Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Pięć miesięcy azjatyckiej przygody > INDIE, INDONEZJA, MALEZJA, TAJLANDIA


alchemia_momentu alchemia_momentu Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDIE /  Uttar Pradesh / Varanasi / święta trójca Przez prawie pięć miesięcy moim domem była Azja. Mieszkałam z hinduskimi, islamskimi i buddyjskimi rodzinami. Stałam nad brzegiem Gangesu w Indiach i na szczycie wulkanu w Indonezji. Założenie był jedno, po prostu iść przed siebie. Bez konkretnego planu i zbędnych ograniczeń.






Przez prawie pięć miesięcy moim domem była Azja. Mieszkałam z hinduskimi, islamskimi i buddyjskimi rodzinami. Stałam nad brzegiem Gangesu w Indiach i na szczycie wulkanu w Indonezji. Kąpałam się w wodospadach i oceanach. Zbierałam herbatę i piłam najdroższą kawę świata. Założenie był jedno, po prostu iść przed siebie. Bez konkretnego planu i zbędnych ograniczeń. Trzy ostatnie tygodnie tej wyprawy były już ciężkie. Rozwalona noga, gigantyczne upały lub deszcze. Tyle, że to właśnie wtedy poczułam po co to wszystko. Nie przejmowałam się noclegami, biletami, pociągami. W sumie niczym się nie przejmowałam, bo wiedziałam, że będzie dobrze. Tak po prostu dobrze.

Indie/styczeń, luty

Mówi się o tym kraju,że albo się go kocha albo nienawidzi.
Ja go kocham i nienawidzę w takim samym stopniu. Byłam tu dwukrotnie, objechałam go w koło ponad trzydziestoma pociągami. W niektórych spędzałam po 40 godzin. Dla mnie jest to jedyne miejsce na Ziemi do którego będę wracać zawsze.
Początek tej wyprawy to Mumbaj. Miasto gdzie spełnia się indyjski sen o karierze i pieniądzach. Gdzie obok pięknych osiedli w europejskim stylu rozciągają się gigantyczne slamsy. Spędziłam tutaj tylko kilka dni i szybko ruszyłam dalej, na Goa. Ukochany stan amerykańskich hipisów z lat 60 dziś , dziś świeci odbitym blaskiem dawnej legendy. Jedzenie tutaj nie jest ostre, herbata nie jest słodka a hindusi uczą się rosyjskiego aby zadowolić bogatych turystów. Wykąpałam się w oceanie, wypiłam Kingfishera i mogłam jechać dalej, do Radżastanu. W północnym stanie Indii spędziłam ponad dwa tygodnie,, zakochałam się w tutejszych fortach, ludziach i zachodach słońca oglądanych z dachów hoteli.

Następne było Varanasi, miasto dla hindusów święte. Jest to świętość największa, niepodważalna, taka z którą się nie dyskutuje. Podobno czasem nawet Shiva schodzi ze swojego szczytu aby popływać w tutejszym Gangesie. Ja go nie spotkałam, do świętej rzeki wejść się też nie odważyłam. Siadałam za to każdego dnia na kamiennych schodach, pomiędzy hindusami, świętymi krowami i dość dużą ilością śmieci. I muszę przyznać, że faktycznie jest to miejsce niezwykłe. Szczególnie wieczorami, gdy rozpoczyna się Aarti,a ceremonia ofiarna. Nie ma tutaj religii i podziałów. Jest natomiast coś fundamentalnego i uniwersalnego. Tak jakby słowa świętych mantr przenosiły człowieka na początek, do miejsca gdzie wszystko się zaczęło.

Na sam koniec została mi Kalkuta, moje ukochane indyjskie miasto. Zamieszkałam na tej samej ulicy co ostatnio w tym samym hotelu. Spotkałam nawet tego samego doktoranta z Uniwersytetu Jagiellońskiego co dwa lata wczesnej. Z domem Matki Teresy wróciłam do tutejszej szkoły i dzieciaków, najadłam się bananów, winogron i dalu z soczewicy. Po prawie trzech tygodniach zdecydowałam, że pora opuszczać Indie i jechać dalej.

Zdjęcia: Varanasi,  Uttar Pradesh, święta trójca , INDIE
Varanasi, Uttar Pradesh, święta trójca , INDIE



Zdjęcia: Varanasi,  Uttar Pradesh, poranek nad Gangesem, INDIE
Varanasi, Uttar Pradesh, poranek nad Gangesem, INDIE



Malezja/ luty, marzec

Wyleciałam Kalkuty z ostatnimi turystami, pierwszymi upałami i deszczami. Trochę zmęczona i chudsza o jakieś 7 kilo. Chciałam się na chwilę zatrzymać, odpocząć. Wylądowałam w Kuala Lumpur, gdzie powitała mnie fala dusznego, lepkiego powietrza. W głowie miałam myśl, że nie wiem co dalej. Miałam nocleg na kilka pierwszych dnia załatwiony przez couchsurfing. Duże azjatyckie miasta są dobre na chwilę, później zaczynają męczyć. Znalazłam więc dość szybko wolontariat na małej wyspie Tioman, kupiłam bilet na autobus i ruszyłam przed siebie. Noc w trasie i rano stanęłam na pięknej, złocistej plaży. Teoretycznie miałam pomagać w hotelu. Na miejscu okazało się jednak,że gości jest niewielu. Przyglądałam się więc typowemu malezyjskiemu życiu, pływałam w oceanie, czytałam książki na hamaku.

Gdy słońce spaliło wystarczająco moje ramiona postanowiłam jechać dalej. Znalazłam kolejny wolontariat po drugiej stronie Malezji. Zamieszkałam tym razem w przedziwnym miejscu jakim była świątynie Krishny. To właśnie ten hinduski bóg decymował tutaj o wszystkim. Patrzyłam na tych ludzi i zastanawiałam się czy faktycznie można aż tak mocno wierzyć aby podporządkować temu całe swoje życie. Trochę sobie tutaj pomedytowałam, posłuchałam filozoficznych wykładów, porozmawiałam o Bogu. Po trzech tygodniach zrozumiałam, że drogą bhaktijogi do oświecenia nie dojdę, bo wciąż zbyt wiele we mnie zachodniego pragmatyzmu.

Upały stawały się coraz większe a ja byłam trochę rozleniwiona. Chciałam pochodzić po wulkanach, górach i poczuci coś nowego. Spakowałam plecak, kupiłam bilet i poleciałam do Indonezji.

Zdjęcia: Juara, Tioman, malezyjska codzienność, MALEZJA
Juara, Tioman, malezyjska codzienność, MALEZJA



Zdjęcia: Juara, Tioman, malezyjska plaża, MALEZJA
Juara, Tioman, malezyjska plaża, MALEZJA



Indonezja/ kwiecień,maj

Z Malezji chciałam lecieć na Bali. Okazało się jednak, że loty z Kuala Lumpur na tą wyspę są drogie. Dużo tańszym rozwiązaniem wydało mi się polecieć na Jawę a z niej promem przepłynąć na Bali. Z planami jednak bywa tak,że rzadko się sprawdzają. Jawa urzekła mnie na tyle, że postanowiłam spędzić tu miesiąc czyli tyle, ile mogłam z wizą on arrivel.
Zaczęłam w Dżakarcie, stolicy kraju. Zamieszkałam na kilka dni w domu islamskiego imama. Zobaczyłam kilka najważniejszych atrakcji, zjadłam najlepsze lody w mieście i kupiłam bilet na pociąg. Wylądowałam po drugiej stronie wyspy w małej, uroczej Yogyakarcie. Dostałam namiary na ludzi z tutejszego couchsurfingu i dzięki ich pomocy objechałam okoliczne góry, pola ryżowe i plantacje herbaty. Następnie ruszyłam do miasteczka Banyuwangi . Wypożyczyłam motor z kierowcą i nocą weszłam na Ijan, jeden z najpiękniejszych wulkanów.

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam ucząc indonezyjskie dzieci angielskiego. Zamieszkałam w domu islamskiej rodziny, która obwiozła mnie swoim skuterem po bliższej i dalszej okolicy. Każdego dnia odwiedzałam okoliczne szkoły i prowadziłam lekcje.
Na sam koniec usłyszałam, że za osiem tysięcy jestem w stanie kupić tutaj całkiem przyzwoity dom. Znalazłaby się też pewnie jakaś szkoła w której mogłabym uczyć angielskiego. Więc może za jakiś czas wrócę na dłużej.

Zdjęcia: Ijen, -Banyuwangi, Wulkan Ijan, INDONEZJA
Ijen, -Banyuwangi, Wulkan Ijan, INDONEZJA



Zdjęcia: Ijen, -Banyuwangi, ze szczytu, INDONEZJA
Ijen, -Banyuwangi, ze szczytu, INDONEZJA




Tajlandia/maj

Planując tą podroż zakładałam, że spędzę w każdym kraju miesiąc. Wyszło jednak trochę inaczej. Zasiedziałam się w Indiach i Malezji a przez to na Tajlandię miałam tylko niecały tydzień.
Wylądowałam w Bangkoku i zamieszkałam w domu dwóch buddyjskich sióstr. Dostałam własny pokój z klimatyzacja i pociąg miejski który mnie woził do centrum. Stolica Tajlandii była dla mnie gigantycznym zaskoczeniem. Lecąc tutaj spodziewałam się masy turystów i komercyjnego klimatu. A tym czasem okazało się, że jest to miast którego nie można mieć dość. Każdego dnia zachwyca na nowo, oferując masę przedziwnych atrakcji. W dzień jest zbyt gorąca aby cokolwiek robić. Wychodziłam na zewnątrz i po dziesięciu minutach jedyne na co miałam ochotę to prysznic. Życie zaczyna się tutaj wieczorem. Ulice wypełniają się ludźmi, knajpki klientami.
Wyleciałam z gigantycznym niedosytem tego kraju, więc w najbliższej przyszłości pewnie jeszcze tutaj wrócę.





Pierwszego dnia po przylocie spotkałam dziewczynę z Izraela, ja zaczynałam a ona kończyła swoją półroczną podróż.
Pochodziłyśmy wspólnie po Mumbaju, zjadłyśmy jakiś obiad. Spytałam się jej o to co czuje wracając po takim czasie do normalnego życia. Uśmiechnęła się wtedy do mnie i odpowiedziała:a co to znaczy normalne życie?

Po tych pięciu miesiącach w Azji wiem,że dla mnie normalnym życiem zawsze będzie podróż. Nie jest to decyzja, wybór, coś na co mam wpływ. Mam wysłużony plecak, znoszone buty i nieposkromiona ciekawość świata, która zawsze będzie pchać mnie do przodu. Do kolejnego kraju, na kolejny kontynent czy szczyt.
Wciąż zbyt mało widziałam, aby móc powiedzieć, że już wystarczy.

Zdjęcia

INDIE /  Uttar Pradesh / Varanasi / święta trójca INDIE /  Uttar Pradesh / Varanasi / poranek nad GangesemMALEZJA / Tioman / Juara / malezyjska codziennośćMALEZJA / Tioman / Juara / malezyjska plażaINDONEZJA / -Banyuwangi / Ijen / Wulkan IjanINDONEZJA / -Banyuwangi / Ijen / ze szczytu

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl