Rowerem po pograniczu: Morąg - Kętrzyn
Dotąd nie znałem obszaru pomiędzy Pieniężnem a Gołdapią, przylegającego do granicy z Rosją (tzw. obwodem kaliningradzkim).
Ta część Warmii (Ermland) i Mazur (dawnych Prus Wschodnich) interesująca jest zarówno z powodu wspaniałych zabytków
architektonicznych, jak i swego rodzaju oddalenia od silniej rozwiniętych obszarów, a wreszcie z powodów ludnościowych
(przesiedlenia z okresu powojennego). Dodatkowym bodźcem była lektura wyjątkowo pięknego albumu "Pałace i dwory dawnych
Prus Wschodnich" ze znakomitymi zdjęciami. Dawne niemieckie ślady widać na tej ziemi bardzo często: pozostałości dworów i
pałaców junkrów pruskich, ślady rozebranych strategicznych linii kolejowych, czy chociażby wychodzące gdzieniegdzie spod
tynku niemieckie szyldy. Tuż po wojnie próbowano usunąć te ślady, np. zmieniając nazwy miejscowości: Pieniężno (Seweryn
Pieniężny), Kętrzyn (Wojciech Kętrzyński), Barczewo (Walenty Barczewski), Giżycko (Gizewiusz), Mrągowo (Celestyn Mrągowiusz).
W tamtych czasach motywacja była zupełnie zrozumiała; o niemieckiej przeszłości jednak nie mówiło się publicznie.
W rezultacie dziś tylko nieliczni zdają sobie sprawę, że za granicą żyje ogromna rzesza ludzi mających silne rodzinne
sentymenty do tej ziemi. Sentymenty takie mogą wyrażać się w bardzo różny sposób... Jest absolutnie niezbędne zdawanie
sobie z tego sprawy, inaczej może skończyć się to bardzo przykrym zaskoczeniem - i to w ciągu nieodległego czasu.
Dlatego w dalszym tekście pojawiają się niemieckie nazwy miast (mam jednak nadzieję, że nie będę posądzony o obce
dla mnie sympatie).
(15 sierpnia 2001) Do Morąga (Mohrungen) jedziemy pociągiem olsztyńskim, niestety dopiero z Malborka - a więc po dodatkowej
przesiadce. W Morągu interesujący Rynek, przed Ratuszem dwie XIX-wieczne francuskie armaty, gotycki kościół, muzeum Herdera.
Wyjazd na pn.-wschód, w Niebrzydowie zbliżamy się do końca jez. Narie (trzeba zejść kilkadziesiąt metrów, skąd rozległy widok).
(Jez. Narie: duże, rozczłonkowane, mało miejsc na dzikie biwaki; zaczynałem stąd dwa lata temu koszmarny spływ kajakowy ciekiem
wodnym Naryjka/Miłakówka. Płytko, zarośnięto, liczne krzaki i zwalone drzewa; dzienna trasa: 5 km.) W Niebrzydowie resztki
niemieckiego Denkmalu z I wojny światowej. Miłakowo (Liebstadt): silnie zniszczone podczas wojny, resztki zamku krzyżackiego.
6 km dalej szukamy o zmierzchu miejsca na nocleg. Równolegle do drogi, z lewej strony resztki imponującego mostu przeprawy
kolejowej Morąg-Orneta nad Pasłęką (Passarge). Nocujemy tuż przy naczółku, obok pasieki. Trudny dostęp do wody.
Orneta (Wormditt); interesujący Rynek z Ratuszem, wspaniały koronkowy kościół z bogatym wystrojem wnętrza, w zewnętrznym
murze rzędy oryginalnych kształtowych cegieł.

Orneta
Mali chłopcy witają nas: "Guten Tag!", pytają skąd jedziemy; i tak nie uwierzą,
że nie z Niemiec. Ok. 3 km za miastem w kierunku Dobrego Miasta, w lesie doskonałe miejsce na biwak. Mucha się wytarzała w jakimś
świństwie, przy pierwszym jeziorku muszę ją kąpać. Bardzo polecam boczną wycieczkę na pn.-wsch.: Krosno z wspaniałym barokowym
kościołem pielgrzymkowym, oraz Pieniężno (Mehlsack, po wojnie krótko obowiązywała nazwa będąca niemal dosłownym tłumaczeniem:
Mąkowory), silnie zniszczone podczas wojny: wspaniały kościół o typowym dla tego regionu kształcie podobnym jak w Dobrym Mieście,
obok malowniczo położony zamek, z mostu kolejowego piękny widok na miasto z sylwetą kościoła, na pd.-zach. niezmiernie
malowniczy rezerwat: przełom rzeki Wałszy, na zachód klasztor oo. Werbistów z misyjnym muzeum etnograficznym). Dobre Miasto
(Guttstadt): widoczna z daleka wspaniała kolegiata z charakterystycznym szczytem, sympatyczne zaułki nad Łyną. Marian
funduje urodzinowo-imieninowe półkilowe (!) porcje lodów. Ładna droga wyjazdowa na północ. W Smolajnach mamy do zwiedzenia
pałac, jakoś nie możemy go znaleźć; droga wchodzi w dorodne lasy, z lewej zbliża się Łyna (Alle). Ok. 4 km za Smolajnami
po lewej rozległy piękny parking leśny z dojściem do (bardzo brudnej!) Łyny. Ktoś głupio nie dopatrzył: parking naprawdę
jest znakomity, ale brak wody (blaszane pojemniki-beczki z kranem, są puste). Kilka ładnych stylowych drewnianych
wychodków; w środku niestety jest tam polska zgrzebna deska z dziurą. Skręcamy czerwonym szlakiem w lewo na Wróblik;
sympatyczne panie z PGR-u wskazują nam szlauch z wodą oraz dojazd do kąpieliska nad rzeką. Wieczór na skraju łąki,
mycie/kąpiel, ognisko. O zmierzchu Ewa nieostrożnie przechodzi przy rowerach: plusk: przymusowa druga kąpiel, jeszcze
jeden plusk: Marian skacze na ratunek, bo jest tu głęboko. Sandał znalazł się następnego dnia (ale cały sczerniał),
utopiły się jednak okulary.
Okolica staje się pagórkowata, przed zjazdem do Lidzbarka Warmińskiego (Heilsberg) po lewej Góra Krzyżowa (ładny widok na miasto,
zimą działa wyciąg narciarski). Silny upał, jeździmy po Rynku. Kościół św. Krzyża nieco podobny do fromborskiej Katedry. Zamek
sylwetką trochę przypomina zamek w Gniewie, wewnątrz wspaniały dziedziniec z arkadami. Na dziedzińcu wieje upragnionym chłodem,
w piwnicach możemy się nim napawać do woli. Ponieważ nie chcą wpuścić psa, zwiedzamy na raty. Sporo zbiorów sakralnej
średniowiecznej rzeźby drewnianej, doskonałe malarstwo, wyroby metalowe, pamiątki po Krasickim (biskupie, a nie Janku!).
Jedziemy na wschód na Stoczek Klasztorny. Zwiedzamy celę więzienną Prymasa Wyszyńskiego i rozległy, zadbany ogród, akurat przyjeżdża
autobus z pielgrzymką z Kościerzyny. Kościółek bardzo zaniedbany; zewnętrzne tynki częściowo odpadły, częściowo są odkute
przed remontem, charakterystyczne krużganki z drogą krzyżową są w stanie rozpaczliwym. Ewa doszukuje się w sklepie informacji
o dawnym przyjacielu rodziny - Staszku. Sympatyczny gospodarz wyjeżdża co prawda dziś wieczorem do Niemiec, ale zostawia nam
gościnny dom do dyspozycji na następny dzień. Wieczorem nadjeżdża nasza znajoma z poprzedniej rowerowej wycieczki po
okolicach Wejherowa: Małgosia. Wieczorem zbiera się na burzę.
Rano zostawiamy większość bagażu, robimy okrężną wycieczkę po okolicy. Przez Kiwity nad rozlewiska rzeczki do rezerwatu ptactwa,
potem chcąc nie chcąc bezdrożami i pustkami na południe do Frankowa i na wschód do Bisztynka.

Kamień w Bisztynku
W Bisztynku (Bischofstein) wielki
kamień, zabytkowy kościół z nietypowym wnętrzem, tuż przed zamknięciem sklepu kupujemy upragnioną paprykę i cebulę na kolację.
W Wozławkach stareńki kościółek z równie starym cmentarzem z niemieckimi nagrobkami. Jedziemy polnymi drogami na Trutnowo,
szukając kolejnego pałacu. Nieporozumienie: pałac usytuowany jest prawie pod Wozławkami; widzimy go z daleka, ale nie warto
już wracać. Polne drogi przez lasy, powrót asfaltem do Stoczka. Smażymy papryczkę, kasza gryczana, "szampańskie" imieniny
Mariana.
Wyjazd na północ; w Krekolach wychodzimy na wieżę kościółka. Bartoszyce (Bartenstein): stare spichrze, sympatyczny rynek,
popularny bar zapowiada ucztę - wydumane naleśniki z serem. Niestety, bar jest zamknięty: wesele; koniec marzeń, panowie...
Kościół garnizonowy, tablice pamiątkowe z czasów stalinowskich - po służbie wojskowej alumnów. Wyjazd na północ, potem przez
Skitno boczną podłą drogą wyłożoną płytami. Po drodze nasyp nieczynnej linii kolejowej z wiaduktami z napisem: Erbaut 1910.
W Judytach potężne budynki folwarczne, wjazd do parku opatrzony tabliczką: "Teren prywatny. Wstęp zabroniony". Ja takich
tablic nie zauważam, wchodzę. Rozległy park, staw nieco zarośnięty rzęsą wodną, pałac w trakcie remontu, w rozległym holu
okazałe schody. Pałacu pilnują dwa psy. Początkowo szczekają, potem dają się obłaskawić. Już po powrocie poza bramę parku,
z pałacu wychodzi jejmość z kluczami. Idzie zamknąć bramę, najwyraźniej nie odpowiada jej taka lustracja; w przeciwieństwie
do piesków nie daje się obłaskawić; odburkuje coś na wzmianki o malowniczości okolicy i ambitnych zamiarach odbudowy.
Wracamy kawałek tą samą podłą drogą płytową na Domarady, Wodukiejmy i dalej szosą na pd.-wschód na Sępopol. W Sępopolu
(Schippenbeil) okazały kościół, miasteczko najwyraźniej mocno zniszczone podczas wojny. Po 2 km skręcamy w prawo w stronę
kępy lasu nad Guberem. W pobliżu dawnych zabudowań dworskich pytamy siedzących przed domem mieszkańców o dojazd do rzeki.
Bardzo gościnnie proponują miejsca na biwak w ogrodzie tuż nad wodą, zachęcają do jabłek. Marian spełnia dobry uczynek;
pożyczoną kosą robi porządek w części ogrodu.
Naprawiamy prowizorycznie pojemnik dla psa, złamany wieczorem. 5 km w stronę Korsz: Prosna. Najpierw malownicze zabytkowe
budynki gospodarskie po PGR-rze (z kapitalną kuźnią!), potem idziemy do rozległego zarośniętego parku przypałacowego. Ruina;
pozostały tylko ściany i resztki wieży po jednym z najokazalszych pałaców w okolicy. W Sątocznie zjeżdżamy na kąpiel nad Guber:
jest upał, ale komisja nie akceptuje czystości wody... W Glitajnach zostawiam towarzystwo i bagaż w cieniu, jadę na dworzec w
Korszach po informację. W międzyczasie mocno starsza mieszkanka zalotnie komentuje zalety Mariana, co bardzo poprawia mu
samopoczucie... Na pn.-wschód w stronę Barcian. Drogosze (trzeba od drogi zjechać ok. 1 km w lewo). Oczywiście płot z tablicą
zakazującą wejścia (podobnie wokół całej posesji). Wchodzę przed okazały budynek pałacu; okna zabite deskami, do środka nie
da się wejść. Okoliczni mieszkańcy informują, że do końca lat 80-tych był to ośrodek szkoleniowy, utrzymywany w niezłym stanie,
potem bezpański popadał w ruinę, teraz wykupiony przez osobę prywatną. Niewiele on robi, ogranicza się do terenowych prac
niezgodnych z planami konserwatorskimi (za które ma kolegia), i do pilnowania (dobre i to...). Dwójka młodzieży recytuje
historię pałacu przeczytaną w książce; oby częściej młodzież interesowała się przeszłością swojej okolicy. W Barcianach
(Barten) zakupy, Marian dogaduje się z "miejscowym" brodatym oryginałem. Jedziemy na północ na Mołtajny. Jezioro trudno
dostępne i brudne, tymczasowo zatrzymujemy się przy miejscowej plaży, krótki wypad do Arklitów; po dopytywaniu się, przez
chaszcze docieramy do ruin pałacu. Potem dowiaduję się, że z powodu przygranicznego położenia, pałac w niezłym stanie oddano
"zaufanym" wojskowym, którzy jednak dopuścili do jego zniszczenia. W ciągu jednej nocy pozostały tylko ruiny. Interesujący
bardzo stary kościół, w złym stanie. Noc nad jeziorem na plaży.
Rano wyjazd na północ do Asunów; jadę kilkaset metrów do samej granicy: na szlabanie siedzi WOP-ista. W Asunach ładny kościółek
grekokatolicki. W Kolonii Łęknicy zjeżdżamy pomiędzy zabudowania w lewo. Wychodzi starsza mieszkanka chętna do wspomnień: "Akcja
Wisła" 1946 spod Tomaszowa Lubelskiego, nie kryje się z narodowością ukraińską. Z rozżaleniem wspomina niedawne odwiedziny w
rodzinnych stronach i kompletny brak zainteresowania tamtejszych nowych mieszkańców oraz miejscowego księdza. W Brzeźnicy
przecinamy Kanał Mazurski: bardzo interesującą niemiecką niedokończoną budowlę z lat 30-tych; tutaj w Kanale wody prawie
nie ma... Jedziemy w stronę Bajorów Wlk. zjeżdżając jeszcze raz nad Kanał, w rejon niewykończonej śluzy, tu już w wykopie
jest woda. W gliniance po dawnej żwirowni Marian bierze kąpiel, w międzyczasie na rowerze zjeżdża pewien pan na rowerze.
Pytam o szczegóły dotyczące Kanału i jego budowy oraz dojazdu nad jez. Oświn. Pan chwilę się zastanawia i proponuje
przewodnictwo; okazuje się, że jest to emerytowany nauczyciel miejscowej szkoły, pochodzenia ukraińskiego, ma część
domu w Bajorach i proponuje nam gościnę. Zależy mi jednak na dotarciu do rezerwatu i ewentualnym porozmawianiu z jego
Strażnikiem. To sprawa nagłośniona przez TV. Strażnik jest niezwykłą postacią, oddany całkiem swojej misji; wszedł w
konflikt z kłusującymi na terenie rezerwatu strażnikami granicznymi, zalazł również za skórę myśliwym. Jest prócz tego
rzeźbiarzem z prawdziwym ogromnym talentem i smakiem. Wygląda na to, że różni wpływowi ludzie umówili się, aby usunąć
tak niewygodnego człowieka: oskarżono go o kradzież drewna i wytoczono sprawę sądową... Jedziemy najpierw nad południowy
brzeg jeziora, skąd kapitalny widok z wysokich wzgórz na jezioro Oświn (dawniej: Nordenburskie). W międzyczasie teren
robi się ogromnie zróżnicowany, pagórkowaty, wspaniale zielony. Nasz przewodnik przypomina sobie, że tuż obok ma domek
jeden z profesorów UG z Biologii; jedziemy tam po drodze i realizujemy krótkie, sympatyczne spotkanie. Potem przedzieramy
się na piechotę przez chaszcze do siedziby strażnika; powoli zbliża się zachód słońca, tną komary. Trochę wymuszam dalszy
marsz, bo reszta towarzystwa chce wracać do rowerów. Docieramy jednak do zabudowań: właśnie oddala się spore stado koników
- jest tu hodowla Konia Polskiego (Tarpana), którą zajmuje się głównie żona strażnika. Wchodzimy do środka, oglądamy
kolekcję pięknych zdjęć koni jej autorstwa. Z panem Płońskim na razie nie udaje się porozmawiać: czeka na ważną rozmowę
telefoniczną. Okazuje się, że właśnie jutro jest kolejna rozprawa i czeka na rozmowę z adwokatem. Jednak w końcu udało
się go dopaść: rzeczywiście już z postawy i sposobu rozmowy oraz bycia widać, że jest to nietuzinkowy człowiek.
Oryginalne rysy twarzy, głębokie spojrzenie. Rozmawiamy trochę o utarczkach z ludźmi, potem pokazuje nam zdjęcia
swoich drewnianych rzeźb, głównie dla kościołów grekokatolickich w Giżycku i Kętrzynie (szczególnie niezwykły
jest imponujący ikonostas i żyrandol). Rzeczywiście, jest to i niezwykły talent i są to niezwykli ludzie; nie
wolno dopuścić, aby złość małych miejscowych człowieczków ich oboje zniszczyła... Aż się prosi, aby zachęcić ich
do założenia strony internetowej o rezerwacie ptasim, koniach i rzeźbach. Ponieważ robi się późno, strażnik
proponuje podwiezienie nas do mostku, rosyjskim UAZ-em; jest to jazda po bezdrożach i chaszczach, jak czołgiem.
Po drodze odnajduje się stadko koników zagubionych kilka dni temu. Wracamy o zmierzchu z naszym przewodnikiem do
Bajorów, rozkładamy się w gościnnym domu, wieczorem trochę rozmawiamy o miejscowych realiach życia ukraińsko-polskiego
w przeszłości i teraźniejszości. Na ścianie portret Tarasa Szewczenki, którego w pierwszej chwili bierzemy za
Piłsudskiego.
Rano śniadanie z doskonałym miodem (gospodarz jest zapalonym pszczelarzem na dużą skalę). Wyjazd najpierw jeszcze raz nad Kanał
Mazurski, tuż na północ od jez. Rydzówka jest jedyna czynna śluza: Guja. Ogromna betonowa budowla, ogrodzona na głucho płotem
z drutem kolczastym i zakazami wstępu. To ciekawe, że już w PRL-u budowle wodne były szczególnie troskliwie chronione przed
dostępem "cywilów" - nawet jeszcze bardziej, niż wiele obiektów wojskowych! I najwyraźniej to kretyństwo przetrwało do dziś...

Kętrzyn w 1915 roku
Dalej przez Srokowo (Drengfurth), ok. 25 km do Kętrzyna (Rastenburg). Pociąg do Olsztyna, przesiadka do Gdańska.
Tomasz Pluciński
www.chem.univ.gda.pl/~tomek/
P.S. W nawiązaniu do przewijającego się w trakcie wędrowki wątku niemieckiego, powyższy tekst zilustrowaliśmy przedwojennymi widokówkami z opisywanego regionu.
Zobacz na
mapie Polski, gdzie znajduje się opisywany powyżej teren.
Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 241
Warning: include(http://www.globtroter.pl/weekend/index_mid3.inc) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 241
Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.globtroter.pl/weekend/index_mid3.inc' for inclusion (include_path='.:/usr/local/lib/php') in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 241
Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 243
Warning: include(http://www.globtroter.pl/weekend/kolumna_prawa.inc) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 243
Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.globtroter.pl/weekend/kolumna_prawa.inc' for inclusion (include_path='.:/usr/local/lib/php') in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 243
Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 245
Warning: include(http://www.globtroter.pl/weekend/index_bottom.inc) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 245
Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.globtroter.pl/weekend/index_bottom.inc' for inclusion (include_path='.:/usr/local/lib/php') in /home/globtroter/domains/globtroter.pl/public_html/weekend/wycieczki/pogranicze.phtml on line 245