Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Park Narodowy TSINGY (cz. I) > MADAGASKAR


paco paco Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MADAGASKAR / - / Aleja Baobabów / Aleja BaobabówO tym jak się wybraliśmy cała rodzinką na Madagaskar.

Niby można było wybrać jakieś miejsce bardziej odległe ale Madagaskar wydawał się wystarczająco daleko. Poza tym nie znałem nikogo, komu przyszłoby do głowy tam jechać. Jako że połowa frajdy to przygotowywanie wyjazdu, zacząłem się zastanawiać nad trasą.

W ramach przygotowań zakupiłem i uważnie przestudiowałem relację Pawła i Magdaleny Opaska „Przez Madagaskar na rowerach, pieszo i taxi brouss’em”, całkiem przyjemnie się czyta. Fidlera , jako klasyka oczywiście nie wspominam.

Wybór środka transportu był raczej oczywisty. Rower odpadał, bo już nie te lata, poza tym dzieciaki, autostop też w grę z tych samych powodów nie wchodził. Taxi brousse odpadł jeszcze szybciej. Pozostawało wynajęcie auta. Coś tam czytałem, że drogi nie najlepsze i że utwardzonych tylko 7 tys. km ale jakoś mi się od razu lampka nie zapaliła, że u nas jest z dzisięć razy więcej dróg a przecież Madagaskar jest ponad dwa razy większy.

Staneło więc na terenówce. I tu pierwsza niespodzianka, okazało się, że wynajęcie samochodu bez kierowcy w większości wypożyczalni jest w ogóle niemożliwe. Już to powinno dać mi mocno do myślenia ale może taki zwyczaj tu mają czy co? Natknąłem się na bardzo ciekawą relację pewnego gościa i przy okazji skorzystałem z jego namiaru na wypożyczalnię. Był to Francuz, który osiadł kilka lat temu z malgaską młodą żoną pod stolicą i zajmował się wynajmowaniem samochodów głównie dla firm telekomunikacyjnych stawiających maszty po zadupiach. Bo komórka tutaj, to magiczny przedmiot pożądania. Z czasem zaczął wynajmować turystom i co najważniejsze bez kierowcy. W sumie, mimo późniejszych perypetii Daniel okazał się w porządku i śmiało mogę polecić jego firmę (Madarental).

Samolot z Mauritiusa lądował późnym popołudniem ale jak wychodziliśmy z lotniska było już ciemno. Na szczęście hotel (Cheval Blanc) był dwa kroki od lotniska i przysłali w dodatku samochód z godnie z obietnicą. Tak więc następnego ranka zostawiłem rodzinkę w hotelu i pojechałem do Daniela po samochód. Miał przygotowanego dla nas Nissana Patrola i wyglądał całkiem fajnie, formalności też odbyły się bez zbędnych ceregieli i po niecałej godzinie już od niego wyjeżdżałem.

Potem sprawnie i szybko się zapakowaliśmy i ruszyliśmy w drogę.
Z jakiegoś powodu już na samym początku postanowiłem, że dotrzemy do parku Tsingy de Bemaraha jako pierwszego. Właściwie to o wyborze tego parku zdecydowało zdjęcie z mostem linowym przerzuconym nad solidną szczeliną pomiędzy dwoma sąsiednimi formacjami, na które natknąłem się w sieci. Dopiero potem okazało się, dlaczego liczba turystów do niego docierających jest raczej skromna.

Już sam wyjazd ze stolicy był nie lada wyzwaniem, Daniel narysował mi co prawda trasę na serwetce, miałem też mapy ale i tak zajęło mi to ze dwie godziny. Miałem też pierwszy kontakt z miejscowym policjantem, który zgrabnie mnie wyłowił spośród innych samochodów, jak tylko zauważył, że zawracałem przez podwójną ciągłą. Generalnie chodziło jedynie o pretekst bo przecież nie tę linię. Na przekomarzaniu z gościem zeszło ze dwadzieścia minut, chociaż od początku wiadomo było o co mu chodzi i to nawet bez francuskiego. Postanowiłem sobie jednak, że 150.000 lokalnych kutasków (ariary) to trochę za dużo i tak doszliśmy do 10.000, czyli jakieś 13,50 zł. Udało się jeszcze znaleźć supermarket i można było ruszać w nieznane. Opcja maksimum zakładała, że dojedziemy aż do Miandrivazo (z Tany ok. 380 km), lub w najgorszym razie zatrzymamy się gdzieś za Antsirabe. W końcu postanowiliśmy zostać właśnie tam. Pomyślałem, że następnego dnia podgonimy i może dojedziemy nawet do Morondavy. Cóż, udało się jedynie do Malaimbandy i to z trudem. Jakieś 100 km przed Miandrivazo zrobiliśmy kolejny krótki postój ale różnił się od wcześniejszych tym, że nijak nie dało się nissana odpalić. Z pół godziny powalczyłem z nim sam ale w końcu machnąłem na przejeżdżającego busa. Co za przypadek, okazało się, że wszyscy doskonale znają się na nissanach i każdy z pasażerów busa po kolei wdrażał swoją koncepcję uruchomienia nissana. Może i wiedziałem od razu, że nic z tego nie będzie ale nie wypadało przerywać, zanim każdy nie dostał swojej szansy. Pora już była nam w drogę, bo przebywanie na 40 stopniowym upale raczej nam nie służyło. W końcu zarządziłem zbiorowe popchnięcie i auto odpaliło. Ta przygoda ujawniła pewne niedostatki techniczne naszego nissana a konkretnie, że coś dolega alternatorowi. Zamiast więc na lunch trzeba było udać się na poszukiwanie jakiegoś warsztatu.

Miasteczko to składa się praktycznie z jednej ulicy ale do warsztatu trafiliśmy dopiero za którymś razem, wcześniej parę razy go mijając. Chyba nie przyszło mi do głowy zajeżdżać do takiego miejsca, całkiem zresztą niesłusznie, bo jak już wyłożyłem o co chodzi, co nawet bez znajomości francuskiego nie było takie trudne, panowie żwawo zabrali się do pracy. Sprawnie wymontowali alternator, po czym na rozłożonym na glebie worku jutowym przystąpili do szczegółowych badań. Patrzyłem na rozebrany na części pierwsze alternator i głowę bym dał, że już nikt nigdy go nie skręci z powrotem. Po kilku godzinach alternator był jednak skręcony z powrotem ale okazało się, że problem jest jeszcze z zapłonem i kluczyk w stacyjce nie działa. Po krótkiej naradzie bojowej panowie wyprowadzili dodatkowy kabel do akumulatora i od tej pory uruchamianie samochodu polegało na przyłożeniu końca kabla do klemy. Trzeba było tylko trzymać przez izolację, żeby nie walnęło po rękach.

Wiele osób decyduje się na spływ z Miandrivazo z prądem rzeki Tsurbinia aż do Belo Sur Tsurbinia, co trwa około trzech dni. Można cały czas podziwiać widoki i zbijać bąki. Chętnie byśmy się przesiedli na tratwę ale to raczej opcja dla kogoś bez samochodu, bo z nim się nie da zabrać ale może za krótko szukałem. Poza tym nie chcieliśmy omijać Morondavy. Miasteczko opuszczaliśmy już dobrze po południu i raczej oczywiste było, że do oceanu już dzisiaj nie dojedziemy. Zanocowaliśmy za to w bardzo przyzwoitym bungalowie w okolicy wsi Malaimbandy i następnego dnia już bez niespodzianek dotarliśmy do Morondavy.
Studiując mapę jeszcze w domu kombinowałem, jak pokonać na przełaj jedyne 100 km dzielące Miandrivazo od Tsingy zamiast jechać asfaltem ok. 500, żeby znaleźć się na tej samej wysokości nad rzeką i nadal mieć do parku 100 km. Okazało się, że nie ma czynnej przeprawy przez rzekę, więc pomysł na nasze szczęście upadł. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby udało się ją jakoś sforsować. Biorąc późniejsze perypetie z autem przyszłoby nam zginąć niechybnie w głębi madagaskarskiej dupy.

Morondava przy wjeździe od wschodu robi takie sobie wrażenie - brudno, jakieś targowiska, pełno sklepów ze wszystkim. Nad samym oceanem jest jednak enklawa małych hotelików i można tam znaleźć coś na każdą kieszeń. Postanowiliśmy nie pchać się od razu następnego dnia do Tsingi tylko chwilę poleżeć na plaży. Znaleźliśmy naprawdę fajny hotel (Maeva) przy samej plaży prowadzony przez lekko leciwego Francuza z młodą Malgaszką, co wygląda tutaj na normę, drugi Francuz prowadził knajpkę z fantastycznym żarciem przy hotelu. Naprawdę fajny klimat. Do tego pokój z wyjściem na werandę i widokiem na ocean. Grzech by było nie posiedzieć przy pysznym malgaskim rumie ale to już po zmierzchu, bo na sam zachód wyskoczyliśmy jeszcze do Doliny Baobabów, no robi wrażenie.

Zdjęcia

MADAGASKAR / - / Aleja Baobabów / Aleja BaobabówMADAGASKAR / Morondava / okolice PN Kirindy / Drobne kłopoty po drodze MADAGASKAR / - / PN Ranomafana / Lemur zwany RolloMADAGASKAR / Miandrivazo / Miandrivazo / Naprawa alternatora w profesjonalnym serwisieMADAGASKAR / - / PN Tsingy / TsingyMADAGASKAR / Antanifotsy / Antanifotsy / Centrum AntanifotsyMADAGASKAR / gdzieś koło Morondavy / - / Atak szarańczyMADAGASKAR / Tana / - / na straganie

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl