Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Mundo Maya – Aguateca, Ceibal, La Joyanca, Uaxactun, Tikal (X) > GWATEMALA


gastropoda gastropoda Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MEKSYK / Campeche / Chenkoh / Znak drogowy Mundo MayaW Gwatemali najwięcej pozostałości po kulturze Mayów jest na obszarze obecnego stanu Peten. Większość jest porośnięta gęstą dżunglą. Stolicą stanu jest Flores leżący na wyspie na drugim co do wielkości jeziorze w Gwatemali Peten Itza. W okresie prekolumbijskim na wyspie znajdowało sie miasto Mayów Tayasal. Było to ostatnie miejsce Mayów podbite przez konkwistadorów hiszpańskich w 1697 roku.
Stąd jeżdżę w różnych kierunkach zwiedzać kolejne ruiny.

Aguateca
Wsiadam w mikrobus do Sayaxche. Szosa jest dobra, ale kończy się na brzegu rzeki Pasion, nad którą po drugiej stronie leży Sayaxche. Prymitywny prom na linie przewozi samochody, pasażerów za 1 quetzala przewożą łodzie. Nie ma przystani, a prom i łodzie lądują na piasku. Żwirowe brzegi służą jako składowisko towarów. Po obu stronach jest duży ruch. Są też łodzie wożące pasażerów do niektórych wiosek leżących nad rzeką. Ponoć nie ma innej możliwości dotarcia jak tylko rzeką. Do stref archeologicznych cena wynajęcia małej łodzi jest wysoka, więc od razu rezygnuję, licząc, że musi być jakaś możliwość dotarcia lądem. W IDAEH otrzymuję informacje, jak dotrzeć do dwóch częściowo odrestaurowanych ruin pomijając łódź. Są to Aguateca i Ceibal. Jako pierwszy cel wybieram Aguateca. Pierwsze 30 km jadę mikrobusem dobrą szosą. W maleńkiej wiosce Las Posas wysiadam. Kolejny etap to droga w bok, wyboista i pylista. Pokonuję ten odcinek okazją i wysiadam ledwo żywy. Do ruin pozostaje jeszcze 7 km na pieszo, nie wiedzie tam żadna droga, tylko ścieżka, a La Monteria jest ostatnią wioską. Po kilkuset metrach okazuje się, że ścieżek prowadzących przez wykarczowane pola kukurydzy jest całe mnóstwo. Nie ma się kogo spytać, którą ścieżkę wybrać, więc wybieram tę najbardziej wydeptaną. Wśród pól kukurydzy rosną wielkie palmy z kiściami niewielkich orzechów. Pocę się niemiłosiernie, bo na niebie nie ma chmur. Trafiam na kilka rozrzuconych domostw, ale informacje, jakie otrzymuję od zamieszkałych tu Indian są mało precyzyjne. Oni dobrze wiedzą gdzie są ruiny, ale nie potrafią mi tego wytłumaczyć, ciągle mówią o szerokiej ścieżce, a takowej nie ma. Zgodnie z ich wskazówkami idę nad rzekę i posuwając się jej brzegiem przez ciemną dżunglę dochodzę do ślepego punktu. Wracam i próbuję innej ścieżki – to samo. Gdy widzę zachodzące słońce cofam się do jednego z domostw i rozbijam namiot. Krążąc przeszedłem wiele kilometrów, a wg słów gospodarza do ruin jest jeszcze 4 do 5 km. Tłumaczy mi dokładniej, jak dojść do ruin. Są dwie ścieżki i obie przez gęstą dżunglę: jedna dobrze wydeptana i trzeba się do niej sporo cofnąć, druga zanikająca najpierw wzdłuż rzeki, potem wzgórzami, ale aby nią iść trzeba dobrze znać teren, więc tę mi odradza. Tę opcję już dziś przerabiałem, więc jutro obiorę tę bardziej okrężną. Te kilka domostw wygląda jak za czasów starożytnych Mayów (fragmenty podobnych gospodarstw widziałem w Joya de Ceren).
Ranek jest dość rześki, a namiot po nocy wilgotny. Gospodarz z dziesięcioletnim synem karczują maczetami pole. Wykorzystują okres dnia, kiedy jeszcze nie jest zbyt upalnie. W środku dnia przerwą tą męczącą pracę i będą kontynuować pod wieczór. Ruszam zgodnie ze wskazówkami gospodarza. Krótki odcinek idę polami i wkrótce zagłębiam się w gęstą dżunglę. Wąska, niekiedy błotnista ścieżka wije się w gęstwinie drzew i krzewów. Dżunglę tworzą liany, wysokie palmy, drzewa ceiba o wyjątkowo rozłożystych korzeniach przy podstawie, bambusy i mnóstwo innych. Jest tak gęsto, że w niektórych miejscach jest ciemno. Idąc zwracam baczną uwagę, aby nie nadepnąć na jakąś żmiję, które spotykam kilkakrotnie. W czasie wędrówki towarzyszy mi mnóstwo kolibrów o różnym ubarwieniu oraz ryk małp wyjców. Jest pochmurnie i bardzo wilgotno. Nagle oczom moim ukazują się ruiny. Tak wyobrażamy sobie w Europie starożytne, zagubione cywilizacje. Wśród drzew częściowo zrekonstruowane budowle z kamieni. Część kamieni pokrywa warstwa mchu, na głównym placu leżą zeschnięte liście, w przebłyskach słońca budowle jaśnieją tworząc jasne miejsca wśród ciemnych drzew. Stele na głównym placu są częściowo odrestaurowane, jednak większość stel i ołtarzy jest rozbita i omszała. Można usiąść i poddać się urokowi miejsca. Nie muszę chyba dodawać, że nikogo oprócz mnie tu nie ma. Główny plac jest oddzielony od dwóch mniejszych placów głęboką szczeliną skalną. Przy tych mniejszych placach kilka budowli jest w trakcie rekonstrukcji, bo kamienie są jeszcze zupełnie świeże i białe z lekkim odcieniem beżowym. Schodzę stromą skarpą nad brzeg rzeki i tam spotykam dwóch dozorców. Rozmawiam z nimi przez chwilę o Aguateca i ponownie wdrapuję się ku ruinom. Jest to wymarzone miejsce do kontemplacji Świata Mayów i jestem pod niesamowitym wrażeniem tej strefy - brak turystów, częściowo odkopane i częściowo odbudowane różne budowle (piramidy, platformy, stele, mieszkania elity, otoczone schodami place), wiele kopców skrywających jeszcze wiele budowli, teren nie sprzątany ze starych liści i porośnięty gęsto drzewami – bardzo mi się tu podoba. Wydaje mi się, że przy niektórych wejściach wystarczyłoby przesunąć jakiś kamień, aby przesunęły się ściany ukazując podziemne tajemne przejścia do skarbców… Napatrzywszy się do syta wracam. Do La Monteria dochodzę dokładnie mokry i wypompowany.

Ceibal
Z Las Posas jadę mikrobusem do El Paraiso, małej wioski, z której idę polną drogą w kierunku drugich ruin na tym obszarze – Ceibal. Do przejścia mam 8 km. Po dwóch kilometrach wchodzę do dżungli i zostaję zmoczony krótkim, ulewnym deszczem. Ceibal było kiedyś dużym miastem liczącym ok. 30 000 mieszkańców. Odrestaurowane są tylko dwie budowle: małe obserwatorium astronomiczne w kształcie okrągłej piramidy oraz na głównym placu platforma ze świątynią otoczona czterema stelami. Przed zachodem słońca obchodzę pobieżnie całość, dokładniejszą penetrację zostawiając na jutro. W świetle świecy, przy fasoli i tortillas rozmawiam do późna z dozorcami obiektu. W szałasie z dachem z liści palmowych nocuję na pryczy. Ponieważ po ziemi biegają różne stwory typu ropucha, tarantula, mysz i inne, swoje ubranie wieszam na drągu.
Rano wstaję pogryziony przez mrówki, a wkrótce potem w czasie wędrówki po sporym obszarze byłego miasta Mayów dodatkowo przez komary. Do odstraszania komarów dostaję od dozorcy puszkę z tlącymi się skorupami orzechów i metoda okazuje się bardzo skuteczna. Wilgotna dżungla jest tak gęsta, że niewiele słońca przedostaje się przez bujnie rosnącą roślinność. Ok. 10:00 przybywają pierwsi nieliczni turyści i dzięki temu nie muszę wracać do Sayaxche pieszo.

La Joyanca
W inspektoracie IDAEH w Flores pragnę zasięgnąć informacji o częściowo odrestaurowanych miejscach Mayów w najbliższej okolicy. Ostatnio otrzymywałem bardzo sprzeczne informacje, które ruiny to nadal kopce porośnięte dżunglą, a które są odrestaurowane. Jak już się zdołałem przekonać, najlepsze informacje mają inspektorzy terenowi. Odrestaurowane strefy archeologiczne nie oznaczają całkowitego odrestaurowania wszystkich budowli, tylko odkrycie i odbudowę kilku obiektów, bo znakomita większość jest porośnięta dżunglą i pozostanie tak jeszcze bardzo, bardzo długo. Przyczyną są oczywiście nikłe środki finansowe. Biuro IDAEH jest maleńkie, a inspektor nie ma czasu na udzielanie mi informacji, bo za kilka minut jedzie na inspekcję jednego z restaurowanych obiektów odległego o 140 km – La Joyanca. Na moje pytanie, czy mogę się zabrać z nim, pada odpowiedź twierdząca, więc ruszamy. La Joyanca znajduje się na zachód od Flores i z wyjątkiem pierwszych 40 km asfaltowej szosy pozostała droga jest kamienista i pylista. Jazda pickupem terenowym trwa ponad 3 godziny. Na drogach nie ma żadnych drogowskazów i tylko bardzo rzadko wsi zamieszkałe przez Mayów. Siedzę z tyłu i gdyby nie owiewające powietrze jadącego samochodu to bym się w tym skwarze upiekł. Nie mijamy po drodze żadnych pojazdów. Ruiny La Joyanca są na porośniętym przez dżunglę wzgórzu i nie zajmują dużego obszaru. To było małe miasto starożytnych Mayów. Niewiele budowli jest odrestaurowanych, a i to w bardzo małym stopniu. Na jednej z niewielkich piramid jest kamienny grzebień podobny do tych, jakie widziałem na budowlach Mayów w Chiapas. W czasie, gdy inspektor rozmawia z dozorcą zwiedzam plaza central. Odbudowę tej strefy finansują Francuzi, ale prace posuwają się bardzo wolno i w ciągu roku najwyżej kilka tygodni ktoś tu coś robi. Po zwiedzeniu miejsca idziemy do wsi ścieżką przez dżunglę. La Joyanca to duża wieś z dużym trawiastym placem centralnym. Nie ma elektryczności, wodociągu, nie ma żadnych osiągnięć współczesnej cywilizacji z wyjątkiem... Coca-Coli. Patrząc na wieś zastanawiam się co zabrała i co dała Mayom biała rasa. Zniszczyła elitę i pozbawiła edukacji i wiedzy, a dała rower, Coca-Colę i chipsy. Zestawienie przedstawia się tragicznie. Wracamy do Flores tą samą drogą wzniecając za sobą tumany kurzu.

Uaxactun
Z Santa Elena do wioski z ruinami Mayów Uaxactun kursuje jeden autobus dziennie. Odjazd jest o 12:00 z targowiska. Na targowisku trudno się zorientować gdzie i jakie autobusy odjeżdżają. Jeden z naganiaczy stara mi się pomóc, ale okazuje się, że autobus do Uaxactun już odjechał. Jest parę minut po 12:00, więc pod namową naganiacza decyduję się na jazdę do Tikal (Tikal jest po drodze do Uaxactun). Naganiacz prowadzi mnie do biura podróży zajmującego się transportem mikrobusami do Tikal. Do Tikal jest jeszcze tylko jeden kurs o 14:00, a koszt biletu jest nieprzyzwoicie wysoki, więc rezygnuję z jazdy. Zaczynam podejrzewać, że to jakieś naciąganie. Wracam na targowisko i rozpytuję się o kursy do Tikal lub Uaxactun. Okazuje się, że do Uaxactun jest autobus, tylko, że dopiero o 13:15. Niebawem między stragany zajeżdża zdezelowany pojazd. Siedzę w autobusie, pot cieknie po całym ciele, a kolejni sprzedawcy przewijają się przez autobus, który powoli się zapełnia. Kolorowo, hałaśliwie i egzotycznie. Wyjazd następuje punktualnie o 13:15. Odległość do Uaxactun wynosi 86 km i tylko pierwsze kilometry jedzie się wśród miejscowości i pastwisk, później tylko dżungla, w tym Park Narodowy Tikal. Wstęp do parku i ruin jest płatny, za przejazd do Uaxactun płaci się mniej, a po powrocie do Tikal dopłaca się różnicę. Od Tikal do Uaxactun prowadzi bardzo wąska kamienista droga leśna. Osada otoczona dżunglą to kilkadziesiąt chat, a ruiny są po obu stronach osady. Zwiedzam najpierw kompleks astronomiczny. Kilka budowli jest odrestaurowanych, ale na tyle dawno, że zdążyły porosnąć grubym mchem. Nie ma dozorców i nikt nie dba o utrzymanie budowli w należytym stanie. Druga grupa po przeciwnej stronie osady jest kilkaset metrów dalej. Uaxactun ma sporo budowli, m.in. pałace i rozległe osiedla mieszkań elity Mayów, ale wszystko jest dość zapuszczone. Na jednej z piramid przysiadam i jem posiłek. Uaxactun jest zaledwie 23 km od Tikal, a nie ma tu zbyt wielu chętnych do odwiedzania. Miasto było kiedyś rozległe i początki sięgają 2000 roku p.n.e. Najpiękniejszą i największą budowlą jest kompleks pałacowy wokół niewielkiego placu. Patrząc wnikliwie można dostrzec, że budowle są z różnych epok, te najstarsze są dość prymitywne. Stele są nieczytelne i w większości przypominają prymitywne kamienie przydrożne. Na terenie Uaxactun jest sporo niewielkich platform z kamiennymi kolumnami, na których najprawdopodobniej były kiedyś dachy. Gdy zbliża się wieczór wracam do wsi, w której środku jest stary pas startowy dla samolotów. Ponieważ autobus wyjeżdża wcześnie rano, więc aby nie zaspać i nie przeoczyć jedynej możliwości wydostania się z Uaxactun, namiot rozbijam w pobliżu autobusu, na podwórku najbliższego gospodarstwa.

Tikal
Do Tikal docieram o 7:00. Od całkowitego zachmurzenia jest ciemno, poza tym od czasu do czasu kropi deszcz. Teren ruin jest porośnięty tropikalną dżunglą. Tylko część budowli jest całkowicie zrekonstruowana, część częściowo odsłonięta, a większość to nie odkryte kopce. Wszystkich zewidencjonowanych budowli na tym obszarze jest ponad 4000, a w szczycie rozwoju Tikal był zamieszkały przez grubo ponad 100 000 mieszkańców. Mayowie założyli tu miasto w VIII wieku p.n.e., a najstarsza część zwana Acropolis Norte pochodzi z III wieku p.n.e. Apogeum rozwoju przypadło na VI – VIII wiek n.e. Prace archeologiczne w Tikal rozpoczęły się w połowie XIX i trwają do dziś. Najbardziej charakterystyczne dla Tikal są chyba piramidy różnej wysokości o stromych bokach i ze świątyniami na szczytach. Najwyższa Templo IV ma 75 m wysokości. Całkowicie odbudowane (ze wszystkich stron) są dwie piramidy przy plaza central Templo I, zwana Grande Jaguar i Templo II, zwana Los Mascaras. Templo III i IV mają odrestaurowane tylko szczytowe świątynie, piramidy pokrywa ziemia i dżungla i z dołu są ledwo widoczne. Templo V i Templo VI są częściowo zrekonstruowane. Wejść można tylko na Templo IV i Templo V. Na szczyt piramid prowadzą drewniane schodki z poręczami (po kamiennych schodach jest zakaz chodzenia, bo są bardzo wysokie i strome i w przeszłości było wiele wypadków śmiertelnych – turyści spadali ze schodów). Ze świątyń na szczytach piramid rozciąga się rozległy widok na dżunglę i na pozostałe piramidy wystające sporo ponad lasy dżungli. Chodząc pośród ruin często spotyka się żyjące tu dzikie zwierzęta, dwa gatunki małp, szopy, wiele rodzajów ptaków, w tym tukany, dzikie indyki, kolibry. Zwiedzanie zaczynam od wejścia na Templo IV, skąd mam widok na kilka wystających z dżungli piramid. Dżungla paruje po całonocnym deszczu, niebo zasnuwają chmury, ale i tak widok jest urzekający. Świątynia na piramidzie ma niewielkie pomieszczenie, a dach jest ozdobiony wysokim grzebieniem. Schodzę z najwyższej piramidy i kolejno zwiedzam poszczególne grupy budowli. Dziennie zwiedza ruiny ok. 500 turystów, ale ponieważ teren jest rozległy i w dżungli – tłoku nie ma, a powiedziałbym, że wręcz są pustki. Jedną z grup Siete Templos rozpoczyna się restaurować. Większość budowli nie ma swoich nazw, tylko oznaczenia literowe lub cyfrowe, niektóre mają bardzo dźwięcznie brzmiące nazwy jak np. Mundo Perdido (grupa mniejszych piramid). Pewnie minie jeszcze wiele dziesiątków lat nim większość obiektów zostanie przynajmniej odkryta, nie mówiąc o renowacji. Tikal jest piękny i jestem pod wielkim wrażeniem tego kompleksu. Twórcy Tikal to rzeczywiście architekci nieba, jak się ich tu określa. Zachodzące słońce oglądam z Templo V (renowację ukończono w 2003 roku) i szybko podążam do wyjścia, by zdążyć na ostatni autobus do Flores Za jazdę ostatnim mikrobusem kierowca chce skasować mnie nieźle drogo. Wszyscy turyści płacą 30 quetzali za przejazd wart 15, a ja po prostu rezygnuję z jazdy.


Gwatemala
1. Aguateca – kwintesencja „zaginionej cywilizacji Mayów”, Peten
2. Ceibal – nad Rio Pasion, Peten
3. La Joyanca, Peten
4. Uaxactun, Peten
5. Tikal – UNESCO – jeden z głównych ośrodków, Peten

Zdjęcia

MEKSYK / Campeche / Chenkoh / Znak drogowy Mundo Maya

Dodane komentarze

gastropoda dołączył
19.05.2011

gastropoda 2012-07-11 23:13:16

Rzok, mam nadzieję, że zdjęcia widziałeś, bo już je wykasowałem

[konto usuniete] dołączył
29.01.2012

[konto usuniete] 2012-07-11 09:09:44

"No wreszcie.... podoba mi się.
"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl