Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Nowa Zelandia cz2 > NOWA ZELANDIA


annazapol annazapol Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie AUSTRALIA / - / Royal National Park, NSW, Australia / Royal National Park, SydneyNowa Zelandia cz2

*** Wanaka. Niedziela, Msza Św. w kościele Św. Rodziny. Byłyśmy na miejscu pół godziny przed Mszą, ale nie zastaliśmy nikogo. Pomyślałam, że może Ira coś pomyliła, jednak po 15 min zaczęli przychodzić parafianie, przywitała nas organistka, a potem ksiądz:
“Dzień dobry, witamy gości z Polski.” (ale na kawę potem nas nie zaprosił, a tak by nam to pasowało ….. wstaliśmy rano bo spora odległość od kempingu ….

Do centrum miasta miałyśmy kawał drogi, więc wstałyśmy bardzo wcześnie - droga N6 jest mało uczęszczana, a większość to turyści, którzy nie zawsze chcą brać stopowiczów.
Nocleg w Holiday Park przy pięknym jeziorze Wanaka.




*** Ira wyruszyła na Roys Peak, a ja czytałam książkę w cieniu... obydwie jesteśmy zadowolone. Dalej jedziemy do Quinstown, pogoda zaczyna się psuć, pada.

Podwozi nas starszy Pan - przewodnik górski - opowiada jak jest w Milford ( na górski szlak zapisy na marzec 2017!!! )
W związku z deszczową pogodą, która wg prognozy ma utrzymać się przez 2 dni rezygnujemy z wyjazdu do Milford. Zmieniamy plany, jedziemy do Dunedin. Łapiemy stopa, po drodze kupujemy owoce od rolnika z małej wioski - przepyszne śliwki, jabłka i gruszki. Potem zatrzymuje się Pani z córką, która właśnie jedzie na lekcję śpiewu do Dunedin. Miła rozmowa, pod koniec której czujemy się jak starzy znajomi.
***W Dunedin foki w zasięgu ręki - fajne, leniwe. Pingwinów brak. Jedziemy Camperem w kierunku Portabello, najpierw przez prawie 80 km ze starszym państwem z Auckland.

W Moeraki Bullders ocean i ogromne okrągłe kamienie spadające ze skały, niektóre popękały i wyglądały  jakby miały żywicę w środku.

https://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=https://en.wikipedia.org/wiki/Moeraki_Boulders&prev=search


Nasz kierowca pokazał jak wydobywa się małże z piasku - po prostu  wygrzebał jedną palcami, była ogromna - jak pól mojej dłoni! Szkoda, że nie mam łopatki, wiaderka i kuchenki... tyle smakołyków w piasku pod nogami, seafood, ach...
Niestety nie mamy ognia, więc małżą uraczą się ptaszki. Trochę dalej nocujemy w lesie na kempingu, od razu umawiamy się z nowa koleżanka (Mary z Kanady) na podwózkę jutro rano - na cały kempingu jesteśmy tylko my.
W nocy nagle zrobiło się zimno... brrrrrrrrrrrr, wyciągnęłam folię ratownicza, owinęłam się razem ze śpiworem, ubrałam czapkę… o mamma mia!!!






Mary podżyciła nas do głównej drogi .Pyszna kawa i śniadanie (coś w rodzaju zapiekanki z kaszą, jajkiem i dodatkami), a do tego internet. Fajna kafejka .

**** Oamaru to bardzo ładne miasto, widoczny tu jest wpływ stylu kolonialnego - ładne domki, stare kościoły. Robimy zakupy w markecie - znowu upolowałam surówkę z sosem w zestawie! Do tego pyszne owoce: nektarynki, śliwki, jabłka, melon. Mają też dobre sery, mleko i jogurty. Szynka też w miarę dobra, może droższa byłaby lepsza? Kupuję marynowane i wędzone małże w oleju - mniam. Wciąż nie udaje nam się trafić na specjał NZ - zielone małże, bo mało bywamy w miastach, a na kempingach nikt nie sprzedaje:)
Po zakupach plecaki od razu przybierają na wadzę...
Dzisiejszy nocleg jest z polecenia państwa Feretów - na brzegu jeziora Pukaki… brakuje słów aby opisać ten widok! Piękne ośnieżone góry, Mount Cook i tafla wody w promieniach zachodzącego słońca.



****Rano jedziemy do Mount Cook na szlak, dłużej niż zwykle czekamy na auto, ponieważ w tak popularnych turystycznych lokacjach rzadko trafiają się miejscowi, którzy zwykle są chętni do pomocy stopowiczom. Irka rusza na szlak, ja zostaje z plecakami na dole (z tej perspektywy też widać lodowiec). Jest bardzo ładnie - dużo różnorodnych ptaków i roślinności.







Mimo to , że jesteśmy poza sezonem, turystów jest mnóstwo - dużo Niemców, przede wszystkim studentów - wynajmują auto w 2-4 osoby, kilka razy nas podwozili. Spotkaliśmy też kilka osób z Belgii, Szwecji, Francji.
Jednak najwięcej turystów jest z Chin. Miejscowi opowiadali, że przed inwazją chińczyków było więcej swobody - można było wszędzie rozbijać namioty itd, czego obecnie nie wolno. Obecnie jest sporo zakazów, nie pozostaje jednak nic innego jak się do nich dostosować. Ciekawe, że mimo niewielkiej ilości śmietników jest czysto, a że na kempingach brakuje koszy, to zabieramy śmieci ze sobą i wieziemy do dużego miasta!



W drodze powrotnej z Mount Cook spotykamy stopowicza z Belgii, długo czekamy na auto w tym samym kierunku. W końcu  zatrzymała się Francuska z córką - na prośbę Irki wzięła również chłopaka z Belgii. Nasze plecaki wylądowały w bagażniku, a jego na naszych kolanach. Nic to wszelako, przecież to tylko 50 km.
Wracamy na kemping przy Pukaki (bo jest tam przepięknie), a nazajutrz wyruszamy
tą sama drogą.
Wieczorem piękne widoki i orzeźwiająca kąpiel w jeziorze.
W środku nocy nagle obudziła mnie Irena - namiot aż trząsł się od wiatru! Poprawiałyśmy w nocy śledzie i wiązania od tropiku. Rano okazało się, że znik pokrowiec od namiotu – wywiało.


Rano bez pośpiechu, śniadanie, pakowanie. Na podwózkę czekamy 1,20 min! To prawie rekord (rekordowy czas to 1,5 godziny  na drodze N 6). Zatrzymał się facet, który chciał zabrać tylko jedną osobę… czekamy dalej.
Potem zatrzymała się Nicole ze Szwajcarii i podwiozła nas do  jeziora Tekapo, szkoda ze wracała w inna stronę :(
W Tekapo piękne jezioro z niesamowicie niebieską wodą, na brzegu mały kamienny kościółek. Widok z okna za ołtarzem przypomniał mi o panoramie Jeruzalem z kościoła Dominus Flevit, z tą różnicą, że tam widać miasto i Złotą Bramę.
Strasznie wieje. Mały spacer i lądujemy na kawę, herbatę, internet.

Szybko łapiemy stopa w stronę Timary - podwiózł nas miejscowy kiwi, który autostopem objechał całą NZ, sympatyczny, uśmiechnięty, dużo opowiada. Pozazdrościł nam, że widzieliśmy  kiwi.


****Nocujemy w Timaru, ponieważ jutro jest Niedziela Palmowa, a kościół jest niedaleko od kempingu.
Dalej było śmiesznie... stopujemy z napisem TIMARU na tablicy. Zatrzymuje się samochód, który przed chwilą skręcił w prawo, facet zaprasza nas do środka... Irka tłumaczy, że potrzebujemy do Timaru, czyli prosto. Kierowca odpowiada, że jedzie do Christchirch, a to chyba po drodze.
- Ale tutaj trzeba jechać prosto!
- Tak? Chyba się pomyliłem, przepraszam :)
Kierowca - młody facet z USA (w NZ od 2 miesięcy), skarżył się, że GPS mu nie działa.
Irena robiła za pilota, dotarliśmy do kempingu. Rano dotarło do nas, że jak się żegnaliśmy, to źle wskazaliśmy mu kierunek jazdy …. :)

****Niedziela Palmowa 20.03
Na piechotę do kościoła (45min), na wejściu dostajemy palmę - gałązkę tui... Procesja, wiernych nie tak dużo... Dziwne, że nawet na podniesienie większość nie staje na kolana. Do Komunii Św. przystępują prawie wszyscy. W drodze powrotnej nie udało nam się napić kawy - kafejka zamknięta. Składamy namiot i w drogę.
Długo nie czekamy, zatrzymuje się 76-letni pan, opowiada o swojej rodzinie (ma 3 żonę, 5 synów i 12 wnuków), o tym, że dawniej polował na morzu na rekiny. Miał w samochodzie mnóstwo zdjęć, nie wiem czy przypadkowo, czy specjalnie dla stopowiczów?
Docieramy do Raikai. Żegnamy się, leniwe popołudnie. Zakupione konserwowe chicken’y smakują odpowiednio do ceny, ale jak człowiek głodny… Ale pomidory - bardzo smaczne.
Zaczyna się ściemniać - jak za wojennych czasów czekamy aby schować się w lesie na nocleg - Irka boi się, że dostaniemy mandat (200$!). Ja uważam, że jeśli dotychczas nie dostałyśmy, to czemu miałoby to nas spotkać w ostatnim dniu?

****Pobudka od śpiewu ptaków leśnych... Piękny jest ten świat!
Kawa i śniadanie w bardzo ładnej kafejce, połączonej ze sklepem QUILT! Pracująca tam pani sprzedawała różne materiały i wyroby wykonane techniką patchwork’ową.
Auto złapałyśmy w 3 minuty :) Pani za kierownicą zaciekawiła się, dlaczego podróżuję stopem, zwykle na trasie widuje tylko młode osoby. Okazało się,  że pochodzi z Łotwy, od 13 lat mieszka w NZ, żałowała że nie spotkała nas w Timaru, bo zabrałaby nas do domu!
Takim sposobem wylądowałyśmy na lotnisku w Christchurch, a tu bezpłatny prysznic, internet i prąd! Mamy sporo czasu na doprowadzenie się do porządku :)

W sumie po Nowej Zelandii zrobiłyśmy z Irena 4 tys. km, dostałam dużo komplementów, że podróżuje autostopem wraz z córką. Zwykle ludzie byli tym faktem zaskoczeni.
Jeden młody Duńczyk zapytał Irki, jak długo się znamy. Jego mina po tym jak usłyszał odpowiedź …..... :)
Generalnie stopowanie jest OK
Trudno jednak było przyzwyczaić do tego, że jestem zdana na innych ludzi.
Namiot mieliśmy dobry, mimo braku kuchenki dało się przeżyć, zawsze był powód do zjedzenia ciepłego obiadu i znalezienia internetu w miasteczku.
Wydatków pilnowała córka, więc zmieściłyśmy się w 43 $ na dobę , plus bilety tam i z powrotem 5200 zł policzone wszystkie kawy , opłaty za kempingi, prom , jedzenie wtc (na dwie osoby) Polecamy :)


2016 luty











Zdjęcia

AUSTRALIA / - / Royal National Park, NSW, Australia / Royal National Park, Sydney

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl