Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

AFRYKA OD ZAPLECZA czyli jak z przyczepą kempingową dotarliśmy na pustynię. Cz. 1 > MAROKO, SAHARA ZACHODNIA, MAURETANIA


TUI TUI Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MAROKO / Tanger / Asilah / Kemping w Asilah"Na szaloną wyprawę wyruszyliśmy z domu równo o piątej ..." Koniecznie przeczytajcie dalszy ciąg :-)

Na szaloną wyprawę wyruszyliśmy z domu równo o piątej w piękny sierpniowy poranek. Po trzydziestu dziewięciu godzinach jazdy około stu kilometrów przed przeprawą na afrykański ląd zatrzymaliśmy się po raz pierwszy by odpocząć na hiszpańskim kempingu. Nim głowy dotknęły poduszki już spaliśmy nieprzytomnie. A potem...

Sierpień wolny od turystów.
Kolejnego dnia skierowaliśmy się wprost do Tarify by tam przeprawić się na drugą stronę cieśniny. O 17.40 wypływamy. Mimo wakacji ruch raczej niewielki. Spodziewałam się tłumów, a na promie garstka ludzi. Oprócz nas nie widzę innych turystów. Pozostali pasażerowie to Marokańczycy podróżujący do pracy w sąsiadującej Hiszpanii. O 18.40 po godzinnej przeprawie dobijamy do brzegu. Razem z córką decydujemy się na zejście z promu na piechotę z innymi pasażerami. Mój mąż poszedł po auto i czeka cierpliwie na wyjazd. Musi teraz wypuścić wszystkich, którzy wjechali za nami i przez to opuści prom ostatni. Po wyjściu ze statku widzę jedynie celników, którzy czekają na końcu platformy zjazdowej, aby sprawdzić paszporty. Zatrzymuję się w połowie drogi, bez dokumentów, w szortach i lekkiej koszulce na ramiączkach, czując na sobie wszystkie spojrzenia. Obok mnie córka podobnie ubrana. Biorę ją za rękę, jakby coś to miało zmienić i sterczymy tak obie, białe Europejki narażone na chciwe oczy wszystkich tu obecnych. Każda kobieta wychodząca ze statku jest szczelnie owinięta w jednobarwny strój więc my w porównaniu do nich wyglądamy jakbyśmy były nagie. Kolejne auta opuszczające prom przejeżdżają wolno kilka centymetrów od naszych stóp. Z głębi pojazdów mężczyźni patrzą na nas łakomie, a kobiety z niesmakiem. Czekam niecierpliwie na męża chcąc już się schować do samochodu. Przeszywające spojrzenia miejscowych nie sprawiają przyjemności. Wyglądamy na zagubione, stojąc tak nieruchomo i bezszelestnie w tym portowym zgiełku i bałaganie. Następnym razem zakryję przynajmniej moje nogi, jeśli zdecyduję się na pójście pieszo...

Witaj Afryko
Na pierwszym kempingu w Asilah do którego docieramy o 20.00 zostaliśmy przywitani z uśmiechem i sympatią. Zachowanie takie jest dla tych ludzi naturalnością. Marokańskie społeczeństwo opiera się na systemie wzajemnego pomagania sobie. Czasem mogą być tak uczynni, że człowiek może poczuć się zduszony ich życzliwością. Wieczorem po długim i pełnym wrażeń dniu idę pod prysznic, aby nieznacznie się zrelaksować. Wchodzę do ciemnego i małego pomieszczenia i okazuje się, że żarówka jest przepalona. Wracam po latarkę, którą potem zawieszam na kawałku oderwanych drzwi. Trzyma się całkiem dobrze, a w betonowo szarej kanciapie robi się widnawo. Zdechłe lustro rozmazuje moje odbicie więc daruję sobie przesadne domowe rytuały, spinam szybko włosy i wskakuję pod ledwo cieknący prysznic. Ciepła woda to rarytas, chlapię się więc szybko pod chłodnym strumieniem. Wycierając się dostrzegam nad głową wielkiego jak mysz karalucha. Jego długie wąsy bujają się na wszystkie strony macając wszystko na około. Wrzeszczę z obrzydzenia bojąc się, że mi się przyczepi do włosów i pędem uciekam. W życiu nie widziałam takiego olbrzyma. W przyczepie doceniam, że łóżko i pościel mam swoją, świeżą, czystą i pachnącą domem....

Zapomniane ruiny Lixus
Kolejnego dnia już lekko wypoczęci jedziemy dalej nie zrażeni zachmurzonym niebem i wietrzną pogodą. Czy możliwe że w Afryce w sierpniu jest tak chłodno i wietrznie? Po drodze zwiedzamy ruiny starożytnego miasta. Zwiedzanie nie zajęło nam dużo czasu. Po pierwsze zaniedbane budowle nie pozwalały na swobodne spacerowanie, a po drugie roje gryzących much obudzonych przez nas nie dawały nam spokoju i kąsały po gołych nogach. Robimy kilka fotek na pamiątkę i ruszamy dalej kierując się na autostradę. Przy drodze kupujemy jeszcze świeże melony. Straganów przy drodze jest tu pod dostatkiem. O 15.00 dojeżdżamy do kolejnego kempingu. Prysznic jest pod gołym niebem. Wygląda to tak, jakby ktoś zbudował rząd kabin, a zapomniał dobudować dach. Gdyby nie niska wieczorna temperatura, pewnie by nam to nie przeszkadzało, jednak kąpiel przy tych warunkach pogodowych nie stanowi przyjemności. Znów jest chłodno, czy to możliwe? W sierpniu ? O ciepłej wodzie można tylko pomarzyć. Dobrze, że w ogóle jest jakakolwiek woda. Aż dziwię się sobie, że zostajemy w tym miejscu. To najgorszy kemping jaki mieliśmy w Maroku. Sam plac znajduje się blisko morza. To jedyna atrakcja okolicy.

Casablanca i zaklęcie rzucone na pogodę.
Do Casablanki dostajemy się dość sprawnie i szybko. To największe i najnowocześniejsze miasto Maroka liczące ponad 3mln mieszkańców. W odróżnieniu do innych miast, młodzi ludzie chętnie opalają się na plaży, grają w gry i chodzą do licznych klubów. Nie ukrywają swojej twarzy, ani wdzięków ciała, są bardziej Europejczykami niż Marokańczykami. Po spacerze ulicami Casablanki można zajrzeć na długą plażę, gdzie na jej końcu znajduje się grobowiec Sidi Abd ar - Rahmana, leżący na skalistej wysepce oddalonej o dwieście metrów od wybrzeża Atlantyku. Dotrzeć tam można w czasie odpływu. W Maroku jest dużo takich grobowców, do których przychodzą ludzie szukający ozdrowienia lub błogosławieństwa w trudnych chwilach. Udają się do grobowca, modlą się, składają ofiarę lub proszą miejscową czarownicę o rzucenie zaklęcia. My poprosimy o wakacyjną pogodę.
Po krótkim zwiedzaniu jedziemy dalej, a z pomocą miejscowej ludności docieramy do autostrady, gdyż znaki w nieturystycznej części miasta są nieczytelne. Czeka nas teraz około 250 kilometrów przeprawy. Cała droga to wyzwanie dla kierowców nie lubiących monotonii za kierownicą. Prosta, pusta dwupasmowa autostrada ciągnie się przez wiele kilometrów przez nie zaludnione tereny. Czasem tylko w oddali widać skromne zabudowania. Przez pierwszą połowę drogi krajobraz jest niezmienny. Lekko zielone równiny niekiedy zarysowane niewielkim wzniesieniem ciągną się długo i sprawiają, że podróż może być nużąca. Dopiero w połowie drogi nieoczekiwanie zmienia się krajobraz na bardziej egzotyczny, gdyż ziemia przybiera rudawy odcień, a wyjałowione ze wszystkiego niewielkie wzgórza pozwalają dostrzec ich przepięknie wyeksponowane kształty. Żółty odcień słońca ustąpił miejsca białemu przez co wydaje się jeszcze bardziej gorące, a niebo z tego gorąca zrobiło się mleczno białe. Rozgrzane powietrze faluje przed oczyma i powoduje, że prosta przed nami droga znika w oddali w barwach ziemi, a auta jadące z przodu jakby unosiły się w powietrzu Temperatura w końcu zaczyna podnosić się w górę i z początkowych 25C robi się 36C i nie przestaje rosnąć. Czyżby czary zadziałały?

Marrakech i upragnione lato.
Kemping przywitał nasz czystością w iście europejskim stylu. Zadbany ogród wypielęgnowane alejki i basen skłoniły nas do natychmiastowej decyzji, że zostajemy na dłużej. Trzeba przecież w końcu wypocząć, gdyż wcześniej warunki nam nie sprzyjały.
Po szybkim posiłku i krótkim odpoczynku namówieni przez kempingowego „opiekuna” turystów, jedziemy na bazar do Marrakech. Ponoć jutro (niedziela) ma być zamknięty, więc dziś mamy jedyną okazję. Targ jest jedną z najważniejszych części każdej starej dzielnicy arabskiej. Kupić tam można prawie wszystko. Wieczorem, po długim i męczącym spacerze ciasnymi uliczkami medyny wypoczywamy nad basenem.
W nocy powietrze stało w bezruchu nie dając nawet skrawka wytchnienia. Miotaliśmy się w swoich łóżkach z boku na bok, próbując wypocząć w tej duchocie. Każde z nas budziło się często sięgając po butelkę chłodnej wody. Mimo sporej dawki przyjmowanych płynów, nikt z nas nie musiał biec do toalety. Przez skórę na bieżąco parował nadmiar wody. To była ciężka noc. Dopiero nad ranem, gdy zaczęło się robić jasno, czuć było delikatne orzeźwienie. Ale wtedy już wstawaliśmy, by jechać dalej, by szukać prawdziwej pustyni, jakby jeszcze było nam tego mało...
Na przestrzeni około 200 kilometrów minęliśmy tylko kilka aut i autokarów. Jeden z nich spalił się na drodze, czego byliśmy świadkami. Ludzie w pośpiechu wybiegli na jezdnię. Rozgrzane auto zajęło się ogniem w kilka chwil. Nim pomoc nadjedzie z odległych zakątków, spali się do cna.

Uśpione rejony Sidi Ifni
Wczesnym popołudniem dojeżdżamy szczęśliwie do kempingu przy skarpie na plaży w środku miasta. Trafiliśmy tu kierowani instynktem, gdyż znaków w mieście nie było żadnych.
Pusty teren campingu wydał nam się nieczynny. Nieśmiało szukamy żywej duszy zaglądając do środka. Na końcu podjazdu leży ktoś na ziemi drzemiąc smacznie. Słysząc nas otwiera oczy. „ Czy otwarte?” pytam od razu. „Tak” – odpowiada podnosząc się z ziemi. „To dlaczego tak pusto i nikogo nie ma?” Bo to nie sezon”. Sierpień i nie sezon? – myślę sobie. To ciekawe kiedy przyjeżdżają tu turyści.
Opiekun placu otwiera nam bramę i wpuszcza do środka. Na wielkim terenie wybieramy sobie miejsce, które najbardziej nam pasuje. Mamy do wyboru wszystkie.
Pobyt tutaj nie wydaje nam się atrakcją. Mocny wiatr nie pozwala na spokojne wypoczywanie i dlatego postanawiamy jechać dalej w poszukiwaniu miejsca, które nas zauroczy. To nie jest tym, którego szukamy. Coś gna nas dalej i dalej. Czy uda nam się trafić do wymarzonego raju...?

Ucieczka w ciszę.
Jedziemy wąską drogą nie mijając nikogo. Świat jakby został gdzieś w tyle, jakby jeszcze spał. Wokoło panuje całkowita cisza i słychać tylko warkot naszego silnika. Jest cudownie spokojnie. Gdzieś po drodze zatrzymujemy się na chwilę rozprostować kości. Wyłączamy silnik i próbujemy wsłuchać się w jakieś dźwięki, lecz nie słychać nic oprócz chrzęszczącego piasku pod naszymi stopami. Stajemy w bezruchu nasłuchując czujnie. Cisza. Ptaki nie ćwierkają, muchy nie bzyczą, świerszcze nie cykają, nie szumią liście na wietrze, pies gdzieś nie szczeka... Nie słychać zupełnie nic ani tu, ani w oddali. Nie wyłapujemy uchem żadnych dźwięków. Czy to możliwe, aby w przyrodzie panowała zupełna cisza? Świat stanął w miejscu. Całkowicie. Cudowne ukojenie dla duszy...

Prawdziwe oblicze afrykańskiej pogody.
TanTan to ponure miejsce sprawia wrażenie przemysłowego i próżno tu szukać wakacyjnych klimatów, mimo że brzeg morza i plaże mamy w zasięgu wzroku. Kilka kilometrów za miastem rozlane nad drogą gęste mgliste mleko spowalnia tempo naszej podróży, a obniżona temperatura nie daje poczucia, że jesteśmy na tak odległym południu. Mgła ciągnąca się przez wiele kilometrów powoduje, że zaczynam wątpić czy w ogóle mamy szansę na lepszą pogodę, zaczynam wątpić czy w ogóle jestem w Afryce. Widoczność jest nie większa niż 150 metrów, słońce schowało się całkowicie, a temperatura nie chce drgnąć i stoi na poziomie 20C. Przedłużająca się jazda tą prostą jak drut drogą w tej niesprzyjającej aurze powoduje wyjątkowe znużenie. Jeżeli jest to typowa pogoda dla tej części kraju to już rozumiem dlaczego nie ma tu żadnych turystów, a plaże są całkowicie wyludnione. Ja też nie chcę już tu być. Ale gdzie jest prawdziwa Afryka?

Po kilkudziesięciu kilometrach droga zjeżdża z nadbrzeżnego klifu i obniża się do poziomu morza dzięki czemu gęsta mgła zostaje nad naszymi głowami poprawiając widoczność. Teraz tworzy nad nami biały dach i nie pozwala słońcu na rozjaśnienie nam drogi. Nie zwiększamy też tempa gdyż piaski Sahary nawiewane przez wiatry blokują swobodne przejazdy. Zupełnie jak u nas śnieg zimą. Droga wiedzie teraz blisko morza i czasem mam wrażenie jakbyśmy jechali po plaży. Twarda ziemia zmienia się w sypki piasek, a roślinność zrobiła się bardzo uboga. Kolor asfaltu jest również piaskowy przez co w oddali zlewa się z otoczeniem. Gdyby nie biała linia namalowana po środku, nie było by widać jak przebiega. Jedziemy dalej i dalej nie zrażeni monotonnością. Nie zmieniający się krajobraz przez kolejne godziny powoduje, że mam wrażenie jakbyśmy stali w miejscu, a za szybą ktoś z makietą przesuwał tylko uciekający obraz. Jak wiele kilometrów może być ciągle to samo za oknem? Czy to już omamy wzrokowe, zmęczenie? Czy to możliwe, że są takie miejsca na świecie? I ciągle ta sama prosta, jak sznurek, droga. Można zamknąć oczy i puścić kierownicę. Samochód i tak będzie dalej jechał we jedynym kierunku. Ale czy właściwym kierunku...?

Wiatr – nasz uczestnik wyprawy.
Jedynym powodem dla którego warto zapuszczać się tak daleko na południe w kierunku Bojadour jest dalsza podróż do Mauretanii lub chęć przeżycia czegoś niezwykłego. My chcemy to właśnie przeżyć. Cała trasa od Sidi Ifni do Bojadour to długi odcinek drogi dlatego warto często się zmieniać za kierownicą. Zbytnie zmęczenie może być zgubne, gdyż w porę można nie dostrzec wylegującego się na jezdni wielbłąda.
Jest 18.00. Umordowani docieramy do kempingu. Jak każdy poprzedni jest zupełnie pusty. Szukamy kogoś z obsługi. Aż dziwię się, że w ogóle ktoś to dogląda. Z pomieszczenia wychodzi zaspany pracownik. Czy oni w ciągu dnia ciągle tylko śpią? Otwiera nam bramę i wpuszcza do środka. Cały plac dla nas. Jak zwykle. Możemy sobie wybrać najlepsze miejsce.
Szykuję posiłek i zastanawiam się, jak właściwie mamy zjeść w tym przeraźliwie wietrznym powietrzu. Mąż rozstawia krzesła, ale szybko się przewracają, mimo że mają metalowe, ciężkie nóżki. Raz, drugi, trzeci ciągle latają wygrywając z nami w tym starciu. Stolik trzyma się pewniej, co nie zmienia faktu, że trudno będzie coś zjeść. Nie poddajemy się jednak. Trzeba korzystać z uroków wakacji. W każdych warunkach...
Po krótkim odpoczynku zakładam ciepłą bluzę i idziemy na spacer nad morze. Jest nieprzyjemnie i zimno. Tracę powoli nadzieję i zapał do dalszej drogi. Pokonywać tyle kilometrów tylko po to, by czas spędzać w przyczepie? Nie tak to sobie wyobrażałam. Przed nami kolejne 700 kilometrów. Jechać dalej czy wracać? A jeśli niżej będzie ciągle tak samo? Gdzie się podziały prawdziwe afrykańskie klimaty? Czy całe wybrzeże jest tak bardzo zimne i wietrzne? Plaża jest zupełnie pusta, a woda zimna. Nic nowego. O kąpieli nie ma mowy.
W nocy budzę się szarpnięta podmuchem wiatru. Mimo zmęczenia nie mogę zasnąć, gdyż buja naszym małym domkiem niczym pociągiem w czasie drogi. Brakuje mi tylko charakterystycznego dźwięku „tutu, tutu, tutu...” Wiatr hula na zewnątrz, a my jak w kuszetce bujamy się na boki. Ile to jeszcze potrwa. Ja chcę do domu...!

Droga dla wytrwałych.
Do Dakhla to kolejna prosta i pusta trasa. Jest dobrej jakości więc swobodnie moglibyśmy rozwinąć prędkość gdyby nie nasz przyjaciel wiatr wiejący od czoła. Przez niego nasze auto nie może nabrać odpowiedniej prędkości. Sama jezdnia, jak na jedyną drogę w tym kraju, jest całkiem dobrej jakości. Spodziewaliśmy się szutrów, ale jesteśmy mile zaskoczeni w miarę równą i wcale nie dziurawą drogą. Tylko brzegi są mocno obszarpane i wyglądają jakby były nadgryzione przez jakieś wielkie zębiska. Brak jakiegokolwiek ruchu pozwala nam jednak jechać środkiem. Tylko co kilkadziesiąt kilometrów mijamy pojedyncze auto, a pozostałą trasę pokonujemy w zupełnym pustkowiu. Coś niesamowitego. Jak można jechać kilka godzin i nikogo i nic nie napotkać? Czy to możliwe? Czujemy się jakby ktoś przesuwał nam ciągle ten sam obraz przed szybą samochodu, a my stoimy w miejscu, bujani sztucznie ruchem auta. Na obrazie tylko żwirowa ziemia, płaskie przestrzenie i tylko my. My, my i my. Wszystko inne wymarło. Nawet ptak nie przeleci, a na szybie nie ma żadnego „złapanego” owada. Poza ziemskim pyłem szyba jest czyściutka. Chyba mam omamy...
Za Dakhla droga jest już bardzo dobrej jakości z nowym asfaltem. Mkniemy szybko, na tyle na ile pozwala nam nasz mobilny zestaw, nie mijani przez nikogo. Świat jest nasz, cały. I tylko nasz. Jedziemy znów wybrzeżem ponownie prostą i nudną trasą. Nie wyobrażam sobie powrotu, ale nie mamy innego wyboru. To jest jedyna droga, która znajduje się na Saharze Zachodniej. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe? Płaskie tereny nie przynoszą niczego nowego. Ostatnia stacja benzynowa jest zaraz za El Argub, kolejna przed samą granicą. To około 300 kilometrów bez możliwości zatankowania. Staraliśmy się mieć zawsze spory zapas paliwa. Jego brak zmusiłby nas do zimowania w tym miejscu. Może warto było nie zatankować...?
O 15.30 dojeżdżamy do granicy Mauretanii. Dwie małe pomarańczowe wieżyczki na piaskowym bezludziu i powiewające na wietrze czerwone flagi widoczne są z daleka. Za nimi niewielki plac graniczny, na którym niewiele się dzieje. Kilka samochodów ciężarowych i my. To jedyni uczestnicy odprawy.




Wybrane fragmenty książki „Afryka od zaplecza”. Książka dostępna w księgarniach internetowych i w formie e-book. Pełna wersja zawiera wszystkie dane potrzebne przy planowaniu wyprawy. Zapraszam również na blog: swiatodzaplecza.blog.pl

Zdjęcia

MAROKO / Tanger / Asilah / Kemping w AsilahMAROKO / Rabat / Rabat / Malownicza linia brzegowa MAROKO / Casablanka / Casablanka / Ulice CasablankiMAROKO / Sidi Ifni / Kemping Sidi Ifni / Uśpione Sidi IfniMAROKO / autostrada w stronę Marrakech / Marrakech / W sierpniowym upale nawet auta nie wytrzymująMAROKO / Lixus / Lixus / Zapomniane ruiny LixusMAROKO / Tan Tan / Tan Tan / Zasypane ulice w drodze do Tan Tan

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

tytuł licznik ocena uwagi
Maroko - afryka od zaplecza 142 GPS, opis drogi przejazdu, jakość dróg, pogoda, opłaty, noclegi, koszty paliw i wiele innych
Maroko 90 Opis drogi dojazdu wraz z cennymi wskazówkami dla każdego podróżującego.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl