Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

ANTARKTYDA CZ. I > ANTARKTYDA


wojt64 wojt64 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / WIENCKIE ISLAND / 7 KONTYNENTPolecamy lekturę dziennika z mroźnej podróży na Antarktydę. Kto wie, może Wy także zamarzycie o tym kierunku? ;-)

Dziennik z podróży na Antarktydę. Trasa: Warszawa-Berlin-Madryt-Buenos Aires-Ushuaia-rejs na Antarktydę 10dni-Ushuaia-Buenos Aires-Madryt-Berlin-Warszawa


13 marca 2014 r czwartek

Godz. 4:45 – wyjazd z domu. 170 km do przedmieść Warszawy przejechane w 2,5 godziny. Dojazd do lotniska przez Warszawę prawie 1,5 godziny. Bardzo się martwię, że się nie boję. Ponoć tylko głupcy się nie boją. 10:45 wylot do Berlina na lotnisko Tegel położone ok. 30 minut jazdy autobusem miejskim od centrum.

Wysiadłem przy Hauptbanhof . Przeszedłem przez most na Sprewie. Pierwszym oglądanym budynkiem był neorenesansowy budynek Reichstagu oszpecony szklaną kopułą /podobnie jak dworzec kolejowy w Lublinie z doklejonym fragmentem z innego świata/.

Z tym budynkiem bardzo kontrastują zbudowane obok, już w zjednoczonym Berlinie, futurystyczne kształty budynków władz Berlina i Brandenburgii. Następnym obowiązkowym punktem była Brama Brandenburska, od czasu zjednoczenia Niemiec symbol pokoju i wolności. Po przejściu przez bramę skierowałem się wzdłuż nieistniejącego muru na Potsdamerplatz.

Kolejny raz duże wrażenie zrobił na mnie pomnik zagłady Żydów zbudowany w 2005 roku. składający się z 2711 betonowych bloków ustawionych w równoległych szeregach na powierzchni prawie 20.000m.kw. Znakiem czasu jest fakt, że obecnie teren pomnika stał się miejscem do zabawy dla dzieci i młodzieży.

Idąc dalej wzdłuż „muru” doszedłem do kolejnej atrakcji Berlina: „Check point Charlie”, który w okresie zimnej wojny był jednym z głównych przejść granicznych pomiędzy NRD a Berlinem Zachodnim. Niejako z historycznego obowiązku zwiedziłem bardzo przygnębiające muzeum Muru Berlińskiego /audio guide po polsku/ Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości ludzi, którzy próbowali opuścić ten najszczęśliwszy ze światów. Na przykład dwie osoby ukryte w spawarce ciągniętej przez samochód, którym posiadający stosowne zezwolenia spawacz jeździł sprawdzać konstrukcję muru od drugiej strony. Jełopy na granicy zawsze bardzo dokładnie sprawdzali samochód, a nie przyszło im do głowy, że ludzi można przewozić w spawarce.

Po tych przygnębiających przeżyciach skierowałem się na pochodzący z XVII wieku Gendarmenmarkt ponoć jeden z najpiękniejszych placów w Europie. Centrum placu zabudowane jest budynkiem sali Koncertowej. Po lewej stronie sali zbudowano Katedrę Niemiecką a po prawej Francuską. Przed salą Koncertową znajduje się pomnik Friedricha Shillera.

Już trochę zmęczony skierowałem się, przez najstarszą część Berlina Nikolaivierter, na Alexanderplatz. Po drodze obejrzałem pochodzący z XIII wieku koścół Św. Mikołaja. Alexanderplatz ostatnio zwiedzałem w 1982 roku. Ze smutkiem konstatuję, że oprócz kolorowych reklam niewiele się zmieniło. Ta sama obskurna wieża tylko tramwaje nowocześniejsze. Już prawie padnięty ze zmęczenia rzuciłem okiem na Katedrę Berlińską – główną świątynię ewangelicką w Niemczech. Po tych wrażeniach prawie na czworaka przespacerowałem się najsłynniejszą ulicą Berlina: Unter Der Linden. Kiedyś przy tej ulicy była nasza ambasada, ale nawet rozrzutny Sikorski uznał, że lepiej ten teren sprzedać a ambasadę przenieść w inne miejsce. Niesamowite wrażenie robi zlokalizowana przy Unter der Linden ambasada Rosji. Wg mnie co najmniej 3 razy większa niż budynek Reichstagu. Budynek ten wręcz dominuje w centrum Berlina nieopodal Bramy Branderburskiej. Ledwie żywy wsiadłem do autobusu miejskiego i po 23 minutach byłem na lotnisku Tegel. Sprawność komunikacji miejskiej potwierdza tezę o dobrej niemieckiej organizacji. W samolocie do Madrytu padłem. Na lotnisku w Madrycie zobaczyłem co znaczy szastać unijnymi pieniędzmi. Lotnisko wielkości Szeremietiewa. Bardzo nieprzyjazne do przesiadki.

Na moje oko podobnie jak w Moskwie 3 razy za duże na obsługę aktualnej ilości pasażerów. Odległość od strefy Shengen do odlotów międzynarodowych pokonuje się pociągiem i piechotą prawie godzinę. Pewnie Hiszpanie uznali, że terrorystom nie będzie się chciało nieść bomby tak daleko i zrezygnowali z kontroli bezpieczeństwa przed wejściem do samolotu.

Ze względów marketingowych Iberia kieruje mnie przez wejście dla business class przydzielając mi najgorsze,niewygodne miejsce w klasie ekonomicznej. Chodziło im o to abym w drodze powrotnej upgradował swój bilet do wyższej klasy.

Polak potrafi – dlatego znalazłem inne wolne miejsce z wolnym fotelem obok.

Piątek 14 marca

Tylko 13 godzin lotu i już jestem w Buenos Aires. Odprawa paszportowa wyjątkowo szybko i sprawnie. Odprawa celna 1,5 godziny stania w kolejce. Ze zmęczenia zapomniałem dać celnikowi deklarację, a on prawdopodobnie z latynoskiego stosunku do pracy zapomniał mnie o nią poprosić. Jeszcze tylko 1,5 godziny czekania i już jestem w busie do hotelu. Ok. godziny jazda. W hotelu tylko 40 minut zameldowanie i już o 14 jestem w pokoju. Od wyjścia z domu minęło ponad 37 godzin. Za oknem następuje oberwanie chmury i leje do wieczora. W foliowym płaszczu wychodzę na deptak Florida. Po 5-u minutach spodnie mam mokrusieńkie od kostek do ud. Trudno. Wymieniam euro u konika „cambio”. Moim świadkiem jest recepcjonista w biurowcu, który potwierdza autentyczność otrzymanych przeze mnie banknotów. Całkiem jak u nas za komuny. Dostaję kurs 14 pesos za 1 EURO. Hotel proponował 10 pesos. Zaopatrzony w gotówkę zjadam argentyńską wołowinę w lokalnej knajpie i przemoczony wracam do hotelu. Przynajmniej internet działa poprawnie. Jest godz 21 czas spać. Jutro pobudka o 2:50 i wylot do Ushuaia w Patagonii.

Sobota, 15 marca

2:50 nad ranem budzik w komórce na moje szczęście zadziałał w przeciwieństwie do recepcji, która w latynowskim stylu zapomniała mnie obudzić. Błyskawicznie zjadam śniadanie. Dzień wcześniej oprócz budzenia zamówiłem na 3:15 taksówkę na lotnisko, za którą zapłaciłem z góry. Latynowski kierowca taksówki dostosował się do stylu pracy i przyjechał po dwóch interwencjach z recepcji, które były konsekwencją moich interwencji.

Opóźniony prawie pół godziny w stosunku do planu dojeżdżam na lotnisko i widzę kolejkę do check in na wiele godzin czekania. Przerażony staję na końcu kolejki. Do wylotu pozostała godzina z małym hakiem. Po 15-u minutach stoję w tym samym miejscu. Rozpoczynam nerwowe bieganie wzdłuż kolejki i ze zdziwieniem zauważam, że w kolejce głównej jest dodatkowa kolejka wewnętrzna. Wciskam się do tej kolejki i udaje mi się nadać bagaż. Nie muszę dodawać, że nie było żadnej informacji ani organizacji kolejki do check in, a o zbliżonej porze odlatywały 4 samoloty w różnych kierunkach.

Nie wiem jakim cudem, ale w samolocie byłem o czasie, mój bagaż doleciał również i po trzech i pół godzinach lotu, pół godziny przed czasem, znalazłem się na lotnisku w Ushuaia – najdalej na południe wysuniętym mieście na świecie.

Po odstaniu w kolejce do informacji turystycznej dowiedziałem się od Pani, że niczego się nie dowiem ponieważ Pani nie mówi po angielsku. To bardzo ciekawe ponieważ ok. 50% turystów przylatujących do Ushuai to turyści angielskojęzyczni. Dostałem od Pani plan miasta i Parku Narodowego Tierra Del Fuego /części po argentyńskiej stronie granicy z Chile/.

Na moje szczęście taksówkarz mówił po angielsku i po 10-u minutach byłem przed główną informacją turystyczną w mieście. Od miesiąca przed odlotem próbowałem wykupić przez internet kilkugodzinną wycieczkę do parku narodowego. Ze względu na mój przylot ok. 10 rano lokalne biura proponowały mi wyłącznie wycieczkę prywatną, To znaczy, że zabiorą mnie z lotniska i zawiozą do Parku Narodowego, gdzie będę mógł zwiedzić oznaczone szlaki i ścieżki. Cena ok. 200 USD. Taksówkarz zaproponował mi to samo za 80 USD. Pani w głównej informacji turystycznej poradziła mi abym pojechał minibusem – odjazd z centrum miasta 200 m od portu. Odjazd minibusa o każdej równej godzinie powrót tak samo. Cena przejazdu w obie strony 17 USD.

Bus, tak samo jak taksówka zawiózł mnie do najdalej wysuniętego punktu w Argentyńskiej części Parku Narodowego. Z tego punktu oznaczonymi szlakami i ścieżkami dotarłem do najbliżej wysuniętego punktu w Parku. W busie zostawiłem główny bagaż, i rozpocząłem fantastyczne zwiedzanie mijając po drodze wiele grupowych wycieczek, które rozdeptywały się nawzajem. Miałem wielkie szczęście, ze nie wykupiłem takiej wycieczki.

Zmęczony, ale usatysfakcjonowany wróciłem busem do centrum i udałem się do portu. Okazało się, że w tym dniu odpływa z portu jeszcze kilka innych statków w tym 4 piękne żaglowce, na których adepci żeglarstwa szykują się do opłynięcia Przylądka Horn. Ponoć dopiero po opłynięciu tego przylądka zostaje się prawdziwym żeglarzem. Na nabrzeżu setki ludzi i orkiestra żegnająca statki podobnie jak u nas kiedyś Batorego. Z zadowoleniem konstatuję, że m/s Ortelius, którym płynę prezentuje się najlepiej z trzech kierujących się na Antarktydę statków. Posiada nawet lądowisko dla helikopterów /ciekawe tylko czy jakiś pilot wylądowałby na statku, który płynie przez burzliwe wody Cieśniny Drake\'a.

Zwiedzając Park Narodowy spotkałem kilku Polaków, którzy również płyną na Antarktydę , ale innym statkiem.

Zaokrętowany zostałem w kajucie 3 osobowej wraz z dwudziestokilkuletnimi: Słoweńskim Austriakiem i Chińczykiem, który po raz pierwszy był poza Chinami.

Austriak jest studentem ostatniego roku prawa i za pieniądze zarobione przez kilka miesięcy od początku lutego jest w podróży. Zaczął od Kolumbii, przez Ekwador, Peru, Boliwię i Brazylię dotarł do Argentyny. Było o czym pogadać, ponieważ w ubiegłym roku o podobnej porze sam zdeptywałem Kolumbię, Ekwador i Peru. Przedstawiając się podkreślił, ze jest z Austrii, a nie z Australii. Równie stanowczo stwierdziłem, że znam różnice a na potwierdzenie rzuciłem ciekawostkę z Australii. Zaimponował mi wiedzą ze szkoły, co to jest Uluru w Australii mimo że tam nie był.

Jemu zaimponowało to, że ja odróżniam nie tylko Australię od Austrii ale również Słowenię od Słowacji z czym Austriacy mają problem.

Najlepszy jest Chińczyk ponieważ nigdy nie słyszał o Polsce ani o Austrii.

Na wycieczkę wysłał go szef agencji turystycznej, w której pracuje. Nasz kolega Chińczyk nie słyszał również o Karolu Darwinie i wyspach Galapagos. Na szczęście w ramach dyskusji o wolności politycznej przypomniał mi nazwę największego placu w Pekinie.

Wygląda na to, że jestem jedynym Polakiem na statku na ponad 100 pasażerów. Pozostała mi tylko satysfakcja, że statek zbudowany został w Gdyni w 1989 roku. Towarzystwo na statku zróżnicowane. Wiek na oko od 16-u do 70-u lat. Są Amerykanie, Australijczycy, Niemcy, Hiszpanie, Japończycy,Rosjanie, Brazylijczycy, Chińczycy i Bóg jeden wie kto jeszcze

Godzina 18 przy dźwiękach orkiestry wypływamy z Ushuaii płynąc najpierw przez kanał Beagle\'a a następnie kilkadziesiąt kilometrów obok przylądka Horn kierujemy się na południe. Pierwsza noc na statku bez niespodzianek. Kołysze coraz bardziej, ale na razie do wytrzymania, choć nie dla wszystkich. Na spotkaniu po rozpoczęciu rejsu lekarz /Francuz/ stwierdził, że choroba morska nie jest chorobą i żeby nie zawracać mu głowy. Tak więc niektórzy spokojnie, bez doktora, rozpoczynają swoje chorowanie. Pan doktor poinformował, że może pomóc jeśli z powodu kołysania ktoś rozwali sobie głowę o ścianę lub zamykające się drzwi utną mu palce. Wolę się nie przekonywać.

Niedziela 16 marca

Drugi dzień rejsu pokonaliśmy ponad 1/3 Cieśniny Drake\'a. Kołysze coraz bardziej, siąpi mżawka czyli normalka jak na ten akwen. Za chwilę będą rozdawać przydziałowe gumowce /kalosze/. Już nie mogę się doczekać tej chwili ponieważ dopiero wtedy mój ubiór stanie się kompletny.

Dostosowuję się do sposobu chodzenia po statku: zawsze jedna ręka dla siebie a druga dla statku /trzymać się poręczy które są wszędzie/.
Jest godzina 19. Kolega Chińczyk śpi od lunchu. Idę na kolację. Wiatr taki, że nawet wychodząc na chwilę na pokład, wychodzę w rękawiczkach.

Kolega Chińczyk przyznał się, że dopadła go choroba morska. Ot czasy. myślałem, że to on mnie będzie leczył chińską medycyną, a to ja jemu dałem torekan. Trzeba sobie pomagać. Austriak jest dzielny i konsekwentnie odmawia aviomarinu chociaż robi się coraz bledszy i mówi, że nie rozumie co się dzieje w jego głowie. Niby taki wykształcony a nie wie jak kołysanie działa na błędnik. Na razie nic nie mówi o żołądku. Coś mi się zdaje, że za chwilę 66,6% stanu naszej kajuty będzie chorować.

Tak na oko to już połowa pasażerów choruje, 10% drinkuje a reszta, podobnie jak ja, czeka co będzie dalej. Ja od wczoraj zjadłem 2 aviomariny. Będąc na mostku pytałem kapitana jak ocenia tą pogodę /Fale ok 3m wiatr raptem 15 węzłów/ Usłyszałem w odpowiedzi, że jak na razie mamy świetną pogodę i spokojne morze. Trochę mnie zatkało... Po południu było spotkanie z oficerami. Przedstawili prognozę pogody na najbliższe dni. Z zachodu nadchodzi bardzo silny front. Za 5 dni zapowiada się niezły horror.

Poniedziałek 17 marca

Po śniadaniu ciekawa prezentacja na temat Antarktydy. Najniższa zanotowana temperatura to -89st.C /rosyjska stacja Wostok w okolicach bieguna południowego/. Pewnie wielu ludzi nie wie też tego, że na Antarktydzie mamy 70% światowych zasobów słodkiej wody.

Ogłoszono konkurs kto prawidłowo oceni pozycję statku w momencie kiedy pojawi się pierwsza góra lodowa. Puszczono listę wśród pasażerów. Ja zanim wpisałem współrzędne sprawdziłem na mostku aktualną pozycję i kurs, na podstawie prędkości obliczyłem pozycję kiedy, wg mnie, powinna pojawić się pierwsza góra. Oczywiście jest to tylko zabawa /loteria/, ale jak zobaczyłem na liście wpis 63st. 85min 70sek. to szczena mi opadła. Według gościa, który to wpisał 1 godzina=100 minut i minuta =100 sekund. Spuśćmy zasłonę milczenia...

Rozpoczynamy ciekawe zajęcia. Należy przynieść do sali konferencyjnej wszystkie używane wcześniej ubrania i dokonać dokładnego czyszczenia odkurzaczem. Wszystko po to, aby nie zanieczyszczać Antarktydy. Wyodkurzałem sobie plecak. Na pewno mu to nie zaszkodzi, ale czy pomoże Antarktydzie?

Wyodkurzałem kieszenie w kurtce i spodniach. Teraz mogę już zapisać się do Green Peace. Swoją drogą ktoś kto wpadł na pomysł, że przed zejściem na ląd na Antarktydę trzeba odkurzać ubranie musiał być nieźle walnięty. Dodatkowo każdy musiał podpisać oświadczenie, że ma puste kieszenie i czyste ubranie. Jeśli na lądzie dopadnie kogoś potrzeba fizjologiczna musi wracać na statek ok. pół godziny lub załatwić się do woreczka, które ponoć dostaniemy.

Wynika to z międzynarodowych konwencji dotyczących Antarktydy. Wg tych konwencji maksymalna grupa, która może zejść na ląd nie może być liczniejsza niż 100 osób. Na pokładzie jest 117 pasażerów. Organizator poszukuje wolontariuszy, którzy gotowi są pozostać na statku. Wg mnie to absurd, ale być może znajdą się chętni.

Martwi mnie Chińczyk od 40-u godzin leży na koi. Daję mu drugi dzień torekan i nic. Jak do jutra nie wyzdrowieje wezwiemy doktora. Jak doktor nie będzie chciał przyjść zaproponuję Chińczykowi rozbicie głowy podczas kołysania.

Radar namierzył pierwsze góry lodowe kiedy już było ciemno i nie zdążyliśmy ich zobaczyć. Zobaczymy rano.

Wtorek 18 marca

Antarktyda. Pojawiają się pierwsze góry lodowe. Najpierw kilka potem kilkadziesiąt i teraz /12:30/ są ich całe setki. Krajobrazy surowe i przepiękne. Widziałem w wodzie foki, pingwiny i wieloryby. Tych ostatnich chyba nikomu nie udało się sfilmować, ponieważ najpierw pojawia się fontanna wody potem grzbiet wieloryba i zanim zaczniemy filmowanie już ich nie ma.

Po lunchu pierwsze zejście na stały ląd. Wyspa Pleneau. Maleńka wysepka od zachodniej strony Półwyspu Antarktycznego. Później wejście na największą w okolicy górę lodową.
Wiatr 8st. w skali Beuforta. Na zewnętrznym pokładzie statku temperatura -2, odczuwalna -15.

Chwiejnym krokiem schodzimy do Zodiaków /pontony, którymi dowożeni jesteśmy na brzeg, bo jak wiadomo na Antarktydzie nie ma portów/. Ubieram: termoaktywne kalesony, bluzy, polar z kapturem, spodnie narciarskie, podwójne skarpetki, kurtkę, drugą kurtkę puchową z kapturem, czapkę i podwójne rękawiczki. Wszyscy są podobnie ubrani i tak zacebulowani wyruszamy na Pleneau Island.....

Z powodu silnego wiatru i blokujących dostęp mniejszych gór odwołane zostało wejście na górę lodową.
Wieczór

Wycieczka na ląd była fantastyczna. Tysiące pingwinów, setki innego ptactwa, dziesiątki fok i przecudne krajobrazy. Jak powszechnie wiadomo ptaki mają bardzo szybką przemianę materii więc kolor śniegu w okolicach kolonii pingwinów nie ma niestety koloru białego. Zresztą nie tylko śnieg, ale również okoliczne skały i kamienie. Pierwsze wrażenie po postawieniu nogi na 7 kontynencie to okrutny smród ptasich odchodów. Poza tym podglądanie pingwinów jest wielką przyjemnością, szczególnie dla mnie, ponieważ chodzą tak śmiesznie jak ja.

Majestatyczny i dziewiczy wygląd gór wzdłuż naszej trasy zapiera dech. Statek zgrabnie omija potężne góry lodowe, przecinając kilkumetrowe których są setki. Słychać tylko zgrzyt spod kadłuba. Mimo przemarzniętych dłoni filmuję ile się da bo takich widoków nie ma chyba nigdzie na świecie. Mimo, że mróz i wiatr są warunkami wyjątkowo niesprzyjającymi dla człowieka wszyscy są zachwycenie potęgą i pięknem przyrody Antarktydy, a przecież to dopiero pierwszy dzień.

Po 70 godzinach płynięcia zobaczyliśmy po raz pierwszy obiekt wzniesiony przez człowieka. Dokładnie przez Argentyńczyków – drewniany barak o pow. 20m.kw. Ponoć w środku są zapasy drewna /węgla?/ na opał w razie konieczności zatrzymania się w tym miejscu.

Jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo emocjonująco. Planowane są 3 zejścia na ląd:
Port Locroy na Goudier Island, Jougla Point na Wiencke Island i Paradise Bay po przepłynięciu Neumayer Channel. Plan jest bardzo ambitny. Wszystko zależy od pogody. Głównym problemem mogą być wysokie fale uniemożliwiające zejście na zodiaki.


Zdjęcia: WIENCKIE ISLAND, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA
WIENCKIE ISLAND, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: WIENCKIE ISLAND, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA
WIENCKIE ISLAND, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: M/V ORTELIUS, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA
M/V ORTELIUS, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, 7 KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: ZIMNO, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, ANTARKTYDA
ZIMNO, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, ANTARKTYDA



cdn wkrótce

Zdjęcia

ANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / WIENCKIE ISLAND / 7 KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / WIENCKIE ISLAND / 7 KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / M/V ORTELIUS / 7 KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / ZIMNO / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY

Dodane komentarze

szkot dołączył
01.06.2006

szkot 2016-01-12 15:32:09

"Ostatnio wróciłem z Antarktydy i opisałem podróż na swojej stronie. Jest też sporo informacji praktycznych, gdyby ktoś na serio myślał o takim rejsie.

www.mariusztravel.com"

henrieta dołączył
04.01.2015

henrieta 2015-05-14 10:51:15

"O Boże jak tam jest cudnie.
Ale zdolności pisarskie autora pomogły również w odbiorze w/w."

[konto usuniete] dołączył
03.07.2010

[konto usuniete] 2015-05-11 09:54:20

Bardzo fajna wyprawa. I na dodatek dobrze opisana. Możesz podać ogólne koszty tej Twojej Wyprawy na Antarktydę? Marzy mi się coś takiego i dopóki mam możliwości też bym chciała :)

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2015-05-05 19:36:29

Jakoś nie znalazłem ile zapłaciłeś za sam rejs z Ushuaia. Podpowiesz ?

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl