Forum dyskusyjne

Kennedy safaris - zdecydowanie odradzam

kategoria podróże po świecie

kraj Kenia

Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 12:13 | 30.07.2010

Byłam na 10-dniowym safari z biurem Kennedy safaris www.kennedy-safaris.com/,odradzam  korzystanie z tego biura.
Nie jesteśmy z zadowolone z usług Kennedy’ ego. Nie wiem jak to możliwe że biuro Kennedy’ego ma tyle pozytywnych komentarzy… Plan naszego safari był taki:

Dzień 1: Nairobi. Odpoczynek po podróży i nocleg w posiadłości żyraf (www.giraffemanor.com)  Cały czas ma się kontakt z żyrafami, karmi się je, głaszcze, zdjęcia itd.
Dzień 2:Nairobi. Daphine Sheldrick's sierociniec dla słoni i nosorożców w Nairobi National Park, dom Karen Blixen, autorki "Pożegnania z Afryką"- w środku jest muzeum związane z filmem.Nocleg w lodgy Macushla House.
Dzień 3: Wodospady Thompsona, Jezioro Nakuru
Nocleg w lodgy Mbweha camp.
Dzień 4: Jezioro Nakuru/Jezioro Bogoria & Jezioro Baringo
Jezioro Bogoria-zdjęcie na równiku, gejzery wyrzucające wodę nawet do kilku metrów w górę oraz liczne stada flamingów.
Jezioro Baringo-miejsce słynie z rekordowej ilości gatunków ptaków. Nocleg w lodgy nad jeziorem- Roberts camp.
Dzień 5: Jezioro Baringo/Jezioro Naivasha
Po śniadaniu 2-godzinny rejs łodzią motorową po jeziorze Baringo. Przejazd nad jezioro Naivasha, nocleg w lodgy Olerai House.
Dzień 6: Przejazd do Masai Mara i safari.Nocleg w Royal Mara Safari Lodge.
Dzień 7,8,9:safari w Masai Mara, wizyta w wiosce masajskiej, safari balonem nad Masai Mara-noclegi w Royal Mara Safari Lodge.
Dzień 10:przelot samolotem do Diani Beach.Transfer do hotelu-Baobab Beach Resort .
Dzień 11,12,13,14-wypoczynek w hotelu. Opcjonalna wycieczka łodzią na wyspę Wasini.

W 1 dzień po odebraniu nas z lotniska Kennedy nie wiedział o tym, że zakwaterowanie w Posiadłości Żyraf (Giraffe Manor) jest możliwe od godz. 11.00. Przyjechaliśmy tam o 9.00 i właściciel poinformował , że nie może nas zakwaterować, bo od 11.00 a wszystkie pokoje są zajęte. Zmęczone podróżą pojechałyśmy więc do domu Karen Blixen. Kierowca Kennedy’ego ( bo jechało z nami 2-óch: Kennedy + kierowca) nie znał drogi do Karen, kilkakrotnie się gubił, mimo że pytał ludzi jak tam dojechać… w Końcu dojechaliśmy jakoś na miejsce. Po domu Karen Blixen zabrał nas do Centrum Żyraf (Giraffe Center), czego nie miałyśmy w programie,fajne miejsce, warto odwiedzić, byłyśmy tam krótko i on zapłacił za wstęp. Potem jak jechaliśmy do Posiadłości Żyraf mówił, że tego nie było w programie i on zapłacił ze swoich pieniędzy za wstęp… (my go nie prosiłyśmy, żeby tam jechać, sam nas tam po prostu zabrał) Jakby oczekiwał,że mamy mu oddać tą kasę za bilety. W każdym razie co się okazało na miejscu-w Giraffe Manor: rozmawiałyśmy z bardzo miłymi gospodarzami tego miejsca, Anglikami, którzy poinformowali nas, że jeśli ma się wykupiony nocleg w Giraffe Manor, wtedy wizyta w Centrum Żyraf jest za darmo!!!(jest to ten sam obszar tylko inne wejście) Na następny dzień poinformowałam o tym Kennedy’ego, że nie musiał płacić, bo wstęp i tak miałyśmy za darmo,na co on odparł:”Ale to nieważne,bo ja już zapłaciłem za to z moich pieniędzy itd.”-generalnie gadka taka jak dzień wcześniej, chciał żeby mu za to kasę oddawać.

W 2-gim dniu miałyśmy w planie sierociniec dla słoni i nosorożców Daphne Sheldrick .Anglicy z Giraffe Manor poinormowali nas, że jest on czynny dla turystów wyłącznie w godz 11.00-12.00.Kennedy oczywiście nie miał o tym pojęcia-czekaliśmy pod wejściem prawie godzinę, żeby otworzyli. Wyjaśnił nam, że „okazało się że otwierają dopiero o 11.00 i musimy poczekać”. Nic wcześniej nie sprawdził oczywiście. Po wizycie w sierocińcu nie miałyśmy już nic w planie bo dom Karen zrobiłyśmy w dzień przyjazdu. Zapytałyśmy Kennedy’ego czy możemy pojechać do Muzeum Narodowego w Nairobi. On stwierdził, że droga w 1 stronę zajmie 2 godziny czasu i odmówił, chociaż bardzo go o to prosiłyśmy. Twierdził też, że benzyna jest bardzo droga i że tego nie było w programie- i tu pokazał nam wydrukowany program wycieczki.Zabrał nas na lunch a potem do Macushla House, a było ok. godz 13.30. Gospodyni w Macushla House, Anglielka, zamówiła dla nas taxi, 40 dolarów w obie strony,dojechałyśmy w 35 minut do muzeum w Nairobi. Poza tym Kennedy zapewniał nas jeszcze jak byłyśmy w Polsce,że wszystkie posiłki są w cenie a płacimy tylko za napoje. Otóż okazało się,że za kolację w Macushla House musimy płacić same. Zapłaciłyśmy więc 40 dolarów.

W 3-cim dniu zapytałam więc Kennedy’ego czemu musiałyśmy płacić za kolację, skoro miało to być w cenie, on udawał zdziwionego, twierdził, że nie tak miało być, że nas tam oszukali,że miało być w cenie, on nie wie dlaczego.(to ciekawe dlaczego zabrał nas wcześniej na lunch-gdyby posiłki w Macushla House były w cenie, to jadłybyśmy lunch już tam a nie że on zabiera nas do restauracji i płaci za to osobno, także według mnie kłamał i oszukiwał nie po raz pierwszy i ostatni). W 3-cim dniu mówił że jesteśmy bogate jak Rosjanki, że mamy bardzo drogie safari, bardzo drogie lodże i pytał kim jest mój ojciec. Zgadywał, ale nie trafił. Nie był zbyt zadowolony, że go zbyłam i nie powiedziałam. Wypytywał, czemu tato dzwonił do niego z różnych nr telefonów, wypytywał, czemu kierunkowy jest +49 skoro jesteśmy z Polski. Do tego twierdził że z wykształcenia jest inżynierem, ale nie pracuje w zawodzie, że ukończył studia. Nalegał,aby wpłacić mu całość pieniędzy (zaliczkę przelaliśmy jeszcze z Polski na jego konto) tzn 5400 dolarów. Chciałyśmy wpłacić mu połowę pieniędzy a drugą połowę w Masai Mara. Nie zgodził się na to, twierdził, że w Masai Mara nie ma żadnego banku i musi mieć pieniądze już teraz,żeby wpłacić do banku. Zapłaciłyśmy mu więc calość pieniędzy i prosiłyśmy o pokwitowanie, potwierdzenie, że przyjął tyle pieniędzy. Powiedział, że wypisze nam, potem …Pieniądze do banku wpłacał nie on, ale kierowca-Kennedy został z nami w samochodzie. Bilety wstępów do parków też kupował kierowca i generalnie on wszystko załatwiał.

W 4-tym dniu cały czas wchodził nam w zdjęcia, jak robiłyśmy, bo on nie ma swojego aparatu, a chce mieć reklamę swojego „biura”…Było to dość denerwujące, jedno zdjęcie można z nim mieć ale nie co drugie!!!!!W 4-tym dniu miałyśmy spać w Roberts Camp nad Jeziorem Baringo. Kennedy zmienił miejsce naszego zakwaterowania na Island Camp, bez naszej wiedzy i pozwolenia. Po prostu zawiózł nas w inne miejsce, nic nie mówiąc. Gdybyśmy nie wiedziały, jak wygląda Roberts Camp,to nawet byśmy się nie zorientowały,że zawiózł nas w inne miejsce.Zapytałam go czemu nie Roberts Camp. A on”Roberts Camp jest zamknięty”(„Roberts Camp is closed”).Do tego powiedział,że on płaci za przejazd łódką po jeziorze dziś,więc my zapłacimy jutro.W programie miałyśmy 2-godzinny przejazd motorówką po Jeziorze Baringo. Przejazd, który on twierdził,że opłacił, trwał 10 minut!!!!! Island camp mieści się na małej wyspie na środku Jeziora Baringo. Gdy dotarłyśmy na miejsce zapytałam recepcjonistki w Island Camp, ile kosztuje przejazd łódką. A ona na to, że jest zawarty w cenie, jeśli już się śpi w Island Camp. Także znowu nas oszukał i okłamał!!!Zapytałam też, czy Roberts Camp jest teraz zamknięty. A ona na to, że nie, że jest otwarty!!!! Zaczęłyśmy się bać nie na żarty, tym bardziej, że wpłaciłyśmy mu wszystkie pieniądze a on nie dał nam żadnego pokwitowania. Same opłaciłyśmy sobie przejazd motorówką po Baringo, który trwał 1,5 godziny za 30 dolarów-to on powinien za to płacić, to było w programie. Napisałam mu sms, żeby naszykował potwierdzenie, że wpłaciłyśmy mu tyle pieniędzy i że wiemy o tym, że Roberts Camp jest otwarty. On na to odpisał, żebyśmy się nie martwiły, że on będzie z nami do końca safari i że wyjaśni nam jutro. Napisałam mu wtedy, że jeśli zmieni jeszcze cokolwiek z programu safari to wystawimy mu negatywną opinię na polskich forach internetowych, na tripadvisorze i na jego stronie. Wtedy odpisał, że już nic nie zmieni. Teraz wiemy już z moją mamą jak on to zrobił-gdy wpłaciłyśmy mu całość kwoty, on stwierdził, że jeszcze wyciągnie z nas trochę kasy i dlatego po tym jak mu zapłaciłyśmy zmienił rezerwację z Roberts Camp, który nie jest na wyspie na środku jeziora-na Island Camp, żebyśmy płynęły tam łódką, która jest w cenie i żeby wmówić nam, że to on za to zapłacił. Kolejne pieniądze dla niego w kieszeni, bo 1.5 godzinny przejazd łódką był już przez nas opłacony w programie. Po tym jak mu zapłaciłyśmy całość kasy, on i ten jego kierowca bardzo dużo gadali przez komórki, podejrzewamy, że właśnie wtedy zmienili rezerwację. On traktował to jako coś normalnego, że zmienił nasze miejsce zakwaterowania i nie sądził, że będzie musiał się z tego tłumaczyć!

W 5-tym dniu oczywiście nie dał nam potwierdzenia, że wpłaciłyśmy tyle pieniędzy, twierdził, że jeszcze nie wypisał, że wypisze później. Powiedziałam mu, że recepcjonistka w Island Camp poinformowała mnie, że przejazd łódką jest za darmo jeśli się śpi w Island Camp. On na to że ona jest biedna i dlatego kłamie. Wszyscy ludzie w tym regionie są biedni i dlatego kłamią. Nie wiem jaki cel miałaby ona, żeby kłamac w tej sprawie, to on znowu kłamał… Teraz twierdził, że” Roberts Camp was closed when he was making the reservation”. Powiedział, że była jakaś wichura, huragan w tym regionie i że Roberts Camp było zamknięte, że pokazywali to w telewizji i pisali o tym w gazetach i nie było wiadomo, czy otworzą na nasz przyjazd… Twierdził też że ja w programie safari napisałam mu że albo Roberts Camp albo Island Camp! Teraz to sprawdziłam, nic takiego mu nie pisałam, miało być tylko Roberts Camp. Do tego skarżył się, że on z kierowcą musieli spać w fatalnych warunkach nad jeziorem Baringo, w pokoju gdzie nie było drzwi, jak to opisał. Zabrał nas nad Jezioro Naivasha i kazał płacić 40dolarów od osoby za 1.5 godzinny przejazd łódką. Spytałyśmy go czemu tak drogo skoro po Jeziorze Baringo zapłaciłyśmy po 15 dolarów od osoby, razem 30 też za 1,5 godzinny przejazd łódką. On na to, że ta łódka tutaj na jeziorze Naivasha to duża łódź, że jest o wiele większa od tamtej. Oczywiście była takich samych rozmiarów-znowu wziął kasę dla siebie… potem miał nas odwieźć do Olerai House, gdzie miałyśmy mieć lunch, kolację i nocleg. Kierowca cały czas narzekał, bo myśleli, że będzie się tam jechało ok. pół godziny, a jechało się godzinę. Nie rozumiemy języka Suahili, ale po jego minie, gestach i wyrazie twarzy widziałyśmy, że jest bardzo niezadowolony i że znowu narzeka na nas i nasz wybór. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, stwierdził, że to bardzo trudne safari i że będzie po nim wykończony.

W 6-tym dniu znowu uskarżał się, w jakich to złych warunkach musiał przez nasz wybór spać…
Potem w Masai Mara miałyśmy mieć lot balonem, więc spytałam go z jakiej lodży będzie-nie wiedział. Pytał się kierowcy. Następnie spytałam Kennedy’ego o śniadanie z szampanem po wylądowaniu-nie miał pojęcia o czym mówię-odparł, że spyta się w naszej lodży czy otrzymamy śniadanie! Także w ogóle nie wiedział, o co chodzi. Generalnie w ogóle nie potrafił odpowiadać na nasze pytania o zwierzęta itp., nie jest kompetentny. Do tego wmówił nam, że w skład Wielkiej 5- BIG 5-wchodzi m.in. gepard-cheetah. Dopiero Polacy spotkani w holetu Baobab uświadomili nam, że nie gepard ale leopard. Nie widzieliśmy leoparda-chciał wmówić nam, że widziałyśmy Wielką 5, żeby dostać duży napiwek, to oczywiste. Przed lotem balonem nie powiedział nam, że trzeba wziąć koniecznie nakrycie głowy-wszyscy oprócz nas mieli czapki z daszkiem, a mnie cały czas bolała głowa od gorąca ognia tego balonu-nigdy wcześniej nie leciałam balonem i uważam, że obowiązkiem przewodnika jest poinformować o czymś takim. Poza tym powiedział, że zabiorą nas z lodży o 5.00 rano, a zabrali nas o 4.30-dobrze że wstałyśmy wcześniej, bo inaczej byśmy nie zdążyły.


Naprawdę po tym safari mam go tak dość że szok-facet oszust i naciągacz. W przedostatni dzień, przed wręczeniem mu napiwku, przysiadł się do nas przed kolacją i zaczął opowiadać, ile to on klientów stracił, przez to, że pojechał z nami na 10-dniowe safari. Że nie może przez to odpisywać na maile z prośbami o safari, a dostał ich już 8, że to było bardzo trudne safari i że musiał spać w tragicznych miejscach…-wszystko po to, żeby wyciągnąć duży napiwek. Oczywiście musiałyśmy płacić osobno dla niego a osobno dla kierowcy-także zapłaciłyśmy 2 napiwki. Wszystkie inne busy safari, które spotkałyśmy po drodze, miały tylko 1 przewodnika-kierowcę. W przedostatni dzień kierowca skrócił nam safari, widziałyśmy to. Jechał z nami w busie przewodnik z naszej lodży i kierował kierowcę, gdzie ma jechać, bo oni w ogóle nie znali tego terenu. Więc ten przewodnik z lodży, John, pokazuje kierowcy, że ten ma skręcać w lewo a ten że nie i jedzie prosto, już do lodży….widziałysmy po minie Johna że był zdziwiony i niezadowolony, 2 razy powtarzał mu,że ma skręcać… poza tym olbrzymia, ogromna różniaca między zachowaniem i wiedzą przewodnika z lodży- Johna, też Kenijczyka, a zachowaniem i wiedzą tych 2. John, przewodnik z lodży miał dużą wiedzę o zwierzętach i powiedział, że możemy go o wszystko pytać, był bardzo miły, uśmiechał się do nas, podtrzymywał rozmowę i generalnie z nami gadał. Kennedy wolał gadać z kierowcą niż z nami a w suahili a dość często używali słowa „mzungu”, więc pewnie gadali o nas. Gdy pytałam o coś Kennedy’ego, odpowiadał zdawkowo, niedokładnie, krótko i nadal kontynuował rozmowę z kierowcą. Także nie czułyśmy się komfortowo w takich warunkach, tym bardziej, że widziałyśmy np. na postojach, że inni turyści mają profesjonalną obsługę, taką jak John z naszej lodży. A jeśli chodzi o banki w Masai Mara, to okazało się, że przy wjeździe było ich pełno. Znowu nas okłamał! Od kierowcy Kennedy’ego śmierdziało strasznie potem, co cały czas czułam w busie, bo siedziałam za nim.

Gdy byłyśmy Z Kennedy’m w Masai Mara, przyleciał do Kenii inny klient Kennedy’ego-Polak. Rozmawiałam z nim kilkakrotnie jeszcze w Polsce. Kennedy obiecał mu, że wyjedzie po niego na lotnisko… tylko, że w tym czasie był z nami, więc nie mógł tego zrobić… wysłał więc po niego kierowcę, także już w pierwszy dzień Kennedy miał aferę, bo ten Polak miał pretensje i był zaskoczony, że Kennedy nie przyjechał na lotnisko. Potem, w hotelu Baobab, spotkałyśmy go i długo rozmawiałyśmy z nim na temat safari. Powiedział nam, że Kennedy zapewniał go jeszcze 1 dzień przed jego wylotem z Polski, że go odbierze z lotniska.( a wiedział już od dawna że będzie z nami…)!Polak na koniec safari zapłacił w biurze WT safaris ..Rachunek wystawili na WT safaris. Najpierw ten Polak żałował, że nie ma z nim Kennedy'ego, ale gdy usłyszał naszą historię, powiedział że chyba da na tacę za to, że ten Kennedy go ominął! Gdy spotkał Kennedy’ego osobiście na koniec safari w biurze WT safari-odniósł negatywne wrażenie „cwaniaczek taki,to się wyczuwa, jaki człowiek jest”-tak ocenił Kennedy’ego .

Biuro Kennedy’ego formalnie nie istnieje-jeździ busem biura WT safari, rezerwacje robi na biuro WT safaris, rachunki na WT safari, woda mineralna w busie z plakietką WT safari…. Biuro w którym był Polak i my również nie miało nigdzie nazwy Kennedy safari, ale wyłącznie WT safaris. A stronę internetową w Kenii może mieć każdy. WT safaris to biuro angielskie, ma stronę w internecie i mieści się w Londynie i w Ukundzie też ma siedzibę, obok biura Julius safari. WW Internecie jest oficjalna lista biur podróży kenijskich zajmujących się safari i nie ma na niej Kennedy’ego.

Kennedy chwalił się nam, że w listopadzie organizuje safari dla Polaków 1tydz w Kenii 1 tydz w Tanzanii i 1 tydz Zanzibar. Spytałyśmy go, czy może organizować safari w Tanzanii, on na to, że ma tam kolegów i że zorganizuje. Wcześniej dzwoniłyśmy do Juliusza i pytałyśmy go czy safari w Tanzanii jest możliwe z nim, on odpowiedział, że nie, bo cofnięto mu pozwolenie na safari w Tanzanii, także odmówił tutaj organizacji. Rozmawiałyśmy o tym z innym Polakiem, on odpowiedział, że pytał się swojego kierowcy, czy oni mogą organizować safari w Tanzanii i ten kierowca odpowiedział, że nie mogą, nie mają pozwolenia. Także Juliusz uczciwy a ten znowu kręci- dla kasy. Biedny ten Polak, co z nim jedzie w listopadzie… może na granicy z Tanzanią okaże się że koniec safari lub Kennedy odda go do innego biura, tanzańskiego, nie wiadomo jakiego… Dla Kennedy’ego wszystko jest możliwe i jest „no problem” , tylko na miejscu okazuje się, że jest problem.

W hotelu Baobab zapytałyśmy się menadżera, czy przebywają obecnie w tym hotelu jacyś inni Polacy. Odparł, że nie. Poinformowałyśmy o tym Kennedy’ego a on na to, że menadżer nas kłamie i ukrywa tych Polaków przed nami.

W ostatnim dniu pobytu w hotelu Baobab pojechałyśmy taksowka do WT safari w Ukundzie po rachunek za safari. Na miejcu, w biurze, nigdzie nie ma napisu „Kennedy safaris”!!! Pisze WT safari i jest to biuro WT safari. Coś takiego jak Kennedy safari istnieje tylko jako strona internetowa…Kobieta zdziwiona powiedziala ze wystawi rachunek ale musimy poczekac na szefa. Szef wysłuchał nas ,wizytowke Kennedego obracal w palcach(pokazałyśmy mu)jakby ja widzial pierwszy raz. Powiedzial ,ze każdy może sobie zrobic wizytowki i strone w Internecie i że on nie może nam wystawic rachunku.Szef WT safaris i sekretarka byli w szoku, gdy powiedziałyśmy im, w jaki sposób zachowywał się Kennedy, szczególnie jeśli chodzi o tel komórkowy z Europy, zmiane zakwaterowania bez słowa wyjaśnienia oraz kłamstwo, że gepard wchodzi w skład Wielkiej 5 (jest w zwyczaju, że gdy turyści zobaczą wszystkie zwierzęta z Wielkiej 5, wówczas dają duży napiwek,także znowu kłamał dla kasy) Powiedzialysmy ,ze po powrocie złożymy skargę do Londynu do głównej siedziby biura. Odmowił wystawienia rachunku, twierdził że biuro WT safari i Kennedy to 2 różne oddzielne biura.Do hotelu odwiezli nas busem WT safaris. Po godzinie w hotelu zjawil się Kennedy ,wystawil rachunek na WT safaris. Pokazalysmy mu rachunki za kolacje i wycieczke lodka. Z wielkim oporem oddal pieniadze. Prosil ,żeby nie wystawic mu zlej opini w Internecie. Na lotnisko zabrałyśmy się z niemieckim biurem (25 dolarow za 2os.),bo mialysmy dosyc Kennedy’ego.

Przed naszym wyjazdem do Kenii Kennedy napisał nam, że bardzo nas prosi, żebyśmy przywiozły mu z Europy telefon komórkowy, bo on ma stary i zepsuty a w Kenii nie ma dobrych… Twierdził, że da nam w zamian za to prezent w Kenii. Dałyśmy mu 3 używane telefony i 1 praktycznie nowy. Oczywiście nic nam nie dał. Rozmawiałyśmy z kobietą z Nowego Jorku, która pracuje w Kenii od 3 miesięcy-powiedziała, że w Kenii są normalnie dostępne nawet najnowsze modele telefonów komórkowych a jak usłyszała wszystko co on robił, to powiedziała, że facet niezły oszust. Turystki z Niemiec, które słyszały naszą rozmowę, powiedziały, że żądałyby zwrotu pieniędzy, bo jego zachowanie jest niemożliwe do przyjęcia.

Przed wyjazdem do Kenii pytałam Kennedy’ego w jakiej walucie można płacić za napoje w lodżach. Odpisał, że tylko w szylingach kenijskich i żeby wymienić u jego kolegi( w Kenii okazało się, że można płacić w : dolarach, euro, szylingach kenijskich lub kartą!!!!!!) Wymieniłyśmy na lotnisku. Jak zobaczył że płacimy szylingami to spytał zdziwiony, gdzie wymieniłyśmy i nie był zbyt zadowolony, to muszę przyznać.

Nie wiem jacy Polacy wystawili mu te pozytywne opinie, które ma na swojej stronie. Myślę że zadowoleni byli ludzie, którzy byli na krótszym safari i w ogóle nie poznali Kennedy’ego np. safari samolotem 2 lub 3-dniowe w Masai Mara. Kennedy twierdzi, że najczęściej ma 2 lub 3-dniowe. Z Kennedy’m jeżdżą też często osoby, które w ogóle nie mówią w języku angielskim. One nie mogą nic zrobić, gdy facet zmieni im zakwaterowanie czy zażąda dodatkowej kasy-być w kraju tak daleko oddalonym od Polski z obcym facetem i do tego nie znać języka. On mówi, że dzieci piszą za nich maile, oni przyjeżdżają i po angielsku nic-on nie ma wtedy problemu z odpowiedziami na pytania jak miał w naszym przypadku-i tak nie zostanie o nic spytany... Kennedy twierdzi też że biuro prowadzi już od 10 lat!!!!(ciekawe jak studia ukończył)

Aha! Z Polski robiłyśmy przelew pieniędzy na jego konto-nie podał nam numerów BIC i IBAN, nie miał pojęcia, co to są za numery, nie wiedział, że są one konieczne do wykonania międzynarodowego przelewu… długo mu tłumaczyliśmy o co chodzi-nie rozumiał. W końcu skontaktował się ze swoim bankiem i podał nam…. 2 numery razem, jako 1 numer!!!! Znowu musiałam tłumaczyć mu, że są to 2 zupełnie oddzielne numery itd. itp. Drugi raz skontaktował się z bankiem i w końcu podał poprawnie. Już po tym powinnyśmy zrozumieć, jaki on jest, ale przekonały nas opinie Polaków w Internecie….

Zdecydowanie odradzam korzystanie z usług Kennedy’ego, bo niestety nie jest profesjonalistą a się za takiego uważa…

Poza tym było wiele super, wspaniałych rzeczy, które widziałyśmy, m.in. 3 razy gepard wskoczył na dach samochodu, karmiłyśmy z ręki żyrafy i antylopy(żyrafy w Giraffe Manor a antylopy w Royal Mara Safari Lodge-maja tam 3 oswojone),obserwowałyśmy również polowanie geparda na antylopę (udane).

Olerai House- wspaniała posiadłość nad jeziorem Naivasha, człowiek czuje się tam jak w czasach kolonii angielskich. Obszar jest wielki, cudne ogrody,plantacje ananasów, cytryn,pomarańczy i grejpfrutów.Właścicielką jest Oria Douglas-Hamilton. Napisała ona kilka książek o słoniach afrykańskich i prowadzi organizację zajmującą się ochroną słoni.Jej ojciec napisał książkę dla dzieci o słoniu Babarze, którą pierwsza dama w USA czytała prowadząc audycję dla dzieci w radiu (żona George'a Busha Seniora).Mama Orii Douglas-Hamilton została przez nią zaproszona do Białego Domu, aby opowiedzieć pierwszej damie i prezydentowi o Afryce i zwyczajach w niej panujących.Teren posiadłości jest tak ogromny, że spacer zajmuje ponad godzinę. Dochodzi się bezpośrednio nad samo jezioro, gdzie widać z bliska hipopotamy i słychać ich głosy. Mają tam też basen i leżaki do opalania.Jedzenie jest przepyszne. Ok godz.22.00 zebry podchodzą bardzo blisko domków, gdzie się mieszka, rano także. O 2.00 w nocy podchodzą hipopotamy i jedzą trawę. Właściciele mieszkają w willi obok, Sirocco House. Bardzo żałowałyśmy, że śpimy tam tylko 1 noc, można tam wspaniale wypocząć. Posiłki robią wyłącznie z własnych, świeżych produktów. Pieczywa nie kupują tylko sami pieką a wieczorem jest zawsze ognisko lub można siedzieć w środku przy kominku.

Giraffe Manor-niepowtarzalna atmosfera, gospodarze-Brytyjczycy-cały czas zajmują się gośćmii i doglądają wszystkiego.Oczywiście lunch i śniadanie z żyrafami. Każda żyrafa ma swoje imię.Jedzenie przepyszne.

Bardzo smakowała nam także ryba red snapper-lucjan czerwony, podawali ją w wielu miejscach.

Miałyśmy w programie 4jeziora: Bogoria, Baringo, Nakuru i Naivasha. Najlepsze było Bogoria-z flamingami i gejzerami.

Lot balonem miałyśmy z Governors' camp, po wylądowaniu i śniadaniu było tam 2 godzinne safari. Obszar Governors' w Masai Mara podobał nam się o wiele bardziej niż miejsce w którym mieszkałyśmy. Był tam krajobraz dosłownie jak z filmu "Pożegananie z Afryką".My mieszkałyśmy w Royal Mara Safari Lodge, to jest poza bramą wjazdową do Masai Mara. Także na codziennym safari nawet nie wjeżdżałyśmy do parku.Z całości jeszcze lot balonem podobał nam się najbardziej.Balon pilotował Australijczyk.
Po locie każdy dostaje certyfikat i płytę ze zdjęciami z lotu i z filmem.Balon zdecydowanie polecam!

P.S. Kennedy widział moje wpisy na forach turystycznych (również w j.angielskim na TipAdvisorze i Lonely Planet Thorn Tree forum)Wczoraj i dziasiaj wysłał mi e-maile z pretensjami. Pisze, że przecież oddał mi 70 dolarów, więc nie widzi problemu!!!Twierdzi też, że nie porzebuje telefonów komórkowych ode mnie-pisze, że dostanie je od kolejnych gości....sugeruje też, nie jestem normalna psychicznie. Nie żałuję tego, że opisałam wszystko na forach. Najbardziej denerwuje mnie to,że Polacy (bo w 80% jego klientami są Polacy) mają być mieć gorszą obsługę i być traktowani gorzej niż inni turyści. Nie widzę żadnych powodów, dla których polscy turyści mieliby być gorsi od Brytyjczyków, Amerykanów czy Anglików jeśli płaci się za to tak duże pieniądze-widziałyśmy jak zachowywali się przewodnicy innych turystów i rozmawiałyśmy m.in. z turystami z Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii. Wszyscy byli w szoku gdy usłyszeli w jaki sposób zachowywał się Kennedy.Żadne z nich nie miało sytuacji takich jak my podczas safari, ani jednej. Niemki stwierdziły, że złożyłyby reklamacje i żądały zwrotu kosztów.

Pozdrawiam wszystkich wybierających się do Kenii! Korzystajcie ze sprawdzonego biura.


arnie dołączył
04.11.2007

arnie 21:57 | 30.07.2010

Dzięki za info,jeśli to Cię choć trochę ucieszy to zastanawiałem się nad skorzystaniem z jego usług...teraz tego nie zrobię:)


bynio dołączył
05.09.2008

bynio 22:20 | 30.07.2010

Ja również myślałem o wyjeździe do Kenii w przyszłym roku i wydawało mi się, że nie będę musiał szukać miejscowego biura turystycznego organizującego safari (myślałem o Kennedym), ale po Twoim szczegółowym opisie to dziękuję temu panu.
Pozdrawiam Zbyszek


sp9hzx dołączył
12.02.2006

sp9hzx 16:23 | 24.08.2010

Jest bardzo łatwo wypowiadać się anonimowo i niszczyć komuś reputację.
A może jesteś jakąś rozkapryszoną panienką. Na to wygląda
Któż to wie jak to było.
Osobiśćie nie wierzę w to wszystko . Suma wyssana z palca i bajka o telefonie komórkowym
Jeśli to prawda to podaj tu swoje dane personalne a sprawę oddaj do sądu.
Za takie pomówienia można samemu wylądować w sądzie


koelka dołączył
12.08.2010

koelka 21:08 | 24.08.2010

Ja byłam w tym roku na 2-dniowym safari z Kennedym i polecam!!!


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 22:50 | 25.08.2010

Sp9hzx: wszystko co napisałam to prawda. Po co miałabym wymyślać to o telefonach komórkowych? Cena również była taka, jak podałam , możesz sprawdzić sobie ceny lodży czy campów w których nocowałam, jeśli nie wierzysz.

1.Giraffe Manor koszt 360$/osobe/doba z pełnym wyżywieniem
www.africatravelresource.com/T1/africa/kenya/nairobi/karen/KGIR  /0/lodge/01intro/

2.Macushla House koszt 115$
www.africatravelresource.com/T1/africa/kenya/nairobi/karen/KMCH  /0/lodge/01intro/

3.Mbweha camp 180$
www.africatravelresource.com/T1/africa/kenya/sw/nakuru/KMBW/0/l  odge/01intro/

4.Roberts camp-nie wiem ile, ale I tak nam zmienił, powiedzmy 100$

5. Olerai House 150$
www.africatravelresource.com/T1/africa/kenya/sw/naivasha/KOLE/0  /lodge/01intro/

6.Royal Mara Safari Logde 450$x 4=1800$
www.africatravelresource.com/T1/africa/kenya/sw/mara/north/KRYM  /0/lodge/01intro/

lot balonem 450$-to podają w każdym przewodniku
lot z Masai Mara do Diani: ok. 100$
5 noclegów z all inclusive w hotelu Baobab:5x 80$= 400 $

Przelot:ok 1000-1200euro (leciałyśmy innymi liniami do Nairobi a innymi wracałyśmy z Mombassy-do Nairobi Kenya Airways z Londynu a z Mombassy do Monachium Air Berlin, do tego Lufthansa do Londynu z Drezna, a w drodze powrotnej LOT-em z Monachium do Warszawy a potem do Wrocka)

Razem 3655$ z tego co policzyłam(do tego dodać opłaty za wstępy do parków-tereny koło jezior o również parki i trzeba płacić za wstęp, za benzynę, za wstęp do domu Karen i do sierocińca dla słoni itd.)to razem była cena 4000$ + 1000-1200euro za przelot za osobę.

Cena safari zależy od wybranych miejsc noclegowych, od tego ile osób jest w busie (u nas były tylko 2), od tego czy safari jest prywatne na życzenia jak nasze czy gotowa wycieczka i od tego czy jest drogowe czy lotnicze czy mieszane(nasze było mieszane).

Danych osobowych nie podam na forum, z wiadomych względów.


arnie dołączył
04.11.2007

arnie 08:16 | 26.08.2010

dajcie spokój,na dobrą sprawę bardzo dobrze,że jest taki głos,ktoś może wierzyć ktoś nie bedzie wierzył-ja dziękujęz a usługi tego pana bo nie chce mi sie ryzykować-jest tyle innych agencji,jesli ktoś w to nie wierzy-zawsze ma prawo wyboru.
Mnie tam cieszy taki głos-po to są fora.
A na forach forumowicze sami wnioski wyciągają:)


sp9hzx dołączył
12.02.2006

sp9hzx 14:26 | 26.08.2010

Kennedy to nie biuro podróży. Robi tylko safari i wycieczkijak ma w opisie na stronie . I robi to dobrze
A wszystkie pozostałe sprawy to indywidualne zamówienia i inna bajka.


swift dołączył
27.02.2007

swift 22:27 | 27.08.2010

Jesli Ty nie jesteś rozkapryszony to prosimy o jakieś szczegóły Twoich eskapad z Kennedym. Negujesz w dosć prymitywny sposób to co dziewczyna chciała przekazać ku przestrodze innych


bynio dołączył
05.09.2008

bynio 23:02 | 27.08.2010

Chciałbym zwrócić uwagę sp9hzx, że Ty również nie podajesz żadnych Swoich danych, wygląda na to, że bardzo zależy Ci na obronie pana Kennedy. Napisz dlaczego? Moim zdaniem opis dziewczyny jest wiarygodny i tyle.
Zbyszek


Transneciak dołączył
24.08.2010

Transneciak 11:11 | 01.09.2010

Byłem w połowie sierpnia na 3-dniowym safari z Kennedym w Tsavo i Amboseli i nie mogę narzekać. Wszystko było dograne, noclegi w bardzo dobrym standarcie , cene wynegocjowaliśmy korzystną. Kennedy miał jeszcze parę Anglików z którymi jeżdziliśmy busikiem . Gdy na koniec wymienialiśmy się wrażeniami z eskapady , to oni byli również zadowoleni. Ja zdawałem sobie sprawę z tego ,że Kennedy podpina się pod WT , ale preferuję obrotnych ludzi , ktorzy potrafią znaleść niszę rynkową. Zresztą podobnie korzystałem z takich usług na Sri Lance i Dominikanie dzięki temu wiedziałem z kim pojade i nie byłem skazany na wybór pracownika biura.


alojz dołączył
08.06.2010

alojz 18:15 | 05.09.2010

Nie wnikam w prawdziwość Twojego opowiadania , ale trzeba być nieźle nawiedzonym żeby wysmarować tak długi , dyskredytujący post.
Zauważ , że jest on odosobniony.
Może z Tobą jest coś nie tak.....


EwaS25 dołączył
02.04.2010

EwaS25 13:36 | 07.09.2010

A ja przeciwnie-bardzo polecam!!! Wraz z rodziną i przyjaciółmi (w sumie 6 osób) byliśmy na safari w lutym 2010 roku. Przed wyjazdem do Kenii skontaktowałam się z Keneddym (polecano go na jakimś forum) i ustaliłam szczegóły. Jest bardzo kontaktowy. Na miejscu okazało się, że ponadto jest punktualny i słowny. Widac było, że zależy mu klientach. Nic nie stanowiło problemu. Kiedy w ostatniej chwili chcieliśmy zmienić lodges, Kennedy załatwił to od ręki. Polecam również Salima-kierowcę, z którym czuliśmy sie bardzo pewnie i bezpiecznie. Tylko dzięki jego determinacji już pierwszego dnia safari zobaczyliśmy lwy. Nie było problemu z rozliczeniem, a w ramach ceny wynegocjowaliśmy wycieczkę do Mombasy.


Bo1 dołączył
30.06.2007

Bo1 14:06 | 07.09.2010

żeby poznać prawdę trzeba by wysłuchać drugiej strony. Twój wpis i opinia jest odosobniona...czyżbyś miała pecha? W każdym razie po przeczytaniu Twego elaboratu mam wrażenie, że jednak prędzej zaryzykowałabym kontakt z Kennedy'm niż z Tobą.


koelka dołączył
12.08.2010

koelka 09:01 | 17.09.2010

Świetny artykuł, ma ktoś talent do pisania. O 2 koleżankach z obszernym komentarzem o Kennedym też jest wzmianka.


swift dołączył
27.02.2007

swift 10:03 | 17.09.2010

Nie porównujcie jedno- lub trzydniowych wycieczek do 10-dniowych wypraw.


Bo1 dołączył
30.06.2007

Bo1 10:34 | 17.09.2010

no...na 10-dniowej "wyprawie" z przewodnikiem to ja jeszcze nie byłam :D.
Pani - jak wynika z posta, wymarzyła sobie...a, że rozzłościła się, że musiała zapłacić, postanowiła się "zemścić" i obsmarowała na 3 różnych forach - wot wsio...


Ania___2222 dołączył
26.07.2010

Ania___2222 15:21 | 17.09.2010

Bo1: rozzłościłam się, że musiałam zapłacić?! To chyba oczywiste, że płaci się za wakacje, więc nie wiem czemu to, że miałam zapłacić miałoby mnie rozzłościć, to kompletna bzdura. Jak chcesz to sam daj Kenijczykowi 5400$ bez żadnego potwierdzenia a potem ciekawe jakbyś się czuł gdyby ten Kenijczyk zaczął zmieniać Twoje zakwaterowanie na beznadziejny standard podczas gdy Ty zapłaciłeś za zupełnie coś innego? Miałbyś związane ręce-cała kasa oddane tej osobie, umowy żadnej, pokwitowania żadnego… do tego gdy rozmawiasz z innymi turystami w lodży, oni twierdzą, że nie mieli w ogóle takich sytuacji podczas safari….

Artykuł "hakuna matata" przeczytałam już dawno-w środę, 28lipca. Wtedy nie było w nim dopisku na mój temat. Pojawił się on w piątek,30lipca jak się domyślam,na wyraźną prośbę Kennedy'ego. I proszę nie pisać "tak bywa..." bo wiele safari operatorów ma same pozytywne komentarze a klienci są bardzo wymagający. Po prostu przewodnicy są profesjonalistami. Więc nic się nie dzieje przez przypadek. Do tego nie wierzę, że Kennedy powiedział to po safari, wtedy byłoby to umieszczone w artykule od razu a nie dopisywane po kilku dniach-myślę, że Kennedy napisał do autora artykułu "hakuna matata" prośbę w mailu że ma taki problem i prosi o zamieszczenie odpowiedniego komentarza w artykule.

Proszę opisać przykłady naszego "koszmarnego" ,jak autor artykułu twierdzi, zachowania. Co takiego nienormalnego robiłyśmy podczas safari??? Napisać jest łatwo. Moje pretensje są uzasadnione, opisałam zachowanie Kennedy'ego podczas wyjazdu a to czy mam uzasadnione czy nieuzasadnione pretensje może ocenić każdy po przeczytaniu jak facet postępował. Jeśli pani oraz inne osoby akceptują takie traktowanie i zachowanie przewodnika, proszę z nim jechać i pisać wspaniałe artykuły i opinie na forach.

Kennedy wmówił nam, że w skład Wielkiej 5- BIG 5-wchodzi m.in. gepard-cheetah. Dopiero Polacy spotkani w hotelu Baobab uświadomili nam, że nie gepard ale leopard. Nie widzieliśmy leoparda-chciał wmówić nam, że widziałyśmy Wielką 5, żeby dostać duży napiwek-więcej kasy, to oczywiste. Profesjonalny przewodnik wie wszystko o zwierzętach a o wielkiej piątce w szczególności.Ale cóż, może to ja za dużo wymagam... Może zmiana zakwaterowania bez żadnego wcześniejszego poinformowania czy wyjaśnienia, branie dodatkowych pieniędzy za rzeczy, które miały być w cenie, nie wypisanie rachunku (napisał po wielkiej aferze na koniec safari gdy mu powiedziałyśmy to wszystko co tutaj opisałyśmy), brak wiedzy o wielu istotnych rzeczach jak od jakiej godziny jest zakwaterowanie w hotelu czy otwarty sierociniec dla słoni.

Byłyśmy na wielu wyjazdach nie tylko z polskimi biurami podróży, ale również z niemieckimi (Meier's Weltreisen, Jahn Reisen czy FTI) Nigdy nie spotkałyśmy się z takim zachowaniem i traktowaniem turysty. Renata, przedstawicielka Meier'sa, FTI, Jahn Reisen i innych niemieckich biur w hotelu Baobab,o której pani pisze, była normalna, miła i przede wszystkim profesjonalna. Byłyśmy na wykupionej u niej wycieczce na Pili Pipę i jesteśmy z niej bardzo zadowolone. To z nią wracałyśmy promem na lotnisko. Ona od razu po przyjęciu o wiele wiele mniejszych pieniędzy niż Kennedy wypisała nam pokwitowanie i nie robiła z tego żadnego problemu.

Tak samo zadowolone jesteśmy z przewodnika Johna z Lodży Royal Mara w Masai Mara o czym napisałam już wcześniej.Facet rewelacyjny, prawdziwy profesjonalista. Miałyśmy niezłe porównanie widząc jak wielka różnica jest między jego zachowaniem a zachowaniem Kennedy'ego.

Ja byłam z Kennedy'm na safari 10-dniowym a autor artykułu na 3-dniowym, do tego miałam porównanie widząc zachowanie Johna i innych przewodników z lodży. Rozmawiałam też z innymi turystami- z Niemiec, USA, Anglii. Nikt z nich nie miał takiej sytuacji jak podczas naszego safari-ani jednej, więc jak widać takie zachowanie przewodników nie jest normą.

Może inne osoby nie miały takich sytuacji jak u nas podczas safari, ale my po tym wszystkim mamy prawo mieć pretensje, które są niestety ale jak najbardziej uzasadnione-gdy przedstawiciele WT safaris-Kenijczycy- usłyszeli, jak zachowywał się Kennedy podczas wyjazdu z nami, byli w szoku. Każdy ma prawo do własnej opinii.



swift dołączył
27.02.2007

swift 00:00 | 18.09.2010

Bo 1 - o co Ci chodzi.przecież to nie Ty byłaś z Kennedym. Siedzisz w cudzej kieszeni jak we własnej. Gościu ewidentnie wykorzystał finansowo Anie, a dla Ciebie stanowi to obiekt do kpin.


Bo1 dołączył
30.06.2007

Bo1 23:54 | 17.09.2010

Pozwoli Pani, że Panią zacytuję...każdy ma prawo do własnej opinii (co niniejszym uczyniłam, po wnikliwej analizie Pani posta)


Bo1 dołączył
30.06.2007

Bo1 09:46 | 20.09.2010

nie byłam...ale chcę z nim jechać (stąd temat mnie interesuje), a jeśli ktoś publicznie o czymś pisze, nie może oczekiwać, że wszyscy będą się nad nim użalać. Czytałam wiele opinii, a ta jest zdecydowanie odmienna - przypadek?


bynio dołączył
05.09.2008

bynio 17:03 | 20.09.2010

Pragnę zauważyć, że Ania nie chce, aby się nad nią użalać tylko szczegółowo opisuje przebieg imprezy i co jej się niepodobało. Natomiast zupełnie idiotyczna jest opinia, że trzeba być nieźle nawiedzonym, aby napisać takie elaborat. Jeżeli ktoś opisuje ze szczegółami (żeby było wiarygodnie) imprezę, która mu się niepodobała, to jest nawiedzony? Po to chyba jest to forum, aby można się było wypowiedzieć o takich zdarzeniach i przestrzec innych, a jeżeli ma się odmienne zdanie to też je można przedstawić, bez obrażania kogokolwiek. Po przczytania wszystkich wpisów dochodzę do wniosku, że pan Kennedy może sprawdza się na krótkich 2-3 dniowych wyprawach, a na dłuższych nie.
Pozdrawiam Zbyszek


HankaP dołączył
25.03.2011

HankaP 20:46 | 03.04.2011

Witam serdecznie,
Postanowiłam odezwać się , bo wróciłam własnie z 8 dniowego safarii (02-09.03.2011)z Kennedym.Jestem zaskoczona tą złą opinią ! Uważam,że rekomendacja - zdecydowanie odradzam - jest krzywdząca!!!Można oczywiście wyrazić swja opinie jak najbardziej , ale nie w taki sposób.Poznałam Kennedyego i jego kierowcę Sammyego- spędzilismy razem na prawdę fajne chwile.Mielismy trasę podobną; Mombasa-Nairobi samolotem,Muzeum Karen Blixen, ośrodek Żyraf,fabryka Kazuri( poza programem(dodatek od Kennedyego),lake Naivasha(simba Lodge),lake Baringo(Soi Safari Lodge)Lake Nakuru(Sarova Lion Hill Lodge) Samburu National Park(Ashnill Lodge), Mount Kenya (Treetops Lodge)Amboseli National Park(Serena Lodge), Tsavo East , Mombasa.Do pokonania ponad 2000 km! Szef biura -Kennedy zaproponował trasę,która uwzględniała wszystkie miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. Jak się później okazało, udało się zobaczyć więcej niż oczekiwaliśmy. Nie ukrywam, że mieliśmy obawy, udając się w podróż tylko we dwójkę w towarzystwie Kennedyego i jego kierowcy Sammyego. Moje obawy szybko się rozwiały! Podróżowaliśmy wygodnym jeepem – Toyota Land Cruiser. Kennedy okazał się super organizatorem i przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Kierowca Sammy to znakomity przewodnik i tropiciel i także niezwykły człowiek. Wyprawa ta nie tylko spełniła moje oczekiwania ,ale znacznie je przewyższyła. Zaczynaliśmy nasz wyjazd w dwójkę- ja i mój mąż oraz dwójka przewodników. Po trzech dniach podróżowaliśmy już jako grupa czwórki przyjaciół. Wyprawa pozostawiła niesamowite wrażenia ! Nie zapomnę widoku milionów flamingów nad jeziorem Bogoria, miłosnych igraszek pary lwów w Samburu ,lamparta pożerającego impalę. Przepięknych widoków na jezioro Baringo z lodgy Soi Safari i niezwykłej przejażdżki po jeziorze. Poznaliśmy tu niesamowicie przyjaznych ludzi, którzy okazali się znajomymi Kennedyego. Polecam ich .Świetny przewodnik – miejscowy chłopak, który wie wszystko o tutejszych ptakach !I niezapomniany wieczór przy świetle gwiazd i świec(była przerwa w dostawie prądu , co dostarczyło nam dodatkowych emocji). Niesamowitych wrażeń dostarczył nam pobyt w lodgy Treetops na palach. Otwarto go jako dwupokojowy dom w 1932 roku! To tu księżniczka Elżbieta dowiedziała się o śmierci swego ojca(to o nim jest słynny oskarowy film „Jak zostać królem”).Obecnie jest on znacznie rozbudowany, ale nadal czuć klimat dawnych dni, który tworzą zdjęcia z tamtych lat, stare książki z wpisami gości.I przede wszystkim możliwość zobaczenia zwierząt na wyciągnięcie ręki. Poczuliśmy nawet oddech przechodzącego obok słonia. Niesamowite! No i oczywiście nie da się zapomnieć tańca razem z Kikuju. To dopiero było przeżycie! Trudno będzie zapomnieć niezwykłą gościnność w Ashnil Samburu Camp .Jest to na prawdę przecudne miejsce, do którego postanowiliśmy wrócić za rok. Poznaliśmy tu niesamowitego barmana o imieniu Henry. Zawsze witał nas swoim uśmiechem, który nazwał - krokodylim .Fotka z nim jest jedną z moich ulubionych. No i najważniejsze! Nigdy nie zapomnę szczerości i uśmiechów Kennedyego i Sammiego!Tak bardzo starali się ,żebyśmy byli zadowoleni. Nie zapomnę opowieści Sammiego o zwierzętach o których opowiadał z dużym zaangażowaniem. I naszych wspólnych wieczorów spędzanych na ciekawych opowieściach i na śmiechu. Żal było się żegnać i rozstawać z Afryką, ale także z Kennedym i Sammym. Łza się zakręciła w oku. Gorąco polecam tym, którzy chcą spędzić niezapomniane chwile w Kenii o skorzystanie z oferty biura Kennedyego!



Strefa Globtrotera

Forum dyskusyjne

Aby korzystać z forum należy być zarejestrowanym użytkownikiem Globtroter.pl. Kliknij [TUTAJ], jęśli jesteś nowy.

Wypowiedzi użytkowników publikowane w Globtroter.pl są prywatnymi opiniami osób korzystających z Forum.

Globtroter.pl zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i w żaden sposób nie utożsamia się z poglądami wyrażanymi w tym miejscu.

Wszelkie wątpliwości prosimy kierować na adres: globtroter@globtroter.pl.

Redakcja Globtroter.pl zastrzega sobie prawo do moderowania i redagowania wypowiedzi na Forum bez podania przyczyn, zamieszczanie treści reklamowych jest zabronione.

Jak dodać wątek

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie [tutaj]
  2. Zaloguj się (na każdej stronie)
  3. Utwórz nowy wątek na forum [tutaj]
X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2000 - 2016 Globtroter.pl