Forum dyskusyjne

Safari Kenia- gdzie

kategoria podróże po świecie

kraj Kenia

rokaaa dołączył
22.11.2009

rokaaa 21:20 | 23.11.2009

Witam, na pocztaku stycznia jedziemy w okolice Mombassy do hotelu Baobab/Kole Kole.Chcielibysmy wybrac sie na krotkie Safari- 2 dni (bo jedziemy na 7).Czy w Tsavo zobaczymy wszystkie zwierzeta?Czytalam ze najlepsze widoki sa w Masai Mara ale tam nie dotrzemy.
Moze ktos moze polecic nam sprawdzonego organizatora na miejscu?Dzieki.


galanz dołączył
02.12.2009

galanz 08:15 | 02.12.2009

Witam, trzy dni temu wróciłem z baobab. 2 dniowe safari - Tsavo East, zielono, dużo zwierza ( nie widziałem tylko nosorożca ). Możesz wykupić u rezydenta lub u beach boysów


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 09:16 | 02.12.2009

Lake Nakuru nosorozce mozna byc rzec gwarantowane:)


Promyczek dołączył
11.01.2009

Promyczek 09:52 | 02.12.2009

jedziecie na sam pobyt? Masai Mara jest bardzo fajne. co tam zamierzacie robic? moze jednak warto poswiecic na safari 3 dni?


Jacek001 dołączył
01.02.2010

Jacek001 16:31 | 01.02.2010

Polecam gościa o imieniu Kennedy: www.kennedy-safaris.com 
Jego firma robi dobre safari, sa bardzo elastyczni na wszelkie zyczenia no i przede wszystkim uczciwi, rzetelni i sympatyczni ludzie.


rokaaa dołączył
22.11.2009

rokaaa 13:37 | 07.02.2010

w koncu kupilismy samolotowe 2 dniowe safari u rezydenta-koszmarnie drogie ale Masai Mara warte obejrzenia, byly wszystkie zwierzeta oprocz nosorozców


EwaS25 dołączył
02.04.2010

EwaS25 22:32 | 02.04.2010

czystym sumieniem polecam Kennediego (ktoś już o nim tu pisał). Byliśmy z nim za safari w lutym 2010. Wszystko zostało przygotowane zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Namiar na niego miałam z Internetu. Jeszcze z Polski przez sms-y i maile ustaliłam prawie wszystko. Tel. do Kennediego +254735618654


sp9hzx dołączył
12.02.2006

sp9hzx 14:30 | 07.04.2010

Tak, Kennedy jest OK.
Obecnie jest już przedstawiciel w Polsce
www.romeks.pl/wakacyjne 


farfusia dołączył
13.04.2010

farfusia dołączył
13.04.2010

farfusia dołączył
13.04.2010

farfusia 14:41 | 13.04.2010

Ja byłam na safari w Tsavo East. bylo to 1 dniowe Safari poniewaz byłam w Kenii tylko tydzien nie zdecydowałam sie na dłuższe safari. Na Kennedim mozna polegac. Jest uczciwy, serdeczny no i mozna z nim negocjowac cene. Safari nie jest drogie jak zdecyduje sie wiecej osób. polecam. j


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 21:34 | 26.07.2010

A ja nie zdecydowanie odradzam Kennedy'ego. Facet to oszust i naciągacz a nie profesjonalista. Byłyśmy z nim na 10-dniowym safari, zmianiał zakwaterowanie bez naszej wiedzy i zgody, wszystkie posiłki miały być w cenie a jednak na miejscu okazało się, że musimy płacić, kazał nam dopłacać dodatkowo za rzeczy, które miały być w cenie no za wycieczkę łódką po jeziorze Barigno. Miałyśmy naprawdę dużo problemów, nieprzyjemności i nerwów w Kenii z powodu Kennedy'ego. Opisze co działo się podczas wyjazdu....
Nie jesteśmy z zadowolone z usług Kennedy’ ego. Nie wiem jak to możliwe że biuro Kennedy’ego ma tyle pozytywnych komentarzy… Plan naszego safari był taki:
Dzień 1: Nairobi. Odpoczynek po podróży i nocleg w posiadłości żyraf (www.giraffemanor.com) Cały czas ma się kontakt z żyrafami, karmi się je, głaszcze, zdjęcia itd.
Dzień 2:Nairobi. Daphine Sheldrick's sierociniec dla słoni i nosorożców w Nairobi National Park, dom Karen Blixen, autorki "Pożegnania z Afryką"- w środku jest muzeum związane z filmem.Nocleg w lodgy Macushla House.
Dzień 3: Wodospady Thompsona, Jezioro Nakuru
Nocleg w lodgy Mbweha camp.
Dzień 4: Jezioro Nakuru/Jezioro Bogoria & Jezioro Baringo
Jezioro Bogoria-zdjęcie na równiku, gejzery wyrzucające wodę nawet do kilku metrów w górę oraz liczne stada flamingów.
Jezioro Baringo-miejsce słynie z rekordowej ilości gatunków ptaków. Nocleg w lodgy nad jeziorem- Roberts camp.
Dzień 5: Jezioro Baringo/Jezioro Naivasha
Po śniadaniu 2-godzinny rejs łodzią motorową po jeziorze Baringo. Przejazd nad jezioro Naivasha, nocleg w lodgy Olerai House.
Dzień 6:Przejazd do Masai Mara i safari.Nocleg w Royal Mara Safari Lodge.
Dzień 7,8,9:safari w Masai Mara, wizyta w wiosce masajskiej, safari balonem nad Masai Mara-noclegi w Royal Mara Safari Lodge.
Dzień 10:przelot samolotem do Diani Beach.Transfer do hotelu-Baobab Beach Resort .
Dzień 11,12,13,14-wypoczynek w hotelu. Opcjonalna wycieczka łodzią na wyspę Wasini.
W 1 dzień po odebraniu nas z lotniska Kennedy nie wiedział o tym, że zakwaterowanie w Posiadłości Żyraf (Giraffe Manor) jest możliwe od godz. 11.00. Przyjechaliśmy tam o 9.00 i właściciel poinformował , że nie może nas zakwaterować, bo od 11.00 a wszystkie pokoje są zajęte. Zmęczone podróżą pojechałyśmy więc do domu Karen Blixen. Kierowca Kennedy’ego ( bo jechało z nami 2-óch: Kennedy + kierowca) nie znał drogi do Karen, kilkakrotnie się gubił, mimo że pytał ludzi jak tam dojechać… w Końcu dojechaliśmy jakoś na miejsce. Po domu Karen Blixen zabrał nas do Centrum Żyraf (Giraffe Center), czego nie miałyśmy w programie,fajne miejsce, warto odwiedzić, byłyśmy tam krótko i on zapłacił za wstęp. Potem jak jechaliśmy do Posiadłości Żyraf mówił, że tego nie było w programie i on zapłacił ze swoich pieniędzy za wstęp… (my go nie prosiłyśmy, żeby tam jechać, sam nas tam po prostu zabrał) Jakby oczekiwał,że mamy mu oddać tą kasę za bilety. W każdym razie co się okazało na miejscu-w Giraffe Manor: rozmawiałyśmy z bardzo miłymi gospodarzami tego miejsca, Anglikami, którzy poinformowali nas, że jeśli ma się wykupiony nocleg w Giraffe Manor, wtedy wizyta w Centrum Żyraf jest za darmo!!!(jest to ten sam obszar tylko inne wejście) Na następny dzień poinformowałam o tym Kennedy’ego, że nie musiał płacić, bo wstęp i tak miałyśmy za darmo,na co on odparł:”Ale to nieważne,bo ja już zapłaciłem za to z moich pieniędzy itd.”-generalnie gadka taka jak dzień wcześniej, chciał żeby mu za to kasę oddawać.
W 2-gim dniu miałyśmy w planie sierociniec dla słoni i nosorożców Daphne Sheldrick .Anglicy z Giraffe Manor poinormowali nas, że jest on czynny dla turystów wyłącznie w godz 11.00-12.00.Kennedy oczywiście nie miał o tym pojęcia-czekaliśmy pod wejściem prawie godzinę, żeby otworzyli. Wyjaśnił nam, że „okazało się że otwierają dopiero o 11.00 i musimy poczekać”. Nic wcześniej nie sprawdził oczywiście. Po wizycie w sierocińcu nie miałyśmy już nic w planie bo dom Karen zrobiłyśmy w dzień przyjazdu. Zapytałyśmy Kennedy’ego czy możemy pojechać do Muzeum Narodowego w Nairobi. On stwierdził, że droga w 1 stronę zajmie 2 godziny czasu i odmówił, chociaż bardzo go o to prosiłyśmy. Twierdził też, że benzyna jest bardzo droga i że tego nie było w programie- i tu pokazał nam wydrukowany program wycieczki.Zabrał nas na lunch a potem do Macushla House, a było ok. godz 13.30. Gospodyni w Macushla House, Anglielka, zamówiła dla nas taxi, 40 dolarów w obie strony,dojechałyśmy w 35 minut do muzeum w Nairobi. Poza tym Kennedy zapewniał nas jeszcze jak byłyśmy w Polsce,że wszystkie posiłki są w cenie a płacimy tylko za napoje. Otóż okazało się,że za kolację w Macushla House musimy płacić same. Zapłaciłyśmy więc 40 dolarów.
W 3-cim dniu zapytałam więc Kennedy’ego czemu musiałyśmy płacić za kolację, skoro miało to być w cenie, on udawał zdziwionego, twierdził, że nie tak miało być, że nas tam oszukali,że miało być w cenie, on nie wie dlaczego.(to ciekawe dlaczego zabrał nas wcześniej na lunch-gdyby posiłki w Macushla House były w cenie, to jadłybyśmy lunch już tam a nie że on zabiera nas do restauracji i płaci za to osobno, także według mnie kłamał i oszukiwał nie po raz pierwszy i ostatni). W 3-cim dniu mówił że jesteśmy bogate jak Rosjanki, że mamy bardzo drogie safari, bardzo drogie lodże i pytał kim jest mój ojciec. Zgadywał, ale nie trafił. Nie był zbyt zadowolony, że go zbyłam i nie powiedziałam. Wypytywał, czemu tato dzwonił do niego z różnych nr telefonów, wypytywał, czemu kierunkowy jest +49 skoro jesteśmy z Polski. Do tego twierdził że z wykształcenia jest inżynierem, ale nie pracuje w zawodzie, że ukończył studia. Nalegał,aby wpłacić mu całość pieniędzy (zaliczkę przelaliśmy jeszcze z Polski na jego konto) tzn 5400 dolarów. Chciałyśmy wpłacić mu połowę pieniędzy a drugą połowę w Masai Mara. Nie zgodził się na to, twierdził, że w Masai Mara nie ma żadnego banku i musi mieć pieniądze już teraz,żeby wpłacić do banku. Zapłaciłyśmy mu więc calość pieniędzy i prosiłyśmy o pokwitowanie, potwierdzenie, że przyjął tyle pieniędzy. Powiedział, że wypisze nam, potem …Pieniądze do banku wpłacał nie on, ale kierowca-Kennedy został z nami w samochodzie. Bilety wstępów do parków też kupował kierowca i generalnie on wszystko załatwiał.
W 4-tym dniu cały czas wchodził nam w zdjęcia, jak robiłyśmy, bo on nie ma swojego aparatu, a chce mieć reklamę swojego „biura”…Było to dość denerwujące, jedno zdjęcie można z nim mieć ale nie co drugie!!!!!W 4-tym dniu miałyśmy spać w Roberts Camp nad Jeziorem Baringo. Kennedy zmienił miejsce naszego zakwaterowania na Island Camp, bez naszej wiedzy i pozwolenia. Po prostu zawiózł nas w inne miejsce, nic nie mówiąc. Gdybyśmy nie wiedziały, jak wygląda Roberts Camp,to nawet byśmy się nie zorientowały,że zawiózł nas w inne miejsce.Zapytałam go czemu nie Roberts Camp. A on”Roberts Camp jest zamknięty”(„Roberts Camp is closed”).Do tego powiedział,że on płaci za przejazd łódką po jeziorze dziś,więc my zapłacimy jutro.W programie miałyśmy 2-godzinny przejazd motorówką po Jeziorze Baringo. Przejazd, który on twierdził,że opłacił, trwał 10 minut!!!!! Island camp mieści się na małej wyspie na środku Jeziora Baringo. Gdy dotarłyśmy na miejsce zapytałam recepcjonistki w Island Camp, ile kosztuje przejazd łódką. A ona na to, że jest zawarty w cenie, jeśli już się śpi w Island Camp. Także znowu nas oszukał i okłamał!!!Zapytałam też, czy Roberts Camp jest teraz zamknięty. A ona na to, że nie, że jest otwarty!!!! Zaczęłyśmy się bać nie na żarty, tym bardziej, że wpłaciłyśmy mu wszystkie pieniądze a on nie dał nam żadnego pokwitowania. Same opłaciłyśmy sobie przejazd motorówką po Baringo, który trwał 1,5 godziny za 30 dolarów-to on powinien za to płacić, to było w programie. Napisałam mu sms, żeby naszykował potwierdzenie, że wpłaciłyśmy mu tyle pieniędzy i że wiemy o tym, że Roberts Camp jest otwarty. On na to odpisał, żebyśmy się nie martwiły, że on będzie z nami do końca safari i że wyjaśni nam jutro. Napisałam mu wtedy, że jeśli zmieni jeszcze cokolwiek z programu safari to wystawimy mu negatywną opinię na polskich forach internetowych, na tripadvisorze i na jego stronie. Wtedy odpisał, że już nic nie zmieni. Teraz wiemy już z moją mamą jak on to zrobił-gdy wpłaciłyśmy mu całość kwoty, on stwierdził, że jeszcze wyciągnie z nas trochę kasy i dlatego po tym jak mu zapłaciłyśmy zmienił rezerwację z Roberts Camp, który nie jest na wyspie na środku jeziora-na Island Camp, żebyśmy płynęły tam łódką, która jest w cenie i żeby wmówić nam, że to on za to zapłacił. Kolejne pieniądze dla niego w kieszeni, bo 1.5 godzinny przejazd łódką był już przez nas opłacony w programie. Po tym jak mu zapłaciłyśmy całość kasy, on i ten jego kierowca bardzo dużo gadali przez komórki, podejrzewamy, że właśnie wtedy zmienili rezerwację. On traktował to jako coś normalnego, że zmienił nasze miejsce zakwaterowania i nie sądził, że będzie musiał się z tego tłumaczyć!
W 5-tym dniu oczywiście nie dał nam potwierdzenia, że wpłaciłyśmy tyle pieniędzy, twierdził, że jeszcze nie wypisał, że wypisze później. Powiedziałam mu, że recepcjonistka w Island Camp poinformowała mnie, że przejazd łódką jest za darmo jeśli się śpi w Island Camp. On na to że ona jest biedna i dlatego kłamie. Wszyscy ludzie w tym regionie są biedni i dlatego kłamią. Nie wiem jaki cel miałaby ona, żeby kłamac w tej sprawie, to on znowu kłamał… Teraz twierdził, że” Roberts Camp was closed when he was making the reservation”. Powiedział, że była jakaś wichura, huragan w tym regionie i że Roberts Camp było zamknięte, że pokazywali to w telewizji i pisali o tym w gazetach i nie było wiadomo, czy otworzą na nasz przyjazd… Twierdził też że ja w programie safari napisałam mu że albo Roberts Camp albo Island Camp! Teraz to sprawdziłam, nic takiego mu nie pisałam, miało być tylko Roberts Camp. Do tego skarżył się, że on z kierowcą musieli spać w fatalnych warunkach nad jeziorem Baringo, w pokoju gdzie nie było drzwi, jak to opisał. Zabrał nas nad Jezioro Naivasha i kazał płacić 40dolarów od osoby za 1.5 godzinny przejazd łódką. Spytałyśmy go czemu tak drogo skoro po Jeziorze Baringo zapłaciłyśmy po 15 dolarów od osoby, razem 30 też za 1,5 godzinny przejazd łódką. On na to, że ta łódka tutaj na jeziorze Naivasha to duża łódź, że jest o wiele większa od tamtej. Oczywiście była takich samych rozmiarów-znowu wziął kasę dla siebie… potem miał nas odwieźć do Olerai House, gdzie miałyśmy mieć lunch, kolację i nocleg. Kierowca cały czas narzekał, bo myśleli, że będzie się tam jechało ok. pół godziny, a jechało się godzinę. Nie rozumiemy języka Suahili, ale po jego minie, gestach i wyrazie twarzy widziałyśmy, że jest bardzo niezadowolony i że znowu narzeka na nas i nasz wybór. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, stwierdził, że to bardzo trudne safari i że będzie po nim wykończony.
W 6-tym dniu znowu uskarżał się, w jakich to złych warunkach musiał przez nasz wybór spać…
Potem w Masai Mara miałyśmy mieć lot balonem, więc spytałam go z jakiej lodży będzie-nie wiedział. Pytał się kierowcy. Następnie spytałam Kennedy’ego o śniadanie z szampanem po wylądowaniu-nie miał pojęcia o czym mówię-odparł, że spyta się w naszej lodży czy otrzymamy śniadanie! Także w ogóle nie wiedział, o co chodzi. Generalnie w ogóle nie potrafił odpowiadać na nasze pytania o zwierzęta itp., nie jest kompetentny. Do tego wmówił nam, że w skład Wielkiej 5- BIG 5-wchodzi m.in. gepard-cheetah. Dopiero Polacy spotkani w holetu Baobab uświadomili nam, że nie gepard ale leopard. Nie widzieliśmy leoparda-chciał wmówić nam, że widziałyśmy Wielką 5, żeby dostać duży napiwek, to oczywiste. Przed lotem balonem nie powiedział nam, że trzeba wziąć koniecznie nakrycie głowy-wszyscy oprócz nas mieli czapki z daszkiem, a mnie cały czas bolała głowa od gorąca ognia tego balonu-nigdy wcześniej nie leciałam balonem i uważam, że obowiązkiem przewodnika jest poinformować o czymś takim. Poza tym powiedział, że zabiorą nas z lodży o 5.00 rano, a zabrali nas o 4.30-dobrze że wstałyśmy wcześniej, bo inaczej byśmy nie zdążyły.
Naprawdę po tym safari mam go tak dość że szok-facet oszust i naciągacz. W przedostatni dzień, przed wręczeniem mu napiwku, przysiadł się do nas przed kolacją i zaczął opowiadać, ile to on klientów stracił, przez to, że pojechał z nami na 10-dniowe safari. Że nie może przez to odpisywać na maile z prośbami o safari, a dostał ich już 8, że to było bardzo trudne safari i że musiał spać w tragicznych miejscach…-wszystko po to, żeby wyciągnąć duży napiwek. Oczywiście musiałyśmy płacić osobno dla niego a osobno dla kierowcy-także zapłaciłyśmy 2 napiwki. Wszystkie inne busy safari, które spotkałyśmy po drodze, miały tylko 1 przewodnika-kierowcę. W przedostatni dzień kierowca skrócił nam safari, widziałyśmy to. Jechał z nami w busie przewodnik z naszej lodży i kierował kierowcę, gdzie ma jechać, bo oni w ogóle nie znali tego terenu. Więc ten przewodnik z lodży, John, pokazuje kierowcy, że ten ma skręcać w lewo a ten że nie i jedzie prosto, już do lodży….widziałysmy po minie Johna że był zdziwiony i niezadowolony, 2 razy powtarzał mu,że ma skręcać… poza tym olbrzymia, ogromna różniaca między zachowaniem i wiedzą przewodnika z lodży- Johna, też Kenijczyka, a zachowaniem i wiedzą tych 2. John, przewodnik z lodży miał dużą wiedzę o zwierzętach i powiedział, że możemy go o wszystko pytać, był bardzo miły, uśmiechał się do nas, podtrzymywał rozmowę i generalnie z nami gadał. Kennedy wolał gadać z kierowcą niż z nami a w suahili a dość często używali słowa „mzungu”, więc pewnie gadali o nas. Gdy pytałam o coś Kennedy’ego, odpowiadał zdawkowo, niedokładnie, krótko i nadal kontynuował rozmowę z kierowcą. Także nie czułyśmy się komfortowo w takich warunkach, tym bardziej, że widziałyśmy np. na postojach, że inni turyści mają profesjonalną obsługę, taką jak John z naszej lodży. A jeśli chodzi o banki w Masai Mara, to okazało się, że przy wjeździe było ich pełno. Znowu nas okłamał! Od kierowcy Kennedy’ego śmierdziało strasznie potem, co cały czas czułam w busie, bo siedziałam za nim.
Gdy byłyśmy Z Kennedy’m w Masai Mara, przyleciał do Kenii inny klient Kennedy’ego-Polak. Rozmawiałam z nim kilkakrotnie jeszcze w Polsce. Kennedy obiecał mu, że wyjedzie po niego na lotnisko… tylko, że w tym czasie był z nami, więc nie mógł tego zrobić… wysłał więc po niego kierowcę, także już w pierwszy dzień Kennedy miał aferę, bo ten Polak miał pretensje i był zaskoczony, że Kennedy nie przyjechał na lotnisko. Potem, w hotelu Baobab, spotkałyśmy go i długo rozmawiałyśmy z nim na temat safari. Powiedział nam, że Kennedy zapewniał go jeszcze 1 dzień przed jego wylotem z Polski, że go odbierze z lotniska.( a wiedział już od dawna że będzie z nami…)!Polak na koniec safari zapłacił w biurze WT safaris ..Rachunek wystawili na WT safaris. Gdy spotkał Kennedy’ego osobiście na koniec safari w biurze WT safari-odniósł negatywne wrażenie „cwaniaczek taki,to się wyczuwa, jaki człowiek jest”-tak ocenił Kennedy’ego .
Biuro Kennedy’ego formalnie nie istnieje-jeździ busem biura WT safari, rezerwacje robi na biuro WT safaris, rachunki na WT safari, woda mineralna w busie z plakietką WT safari…. Biuro w którym był Polak i my również nie miało nigdzie nazwy Kennedy safari, ale wyłącznie WT safaris. A stronę internetową w Kenii może mieć każdy. WT safaris to biuro angielskie, ma stronę w internecie i mieści się w Londynie i w Ukundzie też ma siedzibę, obok biura Julius safari. WW Internecie jest oficjalna lista biur podróży kenijskich zajmujących się safari i nie ma na niej Kennedy’ego.
Kennedy chwalił się nam, że w listopadzie organizuje safari dla Polaków 1tydz w Kenii 1 tydz w Tanzanii i 1 tydz Zanzibar. Spytałyśmy go, czy może organizować safari w Tanzanii, on na to, że ma tam kolegów i że zorganizuje. Wcześniej dzwoniłyśmy do Juliusza i pytałyśmy go czy safari w Tanzanii jest możliwe z nim, on odpowiedział, że nie, bo cofnięto mu pozwolenie na safari w Tanzanii, także odmówił tutaj organizacji. Rozmawiałyśmy o tym z innym Polakiem, on odpowiedział, że pytał się swojego kierowcy, czy oni mogą organizować safari w Tanzanii i ten kierowca odpowiedział, że nie mogą, nie mają pozwolenia. Także Juliusz uczciwy a ten znowu kręci- dla kasy. Biedny ten Polak, co z nim jedzie w listopadzie… może na granicy z Tanzanią okaże się że koniec safari lub Kennedy odda go do innego biura, tanzańskiego, nie wiadomo jakiego… Dla Kennedy’ego wszystko jest możliwe i jest „no problem” , tylko na miejscu okazuje się, że jest problem.
W hotelu Baobab zapytałyśmy się menadżera, czy przebywają obecnie w tym hotelu jacyś inni Polacy. Odparł, że nie. Poinformowałyśmy o tym Kennedy’ego a on na to, że menadżer nas kłamie i ukrywa tych Polaków przed nami.
W ostatnim dniu pobytu w hotelu Baobab pojechałyśmy taksowka do WT safari w Ukundzie po rachunek za safari. Na miejcu, w biurze, nigdzie nie ma napisu „Kennedy safaris”!!! Pisze WT safari i jest to biuro WT safari. Coś takiego jak Kennedy safari istnieje tylko jako strona internetowa…Kobieta zdziwiona powiedziala ze wystawi rachunek ale musimy poczekac na szefa. Szef wysłuchał nas ,wizytowke Kennedego obracal w palcach(pokazałyśmy mu)jakby ja widzial pierwszy raz. Powiedzial ,ze każdy może sobie zrobic wizytowki i strone w Internecie i że on nie może nam wystawic rachunku. Powiedzialysmy ,ze po powrocie złożymy skargę do Londynu do głównej siedziby biura. Odmowił wystawienia rachunku, twierdził że biuro WT safari i Kennedy to 2 różne oddzielne biura.Do hotelu odwiezli nas busem WT safaris. Po godzinie w hotelu zjawil się Kennedy ,wystawil rachunek na WT safaris. Pokazalysmy mu rachunki za kolacje i wycieczke lodka. Z wielkim oporem oddal pieniadze. Prosil ,żeby nie wystawic mu zlej opini w Internecie. Na lotnisko zabrałyśmy się z niemieckim biurem (25 dolarow za 2os.),bo mialysmy dosyc Kennedy’ego.
Przed naszym wyjazdem do Kenii Kennedy napisał nam, że bardzo nas prosi, żebyśmy przywiozły mu z Europy telefon komórkowy, bo on ma stary i zepsuty a w Kenii nie ma dobrych… Twierdził, że da nam w zamian za to prezent w Kenii. Dałyśmy mu 3 używane telefony i 1 praktycznie nowy. Oczywiście nic nam nie dał. Rozmawiałyśmy z kobietą z Nowego Jorku, która pracuje w Kenii od 3 miesięcy-powiedziała, że w Kenii są normalnie dostępne nawet najnowsze modele telefonów komórkowych a jak usłyszała wszystko co on robił, to powiedziała, że facet niezły oszust. Turystki z Niemiec, które słyszały naszą rozmowę, powiedziały, że żądałyby zwrotu pieniędzy, bo jego zachowanie jest niemożliwe do przyjęcia.
Przed wyjazdem do Kenii pytałam Kennedy’ego w jakiej walucie można płacić za napoje w lodżach. Odpisał, że tylko w szylingach kenijskich i żeby wymienić u jego kolegi( w Kenii okazało się, że można płacić w : dolarach, euro, szylingach kenijskich lub kartą!!!!!!) Wymieniłyśmy na lotnisku. Jak zobaczył że płacimy szylingami to spytał zdziwiony, gdzie wymieniłyśmy i nie był zbyt zadowolony, to muszę przyznać.
Nie wiem jacy Polacy wystawili mu te pozytywne opinie, które ma na swojej stronie. Myślę że zadowoleni byli ludzie, którzy byli na krótszym safari i w ogóle nie poznali Kennedy’ego np. safari samolotem 2 lub 3-dniowe w Masai Mara. Kennedy twierdzi, że najczęściej ma 2 lub 3-dniowe. Z Kennedy’m jeżdżą też często osoby, które w ogóle nie mówią w języku angielskim. One na pewno będą zadowolone, bo nawet nie mogą go o nic spytać. On mówi, że dzieci piszą za nich maile, oni przyjeżdżają i po angielsku nic. Kennedy twierdzi też że biuro prowadzi już od 10 lat!!!!(ciekawe jak studia ukończył)
Aha! Z Polski robiłyśmy przelew pieniędzy na jego konto-nie podał nam numerów BIC i IBAN, nie miał pojęcia, co to są za numery, nie wiedział, że są one konieczne do wykonania międzynarodowego przelewu… długo mu tłumaczyliśmy o co chodzi-nie rozumiał. W końcu skontaktował się ze swoim bankiem i podał nam…. 2 numery razem, jako 1 numer!!!! Znowu musiałam tłumaczyć mu, że są to 2 zupełnie oddzielne numery itd. itp. Drugi raz skontaktował się z bankiem i w końcu podał poprawnie. Już po tym powinnyśmy zrozumieć, jaki on jest, ale przekonały nas opinie Polaków w Internecie….
Zdecydowanie odradzam korzystanie z usług Kennedy’ego, bo niestety nie jest profesjonalistą a się za takiego uważa…


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 16:38 | 27.07.2010

A ja zdecydowanie odradzam tego pana. Kennedy nie jest profesjonalistą, niestety to oszust i naciągacz. Byłam z nim na 10-dniowym safari i jestem niezadowolona. Zmienił nasze zakwaterowanie i nawet nas o tym nie poinformował, zapewniał że wszystkie posiłki są w cenie a musiałyśmy dopłacać za kolacje 40dolarów, wycieczka łódką po Jeziorze Baringo miała być w cenie a płaciłyśmy same dodatkowo 30 dolarów, itd.itp. Facet generalnie ma bardzo małą wiedzę odnośnie wszyskitego- gdy się go o coś pytałyśmy to albo nie wiedział albo pytał kierowcy, który też niezbyt. W najlepszym wypadku odpowiadał "tak" lub "nie". Nie rozwijał więcej tematu. Miałyśmy dużo nerwów podczas safari z nim, w pewnym momencie bardziej przeżywałyśmy jego niekompetencję i okropne zachowanie zamiast cieszyć się wyjazem. Wszystko opisałam ze szczegółami w wątku "sprawdzony organizator safari- Kenia" tutaj na forum globtrotera. Odradzam wakacje z tym panem!


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 18:25 | 03.08.2010


A ja zdecydowanie odradzam tego pana. Kennedy nie jest profesjonalistą, niestety to oszust i naciągacz. Byłam z nim na 10-dniowym safari i jestem niezadowolona. Zmienił nasze zakwaterowanie i nawet nas o tym nie poinformował, zapewniał że wszystkie posiłki są w cenie a musiałyśmy dopłacać za kolacje 40dolarów, wycieczka łódką po Jeziorze Baringo miała być w cenie a płaciłyśmy same dodatkowo 30 dolarów, itd.itp. Facet generalnie ma bardzo małą wiedzę odnośnie wszyskitego- gdy się go o coś pytałyśmy to albo nie wiedział albo pytał kierowcy, który też niezbyt. W najlepszym wypadku odpowiadał "tak" lub "nie". Nie rozwijał więcej tematu. Miałyśmy dużo nerwów podczas safari z nim, w pewnym momencie bardziej przeżywałyśmy jego niekompetencję i okropne zachowanie zamiast cieszyć się wyjazem. Wszystko opisałam ze szczegółami w wątku "sprawdzony organizator safari- Kenia" tutaj na forum globtrotera. Odradzam wakacje z tym panem!


Agucha dołączył
17.02.2008

Agucha 10:00 | 04.08.2010

Oj to rzeczywiście mialyscie pecha, jesli moge cos doradzac, to lepiej mimo wystzkso wakacje oragnizowac sobie na miejscu i po kolei, nie kupowac wczesniej "kota w worku". Niestety Kenijczycy lubia oszukiwać, sczególnie tzw. organizatorzy Safari, mają to we krwi po rpostu , a europejczycy to dla nich portfele, zatem przy tej kasie jaka wplacilyscie za safari on po porstu dostal zapewne na głowę:) My placilysmy za 4 dniowe safari 360eur i było bardzo fajnie, choc wiem ze to również była wygórowana cena.
Dlatego opcje są dwie - albo pojechac z Polskim biurem podóży i od A do Z miec zorganiowany wyjazd z grupą, albo szukać na miejscu. I ZAWSZE dzielić przez dwa to co opowiadają organizatorzy Safari, mniej się pozniej człowiek denerwuje i rozczarowuje.


Agucha dołączył
17.02.2008

Agucha 10:02 | 04.08.2010

za safari płaciłyśmy 360 dol a nie eur:) mala pomyłka


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 17:49 | 04.08.2010

Agucha:Nieźle to ujęłaś-że oszukiwanie to oni mają we krwi i żeby dzielić przez dwa to co mówią.To opisuje sedno sprawy! I że Europejczycy to dla nich portfele.Pozdrawiam :)


Agucha dołączył
17.02.2008

Agucha 10:22 | 05.08.2010

I ja pozdrawiam, kiedy dokladnie byłyście w Masai mara? bo my 2-6 lipca.


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 20:32 | 06.08.2010

Agucha: byłyśmy od 26 do 29 czerwca.30-stego leciałyśmy ok 13.00 z Masai Mara na Diani Beach. A gdzie mieszkaliście-w jakim campie/lodży?Dobrą cenę mieliście jak za 4-dniowe. Pozdrawiam :)



Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2015 Globtroter.pl