Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Spływ Mekongiem > LAOS


Robb Robb Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie LAOS / brak / gdzieś nad brzegiem Mekongu / Moja łódź- You are fucking crazy - to słowa pewnego Anglika, którego poznaliśmy na granicy tajsko-laotańskiej, po tym jak opowiedzieliśmy mu o naszych najbliższych planach.
- Chcecie kupić małą łódkę i popłynąć tą rzeką do Luang Prabang? - upewnia się niedowierzając.
- Może dalej. Zobaczymy, niczego nie planujemy - odpowiada Igor.
- Musicie bardzo uważać. Wczoraj przypłynąłem tutaj z Luang Prabang slowbootem i widziałem podwodne skały i wiry tak duże jak ta wasza łódka – ostrzega – laotańczycy wiedzą którędy można płynąć, ale wy? Wy skąd macie wiedzieć?

Mekong to potężna rzeka. Ponad 4500 km długości, przemierza 5 krajów jak wytrawny podróżnik. Zaczyna swój bieg w górach Tangla na wyżynie tybetańskiej, podobno jako mały strumyk wijący się między skałami, jakby nie był pewien dokąd chce płynąć. Ostatecznie decyduje się i od wieków pokonuję tę samą drogę. Przez Chiny, Laos, Kambodże i Wietnam. Uchodzi do Morza Południowo-chińskiego szeroką deltą o powierzchni 55000km kwadratowych. W pewnym miejscu wyznacza granice Laosu, Tajlandii i Birmy. To niesławny Golden Triangle.
***
- You are fucking crazy - to słowa pewnego Anglika, którego poznaliśmy na granicy tajsko-laotańskiej, po tym jak opowiedzieliśmy mu o naszych najbliższych planach.
- Chcecie kupić małą łódkę i popłynąć tą rzeką do Luang Prabang? - upewnia się niedowierzając.
- Może dalej. Zobaczymy, niczego nie planujemy - odpowiada Igor.
- Musicie bardzo uważać. Wczoraj przypłynąłem tutaj z Luang Prabang slowbootem i widziałem podwodne skały i wiry tak duże jak ta wasza łódka – ostrzega – laotańczycy wiedzą którędy można płynąć, ale wy? Wy skąd macie wiedzieć?
Racja, skąd mamy wiedzieć. Ale idąc tym tropem powinniśmy stanąć w miejscu i nie ruszać się, bo nikt nigdy nie wie dokąd zaprowadzi go następny krok. Postawisz stopę w niewłaściwym miejscu i skręcisz kostkę. Życie to ciągłe dokonywanie wyborów. Możesz zgadywać dokąd zaprowadzi cię wyprawa do pobliskiego sklepu. No dokąd? Do zapełnienia lodówki jedzeniem? Prawdopodobnie. Ale po drodze może wydarzyć się tyle nieprzewidzianych rzeczy. Nigdy nie zgadniesz jakich.
***
Pamiętam jak w 7 czy 8 klasie szkoły podstawowej, na lekcji geografii, nauczycielka wciąż przeszkadzała mi grać w kropki na kartce papieru.
- Kto wie która rzeka jest najdłuższa na Półwyspie Indochińskim? - pytała i rozglądała się za wyciągniętą ręką któregoś z dzieci. Gdy takiej nie dostrzegła, jak rewolwerowiec wymierzyła palec w wybrany przypadkowo cel:
- Robert! Która to rzeka?
- Mekong prze pani – odpowiedziałem.
Wtedy wymieniłem jakąś nazwę, jakiejś dużej rzeki, w jakiejś Azji. Szybko wróciłem do gry w kropki.
To było wiele lat temu. A dziś siedzę na granicy tajsko-laotańskiej, w przydrożnym barze, popijając coś orzeźwiającego i podziwiam tę potężną rzekę.
Chińczycy nazywają ją Lancang Jiang. Tajowie, Me Nam Khong. Wietnamczycy, Me Kong. Dla wszystkich ludów zamieszkujących te okolice Mekong jest błogosławieństwem. Dolina mekongu na równinie kambodżańskiej pokryta jest plantacjami ryżu. Rzeka niesie cenny muł wzbogacający glebę w wszelkiego rodzaju pierwiastki, dzięki czemu rolnicy na tych terenach zbierają ryż aż trzy razy w roku. Tam gdzie nie uprawia się ryżu, łowią ryby. A wybór mają ogromny. Rzeka jest środowiskiem dla około 1200 gatunków ryb. Od pewnej ryby z rodziny karpiowatych pochodzi nazwa kambodżańskiej jednostki monetarnej. Riel.
Rzeka jest tak duża, że pozwala statkom morskim dopłynąć aż do Phom Penh, stolicy Kambodży.
***
Czytałem kiedyś relacje z wyprawy, celem której było spłynięcie Amazonki kajakami. Całej Amazonki. Od jej źródeł, aż po ujście w Atlantyku. W wyprawie brało udział 2 polaków, Piotr Chmieliński i Zbigniew Bzdak. Cała historia swego czasu była bardzo głośna. Z paru powodów. Po 1 był to pierwszy w historii spływ kajakowy Amazonką, duża sprawa. Odkryto wtedy jej źródła. Piotr Chmieliński przeszedł do historii jako pierwszy człowiek, który pokonał każdy kilometr tej potężnej rzeki. Zdaje się, że do dziś nikomu nie udało się powtórzyć tego wyczynu.
Druga sprawa to Jacek Pałkiewicz, który twierdzi, że to on, 11 lat później odkrył źródła Amazonki w innym miejscu. Wywiązał się spór o to kto ma racje i gdzie owe źródła się znajdują.
Całą wyprawę opisał Joe Kane, uczestnik wyprawy. A zdjęcia Zbigniewa Bzdaka przyniosły mu międzynarodową sławę.
Dobrze pamiętam tę relacje. Wysiłek, wyrzeczenia, niebezpieczeństwa. Jestem pewien, że po latach są to najlepsze wspomnienia tych ludzi.
A teraz, tutaj, ja mam moją małą wyprawę.
***
Ocknąłem się z zadumy. Igor wciąż rozmawiał z Anglikiem, który zaczynał zbierać się do wyjścia.
Na pożegnanie rzucił nam:
- Będę oglądał wiadomości, wiec jeśli się potopicie, dowiem się o tym.
Zaśmiałem się, dobry żart. Ale Anglik nie śmieje się. On mówi poważnie. Naprawdę myśli, że się potopimy.
***
Na pomysł kupienia łodzi rybackiej od miejscowego rybaka wpadłem jeszcze przed wyjazdem do Indochin. Teraz, będąc w Huay Xai, to był dobry moment, żeby to zrobić. Mekong zmierzał w kierunku, w którym i my chcieliśmy się udać, czyli do Luang Prabang.

Zdania na temat naszych planów były podzielone. Jedni mówili, że jest to bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie. Inni twierdzili, że nie powinno być problemów.
Generalnie drogę z Huay Xai do Luang Prabang można przebyć na 2 sposoby.
Drogą lądową i wodną.
Droga wodna jest popularniejsza. Można ją przebyć speedboatem, czyli małą, szybką i strasznie głośną motorówką. Według mnie wątpliwa przyjemność.
Druga opcja to średniej wielkości statek rzeczny. Płynie 2 dni, z postojem w Pakbeng. Według mnie jeden dzień na takim statku to fajna sprawa, ale dwa to juz zbyt wielka monotonia.
My postanowiliśmy popłynąć naszą własną łódka.

Jeszcze po stronie tajskiej próbowaliśmy dowiedzieć się czy można tutaj kupić łódź i za ile. Dość szybko znaleźliśmy pewnego człowieka, który miał coś czego szukaliśmy. Około 8 metrowa, drewniana łódka rybacka. Żądał za nią 5000BTH. Cena bez targowania, ponieważ nie chcieliśmy jej kupić po stronie tajskiej.

Następnego dnia, już po stronie laotańskiej, przypomniałem sobie, że w filmach przygodowych, jeśli ktoś chciał kupić coś w obcym sobie mieście, od tubylców, to szedł do miejscowego baru i pytał barmana.
Postanowiliśmy zrobić podobnie. Poszliśmy do restauracji i zapytaliśmy właściciela czy wie coś na temat łodzi do sprzedania. Obrotny restaurator oczywiście wiedział coś na ten temat i zaprowadził nas nad brzeg Mekongu, gdzie zaoferował nawet kilka łódek.
Jakiś czas oglądaliśmy je, zastanawialiśmy się, rozważaliśmy różne kwestie.
Nasz pośrednik twierdził, że taki spływ może być niebezpieczny dla tak małej łodzi. Że Mekong jest najeżony podwodnymi skałami, wirami itp. Nasz Anglik, który płynął z Luang Prabang do Huay Xay slowboat'em, także wspominał o skałach itp.
Patrzyłem na rzekę i myślałem. Uparłem się żeby to zrobić. Wpadłem na pomysł, żeby dla poprawienia stabilności, przymocować do boków łódki duże bambusy. Pośrednik potwierdził, że to dobry pomysł i może pomóc.
Na koniec przepłyneliśmy się z właścicielem wybranej łodzi, dla próby. Ustaliliśmy z rybakiem, że ten przygotuje dla nas łódź, bambusy po bokach i daszek.

Następnego dnia, w samo południe, stawiliśmy się nad brzegiem Mekongu. Łódź była gotowa. Nawet mi się podobała, tylko wciąż niepokoiło mnie, że jest tak wąska. Niech nikt nie myśli, że bałem się o siebie na wodzie. Ja świetnie pływam i na pewno nic nie mogło mi się stać. Natomiast rzeczywiście bałem się szczególnie o Martę i trochę o Igora. Gdybyśmy wywrócili się, mogłoby być niewesoło. No i bagaże, kasa, dokumenty, sprzęt fotograficzny. Zbyt ważne rzeczy, żeby nie bać się o ich stratę.

Ok, ruszamy. Żegnani przez pośrednika i gromadkę ludzi, którzy przyglądali się z uśmiechem całemu przedsięwzięciu, wypływamy na środek rzeki. Ja siedziałem na końcu łodzi, dzięki czemu miałem większy wpływ na manewrowanie nią. Marta była w środku, pod daszkiem, Igor na dziobie.
Pierwsze ruchy wioseł były niepewne, niezsynchronizowane. Ale z czasem szło nam o wiele lepiej.

Rzeka na tym odcinku, mam na mysli Huay Xai-Pakbeng, jest dość różnorodna. Miejscami mijaliśmy szerokie rozlewiska o bardzo wolnym nurcie. Innym razem, węższe, szybkie, często najeżone podwodnymi skałami przejścia. Dość szybko nauczyłem się rozpoznawać takie niebezpieczne miejsca i omijać je. Nie zawsze udało nam się jednak opłynąć taką pułapkę. Czasem prąd był tak szybki, że nie było sensu z nim walczyć. Wtedy wiosłowaliśmy jeszcze mocniej, żeby przepłynąć taki niebezpieczny kawałek szybko i dziobem do przodu.
Szybko zauważyłem, że prąd często wie lepiej od nas, którędy powinniśmy płynąć i wtedy poddawaliśmy się mu. Ale czasem próbował nas oszukać i wrzucić na mieliznę, skały lub wymyślał inne złośliwe sztuczki. Wtedy myślałem:
- Chrzanić prąd, on nie zawsze wie lepiej,
i wiosłowaliśmy tak, aby nie dać się złapać.

Na prawdę niebezpieczną mieliśmy tylko jedną sytuacje. Prąd nas oszukał i wrzucił łódź na skałę, na środku rzeki. W tym miejscu był wyjątkowo mocny. Z jednej strony burty trzymała nas skała na której zawiesiliśmy się i nie pozwalała płynąć dalej, z drugiej strony bardzo silnie napierała na nas woda.
Łódź niebezpiecznie przechylała się na bok. Jestem pewien, że wtedy uratowały nas bambusy zamocowane do boku łodzi. Bez nich płynelibyśmy do brzegu żabką, a nasze bagaże by przepadły. To optymistyczna wersja, zakładająca, że rzeczywiście byśmy dopłyneli do tego brzegu.
Sytuacja była bardzo niewesoła. Trzeba było szybko coś zrobić. Kazałem więc Marcie szybko usiąść na moim miejscu z wiosłem w ręku i pilnować by łódź nie wpadła na następne skały, gdy uwolnimy się z tej. Czyli po prostu miała odpychać się od nich wiosłem. Igor miał robić to samo na dziobie. Ja w tym czasie wyszedłem na zewnątrz łódki, stanąłem na skale na której wisieliśmy i próbowałem nasz statek zepchnąć z twardej mielizny. Po chwili udało mi sie to. Trochę bałem się, że nie zdążę wejść na pokład, prąd był bardzo silny i mógł błyskawicznie wyrwać mi łódź z rąk. Na szczęście zdążyłem. Po chwili płyneliśmy dalej. Każdy na swoim miejscu i zadowolony.

Brzegi Mekongu często obsadzone są skałami. Czasem na prawdę rewelacyjnie to wygląda. Miejscami jednak znajdywaliśmy małe, jasnopiaskowe plaże. Na takich wlaśnie plażyczkach nocowaliśmy najczęściej. Niektóre wyglądały po prostu rajsko. Były jakby specjalnie przygotowane przez naturę, dla nas, na potrzeby kampingu.
Masa drzewa na ognisko kilka metrów dalej w głąb lądu. Na brzegu, nieco na uboczu skały otaczające małą zatoczkę, gdzie myliśmy się na golaska. Skały tworzyły parawan, zasłaniający nas przed ewentualnie przepływającymi łódkami i znajdującymi się na nich oczami, wpatrzonymi w naszą białą skórę. No i sama plaża. Czysty, biały, ciepły piasek. Po prostu rewelacja.
Bardzo lubiłem ten moment doby. Kiedy byliśmy po dniu wiosłowania, po założeniu obozu, po kolacji przygotowanej na ognisku. Kładłem się przy jego ciepełku i gapiłem w gwiazdy.

Ale nie zawsze było tak bajecznie. Noce czasem były na prawdę zimne. Często budziłem się z zimna i nie mogłem już zasnąć. Marta budziła się częściej niż często. Jej było zimno całą noc.
A jak załatwia się TE sprawy w dżungli? Jeden bambus wbija się w ziemie i się go trzyma w celu utrzymania równowagi, a drugim opędza się od komarów. (przyp. Igora)

Zdjęcia

LAOS / brak / gdzieś nad brzegiem Mekongu / Moja łódźLAOS / brak / gdzieś nad brzegiem Mekongu / Dzieci

Dodane komentarze

momo11 dołączył
15.07.2011

momo11 2013-01-07 16:41:26

Ja plynelam slow boatem i fajnie chociaz faktycznie dluzylo sie, dobrze ze poznalam fajnych ludzi i mialam ciekawa ksiazke :) podziwiam was, dla mnie najwiekszym do tej pory odwaznym posunieciem bylo zabukowanie biletow na 3 miesiace i wyjazd pierwszy raz samej, pierwszy raz poza europe i trafilo na azje...best time of my life so far:-)

Robb dołączył
03.09.2006

Robb 2012-11-14 21:10:11

dziekuje :)
plynelas speedboatem, kilka razy mijaly nas te motorowki, smigaly tak szybko ze tworzyly wysoka fale i kolysaly nami :)
po drodze spotykalismy sporo ludzi, tam jest wiele wiosek, bardzo czesto gdy przybijalismy do brzegu na noc w poblizu byla jakas wioska skad przychodzili ludzie patrzac co robimy i pytajac skad jestesmy :)

agamaak dołączył
15.09.2012

agamaak 2012-11-14 16:01:39

"super relacja! a co i kogo napotkaliscie i widzieliscie podczas podrózy, oprócz wirów i skał? (-: tylko tego mi brakuje w tym opisie. ja plynelam Mekongiem jedynie kilka godzin w Laosie wlasnie z Luang Prabang, na niewielkiej lodzi (ktora na szczescie nie sterowalam uff), ale juz na takiej malej trasie napotkalismy rybakow, dzieci lowiace ryby i nie wiadomo co jeszcze na przemyslne wedki wlasnej konstrukcji, kapiace sie slonie, medytujacych mnichow i rozmaitości rzecznego życia. szkoda, ze nie jestem wodną osobą, bo oprocz wysilku to pewnie duza frajda pokonac samodzielnie taka rzekę. Gratulacje (-:"

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl