Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Madagaskar w rytmie mora, mora > MADAGASKAR


igebski igebski Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdj cie MADAGASKAR / Iranja / Iranja / GroblaRelacja ze zwiedzania północnej części Madagaskaru oraz wysp Nose Be, Nose Iranja, Nose Tanikely, Nose Komba i Nose Sakatia. M.in. Park Narodowy Ankarana, Tsingy Rouge, Góra Bursztynowa i Góra Francuska i Lemurialand.

\r\nNajpierw trekking w upale i kamienne labirynty, potem biały piasek i ciepły ocean. Madagaskar poznajemy między wysiłkiem a odpoczynkiem. W tej podróży malgaskie „mora mora” — powoli, spokojnie — z każdym dniem nabiera znaczenia.\r\nNa Nosy Be zaczynamy spokojnie. Już na niewielkim lotnisku czeka nas zaskoczenie: funkcjonariusz kontroli paszportowej prosi o napiwek po polsku. W hotelu wymieniamy euro po kursie 4600 ariarów i poznajemy okolicę. Kameralny obiekt przy plaży, z basenem, zachęca do odpoczynku. Po południu jedziemy jednak 11 kilometrów do Dzamandzaru. Na placu La Banane odbywają się morengy — tradycyjne walki na gołe pięści, związane z kulturą Sakalava. Zawodnicy mają tylko ochraniacze na zęby. Zadają ciosy pięściami, kopią, uderzają kolanami. Pojedynek trwa zwykle około pół minuty i kończy się nokautem lub poddaniem. Przy tradycyjnej muzyce kilkutysięczna publiczność żywiołowo dopinguje walczących. To nie tylko sport, ale też święto społeczności. Dawniej morengy przygotowywały do wojny i obrony stad zebu. Dziś zawodnicy reprezentują swoje wioski, a najlepsi zyskują status lokalnych bohaterów. Ulubieńcy publiczności zbierają hojne datki do foliowych reklamówek — choć te są na Madagaskarze oficjalnie zabronione.\r\nRano plac w Dzamandzarze wygląda już inaczej. W miejscu wczorajszych walk trwa targ. Dzieci idą do szkoły, dorośli do pracy. Przed drewnianymi domami siedzą mieszkańcy, kobiety niosą na głowach miski i kosze z bananami. Skrajem drogi człapią zebu zaprzężone do dwukółek. Z portu płyniemy szybką motorówką na główną wyspę, gdzie przesiadamy się do terenowego Hyundaia Terracana. Po godzinie jazdy wyboistą szutrową drogą zatrzymujemy się przy plantacji. Kupujemy wanilię, rum, kakao i czekoladę. Za każde z pięciu opakowań suszonych lasek wanilii płacimy 35 tysięcy ariarów, za czekoladę — 20 tysięcy. Później odkryjemy, że wanilię można kupić znacznie taniej. Madagaskar słynie z tej przyprawy. Dalsza droga prowadzi asfaltową RN6, której budowę dofinansowała Unia Europejska. W południe zatrzymujemy się na lunch w Antanatsimanaja. Na stole pojawiają się ryż, kurczak, wołowe szaszłyki i kraby. Napoje kosztują dodatkowo: piwo 10 tysięcy ariarów, kawa i cola po 5 tysięcy.\r\nW Ankaranie ruszamy na trzygodzinny trekking. Rezerwat specjalny jest częścią suchych lasów Andrefana, wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Krajobraz tworzą tsingy: ostre wapienne iglice i grzbiety, między którymi ciągną się szczeliny i kaniony. W kamiennym labiryncie przetrwały suche lasy. Pod ziemią kryją się jaskinie i rzeki. Spotykamy kameleony, gekony i lemury, a chybotliwe wiszące mostki pokonujemy pojedynczo. Temperatura wzrasta z 30 do 37°C. W takim upale nawet trzygodzinna trasa daje się we znaki.\r\nAnkarana to także ostoja malgaskiej przyrody. Według Madagascar National Parks odnotowano tu około 670 gatunków roślin, w tym 39 znanych wyłącznie z tego rezerwatu, oraz 10 gatunków lemurów. Wśród nich są lemur koronowany i lemur Sanforda. Kolejny przystanek to Tsingy Rouge. Z Ambilobe jedziemy ponad dwie godziny, z czego 40 minut po wyboistej, piaszczystej drodze. Mijamy stada zebu, tuk-tuki, rowery i drewniane domy. Na miejscu wystarcza krótki spacer, by zobaczyć smukłe iglice i żłobione wieżyczki, przywodzące na myśl Kapadocję. Czerwień, rdzawe odcienie i jasne pasma podkreślają ich rzeźbiarskie kształty. Nazwa może mylić: to nie wapienne tsingy znane z Ankarany. W tutejszych formacjach występuje bogaty w żelazo lateryt. Związki żelaza nadają im czerwonawą barwę.\r\nTsingy Rouge wyrzeźbiła erozja wodna związana z rzeką Irodo. Woda wypłukiwała materiał, pozostawiając wąskie żebra i iglice. Deszcz i wiatr nadal zmieniają odsłonięte warstwy. Te formacje są delikatniejsze niż wapienne tsingy: nie należy ich dotykać ani się na nie wspinać. Procesy, które nadały im kształt, stopniowo je niszczą. Po skalnym labiryncie Ankarany oglądamy więc zupełnie inne oblicze północy — kruche, barwne i nieustannie się zmieniające.\r\nNastępnego dnia odwiedzamy Bursztynową Górę, 30 kilometrów od Antsiranany. Nazwa wulkanicznego masywu nie pochodzi od bursztynu, lecz od drzew o kolorowej żywicy. Tutejszy park narodowy chroni las deszczowy, w którym żyją lemury, kameleony i endemiczne ptaki. Obserwujemy mangustę i pliszkę malgaską. Mijamy okazałe paprocie, storczyki, mirty chilijskie i figowce. Podczas niespełna dwugodzinnego spaceru oglądamy trzy niewielkie wodospady. Przy ostatnim na kamieniu siedzi zimorodek o turkusowo-pomarańczowym upierzeniu. Nie płoszy się, gdy robimy zdjęcia. Chłód i wilgoć lasu przynoszą ulgę po upale nizin. Masyw sięga około 1500 metrów, nasza trasa biegnie na wysokości około 1000 metrów n.p.m.\r\nNa Górę Francuską prowadzi około 600 kamiennych stopni. Montagne des Français, znana także jako Ambohitr’Antsingy, stawia przed nami kolejne wyzwanie: trzykilometrowe, miejscami strome podejście i niemal 400 metrów przewyższenia. Idziemy przez suchy las liściasty, mijamy baobaby i stacje drogi krzyżowej. Francuska nazwa masywu nawiązuje do dawnego fortu wojskowego, wykorzystywanego podczas drugiej wojny światowej. Pozostałości umocnień przypominają o kolonialnej historii regionu. Droga krzyżowa świadczy z kolei o znaczeniu góry jako miejsca katolickich pielgrzymek mieszkańców Antsiranany i okolic.\r\nNa szczyt docierają wszyscy poza dwiema osobami. Przed nami panorama Zatoki Diégo-Suarez, Szmaragdowego Morza, Wyspy Szukającej i Góry Cukrowej. Widok wynagradza trud podejścia. Rezerwat można zwiedzać wyłącznie z lokalnym przewodnikiem. Nam towarzyszą aż cztery osoby, w tym dwie praktykantki. Choć jestem najstarszy w grupie, niemal sześciokilometrową trasę kończę jako pierwszy.\r\nPo trekkingach przychodzi czas na ocean. Nosy Tanikely to niewielka wyspa otoczona chronionymi wodami morskiego parku narodowego. Jej największym skarbem są rafy koralowe, które zapewniają schronienie licznym rybom, mięczakom i skorupiakom. Podwodne łąki trawy morskiej stanowią żerowiska żółwi, a piaszczyste plaże i skaliste brzegi uzupełniają różnorodność nadmorskich siedlisk. Przejrzysta woda i dostępność rafy na niewielkiej głębokości sprzyjają poznawaniu tego świata z maską i rurką, bez konieczności nurkowania z aparatem. Przez dwie godziny pływamy, nurkujemy z rurką, odpoczywamy na plaży i zwiedzamy latarnię morską. Po intensywnych wędrówkach w głębi Madagaskaru ten przystanek pozwala połączyć poznawanie przyrody ze spokojniejszym rytmem wypoczynku. Nie przeszkadza nawet fakt, że za wstęp płacimy kilkakrotnie więcej niż miejscowi. \r\nNa Nosy Komba turystyka jest bardziej widoczna niż w innych odwiedzonych przez nas miejscach. W Ampagorinie stragany pełne są pamiątek, rękodzieła i przypraw. Do kolekcji nakryć głowy dokupuję kapelusz za niespełna 35 złotych. Oglądamy boa, duże żółwie i lemury. Te ostatnie chętnie sięgają po banany podawane z ręki. Dalej płyniemy na Nosy Sakatia. Pod słomianymi zadaszeniami przy plaży jemy zebu, grillowaną rybę, ryż i surówki. Degustujemy też rum. Popularna marka Dzama zawdzięcza nazwę Dzamandzarowi, gdzie niegdyś odbywała się jej produkcja. Sprzedawców pamiątek jest tu mniej. W głębi wyspy rosną lasy, orchidee, wanilia i ylang-ylang, wykorzystywany w perfumach Chanel No. 5. Żyją tu również żółwie zielone i szylkretowe.\r\nNosy Be objeżdżamy z Sound’s Travel & Leisure. Wycieczka kosztuje 70 euro. Towarzyszą nam kierowca, dwoje przewodników, fotograf i rezydentka. Na południu wyspy odwiedzamy destylarnię ylang-ylang oraz Lemurialand. Oglądamy wiekowe żółwie Napoleona i Bonapartego, młodszą Józefinę, krokodyle z potomstwem i lemury przyjmujące banany. Jest też katta, kojarzony z filmowym Królem Julianem. Do Hell-Ville, czyli Andoany, stolicy Nosy Be, jedziemy głównie na zakupy. Uwagę przyciąga święte drzewo Malgaszów: rozłożysty fikus ozdobiony biało-czerwonymi wstążkami. Przed wejściem trzeba zdjąć buty, założyć lambę i przekroczyć próg prawą nogą. Po lunchu z grillowaną rybą tazar i zebu odwiedzamy Arts Village. To eleganckie miejsce nastawione na turystów — towary są starannie zapakowane, a ceny wyższe niż gdzie indziej. Objazd kończymy na Mont Passot, z widokiem na Nosy Be. Korzystająca z turystyki wyspa nie pokazuje jednak całej rzeczywistości kraju. Nasz przewodnik Milal, świetnie mówiący po polsku, opowiada o południu: braku prądu, ograniczonym dostępie do edukacji i pracy oraz większym niż na północy zagrożeniu przestępczością. Coraz więcej pracowników turystyki uczy się polskiego, a Polacy i Włosi należą do najliczniejszych grup odwiedzających Madagaskar.\r\nRejs z Nosy Be na Iranję, oddaloną o około 50 kilometrów, trwa półtorej godziny. Na otwartym oceanie łódź mocno kołysze się na falach. Niektórzy oddają śniadanie Neptunowi. Nosy Iranja tworzą dwie wyspy: większa Iranja Be i mniejsza Iranja Kely. Łączy je pas białego piasku, który odsłania się podczas odpływu. Można wtedy przejść między wyspami, mając ocean po obu stronach. Trzeba jednak pilnować czasu — przypływ zalewa tę naturalną drogę. Przechodzę na Iranja Kely i wracam, zanim woda odetnie przejście. Tutaj to ocean ustala plan zwiedzania.\r\nNa większej wyspie znajduje się wioska rybacka. Ponad nią, na wzniesieniu, stoi zabytkowa latarnia morska. Prowadzą do niej kamienne schody, lecz podczas naszej wizyty budowla jest zamknięta. Przy odczuwalnej temperaturze 36°C podejście wymaga wysiłku. Nagrodą są rozległe widoki. Po drodze mijamy stragany z rękodziełem. Za pocztówkowym krajobrazem toczy się codzienne życie mieszkańców, związane z rybołówstwem i obsługą turystów.\r\nPlaże Iranji są również miejscem składania jaj przez żółwie morskie, w tym zielone i szylkretowe. Podczas krótkiej wizyty za dnia trudno je jednak zobaczyć na brzegu — samice wychodzą na ląd zazwyczaj nocą. Biały piasek jest więc nie tylko miejscem wypoczynku, ale także siedliskiem wymagającym ochrony. Zwierzęta należy obserwować bez zakłócania ich spokoju i zgodnie z lokalnymi zasadami.\r\nPo smacznym, urozmaiconym lunchu kąpiemy się w ciepłej, przejrzystej wodzie. Po intensywnych wędrówkach i kolejnych etapach zwiedzania ten spokojniejszy fragment dnia pozwala po prostu odpocząć. Przed powrotem dwie uczestniczki odłączają się od grupy; po kilkunastu minutach odnajdują się na łodzi z izraelskimi turystami. Najsilniej zapada mi jednak w pamięć kąpiel — chwila spokoju i wytchnienia. Iranja łączy w sobie to, czego szukamy podczas tej podróży: poznawanie niezwykłego krajobrazu i możliwość zwolnienia tempa. To właśnie tutaj „mora mora” przestaje być jedynie powiedzeniem i staje się doświadczeniem.\r\nIreneusz Gębski\r\n

11-25.10, 2026

Zdjęcia

MADAGASKAR / Iranja / Iranja / GroblaMADAGASKAR / Nosy Be / Andilana / PlażaMADAGASKAR / Tanikely / Tanikely / PlażaMADAGASKAR / Diana / Antsiranana / Tsingy RougeMADAGASKAR / Diana / Antsiranana / Tsingy Rouge 2MADAGASKAR / Diana / Antsiranana / Tsingy Rouge 3MADAGASKAR / Diana / Ankarana / Tsingy szareMADAGASKAR / Diana / Góra Francuska / Widok z Góry  FrancuskiejMADAGASKAR / Diana / Góra Francuska / Widok z Góry FrancuskiejMADAGASKAR / Diana / Park Amber Mountain / Wodospad

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adres w do wy wietlenia.

Strefa Globtrotera

Bezpieczne logowanie na czas sesji

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2026 Globtroter.pl