Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Transport publiczny > NIKARAGUA


gastropoda gastropoda Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie NIKARAGUA / San Carlos / Na trasie / Dziura w mościeOpis przejazdu powrotnego z Kostaryki do Hondurasu.

1 dzień
Po południu dojeżdżam do Los Chiles, małego, zabitego dechami miasteczka niedaleko granicy z Nikaraguą. Tu muszę przenocować, bo dalej nie ma drogi lądowej. Pozostaje przeprawa łodzią przez rzekę, a łódź pływa tylko raz dziennie przed południem.

2 dzień
Pochmurna pogoda z częstymi, przelotnymi deszczami utrzymuje się, jest jednak bardzo ciepło i parno. Granica między Kostaryką a Nikaraguą jest gdzieś na rzece. Odprawa migracyjna w Los Chiles jest dość sprawna, a przedostanie się łodzią przez granicę do San Carlos ma trwać ok. 1 godziny i ponoć nie ma innej drogi (później w San Carlos dowiaduję się, że raz dziennie jeździ nikaraguański autobus przez bardzo błotnistą drogę). Łódź ma odbić o 11:00, ale z powodu małej liczby pasażerów właściciel czeka jeszcze dwie godziny z nadzieją na więcej pasażerów z mającego przyjechać o 13:00 autobusu. Po 13:00 nadal jest ta sama mała grupka, więc łódź rusza. Na rzece pływa sporo ptactwa wodnego, żółwie i niestety śmieci, choć rzeka przepływa przez dżunglę. San Carlos leży nad jeziorem Nicaragua w miejscu gdzie wypływa rzeka San Juan prowadząca do morza. Sama osada to błotnista dziura z zapleśniałymi domami i pordzewiałymi dachami. Przy kładce, do której dobija łódź jest nędzny barak urzędu migracyjnego. Po dwóch krokach po błotnistej mazi mam w butach mokro i lepko – podeszwy zdążyły w ostatnim czasie poważnie popękać. Na rozbicie namiotu nie ma szans, więc szukam noclegu – kwateruję się w wyjątkowo obskurnej budzie, gdzie łazienka to muszla klozetowa i beczka z wodą. Po długim brodzeniu po błocie (jest mi już wszystko jedno co chlupie w butach) uzyskuję informację o dalszym transporcie. Najgorszy jest wieczór – takich chmar muszek jeszcze w życiu nie widziałem, idąc z baru na nocleg mam je wszędzie: w uszach, oczach, na twarzy. Oddychając trzeba zasłonić sobie chustką nos, bo inaczej wciągnie się je do płuc.

3 dzień
W nocy pada, więc rano jest jeszcze większe błoto, choć poprzedniego dnia wydawało się, że już większe być nie może. Pragnę tylko jak najszybciej wydostać się z tej osady, więc po śniadaniu wsiadam w autobus. Ma ruszyć o 8:00, ale nie może zapalić silnika, więc wyjazd opóźnia się. Najpierw cała plejada mechaników próbuje coś grzebać w silniku, w końcu inny autobus bierze go na hol i tym sposobem wyruszam w dalszą drogę. Przed autobusem długa droga do Managua, przede mną nieco krótsza, bo chcę dojechać do San Benito, skąd chcę dalej kontynuować jazdą drogą na zachód środkową częścią Nikaragui. W kilku najbliższych osadach dosiada sporo osób, więc autobus szybko się zapełnia. Do San Benito jest 260 km. Droga jest nieutwardzona, pełna dziur, wybojów i błota. Po niecałej godzinie trafiamy na przeszkodę nie do przebycia – stary drewniany most nie wytrzymał ciężaru ciężarówki, która wpadła w dziurę w moście przewracając się i częściowo lądując w potoku. Ruch na tej drodze jest niewielki, więc nie ma prawie samochodów z wyjątkiem autobusów. Dwa autobusy z jednej i dwa z drugiej strony, więc wydawałoby się, że nic prostszego, jak przesiąść się i jechać dalej. Kierowcy mają chyba jednak inne plany. Najpierw jest dość zawiła procedura, konduktor zwraca wszystkim pasażerom pieniądze za bilet, po potrąceniu za dojazd do tego mostu, zaś potem wszyscy przechodzą na drugą stronę. Kierowcy autobusów siedzą i przez długi czas nie podejmują żadnej decyzji, a pasażerowie z tobołkami i dziećmi czekają. Niektórzy urządzają mały piknik, inni robią z okolicy toaletę, a jeszcze inni czekają bezczynnie. W końcu jeden z autobusów decyduje się jechać, ale nie do Managua, tylko sporo bliżej, bo do Juigalpa odległego od San Carlos o 160 km. Wszyscy oczywiście chcą się zabrać, więc autobus zostaje dokładnie zapełniony pasażerami, a bagażnik najróżniejszymi tobołami. Kilka osób (w tym i ja) jedzie na dachu. Jazda jest bardzo wolna, bo droga jest nadal bardzo zła, ale egzotyczna. Teren jest płaski, pełen pastwisk, od czasu do czasu jest mała wioska, w potokach kobiety robią pranie na kamieniach stojąc po pas w wodzie, przed domami ludzie siedzą bezczynnie patrząc na „ruch” na drodze. Pogoda jest bardzo różna – raz świeci palące słońce, raz pada deszcz. Siedzę między workami kukurydzy i workami pomarańczy i nie jest mi zbyt wygodnie, tak że z biegiem czasu zaczyna mnie od ciągłego podskakiwania na wyboistej drodze boleć kręgosłup. Niekiedy ktoś wysiada, ale autobus zaraz zabiera następnych pasażerów. Każdy jedzie z jakimś pokaźnym workiem, który jest wciągany lub zdejmowany z dachu autobusu. Przybywa też pasażerów na dachu. Konduktor jest bardzo zręczny i w czasie jazdy wchodzi i schodzi z wnętrza autobusu na dach, aby skasować za przejazd. Co pewien czas przy potokach następuje krótka przerwa na dolanie wody do chłodnicy. Szybkość nie przekracza 20 km/h, więc przejazd trwa wiele godzin. Po 130 km zaczyna się asfalt, ale to koniec jazdy, bo tu jest spore miasteczko Acogalpa i autobus kończy jazdę. Zaraz jednak zabiera nas następny jadący do Juigalpa, podobnie na dworcu autobusowym w Juigalpa, z którego jadę dalej do San Benito. Stąd nie ma już tłoku i jadę wewnątrz, a nie na dachu. Super egzotyka się skończyła. San Benito osiągam o zachodzie słońca. Ponieważ San Benito, to zaledwie kilka domostw, setki handlarzy oraz góry śmieci, więc nie mam zamiaru zostawać tu na noc, tylko jechać jeszcze dalej. Zaraz nadjeżdża autobus w interesującym mnie kierunku do Matagalpa. Jest noc, gdy docieram do sporego, ale spokojnego miasta.

4 dzień
Rano odczuwam wyraźny chłód. Wieje silny wiatr wzniecając na bocznych nieutwardzonych uliczkach tumany kurzu. Matagalpa leży w wąskiej dolinie na dnie której płynie niewielka rzeka. Zupełnie odmienny krajobraz od widzianego wczoraj, pożółkła trawa, kamienista gleba, małe drzewa, krzaki i kaktusy – ogólnie wyblakła zieleń i sucho. Ponownie jestem na dworcu autobusowym. Pełno kolorowych i zatłoczonych autobusów, przez które przewijają się nieustannie sprzedawcy najróżniejszych rzeczy. Sprzedawców mógłbym podzielić na kilka grup: jedni obchodzą autobusy dookoła sprzedając swoje towary przez okno, drudzy przeciskają się przez zatłoczony autobus, a jeszcze inni wchodzą i jadą kawałek do następnej miejscowości. Jadąc najpierw do Esteli, a później do Ocotal mijam zbliżony krajobraz – góry, pożółkła trawa i drzewa z drobnymi listkami lub wręcz bez liści. Po południu jestem w Ocotal. Nieutwardzone ulice, po których hula wiatr wzniecając tumany kurzu, domy podobne do baraków i jedynie centralny park jest soczyście zielony. Mam nadzieję, że jutro w drodze do granicy nie trafię na jakieś tornado niszczące wszystko na swej drodze.


5 dzień
Ostatni odcinek okazuje się bezproblemową jazdą. Przed południem przekraczam w Las Manos granicę z Hondurasem.

Zdjęcia

NIKARAGUA / San Carlos / Na trasie / Dziura w moście

Dodane komentarze

trylu57 dołączył
11.12.2010

trylu57 2012-07-26 23:59:35

Świetnie opowiadasz.......SUPER.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl