Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Kambodża > KAMBODżA


Vesania Vesania Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie KAMBODżA / Góry Kardamonowe / Góry Kardamonowe / Kambodżańska DżunglaUkładając się do snu w hamaku w naszym obozowisku w sercu Gór Kardamonowych rozmyślałam o tym, że cała Kambodża jest jak otaczająca mnie dżungla – pełna życia, bujna, przemawiająca tysiącem głosów i odradzająca się stale, bez względu na to, jak dotkliwe ucierpi od niszczących ją niemal doszczętnie kataklizmów.

Zdjęcia: Góry Kardamonowe, Góry Kardamonowe, Kambodżańska Dżungla, KAMBODżA
Góry Kardamonowe, Góry Kardamonowe, Kambodżańska Dżungla, KAMBODżA


Podróżując po kraju, poza miejscami pamięci, nie zobaczysz już śladów rozgrywających się tu tragedii i bestialskich mordów z czasów reżimu Czerwonych Khmerów. Zamiast tego wszędzie powita cię słynny, promienny, khmerski uśmiech.
Mimo tej pozornej sielanki życie codzienne Kambodży wciąż nosi blizny po ranach zadanych jej w przeszłości. W pewnych aspektach założenia socjalistycznej utopii Pol Pota doszły do skutku. Terror Czerwonych Khmerów pozostawił po sobie społeczeństwo dość zrównane. Majątkowo, bo prawie wszyscy są jednakowo biedni. Pod względem wykształcenia, bo wg oficjalnych danych 65% mieszkańców to analfabeci. Do tego zacofane pod względem gospodarczym, ze słabo rozwiniętą infrastrukturą.

Zdjęcia: Kambodża, Kambodża, Targ w Pursat, KAMBODżA
Kambodża, Kambodża, Targ w Pursat, KAMBODżA


Wszystko to oczywiście stopniowo się zmienia. Szczególnie na bogatszym południu widzi się coraz więcej nowych, murowanych domów, nie zaś skleconych z drewna, blachy i najróżniejszych materiałów, które ciężko sklasyfikować jako "budowlane". Podróż autobusem z Kampotu do Bangkoku, oprócz fatalnego stanu jezdni, wydłużają także remonty nawierzchni. Po dziurawych jak rzeszoto drogach mkną na skuterach dzieci i młodzież w schludnych szkolnych mundurkach złożonych z białej koszuli i granatowych spodni lub spódnicy. Farmy pieprzu w okolicach Kampotu organizują dla turystów krótkie prezentacje po angielsku i francusku połączone ze zwiedzaniem plantacji, a prowadzący je Khmerzy bardzo biegle posługują się językami obcymi. Podobnie jak lokalni, młodzi przewodnicy po jaskiniach i tajemniczych świątynkach ukrytych w okolicznych skałach. Oczywiście wciąż nie jest różowo, bo jak mówi Sai, nasz 19-letni przewodnik w Phnom Chhong, studia są płatne, a zbiera na nie właśnie oprowadzając turystów. Inny, imieniem Man, poznany podczas zwiedzania Kampong Trach, dorabia tu rano, by wieczorami móc studiować.

Zdjęcia: okolice Kampong Trach, okolice Kampotu, Droga do szkoły, KAMBODżA
okolice Kampong Trach, okolice Kampotu, Droga do szkoły, KAMBODżA


Braki materialne Khmerzy rekompensują nieprawdopodobną wręcz pomysłowością i zaradnością, a także zwykłą, ludzką życzliwością i współpracą.
Pomaga też brak pojęcia o zasadach BHP. Okazuje się, że na skuterze można przewieźć całą, pięcioosobową rodzinę lub znaczną część swojego dobytku. Albo dwie turystki razem z wypchanymi plecakami. Po sprytnym zamontowaniu dodatkowych elementów skutery mogą też przyjąć formę słynnego, azjatyckiego tuk-tuka, ale także przewoźnego sklepiku lub stoiska z wyciskarką soku z trzciny cukrowej. Na bagażniku roweru montuje się poduszkę jako dodatkowe siodełko, by podwieźć do szkoły koleżankę z klasy. W busie zawsze mieści się tyle osób, ile akurat potrzebuje transportu. W pływających wioskach wokół jeziora Tonle Sap życie płynie (dosłownie!) od wieków jednakowym rytmem – łódką po zakupy, do szkoły czy też odwiedzić sąsiada z przeciwległego brzegu.

Zdjęcia: jezioro Tonle Sap, jezioro Tonle Sap, Pływające wioski, KAMBODżA
jezioro Tonle Sap, jezioro Tonle Sap, Pływające wioski, KAMBODżA


Co więcej, jak we wszystkich krajach Azji południowo-wschodniej zasady ruchu drogowego po prostu nie istnieją. Przynajmniej w oczach przeciętnego Europejczyka. Początkowo nawet przechodząc na drugą stronę ulicy czujesz, że ryzykujesz życiem. Przynajmniej do momentu, gdy wypożyczasz rower w Siem Reap i jedziesz zwiedzać Angkor, choć przebrnięcie w ten sposób przez miasto wydaje się być sportem ekstremalnym. Skutery wymijają cię z każdej strony - nie obowiązuje zasada wyprzedzania z lewej, jak zresztą wszystkie inne zasady. Co chwila ktoś na ciebie trąbi, co i rusz masz wrażenie, że właśnie o mały włos uniknąłeś czołowego zderzenia z tuk-tukiem. Szybko jednak orientujesz się, że w tym szaleństwie jest metoda. Pojazdów, a szczególnie skuterów, jest tak dużo, że chcąc nie chcąc trzeba jeździć powoli, a kierowcy są przyzwyczajeni, by się rozglądać i uważać na innych. A klaksonu używa się, by poinformować i ostrzec osobę jadącą przed tobą, że ją wyprzedzasz. Najwięcej czasu zabiera opanowanie techniki skrętu w lewo na skrzyżowaniu. Okazuje się, że nie musisz przepuszczać ani tych z prawej, ani tych z naprzeciwka, wystarczy wjechać na środek, gdy tylko pojawi się odrobina wolnego miejsca, a ominą cię, każdy z innej strony. Można też zjechać do lewej, pojechać kawałek pod prąd i włączyć się do ruchu za skrzyżowaniem. Jazda na rondzie w kierunku przeciwnym też jest jak najbardziej w porządku. Koniec końców azjatycki styl jazdy wydaje się najbardziej uprzejmym i uporządkowanym sposobem organizacji ruchu drogowego. Jedyna zasada to uważać, by z nikim się nie zderzyć. Okazuje się, że gdy wszyscy ją stosują, ruch przebiega płynnie i bezpiecznie.

Zdjęcia: Angkor, okolice Siem Reap, Odkrywając Angkor , KAMBODżA
Angkor, okolice Siem Reap, Odkrywając Angkor , KAMBODżA


Nikt nie narzeka, nikt się nie denerwuje i nie przeklina, nawet gdy samochód wiozący trzy turystki w samo serce dzikich Gór Kardamonowych po raz trzeci grzęźnie w błocie i trzeba go znów mozolnie wydobywać. Zamiast przekleństw wciąż ten sam pogodny uśmiech, gdy nasz kierowca stwierdza po raz kolejny "very bad road". Zresztą nikt tu nie zostawia bliźniego w potrzebie. Zaraz znajduje się kilku mieszkańców okolicznych wiosek, którzy pomagają kopać w błocie i pchać samochód. Nie usłyszysz ani słowa skargi czy złości. Czy to cecha narodowa Khmerów, czy może zasługa zakorzenionego w filozofii buddyjskiem i hinduistycznej pogodzenia z losem?

Zdjęcia: Kampong Trach, okolice Kampotu, Świątynia ukryta w jaskini, KAMBODżA
Kampong Trach, okolice Kampotu, Świątynia ukryta w jaskini, KAMBODżA


Bowiem religia w życiu codziennym Kambodży zajmuje poczesne miejsce. Sklepy z gotowymi kapliczkami z pewnością cieszą się dobrą koniunkturą, gdyż nawet bardzo skromne gospodarstwa nie mogą się bez nich obejść. Kapliczki można spotkać wszędzie, począwszy od urzędu wydającego wizy przy granicy, poprzez sklepy, markety, hostele i hotele, aż po drzewo przy plaży na rajskiej wyspie. Także szafranowe szaty mnichów co chwila przyciągają wzrok, jaskrawą barwą wyróżniając duchownych spośród świeckich mieszkańców Kambodży. Nierzadko można było przyjrzeć się obrzędowi ofiarowywania jałmużny. Po włożeniu do mnisiej miseczki banknotu, wierny składa dłonie i pochyla głowę, gdy mnich śpiewnie odmawia za niego modlitwę, czy może raczej mantrę. W czasie tej krótkiej ceremonii kobiety zwykle stoją, mężczyźni przyklękają lub przykucają.

Zdjęcia: targ w Pursat/Kep/okolice Kampotu, Kambodża, Z życia codziennego w Kambodży, KAMBODżA
targ w Pursat/Kep/okolice Kampotu, Kambodża, Z życia codziennego w Kambodży, KAMBODżA


Szkoda tylko, że te piękne sceny, tak urokliwe dla człowieka zachodu, rozgrywają się zwykle w dość obskurnej scenerii zaśmieconych ulic i podwórzy.
Słowa "ekologia" , "ochrona środowiska" , a tym bardziej "recykling" nie istnieją w słowniku przeciętnego Khmera. Plastikowe opakowania i butelki walają się wszędzie, zarówno przy drodze niczyjej, jak i na własnym podwórku. Puszkę po napoju wypitym w autobusie po prostu wyrzuca się przez okno. Czasem czujesz się, jakbyś podróżował po wielkim wysypisku śmieci. Brud z pewnością przeszkadza cieszyć się w pełni skądinąd sielskim, wiejskim krajobrazem. Jednak trudno oczekiwać świadomości potrzeby ochrony środowiska naturalnego od ludzi ledwie wiążących koniec z końcem, słabo wykształconych, ciężko pracujących cały dzień w polu, gdzie wciąż częściej wykorzystuje się woły i siłę własnych mięśni zamiast nowoczesnych maszyn rolniczych. Jeszcze wiele czasu upłynie, nim ta sytuacja się zmieni.

Zdjęcia: okolice Kampotu, okolice Kampotu, Kambodżańska wieś, KAMBODżA
okolice Kampotu, okolice Kampotu, Kambodżańska wieś, KAMBODżA


Turystyka na pewno podreperowuje gospodarkę kraju Khmerów. Zarabiają kierowcy tuk-tuków, przewodnicy, handlarze. I to wcale niemałe pieniądze, jak na realia tego kraju. Nic dziwnego, że zabiega się o klienta niemal agresywnie. Gdy tylko wysiadasz z busa niemal natychmiast opada cię tłumek tuk-tukowców, łamaną angielszczyzną zachęcających do skorzystania ze swoich usług, a nawet bez żenady zaglądających ci przez ramię, gdy próbujesz sprawdzić na mapie położenie swojego hostelu. Również handlarze ze stoisk z ubraniami przy większych świątyniach Angkor niemalże wciskają ci towary w ręce. Oczywiście proponując nader wygórowaną cenę, którą trzeba naprawdę porządnie stargować. Początkowo czujesz się z tym dość głupio, bo jesteś przyzwyczajony do tego, że towary mają ustaloną cenę, i albo decydujesz się za tę cenę kupić, albo nie, i już. Poza tym trochę się wstydzisz skąpić, wiedząc, że dla ciebie dolar w tą czy w tamtą to żadna różnica, a dla ludzi w tym biednym kraju - ogromna.

Zdjęcia: okolice Kampotu, okolice Kampotu, Senne popołudnie, KAMBODżA
okolice Kampotu, okolice Kampotu, Senne popołudnie, KAMBODżA


Nie masz się o co martwić, nie wyjdziesz na skąpiradło, targowanie się to rodzaj gry, a sprzedawca na pewno nie pozwoli sobie na nieopłacalną transakcję. Poza tym nie miej złudzeń co do jakości ciuchów, jak i innych towarów. Zdarza się często, że piękne kolory okrutnie farbują, a po pierwszym praniu szerokie spodnie stają się niemal obcisłe i cokolwiek przykrótkie.
Zresztą te ubrania nie mają nic wspólnego z tym, jak noszą się Khmerzy. My chcemy wyglądać jak oni, a oni chcą wyglądać jak my, czyli na zachodnią modłę, dlatego odziewają się w zwykłe dżinsy i t-shirty, zwykle chińskiej produkcji. O ubiorze decyduje raczej wygoda i cena, a nie moda. Wśród kobiet w średnim i starszym wieku dość popularny jest strój, który można najcelniej określić mianem wzorzystej piżamy, składający się z kompletu luźnych spodni i przewiewnej koszuli zapinanej na guziczki. Trzeba przyznać, że to idealny ubiór na tutejsze upały.

Zdjęcia: okolice Kampotu, okolice Kampotu, W drodze, KAMBODżA
okolice Kampotu, okolice Kampotu, W drodze, KAMBODżA


W porównaniu z Tajlandią, dużo bardziej popularną jako cel podróży, Kambodża wydaje się mniej atrakcyjna, nieupudrowana i nieprzebrana odświętnie dla turystów. Myślę, że właśnie dla tej autentyczności warto poświęcić jej trochę uwagi i poznać jej naturalną urodę. Bo Kambodża to nie tylko Angkor, choć to oczywiście największa duma narodu khmerskiego, żelazny punkt programu podróży, a przede wszystkim niezapomniane wrażenia ze zwiedzania misternie rzeźbionych, starodawnych świątyń, szczególnie tych mniej obleganych przez turystów, czyli bardziej oddalonych od najsłynniejszej i największej Angkor Wat.

Zdjęcia: Angkor, okolice Siem Reap, Urzekające piękno Angkor, KAMBODżA
Angkor, okolice Siem Reap, Urzekające piękno Angkor, KAMBODżA


Na pewno warto jest odwiedzić Kambodżę. Zwiedzać tajemnicze świątynie Angkor, uśpione w dżungli przez wieki. Pić wodę kokosową prosto z kokosa. Popłynąć w kilkugodzinny rejs z Siem Reap do Battambang i odmachać po drodze każdemu uśmiechniętemu dziecku z pływających wiosek. Spędzić noc w hamaku w samym sercu kambodżańskiej dżungli. Kąpać się w wodospadzie, ukrytym pośród gęstwin porastających Góry Kardamonowe, gdzie mało kto dociera. Pojechać tam, gdzie pieprz rośnie i spróbować wszystkich odmian tej najpopularniejszej przyprawy. Poleniuchować w hamaku na maleńkiej Rabbit Island. A także zaznać tej khmerskiej otwartości, życzliwości i pogody ducha, która na zawsze będzie kojarzyła mi się z Kambodżą. Czy uda się przemycić jej ziarenko ze sobą do Polski i wyhodować w naszym chłodnym klimacie?

Zdjęcia: Rabbit Island, Rabbit Island, Na rajskiej wyspie, KAMBODżA
Rabbit Island, Rabbit Island, Na rajskiej wyspie, KAMBODżA


P.S. A po powrocie do kraju jesteś zaskoczony, że na lotnisku wszyscy chodzą w grubych kurtkach, w toalecie można wyrzucić papier normalnie do muszli, a nie do kubełka obok, a twoje mieszkanie 30m2 wydaje się niewiarygodnie wręcz przestronne!

Termin wyprawy: 24.11.-7.12.2018
Marszruta: Bangkok - Siem Reap (Angkor - 2dni) - Battambang (rejs z Siem Reap) - Góry Kardamonowe (2-dniowy trekking z Osoam do Koh Kong) - Koh Kong - Kampot - Rabbit Island - Kampot - Bangkok
Krótkie podsumowanie kosztów:
Waluta: dolar + riel, 1 dolar=4000rieli (sztywny kurs)
- wiza do Kambodży - 30USD
- bilet do Angkor 3-dniowy - 62USD
- wypożyczenie roweru - 2USD/dzień (starego rzęcha), 5USD (dobrego Gianta, można ciut stargować, np. wypożyczając od razu na 2-3dni)
- noclegi - od 2 do 6USD (tanie hostele, łóżko w pokoju wieloosobowym)
- tuk-tuk na krótką trasę po mieście - ok. 2 USD
- rejs z Siem Reap do Battambang - 23-25USD
- transport z Battambang do Osoam w Górach Kardamonowych – 4USD (bus Battambang-Pursat)+ 10-20USD (shared taxi Pursat-Osoam) – opis dojazdu: http://www.movetocambodia.com/transportation/battambang-koh-kong-cardamom-mountains/
- 2-dniowy trekking w Górach Kardamonowych - 70USD
- bus z Koh Kong do Kampotu – 15USD
- wynajęcie tuk-tuka na całodniową wycieczkę po okolicach Kampotu - 25-30 USD (targować się)
- transport z Kampotu na Rabbit Island – 3USD (bus do Kep) + 5USD (łódka)
- autobus z Kampotu do Bangkoku - 32USD
- ryż z warzywami - zwykle 1,5-3USD (opcje niewegetariańskie nieco droższe)
- woda kokosowa z kokosa/ananas/kiść bananów - 1 USD
- T-shirt kosztuje po stargowaniu 2USD, spodnie - 4USD
- torebka pieprzu z Kampotu prosto z farmy - 4-6USD
Sugestie i rady:
- jeśli masz więcej czasu, poświęć na Angkor pełne 3 dni, ale nie pod rząd - świątynie są piękne, a szczególnie przyjemnie jest zwiedzać te bardziej odległe i mniej oblegane przez turystów, jednak po 2 dniach wszystkie zaczynają być do siebie podobne i tracisz cały ich urok, a bilet 3-dniowy jest ważny przez tydzień
- trekking w dżungli był fajny, ale naszym zdaniem zbyt krótki, bo zaledwie po ok. 2 godziny marszu dziennie - jeśli zamierzacie się wybrać, dopytajcie i ustalcie, jak to ma wyglądać
- największym utrapieniem w dżungli są wcale nie komary, a inne małe paskudztwa - pijawki; potrafią się przyssać nawet przez skarpetkę lub wślizgnąć do buta; może grube skarpety by pomogły, a może po prostu
- prawie wszystko można załatwić w hostelach – w tym także bilety na autobus czy na rejs łódką

Zdjęcia

KAMBODżA / Góry Kardamonowe / Góry Kardamonowe / Kambodżańska DżunglaKAMBODżA / Kambodża / Kambodża / Targ w PursatKAMBODżA / okolice Kampotu / okolice Kampong Trach / Droga do szkołyKAMBODżA / jezioro Tonle Sap / jezioro Tonle Sap / Pływające wioskiKAMBODżA / okolice Siem Reap / Angkor / Odkrywając Angkor KAMBODżA / okolice Kampotu / Kampong Trach / Świątynia ukryta w jaskiniKAMBODżA / Kambodża / targ w Pursat/Kep/okolice Kampotu / Z życia codziennego w KambodżyKAMBODżA / okolice Kampotu / okolice Kampotu / Kambodżańska wieśKAMBODżA / okolice Kampotu / okolice Kampotu / Senne popołudnieKAMBODżA / okolice Kampotu / okolice Kampotu / W drodzeKAMBODżA / okolice Siem Reap / Angkor / Urzekające piękno AngkorKAMBODżA / Rabbit Island / Rabbit Island / Na rajskiej wyspie

Dodane komentarze

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2019-02-02 19:43:14

Zgrabnie napisane, ładnym językiem. Mam wiele podobnych spostrzeżeń z Kambodży. Niestety, do minusów dodam jeszcze mocno rozwiniętą seksturystykę z dziećmi w rolach głównych. A do lektur dorzucę "Uśmiech Pol Pota".

dariusznow dołączył
20.02.2018

dariusznow 2019-02-02 07:11:52

Super artykuł z wieloma trafnymi spostrzeżeniami i radami. Miałem właśnie okazję spędzić 3 dni w tym pięknym kraju, ale niestety z grupą turystów (objazdówka). Na szczęście popołudniami udało mi się wyrwać na parę godzin na skuterze poza miasto i zobaczyć trochę prawdziwego życia. Jazda skuterem jest przeżyciem samym w sobie, ale tak jak pisałaś, jeśli się zastosuje niepisane zasady uprzejmości i wzajemnego szacunku jest prostsza niż się z boku wydaje. Ludzie mnie zachwycili. Są jakby z innej planety. Mili uczynni uśmiechnieci, przebywać wśród nich to sama przyjemność. Najbardziej w pamięci mi utkwiły dwie rzeczy: jedzenie i życie ludzi w domach na palach.

Vesania dołączył
11.06.2017

Vesania 2019-01-19 18:58:11

"Dziękuję, Krzysztof, za zwrócenie uwagi na tragiczną przeszłość tego kraju.
To, co piszesz o współodpowiedzialności Amerykanów, jest prawdą. Dorzucę jeszcze kilka słów dla zainteresowanych, by trochę bardziej rozjaśnić ten temat.
Podczas wojny w Wietnamie Kambodża zachowywała neutralność, a Czerwoni Khmerzy byli mało znaczącą grupką komunistycznych partyzantów. Kraj był może niezbyt bogaty, ale ludzie żyli w pokoju. W wyniku zamachu stanu obalono króla Sihanouka i ustanowiono proamerykański rząd. Wtedy zaczęły się bezlitosne naloty dywanowe na terytorium Kambodży, których celem było zwalczanie partyzantów z Wietkongu. Najbardziej jednak cierpiała ludność cywilna, rosła wrogość w stosunku do Amerykanów i sympatyzującego z nimi rządu i coraz to nowi ochotnicy zasilali szeregi Czerwonych Khmerów, którzy rośli w siłę.
Niemniej jednak to przerażająca wizja nowego społeczeństwa wykreowana przez Pol Pota, zainspirowana ideologią marksistowską, doprowadziła do okrutnych aktów ludobójstwa, czy jak się często to określa - autoludobójstwa. Nie bez winy pozostają też Chiny, które doskonale wiedziały, co się dzieje w Kambodży Pol Pota, ale nie reagowały, by nie stracić wpływów politycznych w Indochinach. Zresztą znając historię, być może dla chińskich komunistów metody Pol Pota wcale nie były aż tak szokujące.
Raz jeszcze historia przestrzega przed pułapką ideologii. Zbrodnia w imię choćby najszlachetniejszej idei zawsze pozostaje zbrodnią.
Jeśli ktoś chciałby coś więcej poczytać na ten temat, to polecam książkę złożoną z reportaży T. Terzaniego "Duchy. Korespondencje z Kambodży". Wstrząsająca lektura.
Ale Kambodża cały czas odradza się, na szczęście, bo to piękny kraj i raz jeszcze zachęcam, by go odwiedzić. Ale rzeczywiście lepiej nie schodzić z utartych szlaków, bo wciąż jeszcze można natknąć się na niewybuchy."

[fb] Krzysztof Tomaszewski dołączył
25.04.2016

[fb] Krzysztof Tomaszewski 2019-01-19 15:47:26

Gratuluję artykułu. To jak kraj wygląda na dziś to przede wszystkim wina Amerykanów, którzy przyczynili się do tego bezpośrednio niemiłosiernie i bezkarnie bombardując ten kraj (łączny tonaż bomb zrzuconych na Kambodżę za czasów Kissingera był dwukrotnie większy niż tonaż bomb zrzuconych na Europę i kraje Pacyfiku w czasie II wojny światowej) Pośrednio - pozwoliło to Czerwonym Khmerom urosnąć w siłę. Potem oczywiście ci sami Amerykanie wspaniałomyślnie udzielili kredytów. Dziś wywierają presję żeby zadłużenie spłacić - ostatnio wycofali się ze wsparcia finansowego programu prowadzącego do usunięcia niewybuchów i min.

Aldina13 dołączył
10.01.2019

Aldina13 2019-01-16 07:27:10

Bardzo ciekawy artykul,jesli chodzi o ceny sa niskie.Bardzo ciekawy kraj i zachecajacy do zwiedzania

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl