Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

ANTARKTYDA CZ. II > ANTARKTYDA


wojt64 wojt64 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / TUBYLCY / VII kontynentPora na dalszy ciąg dziennika z rejsu na Antarktydę w marcu 2014. Poznajcie ciekawe miejsca, przygody i ludzi.

Króciutka relacja z Buenos Aires i powrotu do domu.

Środa 19 marca

Dobrze, że Kasia /córka, która codziennie odbiera przesyłaną via satelita relację/ przejęła się losem jednego z półtora miliarda Chińczyków i zapytała co z nim?

Ja z powodu wielkich wrażeń zapomniałem wczoraj napisać, że Chińczyk jest jak nowy.

Ciekawostką jest fakt, że teraz mamy wiatr 7-8w skali Beauforta, niskie fale i brak kołysania, a w cieśninie Drake'a przy wietrze 3-5 w skali Beauforta fale miały 2-5m i kołysało okrutnie. Myślę, że powody są dwa: po pierwsze teraz pływamy w zatokach i w tzw. kanałach pomiędzy wyspami, po drugie błędniki już przywykły do kołysania.

Wróciliśmy właśnie z przedpołudniowych wycieczek na ląd.
Port Locroy jest to zbudowana przez Anglików stacja funkcjonująca od 1948 do 1962 roku. Drewniany budynek ok. 100m.kw. kuchnia, sypialnia, generator na ropę, warsztat, pracownia meteorologiczna. Obecnie jest to muzeum do zwiedzania dla takich wycieczek jak moja. Taki antarktyczny skansen. 50 metrów dalej stoi nowszy półokrągły budynek z bateriami słonecznymi. Budynek również drewniany dodatkowo obłożony czymś w rodzaju eternitu lub siddingu. Jest to brytyjska letnia stacja badawcza w której pracuje 5-7 osób. Właśnie grupa 5- pracowników wraca z nami z powodu zakończenia lata.

Wyspa, na której zbudowana jest stacja ma wymiary ok 150x200m. Nie wyobrażam sobie jak oni wytrzymali ze sobą 3 miesiące. Nie wiem z jakich powodów na wyspie nie mają żadnej łódki czy choćby kajaka, by móc popłynąć gdziekolwiek choćby na parę godzin. Widać ludzi zakręconych nie brakuje na świecie. Na wyspie żyje oczywiście kolonia pingwinów.

Z daleka widziałem jak lampart morski zapolował na pingwinka i go skonsumował. Ciekawostką na drugiej wyspie był szkielet wieloryba. Pewnie zabrakło Green Peace, aby go zepchnąć do wody. Tak na oko jedno żebro ma ok 4m długości.

Czekając na skalistym brzegu na zodiaka zobaczyliśmy w całej okazałości i z bliska lamparta morskiego. To bydle miało ok. 5m długości. Ponoć waży ok. tony i bez trudu skonsumowałoby człowieka. Na szczęście na Antarktydzie jest pod dostatkiem pingwinów. To tyle przed południem. Po lunchu kolejne zejście na ląd. Trochę niemiło, że psuje się pogoda. Pada marznąca mżawka i ograniczona jest widoczność.

Przy okazji nie jestem jedynym Polakiem. Jest jedna Pani z mężem /narzeczonym?/ chyba Niemcem. Podsumowując jest nas trójka z Polski. Pani, ja i statek mv ORTELIUS. Chyba statek jest najmłodszy.

Po załamaniu pogody na czas lunchu /wiatr + marznąca mżawka/ ok. godz. 15 wypogodziło się na tyle, że mogliśmy zejść na ląd. Paradise Bay jest miejscem takim jak wskazuje nazwa.

Do brzegu dotarliśmy przy zamkniętej na zimę, tydzień temu, argentyńskiej stacji Base Brown /64st.53'S 62st53'W/ To nasze pierwsze zejście na prawdziwą /lądową/ Antarktydę /do tej pory byliśmy na wyspach /blisko brzegu, ale jednak wyspach/. Tradycyjnie wita nas smród i pingwiny, które okupują teren stacji. Z tą stacją wiąże się ciekawa anegdota, którą opowiadał kapitan naszego statku.

