Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Nauru > NAURU


gastropoda gastropoda Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie NAURU / Nauru / Anibare / RafyNiewielu pasażerów, 4 godziny lotu (z Brisbane) i jestem na maleńkiej wysepce – Nauru. Żadnych turystów i żadnej informacji turystycznej, a w konsulacie naurańskim usprawiedliwiano długie oczekiwanie na wizę dużą ilością turystów, zaś na moją prośbę o jakieś foldery i mapę twierdzono, że to wszystko otrzymam w informacji turystycznej na wyspie… takowej nie ma.

W trakcie odprawy migracyjnej dowiaduję się, że na wyspie mieszka od wielu lat Polka, która wyszła za mąż za Naurańczyka. Postanawiam ją odwiedzić. Nietrudno do niej trafić, bo wszyscy ją tu znają. Wyspa ma zaledwie 21 km2 i ok. 10000 mieszkańców. W odległości 1 km od lotniska jest w zasadzie centrum i tam owa Polka ma dom i sklep, niestety akurat jej nie ma, bo wyjechała do Australii. Jest jej syn, z którym krótko rozmawiam (po angielsku, bo nie mówi po polsku). Na nocleg u niego na podwórku nie mam co liczyć. Jednym z warunków otrzymania wizy są potwierdzone noclegi w jednym z hoteli na wyspie, a te są drogie, bo kosztują 160 aud za noc.

Zdjęcia: Anibare, Nauru, Rafy, NAURU
Anibare, Nauru, Rafy, NAURU



Wiedząc o dość rygorystycznym traktowaniu tego punktu wolałbym nocować u kogoś, niż na dziko na plaży, szczególnie, że wybrzeże jest dość gęsto zaludnione. Nie udaje się, trudno… Idę zwiedzać wyspę. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to śmieci i zrujnowane, przerdzewiałe urządzenia fabryczno-portowe. Nauru było kiedyś bardzo bogatą wyspą, a źródłem bogactwa były duże pokłady fosfatu, obecnie na wyczerpaniu. Wokół wyspy prowadzi jedna szosa i wszyscy mieszkają na wybrzeżu, we wnętrzu wyspy były kopalnie fosfatów i dziś jest to teren zniszczony. Ruszam wokół wyspy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Nie idę długo, bo zabiera mnie kierowca jadący polować na ptaki. W bok od głównej szosy są wapienne pinakle – tu i ówdzie widać ślady po Japończykach – bunkry i działa przeciwlotnicze. Ze wzgórz schodzę do niewielkiego jeziorka, po czym wracam do głównej szosy i widzę port, magazyny i urządzenia do załadunku fosfatów – wszystko w bardzo opłakanym stanie – przerdzewiałe i straszące dziurami w ścianach i w dachach. W małym akwenie portu kołysze się kilka kutrów rybackich, a na brzegu stoją setki rdzewiejących i porastających roślinnością kontenerów. Idę kawałek plażą dochodząc ponownie do centralnej części Aiwo.

Zdjęcia: Aiwo, Nauru, Port, NAURU
Aiwo, Nauru, Port, NAURU



Spotykam kilku uchodźców przebywających tu od 4 lat. Nauru nie było ich celem, a Australia. W trakcie próby nielegalnego dotarcia kutrami przemytniczymi z Indonezji do Australii zostali zatrzymani przez australijską straż graniczną i przetransportowani tutaj. Rząd Australii nie toleruje imigrantów chcących dostać się do Australii nielegalnie. Ma zawarte porozumienie z rządem Nauru, że takich imigrantów będzie trzymał na wyspie do czasu rozpatrzenia wniosku o azyl. Australia płaci niemałe pieniądze rządowi Nauru za każdego imigranta, pobudowała dla nich domy i wypłaca zasiłki. Tych imigrantów jest obecnie na Nauru nieco ponad 1000 osób. Mogą pracować, co też wielu z nich robi, ale nie mają prawa opuszczania wyspy. Dłużej rozmawiam z pewną Iranką, która pracuje jako ratowniczka. Uciekła z Iranu, bo twierdzi, że jest ateistką. Jest przygnębiona, bo jak twierdzi, nie wiadomo czy i kiedy zostanie rozpatrzony jej wniosek o azyl. Przebywa to od prawie 4 lat. Początkowo mieszkała w namiocie, ale po kilku miesiącach już w domu zbudowanym przez budowlane firmy z Australii. Iranka marzy, żeby się stąd wyrwać, ale do Australii. Ponoć raz była oferta wyjazdu stąd, ale do Kambodży, ale na taki wariant prawie nikt z tysięcznej rzeszy nie wyraził ochoty. Otrzymuje zasiłek, który wystarcza na życie, pracuje, żeby coś robić. Ma samochód i w zasadzie prowadzi takie samo życie, jak Mikronezyjczycy na Nauru. Zbliża się zachód słońca, więc szukam osłoniętego miejsca na plaży. Leżąc widzę dopływający do brzegu tankowiec, który przywozi kolejny transport ropy do elektrowni.

Zdjęcia: Anibare, Nauru, Kopalnia, NAURU
Anibare, Nauru, Kopalnia, NAURU



W centrum Aiwo jest dom handlowy, poczta, bank i duży hotel, w którym nie ma ani jednego wolnego miejsca, bo wszystkie pokoje są zajęte przez pracowników budowlanych z Fidżi i Australii. Blisko lotniska jest Yaren, są tu gmachy publiczne, a więc parlament, budynek rządu, dalej szkoła i kościół oraz parę domów mieszkalnych. Można by rzec, że Yaren to stolica, ale Nauru nie ma stolicy. To maleńkie państwo ma nawet dwie ambasady – tajwańską i australijską. Z Yaren idę do grot, ale nie jest to miejsce atrakcyjne, a rzekłbym nawet że odstręczające. Wśród gęstwiny dżungli jest niewielka grota pełna śmieci – miejsce bardziej przypomina wysypisko. Jest mały staw z chłodną wodą, ale ja bym się w niej nie zanurzył. Okazją (autostop jest tu bardzo łatwy) podjeżdżam kawałek do Nibuk, gdzie jest niewysoki obelisk upamiętniający przybycie pierwszych misjonarzy w 1887. Jest tu jeden z obozów dla uchodźców – są to proste baraki ustawione w szeregi i spięte na górze dachem, na dole drewnianym podestem i posiadające obok niewielkie ogródki. Zostaję zaproszony do środka przez jednego z mieszkańców – Irańczyka. Wnętrze nie jest zbyt duże, ale w pełni wyposażone – jest kuchnia, pokój dzienny, sypialnia i łazienka, jest telewizja, internet i klimatyzacja. Irańczyk mieszka tu ze swoją żoną i dwiema córkami w wieku szkolnym. Obie są teraz w szkole. Ani on, ani jego żona nie pracują, oboje otrzymują od rządu australijskiego zasiłki wystarczające na życie. Długoletnim pobytem na Nauru są bardzo przygnębieni, ponoć nikt z władz się z nimi nie kontaktuje. Krótko opowiadają mi swoją historię. Facet prowadził w Iranie sklep, więc materialnie nie było im źle. W którymś momencie postanowili przejść na chrześcijaństwo, co też uczynili, po czym sprzedali sklepik i wylecieli przez Emiraty do Indonezji. Stąd chcieli zostać przeszmuglowani do Kanady, ale suma, jaką dysponowali, czyli 25000 usd okazała się niewystarczająca na przerzut do Kanady, ale starczyła na przerzucenie do Australii. W trakcie przeprawy kutrem zostali zatrzymani przez straż graniczną Australii i przewiezieni na Nauru. Stąd ruszam w głąb wyspy, aby zobaczyć kopalnie fosfatów. Prowadzi tam zwykła, biała, pylista droga. Do kopalni jest kilka kilometrów, ale i ten odcinek przejeżdżam okazją.

Kopalnia to duży plac, trochę hałd i niewielki ruch. Pracuje jeden spychacz ładujący urobek na duże ciężarówki podjeżdżające z częstotliwością trzech pojazdów na godzinę. Urobek wożą do magazynu portowego. Wokół placu jest kilka baraków, ale są puste – kiedyś była tu stołówka, biura i warsztaty. Ze zdegradowanego wnętrza wyspy wydostaję się wywrotką. Dalej okazją ponownie na objazd wyspy. Do Aruno jadę z uchodźcą z Pakistanu. Opowiada mi, że uciekł z Pakistanu, bo jest szyitą, ale na moje pytanie, dlaczego nie do szyickiego Iranu, tego nie potrafi wyjaśnić. Idę kawałek plażą spotykając dwie Nauranki zajęte plotkowaniem. Wdaję się w rozmowę, z której wynika, że ich mężowie nie pracują, choć mogliby, bo są budowlańcami – ponoć zasiłek otrzymywany od państwa jest niewiele niższy od płacy, więc się nie opłaca. Kilka lat temu, przed przybyciem uchodźców było już dość biednie, ale dzięki finansom za uchodźców płynącym z Australii znowu jest lepiej.

Po herbacie i owocach żegnam się z moimi rozmówczyniami i jadę okazją dalej wysiadając w Anabar , bo tu robi się ciekawiej dzięki brzegowi morskiemu pełnemu wystających znad wody raf koralowych. Te wysokie nawet na kilka metrów rafy są bardzo efektowne. Nieco dalej mijam niewielki port zbudowany przez Japończyków, ale z którego rybacy nie korzystają, wolą wyciągać łodzie w Aiwo codziennie z rampy na przyczepę samochodową. Marsz kończę w Aiwo tuż przed zachodem słońca obserwując wracających rybaków z połowów i kąpiące się dzieci. Rozmawiam z kolejną Iranką, która pracuje tu jako nauczycielka. Po zachodzie słońca idę do plażowej wiaty i kiedy jest już całkowicie ciemno układam się do snu, ale nagle ktoś podjeżdża – to właściciel wiaty, a do tego policjant – przyjechał tu z żoną zjeść romantyczną kolację.


Nie ma nic przeciwko, abym tu nocował.

Zdjęcia

NAURU / Nauru / Anibare / RafyNAURU / Nauru / Aiwo / PortNAURU / Nauru / Anibare / Kopalnia

Dodane komentarze

gastropoda dołączył
19.05.2011

gastropoda 2019-07-16 19:52:29

Ty z przyjemnością tekst, ja z przyjemnością Twoją pochwałę tekstu...
Lista potrzebnych dokumentów przesłana mi przez konsulat nie zawierała w sobie punktu o przydzielonym urlopie. Konsulat nie wydaje wiz, jest tylko pośrednikiem między ubiegającym się a władzami w Nauru i przesyła dokumenty do Nauru, a wydaje po uzyskaniu zgody władz tylko promesę wizy. Po złożeniu prawie kompletu dokumentów czekałem tydzień, po czym zgłosiłem się do konsulatu, a tu niespodzianka: brak "przetłumaczonego na język angielski dokumentu z zakładu pracy o przydzielonym urlopie na czas pobytu w Nauru", więc napisałem oświadczenie (po angielsku), że jestem jednoosobową firmą i to przeszło i za kolejny tydzień odebrałem promesę wizy. Rząd Nauru niechętnie przyznaje wizy. Wiza dziennikarska kosztuje 8 000 aud (słownie: osiem tysięcy dolarów australijskich) i w przypadku odmowy wizy, kwota przepada. Obywatele Australii muszą posiadać wizę, Rosji nie muszą...

paweł.p dołączył
01.05.2014

paweł.p 2019-07-16 17:57:24

Ciekawy tekst, przeczytałem z przyjemnością. Najbardziej rozbawiał mnie jeden z wymogów, uzyskania wizy, o którym napisałeś na forum: "przetłumaczony na język angielski dokument z zakładu pracy o przydzielonym urlopie na czas pobytu w Nauru" ((((-:

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl