Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

PETERSBURG – MURMAŃSK. STOPEM ZA KRĄG POLARNY > ROSJA


marcinkalita marcinkalita Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ROSJA / Rosja / Petersbrug-Murmańsk / Petersburg-Murmańsk. Stopem za Krąg Polarny.Poniżej zapraszam do przeczytania kilku historii z mojej podróży autostopem z Petersburga do Murmańska za Kręgiem Polarnym, którą odbyłem w maju ubiegłego roku.

BIZNES NA REKLAMÓWKACH

Z Petersburga wydostaję się po godzinnym błądzeniu tramwajem. Potem idę piechotą. Na wylotówce na Pietrozawodsk przebiegam przez zjazdy i wjazdy drogi głównej. Czuję się jak mrówka, która pomiatana podmuchami wiatru od przejeżdżających ciężarówek i wzbijanego przez nie pyłu, próbuje się wydostać z tego młyna. Po około 40 minutach zaczynam zatrzymywać samochody. Pierwsze pół godziny nic. Idę tyłem z wyciągniętą ręką. Co jakiś czas oglądam się za siebie t. j. do przodu. Odwracam głowę i widzę biały mercedes, zatrzymujący się na poboczu. Podbiegam, w środku dwóch mężczyzn z Kaukazu. Zabieram się z nimi. Zaczynam rozmowę, ale po kilku słowach zamienionych z kierowcą on włącza i pogłaśnia radio. Wniosek: siedź i nie gadaj. Następne auto. Gazelka – odpowiednik polskiego Żuka. W środku znowu „Kaukaz”. W trójkę gnieździmy się w małej kabinie i przejeżdżamy razem około 50 km. Trzeci samochód – Land Cruiser. Za kierownicą Ormianin z charakterystycznym dużym nosem, ze złotem na szyi i w czarnych dresach. Biznesmen. Zaczynam temat o podróżach, wypytuję go czy dużo jeździ po Rosji. „Jeżdżę i latam w delegacje praktycznie po całym kraju, ale nie zwiedzam. Załatwiam tylko sprawy biznesowe, śpię w hotelach i zamawiam dziewczyny”- mówi. W sumie każde miasto opisuje w ten sposób: „Fajne miejsce i dobre dziewczynki”. Potem jadę średnio po 50 km w różnych autach. Na jakieś 200 km od Pietrozawodska, gdy zaczęły się ładne, proste, świeżo odremontowane drogi otoczone lasem zatrzymuje starą, różnokolorową beemkę z zepsutym tłumikiem. Za kierownicą młody gość z fajką w gębie, którą kiepuje pod nogi. Z głośników leci rosyjski hip-hop, w środku brud i kurz wirujący po aucie, widoczny w słońcu przebijającym się przez szybę. Kierowca ma na imię Artiom. Jadę z nim tylko 20 minut do najbliższej wsi, ale w ciągu tego czasu zdążył mi opowiedzieć, że zarabia na jakichś przekrętach, bo oficjalnie nie jest w stanie znaleźć wysokoopłacanej pracy. A zarabiać musi, bo ma dziecko na utrzymaniu, którego „dorobił się” po wyjściu z więzienia gdzie, jak sam mówi, przeszedł szkołę życia. Patrząc na to co ma w aucie wnioskuję, że dorabia gdzieś na budowie (bardziej oficjalna praca). Po drodze mówi, że trzeba sobie pomagać (dlatego się zatrzymał), że on jeśli ma możliwość to pomaga ludziom, opowiada coś o swojej żonie, która ma polskie korzenie itd. Mówi o cenie beemki, w której jedziemy (okazja, super tania za 5 tys. w przeliczeniu na złotówki) i o tym, że musi wykombinować pieniądze na nią, bo jest super, a gość od którego ją wziął doprasza się o kasę. Jego lewa ręka leży na kierownicy. Na przedramieniu cała galeria świeżych blizn-kresek. Zajeżdżamy na stację benzynową. Kiep na podłogę pod nogi. Koło auta od razu zaczęło się kręcić paru młodych chłopaków. Okazało się, że obsługują klientów stacji.

Artiom, do jednego z nich: Zatankuj za dwie stówy (20 zł).

Jeden z nich: Kiedy mi oddasz kasę?

Artiom: Dostanę wypłatę i oddam… widziałeś jaką mam furę?

Wchodzimy do sklepiku. On bierze coś do picia i papierosy. Brakuje mu paru rubli. Chce brać na krechę, ale dopłacam za niego. Wkrótce po stacji benzynowej Artiom skręca do swojej wsi. Wysiadam. Przechodzę przez odcinki remontowanej drogi z ruchem wahadłowym. Po przejściu jednego z takich miejsc zaczynam od razu zatrzymywać samochody, dopóki się nie rozpędzą, bo potem nie będzie im się chciało hamować. Sunie się ciężarówka. Ręka do góry i wsiadam. Kierowca jest Ukraińcem. Ma na imię Siergiej. Przeprowadził się do Rosji pod koniec lat 80 – tych, po odbyciu służby wojskowej. Od wielu lat pracuje na ciężarówkach, ale wcześniej podejmował się różnych zajęć. W czasach periestrojki zarabiał duże, jak na tamte czasy, pieniądze wożąc z Ukrainy na Ural i Syberię dżinsy. Jednak po jakimś czasie doszedł do wniosku, że można zarobić niezłe pieniądze sprzedając kolorowe reklamówki i torby. Zaczął kursować na Syberię, przejeżdżając parę tysięcy kilometrów w jedną stronę z walizką pełną już nie dżinsów, a różnokolorowych foliówek z napisami „po amerykańsku”. „Dojeżdżałem do dworca, np. w Tjumeni i od razu tam na miejscu wszystko sprzedawałem. Taki był popyt na to. Nie musiałem nawet nigdzie iść na jakiś bazar czy do miasta, żeby sprzedać walizkę reklamówek. Wszystko się na miejscu rozchodziło” – opowiada. „Oczywiście nie zrobiło się na tym dużego biznesu, bo mimo, że wypady były bardzo opłacalne, w latach młodości, nikt nie myślał, żeby odkładać pieniądze, żyło się na szeroką stopę” – konstatuje Siergiej. „Teraz też nie narzekam. Jeżdżę tirem, nie swoim co prawda, ale i tak dobrze zarabiam. W ogóle w Rosji jeśli chce się przyzwoicie zarabiać, to trzeba przede wszystkim chcieć pracować. Uważam, że praca za normalne pieniądze zawsze się znajdzie”. Po trzech godzinach dojeżdżamy do Pietrozawodska, który wita mnie, a po paru dniach żegna, najbardziej dziurawymi ulicami jakie widziałem w rosyjskich miastach.

KULTURALNY BANDYTYZM

Do Murmańska mam 1000 km i wiem, że raczej ciężko jest pokonać tą odległość w ciągu jednego dnia jadąc stopem. Nie mam żadnego planu zatrzymywać się gdzieś po drodze (tak naprawdę to i miejsc do przystanków nie ma za wiele). Przy drodze las albo jeziora, albo bagna. Dzień od samego rana jest pochmurny. Wydostaje się z Pietrozawodska. Pomagają mi w tym dacznicy (jest sobota) w dość dużych ilościach jadący na swoje „ogródki”, potem podwozi mnie Rosjanin mówiący o sobie, że jest Karelem. Potem parę przesiadek. Następnie próby zabrania się ciężarówkami, ale kierowcy na parkingach i stacjach benzynowych nie chcą mnie podwieźć. Raz zatrzymuje się mężczyzna z żoną jadący na daczę. Podchodzę do auta i widzę jak kierowca wysiada, otwiera bagażnik i wyciąga worek foliowy, który ścieli mi na tylnym siedzeniu żebym go nie zabrudził swoimi (jak mu się wydaje) brudnymi ciuchami. Potem jeszcze godzinna jazda z człowiekiem z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Najzwyczajniejsza rozmowa o wszystkim i o niczym, zero aluzji czy pytań po co, w jakim celu do Murmańska itp. Następnie trochę górek. Idę po wzniesieniu, nie staram się nikogo złapać, chcę po prostu dojść na górkę. I zza moich pleców czuje podmuch tira, który zwalniając zatrzymuje się na poboczu. Podbiegam do kabiny. Tam siedzi młody gość z uchylonymi drzwiami i łokciem opartym na kolanie.

