Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Mauritius backpakersko (5) > MAURITIUS


Smok-1 Smok-1 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MAURITIUS / Black River district / półwysep Le Morne / Le Morne BrabantCiąg dalszy relacji z wypadu na Mauritius (październik 2012)

Kolejny dzień przeznaczony jest na zdobycie Le Morne. Wymaga to pewnego przygotowania. Wprawdzie góra może na papierze nie wygląda jakoś szczególnie imponująco (556 m. npm), ale jak się weźmie pod uwagę położenie i dostępność, to już miejsce zaczyna robić wrażenie. Lita skała, wznosi się majestatycznie nad brzegiem oceanu, już z daleka widać, że wejście nie jest prostą sprawą.

Krajobraz Kulturalny Le Morne jest wpisany na listę UNESCO ze względu na związek z niewolniczą przeszłością wyspy. Miejsce, z racji niedostępności, było idealną kryjówką dla zbiegłych niewolników. Założyli w tym miejscu nawet mikro-państwo – republikę maronów. Według miejscowej legendy, tuż po zniesieniu niewolnictwa w brytyjskich koloniach, gubernator wyspy wysłał oddziały żołnierzy na Le Morne, żeby poinformowały o tym fakcie zbiegów. Uciekinierzy żyjący w przepastnych ostępach Le Morne, zobaczywszy zbliżających się żołnierzy, woleli rzucić się w przepaść niż dać się złąpać (skąd mogli wiedzieć o zniesieniu niewolnictwa ?).

Samodzielnie na górę wejść się nie da. Swego rodzaju monopol na organizowanie wejść na szczyt ma Yan de Maroussem (Yanature). Monopol, oprócz niezaprzeczalnej znajomości terenu i miejscowych ścieżek, polega również na pozwoleniu właścicieli gruntów wokół Le Morne, na przeprowadzanie grup przez ich teren. Czyli oficjalnie samodzielnie się nie da.

Z Yanem trzeba się wcześniej umówić, bo na górę nie wchodzi codziennie (prowadzi również kilka innych pieszych wycieczek po Parku Narodowym Czarnej Rzeki, choć tam akurat samodzielnie chodzić się da). Wejście nie jest tanie. Za pół dnia wspinaczki trzeba zapłacić 40 Euro od osoby (całodzienne kosztują chyba 50 Euro), dużo, ale jak monopol, to nie można inaczej (zresztą naprawdę warto).

Umawiam się więc. Muszę być o 8 rano na parkingu przy jedynym w okolicy bankomacie. Nie wiem za bardzo gdzie to jest, ale ponoć trafić łatwo. Jako że moją bazą wypadową jest Mahebourg, muszę przejechać całe południe wyspy. Niestety pogoda jak na złość, nie rozpieszcza. O ile w poprzednie dni była piękna słoneczna, teraz jest od rana ponuro, pada deszcz, może nie jakaś ulewa, ale zagrożenie dla wyprawy jakieś tam jest. Założone półtorej godziny wcale nie jest przesadą. Na szczęście, o ile na całej wyspie pada, to obszar Le Morne jest wolny od deszczu. Jest pochmurno, ale chociaż nie pada.

Na miejscu jest już kilkanaście osób zainteresowanych wejściem: Szwajcarzy, Niemcy, Chińczycy z Hong Hongu oraz Yan ze swoimi współpracownikami (jest nawet jakiś reporter z lokalnej gazety i fotograf). Wszyscy będą wchodzić na szczyt. Najpierw jednak wszyscy ładujemy się do dwóch pick-upów, którymi kawałek podjeżdżamy z drugiej strony góry. Wysiadamy przy jakimś gospodarstwie, skąd już na piechotę na górę.

Yan pokrótce objaśnia co nas czeka. Najpierw koło 2 km łagodnego podejścia (ze 200 m w pionie), potem kawałek już bardziej pod górę i ostatnie -200 metrów to już wspinaczka. Idziemy. Początek faktycznie lajtowy, taka rozgrzewka. Ponieważ każdy chce się jakoś tam pokazać, tempo od początku dość wysokie. Po dojściu na przełęcz wszyscy są już nieźle spoceni, ale najlepsze przed nami, Chińczycy powoli nie wytrzymują, a to dopiero początek wejścia. Po chwili droga zamienia się w ścieżkę, ta staje się z metra na metr coraz bardziej stroma. Gdzieniegdzie między chmurami można podziwiać maurytyjskie krajobrazy (widoki dopiero muszą być przepiękne podczas słonecznych dni) z ciemniejącym w oddali pasmem Gór Czarnej Rzeki.

Grupa się mocno dzieli. Nie wszyscy wytrzymują narzucone przez Yana tempo, choć akurat w jego przypadku nie widać żadnego wysiłku. Wszyscy spoceni jak rude myszy, po nim nie widać żadnego wysiłku, nawet nie zaczął głębiej oddychać. Po prostu normalka. Pytany później o sekret kondycji wzrusza ramionami. Normalna sprawa. Od kilkunastu lat jest przewodnikiem górskim, codziennie spędza w górach od kilku do kilkunastu godzin. My wchodzimy jakieś 2,5 godziny, Yan wrzucił na YouTuba relację z wbiegnięcia na szczyt Le Morne (zajmuje to pół godziny – wtedy się spocił).

Ostatni odcinek to wejście na prawie pionową ścianę. To już jest wspinanie się po skale, są nawet liny. Chińczycy już dawno odpadli, podobnie jak Szwajcarzy i Niemcy. Na sam szczyt nie da się wejść. Kiedyś było można, od kiedy góra wpisana jest na listę UNESCO, już nie. Dochodzi się do półki skalnej przy tzw. „V” (dawni zbiegowie przerzucali w tym miejscu kłodę drewna i przechodzili wyżej po kłodzie – ciekawe jak ją wnosili).

Pomimo nadciągających chmur widoki z góry są niesamowite. Yan potwierdza, że Le Morne ma specyficzny mikroklimat, deszcz będzie padał, ale po południu (stąd m.in. konieczność rannego zdobywania góry).

Podsumowując: wejście jest dość wyczerpujące, szczególnie ostatni, prawie pionowy odcinek. Dla mnie dodatkowo stanowiło idealną rozgrzewkę przed szlakami trekingowymi na Reunionie.

Zdjęcia

MAURITIUS / Black River district / półwysep Le Morne / Le Morne BrabantMAURITIUS / Black River district / Le Morne Brabant / Widok z Le MorneMAURITIUS / Black River district / Le Morne Brabant / Widok z Le Morne (2)MAURITIUS / Black River district / półwysep Le Morne / Różnice w podejściu do życia

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl