przykład, wszystko dzieje się według tego samego schematu ale zadna rozsądna osoba nie da się na to nabrac. Ja oczywiście się nie dałam i nie wykupiłam nic ale problem jest gdy znajdzie się w takim miejscu i nie ma gdzie uciec bo nie masz pojęcia gdzie jesteś a Delhi to naprawdę duze miasto....Ale kity jakie wciskają są taką bzdurą, ze az cud ze jeszcze znajduja kogos kto się daje nabrac...


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 13:19 | 23.07.2009

jak widzisz wcale nie cud:)
ja mysle, ze ten watek to jest prowokacja, bo az trudno mi uwierzyc ze ktos sie wybral w taka podroza nie majac odrobiny wiedzy na temat tego gdzie jedzie, jaki tam klimat, jacy ludzie itd. Naprawde dobrze ze nic sie powaznego nie stalo zadna krzywda, a za brak wiedzy trzeba placic.


grzewor dołączył
31.05.2005

grzewor 11:12 | 24.07.2009

miałem troche podobna sytuacje :))

z lotniska na Main bazar dojechałem bez problemu. hotel tez miałem normalny. jednak rano okazało sie ze w nocy było kilka zamachow bombowych w delli (prawda bo były zdjecia w gazetach).
kazda osoba z ktora rozmawialismy proponowała nam abyśmy z Delli jak najszybciej wyjechali. w ktoryms momencie jakas riksza dojechalismy do biura turystycznego (rzadowego ;) gdzie zaproponowano nam (2 osoby) cały 3 tygodnie w Indiach - w sumie mielismy odwiedzic wszystko co planowalismy. jednak cena dla mnie była zaporowa. moze inaczej - cena była jak z biura podrozy w polsce :) a wiec dla mnie z 4-5 razy drozsza niz wyliczyłem sam.
kolejne kawy, harbaty i cena stopniowo spadała. jednak byłem nieugiety az do momentu gdy zaproponowano nam wyjazd na festiwał ludzi gór, na ktorym schodza sie do Srinagaru ludzi z okolicznych miejscowosci i odbywa sie festiwal piesni, tanca, teatru itp itd.
ze wzgledu iz moja zona jest rezyserem teatralnym stwierdzilismy, ze mozemy kierunek zwiedzania odwrocic i zaczac od gor i konczyc na varanasi .
problem był tylko jeden- festiwal zaczynał sie następnego dnia rano i trwał tylko 3 dni. jedyne co nam zostało to kupno przelotu do Srinagaru i tam tez noclegu.
dojazd na lotnisko- przelot- dojazd do hotelu na barce, i 2 noclegi ze sniadaniem kosztowały nas 250E. (za 2 osoby)
cena nie była ogromna i juz o 10 bylibysmy w Srinagarze gdzie wtopilibysmy sie w festiwal.
niestety po przylocie okazało sie ze zadnego festiwalu nie ma. nocleg na pieknej brace jest, przejazdy sa, sam Srinagar mozna zwiedzic ale z obstawa- to wszystko ze wzgledu na napieta sytuacje z Afganistanem.
oczywiscie na barce proponowano nam najpierw wycieczki w gory za jedyne 500-400-300-200E - cena spadała coraz bardziej wraz z moim rozdraznieniem. a pozniej jak juz z zadnych wycieczek nie skorzystalismy, pojaiwła sie propozycja wykupienia obiadow i kolacji za jedyne 100E od osoby (za 2 dni) pozniej zeszło do 30E za kolacje. ale specjalna Indyjska kolacje. niestety nie wiem co było w niej specjalnego bo nie dąłem im tych 30 E.
w ciagu dnia pozwiadzalismy miasto, poplywalismy po jeziorach, zrobilismy zakupy na kolacje i popytalismy o mozliwosc wyjechania stamtad.
nastepnego dnia rano wyjechalismy do Amristaru, zostawiajac 1 darmowy nocleg na barce. pozostałe dni w Indiach spedzilismy jak przwdziwi turysci trampingowi :))

podsumowujac
gdybysmy podrozowali od poczatku sami, to najprawdopodobniej do Srinagaru byśmy nie dojechali. a jest to naprawde piekne miejsce. gory, jeziora, cisza, spokoj i te godziny na lodziach.
jednak wykorzystano nasza chec zobaczenia festiwalu, ktrego nie było i to po powrocie do Delli wywalilismy w biurze turystycznym. oczywiscie pieknie wszystko spisano i stwierdzono ze ten co nas wprowadził w bład zostanie wywalony z roboty. w co oczywiscie nie wierze.
zreszta zobacze jak kiedys wroce do Indii


adamus.hoh dołączył
14.08.2007

adamus.hoh 09:24 | 25.07.2009

A ja nie spotkałem tak okropnych ludzi jak hindusi.Nie mam do nich zadnego szacunku. W tym kraju traktowano mnie jak worek z pieniedzmi i nawet oficjalne sluzby np. na lotnisku mowily mi wymyslajac jakis podatek, ze jestem bialy, z Europy dlatego mam placic i bez gadania.I nie tlumaczcie ich tym ze sa biedni.Obok w Nepalu ludzie sa jeszcze biedniejsi ,ale za to z reguły uczciwi i potrafia robic interesy.Nigdy wiecej nie chce do Indii.



Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl