Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Sajgon w głowie > WIETNAM


Netta Netta Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie WIETNAM / Poludnie / Wietnam / Powrót do WietnamuZa plecami słyszę – „duran, duran!” i śmiech na targu. Na rozpostartych matach leżą sterty trzciny. Ta, duszona w prasie wyda z siebie, ostatnie soki, podobnie jak spore krokodyle pieczone na rusztach.
Smak duriana ciągnie się wiele godzin.
Kiedy słońce zachodzi, pomiędzy straganami pieką się sajgonki z prowizorycznego grila. Zbiegają się dzieciaki, a ja rozdaję ostatnie drobiazgi.

Południe, znane z hollywoodzkich filmów - gorące, parne, pełne pełzania, strzykania jadem i malarii. Ale wybrałam południe, bo nie ma nic gorszego, niż zimno, o 14 godzin lotu od wilgotnej zimy.
I oto socjalistyczny Wietnam, wita w mieście wujka Ho. Lepiej znanym jako Sajgon. Już pierwszego dnia potwierdza się, że 4 miliony skuterów na ulicach tego miasta, to fakt. Przytłaczająca ich liczba wydaje się bezładna i gotowa rozjechać każdą przeszkodę na drodze, Po kilku dniach, podróżnik odnajduje mapę w ruchomym labiryncie. Początkowo zdawało się, że pozostanie na zawsze, po jednej stronie ulicy jest lepsze. Skutery mijają przechodnia wężowymi ruchami, a wietnamskie twarze w kaskach, pozostają zupełnie niewzruszone. Nagłe zderzenie skutera z autobusem zatrzymuje mnie na środku tej rzeki. Ale spokojnie. Kierowca staje i bez emocji patrzy w dół. Para młodych ludzi zbiera kaski z zatłoczonej ulicy, otrzepuje się i jedzie dalej. Przemykam na drugą stronę! Po czasie wchodzę w rytm, nie czuję spalin, a miasto pozbawione pierwszych palpitacji, okazuje tę lepszą, barwną stronę.



Plaże bez końca...
Kilometry dzikich plaż, w końcu Wietnam to ponad 2000 km wybrzeża. Nie być nad morzem to dopiero sztuka! Od wysokich klifów, po czerwone wydmy i dżunglę, która wdziera się w plaże i pochyłe palmy. A na Morzu Południowochińskim, rybacy niestrudzenie zarzucają sieci. Jednak Wietnam, to królestwo kawy, a kraj jest drugim producentem robusty na świecie. Aromatyczna kawa, której czekoladowa woń rozchodzi się wszędzie, podawana jest jako – kafe suda, z gęstym słodkim mlekiem, mocnym naparem i dużą ilością lodu. Ze słomką umoczoną w foliowej torebce. Powszechne jest siorbanie, cmokanie i uwielbienie dla kawy. Kto lubi owoce, jest w raju. Dla amatorów mocniejszych wrażeń żmijówka i wąż, podawany jako danie główne. Wąż zabijany jest na miejscu, a wciąż bijące serce, zjada, właściwie łyka, spragniony wrażeń konsument. Potem dla dodania animuszu, zapija żmijówką, z dodatkiem żółci nieszczęsnego węża. Ten, być może, w kolejnym wcieleniu…będzie miał szanse odgryźć się – na turyście.

Pieczony krokodyl, jajka i duriany
Co najgorszego jadłam w Wietnamie? Same dobre rzeczy. Prawie.
Duriany omijałam zawsze szerokim łukiem. Do teraz. Próbuję na targu, gdzieś pomiędzy licznymi dopływami Mekongu.
Po dziś czuję w ustach smak i zapach duriana, o cudownym, waniliowym kolorze miąższu i delikatnym, rozpływającym się w ustach kremie. Ale co za smród! Mam odruch, starsza kobieta za stertą owoców wytyka mnie palcami i zaśmiewa się. Uciekam w stronę rzeki, ale krok dalej znów drażnią zmysły suszone ryby i… drobne krewetki. W klatce siedzi ledwie żywy kot. Pluję durianem, w ustach mam smak smażonego czosnku, zepsutej cebuli i zielonego banana.
Za plecami słyszę – „duran, duran!” i śmiech na targu. Na rozpostartych matach leżą sterty trzciny. Ta, duszona w prasie wyda z siebie, ostatnie soki, podobnie jak spore krokodyle pieczone na rusztach. Smak duriana ciągnie się wiele godzin.
Kiedy słońce zachodzi, pomiędzy straganami pieką się sajgonki z prowizorycznego grila. Zbiegają się dzieciaki, a ja rozdaję ostatnie drobiazgi. Gram w zielone, poproszę: miętę, kolendrę, kiełki… mięsa nie jem od lat. Za to dostałam zamiennik. Nim się obejrzałam, wyraźnie uradowana właścicielka skromnego przybytku, dorzuca na moją sajgonkę trzy malutkie jajeczka, wielkości orzeszków. Po paru gryzach, pytam odręcznie – Co to było? Pani pokazuje umorusanym palcem, na podfruwające wróble. Nikt się nie śmieje.
Tego dnia jajka wygrały z durianem. Oba zapachy i smaki prześladują mnie jeszcze bardzo długo.

Czas na mszę
Sprzeczności pogodzone: naprzeciwko starego klasztoru zen, powiewają czerwone flagi, sierp i młot.
W górach ulokował się malowniczy klasztor, pomiędzy polami kawowców, sosnowymi lasami, wśród jezior. Niebo wydaje się bliższe, a ostre, górskie powietrze wymiata myśli. Ale nie tylko. Dzwon klasztorny ma moc oczyszczenia, kiedy za parę tysięcy dongów – buddyjski mnich odmawia mantrę, każe usiąść wewnątrz i uderza gongiem. Drży nawet śniadanie w żołądku. Po chwili spokój. Stan krótkiej medytacji, przerywa głośne – Next. Cóż, mnich też człowiek, a inni czekają.
Kolejne świątynie buddystów, hinduistów i kościoły katolickie, ubrane w chryzantemy. Wszystko się pomieszało. Niedługo chiński nowy rok, więc ulice i świątynie, sklepy, stragany, a nawet skutery migają tysiącem lampek. Większość Wietnamczyków ma luźny stosunek do religii, przynajmniej tak deklarują w socjalistycznym kraju. Coś nam to przypomina.
Spieszymy się, w południe, w Tay Ninh jest msza kaodaistów. To zupełnie nowa religia, powstała w latach 20-tych ubiegłego wieku, a jej początkiem były seanse spirytystyczne, w czasie których objawiło się boskie przesłanie i znak – lewe oko boga. Religia połączyła buddyzm, chrześcijaństwo, taoizm i konfucjanizm – w jedno. Liczna rzesza wyznawców, ponoć 6 mln wiernych, modli się, żyje, a w Tay Ninh ma główny ośrodek i swoją szkołę, przedszkole i mieszkania. Wewnątrz kolorowej świątyni, było tłoczno, głośno, biało od strojów kaodaistów. Niczego nie zrozumiałam z tej idei i psychodelicznych śpiewów.

Powrót do Wietnamu?
Zanim turysta doliczy się zer w 100 lub 10 tys dongów, sprawny sprzedawca, może udać, że reszty nie ma. W jakim języku będziemy się dochodzić racji? Nie liczcie na policję.
W turyście jest wiara. Niestety, jak wszędzie w świecie, znajdą się cwaniacy. Mnie obskoczyły w osadzie rybackiej kobiety – które obierały owoce morza. Sprytnie im to szło. – Tak, tak można robić zdjęcia – zachęcały gestami.
Potem każda wyciągnęła rękę, potem drugi raz i trzeci. Wietnamki są drobniutkie, ale silne i było ich kilka. Turystka jest duża i nie wie o co chodzi. Może trzeba było jechać do resortu i pić drinki, zamiast włóczyć się w samotności.
Kiedy zaczynają mnie pchać, dotykać, potem szarpać, wiem, że od regularnego oklepywania, dzieli nas cienka linia. Wtedy przychodzi z pomocą … Budda.
Po drugiej stronie jest mała świątynia i niewielki posąg, który świeci bielą w słońcu. Na migi pokazuję go kobietom, potem czynię rozpaczliwe gesty. Miało to znaczyć – Patrzy, a kiedyś będziecie musiały opuścić to cudowne miejsce nad brzegiem morza, i za to, że jesteście dla mnie niedobre, kolejne życie wieść będziecie, jako ta meduza wyrzucona na brzeg.
Na ten mizerny wywód pokazuję meduzę, z rozpędu zdechłą rozdymkę i ślimaki oraz kolejno każdą z pań. Naturalnie zwracam się do Buddy, który kamiennie się uśmiecha i składam mu ukłon.
Nastąpiła chwilowa konsternacja, nagle wszystko ucichło. Kobiety pomruczały coś ozięble i szybko wróciły do swojej pracy. Okazało się, że pomimo spódnicy, potrafię nieźle biegać.









Czy wrócę do Wietnamu? Z pewnością.
W drodze na Borneo

Zdjęcia

WIETNAM / Poludnie / Wietnam / Powrót do Wietnamu

Dodane komentarze

ru_da dołączył
16.06.2014

ru_da 2017-12-06 20:08:51

Z przyjemnością przeczytałam.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Strefa Globtrotera

Najaktywniejsi Użytkownicy

Nowi użytkownicy

Nowości

02-03
Wymarzone Filipiny

El Nido położone w północnej części filipińskiej wyspy Palawan, od dawna było jednym z moich podróżniczych marzeń. Czy wyobrażenia znalazły potwierdzenie w świecie rzeczywistym? Jeśli chcesz znać odpowiedź na tak postawione pytanie, to poświęć kilka chwil na przeczytanie tego artykułu.

02-02
Dotknąć przyrody Afryki

Są miejsca na świecie, gdzie główną atrakcję stanowią zabytkowe budowle, ale są też takie, gdzie największą atrakcją jest przyroda. Bez wątpienia do tych drugich należy Republika Południowej Afryki.

02-01
Znikająca Wenecja...
12-28
Promuj swojego bloga na Globtrote...
12-23
Boże Narodzenie w Betlejem...

Ostatnio Komentowane

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2017 Globtroter.pl
js/custom.js"> ?>