W latach osiemdziesiątych po wybudowaniu stacji pracowało na niej kilkanaście osób wśród nich również lekarz, który bardzo nie chciał tam być. Co kilka miesięcy zmieniali się pracownicy , ale władze nie zgadzały się na powrót rzeczonego lekarza. Mimo wielu próśb musiał pozostawać na stacji. Facet do tego stopnia był zdeterminowany, że podpalił drewniane budynki stacji.

W ramach akcji ewakuacyjnej do kraju zabrano również jego. Niestety nasz kapitan nie wie lub nie chce powiedzieć jakie były dalsze losy doktora. Ot, taka ciekawostka jak można szybko wrócić do domu.

Po przejściu przez teren stacji rozpoczęliśmy wspinaczkę na okoliczny szczyt na ok. 250 m.n.p.m. Widok z góry wart był wysiłku włożonego w wspinaczkę. Trzeba pogratulować odwagi organizatorom za pozwolenie 100 turystom na wejście na górę o wierzchołku podobnym do Giewontu z podobną przepaścią z jednej strony i dodatkowymi nawisami śnieżno-lodowymi po dwóch stronach. Według mnie turyści wykazali wyjątkową dyscyplinę niespotykaną na grupowych wycieczkach. Nikt nie się nie zabił. Nawet nie było rannych.

Dwa słowa o pasażerach-turystach. Widać po wszystkich, że są bardzo zdeterminowani i generalnie dobrze przygotowani do trudnych warunków. Jednak zdyscyplinowanie kilkunastu Japończyków trochę mnie dzisiaj zirytowało.

Czekając w kolejce do wyjścia do zodiaków stali na pokładzie wewnętrznym w korytarzu gdzie temperatura wynosi ponad plus 20st.C. Pokład zewnętrzny skąd schodzi się do zodiaków może pomieścić ponad 20 osób. Na pokładzie zewnętrznym jest zimno ok. minus 15st.C., czyli pogoda adekwatna do naszych ubrań. Wytrzymałem za nimi 3minuty i wyprzedzając kolejkę wyszedłem na zewnątrz bo zalały mnie poty. Nie jestem w stanie zrozumieć jak można czekać w temp. +20st. w ubraniu przystosowanym do minus 30st. A może to tylko dla mnie było za gorąco?

Po zejściu z góry pływaliśmy zodiakami po zatoce podziwiając z bliska góry lodowe, lamparty morskie, foki, pingwiny, kormorany i inne ptaki. Podziwiając krajobrazy, szczyty górskie odbijające się w lustrze krystalicznie czystej wody nieodmiennie zachwycam się potęga przyrody. Pływaliśmy po zatoce dobrą godzinę delektując się widokami, gdy nagle usłyszeliśmy potężny hałas podobny do wybuch bomby, strzału z armaty czy przekroczenia przez samolot bariery dźwięku. Rozpolitykowani Rosjanie myśleli pewnie, że to zdobycie Krymu, a to były narodziny góry lodowej. Polega to na tym, że od podstawy lodowca na brzegu oceanu, dzięki parciu lądolodu i grawitacji, odrywa się potężna bryła lodu /cielenie lodowca/. Lód ten powstał w wyniku opadów atmosferycznych śniegu, które spływając z gór tworzą nad brzegiem potężne nawisy lodu, które co jakiś czas się odrywają i płyną niesione prądami oceanicznymi zamieniając się w parę wodną, która zamienia się w opady atmosferyczne, które spływając z gór..... etc.
Takie jest właśnie nudne życie lodowca.

Paradise Bay jest tak piękna, że nie zdziwiło nas to, że wieczorem spotkaliśmy tutaj 2 pozostałe statki, które 15-go wypłynęły z Ushuaia. Jutro dalsza eksploracja kontynentalnej części Antarktydy.

Czwartek 20 marca

7 rano pobudka, kołysze jak cholera. Komunikat przez radiowęzeł, że poranne zejście na ląd będzie odwołane z powodu wiatru 10st. Beauforta. Po śniadaniu pogoda lekko się poprawia. Zapada decyzja, że jednak schodzimy na ląd. Z powodu wiatru każdy musi zabrać maksymalnie wiatroodporne ubranie. Zodiakami podpływamy do wyspy Danco, gdzie wspinamy się na wysokość ponad 200m.n.p.m.

Wspinaczka była dosyć męcząca dlatego po drodze w ramach odpoczynku położyłem się na śniegu. Po chwili obstąpiło mnie z 10 pingwinów. Pewnie myślały, że to ocean wyrzucił wieloryba tak wysoko i będzie można coś dziubnąć. Niestety moje gumiaki, spodnie i kurtka nie za bardzo im posmakowały i po pozowaniu do zdjęć zostawiły mnie w spokoju.

Od pani z załogi zebrałem duży ochrzan ponieważ nie wolno zbliżać się do pingwinów poniżej 5-u metrów. Pani była na poważnie bardzo agresywna, dlatego powiedziałem jej, że po pierwsze to ja też ją lubię, a po drugie żeby swoje pretensje skierowała do pingwinów, bo ja po prostu leżałem na śniegu.

Odpoczywałem po męczącej wspinaczce. Przecież nie jest zabronione noszenie czarnych spodni narciarskich z białymi dodatkami. Pingwiny mogły mnie wziąć na przykład za zdechłą orkę lub większego brata.

Sądzę, że rządy i organizacje ekologiczne, które podpisały traktat o Antarktydzie określający m.in. odległości od zwierząt /pingwiny -5m, foki -10m, słonie morskie -25m/ powinny podsunąć te protokoły do podpisania pingwinom, fokom etc. Dzięki temu uniknęlibyśmy niepotrzebnych nieporozumień jak moje z panią....

Widoki jeszcze piękniejsze niż wczoraj. Chciałbym przywieźć te widoki do domu dlatego filmuję bez opamiętania. W pewnym momencie usłyszałem hałas helikoptera. W scenerii takiej dzikości uznałem, że coś mi pada na słuch. Okazało się, że w pobliżu znajduje się inny statek, który ma na wyposażeniu helikopter i pokazuje turystom Antarktydę z powietrza. Cóż, można i tak...

Po lunchu płyniemy przez Whilemina Bay. Myślałem, że nie da się już zobaczyć widoków piękniejszych niż rano. Otóż da się.

Zrobiła się piękna pogoda. Wszyscy wylegli na pokłady zewnętrzne. Ok. 15 rozpoczął się prawdziwy show. Pojawiły się pierwsze humbaki oraz płetwale karłowate.

Zobaczenie kilkunastometrowego wieloryba z kilkudziesięciu metrów jest niesamowitym przeżyciem. Humbaków było kilkadziesiąt i chyba wszyscy zdążyli je sfilmować.
I znowu te widoki, widoki widoki ….

Kilka razy dziennie muszę ładować baterię zrobiłem już około 1000 zdjęć i mnóstwo filmów. Tak wyglądał trzeci dzień eksploracji Antarktydy. Jak co wieczór bardzo psuje się pogoda. Dzisiaj na wieczornym podsumowaniu dnia kierowniczka ekspedycji stwierdziła, że mamy wyjątkowe szczęście, że realizujemy program, a pogoda najpierw straszy po czym umożliwia eksplorację.

Ciekawostka na temat obsługiwanej przez telefon satelitarny poczty elektronicznej i przydzielonego na pokładzie statku adresu e-mail. W ramach abonamentu można dziennie wysłać /otrzymać/ łącznie do 30-u stron tekstu. Jeśli ktoś odpowiada na nasz email nie kasując otrzymanej wiadomości to przy otrzymanej wiadomości pojawia się pionowa czarna kreska. W transmisji satelitarnej ta kreska zajmuje tyle kilobajtów co 10 stron tekstu. Koszt transmisji 1 megabajta danych wynosi 50 EURO. Przecież korzystanie z poczty elektronicznej nie jest obowiązkowe.

Piątek 21 marca

Pobudka 6 rano, pogoda niepewna. Pierwszy punkt programu Wyspa Deception. Jest to czynny wulkan o średnicy krateru kilkunastu kilometrów. Dokładnie jest to kaldera czyli krater zalany wodą. Z bardzo wąską cieśniną, nazwaną Pod Neptunem, umożliwiającą wpłynięcie do wnętrza kaldery.

Na mostku była dobra okazja, aby podziwiać sztukę nawigacji i doświadczenie kapitana, który osobiście kierował akcją przepłynięcia przez cieśninę, która przypomina fiord.

Jak już wspomniałem jest to czynny wulkan, który wkrótce powinien się odezwać. Wkrótce czyli może dzisiaj, jutro a może za 30 lat. Wybuch takiego wulkanu powoduje potężne tsunami. Ostatni wybuch zarejestrowano w 1979 roku. Gdyby wybuchł dzisiaj pewnie moglibyśmy zobaczyć Szetlandy Południowe i Półwysep Antarktyczny z góry, gdzie bylibyśmy razem ze statkiem.
I pewnie byłby to ostatni widok w naszym życiu. Mieliśmy zejść na brzeg /krawędź/ krateru, ale pogoda nie pozwoliła.

Płyniemy na północny wschód mając po lewej burcie Szetlandy Południowe, a po prawej półwysep Antarktyczny. Tak sobie siedzę i piszę bo pogoda jest fatalna i nie wiadomo czy damy radę dzisiaj zejść na ląd. Nuda. Nic się nie dzieje.

Po lunchu pogoda poprawiła się na tyle,że zeszliśmy na ląd. Tym razem na wysepkę Half Moon, leżącą pomiędzy wyspami Livingstone i Greenwich, w archipelagu Szetlandów Południowych. Na wyspie kolejna argentyńska stacja, duża kolonia pingwinów i dużo fok. Pingwiny można obserwować godzinami. Ich wyjście z wody /raczej wyrzucenie przez fale/, a następnie człapanie pod górę jest przezabawne.

Na wyspie Half Moon potwierdzenie znalazła teza Piotrka i Roberta /moich współpracowników/, że takiemu fajtłapie jak ja nie wolno dawać żadnych lustrzanek czy innych wypasionych aparatów. Aparat z funkcjami :waterproof i shockproof okazał się strzałem w dziesiątkę. Poprosiłem pierwszego z brzegu Pana aby zrobił mi zdjęcie na plaży /kamienie i bryły lodu przy brzegu oceanu/. Po zrobieniu zdjęcia tak niefortunnie odbierałem od pana aparat, że upadł na bryłę lodu a następnie zsunął się pod wodę.

Wystraszyłem się, że już po aparacie, ponieważ następne zdjęcie wyszło całkiem rozmazane. Wyłączyłem aparat i włączyłem ponownie okazało się, że wszystko działa jak trzeba. Potwierdzam odporność na upadek z wysokości ok. 1,5metra i kilkusekundowy pobyt pod powierzchnią wody.

Po powrocie na statek siadłem do pisania. Co chwilę przerywam, bo z mostka krzyczą, że wieloryby na horyzoncie. Za każdym razem wybiegam i już po wielorybach. Na szczęście wczoraj udało się sfilmować i zrobić kilka zdjęć tym największym ssakom.

Nadal trzymamy ten sam kurs, aby po opłynięciu od północnego wschodu wyspy Roberta zrobić zwrot w kierunku północno - zachodnim. Przeciskamy się pomiędzy wyspą Roberta i, od naszej prawej burty, wyspą Nelsona. Wyspa Nelsona jest połudnowo zachodnią częścią archipelagu Króla Jerzego. W odległości ok. 20km od nas jest Polska Stacja Antarktyczna im Henryka Arctowskiego.

Po południu była bardzo ciekawa prezentacja przedstawiona przez wracających z nami pracowników angielskiej stacji Port Locroy. Opowiadali o swojej pracy. To są prawdziwi pasjonaci jadą do kraju kilka miesięcy i na jesień z powrotem wracają na Antarktydę. Oni już po prostu nie potrafią żyć bez tych krajobrazów, pingwinów i innych stałych mieszkańców 7-go kontynentu.

Żegnamy Antarktydę /don't cry for me Antarctica/.
Późny wieczór zaczyna się Cieśnina Drake'a. Jak wcześniej pisałem prognozy pogody są nie najlepsze. Gdzieś czytałem, że Ciesinina Drake'a słynie z pojawiających się co kilka dni tzw. „Wyjących Pięćdziesiątek” Wkurzyłem się bo: po pierwsze pojawiam się tu dopiero po raz drugi, po drugie wcale nie wyję.

Tak na poważnie, „Wyjące Pięćdziesiątki” to wiatry pomiędzy 50 i 60st. szerokości geograficznej południowejo druga teoria wynika z prędkości 50-węzłów /ok10st. w skali
Beauforta./

Siedzę sobie z komputerem w barze i podsłuchuję ciekawą rozmowę Rosjanina z Amerykaninem. Obaj są już „trąceni”. Rosjanin łamaną angielszczyzną tłumaczy, że z tym angielskim na całym świecie to lipa. Przecież kawał Europy mówi po rosyjsku jak chociażby: Polska, Ukraina, Pribałtyka /Litwa, Łotwa, Estonia/. Nawet Azja tj. Chiny, Tajlandia czy Indonezja też mówią po rosyjsku. On wie, bo był. Amerykanin grzecznie przytakuje.

Ponadto język rosyjski, kontynuuje Rosjanin, to przyszłość świata, bo oni /Rosjanie/ dają światu cywilizację, kulturę i technologie, a Amerykanie tylko by wszystkich napadali i doili. Amerykanin siedzi lekko spłoszony i nadal grzecznie przytakuje.

Rosjanin rozpoznał mnie /siedzieliśmy wczoraj na kolacji przy jednym stoliku/, zorientował się, że słyszałem co mówi. Jak Słowianin Słowianina koniecznie chciał mnie zaprosić do biesiady, abym potwierdził jego teorie o świetlanej przyszłości świata dzięki Rosji. Wybroniłem się podziękowaniami w kilku językach /w tym rosyjskim/. Odpuścił dopiero po japońskich ukłonach i przeprosinach, że jestem mocno zajęty, bo piszę dziennik.

W sumie nie dziwię się, że w wielu krajach kelnerzy mówią po rosyjsku. Rosjanie, których spotykam w podróżach lubią bawić się w knajpach i ponoć zawsze płacą gotówką.

Wg mojej subiektywnej oceny w zachowaniu Rosjanina było dużo więcej naiwności niż buty i arogancji, dlatego bardzo ich lubię i cenię za otwartość i serdeczność.

Paradoks. Rosja to arogancka, butna i brutalna najwyższa władza i serdeczni, ciepli i otwarci ludzie. Tak jak ortodoksyjni Muzułmanie wierzą w Allacha tak Rosjanie wierzą w Rosję. Tę wiarę przywrócił im Putin i dlatego są z niego dumni. Nie widzę najmniejszego sensu przekonywać ich, że przecież to pułkownik KGB, który nie cofnie się przed niczym. Chyba niezbędna jak zmasowana akcja propagandowa ze strony zachodu. Coś na wzór Radia Wolna Europa.

Odbiegłem od tematu. Na podstawie obserwacji znalazłem odpowiedź na pytanie po czym poznać pijanego na rozkołysanym statku? Otóż pijany idzie prosto, a trzeźwym rzuca od ściany do ściany. Już rozumiem, dlaczego tak dużą wagę przywiązuje się do sposobu poruszania się po statku.

Jeśli nie stosuje się zasady jedna ręka zawsze na poręczy faktycznie można zrobić sobie krzywdę. Jutro dzień na morzu. Chińczyk już rozpoczął chorowanie. Na początek dałem mu aviomarin. Mnie kołysanie irytuje bo się przewracam i obijam od różnych przedmiotów. Poza tym nie wiem co to choroba morska.

Sobota 22 marca

Minęła rozkołysana noc. Chińczyk dalej śpi. Nie pamiętam czy w młodości potrafiłem spać 20 godzin na dobę. Pamiętam za to, że potrafiłem nie spać 48godzin.

Przed nami dzień na morzu. Mają się odbyć ciekawe prezentacje na temat Antarktydy. Ponadto projekcja rewelacyjnego filmu produkcji BBC pt. „Frozen Planet”. W poprzednich dniach obejrzeliśmy 2 części dzisiaj trzecia.

Zdjęcia, komentarz, muzyka i wszystkie inne elementy filmu są po prostu niesamowite. Pomyśleć, że BBC to publiczna brytyjska telewizja. Myślę, że ten film można znaleźć w internecie. Jedną część na pewno oglądałem na Discovery, National Geographic lub BBC HD.

Fale przekraczają 6m. wysokości. Kołysze tak, że nie sposób się poruszać. Wszystkie nie umocowane przedmioty w kajucie zaczynają się przemieszczać. Opanowałem sposób łatwego wchodzenia na schody. Jak statek opada na na fali należy iść pod górę jak statek się wznosi należy schodzić w dół.
Grawitacja w służbie człowieka.

Bez przerwy należy trzymać się jakiejś poręczy. Nie wiedziałem, że tak wiele czynności oburęcznych można wykonywać jedną ręką. Niestety do tych czynności nie należą: nitkowanie zębów i nakładanie pasty na szczoteczkę /chociaż z tym drugim można sobie poradzić używając szczęk/.

Ocean wykorzystał to, że przez chwilę niczego się nie trzymałem i rzucił mnie na drugi koniec łazienki /ok. 1,1m/. Wkurzony i poobijany poszedłem na mostek sfilmować kołysanie. Chińczyk dalej śpi. Mówi, że wszystko Ok.

Jest godzina 17:30, Fale dochodzą do 10m. Wiatr 10st. w sksli Beauforta. To jest Drake Passage. Ciekawe jaka będzie frekwencja na kolacji?

Frekwencja na kolacji była całkiem przyzwoita. Z powodu kołysania, demokratycznie wszyscy zostali pooblewanie zupami, sokami. Wodami i innymi płynami z kolacji.

Niedziela 23 marca

Kołysania ciąg dalszy. Nawet Murzynom, pobladły twarze.
Po śniadaniu musiałem się położyć z powrotem. Wczoraj wieczorem, w ramach ćwiczeń języka rosyjskiego, zasiedziałem się z Rosjanami z Irkucka. O jednym już pisałem jak „dyskutował” z Amerykaninem i kilka dni temu zapraszał mnie do biesiady. Drugi z nich miał takie bardzo blond włosy i bardzo nordyckie rysy, że bez charakteryzacji mógłby grać Prawdziwego Niemca w filmach o II Wojnie Światowej. Taki typowy Niemiec występował w jednej z końcowych scen kultowego filmu pt. „Złoto dla Zuchwałych”. Jasny blondyn, był dowódcą niemieckiego czołgu.

A tak w ogóle to bardzo fajne chłopaki. Opowiedzieli mi, że w pierwszym dniu rejsu zakupili w barze na statku 4 kartony najdroższego wina i tak się znieczulają. Na moje pytanie po co im aż 4 kartony /48butelek/ odpowiedzieli, że częstowali wszystkich, którzy mieszkali w sąsiednich kajutach /ja niestety mieszkam piętro wyżej/. Niech ludzie wiedzą, że Rosjanin nie jest jakimś dziadem i ma gest... Nie dziwię się czemu kelnerzy na całym świecie mówią po rosyjsku.

Poza tym było sporo o polityce. Oni twierdzą, że Polacy bez żadnego powodu bardzo nie lubią Rosjan. Rosjanie też nie przepadają za Polakami ponieważ są przekonani, że podróżujący po świecie Polacy to agenci USA. Pytali mnie jak się żyje w Polsce po wejściu do Unii Europejskiej. Odpowiedziałem zgodnie z moim przekonaniem, że znacznie lepiej niż wcześniej, że Polska się bardzo rozwinęła gospodarczo. Chłopaki nie uwierzyli, Zgodnie stwierdzili, że pewnie muszę tak mówić bo tego wymaga unijna i nasza propaganda. Zatkało mnie......

Powiedziałem im, że rozszyfrowali mnie. Dlatego ciągle siedzę przed komputerem i piszę, bo muszę tworzyć raport dla moich mocodawców z USA....Nie jestem pewien, czy poważnie nie potraktowali tego co powiedziałem....

Żalili się, że muszą płacić 1800 funtów za ważną 5 lat wizę do Wielkiej Brytanii. Wtrąciłem, że pewnie Brytyjczycy myślą, że każdy Rosjanin jest tak bogaty jak Roman Abramowicz

Skromnie wspomniałem, że brak wiz do Wielkiej Brytanii jest potwierdzeniem, że jednak w Polsce żyje się lepiej, bo nie wszyscy Polacy wyjechali do Anglii. /tego ostatniego głośno nie powiedziałem z powodu wymagań unijnej i naszej propagandy/.

Mówili, że w Irkucku mieszka sporo Polaków i nie bardzo wiedzieli skąd się tam wzięli. Opowiedziałem im sporo o podróżowaniu....
Szczególnie tym historycznym, które organizowało biuro Józef Stalin Travel, twórczo rozwijając wcześniejszą działalność Carska Rosja Travel.

Przez grzeczność, a może ze strachu, nie wspomniałem, ze turystyka objęła również sporo Niemców. Na koniec biesiady tak się zbrataliśmy, że zaczęli przepraszać mnie za Smoleńsk.
Dość polityki, mimo wielu faktów i stereotypów nadal bardzo lubię Rosjan...

Ciekawa jest konstrukcja brodzika w łazience. Ścianki mają jakieś 4cm wysokości. Przy takim kołysaniu woda nie spływa do kratki tylko rozlewa się po całej łazience i dalej po kajucie. Dodatkową atrakcją jest system kanalizacji, który przy tej pogodzie zaczyna działać w drugą stronę czyli oddaje poprzez brodziki to co wcześniej przyjął. Dodatkowo w pakiecie z cieczą otrzymujemy również zapach. Z powodu zapachu w kajucie nie bardzo da się wytrzymać. Na pocieszenie w innych kajutach jest to samo. Chwała polskim, inżynierom, którzy zaprojektowali taki system kanalizacji, który przy większych falach zaczyna działać w odwrotnym kierunku. Statek, jak już wspominałem, zbudowany został w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni w 1989r. Odbiorcą była Radziecka Akademia Nauk. Pewnie w zamian za zbudowanie statku pierwszy kapitan otrzymał darmowy bilet na pociąg do Polski.

Już zaczynam rozumieć naszych inżynierów. Oni, wiedząc kto będzie odbiorcą statku, specjalnie zaprojektowali taki system kanalizacji żeby śmierdziało. Widocznie oni też chcieli mieć swój udział w walce z komuną. Przecież nie mogli przewidzieć, że za 25 lat jakiś Polak będzie płynął na Antarktydę zbudowanym przez nich statkiem.

Chińczyk konsekwentnie dalej śpi. Mówi, że wszystko w porządku. Odżywia się jabłkami i gruszkami. Lui – rzeczony nasz Chińczyk - odtwarza muzykę ze swojego telefonu. Do tej pory myślałem, że Chińczycy podrabiają tylko ciuchy. Okazało się, że również muzykę. Wszystkie największe światowe przeboje po chińsku brzmią znakomicie.

Mimo, że Piotrek i Robert /moi współpracownicy/ przygotowali mi do słuchania fajny pakiet, w kajucie słuchamy chińskich wykonawców, którzy świetnie naśladują głosy sław takich jak Louis Armstrong, Ray Orbison czy The Beatles.

Jest 14:30. Sprawdziłem na mostku, jakąś godzinę temu minęliśmy, okryty złą sławą, Przylądek Horn. Jesteśmy teraz na chilijskich wodach terytorialnych.

Ocean Atlantycki robi się powoli spokojny. Dokładnie to ten akwen nazywa się Ocean Południowy. Za jakieś 15 godzin powinniśmy dopłynąć do Ushuaia.

Poniedziałek 24 marca

Bez ofiar w ludziach, rano dopływamy do Ushuaia. Szybki transport na lotnisko i po 4 godzinach Buenos Aires. W centrum trafiłem na demonstrację związków zawodowych. Niesamowite wrażenie kilkaset tysięcy ludzi, żadnej agresji – wielka fiesta.

Szwendam się po centrum - Avenida del Julio jedna z najszerszych ulic na świecie /ponad 100m. szerokości/ z obeliskiem symbolem i głównym punktem orientacyjnym w centrum.

Wtorek 25 marca

Wyruszam na wycieczkę do haciendy- rancho gauchos. To tacy południowo-amerykańscy kowboje. Świetny pokaz codziennych zajęć gauchos. Po zakończeniu pokazów coś co w Argentynie jest najlepsze na świecie /wołowina z grilla/ suto podlewana lokalnym winem. Poza tym pokaz tanga i występy miejscowych gitarzystów i śpiewaków. Taki wyjazd za miasto jest obowiąkowym punktem pobytu w Buenos Aires.

Środa 26 marca

Ostatni dzień wycieczki. W lokalnym biurze podróży wykupuję całodniową wycieczkę po mieście, w którym mieszka ponad 13mln.ludzi. Największe wrażenie robi na mnie portowa dzielnica La Boca z klimatycznymi uliczkami i kolorowymi kamieniczkami. Koniecznie należy wspomnieć o największej religii Argentyńczyków – futbolu. Kameralny stadion Boca Juniors, wybudowany w centrum mieszkalnym dzielnicy. Wyobrażam sobie hałas w trakcie meczy jak 60tysiecy wydartych gardeł zagłusza życie w blokach i kamienicach oddalonych 15 metrów od trybun stadionu. Jedna z trybun zbudowana jest na tylnej ścianie bloku mieszkalnego. Inną ciekawostką ,jest fakt, że przy stadionie nie ma parkingów. Jedynym sposobem dostania się na stadion jest komunikacja spacer po wąskich uliczkach. Jeszcze nigdy nie widziałem tak zlokalizowanego stadionu. Wycieczka kończy się w knajpce tradycyjną wołowiną i kolejnym pokazem tanga. Każda knajpka w La Boca ma swoich tancerzy.

Wieczór. Hotelowym busikiem jadę na lotnisko. Nocny przelot do Madrytu. Przesiadka. Berlin. Przesiadka i wreszcie Warszawa. Zmęczenie i satysfakcja. Siódmy kontynent „zdobyty” ledwie dwa miesiące po powrocie z Australii, Fidżi i Nowej Zelandii. Niezły początek roku.

Na maj już zaplanowany Svalbard. Zimno, prawie tak jak na Antarktydzie, ale przynajmniej tam mieszkają ludzie....

Zdjęcia: TUBYLCY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII kontynent, ANTARKTYDA
TUBYLCY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII kontynent, ANTARKTYDA



Zdjęcia: OGON WIELORYBA, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA
OGON WIELORYBA, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: PÓŁWYSEP ARCTOWSKIEGO, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA
PÓŁWYSEP ARCTOWSKIEGO, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: PARADISE BAY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA
PARADISE BAY, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA



Zdjęcia: ZIMNO I PIĘKNIE, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA
ZIMNO I PIĘKNIE, PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY, VII KONTYNENT, ANTARKTYDA

Zdjęcia

ANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / TUBYLCY / VII kontynentANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / OGON WIELORYBA / VII KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / PÓŁWYSEP ARCTOWSKIEGO / VII KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / PARADISE BAY / VII KONTYNENTANTARKTYDA / PÓŁWYSEP ANTARKTYCZNY / ZIMNO I PIĘKNIE / VII KONTYNENT

Dodane komentarze

henrieta dołączył
04.01.2015

henrieta 2015-05-14 11:19:20

Piękna wyprawa,piękne, proste opisy.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2021 Globtroter.pl