Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Wodowanie > POLSKA


Opowiadacz Opowiadacz Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie POLSKA / Bałtyk / Ławica Słupska / oknoZanim wyruszy się po przygodę są do tego rozmaitego rodzaju wstępy i przygotowania. Kiedy chodzi o podróż morską należy statek najpierw zwodować. To jest oczywiste; musi pływać aby móc gdzieś dopłynąć. Jak to wygląda w praktyce można przeczytać poniżej. Także i ten statek regularnie spotyka polarna przygoda, ale ja zachęcam do przeczytania o innej polarnej podróży; mały jacht, pięć miesięcy podróży, ojciec i syn na pokładzie, arktyczna przyroda, niedźwiedzie polarne, foki i wieloryby na dotknięcie ręki. Coś w sam raz na długie zimowe wieczory ale też jako remedium na obecne upały, żar się przecież leje z nieba...
https://allegro.pl/szpiczasty-lad-czyli-zaglowka-po-wodach-arktyki-i7427537076.html

Wodowanie.
Połowa marca i zima wygląda jakby chciała się powoli zwinąć. Słońce już prawie kwietniowe, ostre i nadające statkom przy nabrzeżach jaskrawe i kontrastowe kolory świeżo położonej na burtach farby.

Zdjęcia: Ławica Słupska, Bałtyk, okno, POLSKA
Ławica Słupska, Bałtyk, okno, POLSKA


Rdzawymi zaciekami ocinają się zaniedbaniem komingsy ładowni. Tego statku co to go kilka dni wcześniej, o drugiej w nocy, trzecia zmiana piaskowała zasypując nasz pokład i dok grubą warstwą pyłu, który szybko zamienił się w szlam pod wpływem przedwiosennego śniegu padającego o świcie dnia, tego co przyszedł po piaskowej nocy. Pusty statek, pozdejmowane wykładziny, nagie szoty, na dziobie rozszalowane do spawania nowej kluzy. W suszarni niebo przykryte starym brezentem na miejsce włazu, który dopiero mają zespawać. Salon na rufie z rozbabranym stołem, który normalnie przykrywa maszynkę sterową a teraz tylko dziurę po trzonie steru. Ster poszedł sobie do czeroletniego pomiaru, dziura została. Na brudnym pokładzie doku nasza lewa kotwica i górka pordzewiałego łańcucha. Komisyjnie z pokładu badana przez ekipę PRSu. Trzeba przyznać że robi to wrażenie, cztery metry zanurzenia, dwa i pół wolnej burty, z półtora na dyble pod stępką no i jeszcze prawie dwa na wysokość oczu. Cztery pietra, mniej więcej.
- Panie Kaziu, niech pan sie za daleko nie wychyla bo jeszcze pan spadnie...

Zdjęcia: Gdańsk, Polska, dok, POLSKA
Gdańsk, Polska, dok, POLSKA


Wychodzimy twardo o czternastej. W maszynowni dziury kingstonów na przestrzał, zawory założy się przed czternastą, oczywiście. Ekipa Morsu na mostku ustawia wskaźnik selsynu płetwy sterowej. Ekipa PRSu sprawdza wyposażenie radiowe.
- UKF-ka, prosze włączyć i nawiazać łączność.
- ???, z kim mam nawiązać łączność?
- Z kapitanatem, proszę nawiazać łączność.
- Kapitanat, Kapitanat. [...] My tu na próbę po prośbie panów z PRSu, żeby nawiązać łączność.
- Mamy łączność, mamy łączność.
Mamy łączność. Słyszę, że ma pan łączność. Nadajnik MF/HF pan ma?
Oczywiście, że mam. Stoi przykręcony do stołu na zicher piętnaście lat temu i dobrze, że nie każą mi sie z nikim łaczyć bo od dobrych pięciu lat po włączeniu słychać tylko klekot przekaźnika i nic poza tym.
- Inmarsat ?
- Jasne, w tym kartonie. Stary zepsuty a nowy jeszcze w kartonie.
Statek chwieje się od uderzeń podnośnika, który kończy od dołu montaż płetwy sterowej a świeżo przyspawana klapa na dziobówce z metalicznym łoskotem spada na pokład, słabo jakoś najwyraźniej przymocowana. W wąskim korytarzu, który tutaj od dziobu do rufy, na przestrzał mijają sie w zatłuszczonych kombinezonach rozmaite ekipy. Jedne na dziób, drugie na rufę a schodnia dzwięczy łoskotem podkutych roboczych butów następnych zastępów zaaferowanych fachowców. Kaski w rozmaitych kolorach; czerwone, zielone, żółte. Kombinezonoy i fufajki podobnie. Bukiet kolorowych kwiatów o przyciężkim zapachu dobrej roboty wypełnia nasz centralny korytarz. Mostek zamykany teraz na klucz, udaje że nic się nie dzieje. Wypełniony ciszą, bez normalnie słyszanego pomruku agregatów sprawia odświętne, niedzielne jakby wrażenie. O szyby zacina deszcz na przemian ze śniegiem natychmiast po upadku na pokład zamieniajacym sie w wodę, która breją piaskowego pyłu spływa do szpigatów i potem kaskadą złotych kropel w słońcu, na chwilę tylko spomiędzy chmur, poprzez zmurszałe dyble podpierające stępkę kapie na cerowany niezliczonymi i nawarstwiającymi się kawałkami pancernych blach pokład doku.
O czternastej przychodzi dokmajster z pomocnikami. Zdejmują trap i teraz komunikacja ze statkiem tylko za pomocą podwieszonego na dźwigu kosza. Maksymalne obciążenie robocze - dwie osoby lub trzysta kilogramów. Pośród pałąkowatej konstrukcji, wysoko na końcu wiotkiej drabinki, przed rzędami dźwigni i patrząc na nas z góry płowowłose dziewczę za długo chwilę trzyma dłoń na dźwigni i kosz wali o burtę doku. Na nikim to nie robi wrażenia. Jeden odważny wsiada... Ekipa dokowa otwiera kłódkę na stalowych drzwiach blaszanej budki. Prycza, kalendarz z gołą babą na szocie i elektryczny czajnik do herbaty. Komplet potrzebny do pracy. Rozstawiają się przy przy zaworach. Zielone, czerwone i niebieskie kolumienki z przedpotopowymi oburęcznymi pokrętłami.
Zawór w maszynowni przykręcony i jeszcze tylko trochę pasowany.
Ekipa dokowa wyciąga kanapki z toreb, rozwija je z papieru i malowniczo rozrzucona pomiędzy zaworami spożywa filozoficznie czekając na dopasowanie. Na pokładzie ekipa bez kanapek czujnie przycupnięta przy drewnianych rozporach gęstym szeregiem zapartych pomiędzy dokiem a burtą statku. Chroniące kadłub przed przewróceniem teraz maja być usnięte we własciwej chwili.
W końcu zawór dopasowany, pada komenda na zanurzenie. Dokowcy chowają niedojedzone kanapki do blaszanej budy i rozstawiają się przy kolumnach zaworów. Dwu na rufie, dwu na przeciwległym końcu, goniec pośrodku a dokmajster na podwyższeniu rurociągu. Na dwie ręce i przenikliwy głos zaczyna się zanurzanie pontonu.
- Odkręcamy niebieskie. Dalej, dalej, łomem go.
Rufowy zawór nie chce się odkręcić i operator wkłada łom pomiędzy szprychy pokrętła żywcem przeniesionego wprost z sieczkarni.
Woda pod dnem pontonu zagulgotała, strzeliła w górę fontanną i.. nic, czekamy.

Zdjęcia: Gdańsk nb. Zbożowe, Wisła, Kran, POLSKA
Gdańsk nb. Zbożowe, Wisła, Kran, POLSKA


Ekipy na pokładzie oparte swobodnie o relingi, ekipa na pontonie oparta swobodnie o kolumny zaworów. Nad tym wszystkim słońce, wyraźnie zachodzące bo oczywiście z czternastej nic nie wyszło i jest juz grubo po trzeciej. Przez godzinę, mniej więcej, nie dzieje się nic. Robotnicy przytupują dla rozgrzewki, dla rozgrzewki też wymieniają się swobodnie uwagami pomiedzy dokiem a statkiem gromko przekrzykując kilkumetrową przestrzeń. Woda powolutku, rozlazłą kałużą zalewa pokład pontonu. Wlewa się od rufy, podczas gdy część dziobowa sterczy spokojnie jeszcze pół metra ponad zaolejonym kanałem portowym. Ruch w blaszanej budzie. Zakręcają z rozmachem niebieskie kolumienki i odkręcają zielone. Aż furczy. Ponton powoli się prostuje i woda prawie niedostrzegalnie podchodzi coraz wyżej zalewając coraz to inne fragmenty konstrukcji doku. Jest już ciemno i pokład oświetlają nasze halogeny i jarzeniowe światła zainstalowane na pontonie. Nagle poruszenie na statku. Ze studzienki steru strumieniowego wyciągają zalanego woda stoczniowca. Woda sika do wnętrza kadłuba. Nic nie wiedział o wodowaniu i spokojnie sobie grzebał przy kingstonie pompy pożarowej. Zakręcają kingston i dalej się zanurzamy. Zaczyna siąpić. Najpierw delikatną mgiełką, potem coraz większymi kroplami. Wiatr zawiewa od miasta i w świetle jarzeniówek zagina strugi deszczu w zimny prysznic powoli nasączający wodą stoczniowe kurtki. Woda podchodzi coraz wyżej. Ekipa pokładowa odwiązuje od statku drewniane przypory i wiąże je do konstrukcji doku. Młody chłopak w czerwonym kasku przeskakuje po wąskiej belce ze statku na dok. Nagle znowu zamieszanie.
- Stop, stop, wstrzymać zanurzanie!
Dok staje w miejscu, decyzją budowniczego wynurzamy się do góry. Bosman, który liczył na rychłe zakończenie wodowania i wyjazd do domu, choć na parę nocnych godzin, bo jutro rano przejście do nabrzeża i trzeba być na ósmą wątpi w sens całego działania. Niedopasowany zawór w maszynowni, ten zakładany na kwadrans przed początkiem zanurzania doku, przecieka i trzeba go jeszcze raz uszczelnić. W studzience STD, która na wylot przecina stępkę pojawiła się woda, która nie powinna się była pojawić. Idziemy w górę. Zawór uszczelniają, natomiast nie wiedzą skąd ta woda w STD. Trzeba by podnieść statek co najmniej dwa metry w górę a to przynajmniej godzina operacji. Deliberują z chiefem mechanikiem, który z nieszczęśliwą miną stara się udawać, że cokolwiek z tego wszystkiego rozumie. Młody budowniczy drapie się pod kaskiem w głowę i też udaje mądrego. Sytuacja patowa, dok powoli jedzie do góry, deszcz zacina i przemarznięta ekipa dokowa zaczyna wyrażać niezadowolenie. W końcu jeden z robotników bierze kucharza pod rękę i wyjaśnia przyciszonym głosem;
- Panie, tam jest wszystko w porządku, to myśmy tam wlali trzy wiadra wody z rozmrożonej chłodni, bo nie wiedzieliśmy co z ta wodą zrobić, myśleliśmy, że spłynie.
Kucharz zatem załatwia sprawę przecieku i dok zaczyna podążać we właściwym kierunku, czyli na dno. Jedna po drugiej odpadają przypory, grube belki kołyszą się w wodzie. Zaczynamy mieć pływalność i Stary odpala silnik, potem śrubę. Powoli na wstecznym biegu wychodzimy na oświetlony setkami stoczniowych świateł kanał portowy. Przy burcie przycupnięty holownik bo chief sobie zażyczył.

Zdjęcia: Gdańsk nb. Zbożowe, Wisła, hol, POLSKA
Gdańsk nb. Zbożowe, Wisła, hol, POLSKA


Granatowe niebo, błyski spawarek ze stoczniowych nabrzeży, silne światła wielkiego doku i my, nagle tacy malutcy, rufą do przodu na drugą stronę kanału, do czoła pirsu, tuż przy obrotnicy. Maszyna warczy równo i bez niespodzianek, powolutku dochodzimy rufą i lewą burtą do nabrzeża. W dalszym ciągu pada. Przez UKFkę zwalniam holownik znaczący się ciemną plama przy naszej burcie. Pracuje wstecz, kolorowe światełka pozycyjne zataczaja łuk i po chwili giną w ferii świateł naprzeciwległego doku. Nasz ponton zanurzony, malutki, w najciemniejszym kącie stoczni. Z odległości trzystu metrów już go nie widzimy.
Nareszcie na statku sami. Jeszcze wykładziny nie pozakładane, jeszcze straszy rozbabrany stół w salonie rufowym, ale w końcu - cisza.
Nabrzeże puste, gdzies tam dalej majaczą kadłuby słabo oświetlonych statków. Kołysząc się na wybojach powoli toczy się ku nam sztaplarka z podwieszoną na haku budka strażniczą - pełne bezpieczeństwo. Przy burcie półciężarówka elektryków, którzy przyjechali podłączyć okręt do prądu. Brama wejściowa do stoczni i pozostawione przy niej samochody, trzy, może cztery kilometry w deszczu i po błocie. Stary pakuje się do szoferki uprzejmych elektryków, bosmanowi zostaje miejsce na brudnej pace w strugach deszczu. Przebrany na wyjściowo z torbą na ramieniu gramoli się ostrożnie na skrzynię i staje trzymając się pałąka na dachu. Samochód rusza i zanim za chwilę wyjedzie z kręgu sodowego światła ulicznej lampy widzę przez szybę szoferki pożegnalne uniesienie ręki kapitana. Bosman, wstrząśnięty na wyboju, przerywa w połowie gest pożegnania i kurczowo łapie się pałąka obydwoma rękami. W perspektywie nabrzeża nikną zamazane deszczem, czerwone światła furgonetki. Wiatr wstrząsa lampą i rzuca rozmazane cienie na przewoźną budkę ze skulonym w niej strażnikiem. Stoimy przy nabrzeżu sami i nareszcie na wodzie.

Zdjęcia: Gdańsk, Wisła, Misissipi, POLSKA
Gdańsk, Wisła, Misissipi, POLSKA

Zdjęcia

POLSKA / Bałtyk / Ławica Słupska / oknoPOLSKA / Polska / Gdańsk / dokPOLSKA / Wisła / Gdańsk nb. Zbożowe / KranPOLSKA / Wisła / Gdańsk nb. Zbożowe / holPOLSKA / Wisła / Gdańsk / Misissipi

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl