Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Nowa Zelandia cz1 > NOWA ZELANDIA


annazapol annazapol Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie NOWA ZELANDIA / - / Tongariro Alpine Crossing, Emerald Lakes / Tongariro Alpine CrossingNowa Zelandia cz1 autostopem

lot Osło-Pekin-Aukland

***Mam ciekawe wspomnienia z mojego pierwszego autostopu z lotniska w Oslo: zatrzymuje się facet w wieku ok. 35 lat, pochodzący z Kosowa, pyta gdzie jedziemy, zaprasza do auta, ale najpierw dopytuje, czy nie mamy ze sobą narkotyków, bo nie chce mieć problemów z policja… Pyta o to dwukrotnie! Czy my aż tak  źle wyglądamy?
W Oslo nocujemy u Julii, podała pyszną rybę na kolację.
Rano śniadanie, potem wylot do Sztokholmu, przesiadka i lot do Pekinu.
Tu mamy 17 godzin i po załatwieniu pieczątki w paszporcie jedziemy zwiedzać Pałac Letni.
Trochę zimno. Dobre chińskie jedzonko i lot dalej do Auckland.
Mimo filmów, książki i jedzenia (w tym drugim nie było dobre) ciężko przez tyle godzin wytrzymać w samolocie.


***Wylądowaliśmy na lotnisku w Auckland ok 19ej, formalności paszportowe, zadowolona mina Irki:
- I have a new tent!
Straż graniczna sprawdza czy przypadkiem w namiotach nie przewozisz nowych nasion etc.
Ściemniło się, więc postanowiłyśmy  do rana zostać na lotnisku, no bo gdzie w nocy będziemy się szwędać?
Miejscówę znaleźliśmy szybko (obok kafejki która zamykała się na noc) iiiii wyprostowaliśmy nóżki na naszych karimatach (nie to co w samolocie  :)  )
Rano chińskie śniadanie  - bardzo dobre :) i ruszamy na podbój NZ!
Na stopa nie czekałyśmy długo i  jedziemy...
Zmiana czasu i zmęczenie podróżników dają o sobie znać, wieczorem zasypiamy w 6 sekund. Nowy namiot  jest OK.


***Na Cape Reinga (punkt w którym Morze Tasmana łączy się z oceanem) docieramy szybko, ale na miejscu zastajemy mgłę, a potem nadchodzi deszcz (latarnia jednak jest widoczna).
https://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=https://en.wikipedia.org/wiki/Cape_Reinga&prev=search

W drodze powrotnej podwozi nas para, Polka i młody facet z NZ, bardzo sympatyczni - jedziemy razem na obiad do chińczyka i na zakupy do marketu.
Niestety nocleg w deszczu na Achipara Beach (na dziko) jest dla mnie jednym z najgorszych noclegów - pada, mokry piasek utrudnia chodzenie, plecak ciężki, zmęczenie, a do tego trzeba  schować się tak, aby nikt nie zauważył.
Jedyne co kojąco działa na nerwy i zmęczenie to szum oceanu...





***Rano dalej pada... składamy mokry namiot i wychodzimy do głównej drogi...
Pierwsze auto podwiozło nas paręnaście kilometrów, schroniliśmy się pod drzewem, trochę mniej pada...
I tu  zatrzymuje się starsza pani z wnukiem .... zaprasza nas do auta i od razu po tym do domu na nocleg...
Nawet się nie zastanawiałam!
Jedyny problem - pani się przeprowadza i ma cały dom w kartonach.
To było jak nagroda, od razu poprawił mi się humor, wypogodziło się na zewnątrz.
Pani Diana oprowadziła nas po buszu, pokazała swoje krówki. Pyszna kolacja, prysznic, spanie w normalnych warunkach...
Nawet nam do głowy nie przyszło wracać na szlak mimo poprawy pogody.
Rano po śniadaniu i kawie miłe pożegnanie z crazy-lady, jak o sobie mówiła.

***Dalej droga na  Auckland, znowu zaczyna padać, czasami ktoś podwozi nas kilka kilometrów do lepszego skrzyżowania albo wylotówki, to też jest bardzo miłe.
Zatrzymała się kobita - szeroko uśmiechnięta murzyneczka, nauczycielka j. angielskiego, od kilkunastu lat mieszkająca w NZ. Dojeżdżamy do miasta, pani opowiada nam, że za dwa dni jej synek będzie miał urodziny i bardzo się ucieszy, jeżeli zostaniemy na noc...
Jak tu odmówić? W domu przeprowadzka w toku, więc mają dla nas tylko pokój z materacem.
Mąż informatyk uśmiechnięty, dzieciak zadowolony bo ma gości. Na ogromnym materacu na podłodze spanie jak w bajce.


Nazajutrz pani jeszcze trochę nas podwiozła, jechała odebrać mamę z lotniska .
Jedziemy dalej, pogoda się poprawiła, widoki piękne jak na załączonych obrazkach.


***Rotorua - gejzery gorące i jeziora z leczniczą i delikatnie śmierdzącą siarka wodą... Wygląda to ładnie, jak na zdjęciu, a ponieważ na campingu kąpiele geotermalne były w cenie noclegu, to  skorzystałyśmy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rotorua_(jezioro)
Wygląda to znacznie lepiej, a potem na spacerku w parku gejzery tryskają wrzątkiem wśród kamieni.
Ludzie są zaskoczeni, kiedy dowiadują się, że jesteśmy z Polski i podróżujemy wspólnie. Wygląda na to że  mamy z córkami rzadko jeżdżą stopem... :)









***Tongariro
do maoryskiego kempingu przy jeziorze Rotoaria podwiozła nas Japonka, która rozmawiała po angielsku gorzej ode mnie :)
Podrzuciła nas do małej miejscowości przy rondzie i odjechała.
My z Ireną dzielnie maszerujemy do właściwej drogi wylotowej, podnosimy kciuki… a tu nasza koleżanka z Japonii z uśmiechem: siadajcie, jedziemy szukać kempingu.


Pierwsze zapytanie od Pani Maoryski:
- Jak tu trafiliście  skoro nie macie auta? miejscowi nie biorą stopowiczów.
Rozbijamy namiot, kąpiemy się w jeziorze... widoki... cisza i czarne łabędzie!
W nocy miliony gwiazd i Droga Mleczna... nigdy czegoś takiego nie widziałam.



***Planowałyśmy pobudkę o 6 rano, ale było ciemno i wstałyśmy później. Mimo to o 7.30 już miałyśmy podwózkę od miejscowej pani, która jechała do pracy i podwiozła nas do wyjścia na szlak... Na szczęście  dla mnie (bo Irka by wyszła) pomyliła się i dowiozła nas do łagodniejszego i ładniejszego początku szlaku.
http://www.dragonadventures.pl/opendialog/atrakcje-turystyczne/229,tongariro-crossing-gorski-szlak.html

  Zakładałam, że jak nie dam rady to zostanę, a Irena pójdzie sama i wróci tą samą drogą. Jednak charakter mojej córki okazał się mocniejszy od mojej kondycji fizycznej. Poza tym na szlak wyruszało dużo osób starszych ode mnie, co odczytywałam jako dobry znak.
Na prostych odcinkach było jeszcze w miarę znośnie, ale pod górę wspinałam się jak mała ciężarówka albo ciuchcia - ciężko i powoli...
Dzięki Irenie wlazłam na szczyt... jak popatrzyłam dookoła - warto było! Wyschnięte jezioro i Mordor,  kolorowe jeziora i Blue Lake - po prostu cudnie!

Po drodze pomogliśmy zejść po piasku Sarze s Anglii (kobita była w adidasach i nie radziła sobie ze stromym zejściem po  sypkim gruncie). Myślę, że w Polsce już kilka osób zgłosiłoby się do pomocy, a tu...
Ten mój angielski... za to mam bogata wyobraźnie i gestykuluję :)





W całości szlak ma 20km, normalni ludzie robią to w 6-7 godzin, a ja w 8! Z tym ze dłużej odpoczywałyśmy z okazji ładnych widoków i robiłyśmy dużo zdjęć :)
Aha, na Tongariro kolejny raz spotkaliśmy nasza Japonkę. Dowiedziałam się, że znam jedno słowo po japońsku - masakra.




Zejście z tego szlaku było okropnie nudne i ciągnęło się 10 km, dzięki Bogu że przez las... W całości szlak ma 20km, normalni ludzie robią to w 6-7 godzin, a ja w 8-9 !





Tak wyglądała droga na dól.....


Wieczorem dla relaksu i odpoczynku pływanie z czarnymi łabędziami …..








*** W Wellington (stolica NZ) przyjeżdżamy wieczorem, mamy rezerwację internetową na prom następnego dnia rano ( 50$ od osoby). Myślimy, gdzie by to się na noc schować za friko, dzięki podwózce do centrum informacji turystycznej – mamy informacje ale nie mamy miejsca :)
Powoli robi się szaro. Zatrzymałyśmy się na skrzyżowaniu przy kafejce, bo Irka złapała internet. Po chwili podchodzi facet z piwem i pyta jaki mamy problem. Moje spojrzenie było wystarczające żeby potem o nim wspomniał przy kolacji… ale Irka zaczęła rozmawiać, facet zaproponował pomoc w poszukiwaniu hostelu, okazało się jednak, że brak wolnych miejsc i to w kilku hotelach . Po kliku minutach przyprowadził do nas żonę i powiedział, że wybierają się do teatru obok, ale za dwie godziny wrócą i zaprosili nas na nocleg.
Przepraszali, że w domu brakuje mebli z racji przeprowadzki, mówili, że są dopiero dwa tygodnie po ślubie. Okazało się, że mieszkanie mają z widokiem na ocean, jak w luksusowym hotelu.
Na rano planowałyśmy być na Mszy Św., ale facet pomylił kościoły... i trafiłyśmy dopiero na kazanie...
Potem szukamy portu morskiego i płyniemy na wyspę południowa promem 4 godziny do Pikton ( bilety kupione wczesniej przez internet)
Picton, wieczór, podwozi nas młoda para - rozgadani, bo kiedyś też jechali autostopem w NZ.
Mieli może po 20 lat, chłopak kierowca bardzo ładny kiwi, małomówny, a dziewczyna gada cały czas o kółku teatralnym w szkole, o angielskim etc.
Zastanawiamy się co robić ... jechać dalej czy szukać miejsca na nocleg? Znajomi wspominali, że na południowej  wyspie jest gorzej z dzikim campingiem...Próbujemy złapać  stopa - jak się nie uda, to zostajemy. Zatrzymało się auto - facet jedzie do pracy, podwozi nas aż 150 km. Na miejscu pokazał gdzie  pracuje (budują szpital). Jest ok. 22, ciemno... Podwiózł nas do parku na brzegu oceanu i poradził tu rozbić namiot…
widoki piękne .

Miejsce faktycznie fajne, ale rano się okazało, że tam był zakaz rozbijania namiotu, ale że my o tym nie wiedziałyśmy... :) to był nocleg w Kaikurze


***Codzienne wpadamy do kafejki na kawę i coś ciepłego do jedzenia, plus internet, niestety często ograniczony do 50MB.
Irena umówiła się z Feretami (młode małżeństwo z Krakowa), że spotkamy się w NZ, bo w Polsce nie mieli czasu :) Mają podróż poślubna (Filipiny, Nepal, Australia i NZ, etc) – na 6 miesięcy ….
Nasza droga wiedzie dalej przez Artur Pass.


https://pl.wikipedia.org/wiki/Park_Narodowy_Arthur%27s_Pass









Wieczorem kiedy do celu zostało ok. 80 km i już zastanawiałyśmy się czy szukać odpowiedniej „miejscówy” na nocleg, czy łapać auto, zatrzymał się młody facet z Niemiec, który pracuje w NZ od 6 miesięcy. W drodze zaczyna padać, potem leje jak z cebra... O godzina 22.30 facet proponuje, że zabierze nas do siebie na nocleg (zostaje jeszcze godzina jazdy). Dziękujemy i zostajemy w pięknych nocnych górach.
Wymuszam na Irenie pójście do schroniska bo stawianie namiotu w takiej ulewie mija się z celem. Zgodziła się. Właściciel schroniska powiedział, że jeszcze nigdy nie gościł mamy i córki ... ale zniżki nie dał :)
Lało całą noc, do tego wiatr... a na rano świetna pogoda i słoneczko.
Poszłyśmy w góry do wodospadu, czekamy na Feretów.
Wieczorem rozbijamy się na dziko, co nie jest trudne, bo turystów nie wielu.
W knajpie na kolacji widziałyśmy Kea - bardzo ładne dzikie papugi ( potrafią być agresywne i uszkodzić namiot )







***Rano pogoda nadal dopisuje, jest słonecznie. Irka znów poszła w góry, a ja odpoczywam na dole  z książką. Jak wróciła to dostałyśmy wiadomość od przyjaciół Irki, mamy spotkać się w umówionym miejscu na kempingu.
Tym razem podwozi nas busem facet z Belgii, ma trochę zagłośną muzykę, ale trudno ... Planujemy po drodze zrobić zakupy, mamy tylko parę plasterków sera i resztkę salami, nie zdążyłyśmy zjeść obiadu...
Niestety sklepów po drodze nie ma.... Belg proponuje nam chleb, no ale bez przesady… nie wiemy czy Feret dostał wiadomość od nas z prośbą kupić nam jedzenie...Docieramy na umówiony  camping, pływamy w jeziorze, czekamy i spotkanie.


Następnego dnia pada, a to dla stopowiczów przerwa w podróży - miło spędzamy czas w namiocie, po 16ej pogoda się poprawia. Kolacja u Feretów, podobnie jak wczoraj, ponieważ mają kuchenkę.
Aha na tym campingu wieczorem widziałyśmy kiwi :) bo to nocny ptak.
Pózniej w rozmowach z miejscowymi kierowcami który nas podwozili dowiedzieliśmy się
że nie każdy kiwi (tak oni siebie nazywają :) ) widzieli tego ptaka ! Foto u Feretów , jak wrócą do Polski dostaniemy.
Rano rozstajemy się z Feretami, oni na Artur Pass, a my do Hokitika



***Hokitika (internet, zakupy, jedziemy dalej). W pewnym momencie zatrzymuje się chłopak z Norwegii ( fryzura – dredy …) , który jest w NZ od kilku miesięcy, jedzie na festiwal w Dunedin na pokazy sztucznych ogni z koleżanka ( dwa auta) .
Lądujemy na free kempingu z naszego polecenia - piękny zachód słońca nad morzem.
W Sheep Creek piękne widoki, ale tu pobiłyśmy rekord czekania a na samochód - 1,5 godziny! - sami turyści i nikt nie chciał zrobić dobrego uczynku...
Aż tu nagle zatrzymuje się bus z naszym znajomym Belgiem! Powiedział ze musimy mu postawić piwo za kolejną podwózkę :)

Zdjęcia

NOWA ZELANDIA / - / Tongariro Alpine Crossing, Emerald Lakes / Tongariro Alpine Crossing

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl