Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

DENGA - gorączka krwotoczna śmiertelna... dla portfela. > TAJLANDIA


4kilo.pl 4kilo.pl Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Postapokaliptyczna przyszłość - cywilizacja została w znacznym stopniu zniszczona przez potężną epidemię. Czworo młodych ludzi usiłuje uniknąć zakażenia i wyruszają na wyprawę w odludne miejsce. To z grubsza scenariusz każdego filmu nawiązującego do tajemniczych chorób. Wspólnym mianownikiem wszelkich gniotów spod znaku klasy B, jest pochodzenie choroby. Zawsze są to cholerne azjatyckie małpy. Bogu ducha winne człekokształtne mają z góry przypisaną rolę niszczyciela świata. Niczym Niemcy, którzy zawsze są czarnym charakterem i którzy na koniec dostają łomot. O ile Niemcom się zawsze należy, to tym razem muszę stanąć w obronie małp. W końcu jakby nie było to jakaś tam daleka rodzina. Nie przez małpy, a przez pieprzone komary znalazłem się w szpitalu. Na domiar wszystkiego winny był komar egipski. Nawet tutaj mamy problemy z tymi uchodźcami...

Co jeszcze wiemy o chorobach tropikalnych? Z całą pewnością są śmiertelne, a ostatnie dni agonii spędza się w izolatce. Przez powietrzną śluzę dostarczane są posiłki oraz fiolki na próbki wszystkiego co z ciebie wychodzi. Wszyscy wokół chodzą ubrani w wielkie dmuchane kombinezony, koniecznie w żółtym kolorze.

Moją agonię przerywa głos drobnej pielęgniarki: - Proszę Pana, może pójdzie Pan na jakiś spacer, zamiast tak leżeć w łóżku cały dzień?
Gdzie masz dmuchany kombinezon?! Umrzesz, a z tobą cały świat, a ja będę pacjentem zero o którym powstaną kolejne filmy klasy B!

Nie, nie umieram. Jeszcze długo nie. Po prostu leżę w drogim prywatnym szpitalu, zastanawiając się czy mój ubezpieczyciel faktycznie pokryje koszta tego wielogwiazdkowego przybytku. A jak się tu znalazłem? Pewien mały, uparty komar (właściwe komarzyca) wbiła się w moje seksowne ciało, wyssała błękitną krew i przy okazji zaraziła mnie wirusem Dengi. Co było dalej? Niewyobrażalne zimno i dreszcze, które pojawiły się bez żadnego ostrzeżenia. Fale zimna były przerywane falami gorąca, a moja temperatura ciała oscylowała w okolicy 40 stopni Celsiusza. Jaka jest polska pierwsza pomoc przy wszelkich chorobach? Może samo przejdzie. Niestety po dwóch dniach nie chciało przejść. Kolejna wizyta w znanej już klinice, krótki wywiad, pobranie krwi do badania i po piętnastu minutach wynik - denga. Taki obrót spraw nie pozostawiał wiele możliwości - czeka mnie wycieczka do szpitala na koh Samui. Póki co dostałem kroplówkę, łóżko i różowy kocyk. Kiedy klinika organizowała mój transport, ja byłem dopieszczany przez uśmiechnięte pielęgniarki.

Po kilku kolejnych godzinach znalazłem się w końcu na brzegu wyspy koh Samui. Tu już czekała na mnie karetka, która na sygnale odwiozła mnie do szpitala. Z karetki wsunęli mnie na izbę przyjęć, gdzie po DWÓCH MINUTACH stała przy mnie pani doktor, specjalista od chorób tropikalnych. Z wszechobecnym uśmiechem przywitała się, przedstawiła, opisała moją chorobę, co będą mi robić i jak długo tu zostanę. W międzyczasie w mojej prawej ręce pojawiły się różne kartki i ulotki, a w lewej wenflon i kroplówka. Gdy w końcu miałem chwilę, aby je przejrzeć okazał się, że pierwsza z nich to moje prawa oraz hasło do wifi... W ciągu 15 minut wokół mnie pracowało co najmniej 7 osób z lekarzem specjalistą na czele. Tak właśnie to zawsze wyglądało w chirurgach, czy innym doktorze Housie. Pomyślałem, że musi tu być niezły cyrk jak ktoś ma coś poważnego.

Cały mój pobyt na izbie przyjęć trwał może 20 minut w przeciągu których trzy krotnie mnie przepraszano, że jeszcze nie jestem w prywatnym pokoju. Po tak \"długim\" oczekiwaniu dwójka sanitariuszy przewiozła mnie do mojego własnego pokoju. Podwieźli mnie pod samo łóżko mimo moich protestów, że nóg mi nie urwało i mogę się przejść. Zaraz po nich wpadła kolejna pielęgniarka niosąc zafoliowaną pidżamkę oraz kapcie. Z niesamowitą wprawą i delikatnością przebrała mnie w tempie błyskawicznym. Następnie wjechał wózek z aparaturą mierzenia ciśnienia, temperatury oraz nasycenia krwi tlenem. Czy to był koniec? Absolutnie nie. Kolejna wizyta to stos papierów do podpisania z najważniejszym z nich - jakie posiłki sobie życzę na jutro. Śniadanie amerykańskie, czy może azjatyckie? Jajko na twardo, sadzone, jajecznica, omlet?

Gdy w końcu zostałem sam, jedna myśl waliła mi po głowie - co tu się kurwa wydarzyło?? Rozejrzałem się po pokoju. Leżę na czystym, nowym łóżku. Na ścianie wisi płaski telewizor, a na przeciwko stoi sofa z dodatkowym zafoliowanym kompletem pościeli. No tak przecież tu osoba towarzysząca jest więcej, niż mile widziana... Dalej aneks kuchenny z lodówką, talerzami i zlewem. Obowiązkowa klimatyzacja oraz fototapeta z tajską plażą. Chyba po to, żebym nie zapomniał gdzie jestem. Leżę i jest mi wstyd. Przyjechałem z EUROPY. Z geograficznego jej środka, do państwa nazwanego przez zimnowojenną wierchuszkę trzecim światem i nadal tak określanego przez innych \"lepszych\". Przyjechałem z kraju możliwości, otwartych granic i europejskich technologii. Jednak przyjechałem też z kraju, w którym ze złamaną nogą czekałem trzy godziny na łaskawe oko dyżurnego lekarza. Z kraju, w którym Szpitalny Oddział RATUNKOWY to umieralnia pełna zgorzkniałych lekarzy i skacowanych pielęgniarzy. Kraju, gdzie \"lekarz specjalista\" brzmi równie misternie i niedostępnie co złoto, mirra i kadzidło. Jakby tego było mało to przyjechałem także z kraju źle opłacanych lekarzy, którzy muszą na starcie swojej kariery odpowiedzieć sobie na pytanie: mieć, czy być.

Mój wstyd przerywa kolacja. Posiłek wygląda smakowicie, jednak w obecnym stanie nie ugryzłbym nawet langusty z ręki Gordona Ramsay\'a. Jedyne czego pragnę to spać. Zanurzam się w objęciach Morfeusza, śniąc o uśmiechniętych lekarzach i pomocnych pielęgniarkach w polskich szpitalach.

Mój pobyt w szpitalu trwał pięć dni, w czasie których miałem czas na egzystencjalne przemyślenia i analityczne wnioski:

Po pierwsze. Cała ta denga to pic na wodę i fotomontaż. Nie ma szczepionki, ale nie ma też i lekarstwa. Właściwie to tyle co katar - leczony i nieleczony trwa tydzień. Tak i tutaj trzeba po prostu swoje poleżeć. Oczywiście można dostać gorszej \"wersji\" z krwawieniem wewnętrznym włącznie. Chodzenie z krwawiącymi oczyma i odbytem raczej kwalifikuje się do hospitalizacji... nie mniej jednak w \"podstawowej\" opcji możesz zostać w domu we własnym łóżku. Chyba, że chcesz pooglądać HBO, czy National Geographic na szpitalnym telewizorze.

Po drugie. Ubezpieczenie. Jestem inżynierem i umysłem ścisłym. Matematyka nie jest dla mnie czarną magią, jednak tu ciągle wychodzi pięć po dodaniu dwóch do dwóch. Ubezpieczenie, za które płacę 150zł rocznie, pokrywa moje koszty leczenia w wysokości wiele razy większej. To musi być wyjątkowo kreatywna księgowość. Nie zagłębiając się bardziej w biznesowy profil ubezpieczyciela, muszę przyznać jedno. TRZEBA mieć ubezpieczenie!

Po trzecie. Szpital był czysty, pachnący, wręcz ekskluzywny. Gdzie jest więc haczyk? W rachunku jaki dostajesz na koniec do ręki. Nie ma nic za darmo. Śniadaniowe jajka w pięciu opcjach mają swoją cenę. Mój pobyt kosztował w przeliczeniu na PeeLeNY ok. 9 tys zł. Niewąski pieniądz za 5 dni... Podpisując rachunek zrozumiałem słowa lekarza z kliniki: \"mam nadzieję, że ma pan ubezpieczenie\". I tu dochodzimy do sedna. Prywatna i cholernie droga, czy \"darmowa\" i mizerna publiczna opieka zdrowotna? Gdyby tak sprywatyzować polską opiekę medyczną? Czy byłoby to takie złe jak się nam ciągle wmawia? Nie. Wręcz przeciwnie. Jest to jedyna droga do usług na odpowiednim poziomie. Na poziomie, na który niewątpliwie zasługują nasi rodzice płacący zusy przez dziesiątki lat. Na poziomie, który jest po prostu normalny. Bo czy jest coś cenniejszego od zdrowia?

Dodane komentarze

paweł.p dołączył
01.05.2014

paweł.p 2018-03-08 13:27:22

Zabawny i pouczający tekst. Fajnie się czyta, szkoda, że na koniec zacząłeś przynudzać i analityczne i egzystencjalne.

PodróżeZwykłychLudzi dołączył
14.09.2016

PodróżeZwykłychLudzi 2016-09-14 14:25:18

"Fajny tekst. Korzystałem z opieki lekarskiej w Tajlandii (prywatny szpital w Bangkoku) i wyglądało to podobnie.
W Indiach miałem podejrzenie Dengi, ale skończyło się na czymś podobnym objawowo, ale nie aż tak groźnym: Chikungunya.
"

4kilo.pl dołączył
03.09.2016

4kilo.pl 2016-09-05 03:03:56

Dodawanie artykułów na tej stronie to droga przez piekło! Najprostszy Wordpress ma miliard razy więcej usability niż to co tu się wyprawia. Nie możesz dodać zdjęć w czasie pisania, tylko wcześniej i zupełnie w innym miejscu na stronie. Możesz dodać tylko 5 zdjęć dziennie a to znaczy, że artykuł musi zostać okrojony. Nie możesz dodać więcej niż jednego zdjęcia na raz!!! Musisz mozolnie wklikiwać każde z osobna! Kursywa na wstępie i zielone tło na podsumowaniu? Czy my jesteśmy w przedszkolu? Szlaczki też można prosić? Natomiast normalne justowanie tekstu jest chyba jeszcze do odkrycia przez adminów.... Edytowanie artykułu to też bezsensowne widzimisie. Podgląd artykułu?? Dopiero po wysłaniu!!!!!! T R A G E D I A

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl