Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Indie Złoty Trójkąt > INDIE


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDIE / Uttar Pradesh / Agra / Taj Mahal o zachodzie 3
Po przylocie do Delhi, samolot krążył nad lotniskiem około dwóch godzin, nie mając zgody na lądowanie. Kiedy dojechaliśmy do hotelu była druga w nocy. Okazało się, że nasz pokój został już wynajęty, komu innemu i Hindus kazał nam czekać na nowy do piątej rano.


. Po mniej więcej pół godzinie przyjechało, hotelową taksówką z lotniska, dwóch Szwajcarów i pomimo, że nie mieli rezerwacji pokój się znalazł. Ania się wściekła, wzięliśmy bagaże i znaleźliśmy, po drugiej stronie ulicy, hotel o takim samym standardzie. W Arjunie za pokój płacimy 300 rupii (około 7 USD). Mamy łazienkę z ciepłą wodą i wentylator w pokoju. Dobrze, że wzięliśmy śpiwory mamy, pod czym spać. Koce, które dostaliśmy są w okropnym stanie bez prześcieradła, jest to typowe dla hoteli w hinduskim stylu.

Rano zjedliśmy śniadanie, w restauracji, na dachu Anoop Hotel i poszliśmy zwiedzać Stare Delhi. Jeszcze w Polsce, na miejsce pobytu w Delhi wybraliśmy dzielnicę Paharganj, słynącą z dużej ilości niedrogich hoteli, restauracji i małych sklepików licząc, że zetkniemy się tam z hinduskim folklorem i mieliśmy rację. Po wyjściu na ulicę znaleźliśmy się w środku piekła. Niesamowity tłok, rowery, riksze, autoriksze no i oczywiście krowy. Hałas, wszyscy trąbią, dzwonią. Do tego trzeba uważać, żeby nie wdepnąć w błoto zalegające ulice i nie wpaść pod nadjeżdżające pojazdy. Jakby tego było mało nieustannie byliśmy nagabywani przez różnego rodzaju Hindusów oferujących swoje usługi. A wszystko to działo się w tumanach kurzu przesyconego zapachem spalin i ostrych przypraw. Tego typu obrazki nie są typowe tylko dla Delhi. Takie ulice spotykaliśmy we wszystkich turystycznych miastach północnych Indii, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Można się do tego przyzwyczaić a nawet polubić.

Po dotarciu do stacji New Delhi zaczęliśmy przerabiać lekcję, jak będąc turystą wynająć autorikszę za rozsądną cenę. Chcieliśmy się dostać do Czerwonego Fortu w Old Delhi. Wiedzieliśmy, że kurs powinien kosztować 30 rupii. My byliśmy skłonni zapłacić 50, ale zaczepiający nas riksiarze żądali o wiele więcej. Nie mogliśmy się na ich cenę zgodzić, dlatego że byłoby to sprzeczne z naszą zasadą o nieprzyzwyczajaniu tubylców do naciągania turystów. W końcu jeden zaproponował, że zawiezie nas za 30 rupii. Ruszyliśmy, po chwili rikszarz zaczął straszyć, że w Czerwonym Forcie był wczoraj zamach i jest obecnie zamknięty. Lepiej dla nas będzie jechać, na Connaught Place (znacznie bliżej). Kazaliśmy mu się zatrzymać i wysiedliśmy. Po powrocie do New Delhi udało się nam w końcu wynająć autorikszę za 50 rupii. Być może tego dnia było po nas widać, że to nasz pierwszy dzień w Indiach. Później już nie mieliśmy tak dużych problemów z wynajęciem autorikszy za rozsądną cenę.

Pozostała część dnia upłynęła nam na zwiedzaniu miasta. Zwiedziliśmy Szahdżahanabad (Stare Delhi) oraz okolice Rajpath (dzielnicę rządową). Pojechaliśmy również na dworzec kolejowy Old Delhi, z którego za dwa dni odjeżdżaliśmy do Jaipuru. Jak się później okazało był to genialny pomysł. Wieczorem obejrzeliśmy widowisko światło i dźwięk w Lal Kila (Czerwony Fort). Nawet ciekawe.

Dzisiaj mamy w planie południowe Delhi. W tym celu wynajmujemy na cały dzień autorikszę. Jest to najbardziej popularny w Indiach pojazd, służący do indywidualnego przewozu osób. Z przodu siedzi kierowca z tyłu jest miejsce dla dwóch osób. Dach z brezentu boki pojazdu są odkryte. W Delhi autoriksze są żółto-czarne.

Jadąc przez całe miasto miałem możliwość obserwacji ruchu miejskiego. Nie obowiązują żadne zasady. Kierowcy podjeżdżają dosłownie na kilka centymetrów do drugiego pojazdu, zajeżdżając drogę wciskają się niemal „na siłę” trąbiąc przy tym niemiłosiernie. Przy moim długim stażu, jako kierowca, obawiam się, że nie potrafiłbym prowadzić w Delhi.
Pogoda do zwiedzania dość dobra pochmurno i od czasu do czasu mży. Szkoda tylko, że zdjęcia nie będą najlepsze. Odwiedzamy Lal Kot (pierwsze miasto delhijskie), meczet Kirku z XIV wieku mało uczęszczany, ale imponujący, Tughlakabad (trzecie miasto), behaistyczną świątynię w kształcie kwiatu lotosu oraz Ogrody Lodich – grobowce dynastii sułtanatu delhijskiego. Bilety wstępu dla cudzoziemców bardzo drogie, nawet 50 razy droższe niż dla Hindusów. Jest na to rada, wystarczy w Polsce zaopatrzyć się w legitymacje ITIC. Pokazując znaczek UNESCO umieszczony na legitymacji, w wielu zabytkach płaciliśmy stawki dla Hindusów. Przykładowo tylko na bilecie do Lal Kot zaoszczędziliśmy 1000 rupii (80 PLN).

Wieczorem jedziemy do świątyni hinduistycznej – Hanuman Mandir gdzie dostaliśmy poczęstunek i wieńce z kwiatów. Nie wiedzieliśmy potem, co z nimi zrobić, chciałem skarmić świętą krowę, ale nie chciała. Jeszcze jedna uwaga, dotycząca Indii, wszędzie pełno bezpańskich psów. Niektóre okaleczone, straszny widok.

Rano zwiedzamy Raj Ghat, miejsce kremacji Mahatmy Gandiego a potem Feroz Shah Kotla (piąte miasto). Po obiedzie wyjeżdżamy do Jaipuru. Ponieważ pociąg mamy o 15.05 z dworca Old Delhi, zamawiamy na godzinę 14.00 taksówkę, wykorzystując w tym celu serwis hotelowy.

O umówionej godzinie zjawił się na recepcji Hindus i kazał nam iść za sobą. W pełnym ekwipunku dotarliśmy do najbliższej stacji metra. (Głównym powodem wybrania taksówki było to, że nie chcieliśmy iść z plecakami do metra.) Na postoju okazuje się, że pan taksówkarz z kolegami je obiad i mamy w związku z tym zaczekać. Ponieważ za usługę zapłaciliśmy z góry, w hotelu, nie mogliśmy wziąć plecaków i iść do metra, bez straty gotówki. Niemniej stanowczo zażądałem wydania plecaków, które były już w bagażniku, to poskutkowało, za chwilę ruszyliśmy. Po przejechaniu paruset metrów, taksówka ustawiła się w dość długiej kolejce do stacji benzynowej. Jest godzina 14.20, pociąg odjeżdża za 45 minut, do dworca dość daleko poza tym niesamowite korki. Tak bezradny nie czułem się bardzo dawno, być może nigdy. Nie rozpisując się, po pełnej emocji przejażdżce dotarliśmy do pociągu dokładnie dwie minuty przed jego odjazdem i zdążyliśmy tylko dlatego, że nie musieliśmy tracić czasu na szukanie peronu gdyż wszystko sprawdziliśmy poprzedniego dnia. Wniosek: w Indiach nie płać za żadną usługę z góry.

Pociąg bardzo długi, kilkadziesiąt wagonów. Jedziemy sleepingiem drugiej klasy. Segment tworzą cztery leżanki oddzielone od przejścia kotarą. Toalety czyste. Przy wyjeździe z Delhi przygnębiające wrażenie robią ciągnące się kilometrami wzdłuż torów slumsy. Potem za oknami pociągu równina, pola uprawne. Jak Mazowsze latem, tylko za oknami zamiast wierzb palmy. Przed Jaipurem zaczęły się małe pagórki.

W Jaipurze okazało się znów, że rezerwacja w Indiach nic nie znaczy. Zarezerwowany jeszcze w Polsce pokój w Pearl Hotel był zajęty. W informacji turystycznej wynajęliśmy pokój w hotelu Swagatam, będącym własnością stanu Rajasthan. Okazał się bardzo przyzwoity i niedrogi.

Dzisiaj mamy w planie wycieczkę do Ajmeru i Puszkaru. Jako środek transportu wybraliśmy autobus. Standard przeciętny, mało miejsca na nogi. Najpierw pojechaliśmy do Puszkaru. Jest to małe miasteczko leżące nad jeziorem o tej samej nazwie. Miejsce pielgrzymek zarówno Hindusów jak i turystów, ze względu na ghaty, świątynię Brahmy (tylko jedna w całych Indiach) oraz niepowtarzalny klimat świętego miejsca. Rzeczywiście „kapłan” wciągnął mnie na ghat na brzegu jeziora, kazał powtarzać jakieś wersety, odprawiał modły, namaścił moje czoło czerwonym barwnikiem, kazał wrzucić otrzymane w świątyni Brahmy kwiaty do wody i zażądał 100 euro. Gdy dostał 100 rupii był bardzo zawiedzony, ale pozwolił mi zrobić kilka zdjęć ghatów.

Następnie pojechaliśmy do Ajmeru, znanego z grobowca świętego sufickiego z XII wieku. Obecnie w tym miejscu stoi meczet. W okolicy meczetu niesamowity tłok, mnóstwo nachalnych żebraków. Zaopiekował się nami duchowny muzułmański, przeprowadził przez szereg bram i dziedzińców do samego grobowca a następnie prosił o wpis do księgi pamiątkowej i dotację w wysokości co najmniej 100 rupii od osoby.

Po powrocie do Jaipuru dowiedzieliśmy się na dworcu autobusowym, że z powodu święta Holi, 15-tego, żaden autobus przed południem nie odjeżdża. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się jechać do Agry pociągiem. Wieczorem poszliśmy na dworzec kolejowy kupić bilety. Było to następne doświadczenie pt. życie w Indiach. W biurze rezerwacji tłok niesamowity, te okienka, w których znajdowała się obsługa niczego nie załatwiały. Ich praca polegała głównie na odsyłaniu petentów do innych okienek, w których najczęściej nikogo nie było. My też zostaliśmy odesłani do okienka nr 10, przed którym kłębił się tłum Hindusów a w środku nie było nikogo. Wypełniliśmy nawet specjalny druczek ale szybko się nam znudziło czekanie i wyszliśmy. Postanowiliśmy kupić bilety przez Internet. Kupno biletów w pobliskiej kawiarence internetowej zajęło nam niecałe pół godziny. Najciekawsza była reakcja opiekuna komputera, gdy zorientował się co robimy nie potrafił ukryć podziwu. Patrzył na Anię drukującą bilety jak na przybysza z obcej planety. Kupno przez Internet to, w moim przekonaniu, najprostszy i najwygodniejszy sposób kupowania biletów kolejowych i lotniczych w Indiach.

Dzisiaj zwiedzaliśmy fort Amber, wznoszący się nad miejscowością o tej samej nazwie i pobliski fort Jaigarh. W pierwszym z nich znajdował się pałac maharadży Rajasthanu, drugi nigdy nie zdobyty był jego twierdzą. Po południu odwiedziliśmy Hawa Mahal (Pałac Wiatrów) oraz przespacerowaliśmy się po bazarach Różowego Miasta, starówki Jaipuru. Z tego dnia zapamiętałem widok pomalowanych słoni maszerujących wzdłuż szosy prowadzącej do Amber.

Kolejny dzień naszego pobytu w Jaipurze przypadał na zaczynające się właśnie święto Holi obchodzone w północnych Indiach a szczególnie w Rajasthanie. Rano uczestniczyliśmy w paradzie słoni. Jest to przemarsz ulicami miasta kilkudziesięciu, ozdobionych kolorowymi narzutami, słoni. Towarzyszą im zespoły taneczne, ubrane w regionalne stroje oraz orkiestry dęte. Każda grupa: kilka słoni, zespół taneczny, orkiestra reprezentowały jakąś świątynię lub innego sponsora.

Później odwiedziliśmy Dżantar Mantar, obserwatorium astronomiczne zbudowane w XVII wieku przez maharadżę Dżaj Singha a następnie wynajęliśmy autorikszę i pojechaliśmy obejrzeć Fort Tygrysi (Nahhargarh) trzeci z wielkich fortów otaczających Jaipur. Piękny widok na miasto.

Po powrocie do miasta obserwowaliśmy jak Hindusi świętują Holi. Zabawa polegała na tym, że grupa młodych Hindusów biegła ulicą z wiązkami zapalonej trawy a inni starali się zapalić swoje wiązki kradnąc im ogień. Dochodziło między nimi do drobnych potyczek. Było to raczej, zważywszy na duży ruch uliczny, niebezpieczne. Potem zapalali wprost na ulicy ogromne ogniska, w których palili swoje domowe śmieci. Cały dzień spotykaliśmy na ulicach wymalowanych różnokolorowymi farbkami mężczyzn. Dwóch sfotografowałem a potem uścisnąłem im dłonie. Cała moja prawa ręka a za chwilę i koszula były czerwone. W hotelu rękę domyłem, gorzej z koszulą nie dała się doprać.

Jedziemy do Agry. Na dworcu jesteśmy kilka minut przed przyjazdem pociągu. Na peronie kłębi się tłum oczekujących. Bezwładnie rzucają się w kierunku nadjeżdżających wagonów-tych nie objętych rezerwacją. Te objęte rezerwacją są natomiast nie opisane. Z poprzednich doświadczeń wiemy, że nasz wagon (A1) powinien być za „sleepersami”. Na szczęście konduktor pojawia się na peronie i wskazuje właściwy wagon. Nasz ekspres mknie z zawrotną szybkością: niecałe 250 kilometrów pokonuje w pięć i pół godziny. Konduktor dokładnie sprawdza nasz bilet i spisuje z paszportu numer wizy – NEPALSKIEJ (sprzed trzech lat)

W Agrze opada nas znowu tłum riksiarzy. Autoriksze nie mają liczników, ceny są zdecydowanie umowne i dwukrotnie wyższe niż w Jaipurze. Na dodatek nasz hotel znajduje się tak blisko Taj Mahal, że nie wolno tam wjeżdżać pojazdom spalinowym. Dalszą drogę (około 500 metrów) przemierzamy pieszo a nasz bagaż rikszą rowerową.

Jest święto Holi, więc prawie nikt nie pracuje, nawet w restauracjach większość obsługi ma wolne i można zjeść tylko proste dania.

Taj Mahal popołudniem i wieczorem jest zachwycający: słońce odbija się w marmurowych reliefach i intarsjach. Nie ma zbytnich tłumów i można kontemplować we względnym spokoju piękno miejsca. Szkoda, że wieczorem obiekt nie jest podświetlony (za te pieniądze, które płacą obcokrajowcy!!).

Dzisiaj jedziemy państwowym autobusem do Fatehpur Sikri. Zanim tam pojedziemy, postanawiamy obejrzeć w świetle dziennym Taj Ganj, czyli dzielnicę otaczającą wspaniały Taj Mahal. Od hotelu przy Bramie Wschodniej idziemy w kierunku Bramy Zachodniej. Nieopatrznie schodzimy z głównej uliczki, biegnącej wzdłuż muru i lądujemy w typowym slumsie. Ten kontrast między życiem zwykłych Hindusów a bogactwem ich władców szokuje.

Wracamy na główną ulicę i łapiemy autorikszę na dworzec autobusowy. Jest to pełen kurzu z udeptanej ziemi placyk, zatłoczony kramami i pojazdami wszelkiej maści. Najprawdopodobniej po deszczu jest to jedno wielkie błoto. Jedynym „europejskim” akcentem była budka z napisem „inquiry”- tam wskazano nam właściwy autobus, przeraźliwie rozklekotany. „Dworzec autobusowy” w Fatehpur Sikri przedstawiał podobny widok, ale bez budki, za to znajdował się tam rozkład jazdy.

Zwiedzanie zaczynamy od meczetu. Droga, jak zwykle, prowadzi wśród niekończących się straganów i przepychających się riksiarzy. Przy meczecie opada nas tłum „przewodników” w wieku od lat 12 do 50. Nie rozumiemy po angielsku, więc dają nam spokój. Sam meczet i znajdujący się w nim marmurowy grobowiec, sufickiego świętego, są zachwycające. Zadziwia kunszt i pracowitość artystów, wykonujących marmurowe zdobienia. Z meczetu udajemy się do zamkniętego murami zespołu pałacowego. Legitymacje ITIC znowu zadziałały: płacimy stawki dla Hindusów (zamiast250 10 rupii). Pomógł nam w tym przewodnik, który natychmiast zaoferował swoje usługi za 250 rupii. Przyjęliśmy ofertę, zgodnie z zaleceniem Pascala. Po półtorej godziny obwieścił koniec zwiedzania a następnie po otrzymaniu umówionej stawki zaczął wymuszać dodatkową opłatę, która miała stanowić wyraz naszego zadowolenia z jego usług. Sami poszliśmy zwiedzać ruiny miasta, leżące już na „darmowym” terenie. Zaskakujące było to, że o ile za murami przeważali obcokrajowcy, dobrze zachowane fragmenty miasta zwiedzali głównie Hindusi –my zdecydowanie wyróżnialiśmy się w tłumie.

Po powrocie do Agry, w drodze z dworca autobusowego do hotelu, zawarliśmy znajomość z riksiarzem, który miał księgę pamiątkową pełną wpisów – również polską notatkę.

O świcie z punktu widokowego w naszym hotel obserwowałem wschód słońca nad Taj Mahal. Po śniadaniu rozpoczynamy poszukiwania banku, aby wymienić pieniądze. Sprawa nie jest tak prosta jak w Delhi, jeżeli chce się to zrobić po przyzwoitym kursie.

Idziemy Taj Ganj w kierunku Bramy Zachodniej, opędzając się od natrętnych riksiarzy. Dzisiaj jest piątek i Taj Mahal jest zamknięty. Nie udaje się nam więc złapać elektrycznych zbiorowych taksówek, kursujących pomiędzy Taj Mahal a Fortem – jedziemy tam autorikszą. W forcie płacimy znowu jak Hindusi. Sam zespół pałacowy wart jest grzechu: starsza część z piaskowca i późniejsza marmurowa zachwycają misterną robotą i wdziękiem. Zwłaszcza godny uwagi jest pałacyk królowej Mumtaz oraz sale audiencji prywatnych i publicznych. Spacer wzdłuż murów fortu zaprowadził nas do dworca kolejowego i starego miasta (bazaru) po drugiej stronie torów. Znowu brud, kurz, tłok i przeciskające się w tłumie pojazdy wszelkiej maści. Autorikszą jedziemy na obiad do jakiejś luksusowej restauracji a następnie do „Małego Taju” po drugiej stronie rzeki Jamuny oraz do grobowca Akbara w pobliskim Sikander. Oba grobowce zachwycają bogactwem zdobień i kunsztem wykonania.

Zdjęcia

INDIE / Uttar Pradesh / Agra / Taj Mahal o zachodzie 3INDIE / Radżastan / Jaipur / Święto Holi INDIE / Radżastan / Jaipur / święto Holi 3INDIE / Uttar Pradesh / Sikander / Mauzoleum cesarza AgbaraINDIE / Radżastan / Puszkar / ghatyINDIE / Uttar Pradesh / Fatehpur Sikri / Brama ZwycięstwaINDIE / Radżastan / Jaipur / pałac na wodzieINDIE / Radżastan / okolice Jaipuru / fort Amber 1INDIE / Radżastan / Jaipur / sklep garncarskiINDIE / Radżastan / Ajmer / meczet BargahINDIE / Radżastan / Jaipur / Hawa MahalINDIE / Uttar Pradesh / Agra / Fort 1

Dodane komentarze

[konto usuniete] dołączył
26.03.2012

[konto usuniete] 2012-09-01 01:43:40

Podróżowanie po Indiach to już całkiem inna bajka... Można by o tym pisać w nieskończoność. To doświadczenie jakich mało. Troszkę można poczytać na ten temat tu:
http://www.national-geographic.pl/uzytkownik/relacje-z-podrozy/pokaz/gosiqa/indie-sztuka-podrozowania/

[konto usuniete] dołączył
26.03.2012

[konto usuniete] 2012-09-01 01:38:39

Piękna wycieczka...
Mówi się, że nie można pozostać obojętnym na specyfikę Indii.
Wystarczy kilka chwil, parę kroków po wyjściu z lotniska, rzut oka na otaczający świat i pierwszy powiew powietrza, aby pokochać lub znienawidzić ten kraj na resztę życia.
Ja Indie kocham...

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl