Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Samodzielna wyprawa do Indii – poradnik nieobiektywny. Część trzecia > INDIE


andrzejst andrzejst Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDIE / Delhi / Delhi / Delhi, oferta przyprawowaDalsza część relacji oraz porady skonsolidowane

Delhi po raz drugi
Po 6 godzinach jazdy docieramy do Delhi. Pociągi w Indiach jeżdżą dość szybko, na oko do 140 km/godzinę ale nie można według tego przeliczać czasu podróży, ponieważ po pierwsze, lubią stać w polu, aby przepuszczać inne, po drugie, długo stoją na stacjach, a poza tym wjazd i odjazd ze stacji odbywa się bardzo powoli. Zanim 25 wagonów wtoczy się na peron, trochę czasu musi upłynąć. Gdy pociąg rusza, wielu podróżnych jeszcze bez pośpiechu wsiada. Pociągi również mocno zwalniają przejeżdżając przez miejscowości. Rekordowo długi okazał się nasz wjazd do Delhi. Chyba jednym z powodów zwolnienia były ciągnące się na długości kilku kilometrów slumsy tuż przy torach a życie z zabawami dzieci włącznie, na nich. Po zatrzymaniu się pociągu, otrzymujemy kilka życzliwych informacji, m.in. od konduktora, że to stacja New Delhi, pociąg skończył bieg, wysiadamy. Dworzec niby podobny do tego, z którego kilka dni wcześniej odjeżdżaliśmy, a jakby nie ten. Po opuszczeniu stacji widzimy wielki Napis „New Delhi Junction Station”. To nie to! A tyle nas ostrzegano, aby zwracać uwagę na symbole literowe stacji! Nazwy są bardzo mylące. Stacja na którą przyjechaliśmy, potocznie i na mapach nazywana jest „Old Delhi”. Na bilecie mamy „ Delhi”, na neonie – jak wyżej… Rzeczywiście, na bilecie symbol literowy jest inny niż stacji, o której myśleliśmy. Na szczęście wiemy, gdzie jesteśmy i do Main Bazaar mamy jakieś 3 kilometry. Znajdujemy stację metra, ale jest godzina szczytu i widząc tłum przy wejściu, rezygnujemy. Mamy czas, jest okazja pozwiedzać miasto z rikszy rowerowej. Spośród wielu nagabujących rikszarzy, motywowani litością, wybieramy jednego z pewnym stopniem niesprawności. Po utargowaniu ceny 50 rupii i wielokrotnym potwierdzeniu, że to całość za 2 osoby ruszamy. Chłopaczyna jest słaby i ma problemy z utrzymaniem kierunku. Potrąca idącą przed nami dziewczynę, czego wcześniej nigdy nie widzieliśmy choć chodziło o milimetry. Inni rikszarze drwią z niego. Po przejechaniu kilkuset metrów informuje nas, że cena 50 rupii dotyczy jednej osoby. Mocno się kłócimy, ale jedziemy dalej. W pewnym momencie myli drogę i chce jechać pod prąd. Nie pozwala mu na to stojący na skrzyżowaniu policjant. Staje więc, żąda zapłaty informując, że Main Bazaar jest tuż tuż. Nie chce przyjąć 50 rupii więc wsiadamy z powrotem i nakazujemy się wieźć na miejsce. Odmawia i lamentuje tak, że go chyba w Kalkucie słychać. Już sprawa jest sądzona przez tłum gapiów i oczywiście przyznają rację nam. Widzimy niedaleko stację metra New Delhi i wiemy jak dojść do celu. To już niecały kilometr, damy radę. Dajemy delikwentowi na otarcie łez dodatkowo 30 rupii i śpiesznie się oddalamy. Facet kuśtyka za nami i drze się jak opętany. Niepełnosprawność nie pozwala mu jednak nas dogonić i zostaje w tyle rozżalony do granic możliwości.
Na Main Bazaar nie udaje nam się uwolnić od „ogona”, który widząc duże plecaki chce nam znaleźć nocleg. Nie pomagają kłamstwa, że już mamy zarezerwowany hotel. Na tej ulicy jest tysiące miejsc noclegowych i sami chcieliśmy sobie coś znaleźć, ale się nie udało. Lądujemy więc w narajonym pokoju za 30 zł. Teraz Main Bazaar, to już „nasza” znajoma ulica. Jakoś nam nie śmierdzi i jemy w różnych ciekawych miejscach, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Ostatniego dnia naszej podróży wynajmujemy na pół dnia tuk-tuka z kierowcą o imieniu Navin, który okazuje się najsympatyczniejszym ze wszystkich dotychczasowych. Ustalamy cenę 400 rupii i robimy kilkanaście kilometrów po mieście odwiedzając ciekawe miejsca. Navin ma około 30 lat, żonę i dwoje dzieci w wieku szkolnym. Tłumaczy, że w Indiach są bezpłatne szkoły powszechne, ale poziom w nich jest tak niski, że kto tylko może, daje dzieci do szkół prywatnych. Podziwiamy reprezentacyjne skwery w dzielnicy rządowej, a Navin dumnie oświadcza, że jego mama pracuje przy utrzymaniu kwiatów na tym terenie. Po chwili podekscytowany zatrzymuje się pokazując nam grupkę pracujących kobiet i woła radośnie: „Ta w zielonym to moja mama! Mamo, mamo!” Wszyscy machamy mamie Navina, a mama w zielonym sari odmachuje nam.
Jednym z punktów odwiedzonych tego dnia było miejsce kremacji Mahatmy Ghandiego. I tu daliśmy plamę nie do wybaczenia. Podziwiając piękny park doszliśmy do tego świętego dla hindusów miejsca inną drogą niż większość pielgrzymów. W pewnym momencie usłyszeliśmy srogie napomnienie: „Proszę zdjąć buty!” Okazało się, że przy głównej alei jest szatnia, gdzie wszyscy zostawiają obuwie, a my weszliśmy inną ścieżką w buciorach. Ze wstydem zdjęliśmy buty i pośpiesznie oddaliliśmy się z pokalanego przez nas miejsca.
Spróbowaliśmy mleka kokosowego, które pije się ze świeżego orzecha przez słomkę. Smakuje jak mleko krowie zmieszane na pół z wodą i podobno jest dobre dla nas, białasów na zatrucia pokarmowe.
Na koniec Navin miły, bo miły, ale i tak zawiózł nas do sklepu z pamiątkami. Nie pomogły wybiegi, że wydaliśmy już wszystkie pieniądze, a nasza karta płatnicza w Indiach nie działa. Powiedział, że w tym sklepie honorują wszystkie karty. Oglądając towar, pozwalamy sobie prezentować w jak mały pakunek mogą nam zapakować dywan, a jeśli to dla nas za dużo, to wyślą kurierem. Spotykamy turystkę z Polski, która już od miesiąca podróżuje po Indiach. Mówi nam, że ten sklep jest bardzo drogi i broń Boże nie wolno płacić kartą, bo sprzedawcy są skłonni do nadużyć.
Po południu penetrujemy naszą ulicę i okolice, robimy resztę zakupów. Na Main Bazaar można kupić wszystko w rozsądnych cenach: pamiątki, przyprawy, żywność, ciuchy. Jest to idealne miejsce na ostatni dzień pobytu w Indiach. Nie ma co kupować rzeczy po całym kraju a potem się z nimi tarabanić. Znajdujemy 2 metry pustego muru, przyklejamy się do niego i sprawdzamy, czy wystarczy nam rupii, czy musimy jeszcze coś wymienić. Ni stąd ni zowąd natychmiast pojawia się żebracza ręka z prośbą o datek.
Wieczorem szybkie pakowanie. W Indiach zostają zużyte buty, klapki pod prysznic i nasza pościel po przejściach. Ciekawe, wyrzucą ją, czy posłuży następnym gościom?
O drugiej w nocy, za 300 rupii (20 zł) zabiera nas hotelowa taksówka i wiezie na lotnisko. Jesteśmy ponad 3 godziny przed odlotem, ale to wcale nie za wcześnie. Procedury bezpieczeństwa są bardzo skomplikowane. Trzeba mieć wydrukowany bilet aby wejść na lotnisko. Kilka prześwietleń bagażu, różnych kontroli paszportu i karty pokładowej w dziwnych miejscach no i odprawa paszportowa po wypełnieniu jakiegoś dokumentu wyjazdowego i wyczekaniu się w długaśnej kolejce. Nasze karty imigracyjne, tak pilnie strzeżone przez cały pobyt, są teraz bez czytania ostentacyjnie mięte i wrzucane do kosza. Potem jeszcze wydanie ostatnich rupii w Duty Free, które z racji cen nazywamy Double Duty i po krótkim czekaniu oraz kilku kontrolach jesteśmy w samolocie. Lecimy nad Afganistanem gdy wschodzi słońce i oświetla na horyzoncie zaśnieżone szczyty Pamiru. W dole pustynia. Stewardesy rozwożą napoje, a z głębi samolotu nasi rodacy komentują to zjawisko: „Kofi, kofi, czaj, czaj, czaj!!!” Widać, że jeździli indyjskimi pociągami…
Powrót
Po kilku godzinach pustynne krajobrazy Azji zmieniają się w zaśnieżone tereny Rosji i Ukrainy. Lądujemy mięciutko w Kijowie, zwalniamy i tuż przed zjazdem z pasa startowego wpadamy w tak gęstą mgłę, że ledwie widać koniec skrzydła samolotu…
Przez 5 godzin drzemiemy na wygodnych ławkach strefy tranzytowej. Słyszymy jak pasażerowie handryczą się z nieprofesjonalną obsługą. Nieprofesjonalną? Do nas podchodzi uprzejma pani, budzi i wręcza nam karty pokładowe na lot do Warszawy. Tego jeszcze nie było, żeby zamiast pasażer do okienka, okienko przybiegało do pasażera. No, drugie budzenie było już nieprofesjonalne, bo inna pani pomyliła nas z zaginionymi pasażerami lecącymi do Mińska.
Potem wszystko już jak po maśle. Z Okęcia odbiera nas bus parkingowy. Mrozy ustąpiły więc samochód odpala bez problemu. Po drodze wskakujemy do zajazdu na rosół z makaronem oraz schabowego z ziemniakami i kapustą zasmażaną. W domu niewietrzone mieszkanie pachnie. Pościel, choć wcale nie świeża, zdaje się mieć zapach fiołków.
W kolejnych dniach przyrządzamy potrawy na sposób indyjski używając oryginalnych przypraw. Niezłe, ale daleko im do tych w Indiach. Chyba brakuje magii miejsca.
Teraz, gdy opowiadamy znajomym o Indiach, pokazujemy zdjęcia i filmy, większość z nich patrzy na nas z politowaniem myśląc: „Po co było tłuc się taki kawał aby zażyć tyle brudu i smrodu?”
A nam się chce jeszcze raz…

Kosztorys wyprawy dla 2 osób:

100 rupii indyjskich = ok. 6,50 zł wg przelicznika z lutego 2012r.

Przelot Warszawa – Delhi – Warszawa z przesiadką w Kijowie: 3 300 zł
Paliwo + parkowanie w Warszawie: 270 zł
Wizy: 448 zł
Szczepienia przeciwko WZW typ A dla 2 osób: 1 000 zł
Ubezpieczenie: 162 zł
Przewodnik (książka): 80 zł
2 worki na plecaki: 130 zł
Przejazd koleją w klasie second sleeper, 4 odcinki o łącznej długości ok. 2 000 km: 130 zł
Podróż jedenastodniowa – noclegi (poza dwoma w pociągu), wyżywienie w Indiach i podróży, bilety wstępu, atrakcje, transport lokalny (taksówki riksze, motoriksze, metro), napiwki, datki, zakupy, pamiątki: 1 400 zł
Łączny koszt: 6 920 zł
Z naszego punktu widzenia jest to najniższy koszt przy zaoferowaniu sobie w miarę znośnych warunków pobytu. Można go nieznacznie obniżyć nocując w pensjonatach i mieszkaniach prywatnych bez ciepłej wody, podróżując zatłoczonymi pociągami bez rezerwacji, jadając na ulicy, rezygnując ze zwiedzania płatnych atrakcji. Wrażeń wtedy chyba jeszcze więcej, ale to już wersja hardcore, pewnie dla masochistów. Górnej granicy kosztów nie ma; można mieszkać w ekskluzywnych hotelach i jeździć limuzyną. Nie brakuje amatorów takich podróży.
Aby zmieścić się w powyższej sumie, należy spać w miejscach po 300 – 500 rupii za pokój dwuosobowy, płacić za obfity obiad 100 – 400 rupii i targować się gdzie się da. Bez targowania można zapłacić krocie za standard, który nawet nie powinien nazywać się standardem.

Na koniec trochę zasad postępowania, bez przestrzegania których wycieczka do Indii nie będzie udana. Wszystkie są jednakowo ważne, więc każda ma numer jeden:
1. Przygotuj się do podróży. Czytaj, oglądaj filmy, zdobądź jak najwięcej informacji od ludzi, którzy tam już byli. Fora internetowe są kopalnią wiedzy.
1. Gdy zderzysz się z Indiami, nie uciekaj natychmiast do domu. Z każdą godziną będzie znośniej. Smród przestanie przeszkadzać już trzeciego dnia a natrętni nagabywacze staną się zwykłym urozmaiceniem.
1. Udawaj, że nie jesteś tam pierwszy raz. Poruszaj się zdecydowanie, nie wyciągaj mapy.
1. O drogę pytaj tylko policjanta lub kogoś, kto nie może opuścić swego interesu i pójść z tobą, np. sklepikarza. Wszelcy „uczynni” zaprowadzacze zahaczą najpierw o kilka miejsc, gdzie będziesz mógł pozbyć się kasy nabywając dobra niekoniecznie ci potrzebne.
1. Gdy potrzebujesz jakiejś usługi, nigdy o nią nie proś. Poczekaj, ani się obejrzysz a riksza czy nocleg sam cię znajdzie. Marudź i targuj się – to jest w dobrym tonie i opłaca się.
1. Nie wierz bezgranicznie opiniom o hotelach. Ich standard zmienia się szybko na plus lub minus, poszczególne pokoje też bywają lepsze lub gorsze.
1. Nie bądź sknerą. Parę rupii napiwku dla rikszarza czy w restauracji to dla ciebie nic a dla hindusa, to już coś. Nie unikaj naganiaczy za wszelką cenę. Czasami lepiej stracić kilka złotych niż godzinami opędzać się od czegoś, czego nie da się odpędzić.
1. Jeśli zmęczy cię ciągle nagabywanie, przemieszczaj się rikszą rowerową lub posiedź w restauracji. Gdy jesteś aktualnie czyimś klientem, inni to zwykle respektują. Azylami są też płatne atrakcje turystyczne.
1. Nie zabieraj z Polski baterii leków na wszystko, co może ci się przydarzyć. Na miejscu kupisz medykamenty o wiele skuteczniejsze na tamtejsze dolegliwości i wielokrotnie tańsze.
1. Jadaj tylko w miejscach gdzie kręci się dużo miejscowych. Unikaj przybytków świecących pustkami lub gdzie na dużej sali siedzi tylko kilkoro białych.
1. Pij wodę tylko z butelki oryginalnie zakręconej. Do mycia zębów używaj wody butelkowanej lub przegotowanej. Pij dużo aby rozcieńczyć ostre potrawy i rozproszyć tabuny tamtejszych bakterii. Unikaj napojów z lodem. Często myj ręce, gdy to niemożliwe, używaj żelu antybakteryjnego.
1. Owoce zaczynaj jeść po kilku dniach pobytu. Oczywiście te spod grubej skórki lub sparzone.
1. Nie planuj zbyt wiele. Wszystkiego i tak nie zobaczysz.
1. Zakup biletów na pociągi przez Internet w Polsce zaoszczędzi dużo czasu i kłopotu na miejscu.
1. Licz 65 – 70 zł na pełny osobodzień w Indiach z jedzeniem, noclegami, transportem i zakupami włącznie.
1. Jeśli nie stać cię na taką podróż lub nie masz odwagi – nasze Mazury, morze, góry ze Świętokrzyskimi włącznie – dadzą ci mnóstwo równie wspaniałych wrażeń i widoków, których nie zobaczysz w Indiach.


Powyższa relacja jest podziękowaniem wszystkim tym, których zamęczałem pytaniami przygotowując się do tej wyprawy. Mam nadzieję, że skorzystają z niej ci, którzy tak jak ja kilka miesięcy temu, planują wyjazd do Indii.

Zdjęcia

INDIE / Delhi / Delhi / Delhi, oferta przyprawowaINDIE / Delhi / Delhi / Jedyne sympatyszne żebrzące dzieciaki, jakie spotkaliśmy. Chłopiec nie miał nógINDIE / Delhi / Delhi / Polak na saksachINDIE / Delhi / Delhi / Przerobiony na gaz?INDIE / Delhi / Delhi / SlumsyINDIE / Delhi / Delhi / To jeszcze nie szczyt możliwości pojazdu

Dodane komentarze

on_the_way dołączył
06.11.2018

on_the_way 2018-11-06 22:21:15

"Dziękuję za możliwość przeczytania tak wciągającej opowieści :-)
Za miesiąc też jedziemy do Indii, mam nadzieją że Indie będziemy wspominać tak jak Wy"

male_galagoo dołączył
14.08.2012

male_galagoo 2012-08-17 15:07:13

"Świetnie napisana relacja z podróży: wciągająca, zabawna, z mnóstwem interesujących szczegółów (a często pomijanych w innych relacjach). "

anajon dołączył
13.04.2012

anajon 2012-08-15 09:57:00

super przewodnik!

andrzejst dołączył
24.08.2011

andrzejst 2012-08-14 21:47:25

Nie, nie było tego w treści. Cudzysłów wyskoczył sam, z systemu i nie zdążyłem go zlikwidować. Dzięki za pozytywną opinię Smoku.

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2012-08-14 20:09:05

Dzięki, znaczy się jak w cudzysłowie, to musiałeś o tym pisać, czyli złośliwie mi umknęło. Relację bardzo dobrze się czyta, na pewno będzie stanowić nieoceniony poradnik dla osób tam się wybierających. Pozdrawiam

andrzejst dołączył
24.08.2011

andrzejst 2012-08-14 15:57:55

"Żel antybakteryjny kupiłem w aptece w Polsce. To coś takiego na bazie spirytusu."

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2012-08-14 14:22:11

Super relacja, miałeś tę maść antybakteryjną kupiona w Polsce czy tam ? A ciekaw jestem czy mają coś w rodzaju naszej muggi (DEET powyżej 30%) ?

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2020 Globtroter.pl