Ja: Dzień dobry. Сhcę się dostać do Murmańska, podrzuci mnie pan trochę?

On, bez słowa przymykając oczy i kiwając głową zgadza się.

Wsiadając, nie wiedziałem jak daleko z nim dojadę. Okazało się, że daleko. Ponad 600 km. Zajęło to jakieś 10 godzin czyli prawie cały dzień i pół nocy, przy czym noc wyglądała jak wieczór, który potem od razu zmienił się w krótki świt by o 4 rano być już dniem – byliśmy już za Kręgiem Polarnym. Te 10 godzin były jednak najbardziej milczącymi godzinami jakie spędziłem z jakimkolwiek kierowcą. Starałem się naprowadzać na jakiś temat: o życiu, zainteresowaniach, jego pracy, wojsku, Rosji, samochodach, Finlandii, podróżach… i wyglądało to mniej więcej tak:

Ja, już w trakcie rozmowy: …sam tam nigdy nie byłem, ale w pierwszej kolejności właśnie tam chciałbym pojechać… a są jakieś miejsca, kraje, które pan chciał by zwiedzić, zobaczyć?

On, po paru sekundach zastanowienia: Nooo… w sumie to wszędzie chciałbym pojechać.

Ja: Ale może są jakieś konkretne kraje?

On, po paru sekundach zastanowienia: Nooo… Finlandia.

Ja: Finlandia? A dlaczego?

On: Leży blisko stąd.

Przy każdym temacie musiałem go ciągnąć za język. Bywały pauzy trwające po 40 minut. Ale trafił się jeden temat, który był zwieńczeniem innego zaczętego jeszcze przez kierowcę Siergieja (tego od reklamówek), z którym jechałem do Pietrozawodska. Siergiej mówił o pewnym schemacie działającym w Murmańsku: przy wjeździe do miasta drogówka zatrzymuje ciężarówki. Jeśli TIR pojawia się pierwszy raz, to kierowca płaci 2 tys. rubli, każdy kolejny wjazd do miasta kosztuje 300 rubli. Jak się zorientować czy jesteś nowym czy stałym bywalcem w Murmańsku? Bardzo łatwo. Wystarczy pokazać wizytówkę.

Taką właśnie podaje mi, małomówny kierowca, z którym jadę. Sięgając wcześniej ręką w kąt przedniej szyby ściąga z klipsa różową wizytówkę z numerem telefonu. Jest to przepustka do miasta. Do czego upoważnia wizytówka? Przede wszystkim spokojnie poruszasz się po mieście, tzn. nikt ci nic nie zrobi, nie przebije opon czy nie ukradnie towaru, co może mieć miejsce, gdy nie masz zamiaru płacić „za wjazd” do Murmańska. Oprócz tego, numer na wizytówce, to numer „serwisu miejskiego” dla kierowców ciężarówek: gdy potrzebujesz kupić papierosy, gazetę, jedzenie, gdy zabłądziłeś w mieście lub nie wiesz jak dojechać do konkretnego magazynu lub musisz znaleźć warsztat, kupić część zapasową czy zamówić prostytutkę dzwonisz pod dany numer i odpowiedni ludzie przemieszczający się po mieście samochodami pomogą. Płaci się tylko za to co oni przywiozą, sama usługa pomocy jest bezpłatna. Oczywiście czasem trzeba czekać, jeżeli nikogo nie ma w pobliżu. Za paczką papierosów rzecz jasna też nikt nie będzie specjalnie jechać przez całe miasto, ale ogólnie jak słyszę od swojego kierowcy nikt na nich za bardzo nie narzeka. Jest to forma nietypowego haraczu, bo przy wjeździe do miasta płaci się nie tylko za „ochronę”, ale i za usługi pierwszej pomocy.

Po kilku godzinach jazdy droga z asfaltowej zmienia się w plac budowy ze średnią prędkością jazdy 3-4 km/h. Potem bliżej granicy Kręgu Polarnego i do samego już Murmańska droga znów zamienia się w asfaltową równą nawierzchnię. Około pierwszej w nocy dojeżdżamy do punktu kontrolnego dla ciężarówek (drogówka i ważenie samochodów na końcowej granicy Karelii). Mój kierowca prez CB radio próbuje mi załatwić transport do Murmańska, ale wszyscy nocują tam na parkingu i czekają do rana. Wysiada ze mną i podchodzimy do jeszcze jednego TIRa, ale jego właściciel nie za bardzo ma ochotę na to, żeby brać mnie ze sobą. Nie lubię się narzucać więc się żegnam, dziękuję za pomoc i odchodzę. Idę przez strefę kontrolną dla samochodów, po bokach przy posterunku stoi cała masa ciężarówek, obok nich stoi policjant z drogówki w asyście chyba 10-ciu bezdomnych psów. Ludzie zazwyczaj pokonują to miejsce poruszając się w samochodzie a nie na piechotę, ale jemu to nie przeszkodziło zatrzymać mnie i sprawdzić moje dokumenty. Zdziwił się trochę, obejrzał i oddał paszport, a ja poszedłem dalej odprowadzany przez watahę obszczekujących mnie kundli. Po 10 – ciu minutach zatrzymuje się Łada. Młody wyluzowany chłopak (na wygląd podpity albo lekko „spalony”) podwozi mnie zaledwie parę kilometrów bo, jak mówi, znajomi czekają na niego na imprezie w sąsiednim miasteczku i musi na najbliższym zjeździe odbić w prawo. Na następny samochód nie trzeba długo czekać. Zatrzymuje się para jadąca z Moskwy. Ostatnie 250 km jedziemy szybko i bez przystanków. Po drodze, dopóki nie przysypiam na siedzeniu podziwiam wspaniałe krajobrazy, niebiesko-różowo-białe jeziora, w których odbijają się pokryte jeszcze śniegiem wierzchołki „Chibin”. Potem, bliżej Murmańska sceneria za szybą staje się do bólu ponura z szaro-piaskowymi kamieniami jako głównym elementem miejscowego krajobrazu. Po trzech godzinach słuchania popsy lat 80-tych, biernego palenia i zaznajomienia się z planami pary w czarnych skórach i rękawiczkach na najbliższe godziny, zatrzymujemy się na szerokiej ulicy w Murmańsku. Wysiadam i idę za miasto, bo tam mam nocleg na oddalonym osiedlu, posiadającym status miasta nazywającego się tak samo jak znany na całym świecie napój – idę do Koli.

Więcej o tej podróży za Krąg Polarny, min. o cichej i zabytkowej wyspie Kiży na jednym z największych jezior w Europie do przeczytania na http://marcinkalita.com/2013/03/07/kizy/

Zdjęcia

ROSJA / Rosja / Petersbrug-Murmańsk / Petersburg-Murmańsk. Stopem za Krąg Polarny.ROSJA / Petersburg-Mumańsk / Petersburg-Mumańsk / Petersburg-Murmańsk. Stopem za Krąg Polarny.

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl