Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Przej¶cie graniczne Petrapole – Benapole > BANGLADESZ
gastropoda
relacje z podróży
Wiza zezwalaj±ca na dwutygodniowy pobyt w Bangladeszu (o taki czas występowałem) kosztuje 20 usd (2007). Konieczne jest okre¶lenie punktu granicznego, jakim ma się zamiar wjechać i opu¶cić kraj. W Kolkata jest konsulat Bangladeszu, na wydanie wizy czeka się jeden dzień.
Do Bangladeszu
Poci±giem jadę do Bangaon, miasta w pobliżu granicy. Ledwo wysiadam na niewielkiej stacji końcowej, kiedy z sinej chmury spada najpierw grad niewiele mniejszy od piłeczek pingpongowych, potem rzęsista ulewa. Robi się do¶ć póĽno, bo prawie 15:00. Do granicy jest 8 km i nie ma komunikacji autobusowej. Pozostaje marsz na pieszo, choć można wzi±ć rikszę, których jest tu pod dostatkiem. Nie wiem, w któr± stronę ruszyć, a dowiedzieć się, jak tam doj¶ć jest niezmiernie trudno, bo nikt nie zna angielskiego, a na moje pytanie Benapole (miejscowo¶ć graniczna) każdy wskazuje w odpowiedzi na riksze. Informację (nie po raz pierwszy) uzyskuję w aptece. Aptekarze z reguły mówi± choć trochę po angielsku i w miarę wiedzy udzielaj± prawidłowych informacji. Drogi ton± w błocie. Od centrum do granicy biegnie długa aleja. Jeżdż± ni± liczne riksze rowerowe i nieliczne ciężarówki. Po drodze ponownie zatrzymuje mnie ulewa, tym razem nieco krótsza. O 17:00 jestem na granicy. Długa kolejka ciężarówek, stragany i mnóstwo tkwi±cych bezczynnie facetów. Chaos, błoto i beznadzieja. Przekraczaj±cych granicę jest niewielu, a ja jestem jedynym obcokrajowcem. W punkcie indyjskim chodzę od stolika do stolika, gdzie zapisuj± moje dane w kajecie myl±c się często, więc powtarzaj± czynno¶ć od nowa. Czas upływa, a w tym czasie słońce zachodzi. Odprawa po stronie Bangladeszu jest sprawniejsza, bo po wypełnieniu jednego formularza jestem już w Bangladeszu. Klucz±c między tarasuj±cymi drogę ciężarówkami i ton±c w błocie obok jeszcze bardziej obskurnych straganów brnę przez 2 km do przystanku autobusowego. Nie mam taka, a nie widzę ani bankomatu, ani punktu wymiany walut, nikt też nie oferuje mi wymiany. Już z daleka dostrzega mnie konduktor autobusu jad±cego do Jessore, akceptuje rupie hinduskie, więc jadę.
Z Bangladeszu
Znowu jazda podnosz±ca poziom adrenaliny w¶ród mnóstwa riksz rowerowych. W Benapole wydaję resztę taka zostawiaj±c, jak zwykle kilka na pami±tkę. Na granicy niespodzianka – mam zapłacić 300 Tk podatku wyjazdowego (to płac± wszyscy przekraczaj±cy granicę – może dlatego niewielu jest przekraczaj±cych granicę?) Urzędnicy migracyjni kieruj± mnie do okienka bankowego, ale tam kart płatniczych nie akceptuj±. Jakim¶ cudem udaje mi się przekonać urzędników, żeby przepu¶cili mnie bez tej opłaty – wiele razy ogl±dam się za siebie przy przekraczaniu granicy, czy nie cofn± mnie w ostatnim momencie, ale nie. Odprawa paszportowa w punkcie indyjskim znowu długa. Urzędnik przerzuca setki razy kartki paszportu, wypełnia co¶ w księdze i co chwila odchodzi z pytaniami do innych, którzy niewiele mu pomagaj±, w końcu zwraca się do mnie z pro¶b± o wyja¶nienie. W tym czasie szef zarzuca mnie stereotypowymi pytaniami. Kiedy w końcu otrzymuję paszport okazuje się, że połowy nie wypełniono i historia z wypełnianiem rubryk się powtarza. Fakt przekraczania tej granicy przez białego to ponoć bardzo wielka rzadko¶ć. Znowu t± sam± alej± przemierzam 8 km i do poci±gu wsiadam w ostatniej chwili.
Poci±giem jadę do Bangaon, miasta w pobliżu granicy. Ledwo wysiadam na niewielkiej stacji końcowej, kiedy z sinej chmury spada najpierw grad niewiele mniejszy od piłeczek pingpongowych, potem rzęsista ulewa. Robi się do¶ć póĽno, bo prawie 15:00. Do granicy jest 8 km i nie ma komunikacji autobusowej. Pozostaje marsz na pieszo, choć można wzi±ć rikszę, których jest tu pod dostatkiem. Nie wiem, w któr± stronę ruszyć, a dowiedzieć się, jak tam doj¶ć jest niezmiernie trudno, bo nikt nie zna angielskiego, a na moje pytanie Benapole (miejscowo¶ć graniczna) każdy wskazuje w odpowiedzi na riksze. Informację (nie po raz pierwszy) uzyskuję w aptece. Aptekarze z reguły mówi± choć trochę po angielsku i w miarę wiedzy udzielaj± prawidłowych informacji. Drogi ton± w błocie. Od centrum do granicy biegnie długa aleja. Jeżdż± ni± liczne riksze rowerowe i nieliczne ciężarówki. Po drodze ponownie zatrzymuje mnie ulewa, tym razem nieco krótsza. O 17:00 jestem na granicy. Długa kolejka ciężarówek, stragany i mnóstwo tkwi±cych bezczynnie facetów. Chaos, błoto i beznadzieja. Przekraczaj±cych granicę jest niewielu, a ja jestem jedynym obcokrajowcem. W punkcie indyjskim chodzę od stolika do stolika, gdzie zapisuj± moje dane w kajecie myl±c się często, więc powtarzaj± czynno¶ć od nowa. Czas upływa, a w tym czasie słońce zachodzi. Odprawa po stronie Bangladeszu jest sprawniejsza, bo po wypełnieniu jednego formularza jestem już w Bangladeszu. Klucz±c między tarasuj±cymi drogę ciężarówkami i ton±c w błocie obok jeszcze bardziej obskurnych straganów brnę przez 2 km do przystanku autobusowego. Nie mam taka, a nie widzę ani bankomatu, ani punktu wymiany walut, nikt też nie oferuje mi wymiany. Już z daleka dostrzega mnie konduktor autobusu jad±cego do Jessore, akceptuje rupie hinduskie, więc jadę.
Z Bangladeszu
Znowu jazda podnosz±ca poziom adrenaliny w¶ród mnóstwa riksz rowerowych. W Benapole wydaję resztę taka zostawiaj±c, jak zwykle kilka na pami±tkę. Na granicy niespodzianka – mam zapłacić 300 Tk podatku wyjazdowego (to płac± wszyscy przekraczaj±cy granicę – może dlatego niewielu jest przekraczaj±cych granicę?) Urzędnicy migracyjni kieruj± mnie do okienka bankowego, ale tam kart płatniczych nie akceptuj±. Jakim¶ cudem udaje mi się przekonać urzędników, żeby przepu¶cili mnie bez tej opłaty – wiele razy ogl±dam się za siebie przy przekraczaniu granicy, czy nie cofn± mnie w ostatnim momencie, ale nie. Odprawa paszportowa w punkcie indyjskim znowu długa. Urzędnik przerzuca setki razy kartki paszportu, wypełnia co¶ w księdze i co chwila odchodzi z pytaniami do innych, którzy niewiele mu pomagaj±, w końcu zwraca się do mnie z pro¶b± o wyja¶nienie. W tym czasie szef zarzuca mnie stereotypowymi pytaniami. Kiedy w końcu otrzymuję paszport okazuje się, że połowy nie wypełniono i historia z wypełnianiem rubryk się powtarza. Fakt przekraczania tej granicy przez białego to ponoć bardzo wielka rzadko¶ć. Znowu t± sam± alej± przemierzam 8 km i do poci±gu wsiadam w ostatniej chwili.
Z tak± ilo¶ci± pisaniny na granicy spotkałem się po raz pierwszy.
Dodane komentarze
gastropoda 2012-07-31 01:00:54
w podróżach mam dużo czasu; a dlaczego Ty przekraczałe¶ tę granicę wielokrotnie? ¶lę pozdrowienia![konto usuniete] 2012-07-23 07:20:12
Granica znana mi do¶ć dobrze, przekraczałem j± kilkakrotnie w latach 1989-91, rzeczywiscie białych naliczyć tam to rzadko¶ć. S± jednak sposoby aby takie garnice i im podobne przekraczać stosunkowo szybko i sprawnie...Pozdrawiam!Przydatne adresy
Brak adres w do wy wietlenia.
Inne materia y
Dział Artykuły
Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.
Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.



